Dziś kolejny dzień. Dzień jak dzień... Wolny od pracy czas wykorzystuje na porządki domowe i odpoczynek. Poszliśmy dzisiaj nawet na mały spacer, przy okazji kupiliśmy wyborczą żeby zobaczyć ranking klinik in vitro. Nasza klinika zajmuje calkiem dobre 4 miejsce 41,70% skuteczności w 2014 roku.

Przygotowania do transferu idą pełną parą, estrofem 2x1 i kolejna wizyta w poniedziałek



Postanowiłam Wam jeszcze napisać dokładniej o mojej przypadłości, mając nadzieję że, może wśród Was jest ktoś taki jak ja. Mam dwie macice, dwie szyjki i przegrodę w pochwie- tak teraz mogę to powiedzieć z pewnością że faktycznie tak jest. Szereg badań USG 3d, histeroskopia były potrzebne aby to stwierdzić. W życiu badało mnie wielu ginekologów ale nikt wcześniej nie zauważył 2 szyjek


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września 2015, 14:30

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 16 września 2015, 21:07

Wczoraj odwiedziła mnie koleżanka... pracowałyśmy kiedyś razem przez rok i tak ten nasz kontakt trwa do dnia dzisiejszego choć nie jest bardzo zażyły. Porozmawiałyśmy tak jak zawsze, chyba szczerze... jest starsza ode mnie i żyje tylko pracą, nie ma męża, na chwilę obecną żadnego partnera, mieszka sama, mam wrażenie, że to wszystko kiepsko odbija się na jej psychice... wakacje w łóżku połączone z depresją to nic przyjemnego. Zastanawiałam się później, czy człowiek ma wpływ na swoje życie, jeśli tak, to w jakim stopniu. Jest ładna, mądra, inteligentna, a może zbyt wymagająca od życia, od siebie, od innych... Ona natomiast zapytała mnie... czy czuję się szczęśliwa... odpowiedziałam, że tak. Nic mi więcej nie potrzeba. Myślałam później czy faktycznie tak jest, czy chciałabym coś zmienić... na tym etapie, na którym jestem... może minimalnie.

No i nastał dzień 16.09 minęły 3 tygodnie od ostatniej wizyty. Dziś czas na kolejną.
Pani doktor zauważyła, że sapię... śmiała się, że jeszcze trochę, najpierw będzie widać mój brzuch, a potem mnie. Na fotelu zbadała mnie najpierw normalnie, a potem usg aby dokładnie zmierzyć długość szyjki. Wszystko jest w porządku, co mnie oczywiście cieszy. Jak to sama stwierdziła... moje dzieci nie rodzą się za wcześnie. Trzymam ją za słowo i jakoś wewnętrznie wierzę, że te dzieciaki nie porodzą się po 600gram. A teraz długo wyczekiwany moment usg przez brzuch...

I jest niespodzianka... DZIEWCZYNKA I CHŁOPIEC <3 Boże, nie wiem czym sobie zasłużyłam na takie szczęście. <3 I co zrobiło jedno dzieciątko, a to na naszych oczach się zsikało. Aż dwa razy wracałyśmy do tego momentu... lekarka cofała i się śmiałyśmy. Moment kiedy uśmiech sam się pojawia na twarzy.

Oczywiście z dwóch chłopców też bym się cieszyła, nawet z taką myślą tam dziś szłam, że to są oni. Mam nadzieję, że już kolejnej niespodzianki nie będzie jeśli chodzi o płeć.

Przed wizytą mężuś uraczył mnie dziś różami w kolorze herbacianym... jak zapytałam z jakiej to okazji... jak zwykle z humorem... z okazji bejbików ;)

Panie Boże dziękuję Ci za te dzieciątka, to wielka łaska...

A teraz czas oczekiwania na USG II trymestru, już za 2 tygodnie, szybko zleci.

Żaniayarn Do trzech razy sztuka? 16 września 2015, 21:31

11dc. 2cs.

Dzisiaj przyszedł termometr, jutro pierwszy pomiar :P

Brzuch mnie dalej pobolewa.. ale teraz ten ból to taki typowy miesiączkowy, tyle, że lekki.
hmm. nigdy tak nie miałam...

poszalałam dzisiaj na zakupach. Oprócz tradycyjnych spożywczych i alkoholowych :P (mężuś w sobotę urodzinki robi więc wiadomo.. :P) na konto szafy wpadły dwie spódnice, tunika i żakiet. Skarby upolowane w lumpku :D
trzeba sobie jakoś humorek poprawiać :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2015, 15:08

Kiedyś pisałam pamiętniki..kilkanaście lat..zawsze mi pomagały, mam nadzieje, że ten również pomoże zrozumieć ten świat..

Mąż wyjechał w delegację 3miesięczną, ja w tym czasie staram się opanować swoje emocje. W tym cyklu zaczęłam leczenie estrofemem mite. Jest mimimalny postęp, endo ma 5,5 mm ( było ok 4mm do tej pory ). Pęcherzyka dominującego brak..we wtorek mam ponowne badanie progesteronu, aż jestem ciekawa czy jest postęp, do tego jestem w tym cyklu bez luteiny - okres zaskoczy i przyjdzie punktualnie? Wątpię...

monilia84 W poszukiwaniu szczęścia :) 17 września 2015, 06:59

<3 6 tydzień 5 dzień ciąży <3

<3 17% ciąży <3

Do wizyty zostało: To dzisiaj <3

Kochani to dziś zobaczę na monitorku moje najukochańsze, tak bardzo upragnione maleństwo. Jak będę miała szczęście to usłyszę też serduszko, nio zobaczymy.

W tej ciąży zamierzam być optymistką chociaż wiem że z moim charakterem i z bagażem doświadczeń na plecach będzie trudno, ale spróbuje, bo mam dla kogo :)

Wczoraj jedna z koleżanek Majówek 2015 wrzuciłam link na youtube z filmem o jej syneczku który urodził się w 24tc. Długo się zastanawiałam czy to obejrzeć, bo ja Wiktorię straciłam w 27tc tyle że jej serduszko przestało bić. I oczywiście myśli już były, że czemu jak byłam w szpitalu w 25tc to nic się nie działo i jej serce biło bo może i ona by żyła. Ten maluszek miał prawie dokładnie takie wymiary jak Wiki. Tyle samo ważył tyle że ona była dłuższa o 5cm ale wyglądała dokładnie tak jak on, czyli jak maleńka istotka, jaka różowa słodka :( Ta sytuacja troszkę mnie podłamała, ale czasu nie cofnę, ona odeszła a teraz mam nowe życie w sobie i jemu nie pozwolę odejść. Boże Ty też mi w tym pomóż proszę :)

PO WIZYCIE <3
Kochani my już po wizycie, z moim maleństwem wszystko w porządku ma 7,6mm i ślicznie bije mu serduszko. Tak strasznie mi ulżyło, naprawdę, zanim weszłam do gabinetu to tak mi ręcę się trzęsły że szok. Lekarz bardzo w porządku, kulturalny nawet pożartował i powiedział, że powalczymy, bo tamta ciąża to tamta ciąża a ta to nowe życie :) Dostałam acard i luteinę i "kupę" badań na następną wizytę czyli na 8 października.
Dziękuje wszystkim, którzy trzymali kciuki za wizytę przydało się <3
A oto mój puszek okruszek śliczniutki z bijącym ślicznie serduniem <3 <3 <3

eff3049e366499b0med.jpg

2218757pvy3nmvbkj.gif


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2015, 06:59

PORADA I

Jeśli miałaś przeprowadzone badania płodności sprawdź czy odpowiedziały one na podstawowe pytania: czy regularnie jajeczkujesz? jaka jest jakość owulacji (to można tylko przypuszczać)? czy Twój partner produkuje wystarczającą ilość żywotnych plemników? czy komórka jajowa i plemnik są zdolne do połączenia i dalszego rozwoju? czy zapłodniona komórka jest w stanie zagnieździć się w ścianie macicy i dalej rozwijać?

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 17 września 2015, 07:38

Kochane jestescie :* i przede wszystkim mmacie więcej wiary niz ja. W sb lece sie kluc tak aby na pon odebrać wyniki. Sprawa bedzie jasna. To bedzie 30dc i musi juz wyjsc wiarygodny wynik bety. Pewnie przed badaniem powtorze sikanca przeciez samoumartwianie sie to ostatnio moja specjalność :-P

Dobra żeby oderwać mysli od fasolki...macie moze jakis sprawdzony przepis na dzem z dyni? :-P kupilam dynie i poki co lezy i kwitnie. U jednej z dziewczyn w pamietniku widzialam fajny prosty przepis ale oczywiscie nie pamietam u kogo :-P

dagmara Mój wyścig z czasem. 16 września 2020, 08:02

27dc
Mierzę tą temp i mierzę... I cały czas nic z tego nie wynika. Dopiero dziś mam odbicie temp do góry. Czyli, że co? Wczoraj miałam owu czy przedwczoraj? Czy w ogóle ją miałam? Czuję, że ten cykl mam nieźle zsiopany. Zwykle o tym czasie bolą mnie piersi na znak zbliżającej się @, a teraz nic.

Dobrze że dzisiaj już czwartek i do wizyty męża coraz bliżej. Mam nadzieję, że ta pierwsza da już jakiś zarys sytuacji.
Odebrałam prolaktynę i testosteron męża. Prl zeszła do normy, ale dalej jest wysoko w normie (ponad 20 gdzie norma jest 5 - 25), a testosteron dalej trochę poniżej (1,58 a norma zaczyna się do 2,27, ale kończy na 10 :/ ). Ale w zasadzie nie spodziewałam się, że bez leczenia samo z siebie coś drgnie.
Nie wiem co będzie jeśli okaże się, że jedyna szansa to in vitro. Nie jestem w 100% przekonana. A wiem, że decyzję trzeba będzie podjąć zawczasu, bo pewnie między nią a zabiegiem jest masa badań. Na pewno wiem że w takim wypadku będę potrzebowała kilku miesięcy przerwy, "normalnego" życia bez zadręczania się tą sytuacją. I mam odnośnie tej procedury 1000 pytań na które będę chciała poznać odpowiedź jakiegoś kompetentnego lekarza. Mam tylko nadzieję, że androlog nie odeśle nas z kwitkiem i dojdziemy do przyczyny słabego nasienia męża. Może uda się jej zaradzić.
Wiem, że in vitro to ostateczność, ale wyniki męża są tragiczne i nie dają dużo nadziei. Cały czas się modlę żeby to była wina jakiejś usuwalnej niedrożności.

W obecnej sytuacji nie myślę już nawet o przechodzeniu na fiolet. Czuję się tak jak zanim zaczęliśmy się starać, nie mam już żadnych oczekiwań, nie testuję. Testy owu też porzuciłam. Zostawię je w szafce, może jeszcze kiedyś się przydadzą. Z jednej strony czuję ogromny luz i brak napięcia. Wiem też, że cały miesiąc mogę żyć "normalnie", nie muszę w drugiej połowie cyklu myślec o tym czy mogę np. zażyć jakąś tabletkę na gardło czy nie. Mogę imprezować, ćwiczyć i w ogóle wszystko. Teraz jest to dla mnie jakimś pocieszeniem i wytchnieniem w tej całej sytuacji, ale nie chcę tak całe życie :(

Wczoraj za to kupiłam sobie cudne buciki na słupku <3 będą idealne i do pracy i na wyjścia. W szpilce bałam się że idąc po nieco śliskim szkolnym korytarzu za którymś razem wyrżnę spektakularnie :P W domu atmosfera też jest bardzo dobra. Wróciła radość z seksu. Seks dla samego seksu, bez myślenia który to dzień, czy pozycja dobra itp. Coś pięknego w tym szarym życiu.

adrenalina . 17 września 2015, 08:51

O


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2016, 09:04

karmar Projekt Niespodzianka 2025 ❤️ 17 września 2015, 09:01

Powoli dobijamy do brzegu :) Ostatnią rzeczą,której mi brakowało,a którą chciałam uszyć to chustki na szyję,bo gdzieś wyczytałam,że niemowlakowi nie zakłada się szalika. Spędziłam wczoraj praktycznie cały dzień szyjąc chustki z resztek i nie tylko różnych tkanin - uszyłam 9 sztuk :) Jedna była uszyta już wcześniej,więc razem mam 10,ale 3 z nich chcę oddać różnym ludziom w prezencie :) Oto efekt:

f24cb4cd59ea99f3med.jpg

ff8612313b2dc4efmed.jpg

Uszycie chustek to było jedno i czasowo nawet nie wyszło tak źle,ale wszywanie zatrzasków to chyba najbardziej żmudna rzecz,którą zdarzyło mi się robić w ostatnim czasie... Niemniej, chustki są,więc moja kochana Victoria sobie odpocznie i szycie na razie odłożę,chociaż polubiłam bardzo :) Ale to ostatni miesiąc (słownie: cztery tygodnie mniej więcej ;) ) wolności,więc czas się odprężyć, zrelaksować i nie przejmować ani nie nadwerężać niczym :) Na kosz i ostatnią partię ciuszków jeszcze czekam,więc nie mam wrażenia jeszcze,że ostatni guzik został zapięty. Myślę,że to dobrze,bo tak jak Madu kiedyś napisała - jak sobie pomyślę,że jest już wszystko i wszystko gotowe,to chyba tak się odprężę,że urodzę ;) A na to jest jeszcze czas :) Chociaż tego kosza,to już się,kurka wodna,doczekać nie mogę :D

Brzusio dalej rośnie,przynajmniej takie mam wrażenie,ale wiem,że to dziecię,które jest coraz większe,a nie brzuch sam w sobie. Michał jest ostatnio bardziej aktywny,rozpycha się bezlitośnie,ale staram się mieć więcej cierpliwości dla tego mojego małego brzdąca :) Odegram się,jak już się urodzi :D

Innym pozytywem jest to,że udaje mi się powoli sprzedać książki powystawiane na allegro. Pozbywam się kolekcji mojej ukochanej Christie w oryginale,bo na rocznicę ślubu dostałam od Męża Amazon Kindle (czytnik e-booków) i teraz wszystkie książki mam tam wgrane i na Kindlu je czytam. Wersji drukowanej się pozbywam,żeby ulżyć półkom oraz żeby mieć mniej dźwigania w czasie przeprowadzki :) Na razie sprzedałam 3 książki,mam nadzieję,że się uda więcej :)

Moją jedyną irytacją ostatnich dni jest to,że nie mogę się umówić na wizytę do lekarza na październik.. Miałam się kontaktować po niedzieli w zeszłym tygodniu i dzwoniłam tam w środę,ale powiedziano mi,że zapisy na październik jeszcze nie ruszyły i mam zadzwonić za tydzień. Dzwoniłam tam więc wczoraj i poprosiłam o umówienie mnie na połowę października,na co pani w rejestracji powiedziała mi,że te terminy są już pozajmowane i może mnie wpisać na 23.10. Serioooooo????? Odparłam jej na to,że ten termin absolutnie odpada, mam termin porodu na 29.10. i chcę się zobaczyć z lekarzem wcześniej. Dowiedziałam się wtedy,że będzie jeszcze możliwość wizyty w sobotę 10.10. lub 17.10.,ale oni jeszcze nie wiedzą,która sobota będzie możliwa,bo pan doktor jeszcze się nie określił. Kazali mi zadzwonić po 16:00. Jak zadzwoniłam po 16:00,to dalej nie wiedzieli i kazali mi zadzwonić w piątek. Kuźwa,ile razy można dzwonić w jednej sprawie do prywatnej kliniki??????????????????? Ja wiem,że mój pan doktor jest bardzo dobry i przez to oblegany,tym bardziej,że jest to ginekolog chrześcijański,ale bez przesady - organizacja powinna być deko lepsza... :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2015, 09:19

Asana mój pamiętnik 17 września 2015, 11:25

czekam na @
krechy brak, chociaż temperatury nie mierzę, bo spodziewam się niskiej, wczoraj mi było gorąco cały dzień ale moze to dlatego że na dworze zrobiło sie cieplej

kata89 W oczekiwaniu na kolejne szczęście 17 września 2015, 11:53

4 dc
W tym cyklu niestety ale męża nie ma cały miesiąc albo i dłużej, więc nici ze starań jakichkolwiek. Nie wiadomo czy nie będzie tak, że do końca roku będzie w delegacji z krótkimi (dosłownie kilka dni) pobytami w domu. Wiem, że te wyjazdy to dla niego duża szansa, ale ciężko znieść taką rozłąkę.

Kamilam8 Moja nudna historia... ;) 17 września 2015, 15:44

Aaaa zapomniałam się pochwalić. Na początku września mieliśmy 9 ROCZNICĘ ŚLUBU :):):) Była miła kolacja i wspominanie ostatnich lat.

Boski czas, pełen czułości, bliskości ale też kompromisów i sprzeczek. To najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. To zdecydowanie miłość mojego życia- daje mi oparcie i czuję się przy nim bardzo szczęśliwa :)

100krotka:) Czekając na druga kruszynkę... 9 października 2015, 15:16

Jeszcze troche jeszcze nie cale 3 godzinki do wizyty ehhh ciagnie sie ten czas jak nie wiem;/
Noc byla koszmarna...najpierw nie moglam usnac ;/ kazda proba zmiany pozycji byla bolesna;/bolal mnie brzuch i plecy;/ ok 3 w nocy przebudzilam sie na siusiu i do 6 nie moglam usnac;/ masakra masakra...

A więc tak...
Nie wytrzymałam i zadzwoniłam do mojego gina i zapytałam czy jednak przyjmie mnie wcześniej bo chyba bym sobie nie wybaczyła jeśli coś by się stało a ja bym usłyszała ze za późno przyszłam, kazał przyjść jutro albo w niedzielę bo wtedy ma dyżury w szpitalu i zobaczymy co się dzieje u maluszka. Przy okazji poproszę go o receptę na luteinę.
Przyznam Wam że pobolewał mnie brzuch ale odkąd zaczęłam brać luteinę zauważyłam że bóle zniknęły czasami mam tylko takie kłucie i ciągnięce w pachwinach, więc chyba dobrze zrobiłam, pewnie będzie kazał mi kontynuować branie...
Zadzwoniłam do koleżanki z pracy czy może się ze mną na zmiany zamienić lub w niedziele przyjść na godzinkę za mnie, zgodziła się bez problemu tylko zastanowi się kiedy dokładnie.
Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze...
Dziś wogóle ciążowo się nie czułam. Jedynie piersi bolą cały czas.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2015, 19:32

Dziś wpis z innej beczki, chciałam bardzo serdecznie podziękować wszystkim dziewczynom, które tu zaglądają. Jak zaczynałam pisać ten pamiętnik, to szczerze nie sadziłam, że kogoś będzie obchodzić moja historia i moje ponure wynurzenia.

A tymczasem zaglądacie tu, dajecie mi wsparcie, zrozumienie, siłę, dzięki Wam nie czuje się sama, ze swoimi problemami. Czasem jest mi smutno i źle, a Wasze ciepłe wpisy sprawiają, że się uśmiecham :D

Jeszcze raz bardzo dziękuję Wam wszystkim i każdej z osobna <3 <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2015, 13:00

dzabuch moja terapia 17 września 2015, 13:02

34+0
Jakoś tak od wczorajszego dnia żyję w jakimś nie określonym strachu przedporodowym.
No, ale do rzeczy! Wczoraj byłam na sr i doktorek (dodam ok 35 lat) mówił, że tydzień temu urodziła jego żona. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że urodziła w 35 tygodniu. Co oznacza, że właśnie dziś rozpoczynam 35 tydzień i trzęsę dupą. Z dnia na dzień coraz bardziej się męczę puchnę i mam dość! No, ale jak stwierdziła położna na sr. Po to jest 9 miesiąc by mieć dość I chcieć wreszcie urodzić.
W związku z moim strachem, że cokolwiek może być wcześniej, usunełam hybrydkę z paznokci i zrobię sobię nową jak tylko Bartek przyjdzie na świat. Dzięki Bogu, że robię to sama to może jakoś dam radę. Tym czasem moje paznokcie muszą zadowolić się jedynie odżywką. Ogólnie to ostatnio zaczyna mi brakować sił a w nocy się nie wysypiam. Jak wczoraj usłyszałam parę rewelacji na temat nacięcia krocza, znieczulenia dolarganem to pół nocy mimo wielkiego zmęczenia mi się śniło.
Torba z praniem wciąż stoi i łypie na mnie okiem, ale dam radę. Dobrze, że Tatusiek jest ekspertem od prania dlatego nie boję się, że jak nie zdążę to klops. Właściwie to nawet on w domu pierze. Ja tylko mówię mu co jest jasne, ciemne co kolor a co białe. Właściwie to nawet od razu nauczyłam się rozkładać ciuchy tak by mógł je sobie wrzucić do pralki i się nie zastanawiać. Jak dobrze, że to on ogarnia porządki, bo z moim zapałem w ostatnich dniach, dom zarósł by brudem.
No i jeśli chodzi o pozytywy to dziś dotarły do mnie prześliczne dwa kombinezony. Polarkowy, jesienny na 62 i zimowy na 68. Mam nadzieję, że będą akurat. Zresztą czytałam, że lepiej kupić o rozmiar większe.

Bardzo się z nich cieszę
Moja mama coś wspominała, że przywiezie mi łóżeczko od koleżanki pewnie w ten weekend. No i chyba kończymy wyprawkę. Sama nie wiem jak ja to wszystko zrobiłam? I chyba uratowało mnie podejście, które nabyłam w ostatnich dniach dzięki szkole rodzenia, czyli tak dziecko można przykryć kocykiem, umyć ręką i żadne super specyfiki nie są do tego potrzebne. Nie kupuję pościeli do wózka. Po co skoro dostałam w prezencie aż trzy kocyki i z 5 kompletów pościeli.
Ja nie miałam miliona bajerów a jednak, żyję, nie wiem czym jest alergia, żadko się przeziebiam i mam się dobrze. Nie chce piać nad moim dzieckiem, bo mogę zrobić mu tym więcej krzywdy. Tak jak moja bratanica, nie uśnie jeśli w domu nie ma kompletnej ciszy, ciągle chodzi chora a od ilości podawanych antybiotyków to pewnie świeci w nocy. Jednak herbaty z miodem czy sokiem malinowym nie zna. Chyba chcę i będę taką mamą tradycyjną z rosołkiem i mlekiem z miodem. Eh, ale się rozpisałam! Czas pokaże, jak mi to wszystko wyjdzie!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:15

17t4d

No i przyplątała się infekcja. Więc od wtorku jestem na antybiotyku - mam nadzieję, że szybko przejdzie :) Filipek coraz mocniej szaleje w brzuchu! <3 to najcudowniejsze uczucie na świecie :D W poniedziałek jego harce mnie obudziły! :D M. się śmieje, że już taniec trenuje ;) Moje Słoneczko <3
Ja czuję się dobrze - gdyby nie rosnący nieśmiało brzuszek i kopniaki Filipa to nie wiem czy wierzyłabym, że jestem w ciąży :) Już nie mogę się doczekać października :D zaczynamy szkołę rodzenia no i w końcu zaczniemy coś kupować :D <3

malika89 Malikowe pamiętnikowanie 17 września 2015, 13:25

Byłam dziś po wyniki i na usg tarczycy.

7 września wyniki wyglądały tak:
TSH - 4,220 [0,27-4,2]
f T4 - 1,07 [0,93-1,7]
f T3 - 3,11 [2-4,4]

Wynik z 16 września:
TSH - 5,300 [0,27-4,2]
Anty TPO - 9,12 [ < 34]
Anty TG - 14,21 [ < 115]
Prolaktyna 42,31 [4,79-23,3] (22 dc, 6 dpo)

USG bez zmian ogniskowych, echogeniczność i przepływy w normie.
Jedyny minus to mała objętość tarczycy 8ml przy normie dla kobiet 18ml

Co o tym sądzicie?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)