pati87 kolejne starania, czy warto? 1 czerwca 2015, 13:54

bylam dzis w aptece, bo kupowalam corce masc na atopowa skore,
kupilam bobotest tylko nie wiem czy w tym cyklu bede miala okazje go uzyc :(
echh to czekanie dobija, ciekawe jaka jutro temp?

przykre jest to ze staramy sie z mezem codziennie, w 1 cyklu to efektu nie przynioslo, w 2 (terazniejszym) znajac zycie bedzie to samo, a niektorzy raz sie niezabezpiecza i maja to szczescie ze sa w ciazy,

ja nawykow nie zmienie, bo slyszalam ze codziennie serduszkowanie to za czesto, ale jak mamy z mezem takie temperamenty :) to jak na razie ich nie zmienimy, nawet jak efektow serduszkowania nie bedzie

Podobno dobro do człowieka wraca i to z podwójna siłą ale dlaczego nie do mnie? Podobno jestem dobra, mam dobre serduszko - wczoraj usłyszałam- i co z tego? Jakoś caly czas pod górkę. Mam dość ale co z tego, trzeba na tym ziemskim padole żyć dalej i ciągnąć swoj los.

Powoli godzę się z tym, że starania o maleństwo rozciągną się pewnie w czasie i być może nie obędzie się bez jakiegoś leczenia. Wcześniej taka myśl niby gdzieś była, ale dopiero po ostatnim usg zaczęła się urealniać. Razem z nią rośnie smutek i frustracja. Usg w przyszłym miesiącu powinno coś wyjaśnić.

Cały czas jednak negocjuję sama ze sobą - może lekarz się pomylił? Może tam jednak było ciałko żółte? Może jest jakiś cień szansy? O rany, jaka ja jestem naiwna...

Dawno nie pisałam, a wszystko wina szczepień.
Podaliśmy 6w1, pneumokoki i rotawirusy.
Zosia badanie zniosła w miarę dzielnie (nakrzyczała na lekarza za patyczek w paszczaku). Ważyła wtedy (26.05) 4300, dostaliśmy skierowanie do chirurga z tą przepukliną pępkową, a krostki na pyszczku ponoć są hormonalne, a nie alergiczne. Byłam z niej dumna, bo dziecię, które weszło za nami darło się przez całe badanie :P
Natomiast same szczepienia już nie fajne. Rotawirusy próbowała wypluwać i wkurzała się strasznie. Potem patrzyła sobie radośnie (tak przypuszczam, bo uśmiech to rarytas na jej buzi) na zawieszki na suficie, a potem nastąpiły dwa wkłucia. W nóżki. Po pierwszym zrobiła się cała czerwona i zapowietrzyła się, po czym nastąpił wszechwrzask i łzy. Drugie podobnie, tylko wrzask szybciej. Cyca nie chciała na pociechę, musiałam ją lulać i gadać do niej, ale uspokoiła się w miarę szybko.
Do czasu. U mojej matki w gościach przypomniała sobie o wszystkim i marudziła strasznie i nie chciała spać, a w domu potem było 1,5 godziny nieprzerwanej rozpaczliwej histerii. Pierwszy raz w życiu zrobiła przerwę 5 godzin między karmieniami. Następną 4, potem 3,5. Biedna :( Kolejnego wieczoru były 4 godziny ryku (ale już nie histerii). Kolejny dzień w miarę, za to noc i następny do kitu. Po tych szczepieniach bolał ją brzuszek, chyba przez te rota, dostała rozwolnienia, poszedł w ruch termometr, bo odgazować się przy okazji nie mogła. Teraz jest już lepiej, ale nadal bez szału. Do tej pory budzą ją bolesne bąki :/ Kupiłam krople na gazy i probiotyk. I z oczkiem już było ok, a teraz znów ropka. Ehhh

Króliś nadal popsuty, zęby się rozjechały po tym ropniu i nie może gryźć, a nie wiem czy nas stać na operację kolejną... Ale nie chciałabym jej usypiać :(

Z okazji dnia dziecka moja matka kupiła Zosi ciuszki, a my z mężem zrobiliśmy jej karty kontrastowe :)

A za tydzień Zosia będzie miała 2 miesiące O_o
Trzyma główkę już całkiem fajnie, ale nadal bez szału.
Uśmiecha się częściej, ale wciąż bardzo rzadko i przez większość czasu wydaje mi się poważna i niezadowolona.
Wydaje odgłosy, ale z faktycznych dźwięków alfabetu wychodzi jej tylko "e". Myślałam, że będzie już ciut więcej gadać.
Czasem budzi się bez płaczu i patrzy dookoła. Potrafi się zająć sobą na 15 minut zanim jej się znudzi i zacznie marudzić. Patrzy na karuzelę nad łóżkiem, zdaje się, że lubi muzykę :)
W nocy z reguły nadal zasypia ładnie, w dzień przed popołudniem też. Od około 17/18 jest marudzenie i płacz i nie chce zasnąć, a jak zaśnie to zaraz się budzi, a łóżeczko to już w ogóle ją wtedy w dupkę gryzie.
Trochę się boi przy kąpieli, chce nas chwytać za ręce, ale nadal nie płacze dopóki się jej nie wyciągnie.
Jest coraz większym puckiem :) Niektóre rzeczy na 56 już robią się przyciasne.
Może obiektywnie nie jest jakoś prześliczna, ale mi się wydaje idealna :) Mogę na nią patrzeć i patrzeć. Na te puciate policzki, słodkie usteczka, mały zadarty nosek, bystre niebieskie oczka, śmiechowe sterczące włoski, malusie stópki i rąsie. Jest taka słodka, taka kochana, taka moja. To takie wspaniałe, że ją mam, że się udało, że jest i jest zdrowa. Mam do niej coraz więcej cierpliwości, ona do mnie chyba też ;) No kocham ją strasznie, mąż zresztą też. Ostatnio nawet powiedział, że się nie spodziewał, że można aż tak kochać, tak za nic, po prostu.

Mąż nadal mi dzielnie pomaga :P Uspokajamy ją na zmianę jak płacze, on jest specem od zmiany pieluszki, kąpiemy razem. Nawet jakiś czas temu Zosia dostała swoją pierwszą butlę :) Od tatusia oczywiście. Wypiła 40ml mojego odciągniętego mleka. Mogę ją z nim zostawić i nie umrze z głodu :D Ode mnie i od mojej siostry nie chciała butelki. Smoka dalej nie chce, cyckiem te się nie bawi, zje i wypluwa, więc szans brak żeby zatkać małego rozwrzeszczanego paszczaka czymkolwiek :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2016, 22:07

Dziś badanie krwi TSH, FSH, LH, PRL.
Ciekawe co z tego wyjdzie.
Dzisiaj padł wyrok Oligozoospermia. SZOK / ZAŁAMKA

test numer 1
01.06
na razie daje minus chociaz dosc wyraźny
01_06.jpg
imgur

Sopotujemy sobie po raz drugi w tym roku :) w odstępie dwumiesięcznym. Przyznam szczerze, że 5-godzinna podróż (z przerwą na obiad) dała mi się we znaki dużo gorzej niże 2 miesiące temu. Za to pogoda w Sopocie dużo lepsza, mimo iż przelotnie popaduje (sobota i dziś) to temperatura jest zadowalająca. Wczoraj byliśmy na plaży w Gdyni Babie Doły na przeciwko starej torpedowni. Fajnie, cicho, kameralnie, wybyczyłam się za wszystkie czasy na ciepłym piasku a piesław miał okazje zapoznać się z morzem i.... glonami (był łaskaw wpaść w całą ławicę? {nie mam pojęcia jak się nazywają skupiska glonów}.
Jutro zamierzam napaść sopocki aquapark (woda w morzu nawet jak dla mnie trochu za zimna, chociaż widziałam już amatorów morskich kąpieli).
Waga skoczyła do 70-71 kg, obwód brzuszka 95 cm. No cóż rośniemy, czuję to również po intensywniejszych ruchach, chyba robi się coraz mniej miejsca na balety :)

Rotenkopf Walka. 10 listopada 2015, 08:49

Tydzień 20! <3
Oczywiście wg OM ;)

I rok od pierwszego wpisu na ovu, jak ten czas leci... ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2015, 08:48

Krótko i skromnie... właściwie nawet nie wiem jak ująć to w słowach...
Yyyy... Jestem zszokowana odzewem osób, które piszą do mnie prywatne wiadomości i życzą mi powodzenia, szczęścia, nadziei... Moje zdziwienie jest tym większe, bo mamy znikomy kontakt, bardzo, bardzo sporadyczny. Niemniej jednak DZIĘKUJĘ, tym którzy taki odzew poczynili, bądź zostawiają tu i ówdzie wiele dobrych, życzliwych słów. Nic więcej napisać już nie potrafię...
<3 <3 <3 <3 <3 <3

ps. Temperatura zaczyna rosnąć, tak jak rośnie w siłę ilość moich wpisów, muszę zwolnić tempo, bo niedługo znajdę się na stronie nr 8 i popadnę w depresję ;)

gabi544 moja historia 1 czerwca 2015, 19:18

eśli miałaś przeprowadzone badania płodności sprawdź czy odpowiedziały one na podstawowe pytania: czy regularnie jajeczkujesz? jaka jest jakość owulacji (to można tylko przypuszczać)? czy Twój partner produkuje wystarczającą ilość żywotnych plemników? czy komórka jajowa i plemnik są zdolne do połączenia i dalszego rozwoju? czy zapłodniona komórka jest w stanie zagnieździć się w ścianie macicy i dalej rozwijać?

Żania SYZYFOWE PRACE 1 czerwca 2015, 18:04

Po wizycie na pierwszym monitoringu po lametcie okazało się że w 8 dniu cyklu moje endometrium ma 6 mm na jajniku prawym jest pecherzyk 13 mm na lewym jest pecherzyk 14 mm w środę monitoring a kiedy lekarka uzna ze już czas na pęknięcie wtedy pregnyl... :) są szanse żeby tylko endometrium ładnie urosło proszę... jest jedną dziwną rzecz która usłyszałam od lekarki pochwalilam się jej ze zaczęłam mierzyć tempke a ona na to żebym dała sobie spokój bo to strata czas metoda jest niewiarygodna i na świecie się od niej odchodzi.... no cóż..... pewnie ma rację prawda jest taka ze pewność owulacji daje tylko usg ale przez jakiś czas będę mierzyć tą tempke chce zobaczyć czy jak owu wyznaczy mi owulke i czy zostanie ona potwierdzona monitoringiem wtedy będę wiedzieć co i jak


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 czerwca 2015, 18:06

Znów siedzę sama, Pan S znów na nocce.. Na szczęście potem ma 3 dni wolnego.. Ale mamy multum załatwiania.. Muszę jechać po zaświadczenie o niekaralności, z Zusu o rencie rodzinnej, z urzędu pracy i do banku założyć konto walutowe. No i czeka mnie długa podróż do niemec... Tylko jeszcze nie wiem kiedy dokładnie zaczynam prace. Dobrze że to tylko na 2 tygodnie a potem 3 tygodnie w domku.. Tylko zanim wyjadę muszę posprzątać dom, narobić obiadów dla Pana S (choć to niby kucharz z zawodu to gotować nie umie)... Przeraża mnie natłok pracy... A jeszcze pewnie jak będę wracać to będzie bajzel, syf i nie pozmywane naczynia...
Mieliśmy przerwać starania ale jakoś nam to nie wychodzi. Zresztą u nas to zawsze tak wygląda... Jakoś nigdy nie przerywamy starań... Choć nie raz mamy w planach przerwę...

W ogóle dziś miałam dużo stresu.. Strasznie się pokłóciłam z babcią. Mam dość wtrącania się wszystkich w moim życiu. Nawet sama nie mogę ginekologa wybrać -.-

Dawno mnie tu nie było...

Co u mnie??

Po pierwsze znów mam za wysoką prolaktynę czego kompletnie się nie spodziewałam, sama z siebie poszłam ją zbadać, tak dla pewności, nie bolą mnie piersi, więc byłam przekonana, że to tylko formalność, no i okazało się, że mam podwyższoną, powtórka z rozrywki, zostały mi 2 opakowania tabletek więc zaczęłam brać, poprzednim razem po 2 miesiącach brania tabletek udało się zajść w ciąże więc i tym razem się uda:)

Po drugie w tym cyklu miałam monitoring i dziś na wizycie okazało się, że pęcherzyk już pękł więc mąż wrócił o 18 do domu i do roboty:) Jeśli teraz się uda to identyczny scenariusz miałam w poprzedniej próbie zakończonej sukcesem:)

Wychodzi na to, że 2,5 roku bezowocnych starań było skutkiem wysokiej prolaktyny...:/


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 czerwca 2015, 19:21

16 dzień cyklu
52,2 kg

ciśnienie: 87/46
tętno: 82

Progesteron: 5,77 ng/mL

Katar gigant! Masakra! Nie tylko luteina potrafi wywołać objawy ciążowe - katar też się sprawdza! Rano jest mi niedobrze od zalegającego w gardle kataru, kręci mi się w głowie od niedotlenienia (oddychanie przez nos graniczy z cudem) no i jeszcze ciągle chce mi się spać (no bo skoro w nocy kiepsko śpię to trzeba nadrobić w ciągu dnia...).
M. idzie w piątek na badanie nasienia. Dla dziewczyn ze Śląska: http://misjaciaza.blogspot.com/2015/05/bezpatne-badania-nasienia-w-ramach.html W Zięba Clinic (Katowice - Piotrowice) można teraz zrobić to bezpłatnie :)

Dziś Dzień Dziecka. Trudny dzień. Byliśmy z M. na cmentarzu u naszych Maluszków. Napisałam do nich list. Kocham je tak bardzo bardzo mocno!

Aska84 Aniele Mój... 1 czerwca 2015, 19:54

Co mi jest? Dlaczego tak trudno jest zajść w ciaze? Wciąż nowe diagnozy, nowe przypuszczenia i wciąż ta sama bajka....miesiąc po miesiącu, nowe nadzieje i nowe smutki:(

Zmieniam lekarza albo przynajmniej muszę poszukać pomocy gdzie indziej...juz rok próbuje i nic...

Aniele Mój...dlaczego odszedłeś? Dziś słyszalabym juz bicie Twojego serduszka...tęsknie codziennie

:) Buzia sama mi sie cieszy :P Kolejna udana wizyta :) karta ciazy zalozona teraz 17 po kolejne zwolnienie i rosniemy dalej :)

Dwa tygodnie temu jak bylam to widzialam tylko taka mala migajaca kropeczke :) piekna byla a dzisiaj widac juz bylo jak moja Kropeczka urosla do rozmiarow Fasolki :) Troszke slabo bylo widac bo padal jakis cien ale mamusia widziala swojego bobaska:) jestem taka szczesliwa ze az nie umiem tego opisac a uslyszec bicie serduszka bescenne :)

Dziś kochany aniołku świętowalibyśmy Twój pierwszy dzień dziecka a niestety będziemy go obchodzić w październiku :(
Wiem że jesteś z babcią i jest Ci tam dobrze a przynajmniej lepiej niż byłoby Ci tutaj jeśli miałbyś być chory.
Wiem że spotkamy się kiedyś Ja Ty i Tatuś i będzie wszyscy razem szczęśliwi :*
Kocham Cię synku i nigdy przenigdy o Tobie nie zapomnę i Kochać nie przestanę :* [*]

A póki co...
Musimy przenosić góry i biec pod wiatr,
tak by runęły mury


Maj odpuszczony w powodu torbieli a czerwiec odpuszczam sama bo mam możliwość zrobienia 1,5 etatu więc trzeba podjąć wyzwanie i cieszyć się piękną wypłatą w lipcu. tak wiem, pieniądze nie są najważniejsze i szczęścia nie dają "ale lepiej żyć pozwolą"

A może lipiec znów okaże się szczęśliwy? Aż ciężko uwierzyć że to już tyle czasu minęło...

Rotenkopf Walka. 1 czerwca 2015, 20:41

Byli u Nas teściowie. Wyszli jakiś czas temu. W takim dobrym humorze jej już dawno nie widziałam aczkolwiek nie uśmiechało mi się z nimi siedzieć ;/ ale są plusy - dostaliśmy patelnię do naleśników :D

Patrzcie, co mam na ścianie w sypialni ! ;)
135fbc2cceb57f82m.jpg

Katar ustępuje, ale zaczął się kaszel ;/ i te pieprzone zatkane uszy! masakra ;/ żadnych kropli nie mogę brać bo mam taką przypadłość, że jak 'na chama' sobie coś wleje do ucha to błędnik mi świruje i tracę równowagę.



Dzień Dziecka. Szkoda, że Naszego nie ma z Nami.
(*)

hmm @ się szykuje do akcji.
W sumie to jeszcze tydzień temu wkurzały mnie te starania. Nie! One cały czas mi działały na nerwy!
Ale jak już wcześniej pisałam, zawsze może być jeszcze gorzej.
Nie możemy się teraz starać.
Tak po prostu. Okręt już prawie zatonął. Musze szukać pracy i jakoś poukładać swoje życie. Nie , inaczej:
Musimy zacząć wszystko od zera.( a nawet rzekłabym z wielkim-)
Nawet bym się tym nie przejmowała ale to trzeci raz w moim życiu jak zaczynam od początku. Tyle, że teraz nie bardzo mam na to siłę. Ostatnie pięć lat mojego życia to był jakiś ... koszmar??? No, to dobre określenie.
Czyli zaczynamy od zera, starania odkładamy na czas ...dalszy zapewne. Bardzo "dalszy"/
Jak się starasz to "boli", że się tak po prostu nie udaje. A jak się nie możesz starać to zabijasz w sobie wszystkie te uczucia które w wyobraźni istniały jako te " macierzyńskie". To boli jeszcze bardziej.
Nie mogę znieść tej myśli /muszę się z tym pogodzić/ nie jest łatwo/nie pocieszajcie mnie/
I pomyśleć, że moim wielkim marzeniem było to, że mąż wraca z pracy a ja czekam na niego z obiadem i spędzamy razem czas z naszym ..... Nigdy nie potrafiłam tego nazwać jakoś ładnie. I nie będę nazywać bo na razie mam przecież zapomnieć.... Czary mary - zapomniałam. I nie wracajmy do tego zanim ja sama do tego nie wrócę, ok?



Ostatnio obiecałam zdjęcia. Czasem wydaje mi się to głupie na ale to mój pamiętnik. Jedyny jaki pisze. Może on ma czemuś służyć? Może jak czasem wracam do swoich wypisanych myśli to więcej analizuje? Potrafię nazwać swoje uczucia, pośmiać się z siebie samej.... Jak zwykle uważam , że wszystko ma jakiś swój cel... Nie wierze w przypadki. Wierze w siłę myśli, działania....dość chaotycznie dzisiaj piszę , wiem. Ale mam ogromny mętlik w głowie.I to całkiem "po trzeźwemu":)))
No ale do rzeczy:
Jak wiecie albo i nie wiecie jestem na etapie urządzania mieszkania ( znaczy sie byłam ). Dość długo szukałam czegoś co wypełniłoby moje wielkie ściany i nie kosztowało majątku. No i ostatnio pod wpływem chwili ( i dobrej ceny jak na taki wielki rozmiar:) kupiłam dwa plakaty. Kupiłam do nich tez drewniane ramy ( 70x100 więc duuuże) i tym sposobem w moim salonie zawisły takie oto hasła:

Przypadek???? No way!

Ostatnio pisałam, o spacerku z Misiem -Srysiem (pływak wiścigowy:). Tak-jego widok zawsze wzbudza uśmiech na mojej twarzy!Uwielbiam naturę-ona zawsze mnie relaksuje!



No i oczywiście pierwsze kwiatki na naszym ogródku. Takie małe tyci-tyci ale cieszy! Obym tylko częściej podlewała...:)))



Mam tylko jedno marzenie: chciałabym być po prostu szczęśliwa!
Bez odbioru!


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2015, 10:35

No i się @ rozkręciła. 10 lat chyba takiej nie miałam:) Przypominało mi się co to okres. Wspomagałam się winkiem, migdałami noi gin zmienił mi dawkowanie Lutki. Wcześniej brałam 2 razy po 1/2 tabl.a teraz kazał mi brać całą tylko na noc.
Czekam właśnie na S, bo zaraz wróci z pracy. On: kiedy Ci się skończy ten okres? Ja: no nie wiem już dawno takiego nie miałam. On: przecież mi tam worek rozsadzi! Ja: no przecież nic nie poradze:) On: oj tam! Oj tam! Ja już bym się starał szkoda czasu, przecież też można zaciążyć w okres. Ja: weź się stuknij w łeb. Rozmowa małżonków z 10- letnim stażem:) Te chłopy tylko o jednym! Kiedyś już mu mówiłam,że chyba był królikiem w poprzednim wcieleniu:)
Miłej i owocnej nocki dziewczęta!


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2015, 07:54

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)