moonshine minionki rozrabiają 1 lipca 2015, 09:21

No i mamy pierwszy lipca. Zaczyna się miesiąc rocznicowy i tak sobie myślę, że naprawdę muszę wyluzować. Potrzebuję wakacji nie tylko od pracy, ale też od ciągłego myślenia o dziecku. Jestem fizycznie tym zmęczona, wszystkie mięśnie mam napięte, boli mnie głowa i wszystko mnie drażni.
Dlatego miesiąc lipiec zrobię sobie takim trochę miesiącem miodowym. Wracam do biegania (dziś zaliczone), będę czytać książki, zajmę się domem...na pewno jeszcze coś wymyślę.
Nie zrezygnuję całkowicie ze starań, bo nadal będę obserwować cykl i brać witaminki, ale poza tym jak najmniej myślenia. Zbieram siły na dalsze, konkretniejsze już mam nadzieję, działania. Kończę ten cykl, spisuję następny i sru - do lekarza.

Wreszcie mam czas, żeby coś skrobnąć, a jest o czym!!! Nie, nie jest to ciąża.
Staraniowo:
Po pierwsze znalazłam OA, który powiedział mi, że ogólnie przyjmują pary z 5-letnim stażem, ale jeśli są wskazania medyczne to już z 2-letnim stażem :) jak to mi poprawiło humor :))) Pani wypytała, co tam u nas się podziało, nie słyszała o immunologii, ani o KIRach, a na to zwaliłam winę za niepowodzenia.

Po drugie: dziś zrobiliśmy 3. (i mam nadzieję ostatnie) szczepienie limfocytami!!!

Po trzecie: dostaliśmy wstępną kwalifikację do programu dofinansowania in vitro z województwa mazowieckiego!!! :) wizyta kwalifikacyjna już 10 października. Ponieważ do wizyty potrzebne jest w miarę świeże AMH, to dziś sobie je zrobiłam. I zdziwko wielkie. 3,22 jednostki. 18 dc. Ze stycznia 2019 roku, a więc przed aromkiem, przed laparoskopią, przed stymulacją do in vitro było 2,94 jednostek. Wtedy to był 15 dc. Wiem, że są różne szkoły robienia tego badania, ja nie musiałam tego robić na początku cyklu. Każdorazowo zrobiłam po owulacji. I kurde, ja wiem, że suple działają, ale żeby aż tak??? No i odrobina goryczy: powyżej 3,00 jednostek może świadczyć o PCOS.

Po czwarte: moja mama jest po udarze, wróciła od lekarza z nowym zaleceniem - przyjmowania 20 kropel wit. D3 po śniadaniu, pokazuje mi opakowanie, a ja w szok. Mówię jej, że chyba to za dużo, a ona podaje mi zalecenia lekarskie, jak wół stoi "20 kropli wit. D3 dziennie po śniadaniu". Moje zdziwienie wynika z tego, że mam taką samą witaminę D3 przyjmować. Tylko mi naprodoktorek miesiące temu powiedział, żebym przyjmowała 2 krople - uwaga - tygodniowo, bo to są skondensowane krople i każda z nich zawiera 20 000 jednostek. Ja pier.olę. Od jesieni zeszłego roku żyłam w przekonaniu, że przyjmuję (ja i Mężuś) 40 000 jednostek witaminy D3 tygodniowo, czyli około 5 700 dziennie. A zaznaczę, że jak poszłam do naprodoktorka to poziom witaminy D3 miałam określony na 46, czyli całkiem ładnie (to było po 4 miesiącach suplementowania, na początku dawka 2 000, potem 4 000, potem 8 000 jednostek). No i napro przepisał mi takie cudo, że wystarczą 2 krople tygodniowo, żeby to super działało. Kur.a mać. Ja pier.olę. Okazało się, jak przeczytałam ulotkę - błagam nie bądźcie tak głupie jak ja!!! czytajcie ulotki zawsze!!! - okazało się, że tam 20 000 jednostek to jest, ale w całym opakowaniu, a w kropli 500 jednostek. Przyjmowałam sobie prawie rok czasu wit. D3 zamiast 40 000 tygodniowo, to 1 000 jednostek tygodniowo. I Mężuś też. Aż odszukałam zalecenia tego gnojka. Ku.wa. Jest napisane "Wit. D3 1 kropla 2 razy na tydzień". W związku z tym dziś zbadałam też poziom wit. D3. Mam 30. Pierd.lona menda, szujek i w ogóle. No, gdyby nie wyjazd do Łodzi i niemożliwość przyjścia pod jego gabinet, to bym kretyna rozszarpała!!!! Dawno już do niego nie chodzę, ale akurat tą witaminę brałam, "no bo jaka to wygoda, zamiast kilku kropel dziennie, łyknąć sobie 2 krople w tygodniu". Ehhh. Przy obiedzie zastanawiałam się czy go udusić, czy wbić na pal. Takie tam rozkminy.

Po piąte: w czwartek rano idę do prof. Jerzak. Poleciła koleżanka, powiedziała, że może wyhaczy coś, czego nikt inny nie wyhaczył. Po ustaleniach z koleżanką zrobiłam też dziś badanie glukozy i insuliny. Robiłam je też do naprodoktorka. Wtedy glukoza wyszła 92, insulina 5,5, powiedział, że jest w porządku. Gówno prawda. Glukoza dla starających się ma być do 90. Insulina faktycznie jest w porządku. Dzisiejsze wyniki: glukoza 94, insulina 4,6. A ja nie jadam białego pieczywa, białych makaronów, ryżu. Muszę pomyśleć o diecie.

Przy okazji zbadałam sobie też poziom kwasu foliowego: 14,3, norma jest chyba od 4 do na pewno 20. Także jestem zadowolona.

Po szóste: chyba złapałam jakąś infekcję, Mężuś tak twierdzi, więc w sobotę rano poszłam na wymazy. Czekam na wyniki. W sobotę wieczorem za to zauważyłam żywą krew na bieliźnie. Hm. 5 dpo. Implantacja chyba za wcześnie. Czyżby mnie rano ranili i dopiero teraz krew wypływa? No nic. Kolejnego dnia plamię na brązowo. Dziś (7dpo) śluz brązowawy. Jakże się cieszę, że w czwartek zobaczę się z 3 ginami :)

Po siódme: w środę Mężuś ma badanie nasienia, zawsze robiliśmy z odstępem 3 dni, ale się jakoś teraz ułożyło, że będzie odstęp 2 dniowy. Zobaczymy, jak to wpłynie na możliwość porównania wyników z poprzednimi:

Po ósme (wciąż staraniowo): w pracy popełniłam bardzo duży błąd. Taki, że mogę wylecieć dyscyplinarnie. Wiem, o czym myślałam popełniając ten błąd. Nie o pracy. O życiu, które ucieka między palcami, o naszych dzieciach mimo ich braku, o braku wakacji, a kolejnych sposobach walki z tym cholerstwem. I jak ten błąd się ujawnił (nie popełniłam go świadomie), to zaczęłam sobie układać w głowie spokój. I zaczęłam się modlić o spokój. Do tej pory modliłam się o dar rodzicielstwa dla nas. A teraz o spokój, dar rodzicielstwa, a w przypadku, gdy nie możemy być rodzicami, to o odebranie pragnienia posiadania potomstwa. Rozmawiałam o tym z Mężusiem. Jak to usłyszał, to zakazał mi tak myśleć (bo nie wiem, czy wiecie, Mężuś myśli, że ma taką supermoc i jak zakaże mi myślenia, to ja nie myślę, sprawa chyba bardziej niż oczywista!) i stwierdził, że się poddałam. I że on wie, że u kogoś innego, to te myśli by tak nie wpływały na organizm, ale on wie, że u mnie każda komórka ciała, każde jajeczko, leukocyt, i co tam jeszcze mam, że one to czują i nie chcą walczyć o zarodeczki i sobie wszystko w moim ciele myśli "będzie, co ma być". A on sobie życzy, żebym ja walczyła, bo to nasze dzieci przecież są, a nie tylko moje. Poprosiłam go, by teraz on przejął stery wiary w sukces i trzymania kciuków, bo ja jestem "wymiętolona" psychicznie i potrzebuję wsparcia i że przepraszam, że sama nie mogę dać wsparcia chwilowo. A mój Mężuś na to:
"Twoją formą akceptacji rzeczywistości jest walka. Walka z całych sił, żeby zmienić rzeczywistość. Masz tak odkąd Cię znam. Prawdopodobnie masz tak od zawsze. I to jest cholernie głupie. Bo Ty wszystkie siły stracisz, zanim się przekonasz, że to nie jest warte Twojego wysiłku, że nie uda Ci się czegoś zmienić. Ale zawsze spróbujesz, żeby się na własnej skórze przekonać, czy warto. W tej sytuacji, właśnie ta Twoja walka, te Twoje >>wszystkie ręce na pokład<<, jest nam potrzebne. Bo ja tego w sobie nie mam, ja widzę bezsens zmiany, bezsens walki, a Ty, nie wiem, jak to robisz, ale zawsze widzisz sens walki. Nawet o rzucony niedopałek na chodniku. Wróć do mnie, bo musimy powalczyć."
No ja trochę jeszcze spokoju potrzebuję. Swoją drogą - jak ja psychicznie odpoczęłam przez te 3 tygodnie od negatywnej bety. Żadnych badań, kłuć co drugi dzień, wylewającego się ze mnie litrami żelu do usg, bo też co drugi dzień, nie musiałam nic odwoływać, przekładać. Oczywiście, że dziecka mi brakuje. Ale to takie zarąbiste uczucie móc pożyć :)

Pozastaraniowo: właściciele mieszkania bardzo nam chcieli od listopada podnieść czynsz. Stwierdziliśmy, że nie damy rady i na szczęście już udało nam się znaleźć coś całkiem fajnego, w tej samej dzielnicy, za akceptowalne przez nas pieniądze. Poza tym zostałam asystentem na jodze :) coś nowego, może kiedyś będę nauczycielem jogi? A dwa - na wiosnę 2020, albo lato 2020 chcę zrobić kurs na instruktora wspinania. Na razie podstawowy, ale od czegoś trzeba zacząć. A jak mnie wywalą dyscyplinarnie, to coś w życiu trzeba robić :)

Zrobiło się pełno stymulacji, transferów itp. - trzymam kciuki, nawet jak niekoniecznie mnie widać :)

25dc wg planu jutro @

taśta Jak nie My to kto??? 1 lipca 2015, 09:35

dopiero 2 dni po inseminacji a ja już dostaję świra od tego czekania…. jeszcze jak na złość są wakacje więc mam mniej pracy w związku z tym więcej czasu na myślenie… ten który znajdzie sposób na to żeby się od tego odciąć, nie myśleć i bezstresowo przeczekać powinien dostać Nobla :)

W końcu wróciło do nas lato:), tylko dlaczego ostatnio ta pogoda jest u nas taka popieprzona, albo jest zimno albo jest upał. Dlaczego nie może być takiej pośredniej pogody?
Dzisiaj wybieramy się z mężem do kina. Bardzo dawno nie byliśmy już gdzieś razem, a że mąż uwielbia kino akcji to stwierdziłam, że seans z Terminatorem będzie idealnym pomysłem na spędzenie wspólnego wieczoru :). Wcześniej (co prawda nie z okazji wyjścia do kina) wybieram się do fryzjera, już mnie bardzo denerwują włosy, które nie chcą się fajne układać, mimo, że nie są specjalnie długie (do ramion) to dla mnie są już za długie.

Chyba jednak dostane makijaz... bo 6 choc wg mnie 7 dpo a u mnie nic sie nie dzieje, nawet zęby moge umyc jak czlowiek :) w sumie nie ma tego zlego bo bede miala mam nadzieje piekne brwi,a i bratowa przyezdza z corka na wakacje do Polski wiec bedzie mozna spokojnie wina sie opic :) Wczoraj poszlam spac z mokrymi wlosami w sumie jak zwykle,ale nie jak zwykle przy otwartym oknie... dzisiaj mam katar;/ w sam raz na upaly;/ W ogole od dzisiaj mialam byc rolniczka,czyli podlegac pod krus,ale ciagle zadne papiery mi nie przyszly wiec nie wiem o co kaman. W sumie zgodzilam sie na to,ale w ewentualnej ciazy i na macierznskim to w krusie chyba srednio sie oplaca...wlasciwie w dupie to mam. Moge nic nie dostawac od panstwa byleby uodzic w koncu zdrowe dziecko !


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2015, 09:55

Ja pierdzielę
jestem lamus do potęgi entej

pojechałam do szpitala na lajcie przed 9 (przecież pobrania są 7:30-13:30)
poszłam do recepcji wyjąć kartę (dostałam 14 numerek na monitoring) weszłam do położnych po rozpiskę jakie badania krwi mam zrobić.. i jeb
opierdol na dzień dobry, ze o której to się przychodzi, ze miało być o 7:30 O.o
kurwa oczy jak złotówy, ale jak to??
gdzie pani ma rozpiskę pytają
ja pierdole nie mam, ale dałabym sobie łapę uciąć, że napisane od 7:30 (a może nie..dam na wszelki wypadek lewą)
i że ja nie rejestruje się na dole, tylko u nich
i nie w kolejce na monitoring, tylko jak będą wyniki krwi, to wtedy wchodzę
O.o taaaak?
ooo a ja nie podejrzewałam szpital, że wyniki będę w tym samym dniu, dlatego poszłam na lajcie
no i poszłam grzecznie do zabiegowego upuścić krew.. i jeb
kolejna zjeba, że tak późno, bo jeden transport krwi już pojechał i bedę miała z opóźnieniem (jakies 2 godz. na pewno)
i tsh (stare skierowanie przy okazji zrealizowałam) będzie później
wszystko mi się popieprzyło
więc wróciłam do pracy i jadę znowu za jakąś godzinę
oczekuje trzeciej zjeby u gina, że tak późno
aaaaa i wcięło mi rozpiskę kiedy jakie leki brać! Byłam pewna, że mam w pracy w kalendarzu a tu dupa zbita
nie wiem jaką mam dawkę menopuru jutro
eh

Ita15 pogoń za gwiazdką 1 lipca 2015, 10:32

Zrobiłam bete, czekam na wyniki. Samopoczucie jak widzicie nie najlepsze, jest strasznie goraco, do tego zmęczenie i senność dobija.

Trochę mam zaległości,bo co chcę zrobić wpisik,to zasypiam :D

Na wstępie dziękuję wszystkim za gratulacje mgr :) Było i jest mi bardzo miło :)
Z moim egzaminem wiąże się całkiem zabawna historia. Moja mama jest generalnie panikarą i denerwuje się wszystkim 3x bardziej niż ja (lub inni ludzie na tym świecie....). Umówiłyśmy się,że jak tylko będę znała termin obrony,to dam jej znać. Biuro Kształcenia miało upublicznić tą cudowną datę na tydzień przed właściwym egzaminem. Zrobili to DOKŁADNIE na tydzień przed,bo egzamin był w piątek o 14:00,a komunikat pojawił się tydzień wcześniej w piątek o 13:40 :D Natomiast jak już wiedziałam kiedy i co,to pomyślałam sobie,że może nie będę nic mówić mamie. Bo ona już wcześniej zastanawiała się,czy stres egzaminacyjny nie zaszkodzi dziecku i w ogóle jak ja sobie poradzę..Pomysł więc miałam taki,że info o terminie zachowam dla siebie,a po obronie do niej zadzwonię i poinformuję o fakcie dokonanym :) Przez weekend więc nic jej nie mówiłam. W poniedziałek Adrian zapytał mnie,co mama powiedziała odnośnie terminu obrony. Wyjaśniłam Mu więc,co zamierzam zrobić, dumna z siebie,że na taki genialny pomysł wpadłam :) Mój Małżonek jednak nie wykazał podobnego entuzjazmu. Stwierdził,że mama to mama i nawet jak się będzie bardzo stresować,to ma do tego prawo i kciuki w ten dzień za swoją jedyną córkę też ma prawo trzymać. I dość kategorycznie powiedział,że uważa,że powinnam dać mamie znać. Argumenty były w miarę logiczne, musiałam przyznać.. Wysłałam więc mamie smska z info o terminie obrony i poprosiłam o modlitwę. Trochę się obawiałam,że mama zaraz zadzwoni spanikowana,ale okazało się,że przyjęła to ze stoickim spokojem,bo w ogóle się nie odezwała - ani nie dzwoniła, ani nie pisała. Nawet mnie to trochę zdziwiło. Piątek przyszedł, obrona poszła,a po obronie - wiadomo, trzeba wszystkich poinformować ;) Najpierw Mąż, a potem telefon do mamy :) Ponieważ rodzicielka nie odebrała,wysłałam jej smsa z nowiną. I znowu tak jak poprzednio - od mamy zero reakcji. Gratulacje spływały telefonicznie, smsowo i na belly,a mamusia fakt przemilczała..:/ Jak wróciliśmy do domu wieczorkiem (po świętowaniu),nie wytrzymałam i postanowiłam zadzwonić i upomnieć się o zasłużone gratulacje. I co się okazało? Okazało się,że Pan Bóg chyba mamę chciał uchronić przed zawałem,bo smsa o mojej obronie W OGÓLE NIE DOSTAŁA!!! Smsy poobronne dostała,ale że pisałam w dużej ekscytacji,to nie do końca je zrozumiała :D Okazało się,że siedzieli z moim bratem i rozkminiali o co chodzi- "ej,chyba chodzi o to,że się obroniła...ale nie,bo przecież wcześniej by powiedziała...no,to nie wiem..." i tak w kółko :D Więc najpierw jej wyjaśniłam,że się obroniłam i że jestem już mgr,a potem razem doszłyśmy do tego,że sieć nawaliła i sms o terminie obrony po prostu nie doszedł :D W sumie, i tak wyszło więc na moje :D

Druga historia związana z moją mamusią to historia wyprawkowa. Moja mama, tak jak ja zresztą, cierpi na zakupoholizm. Mój jest już w sumie nawet opanowany,ale mamy podobne ciągoty. Jak tylko zaszłam w ciążę,wiedziałam więc,że babcia będzie miała wewnętrzny przymus by Wnusio obkupić jak tylko się da (a na nadmiar kasy nie narzeka...). Na samym już wstępie zakazałam jej zakupów. :D Bunt trochę był,ale posłuchała :D Ostatnio rozmawiałyśmy przez telefon i opowiadałam jej o tych wszystkich cudownych rzeczach,które dostałam od moich uczennic zamiast kwiatów na koniec roku. Jak skończyłam,w telefonie przez chwilę była cisza,a potem: "To obcym ludziom pozwalasz kupować rzeczy dla dziecka,a mi zabroniłaś! To jest niesprawiedliwe! Ja będę babcią i nic mu nie kupiłam,bo krzyczałaś,że wszystko masz,a teraz się okazuje,że jacyś obcy ludzie mojemu wnukowi kupują ubranka i inne rzeczy!" itd. Musiałam skapitulować i dać zielone światło na zakupy :) Jedyne,co udało mi się wynegocjować,to żeby mama nie kupowała najmniejszych rozmiarów,bo tych mam full,tylko jeśli już chce,to żeby robiła zakupy w rozmiarze 74 i powyżej...:) Babcie mają swoje prawa :)

Jak już przy wyprawce jestem,to odpuściłam kupowanie,bo na razie nie ma sensu nic więcej kupować,ale prezenty dla Micha dalej spływają :) Na Szkole Rodzenia dostaliśmy ostatnio 2 reklamówki rzeczy - butelkę małą Avent,smoczek Avent, próbki kosmetyków i płynów do prania plus jakieś broszury i czasopisma. Ogólnie, bardzo fajne rzeczy :) Po Szkole pojechaliśmy do koleżanki,która miała coś dla nas odłożone - dostaliśmy komplet pościeli (kołderka i podusia) wraz z prześcieradłem na gumce i kompletem poszewek,a do tego komplet butelek (mała i duża) z jednym całkowicie nowym smoczkiem. Też fajne rzeczy :) W ramach małego rewanżu (od nich też dostaliśmy już wcześniej wielką pakę rzeczy) zaprosiliśmy ich do siebie w któryś weekend lipca. Będę musiała coś dobrego upichcić :)

W ten weekend jedziemy do Żagania do mamy. 7 lipca jest Msza Św. za mojego zmarłego tatę (urodzinowa po śmierci). Ten dzień to akurat wtorek i nie możemy być wtedy na miejscu więc pójdziemy na mszę w jego intencji w niedzielę i odwiedzimy grób. Dodatkowo,13 lipca moja mama ma 50 urodziny, chcemy pojechać z ciastem i prezentem,żeby zrobić jej przyjemność :) Mama lubi swojego kochanego zięciunia (czasami to mam wrażenie,że lubi go bardziej niż mnie...),może chociaż to sprawi,że nie będzie jej aż tak smutno na wspomnienie o tacie... To plus drinki,które zawsze chętnie sączą ;)

Tyle update'u na tą chwilę. Muszę częściej pisać,to będzie krócej i treściwiej ;)

MATERIAŁ DIAGNOSTYCZNY : Fragment prawego jajnika

OPIS MAKROSKOPOWY:
Dwa fragmenty jajnika o łącznych wymiarach 1,5x 1,5 x 0,2 cm .Oba fragmenty torbielowate o ścianie cienkościennej z zewnątrz gładkiej z drobnymi wylewami krwi.

ROZPOZNANIE HISTOPATOLOGICZNE :
Corpus Luteum haemorrhagicum cysticum ovarii dextri.


badania szpitalne :
MORFOLOGIA
WBC 4.49 (4.00-10.00)
RBC 3.68 (3.90-5,70)
HGB 11 (12.00-17.00)
HCT 32.5 (36,10-50.00)
MCV 83 (82.00-96.00)
MCH 29.9 (27.50-33.00)
MCHC 33.8 (32.50-37.00)
PLT 168 (130.00-400.00)
UKŁAD KRZEPNIĘCIA
PT-12,6 (13-17 sec.)
INR-1,150 (0,8-1,2)
APTT-37,3( 26-36sec.)
FIBRYNOGEN-277 (200-500)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2015, 20:53

Też mam nadzieję, że nie długo i wszystko dobrze się zakończy :)

Mnie jeszcze zastanawia, jak przeżywaja to i czy w ogóle przeżywaja Wasi mężowie, partnerzy.
Mój z reguły jest mało wylewny i przez to wydaje mi się, że każdy facet taki jest, ale może nie...?
Chciałam z niego wyciagnąć co tak naprawdę myśli i czuje, ale nic nie udało mi się z niego wydusić. Twierdzi tylko, że chce dziecko tak jak ja i że je będziemy mieli tylko mam się uzbroić w cierpliwość. Powiedziałam mu wczoraj, że może zrobiłby badanie nasienia to ani nie zaprotestował ani nic, tylko zapytał gdzie ma to zrobić, kiedy i w jaki sposób. Jak sie dowiem co, jak, gdzie to on pójdzie i zrobi. Zero jakiejś reakcji zdziwienia, oburzenia czegokolwiek, a tu nic, zgadza się na wszystko. Powiedziałam, że może zaczałby łykać kwas foliowy to też się zgodził, bez żadnego zająkniecia.
Seks, nawet jak jest zmęczony, ale jeżeli dzisiaj akurat trzeba, nie ma sprawy bedzie i seks. Już sama nie wiem czy też mu zależy czy poporostu taki ugodowy z niego człowiek:)
Chciałabym aby więcej gadał, ale z drugiej strony może i lepiej, że nic mu nie przeszkadza i że na wszystko sie zgadza.

Dobra przestaje o tym myśleć bo chyba szukam dziury w całym :)
Miłego dnia :)

Przeziębienie zaczyna ze mną wygrywać :/ ale póki co dzielnie walczę, na razie głównie domowymi sposobami. Nie chcę iść do lekarza i od razu brać antybiotyk, bo pewnie tak by się skończyło. A może wcale nie trzeba.
Dzisiaj pojawił się też gęsty śluz, ciemno kremowy i coś w podbrzuszu cały czas kłuje. Mam nadzieję, że jeśli to nie ciąża to to żadna infekcja. Może coś od dupka? Kto to wie.

Postanowiłam zacząć pisać pamiętnik, aby w przyszłości przypomnieć sobie jak wyglądała droga do upragnionego bobaska ☺️. Tak po krótce historia mojego życia. Mojego męża poznałam w 2013 roku w pracy. Na początku mijaliśmy się, on głównie w tygodniu miał zmiany, a ja weekendowe, bo studiowałam dziennie. Znajomość na zasadzie cześć co tam i tyle. W końcu po jednej ze zmian zadzwoniłam do kumpla, który ogarnął mi ta robotę i też tam pracował, zapytałam czy chce wyskoczyć na piwko. Okazało się że był na imprezie, ale gospodarz stwierdził że mogę przyjeżdzać. Był tam również przyszły małżonek, poznałam go bliżej i najpierw polubiłam. A potem się zaczęło, częstsze rozmowy, spotkania, randki, zaręczyny, ślub i wspólny domek 😉. W 2020 odbył się ślub. Moja naiwnością było, że nie planowaliśmy dzieci, ale myślałam że przyjdzie to naturalnie. Po ślubie zamieszkalismy w domku po mojej śp babci. Dom w niezłym stanie chociaż, piec na węgiel stał w kuchni. Postanowiliśmy dobudować się i przy okazji remont starej części. W tym czasie pracowowałam jak szalona po 200-300h w miesiącu. Z perspektywy czasu nigdy bym tego nie powtórzyła. Zaczęły się problemy z zasypianiem, sporo przytyłam, ręce mi się trzęsły, ze stresu miałam napady paniki, serce potrafiło mi walić jak oszalałe. Teraz wiem, że sporo z tych objawów były zwiazane ze spadkami cukru, insulinooporność jak siemasz 😛. Na początku 2022 zdałam sobie sprawę, że jednak coś jest nie tak, że nie zachodzę w ciążę. Chata- stan surowy zamknięty, finansowo zapasik był. Stwierdziałam, że muszę coś zmienić, w połowie czerwca przeszłam na 1 etat, praca w stałych godzinach. Finansowo straciłam, zdrowotnie myślę że dużo zyskałam. Praca spokojna, stresu niewiele, no i najważniejsze stałe godziny. Pod koniec 2022 rzuciłam papierochy po 10 latach palenia. Było ciężko, ale do chwili obecnej nie palę i mam nadzieję że tak zostanie ☺️. Zrobiłam pierwszy raz amh - 6 wynik niezły, ale podjerzenie pcos było. 2023 rok - wykończeniówka chatki + zmiana diety. Trochę ogladałam podpowiedzi z akademii płodności. Olej z czarnuszki zagościł na stałe w naszym menu 😛. Przez rok udało mi się schudnąć 16kg. Planowałam więcej, ale i tak byłam z siebie dumna. Wróciłam również do drugiej pracy, bo jednak kasa na chatę uciekała nam między palcami. Plan max 50h dodatkowo na miesiąc i staram się tego trzymać. Średnio 1-2 w tyg biorę popołudniówki po 5/6h. Praca równiez spokojna, mam wrażenie, że jest dobry balans, między pracą, finansami, a czasem. Mąż świetnie gotuje, dlatego ja więcej pracuje, a on więcej czasu spędza w kuchni 🧑‍🍳. W połowie roku z pomocą rodziców wiemy, że uda się skończyć budowę do końca 2023r. Zaczęliśmy kompletować papiery na odbiór budynku. W międzyczasie po badaniach wiem, że mam PCOS, ale nie zagłębiam się w temat. Postanowiliśmy że jak skończymy chatę, zaczniemy starać się o dzieciaka na poważnie. W styczniu złożylismy papiery do wydziału budownictwa i na nasze nieszczęście okazało się, że będzie kontrola w lutym. Pamiętam jakie mieliśmy nerwy. Na szczęście wszystko było ok 🥳🥳🥳. Parę dni później widzę pierwszy raz w życiu ⏸️. Moja myśl wtedy "bogowie mnie kochają"😂. Miałam wrażenie że w tym momencie wszystko się idealnie układa. No ale tak nie było ...


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2025, 12:40

gabi544 moja historia 1 lipca 2015, 12:30

17 dc

Mój organizm znowu mi świruje. Kurcze - już gdyby tylko chodziło o te starania, to jakoś bym to przebolała, ale akurat w tym cyklu, kiedy chciałam się przebadać wzdłuż i wszerz, boję się, że będzie on bezowulacyjny. I jak sprawdzę poziom hormonów po owulacji? ;/

A tak z innej beczki - już chyba pogodziłam się, że z dziecka nici, że na pewno nie uda nam się w tym cyklu, w przyszłym też. Może nawet do końca roku. Już nawet nie rusza mnie widok kobiet w ciąży ani niemowlaków. I dobrze mi z tym :)
Siedząc tak dzisiaj, myślałam co by było, gdyby okazało się, że naturalnie nie będzie nam dane w ogóle zajść. I tak - inseminacji pewnie byśmy spróbowali (trochę o tym poczytałam, bo naprawdę nawet dokładnie nie wiedziałam,co to jest). Ale ile razy? Dwa, góra trzy. Gdyby nam się nie udało, to o in vitro nawet nie myślimy, bo to dla nas za duże pieniądze, zwyczajnie nas na to nie stać. I co? Zostaje adopcja.. Tak. To jest to. Chciałabym zbudować komuś świat na nowo :) Zaczęłam czytać - o zaświadczeniach, jakie trzeba załatwiać, o formalnościach, o procedurze, no i o warunkach, jakie trzeba spełniać, żeby w ogóle przejść tę całą "selekcję". W głowie pojawiła się myśl: " O cholera! nie przejdziemy tego. Nie mamy nawet szans na adopcję. No bo jak? dadzą dziecko parze mieszkającej w wynajętym, dwupokojowym mieszkaniu, z niezbyt wysokimi zarobkami (choć starcza spokojnie dla dwojga, nawet i trójki, bo regularnie odkładamy co miesiąc mniejszą lub większą kwotę w razie w). Co prawda moglibyśmy mieszkać w domu, ale nie Jeśli nie uda nam się samemu, to możemy zapomnieć o dziecku. ;/
Wiem, że zadaleko wybiegam w przyszłość, ale taki strach mnie teraz ogarnął i nie chce opuścić. Mam nadziję, że nie będzie nam to potrzebne ;(

wróciłam ze szpitala :-D

estradiol - 638
Endo - 7 (podobno bardzo ładne jak na pierwszą fazę)
P - 14,11,10,10
L - 12,11,10

O.o tyle jajów O.o

następna wizyta w sobotę 4.07
punkcja prawdopodobnie w środę 15.07, moooooże we wtorek, ale raczej w środę
od jutra Menopur 225

A ja od paru dni chora :-( prycham kicham smarkam i kaszlę :-( zaraziłam się tym paskudctwem od sojego lubego którego poczestowali w pracy tym wirusem :-( pije herbatkę z malinami i kupiłam sobie syrop prenalen fuj bo jest z czosnkiem :-P mam nadzieję że do 16lipca mi przejdzie bo,ruszamy na wakacje do Stegny :-D :-D cieszę się bo pierwszy raz w życiu zobaczę morze :-D ;-)
A tak ogólnie niby jest ok tylko czasem mam jakieś wariacje w głowie że z Zosia coś jesr nie tak :-( ale to chyba każda z nas ma takie obawy :-( mam nadzieję że dotrwam do 20lipca bo wtedy mamy ush połówkowe :-D :-D i zobaczę swoje mała kruszyne <3 <3 o,mamulu jak ten czas poleciał szok normalnie :-D przecież jeszcze nie dawno betę robiłam :-D :-D ale ten czas zapierdziela ;-) ;-)
Córeczko moja najdroższa,mój ty Aniołku kochany mamulka cie kocha ponad życie <3 <3 <3

Marlena Szukając motyla. 1 lipca 2015, 13:13

32dc :)
Poniedziałkowa beta 240
Wczorajsza 424,3

Jak odebrałam wynik to zestresowałam się bardzo, myślę sobie 'kurde za mało przyrosło'. Ale szybki sms do gina i już jestem spokojniejsza :)
Na wizycie u gina za wiele się nie dowiedziałam, jedynie że wszystko wygląda jak w ciąży. Endometrium grube, widać ciałko żółte.
Kropek ujawni się podobno dopiero przy becie 1500 więc myślę że za dwa tyg na wizycie już coś będzie widać.
Wczoraj byłam też w pracy żeby pogadać z szefową, w końcu 12h w pracy raczej by mi nie sprzyjało. Hmmm... widać było że jej nie w nos moja ciąża, tym bardziej że w tym miesiącu otwierają kolejną restaurację. Ale stwierdziła że mam się cieszyć i odpoczywać z piesełkiem i niczym się nie przejmować. Śmiała się że teraz będzie zatrudniać gejów ;) Serce strasznie waliło mi przed rozmową z nią.
Teraz trzeba zająć sobie czymś czas do kolejnej wizyty.
Polecacie jakąś dobrą książkę? Byle nie w tematyce ciąży i porodów. Chwilowo nie chce się nakręcać i myśleć aż tak przyszłościowo.
Żyję z dnia na dzień, od jednej wizyty w toalecie do drugiej. Za każdym razem sprawdzam czy na papierze nie ma krwi, boje się że jak przestanę to robić to ona się pojawi.


I jedna rzecz mnie martwi... Nie bolą mnie cycki :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2015, 13:21

Magda lena Notebook 1 lipca 2015, 13:38

Ja od dziś siedzę już na L4. Psychiczny wypoczynek jest tak samo ważny jak i fizyczny. Będę miała czas żeby się napracować :)

Od dziś muszę się chyba zaprzyjaźnić z mdłościami. Od rana mnie męczą. Nie mam w ogóle apetytu, odrzuciło mnie dosłownie od wszystkiego :( Jedynie truskawki nie powodują u mnie mdłości. Nawet pijąc wodę źle mi, a wiem, że woda jest ważna, ty bardziej w taki gorąc jaki mamy dziś w Toruniu <3

Dziś mam dobry nastrój. Nie plamiłam od wczoraj rana <3 jak cudownie! Może polip przysnął albo w ogóle da mi spokój! Do końca ciąży mam brać lutkę 2 rano i 2 wieczorem.
Każde plamienie przyprawiało mnie o atak paniki...Ale będzie dobrze. Za tydzień idę oglądać serduszko naszej fasolki <3

Miłego słonecznego dnia!


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2015, 13:38

shadowgirl Starania o cud 1 lipca 2015, 14:17

3DC
Ten etap chyba można nazwać już po imieniu - przestało mi zależeć na staraniach i nawet na wizyty do ginekologa się nie umawiam, bo nie ma sensu. Będziemy bezdzietni pewnie, cudów nie będzie.
Nie będę tu zaglądać przez jakiś czas, aż się sytuacja unormuje.

Pozdrawiam Oczekujące i starające się :)
Powodzenia!

Dzisiaj ciagle czuje bole menstruacyjne. Czuje jakbym za sekunde miala dostac okres. Jutro niby mam termin @. Oby nie przyszla...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)