5 dc
Nie mogłam się zebrać żeby tu znowu napisać, w ogóle nie mogę się zebrać do niczego związanego ze staraniami, badaniami, myslec nad tym wszystkim. Nie chce mi się wchodzić na ovu, pisać, analizować. Mam lekki dół psychiczny to pewnie dlatego nabieram jakiegoś wstrętu..
Wczoraj mieliśmy kolejną wizytę męża u androloga - z wynikami z USG.
Wizyta wyglądała mniej więcej tak:
Pan Doktor zmartwił tymi mikrozwapieniami, powiedział, że są to dosyć rzadkie przypadki i że ich przyczyna nie jest do końca znana,że mogło to być od urazu lub np od stanu zapalnego i że mogą one być przyczyną tych słabych wyników nasienia. Istnieje też takie przekonanie że w tych zwapnieniach może byc rak, ale to bardzo bardzo zadkie przypadki i jezeli markery nowotworowe będą ok to nie tzeba się tym martwić i robić biopsji tylko raz na rok na dwa kontrolowac (jeden marker jest ok)
Potem powiedział, że konieczne jest powtórzenie seminogramu, ponieważ znał przypadki że miedzy jednym a drugim badaniem różnica plemników była o 50 milionów! i że z tym drugim wynikiem bedziemy decydować co dalej, wspominał tez cos o jakis tabletkach które mogly brac na poprawę przez 3-4 miesiace. Ogólnie powiedział, że in vitro bedzie bardzo duzym obciazeniem dla mnie że to ostateczność i że jeśli ten drugi wynik byłby chociaz troche lepszy ok 4-5 milionów to zeby sprobować najpierw inseminacje i że musze byc cierpliwa, że wie, że celem nadrzednym jest to, żebym była w ciązy ale on tez musi zadbac o zdrowie meza i fizyczne i psychiczne, zeby wiedzial ze jest normalnym pelnowartosciowym czlowiekem. Ogólnie chyba wyczuł jakies moje napięcie i totalne zrezygnowanie meża ktory nie odezwal sie ani słowem...
Troche tak jakby mnie pocieszył i dał malutką nadzieje odnosnie tego drugiego wyniku, ale nie chce sie nakrecac..
Drugim torem moja tesciowa zalatwiła mezowi wizyte na NFZ u jakiegos urologa - ponoc bardzo dobrego (znajomy jakiegos tam lekarza) zeby zdobyc druga opinie. Sama nie wiem po co boje sie ze nam bardziej w glowie namiesza tylko ale maz mamusi nie odmowi tylko mnie sie zali - wizyta jutro.
Oczywiscie maz pyta czy pojadę z nim, a ja tak sie zaczelam zastanawiac czy on chociaz raz zwolnil sie/ wzial urlop zeby isc ze mna do gina? NIE wiecznie jezdzilam tam sama i obgryzalam paznokcie w poczekalni ehh
I tak jest ze wszystkim, że nic nie docenia. Ostatnio dziwił się ze jeden znajomy wyremontował całą górę na pikuś (chociaz chce budowac dom) i potem wprowadzila sie do niego narzeczona.. a ja mówie, że ona taka jest ze nie zamieszka w byle jakich warunkach zeby odkladac na dom tylko już chciała miec teraz na cacy - nie wszystkie są takie jak ja ze wprowadzą się do domu do generalnego remontu, który sie ciagle i remontuje i jednoczesnie mieszka. Troche sie zamknął wtedy.
Ogólnie mąż ma teraz etap użalania się nad sobą, nad tymi wynikami, nie chce mu sie chodzić do pracy, zrobic zakupów, ugotować obiadu, przelecieć żony. Mysli, że jest nieudacznikiem i tyle i że już nic nie musi. A ja naprawdę chciałabym go wspierać i udaje twardą - akcja - reakcja. Trzeba działać a nie płakać, ale.. no własnie, ale kurcze gdzie te czasy gdy to kobieta była słaba a mężczyzna twardy, i po prostu o nią dbał i obejmował silnym ramieniem a ona czuła się bezpieczna? dawno się tak nie czułam - nie w jego ramionach.
Nie wiem co mam z nim już robić, sama mam powoli dość. A najgorsze ze w takich zwyklych zyciowych sprawach gdzie trzeba podjac decyzje co na obiad albo czy porobimy cos fajnego on wzrusza ramionami, zero zainteresowania niczym nawet to, że rzeczy z kosza sie juz wysypuja go nie rusza.
Gdzieś kiedyś przeczytałam, że w facecie meskie jest to, kiedy w łóżku traktuje Cie w cudzysłowiu "jak szmate" a w normalnym zyciu jak ksiezniczke, walczy o nią, opiekuje się nią, broni przed tym czego sie boi i otwiera głupie drzwi w aucie.
Mam takiego kolegę, który tak skacze koło mnie i wybiega zeby mi drzwi od auta otworzyć a ja mu ciągle mówie, żeby przestał bo się przyzwyczaje - a w domu tego nie mam, a on nie moze zrozumieć jak "mając taką perełkę tak się o nią nie dba" Więc przy takich tekstach dostaje tylko rozszczepienia mózgu i myśle co ja mam robic???
Ze spraw poza staraniowych - przez ostatnie dwa tygodnie przytyłam 2,5 kg brzuch mam - 4 miesiac conajmniej, kupilam sobie ostatnio sukienke biala w czarne pasy mega obcisla i gdyby nie ten brzuch... Od kad zaczelam starania pelna para olalam fitnes, basen, wszystko! nie myle w ogole o sobie.. powiedzialam koniec z tym. Dzis wzielam Tekile i zamiast isc na spacer - pobiegłysmy
wrocilam po pol godzinie z zadyszka i kolka, Teska tez padła, ale chyba jej sie podobało
kondycja na razie licha ale moze cos sie z tym zrobi, potem planuje jeszcze zrobic brzuszki, mam nadzieje, że wytrwam w tym postanowieniu. A od wrzesnia jak otworza basen kryty w szkole - obowiazkowo raz w tygodniu!
Nigdy nie sądziłam,że napiszę posta pochwalnego na cześć jakiegoś produktu,ale chyba jednak tak 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/1ac6dcdd6b28.jpg
Uwielbiam moje perły piorące Perlux Baby
Przyszły dzisiaj (a więc ekspresem,bo kupiłam je i zapłaciłam za nie wczoraj) i trzeba było od razu przetestować
Na pierwszy rzut wrzuciłam dwa śpiworki zimowe i kombinezon z misia. Na jednym z kombinezonów była plama od podkładu do twarzy,która nie zeszła przy wcześniejszym praniu. Już się trochę z nią pogodziłam,chociaż kombinowałam co jeszcze zrobić i w odpowiednim czasie chciałam potraktować ją jakimś mega mocnym odplamiaczem. Okazało się to zbędne! Już przy jednej kapsułce i pierwszym praniu plama zeszła! Byłam mega zdziwiona
Zapach samych pereł jest mocny i jak dla mnie średni,ale po praniu nic nie czuć - co dla mnie jest plusem,bo w końcu to hipoalergiczny środek dla dzieci
Na śpiworek nie mogę się napatrzeć,bo tak się cieszę,że udało się go od razu doprać
Oczywiście,zaraz zrobiłam drugie pranie
Wyprałam kombinezony zimowe,bo tych normalnych ciuszków nie chcę prać, dopóki nie przywieziemy szafki z Wrześni. Myślę,że za porządne pranie i prasowanie wezmę się w przyszłym tygodniu (choć zastanawiam się,czy to nie za wcześnie...)
W każdym razie, pomarańczowy kombinezon jest zdecydowanie bardziej pomarańczowy
Perlux rządzi więc
Perły opłaca się kupić na allegro,są tam za 21 zł (za 24 sztuki w opakowaniu) + 12 zł kurier. Dlatego ja kupiłam 2 opakowania,bo też zapłaciłam 12 zł za kuriera,ale przynajmniej się koszty przesyłki rozłożyły na 2 produkty
Sorry za reklamę,ale ten drobiazg tak uradował moje serce,że musiałam się podzielić 
BTW, jeśli czytają to osoby,które kompletują zamówienie w Gemini, mam info odnośnie soli fizjologicznej. Nie trzeba kupować soli fizjologicznej w ilości 100 sztuk,mają też opakowania po 50 ampułek,tylko nie nazwali tego solą fizjologiczną i dlatego nie wyskakuje to po wpisaniu zapytania w wyszukiwarce. Podaję linka:
http://www.aptekagemini.pl/unimer-baby-nacl-0-9-50-ampulek-po-5ml.html
Dla mnie już za późno,ale może ktoś skorzysta
Wychodzi też taniej niż opakowanie 100 ampułek 
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2015, 20:13
Halo halo! 
19+5 
Zaczne od zdjecia naszego Synka Wojciecha i zaraz wszystko opowiem 

upload an image
Tak więc wczoraj bylam we Wroclawiu na USG 3 i 4D.
Nie zaluje, ze sie zapisalam bo mam mega pamiątkę w postaci zdjęć i filmu.
Lekarz dokladnie zbadal każda część cialka dowiadując sie przy tym, ze będzie chlopczyk 
Najważniejsze, ze mlodziutki zdrowy i daj Boże niech tak juz zostanie 
2 września mam wizytę u swojego prowadzącego lekarza, ciekawe czy on będzie mi w stanie określić plec. Oczywiście nie przyznam sie, ze bylam gdzie indziej. Po co ma sie denerwowac na mnie. W sumie nie powinien być zly bo on nie ma takiego sprzeciora 
Calutki tydzień upalow spedzilismy u moich tesciow , bo Mój mial urlop. A na weekend wybralismy sie do Boszkowa.
Mamy juz lozeczko i wózek ale wszystko jest w kartonie. Rozlozone będzie może dopiero w grudniu albo listopadzie:-)
Wojtuś lubi mamę straszyc, bo czasem rzadko sie rusza i juz wtedy siwieje :p Kocham Go cala sobą a tatuś jest wręcz rozpromieniony, ze będzie mial synusia
Co chwile rozmawia do brzuszka i tak juz od samego początku ciąży. Wspiera mnie, opiekuje sie mną. Normalnie Anioł, ale taki jest odkąd sie poznalismy i mimo uplywu czasu nie zmienia się 
5t+3d
Wynik bety po 48h: 11283.46
Czy to dobry przyrost? Boże, jaki to stres...
Mdłości są coraz częstsze. Wymiotów jeszcze nie zaliczyłam, ale coraz częściej mnie "rwie", więc to pewnie kwestia czasu... Najgorsza jest lodówka... Jak tylko otworzę to... bleee... Czasem nawet samo przebywanie w kuchni Piersi wczoraj wieczorem po zdjęciu stanika tak bardzo bolały, że myślałam, że rozerwie mi je od środka. Nie rosną jeszcze, ale bolą okrutnie. Krzyż już nie boli, nogi też nie. Plamień brak. Od dzisiaj czuję baaaardzo ssący głód i wstaję częściej w nocy na siku i przy okazji przekąsić coś
Śluzu nie ma jakichś ogromnych ilości. Na bieliźnie nie ma nawet śladu za to na papierze jest go więcej, jest przeźroczysto - kremowy. Dzisiaj od rana rozdrażnienie i zmęczenie...
Jak ja nie mogłam się tego doczekać 
48dc
nadal nic, czekam na pismo ze szpitala z terminem USG
W niedziele 16.08 dostałam plamień. Bardzo się wystraszyłam i pojechałam do szpitala. Okazało się że mam krwiaka na macicy. Ma wielkość 9x3mm i to on powodował plamienia. Dostałam lek Aspargin i dzisiaj plamienia ustały dlatego wypuszczono mnie do domu. Na szczęscie z dzieckiem wszystko dobrze, ma 2,5 cm, serduszko bije, rusza się.
Mam leżeć, nic nie robić, nie dźwigać. Ciąża jest zagrożona ale mam dużą szanse ją donosić-to usłyszałam od ordynatora. Natomiast od położnej- "jak organizm będzie chciał, to i tak odrzuci ciążę, choćby pani leżała plackiem i nie wiadomo ile tabletek zjadła.." 
Niestety, nie udało się. W czwartek miałam badanie i wizytę u lekarza. "Pani Kamilo tym razem się nie udało ale proszę się nie poddawać". Nie poddaje się- od jutra zaczynam brać Aromek i robimy drugą inseminacje. Wydaje mi się, że zamiast być bliżej jestem dalej. Jakieś zwątpienie, utrata wiary i chęci.
Od soboty jestem w Chorwacji i przez te dni mieliśmy 1,5 dnia slońca- poza tym cały czas pada deszcz 
Pozdrowienia kochane z deszczowej Chorwacji
całuje
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2015, 20:19
19 dc
Zacznijmy sobie wmawiać wszystko co możliwe ehh. Mam nadzieje ze chociaż ten cykl nie będzie aż tak strasznie długi. Mało było serduszek w tym cyklu bo gorąco tak i do tego ochoty było tyle co kot naplakal. Ale i tak się ludze ze może coś. Naczy5alam się dzisiaj smutnych historii staraczek podziwiam je za siłę i mam nadzieje ze nie będę musiała się borykać z takimi problemami samolubne i egoistyczne wiem.
Cycki bolą juz. Temp wysoko
Czekam na męża aż przyjdzie z drugiej zmiany, wiadome z jakich przyczyn 
W tamtym miesiącu miałam większy entuzjazm, bardziej się cieszyłam na
nie chciałam pominąć nawet jednego dnia... a teraz czuje że ten cykl też wcale nie będzie inny. To dopiero/aż ? drugi cykl po laparoskopii, to dopiero/aż ? 14 miesiąc starań... Myślę że za długo to trwa, że przy 'wszystko jest ok' powinno się udać. W tamtym miesiącu owulacja 16/17dc a teraz test pozytywny w 13dc, śluzu jakby nie było wcale, jest wilgotno ale nieraz było tego więcej... Mam wrażenie że wszystko się tak rozjeżdża, raz tak raz tak. Nie mogę się doczekać już wizyty u lekarza. Znalazłam ostatnio informację że lekarz do którego się wybieram jest konsultantem naprotechnologii, nie lekarzem, nie instruktorem tylko konsultantem. Nie wiem na jakim poziomie jest jego wiedza na ten temat ale dobrze wiedzieć że wspiera tę metodę i może na drugiej wizycie nie usłyszę propozycji inseminacji... Liczne na to że dobrze nas pokieruje. Dotychczas chodziłam niby do dobrego lekarza w moim mieście, były badania, USG itd i nigdy przenigdy nie byłam stymulowana ani nawet nie dostałam duphastonu... nie wiem czy się bał czy co, nie wiem. W między czasie jeszcze chodziłam do starszej kobiety na NFZ i to ona pomyślała o markerach, tamten tylko wziął mnie do szpitala i wykonał laparoskopie. Żadnych zaleceń po nie było, nic a nic...
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2015, 22:06
Ciąża zakończona 18 sierpnia 2015
Nasza córeczka Natalia przyszła na świat 18.08.2015 o godzinie 23.05
Waga 3530 g, długość 55 cm, 10 pkt Apgar 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2015, 11:30
Dupa, dupa, dupa!!!! Znowu nic z tego! Kurwaaaaa! Nie mam już sił! Na prawdę nie dam rady dłużej tego znosić! Ileż porażek można przełknąć rycząc w poduszkę? No ile? Każdy ma swój limit, ja właśnie swój przekroczyłam. Boże dlaczego tak mnie karzesz? Czy to jakaś próba? Jakiś zupełnie niezrozumiały dla mnie test? Tylko na co? Jestem gotowa dać temu małemu człowiekowi dom, wsparcie i całą moją miłość. Chciałabym uczyć go kochać świat i ludzi i Ciebie Boże. Dlaczego nie dasz mi szansy? Jeśli to lekcja pokory, to bardzo skuteczna. Wiem, ze jestem dla świata tylko małym nic nie wartym elementem. A tak bardzo bym chciała być dla kogoś całym światem... Straciłam nadzieję kompletnie. I chęci do życia również. Czas chyba pogodzić się z tym, że nie dane mi będzie zostać matką. Boże jeśli nie chcesz dać mi dziecka, daj mi chociaż siłę, bym potrafiła się z tym pogodzić... Jeśli to w ogóle możliwe...
Rozpacz, rozpacz i jeszcze raz rozpacz:(
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2015, 10:21
Dzisiaj zrobiłam badania tsh troszke podskoczyło ft3 takie jak było a ft4 spadło i bhcg <2 nic z tego nie bedzie a ja jeszcze nie wiedziec czemu mam nadzieje ze sie uda ze za wczesnie zrobiłam bete człowiek chce tego dziecka i nie udaje się przykro bo jestem nie udacznikiem nic nie wartym powiedziałam to mezowi i ze zasługuje na lepszą kobiete zone bo ja mu dziecka nie dam na to wychodzi płakac mi sie chce same łzy napływają do oczu czuje ze mam doła
Czuję jakiś taki dziwny spokój, rozpiera mnie świadomość tego, że już niedługo spełni się moje największe marzenie... Po raz 2 odmawiam Nowennę Pompejańską, w trakcie odmawiania inaczej spojrzałam na swoje dotychczasowe starania i postępowanie... Doszłam do wniosku, ze jeśli czegoś nie zrobię ze swoim życiem i tokiem myślenia to się to zle skończy... Postanowiłam, że od września, ewentualnie od marca zacznę naukę na kierunku opiekunka do dziecka, może łatwiej wtedy znajdę pracę a praca z dziećmi to coś o czym od zawsze marzę. Szybciej mi zleci czas i w mojej głowie nie będzie już tylko 1 myśl, (póki co męcząca) kiedy w końcu zobaczę 2 kreski...
Po 2 moją pasją jest fotografia. Chciałabym kiedyś założyć własną firmę i uwieczniać wspomnienia, które są pamiątką na całe życie. Na początek chcę się zajmować fotografią dziecięcą, ciążową i rodzinną... jest tylko 1 problem.... muszę się przełamać od kontaktu z takimi osobami... bo póki co to gdy widzę jakąś kobietę w ciąży to chce mi się płakać, i odwracam wzrok w 2 stronę, byleby nie cierpieć... także plany są, teraz tylko trzeba je wprowadzić w życie... życzcie mi powodzenia;)
Muszę coś zmienić, ruszyć się z miejsca, bo inaczej połowę swojego życia przesiedzę na zamartwianiu się... a życie jest po to by brać go garściami... nie ma miejsca na smutki;) Dobre nastawienie to już połowa sukcesu i drogi do celu.
)))
Ciąża rozpoczęta 26 lipca 2015
I jest... wstałam dzisiaj z zawrotami głowy, nudnościami i lekkim bólem głowy... Zrobiłam test a tu bladzioch!
Poleciałam na betę i proszę 18,97 normalnie szok!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2015, 23:47
32w6d
// 35w6d 
"Czy ona będzie szczęśliwa?", to pytanie od prawie tygodnia zaprząta mi głowę 
Zadał je dorosły facet, mało wylewny w uczuciach, nie przepadający za obcymi dziećmi, z wpojoną zasadą, że najważniejsze jest być najlepszym we wszystkim. Mężczyzna, który często wspomina, że boi się, że będziemy się kłócić o to by nasze dziecko było szczęśliwe (wg mnie) lub chorobliwie ambitne (wg niego). Zobaczymy co przyniesie życie, najważniejsze żeby Mała czuła się kochana 
W niedzielę kupiliśmy meble i łóżeczko, dywan, pościel, baldachim (z inicjatywy taty!) i mnóstwo innych potrzebnych rzeczy. Bagażnik był wyładowany po brzegi z obowiązkową fotą zawartości("kiedyś jej pokaże ile dla niej kupiłem"
). Teraz wszystko czeka w garażu na złożenie, jak tylko skończymy malowanie pokoju w środę
Już się nie mogę doczekać! Pranie zrobione, prasowanie w trakcie.
Coraz bliżej porodu, czas leci nieubłaganie, a ja zaczynam się bać. Nie bólu, ani tego że czegoś nie będę od razu potrafiła zrobić, ale tego że nie podołam. Przez tyle lat opiekowałam się dziećmi, ale to nie to samo. Po godzinie "x" zamykałam drzwi i wracałam do domu, to zupełnie coś innego niż spędzanie czasu, opieka i pielęgnacja dziecka 24h na dobę. Najbardziej boję się nocy... Ale musi być dobrze, prawda? 
Zauważyłam, że ostatnio zrobiłam się sentymentalna. Wspominam czasy, gdy mieliśmy te kilka lat mniej, jakie to były beztroskie czasy, spontaniczne decyzje, pakowanie auta i wyjazd nad morze w ciągu 15 minut, długie śniadania na tarasie, wielogodzinne leżenie z książką na plaży. Wiem, że to co nas czeka będzie równie piękne, a właściwie jeszcze lepsze, ale pozostaje obawa, że to już koniec beztroskiego życia. Z drugiej strony, Marysia nas nie ogranicza! Mamy plan by za 3-4 lata zjechać z nią Stany camperem, na przełomie roku chcemy z takim maluszkiem pojechać do Austrii na narty, nawet wakacje mamy już wstępnie zaplanowane:) I wiem, że wiele z Was uważa, że z takim dzieckiem się nie podróżuje tyle kilometrów, że ono samo zweryfikuje czy da radę tyle wysiedzieć w aucie, ale to będzie część nas i nie chcemy rezygnować przez córeczkę z czegokolwiek. Chcemy jej pokazać świat, a nawet jeżeli nie będzie tego pamiętać, to zawsze są zdjęcia!
Szału nie ma ale rekord padł 
PROGESTERON 15,08 ng/ml
Tysia, swój pokaże może w poniedziałek po wizycie 
Tydzień 8 (7+2)
Jeśli mój mąż nie zwariuje ze mną to ja zwariuje sama ze sobą 
Wczoraj przeszłam samą siebie.
1) Od rana było mi nie dobrze, kręciło mi się w głowie przez co byłam okrutnie zmierzła.
2) Cały czas irytował mnie sposób mówienia męża. Nie dość, że wydawał z siebie jakieś nieartykułowane dźwięki i nie koniecznie wtedy opowiadał o jakimś uderzeniu w coś to jeszcze zaczął mnie nazywać swoją ciężarówką. Normalnie bym się z tego śmiała ale hormony mi nie pozwalają
a najbardziej się wkurwiam (!) jak gada jak jakiś kretyn, ale to dzięki mojemu teściowi bo to on w ich rodzinie zapoczątkował taki 'trend' :
bateria jest BAKTERIĄ, pociągi są CIAPOCIĄGAMI, smalec - DŻEM ZE ŚWINI i tak dalej, i tak dalej. Szlag człowieka trafia...
3) Mądra ja - ogoliłam się w miejscu intymnym, w pachwiny (to jest to miejsce na zgięciu przy nodze? xD) nawet nie zaglądałam bo byłam tak obżarta, że bałam się zginać (cudowne prysznice...) i goliłam się na ślepo a wieczorem przy pójściu do łazienki ryk bo miałam na wkładce plamki krwi ;]
Wczoraj też pojechałam po wypis i l4 Okazało się, że to nie są jakieś nacieki tylko - uwaga, pisownia oryginalna - (odwarstwienia?) to raz, a dwa okazało się, że mój Okruszek ma 8,1mm a nie 8,5 ale ważne, że jest i ma serduszko!
)
I moja kochana teściowa znowu daje popisy, a ja tylko jak widzę na wyświetlaczu męża kto dzwoni albo on mi powie zanim odbierze to moje serce chce wyskoczyć. ;]
Ale wczoraj miała niespodziankę, ja wychodzę z pracy, mężuś po mnie przyjechał, wsiadam do samochodu, a on róże trzyma... Zmarszczyłam czoło, pytam się: A co to? A mój M. w śmiech i mówi: wiedziałem, że tak będzie, no wiedziałem...
I dopiero mi się przypomniało, że dokładnie 3 lata wcześniej się poznaliśmy. Rano jeszcze pamiętałam, ale potem mi jakoś wyleciało, no ale mój mężuś kochany pamiętał 
A co do cyklu, to temperatura idzie w górę. Ja mam wrażenie, że "produkcja" śluzu podupada na zdrowiu i jakoś tak dziwnie się czuje...
wczorajszy wieczor byl swietny! nie spodziewalam sie, ze wieczor tak nam sie milo skonczy. postanowilismy isc na Sail Amsterdam, czyli zlot wielkich statkow- bylo ich prawie 50! miedzy innymi nasz Dar Mlodziezy
no ale po kolei. Najpierw poszlismy na kolacje do- i tu ciekawostka- wloskiej knajpy, ktorej wspolwlascicielka jest Polka, w zwiazku z tym serwuja czasem polskie potrawy. Zjedlismy pierogi, wypilismy Tyskie- bylo pysznie:) nie tesknimy jakos straszliwie za polskim jedzeniem, ale dobrze wiedziec, ze w poblizu jest knajpa, gdzie mozna czasem cos "domowego" zjesc. Wlascicielka okazala sie przesympatyczna i pogadalismy sobie troche a na odchodne dostalismy po kieliszku wisniowki
(dlatego zastanawia mnie moja dzisiejsza temperatura, troche wypilam wiec spodziewalam sie ze bedzie wyzsza...)po jedzeniu poszlismy na Sail i bylo cudownie! potworne tlumy, ale poza tym cudownie
mnostwo pieknych statkow i do tego jeszcze zachodzace slonce. zeszlismy cala marine, nogi nam pod koniec odpadaly, a potem jeszcze trzeba bylo wrocic przez cale miasto rowerem do domu, ale bylismy super zadowoleni. swietnie sie bawilismy, gadalismy, wyglupialismy sie. na koniec poszlismy jeszcze na takie kolo widokowe,z gondolkami, skad mielismy widok na cala rzeke wypchana po brzegi statkami, stateczkami, lodkami, barkami. bylo jak w filmie
naprawde jestem szczesciara, ze mam takiego meza. rozne rzeczy w zyciu sie nie ukladaja, ale z nim wiem, ze jakos przez to wszystko przejde
dzis jestem niewyspana i troche podpieram sie nosem, ale jestem w dobrym nastroju i mam nadzieje, ze zostanie mi tak na caly dzien 
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2015, 09:22
Niepotrzebnie się cieszylam...hcg spadlo wczoraj...dziś zaczelo się plmienie.... ginekolog stwierdzil: ciąża biochemiczna...
Nie mam sily.... nie wiem co dalej...dlaczego se tak stalo...chce mi się plakac....
Gin kazala czekac do poniedzialku na @ i jesli nie przyjdzie zrobic ponownie bete....Wiec czekam i to mnie dobija...A jak zobaczylam reklame z malym bobasem to sie rozkleilam na calego... Nie wiem dlaczego to wszystko się stalo... Czy po takim przezyciu powinnam robic dodatkowe badania? Kiedy mozna zaczac sie znow starac? Chociaz nie wiem czy znajde w sobie odwage bo...aj szkoda gadac
((((
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2015, 12:57
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.