Cholerka! W pracy musiałam parę razy mocno podnosić do góry ręce i się wyciągać i stąd chyba pojawiło się plamienie
mam nadzieję, że to tylko przesilenie i że jutrzejsza beta i powtórzona później będą miały wysokie i coraz wyższe wartości. Wyjątkowo jakoś się nie przejęłam tym plamieniem. Ostatnim razem, gdy miałam taką sytuację to miałam taką jazdę w psychice, że sama nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wtedy widziałam już tylko i wyłącznie koniec i tak się stało. A teraz mimo plamienia (w ogóle dziwne było- lekko brunatne, wodniste, bez strzępek krwi) czuję, że będzie dobrze, niezależnie od tego co się wydarzy w najbliższych dobach. Czas odpocząć, zażyć dupka, ewentualnie nospę na delikatne skurcze jakie odczuwam i cierpliwie czekać do jutra. Tylko zdrowy rozsądek i spokój mogą mi teraz pomóc.
Zagadka.
Co się stanie, jak będziesz jednocześnie smażyć kotlety na głębokim tłuszczu i myć naczynia?
Sprawdziłam w praktyce niestety (głupot ciążowych ciąg dalszy).
Poparzyłam się. Poparzyłam sobie twarz. Mokrą, kapiącą od wody ręką postanowiłam przewrócić schabowe na drugą stroną. Woda jak obficie kapnęła, tak obficie prysnęła razem z rozgrzanym olejem. W twarz. Milimetry od oka. Bolało jak cholera. Piecze dalej. 7 sporej wielkości plam na prawym policzku.(bąble na szczęście nie powstały, ale chłodziłam się lodem przez jakaś godzinę). Qrwa!!!!
27dc i 11dpo ovulacji, slabo mi i boli mnie brzuch nienawidze tych dni przed okresem kiedy to mysli sie klebia!!! i czlowiek caly czas mysli o jednym jestem czy nie jestem w ciazy aaaaa to okropne uczucie!!!! dzis mam przyplywy smutku a zaraz napady smiechu nie wiem o co kaman!!!!!
17 dc - cyklu numer siedem
Oby szczęśliwy
Nasz mały urlopik jak najbadziej udany
Chociaż pogoda nie dopisała bo padało cały czas z małymi przerwami. Ale nie liczy się gdzie, ni liczy się pogoda - liczy się z kim
Mój mąż jest cudowny
połaziliśmy po Krynicy, zjedliśmy pyszny obiad, deser. Znaleźliśmy nocleg. Było super 
Najgorsze były odwiedziny u rodziny. Od strony mamy - ok, bardzo lubię babcię Łukasza, przypomina trochę moją mamę. Tam byliśmy w drodze do Krynicy. W powrotnej odwiedziliśmy rodzinę teścia. Wpierw ciocia. Tam nawet spoko, namawiała nas do zostania na noc
Poóźniej dziedek i reszta familii. Po pierwsze był tylko wujek i dziadek. Nie miał dla nas nikt czasu, zostaliśmy sami dopóki ciocia z pracy nie wróciła. Wypiliśmy chyba łącznie po 6 kaw/herbat. Dzwonił mąż 2 dni wcześniej że będziemy, ale jakoś zero zaangażowania. Chrzestna Łukasza nas normalnie chciała spławić bo pakowała się na wyjazd do Zakppanego z narzeczonym. Dodam że jest panną grubo po 40tce, jest nauczycielką a "wujek" Hubert jest kilka lat młodszy od niej. Chwalila mi się pierścionkiem zaręczynowym że mamy podobne. Druga ciocia przyjechała po auto więc chwilę tylko z nami posiedziała. Ta znowu jest po rozwodzie i ma 8 lat starszego gościa i 18letniego syna. Niedawno się wyprowadziła z domu. Jest jeszcze wujek - najmłodszy i jedny który nie jest jeszcze po rozwodzie ( nie licząc panny).
Oczywiście padły słowa kiedy zaczniemy mysleć o dziecku, na co mąż odpowiedział że jak będzie to będzie, a ja że chcemy się pobawić jeszcze na weselu u Angeliki i znajomego.
Właśnie siedzę i przeglądam zdjęcia 
Co do owulacji to ginka mówiła piątek sobota i chyba właśnie ją odczuwam. Ok 21 się obudziłam bo padłam o 18, pomimo że spaliśmy do 10
Rano się zawiodłam że nie ma skoku i już myślałam że pęcherzyk nie pęknie, ale chyba jakaś nadzieja jest. Test owulacyjny wyszedł mega pozytywny. Może jeszcze raz dzisiaj zadziałamy, chociaż ginekolog mówiła że nie częściej niż raz dziennie. Czytałam że właśnie przy słabym nasieniu powinno sie częściej, bo regeneruje się po ok 3 miesiącach a nie dniach. ZObaczymy co wyjdzie 
Wklejam fotkę żeby nie było że nie byliśmy nigdzie 

Nowa fryz słabo widoczna, pokażę jak będzie dobre światło czyli słońce 
Milego weekendu
Ja odpoczywam jeszcze w poniedziałek 
Plamienia, plamienia...ciagłe plamienia, kolejne problemy do rozwiązania. A to miało być już...znów leczenie? Może ten Anioł lekarz bladzi i wcale nie potrafi mnie wyleczyć.
Chce znów zobaczyć te dwie kreski na teście. Chcę być juz mamą. Boże spraw...
Kolejny z cyklu fatalnych dni... wczoraj poklocilam się z A. W sumie o taką bzdurę ze szkodą gadać ale itak czuję się z tym źle i zawsze kiedy tak się czuję i mam to poczucie winy to przychodzi mi do głowy taka myśl żeby się wyprowadzić i pozwolić mu na bycie szczęśliwym. Pogoda mmie przygnebia stracony cykl mnie przygnebia. Od poronienia żyje tylko tym żeby zajść w ciążę i uszczęśliwić A. Sama bardzo chcę dziecka ale zajezdzam się psychicznie żeby spełnić jego marzenie moje marzenia o ślubie o byciu żona kochanego mężczyzny o wszystkim po kolei się nie spełnia bo nie będzie się zenił żeby się potem rozwodzić jeśli nie będzie dzieci... jego słowa mimo ze przepraszał mnie milion razy za to ze je po poronieniu w nerwach wypowiedział te jego słowa niszczą mnie i wyzeraja bo czuje się jakby od tej ciąży zależało czy będzie mnie kochał czy nie.... mówi ze to nieprawda a ja nawet nie mam na palcu pierścionka i czuje ze jeśli nie znajdę w ciążę nigdy nie będę dla niego warta tyle by chciał bym była jego żona to wszystko przytłaczające im bardziej chce tym bardziej nie mogę i czuje się zagrożona powtarzam sobie ze on naprawdę tak nie myśli on mi to mówi ze żałuję tych słów ale tymi słowami tak mnie zranił nosiłam to w sobie półtorej roku może jak napiszę to tu wyzale się wam przestanę cierpieć zapomnę wybacze bo go kocham dba o mnie troszczy się przeprasza ale ten brak pierścionka ja nie mówię ze musi się od razu zenic tylko żeby mi pokazał ze ja jestem kobieta która kocha na dobre i źle a nie inkubatorem bez wartości jeśli się okaże zepsuty bo tak od tamtych słów często o sobie mysle. Wiem ze A. Mnie kocha gdyby tak nie było nie przechodziły ze mną tego ze mną nie przepraszalby mnie on bardzo o mnie dba ale te jego słowa wtedy jak straciłam dziecko były niepotrzebne choć wiem ze go też to poronienie bolało
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2015, 11:10
Panic, panic, czerwona lampka i wyjąca syrena.... wczoraj skończyłam 32 lata, no ale jak to? Kidy. Jak się kładłam miałam 21 i byłam śliczną, zgrabną i młodą studentką a po otwarciu oczu wymacałam zmarszczki na twarzy, brzuch z przodu i chrapiącego TŻ u boku 
Małżonek zaskoczył mnie prezentem (dostałam bardzo ładne koszule nocne- z możliwością odsłaniania biustu w celu karmienia ssaka, co prawda TŻ motywował, że dopóki ssak siedzi w brzuchu on chętnie będzie korzystał z tej funkcji), potem małż posprzątał dom (ja siedziałam w garach, mamy dziś gości), potem zabrał mnie na piknik motocyklowy Motomamuś (jakoś mi się tak smutno zrobiło, że od tych kilku lat nie jeżdżę, może jak Alka podrośnie to zdecyduje się znów wsiąść na moto?) a potem poszliśmy na ogromne lody jogurtowe z wiśniami. A wieczorem- wieczorem byłam tak padnięta, że oglądałam Eurowizję zamiast własnego męża sote 
Alka szaleje, to już nie jest trącanie brzucha, to jest chyba muay thai w połączeniu ze współczesnym baletem, albo moje dziecko to stonoga bo te nogi są wszędzie. Waga skacze raz jest 68 raz 69 kg (albo 0 albo +1kg) ale obwód bebzuna rośnie i atenszion lejdis end dżentelmen wynosi 94 cm 
Zrezygnowana jakaś jestem. Wczoraj mnie mój T. zdenerwował, bo cały dzień się nie odzywał- ba! napisał dwa smsy i tyle, a potem wieczorem dzwoni czy załatwiłam jego sprawę i tyle. Okeejjj.. Tak, czuję się świetnie. Nie, nie musisz o to pytać. Przecież nic się nie dzieje. Czekam na jakiś wynik testu? nie, nie, to nie ja. Pomyłka. Wkurzyłam się i skończyliśmy szybko rozmowę, potem w złości po paru godzinach napisałam mu, że się mną nie interesuje i traktuje jak jakąś znajomą (aż mam ochotę przeklinać, gdy o tym sobie pomyślę!!! wrrr!). Sama postanowiłam, że mu nic nie powiem o potencjalnej ciąży, więc nie mam jakiś wielkich pretensji o to, że nie pyta jak wygląda sytuacja ze staraniami, bo wiem że i on się tym stresuje i przejmuje za każdym nieudanym razem, ale mógłby tak po prostu spytać co u mnie, jak mi dzień w pracy minął, kurdę no chociaż o pogodę u nas zapytać... Ale nie. Bo mężczyzna to prosty mechanizm, a mechanizmy mają to do siebie, że czasem trzeba je porządnie nasmarować (czytaj opierdolić!) bo inaczej nie zatrybi
Ufff! trochę mi ulżyło. A teraz muszę się zebrać i do laboratorium pojechać, choć szczerze powiedziawszy sama nie wiem czy jest sens. Dziś zrobiłam test o czułości 10 mlU/ml marki Pepino (kurczę strasznie tani był i dlatego mam wątpliwości co do jego poprawności) i wyszedł tylko cień cienia, naprawdę musiałam się w niego wpatrywać. Stwierdzam też, że jednak wolę testy płytkowe niż paskowe- bardziej ufam tym pierwszym. Może ta porządniejsza forma testu jest dla mnie bardziej godna zaufania. Po wczorajszym plamieniu może faktycznie już jest po sprawie, choć sama nie wiem, bo dzisiaj nic się już takiego nie dzieje. Ba! Temperatura mega skoczyła do góry. O! proszę:
![]()
Chyba, że to skok sygnalizujący jutrzejszy spadek...
Tylko badanie z krwi powie mi prawdę, a boję się jechać... Szukam wielu wymówek (np. wybory są- będzie różnie na mieście i mogę się denerwować wzmożonym ruchem, albo święto jest więc nie pobiorą mi krwi- taaaa, jasne w szpitalu tego nie ogarną prawda?
), żeby przekonać samą siebie, że powinnam zostać w domu i czekać. Tak bardzo chcę pozytywu, że boję się porażki. Czas się ogarnąć i wyruszyć, choć serce podchodzi mi do gardła 
31dc 13dpo
A wiec tempka znowu spadla wiec czas na @. Boje sie tylko ze nie przyjdzie na czas bo brzuch nie boli jak na okres... Zobaczymy jutro co z tego wyniknie.
38 t 5 d
Odliczanie trwa!
Do porodu wg mnie zostało... 8 dni.
Mam podstawy by obstawiać 1 czerwca:)
Czy się sprawdzi?
Zobaczymy:)
na razie kompletna cisza, symptomów porodu nie mam absolutnie żadnych.
Ginka tak straszyła że to już zaraz ale wygląda na to, że Zosia jest słowna i wylezie 1 czerwca.
Jestem już taka zniecierpliwiona...
Ale nie ode mnie to zależy więc czekamy:D
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2015, 13:42
No i jest! Nareszcie wracamy! 10 października dostaliśmy telefon z informacją o powrocie na szkolenie. 24 pierwszy zjazd po półrocznej przerwie... 
Niedziela Zesłania Ducha św.
Usłyszałam w kościele mądre słowa, postanowiłam je zapisać, choć interpretacja po części moja, niestety nie zdołałam wszystkiego zapamiętać.
Owocem zaś ducha jest:
- miłość, czy miłuję innych, czy tylko oczekuję tego sama od innych. Czy pomagam innym, czy miłość jest we mnie?
- radość, czy jestem radosnym człowiekiem, czy daję radość innym, czy moją radością jest tylko telewizja i komputer? Czy inni uśmiechają się, przebywając ze mną?
- pokój, czy wprowadzam pokój do swojego domu, czy rozsiewam wokół siebie tylko zamęt, spory, kłótnie?
- cierpliwość, czy jestem cierpliwa? Czasem na owoce czeka się latami.
- uprzejmość, jaka jestem dla innych? Uprzejma? Kulturalna? Miła?
- dobroć, czy mam wrodzoną dobroć w sobie? Co to znaczy być dobrym...?
- wierność, wierność Bogu? Mężowi? Ojczyźnie?
- łagodność, czy ciepło odnoszę się do innych? Czy jestem serdeczna, życzliwa, subtelna?
- opanowanie, czy spokojnie podchodzę do wielu spraw? Czy moje emocje biorą górę? Czemu to opanowanie tak trudno wyćwiczyć w sobie? Duchu św. daj mi to opanowanie, bo z tym to najtrudniej u mnie.
Ile ja muszę jeszcze zmienić w sobie... jednocześnie ile to wymaga pracy... czy jestem zdolna do przemiany siebie, swojego zachowania, postępowania, chociaż w minimalnym stopniu. Na chwilę obecną najbardziej potrzeba mi opanowania i pokoju... działaj tam Duchy św., nie obijaj się. 
To mi się zebrało na przemyślenia... Trochę osobiste. Ale przecież czy ja się tu już i tak nie uzewnętrzniłam maksymalnie?? Czy ja zawsze muszę mieć pytania ?? Nawet podsumowując to co piszę... Oj Alusia, Alusia!
Dziś znów mam lekkie obniżenie nastroju, znów mi smutno i mam czarne myśli...
23 tydzien.........
..... zaczelismy go z mlodym od strachu. Nad ranem dopadly mnie bole brzucha, na dole, wydawalo mi sie ,ze mam parcie na dol... , pochodzilam troche nie budzac meza .... okazalo sie za to "tylko biegunka "
Z racji tego, ze raczej nie mam sensancji tego typu, nie jestem wprawiona w rozpoznawaniu bolu. Na szczescie bol po godzinie przeszedl a ja polozylam sie dalej spac. Rano biegunki ciag dalszy ale juz bez zadnych bolesci. Na ta okolicznosc zrobilam sobie nawet cieplej herbaty 
Jest coraz ciekawiej, jak nie zgaga, to plecy, jak nie plecy to dzisiejsze przypadlosci, gdzie ta blogosc drugiego trymestru ja sie pytam ?
Wracajac do plecow- troche odpuscily, nie zebym ich nie czula, ale bol jest o niebo lzejszy i do wytrzymania. Natomiast juz nie mam zadnych takich atakow, ze nie moge sie ruszyc. Moze zeczywiscie brzechtanie sie w basenie dziala kojaco na moje plecy
Dzis jednak sobie odpuszcze , raczej nie czuje sie na silach z wiadomych powodow
Tacy z nas odpowiedzialni ludzie i potencjalni rodzice, że planując jutrzejszy wyjazd zapomnieliśmy, że mamy psa i nie mamy co z nim zrobić jutro
Zaproponowalam żeby zagadac z teściową czy go nie przygarnie do wtorku, bo i tak na dzień matki przyjedziemy to go zabierzemy. No Jacek dylemat złapał co powiedzieć, jak zapytaj gdzie jedziemy. No to ja do niego, że jak to co powiedzieć? Prawdę!
A Jacus na to: "Mam powiedzieć mamie, że jadę walić konia do kubeczka?!"
:D
Faceci to są czasem oszołomy... Ha ha ha ha!
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2015, 11:30
Wczoraj byly urodziny mojego Adasia, w sumie to byly w poniedzialek ale party robilismy wczoraj. Zabralam wszystkich na kryty plac zabaw z dmuchanymi zamkami, zjezdzalniami itp...
Zaprosilismy dzieci z przedszkola, w sumie bylo ich ok 10.
Mamy tez przyszly I bylo calkiem sympatycznie, dzieci rozbiegly sie migiem I tyle bylo je widac. 3 mamuski przywiozly noworodki ze soba, 3-4 tygodniowe, I wtedy zdalam sobie sprawe jaka jeszcze dluga droga przede mna zanim bede mogla mojego fasloa trzymac na rekach..222 dni.nie wiem jak ja to wytrzymam, zwlaszcza ze na niczym nie moge sie skupic, zrobilam sie mega leniwa I wiekszosc mojego czasu spedzam na mysleniu o dziecku. Niech rosnie zdrowo I szybko hehe
Moj Adas jest juz taki duzy, 5 lat. Szkola w tym roku..ehhh
We wtorek mam kolejne usg, trzymajcie kciuki zeby wszystko bylo dobrze...bo tradycyjnie bardzo sie martwie.
8 dpo według mnie (7 dpo według Ovu)
Mój mąż namówił mnie do złego. Obudził mnie po 7-ej i poprosił żebym zrobiła test. Na moje oburzenie, ze za wcześnie, że bez sensu, że gupi jest i w ogóle odpowiedział "Nooo zrób, śniło mi się, że 2 kreski były". Wzięłam więc ten nieszczęsny test (Pepino,10mlU/ml), siknęłam jak trzeba. I co ?? Po 4-5 minutach coś mi tam mignęło przed oczami. Pomyślałam, że mam jakieś omamy ( zawsze widzę kreski- ostatnio to nawet ze 3 na jednym teście , hahaha). Ale małż zdecydowanie stwierdził "Słuchaj, ja tu coś widzę. To w takim razie idę dalej spać". I oniemiałą, z testem w ręku zostawił i poszedł dalej chrapać.
Patrzyłam na test pod różnym kątem i kurcze jakiś cień cienia cienia widziałam. Jak tylko troszkę wyschnął to nawet na płasko na blacie coś było widać.
Oczywiście zdążyłam już przewertować cały internet w poszukiwaniu opinii na temat testów Pepino i mój zapał trochę opadł. Wychodzi na to, że test jest po prostu do du** 
Co prawda, nigdy wcześniej mnie nie oszukał (a zrobiłam ich w swojej karierze z milionpińcet)ale zawsze jest ten pierwszy raz 
Objawów żadnych nie mam, no chyba że wrażliwe piersi - ale to po luteinie. Nawet brzuch mnie nie boli jak zwykle. Na wszelki wypadek powtórzę test za jakieś 3-4 dni, ale szczerze mówiąc nie łudzę się zupełnie. W ciąży nie jestem, jestem po prostu głupiutka.
Tak więc porada na niedzielę: nie róbcie testów za wcześnie bo zwariujecie tak jak ja.
I cały czas trzymam kciuki za Was dziewczyny, niech się tutaj zazieleni 
13cs
6dc
Przyszedł taki czas, że zaczyna być wszystko jedno.. A może nie tak dosłownie wszystko jedno, tylko robi się obojętne.. Spinanie się nic nie daje, tylko pogarsza dramat na koniec cyklu..
Kolejny cykl, kolejna trauma, kolejne nadzieje zdeptane na czerwono.
Pozwalam sobie na luz. Idziemy do fachowców, idziemy się badać, idziemy po pomoc - skoro po roku nic się nie podziało. Mój Mąż mnie zaskoczył - sam za moimi plecami zaczął się dowiadywać co i jak jeśli chodzi o badanie nasienia. Wzruszyłam się 
Wiem, że ma opory, widzę, że nie jest jakiś bardzo zadowolony, ale chce się przebadać. Uwielbiam Go 
Teraz tylko umówić się na dogodny termin.
Myślę, że i tak ten 13 cykl będzie takim zawieszeniem, ale przynajmniej coś się dzieje!
Wczoraj odreagowałam. Zaprosiliśmy znajomych, rodzinke i zrobiliśmy grilla. Było dużo śmiechu, zabawy. Jak dla mnie najlepsze lekarstwo. S.usnał na schodach. Nie dał rady biedaczek dojść do sypialni. Wstałam po 12.00, bo wcześniej myślałam, że umrę. Pije bardzo rzadko i potem odchorowuje. Ale co tam czasem trzeba. Za chwile wybieramy się na piknik rodzinny do szkoły synka. Piękna pogoda i na pewno będzie bardzo miło. OF zaznaczył mi ovu przerywanym i kreskami jak wpisałam poranną tempke. Ale to wynik poalkoholowy:) Ale nadzieja nie umiera! Cuda się zdarzają! Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój pamiętnik i życzę udanej niedzieli i spokojnego tygodnia pracy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2015, 14:31
21t2d
Wczoraj rano leżałam i 2 godziny polowałam na kopniaki malucha mocne na tyle, aby Tato Arturka czuł je po położeniu ręki na moim brzuchu - udało się, nareszcie je czuł
Dzisiaj natomiast nawet widział, jak brzuch się podnosi w miejscu kopniaków

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.