Dziewczyny - Ja mam wiele nurtujących pytań dotyczących tych operacji laparoskopowych
Jeden lekarz który za zabieg chciał 20 tys. twierdzi że zoperuje wszystko tzn, że jeśli guzy endo będą w jelitach w pęcherzu itd to on je usunie, a drugi lekarz ten tańszy twierdzi że jeśli tak będzie to już tym musi się zająć chirurg na osobnej operacji ale wg niego po badaniu ja tego tam nie mam. Sama nie wiem co myśleć. Wy co o tym myślicie, podobno na laparo na fundusz w razie takich sytuacji na sale wchodzi chirurg, urolog i oni pomagają ginekologom, znalazłam w necie jedną dziewczynę która miała przeszczep moczowodu, ale niestety nie odpisuje na kolejne moje pytanie gdzie miała ten zabieg ...Siedzę i rozmyślam co będzie lepsze dla mnie, nie wiem też czy po zabiegu tak jak mówi lekarz brać visanne czy od razu działać? Ja bym wolała od razu działać.
Humor od rana nie dopisuje. Zaczęło się od snu, w którym to zrobiłam test ciążowy, wyszedł pozytywny, a potem poszłam zrobić betę jedną, drugą i okazało się, że za mały przyrost.. Wiedziałam, że znowu stracę dziecko. 
Głupie sny biorą się z nadmiernego myślenia. Już nawet nie o ciąży, ale za 4 dni wypadał termin mojego porodu - 20 maja 2015
. Pamiętam, jak ginekolog założyła mi kartę ciąży, aż się popłakałam ze szczęścia, miałam dowód, że moje dziecko istnieje.
Oczywiście wstałam z wielkim dołem, próbowałam, naprawdę próbowałam po sobie nie pokazywać emocji, ale kiedy zaczęłam robić porządki w szafce, natknęłam się na testy ciążowe. Dwa testy ciążowe, jedyne pamiątki po moim dziecku. Nie wytrzymałam - nawet nie wiedziałam, że to tak bardzo boli, nadal...
Myślałam, że juz się z tym pogodziłam.
Popłakałam się jak małe dziecko, na szczęście był przy mnie D. Przytulił, pozwolił się wyżalić. Było mi lepiej, na chwilę... ;( A teraz, pisząc to, znowu czuję, jak łzy napływają mi do oczu, choć próbuję je powstrzymać, bo siedzi obok mnie, a nie chcę, żeby patrzył, jak płaczę...
Dlaczego to wciąż tak boli, a w tym okresie okołoporodowym jeszcze bardziej.. NIe chcę tego przeżywać, chcę cofnąć czas... 
W cały tym szczęściu i radości dziś jest gorszy dzień. Tzw dzień gorszego humoru. Świat mnie po prostu atakuje... 
No ale cóż, podobny kwaśny dzień miałam 13 maja a na drugi dzień okazało się, ze się w końcu udało i mamy wyczekaną fasolkę z maleństwem! Więc trzeba tylko przeżyć dzisiejszy dzień z kategorii "Feeeee" i poczekać na elpsze jutro. Taaak..jutro będzie lepsze, bo przyjeżdża kuzynka męża ze swoim mężem i idziemy na dooobre jedzonko. Mniaaam...mięsko, będzie doobre mięsko. 
Cały czas staram się wszystko sobie tak w głowie ułożyć, żeby absolutnie nie wkręcać sobie ochoty na różne rzeczy. Wiem, że to nawet jest za wcześnie
ale i tak...każdą złą, nadprogramową rzecz jaką wkładam do ust muszę przemyśleć dwa razy. Czy aby warto?
Po schudnięciu praktycznie 40 kilo przez ostatnie 2 lata, obawiam się że jak spuszczę nogę z hamulca to może się to źle skończyć. W sensie, że może mnie dopaść efekt jo-jo ... ale z drugiej strony muszę dbać o maleństwo, zeby miało codziennie bogaty wachlarz zdrowych substancji odżywczych.
Optymistycznie myślę, że uda mi się pozostać w zdrowym trybie jedzenia co 3h średnia porcja zdrowego jedzonka a raz na jakiś czas coś z poza programu. Postaram się wsłuchać w organizm i jeść to na co mam ochotę ale oczywiście nie dając się wilczemu apetytowi na śmieciowe jedzenie.
Mmm...chipsy..mniam od kiedy ja już marze o chipsach.
A ciągle to odkładałam na kolejny próg wagowy jako nagrodę, którą później odpracuję na siłowni.
A teraz PIKUŚ.
Jak ręką odjął. Nie ma mowy. Teraz musze chuchać i dmuchać o brzuszek i nie szaleć. Nnoo może po pierwszej wizycie u gina , jak się dowiem ze wszystko jest jak najlepiej i w zupełnym porządku to potowarzyszę mężowi na siłowni spacerując po bieżni z muzyką na uszach.
Spacery w ciąży są przecież wskazane!
No i basen!
Buu..wczoraj mężu mi zakomunikował, zebym w tym sezonie nie nastawiała się na pływanie w morzu. Bo w morzu jest cała masa różnych drobnoustrojów i bakterii. Basen owszem...bo chlor zabija wszystkie świństwa ale morze - absolutnie! Tylko do kolan.
fee... to po co w ogóle iść na plażę? Hmm ?
No ale cieszę się, ze już zaczyna świrować. Jak brzuszek już urośnie to chyba nie wypuści mnie z domu bez nakolanników, nałokietników i poduszek dookoła ciała "na wszelki wypadek". 
Siostra męża zwariowała ze szczęścia! Obawaiłam sie, ze usłyszę "A nie mówiłam!!Wieeedziałam, ze się udało.." ale nie. Nie zaryzykowała. 
Moja teściowa już zabiera sie za wyrabianie białych ubranek na drutach czy na szydełku, nie wiem. Zapytała czy moze robić białe, zielone i pomarańczowe.
Żeby nie zmuszać potem chłopczyka do noszenia różowego sweterka albo dziewczynki do noszenia niebieskiego. 
Teść jeszcze nic nie wie, dowie się za jakiś miesiąc lub dwa. Wiemy ze bardzo, bardzo marzy o wnuku ale wolimy nic nie mówić, bo zaraz rozpapla na pół kontynentu i wszystkie ciocie, klocie, kuzynki mogą oprócz zadowolenia czuć zazdrość, zawiść czy coś...wiec lepiej żeby tylko pozytwne fluidki wędrowały w naszą stronę.
No i moja mama.
To jest bardzo wyjątkowy przypadek.
Nie wiem w końcu czy się cieszy czy się nie cieszy. Jest taka niby ciesząca się ale bez smaku. 
O wiele bardziej ucieszyli się z wiadomości nasi przyjaciele na niemieckim, trener na silowni, koleżanka z siłowni (chyba lesbijka hihi) i znajomy z apteki który załatwiał nam 2 razy menopur w promocyjnej cenie.
A jak pokazałam mamie pozytywny test, z wieeeelkim rogalem szczęścia na twarzy zapytałam co o tym sądzi .. to praktycznie grobowym głosem stwierdziła:
"Jesteś w ciąży."
Zabrzmiało to jak jakiś wyrok, lub stwierdzenie nie wiedziałam, ze pracujesz jako dziwka...

Potem tylko dodała "no to doczekałam się".
Cóż...nie wiele razy słyszałam, ze czekała, no ale to chyba oznacza że się cieszy nie? heh
Później tylko wieczorem pokazała trochę więcej entuzjazmu, mówiąc, ze teraz koniec ze spinningiem, koniec z horrorami, ze musze patrzeć tylko na pięknych ludzi itp
Ciekawe co tam siedzi w głowie mojej mamy. Mąż mówi, że na swój dziwny sposób już jest zazsrosna. Że cieszy się gdzieś tam w głębi, ale tez wie że dziecko zajmie potężną część całej mojej uwagi.
Przykre to jest. Chciałabym mieć w mamie trochę więcej wsparcia. W ogóle chciałabym, żeby było wszystko normalniej. Zeby nie była chora, żeby mogła mieszkać sama, kuźwa..no zeby było normalnie. A nie tak, że praktycznie większość decyzji musimy robić pod mamę.
Wkurza mnie to. Bardzo mnie to wkurza, no ale tak się ułożyło życie i już.
I potem jak przyjadą rodzice męża i będą miesiącami siedzieć nam na karku, będę to musiała znosić z uśmiechem na twarzy, bo przecież mój mąż też się nie pisał na mieszkanie z moją mamą, która ostatnio po prostu robi się coraz bardziej upierdliwa. 
Takie to strasznie przykre...No i teraz pewnie jeszcze bardziej niż normalnie bo zaczyna mi się kaszana hormonalna. I cały świat mnie atakuje.
Mam nadzieję, ze wyjazd w sprawie pracy który mamy w ostatni weekend maja przyniesie nam kilkuletni kontrakt od września i w końcu jakoś nam się unormuje życie.
Od października mieszkamy z niesmaowicie trudnym w codziennym współżyciu braciszkiem męża i raz na jakiś czas przyjeżdżającą na kilka dni też trudną sioistrą meza. Plan był taki, zeby teraz znowu pojechac na Ibizę, naładować kieszenie i jesienią zacząć szukać stabilnej pracy w niemczech.
No ale pojawiłą sie stymulacja - myśleliśmy ze jak się nie uda a pojedziemy na ibizę to przepadnie nam kolejna szansa...
Pozatym znalazłam firmę rekrutującą lekarzy w niemczech i mąż pojechal sam na tydzień...Pfffff..to był najbardziej stresujący tydzień w całym naszym małzeństwie. Nie dość, że budżet miał tylko 50 Euro..to jeszcze nie zadziałał roaming i większość czasu drżałam czy aby wszystko w porządku. Oferta pracy okazała się dziwna, bo na jakiejś dziwnej niemeickiej wyspie, w domu matek z chorymi dziećmi...a zeby tego jeszcze było mało, główną terapią w tej klinice jest terapia homeopatyczna której mąż po rostu nienawidzi! HA
Co innego zioła a co innego homeopatia. Powiedziałam wiec, ze nie. Absolutnie nie będzie się wkurzał w pracy, mozemy poczekac na następną ofertę jaka się znajdzie.
No i tak jedziemy razem 28.maja. Mam nadzieję,że będzie fajne. Nie jakaś wiocha no i ogólnie to będzie właśnie to.
A jeśli nie...to jedziemy jak najszybciej do Anglii i koniec problemu.
Tylko stopniały już wszystkie oszczędności z zeszłego lata na Ibizie i teraz...no i chwilowo mamy ciężki okres.
No nic...miejsmy nadzieję, że tak czy owak szybko się wszystko teraz ułoży. Bo ja już dłuzej nie wytrzymam z tym wiecznie skrzywionym i znudzonym bratem męża. Ja już nawet nie mogę na niego patrzec tak mnie wkurza. Irytuje mnie nawet tupot jego stóp!! Wwgrrr
Czy nie można podnośić stóp jak się idzie przez mieszkanie, tylko musi je za sobą ciągnąć?
Uff..ciii ok - to pamiętnik ciążowy. Radość, radość. Dominowac ma tutaj radość.
Nie mogę się też tak wkurzac do czerwoności, bo fasolka bedzie zestresowana.
Hmm..czy mam jakieś przeczucie? Czy będzie chłopiec czy dziewczynka?
Nie wiem. Jeszcze nie wiem. Chciałabym chyba najpierw chłopca. Hmm.. Albo dziewczynkę. 
Nie wiem nie wiem.
Ważne, zeby było ZDROWE.
A po tym w kolejności jest mądre i śliczne. 
Ok..wracam do pracy, bo zbliża się bardzo ciężki tydzień z bardzo małą ilością czasu na pracę.
Na 5 dni zadzwonili do męza na zastępstwo jakiegoś lekarza w tej paskudnej wiosce, w której mieszkaliśmy 4 lata...(ach..jak ja nienawidzę tej wioski
) no i nie mogę go puścić samego samochodem bo...droga jest przez góry, pełno zawijasów, serpentyn, czasem spadają kamienie.
A ja tutaj jestem kierowcą w rodzinie. Nie mogę się denerwować, więc najprościej będzie jak pojeździmy razem. Potem razem fruu na niemiecki a potem..zamiast odpoczywać.. ja do pracy. miodzio...
Przynajmniej w pierwszej połowie dnia się zrelaksuję tam na jakiejś trawce i poczytam książkę. Mam już 3 w kolejce.
W domu nie ma czasu, bo ciągle komputer się na mnie gapi z wyrazem ekranu - kurde, co się obijasz. Czeka masa pracy.
stop
Trzeba popracować.
Miłego weekendu!!
cholera zniknął mi cykl!!!! Zaznaczyłam bóle pleców i mi zniknął, nie ma go nigdzie, nawet w przeglądzie cykli ani w ustawieniach....o co chodzi!!!??
Edit: Poprzedni cykl również zniknął!! Paranoja wykupiłam abonament i nie mogę z niego skorzystać;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2015, 12:56
9 odcinek 31 sezonu
Generał w nocy po powrocie z pracy podjął nieoczekiwaną decyzję o przeprowadzeniu ćwiczeń swojej armii. Temat ćwiczeń: ewakuacja z garnizonu Jądra do okopów pochwa, w celu zmniejszenia ciśnienia i możliwości przyjęcia nowych rekrutów. Z związku z tym Temperatura lekko oszołomiona ilością atrakcyjnych żołnierze lekko podskoczyła z podniecenia. Za mundurem panny sznurem ponoć nie? Ćwiczenia przebiegły planowo i pomyślnie.0
Estrogen natomiast wraz ze swym przyjacielem LH wydają się pracować rzetelnie. Pomału realizują zadania. Z widocznie zrealizowanych poleceń organizatorskich Estrogena to poprawa cery - w końcu wyglądam jak dojrzała kobieta, a nie jak nastolatka z gimnazjum i błyszczące włosy. Zaliczka w postaci kisielu z siemienia lnianego powoli motywuje kolegę do produkcji śluzu. Producenci Rogu obfitości w tym sezonie są jeszcze wyciszeni. Raz na jakiś czas któryś da o sobie znać lekkim kujnięciem. Oby szykowali jakąś spektakularną niespodziankę, a nie rozczarowanie 
Czwartek 14.05.2015r 29t5d
Cały dzień miałam nudności, nie mogłam nic zjeść. O godzinie 19:00 złapały mnie ostre wymioty. Wymiotowałam 15 minut! Pod koniec wymiotowania miałam wrażenie, że odeszły mi wody, całe spodnie i podłoga zachlapana bezbarwnym płynem. Zaczęły się bolesne skurcze co 5 minut. Mąż od razu wezwał karetkę. O godzinie 19:40 przyjechała karetka. Założyli mi wenflon i zawieźli do szpitala wprost na porodówkę. Z porodówki chcieli mnie wysłać do Opola, ale przyszła pani doktor. Zbadała mnie. Stwierdziła, że nie ma rozwarcia. Zabrała mnie szybko na USG. Szyjka na szczęście zamknięta. Jak to określiła "w mirę długa". Po USG zabrali mnie do zabiegówki. Szybko podłączyli mi kroplówkę z Sambutanolem. Pani doktor zadecydowała o protekcji płucek i od razu dostałam zastrzyk z Dexawenu. Dodatkowe badania krwi i moczu. Zaprowadzili mnie na salę i odrazu podłączyli do KTG. Czynność skurczowa była widoczna. Decyzja lekarki - poczekamy jak zareaguję na Sambutanol. O 22 dostałam izoptin na kołatania serca związane z kroplówką. Od razu mnie uprzedzili, że kroplówka będzie pomalutku spływać i może się skończyć za 24godziny lub dłużej.
15.05.2015r 29t6d
Pobudka o 6:00 na pomiar tętna Maleństwa, pomiar ciśnienia i na kolejną dawkę Izoptinu. Brzuch dalej się stawiał, ale nie tak jak dzień wcześniej. Po 8:00 kolejna dawka Dexawenu. O 10:00 dopiero była wizyta. Badania krwi i moczu wyszły dobre. Dalej ma lecieć kroplówka.
Po południu skurcze ustały. Po 19:00 kolejna wizyta. Lekarz stwierdził, że brzuch jest miękki. Zalecił kolejne KTG i odstawienie kroplówki jak się tylko skończy + Luteina dopochwowo. Na KTG nic nie wyszło (no tylko tyle, że Lilcia jest bardzo ruchliwa). O 20:00 III dawka Dexawenu. Po 22 skończyła się kroplówka, dostałam kolejną dawkę Izoptinu.
16.05.2015 30t0d
Znów pobudka o 6:00. Pomiar ciśnienia i tętna Lilci. Kolejna dawka Izoptinu. Po 8:00 IV i ostatnia dawka Dexawenu. Skurczów już nie ma
Po 9:00 była wizyta. Ginka stwierdziła, że jak KTG wyjdzie dobrze to wracam do domku
O 9:15 zrobili mi KTG. Zapis był piękny
Był tylko jeden skurcz na 40%. Lekarka wypisała mi recepte na Luteinę, którą muszę brać do wizyty u mojej ginki. No i przed 11 byłam już w domku 
Moje dwie Księżniczki bardzo się stęskniły za mamusią
Tak samo jak ja za nimi 
Najważniejsze teraz jest to, aby Lilcia wytrzymała minimum te 7 tygodni i będzie dobrze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2015, 13:12
Myślę, że dzisiejszy test mogę już zaznaczyć jako pozytywny
teraz jestem zadowolona że je kupiłam, bo przy moich 30dniowych cyklach nie pomyślałam, że jeden może zwariować i przynieść owulkę tak wcześnie. Obym się za tydzień na usg dowiedziała, że faktycznie była.
Dobrze, że wczoraj było


EDIT
Zwariowałam razem ze swoim ciałem.
Jakaś wydzielina dalej jest więc rano mąż pisze z pracy żeby może jednak zatestować więc myślę czemu nie, wynik znam. W końcu dzisiaj chyba 10 dc. Nie miałam w domu testu, poszłam do apteki i z drugiego bardzo wymuszonego sikania zakropiłam płytkę. Czekam i nic no bo co ma być. Odkładam test do pudełka i idę żyć dalej. Kilka godzin później mam wyrzucać test, rzucilam jeszcze okiem a tam dwie krechy! Druga jasna no i pojawiła się dopiero po czasie, nie wiem jak długim na dodatek, więc podchodzę do tego spokojnie. Dzisiaj wieczorem siknę jeszcze raz i jeszcze raz jutro rano i zobaczę ale przecież to niemożliwe.
Moja babcia podobno MIESIĄCZKOWAŁA do 6 miesiąca ciąży i urodziła zdrowe dziecko ale nie. Te dwie kreski na teście to pewnie tylko jakiś chemiczny psikus. Ale fajnie jest w końcu zobaczyć taki test
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2015, 16:01
Już po pierwszej wizycie w Klinice.
Jesteśmy z mężem bardzo zadowoleni, w końcu trafiliśmy na świetną, konkretną panią doktor, która potraktowała nas poważnie i nie zbagatelizowała naszych obaw.
Dziś mój 13 dc- w lewym jajniku pęcherzyk 26x 19, endo 10 mm. Pani doktor nakazała jechać do domu i "grzeszyć" bo lada chwila pęcherzyk może pęknąć.
Ale.... Ale jest też obawa, że pęcherzyk jest już za duży i nie pęknie wcale. W poniedziałek urywam się z pracy na kolejny monitoring, sprawdzić czy coś się zadziało 
Z niepokojących wieści natomiast- pani doktor obejrzała wyniki badań mojego męża i powiedziała, że nie są super optymistyczne, najgorzej nie jest ale mogłoby być znacznie lepiej. Oboje dostaliśmy skierowania na kilka szczegółowych badań. Jeśli w tym cyklu nie uda się nam naturalnie zajść w ciążę, od następnego cyklu ruszamy już pełną parą pod czujnym okiem pani doktor.
Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na tę wizytę, mam wrażenie że ruszyliśmy z miejsca, wiemy na czym stoimy, wiemy czego możemy się spodziewać. Wiem, że jestem już pod dobrą opieką i czuję się bezpieczniej, nie mam już poczucia, że zostałam pozostawiona sama sobie. Nowa dawka nadziei pojawiła się w naszym życiu.
Życzę Wam moje kochane kobiety słonecznego, spokojnego weekendu. Odpoczywajcie, serduszkujcie, cieszcie się życiem 
Nie chcę o tym myśleć a jednocześnie nie mogę przestać. Cały czas z tyłu głowy mam jeden temat CIĄŻA!!! I jednocześnie się pocieszam, z drugiej strony martwi mnie może mam jakąś poważną chorobę, potem znów się pocieszam, że przecież teraz jest tak rozwinięta farmakologia...dlaczego ja akurat mam takie problemy ehhh Chyba złapało mnie przygnębienie, jestem już zmęczona tymi staraniami, nawet nie chcę o tym myśleć ile nam jeszcze może z tym zejść czasu...Moja przyjaciółka z która razem zaczęłyśmy starania żeby razem to przeżywać jest już w 3 mscu a ja dalej nic a czas ucieka...
We czwartek dostalam list z ambasady I o malo co sie nie przewrocilam..
Otoz urzad polityki spolecznej w poznaniu wytoczyl mi postepowanie o oddanie zasilku na dziecko nieslusznie przyznanego w 2010 roku????!!!!
Zadzwonilam do nich w piatek rano I poslusznie poprosilam o numer konta I kwote ale potem zaczelam sie zastanawiac....
W 2010 roku.. ledwo wiazalismy koniec z koncem.ja pracowalm jako lekarz stazysta zarabiajac 1350 zl na miesiac, moj P. byl na bezrobociu bez prawa do zasilku no I mielismy malutkie dziecko Do tego przez pierwsze 3 miesiace urzad marszalkowski w poznaniu wstrzymal nam wyplaty bo musieli papierkowa robote zrobic najpierw. Pamietam jak dzis w listopadzie 2010 zadzwonilam do urzedu I zapystalam milego pana jak on by sie czul jakby nie mial za co dziecku mleka kupic???A on na to ze to problem ministerstwa...
Po roku P. dostal prace w irl I wrocil do domu wiec byl w stanie dopomoc mi finansowo. Ale taka mnie naszla mysl Jesli mnie sie nie nalezaly te marne grosze to komu??? Czy osoba przyznajca zasilki nie wiedziala ze mi sie on nie nalezy?? Pozatym pracowalam w polsce do wrzesnia 2012 roku I przez 2 lata nikt nie wpadl na to ze nieslusznie dostalam zasilek??? Teraz po 5 latach szukaja mnie przez ambasade bo nie mam juz w polsce adresu.
Moja mama byla delikatnie mowiac oburzona, powiedziala ze tam pojedzie I zobaczy te papiery.
Ja sama nie wiem co myslec, czy polski rzad w dzisiejszych czasach bedzie kazal zwracac pieniadze kazdemu komu poprawila sie sytuacja materialna? Nie twierdze ze zycie na emigracji jest takie wspaniale bo jest mi tu bardzo ciezko samej I czesto mysle o domu. Duzo czasu zajelo mi przyzwyczajenie sie do ludzi, innej mentalnosci, innej rzeczywistosci. I kazdy kto wyjechal mowi ze tesknota za domem rosnie w miare jak sie starzejesz ale...polska rzeczywistosc czasami mnie przeraza.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2015, 16:24
Dzień leniwy i pracowity zarazem, na razie upływa pod znakiem zakupów
Jednocześnie jest to pierwszy weekend,który mogę w spokoju spędzić z Mężem w domu - tak po prostu. Do tej pory każdy weekend to albo był jakiś wspólny wyjazd,albo ja miałam zajęcia, albo Adi gdzieś jechał...w końcu się doczekałam,że możemy go spędzić razem, nie pracując i nie jadąc absolutnie nigdzie
Poranek więc był błogi od samej świadomości tego
Potem Adrian stwierdził,że dziś jest najlepszy dzień,aby pojechać do sklepu ciążowego na Polną i rozejrzeć się za sukienką na wesele dla mnie
Przymierzyłam kilka modeli, większość z nich była workowata, co przy mojej tuszy nie wyglądało dobrze. W końcu wybrałam ładną chabrową sukienkę, w której aż samej sobie się podobałam
Do tego chcę założyć czarne bolerko, buty i torebkę mam pod kolor sukienki
Mega się cieszę z zakupu,bo jak patrzyłam na siebie w tych wszystkich workach,to już się bałam,że w niczym nie będę wyglądać..ale jest ok 
Następnie udaliśmy się do Auchan na większe zakupy spożywcze. Ludzi,oczywiście,multum i chodzenie po hipermarkecie to już nie do końca dla mnie - kręgosłup mi nawala, tak jak się spodziewałam
Problemy z kręgosłupem mam od lat i wiedziałam,że w ciąży odczuję go jeszcze bardziej,ale nie sądziłam,że już w 4 miesiącu
Muszę Mężulka zmobilizować do masaży
Może da się namówić
Bo Adi jak mnie wymasuje to mucha nie siada..co prawda ruszać się też wtedy nie mogę,ale przynajmniej rozbija mi też bolące miejsca 
Za tydzień i za dwa tygodnie obskakujemy dwa wesela - mam nadzieję,że dam radę
Za tydzień wychodzi za mąż moja przyjaciółka, oboje z Adrianem jesteśmy świadkami, więc wszystko musi pójść idealnie. Będę musiała spiąć poślady i nie padać ze zmęczenia co chwilę
No,ale dla niej wszystko
A za dwa tygodnie ślub koleżanki z pracy. Nota bene,to ona złapała mój welon na naszym weselu w sierpniu
Więc coś jest w tej welonowej wróżbie 
Im częściej myślę naszym dziecku,tym bardziej już bym chciała go mieć przy sobie
Porodu dalej się boję,to raczej nieuniknione w moim przypadku (jestem mało odporna na ból raczej),ale większe już jest to pragnienie spotkania się z naszym Michasiem
W poniedziałek wizyta i znowu go zobaczę na USG - już się nie mogę doczekać
W piątek byłam na badaniach,ale do tej pory mam tylko wyniki anty-tpo i anty-tg i wszystko w normie
Turlamy się więc w kierunku 5 miesiąca 
Ha i w całym tym potoku słów zapomniałam dodać, że ledwo minęły 2 dni a ja doszłam do wniosku, ze oprócz artykułów o tym co w danym tygodniu rozwija się u naszego maleństwa, lepiej nie będę w ogóle nic czytała na temat ciąży. Nie będę wchodzić na żadne fora, czytać czy ma boleć czy też nie ma boleć brzuch. Bo po prostu zwariuję z przerażenia!!!

Fakt...pobolewa mnie często cała tamta okolica, tak czasami ciągnie, kłuje itp. No ale pewnie tak ma być. Jak w przyszłym tygodniu też będzie często pobolewało to zacznę się martwić.
Póki co to dopiero DRUGI DZIEŃ świadomego bycia w ciązy. hihi
A już takie mądre wnioski! To pewnie ten długi i głęboki sen przeczyszcza umysł.
W zasadzie to już od tygodnia mogłabym na okrągło spać. 
Ale od czwartku pozwalam sobie na małą popołudniową drzemkę bo już wiem skąd ta senność. I skoro organizm domaga się snu - niech ma.
Wizytę u gina mamy na 10 lub 11 czerwca. Dokładnie nie pamiętamy bo podczas rozmowy pielęgniarka tak piszczała ze szczęścia, że nam się udało , że w rezultacie zapomnieliśmy czy mówiła 10 czy 11 
1 dzień kolejnego już cyklu. W zasadzie nie mam za dużo do napisania. Brzuch mnie napierdziela, nic mi się nie chce, najchętniej przespałabym ten dzień. Jutro komunia, już mi się nie chce, mam nadzieję, że jutro nie będzie mnie boleć i że nie będą mnie pytać o dziecko ehhh. To będzie mój pierwszy stymulowany cykl, ciekawe co z niego wyjdzie.
Czas chyba ruszyć dupsko i uprasować sukienkę, ale tak strasznie mi się nie chce...
45 dzień Smyka

Do Maluszka pojechaliśmy dziś wcześniej niż zwykle no i zostaliśmy zaskoczeni - idziemy na salę pośrednią (nadal intensywna terapia) patrzymy a Dominika nie ma..pierwsze uczucie taki strach..mąż się pyta gdzie znajdzie syna a położna z uśmiechem w głosie, że poszedł na spacer - taka żartownisia. A tak serio to Dominik został przeniesiony na inną salę. I tutaj UWAGA - ta inna sala to oddział "patologii noworodka" tzw. ostatni etap przed wyjściem do domu
tam sobie na spokojnie będzie dalej dochodził do siebie i przybierał na wadze. Jestem taka szczęśliwa
i Dumna z Naszego CUDU
taki silny chłopczyk z Niego 
Dzisiejszy dzień (wizyta u Synka) był dla mnie pełen wrażeń. Dostałam Małego do kangurowania ale tak się rozpłakał, że położna nie wiedziała co Mu dolega i po raz pierwszy przystawiła mi Go do piersi (taka z zaskoczenia próba chwytania cyca). Dominik ładnie chwycił brodawkę i nawet chwilę zassał ale denerwował się i mu uciekała więc położna wzięła smoczek od butelki, nałożyła na brodawkę (tak jak osłonkę) i Dominik raz dwa chwycił i tak zassał, że nawet mleko zaczęło lecieć a byłam chwilę po odciągnięciu więc Maluch zadowolony sobie ssał, podjadał i zasnął. Aż w końcu położna chciała raz jeszcze spróbować by Synek złapał samą brodawkę bez "osłonki" no i zaczęło się na nowo płakanie ale to też dlatego, że zbliżała się pora karmienia no i kolejne nowe doświadczenie - pierwszy raz miałam okazję karmić Małego butelką. Tak pięknie ssał i zjadał aż zasnął przy butli. Co prawda takie karmienie butlą na patologii ma mieć raz dziennie by zbytnio nie tracił na wadze dopiero jak dziecko waży 1800g i jest w "łóżeczku" wtedy ponoć ostro działają z karmieniem butelką i ćwiczeniem ostrym odruchu ssania. Chociaż u Nas odruch ssania jest w porządku. Tutaj pani położna też była pod wrażeniem i zachwycona
Zdolnego mamy Maluszka 
Niestety od kilku dni Dominik jest dość płaczliwy. Dziś położna mówiła, że to może Go "drażnić" ta zrośnięta nóżka bo w życiu jest tak, że jak się coś miało złamane i się zrosło a idzie choćby na zmianę pogody to to drażni..- sama nie wiem bo w życiu nie miałam nic złamanego (dzięki Bogu) ale też słyszałam takie opinie i np. mój tato miał złamaną rękę i nogę i na zmiany pogody go to "rwie" - więc chyba coś w tym może być. No więc Dominik dostaje dożylnie paracetamol na to..mam nadzieję, że to tylko to.
Ogólnie jestem bardzo szczęśliwa a widok Dominika śpiącego w moich ramionach po karmieniu CUDOWNY, NIESAMOWITY, WYJĄTKOWY

Teraz cierpliwie czekamy na kontrolę oczek i mocno wierzymy, że już wszystko będzie dobrze, że jesteśmy coraz bliżej domku 
A ja chyba w końcu musiałabym brać się za pranie ubranek Małego i prasowanie. No i w końcu przygotować musimy kącik Smykowi w sypialni
bo jeszcze Nas zaskoczy ponownie 
Kochane dziękujemy za kciuki, modlitwę, wszystkie miłe słowa i prosimy pamiętajcie o Nas nadal
ojoj do szpitala ide juz w czwartek 21 maja juz na samą myśl panikuje 
Zgaga!!!!
Oczywiscie cos musialo sie zjebac!
rozwalil sie samochod na amen 
za miesiac bedziemy mogli kupic jakis sredni samochod, ale udalo nam sie wyjsc na prosta, zeby odlozyc na remont i dupa..jak nie urok to sraczka...zawsze tak mamy..3 kroki do przodu..krok do tylu...ciul dobrze,ze nie na odwrot...jakos sobie poradzimy..taksowka wyjdzie ok 10f dziennie do pracy wiec nie jest baaardzo zle..najgorzej z zakupami itd bo mieszkamy jakies 1,5km od najblizszych sklepow 
19 dzień cyklu.
Wkurzające to Czekanie.
Czemu nie można odrazu wiedzieć co i jak .. ?? 
Szkodaa..

Dzisiaj od rana mój A. w pracy a ja sobie ze spokojem posprzątałam 
WIeczorkiem pojechaliśmy do galeri na zakupy i uważam je za Maga udane.! 
Jestem zmęczona, idę spać ..
Oj ale ja miałam ciężkie (i to dosłownie!
) ostatnie dwa dni... Postanowiliśmy z mężem wyłożyć w wiatce kostkę brukową i dzięki pomocy znajomych udało się nam uzyskać taki efekt 

Oczywiście jeszcze prace nie są zakończone ale już jest o wiele ładniej
Bardzo jestem zadowolona z naszej pracy i jestem bardzo wdzięczna naszym przyjaciołom, którzy nam w tym pomogli 
W związku z tym, że w przyszłą sobotę jedziemy na wesele postanowiłam sprawić sobie "drobną" przyjemność i chociaż trochę zrekompensować sobie ostatni kiepski humor 
I niech mi jeszcze ktoś powie, że zakupy nie poprawiają kobiecie humoru
Wiem, że jestem sroką i wszystko co się świeci jest dla mnie piękne ale cóż... taka już jestem i dobrze mi z tym 
Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia! 

Wersja jest jednak trochę inna niż oczekiwałam: "Pani Kamilo tylko jeden pęcherzyk- 20 mm ale endometrium 8. Powinno być więcej pęcherzyków. Mimo wszystko życzę powodzenia". No i teraz tak- mój prowadzący lekarz jak miałam trzy to powiedział- za duże ryzyko ciąży mnogiej. Ten u którego byłam dziś (jedna klinika ale inny lekarz) mówi, że powinno być min. 2-3. Czyli wnioskuję, że każdy z nich byłby zadowolony gdyby były dwa 
Tak sobie myślę, że jak przy trzech się nie udało to pewnie przy jednym też się nie uda
Ale co tam-
dostałam pregnyl i mimo wszystko próbujemy 
No i muszę się w końcu nauczyć robić samodzielnie zastrzyki- obecnie jest to dla mnie wyzwaniem.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.