25t4d
Na początku tej ciąży obiecywałam sobie, że niczego nie kupię i nie przygotuję przed III trymestrem - tak, żeby nie zapeszyć.
Teraz nagle jednak dostałam motorka w dupie i boję się zostawiać czegokolwiek na III trymestr. Jakieś takie mam głupie przeczucie, że za chwilę na jakiejś patologii wyląduję i wtedy to już zostanę uziemiona na amen i niczego nie ogarnę.
Zrobiłam więc plan, żeby zamknąć się ze wszystkim do końca listopada - tak mi jednak sprawnie idzie ogarnianie kolejnych punktów, że chyba się do końca października zamknę - haha!
Ja wiem, że może widzę wszystko w czarnych barwach, że może nie będzie tak źle i jeszcze się zdążę w listopadzie i grudniu zanudzić na śmierć z nie-posiadania-niczego-do-roboty-w-temacie-dziecka. Ale zdecydowanie wolę nudę niż nerwówkę, że czegoś nie dopięłam na ostatni guzik. Bo ja to z tych perfekcyjnych i przed-czasowych. Muszę mieć zrobione wcześniej i już. Inaczej się nerwowo wykończę.
Także realizuję swoje małe cele i jest dobrze.
A dziś jeszcze odhaczyłam zakup 2 par spodni i bluzy dla S. (co ostatnio jest nie lada wyzwaniem, bo albo się Królewnie nie podoba, albo ją gniecie, albo ... milion innych powodów), a dziś wparowałyśmy do H&M i niemal od kopa 3 rzeczy zgarnęłyśmy. Jest dobrze 
Tylko ja nie mam żadnego wierzchniego okrycia na jesień, a nie opłaca mi się na miesiąc-dwa kupować czegoś w rozmiarze XXL przecież. Oby więc jak najdłużej było te 15 stopni, to może jakoś w swetrach przebiduję.
8 października idę na wizytę, żeby sprawdzić czy jest owulacja i jajeczko czy nie ma. Oby wszystko było dobrze i oby w końcu nam się udało.
Haslo z tymbarka na dzisiaj:
"Bedziesz w szoku przez pol roku!"
Ciekawie sie robi
13 dc
Monitoring: pecherzyk w prawym jajniku 12 mm. Według gin jesli z niego ma byc owulacja to gdzies okolo 20dc
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2015, 12:04
Jesteśmy po kolejnej wizycie-wszystko ok, jednak nadal nie wiem kto mieszka w moim brzuszku on czy ona?
Leci 7 tydzień. Wczoraj po raz pierwszy mnie zemdliło, dzisiaj znowu - zabawne, bo tylko podczas podróży autem, zupełnie jakbym miała chorobę lokomocyjną (a nie mam).
Poza tym czuję się bardzo dobrze. Piersi/balony przestały przeszkadzać - a może się przyzwyczaiłam, że są takie pełne i ciężkie. Zawroty głowy się zdarzają. Zadyszka się zdarza jak idę szybciej - podobno to znaczy, że odpowiednia ilość tlenu jest pompowana do dziecka.. no ok... 
Udało mi się umówić do mojego pierwotnego ginekologa na wizytę już 15 października
) Cały tydzień wcześniej niż teraz czekam do innej lekarki
Naczarowane mam w tej chwili na maksa - 3 lekarzy ginekologów na tapecie, no ale trzeba sobie radzić 
Cały dzień spanie, jedzenie, marudzenie, spanie, jedzenie marudzenie... Teraz dopiero wzięłam się za jakieś sprzątanie. Ledwo firanki włożyłam do pralki, a już nie mam siły. A muszę doprowadzić dom do ładu. Uwielbiam w domu wszystko przestawiać
planuję na przyszły tydzień przemeblowanie. Nareszcie w połowie miesiąca nasza łazienka, która od pól roku jest "naszykowana" do remontu będzie robiona. Już nie mogę się doczekać. 
Dostałam dziwnego plemienia, czy to przez to jest jestem mega przeziębiona ...? Dziwnie boli mnie brzuch. Cały czas mam nadzieję, że to akurat ten cykl. Ten szczęśliwy, wymarzony, wyczekiwany przez Nas cykl. Tak bardzo chciała bym kupować już wózek, urządzać kącik w naszej sypialni dla IGUSI lub hmmm tutaj jest problem KUBA, FILIP, WIKTOR. Tatuś będzie wybierał.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2015, 19:30
14dpo - 215.6
Świruje bo przyrost niepełne 100%.
W chuj sie boje, taka prawda. Zazdroszcze osobom potrafiącym sie cieszyć tak na całego ..
Ale - jak na razie 3 tygodnie L4 
OOO i znowu długa przerwa w pisaniu
a wszystko przez to, że nie korzystam z komputera a z telefonu ciężko coś dłuższego napisać.
A co u Nas??

i tak pięknie rosnę 

Ogólnie jest póki co dobrze - odpukać aby nie zapeszyć.
Po kontroli u pani rehabilitantki jest dobrze. Mówiła, że Dominik ładnie idzie do przodu i szybko goni. Zrobił duże postępy. Bardzo Nas chwaliła za to, że z Młodym tak ćwiczymy w domu. I w sumie nie miała się do czego przyczepić. Wyszliśmy z asymetrii. Dłonie już się tak często nie zaciskają. Stópki też "luźne". No i ładnie trzyma główkę jak leży na brzuszku. Jedyne co to to, że nawet korygując wiek powinien już łapać się za kolanka a lada chwila "bawić się" stopami. I tutaj musimy ćwiczyć "podciąganie" pupy do góry bo Dominiś jest dość mocno "spięty" w okolicy miednicy. Jednak rehabilitantka mówiła, że na tym etapie jako wcześniak ma do tego prawo i wszystko jest do wyćwiczenia. Kontrola 16.11.br. Mam nadzieję, że do tego czasu będzie wszystko jak trzeba 
Jutro tj. 02.10 - wizyta u neurologa - mam nadzieję, że będzie OK.
Dominik prócz mleka dziennie zjada warzywko/owoc i zjada już coraz więcej. Póki co jesteśmy na słoiczkach bo mój sprzęt kuchenny nie zrobi aż takiej papki. Jak Młody będzie większy to zacznę sama Mu gotować
- takie plany na przyszłość. Chyba, że wygra LEŃ

W pn tj. 05.10 - mamy szczepienie /pneumokoki i możliwe, że 4 dawka WZW B/ i dowiem się ile Klopsik waży
podejrzewam, że może być już ponad 6kg 
Nie wiem ile w tym prawdy ale ostatnio 20.09 byłam u siostry i skorzystałam z tego, że posiada wagę i zważyłam się wpierw sama później z Młodym i wierzyć mi się nie chciało więc to samo zrobił mąż i wyszło Nam, że Domik waży między 5900 a 6kg
co prawda był w body, pampersie i rajstopkach i był to dzień bez kupki ale to myślę można odjąć ok 150g więc i tak wyszło by ok 5800g gdzie 08.09 ważył ok 5150. Jestem bardzo ciekawa faktycznej wagi "medycznej".
A po kontroli bioderek wszystko jest w porządku. Jak na tym etapie wszystko dojrzałe jak trzeba i lekarz nie widział potrzeby kolejnych USG. Zatem odpadło Nam kolejne jeżdżenie.
Póki co listopad zapowiada się lżejszy bo na razie mamy tylko kontrolę u rehabilitantki. Dobrze by było aby te miesiące zimowe były "lekkie".
A przed Nami jeszcze:
02.10 - neurolog,
05.10 - szczepienie,
08.10 - pulmonolog,
20.10 - kontrola w poradni patologii noworodka,
22.10 - kardiolog.
PROSIMY O KCIUKI
i z góry dziękujemy.
A z okazji pół roczku od przyszłego tygodnia planuję dawać Małemu obiadki z mięsem i rybką. Zobaczymy czy zasmakuje 
A za miesiąc może pobawimy się w prowadzanie glutenu - dla mnie to czarna magia ale kiedyś trzeba 
DAMY RADĘ 
Znowu się zaczęło. Plamienia teraz 4 dni przed @. Siedzę sama w domu, mąż w pracy, w tym tygodniu ma na 14. Ja na chorobowym do soboty, jakieś przeziębienie mnie dopadło. W poniedziałek mają być wyniki moich badań i się okaże co z tym progesteronem.
10 dpt, plamień brak, brzuch praktycznie nie bolał, mąż wk*rwił mnie maksymalnie!!...no i trochę się boje jutra.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2015, 20:07
14+2
Wymioty po ostatnim wpisie dały mi spokój
Są czasem małe mdłości ale jest o niebo lepiej.
Ale z ważniejszych spraw. Byłam dziś na USG, maluch ma już 8,1 cm, serduszko ładnie bije
Ale co mnie martwi to że się w ogóle nie ruszał (na prenatalnych skakał jak szalony)... I już sobie trochę wkręcam... A oto fotka 

Kupiłam ostatnio pierwsze ciuszki, no nie mogłam wytrzymać 
Aż nie mogłam uwierzyć jakie to malutkie 
36+0
Miałam o tym nie pisać, ale jakoś po przeczytaniu wpisu Feśki poczułam, że nie jestem sama. A z drugiej strony to podobno mój pamiętnik, więc mogę pisać co mi się podoba. Dla tych co się nadmiernie stresują nie czytajcie!
Mój debilny brat, tydzień temu niby z dobrego serca ( dlatego debilny) powiedział mi o tragedii swojego kolegi, którego córka zmarła dzień przed terminem porodu. Niby wiem, co ma być to będzie, różnie może być. Stwierdził, że powinnam wiedzieć! Nosz kurwa! To, że jest starszy to nie znaczy, że ja zawsze gowniara nie mam świadomości, że są na świecie nieszczęścia.
No i tak, dzięki niemu od niedzieli mam jakieś w nocy schizy, gorzej śpię i co się obudzę to o tym myślę! Dziś nawet chodziłam i pilnowałam ruchów małego i już modlę się nawet o najbardziej bolesny poród byle szczęśliwy.
Potem przeczytałam u Tovy o tej kuzynce S. Kto czytał to wie. Straszne i znów się nakręcam.
No i jakby tego było mało to moja teściowa z babcią i siostrą Tatuśka odwaliły mistrzowski cyrk jak uslyszały, że już stoi łóżeczko. Nasłuchałam się, że czy się nie boimy, czy nie za wcześnie. Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa! Czy nikt nie mówił tym ludziom, że jak mają się tak odzywać to lepiej, żeby nic nie mówić? Czy naprawdę tak źle człowiekowi życzą? Bo z troski to na pewno nie jest. Kurwa mać.
Gdyby nie Tatusiek to chyba bym zwariowała. Ja wiem, że są tragedie na świecie, każdego co spotkało takie nieszczęście, przytulam mocno, ale być starą przesądną babą i gadać, żeby gadać to naprawdę skorzystały by babsztyle z mózgu. To nic nie boli.
Nie ma to jak rodzinka, na szczęście mam rodziców, którzy zawsze dodadzą mi otuchy, bo chyba musiałabym rodzić w psychiatryku!
Jest dobrze 
Można powiedzieć, że decyzja została podjęta
i nie będziemy czekać do stycznia, bo okazało się, że pogram trwa tylko do 30.06.2016, a nie do końca roku jak myślałam. Teraz zbieram info jak plus minus wygląda procedura. Mam nadzieję, że po październikowej wizycie ruszymy z badaniami i szybko dostaniemy się do programu.
A jak się nie dostaniemy, to będziemy odkładać na komercyjne.
Dzisiaj 25 dc, objawów jak na razie brak, brak jakichś plamień (jupi!), bólu piersi. Czasem tylko brzuch zaboli.
Z jednej strony brakuje mi testowania, bo gdybym nie wiedziała to już niedługo pewnie bym testowała. Z drugiej strony naprawdę ogromna psychiczna ulga. Mamy kierunek, idziemy do celu.
Czasami są takie dni jak ten, chciałabym,żeby ciąża już się zakończyła. Ciężko mi się chodzi, ciężko mi się wstaje i w ogóle jest mi ciężko - w bardzo dosłownym znaczeniu tego słowa.. Brzuch mi zawadza do tego stopnia,że nawet do stołu nie ma jak się przysunąć. 
Sytuacja allegrowa się wyjaśniła. Wymieniłam z panią sprzedającą wczoraj kilka maili i przyznaję,że nerwy wzięły górę i najechałam na nią jak na łysą kobyłę. Nie wiem,czy do końca zasłużyła czy nie, pewnie w jakimś stopniu tak,bo po kiego grzyba wysyłać dwie paczki w jedno miejsce oddzielnie,skoro można dwa przedmioty wsadzić do jednego pudełka i nadać razem? Niemniej, wymiana zdań była nie do końca przyjemna, ale od słowa do słowa spuściłam trochę z tonu i za gwałtowną reakcję ją przeprosiłam. Zaznaczyłam jednak,że powinna mnie zrozumieć, tym bardziej,że już się kiedyś w ten sposób nieładnie nacięłam. Ona też odpuściła i kolejne maile były bardzo miłe po obu stronach, z czego się cieszę. Przesyłka idzie do mnie priorytetem, razem z gratisem i resztą kasy za przesyłkę
Z jednej strony się cieszę,ale z drugiej jest mi głupio,że w pierwszym odruchu potraktowałam tą kobitę niekoniecznie dobrze
Ale było, minęło. Pomodlę się za jej chorego synka, może choć tak jej to wynagrodzę.
A swoją drogą, tak to właśnie ze mną jest. Jestem osobą wierzącą, nawet bardzo wierzącą. Pan Bóg jest dla mnie bardzo konkretną osobą,a nie jakimś konceptem czy Bozinką na obrazku i dzięki Jego ogromnej pracy nad moim charakterem oraz ogromnej łasce naprawdę się zmieniłam przez te ileś lat. Lubię pomagać innym, nie jestem przywiązana do kasy i chętnie się nią dzielę, działam we Wspólnocie, przestrzegam przykazań i zasad, czytam Pismo Św. i regularnie gadam z Bogiem o różnych rzeczach. I wszystko byłoby naprawdę fajnie, gdybym potrafiła chociaż raz na jakiś czas stulić pysk i zamiast najeżdżać na ludzi,którzy mnie wnerwiają, spojrzeć na nich właśnie z miłością i miłosierdziem. I to jest dla mnie ta najtrudniejsza kwestia dotycząca wiary, z którą wciąż i niezmiennie się zmagam. Nie jestem duchowo biedna, powiedziałabym,że dostałam wiele i czuję się związana z Niebem,ale mimo to, nie określiłabym się jako "dobra katoliczka",bo brakuje mi właśnie tej fundamentalnej dobroci serca,która objawia się miłością do drugiego człowieka nie wtedy,kiedy jest chwila duchowego uniesienia czy akurat się modlę lub uwielbiam Boga,ale właśnie wtedy, kiedy patrzę na tego ludzia przede mną i myślę sobie "ty idioto".. Bo żadna sztuka ukochać bliźniego, kiedy wszystko jest fajnie; sztuką jest błogosławić drugiego,kiedy tak naprawdę chciałoby się ścisnąć takiego głąba z gardło i wytrząsnąć z niego życie.. Więc walczę...i dziękuję Bogu za każdym razem,kiedy uda się wygrać z tą skazą,która jest we mnie.. Szkoda,że tych podziękowań nie jest więcej..
I w takich momentach myślę sobie,że dobrze,że Bóg nie ma takiej skazy charakteru jak ja,bo śpiewałabym cienkim głosikiem...
Mam wrażenie,że Michał jest coraz większy..nie wiem,czy to jeszcze możliwe,ale chyba tak,bo brzuch mi powoli na gębę zachodzi
Ale nic, jeszcze tylko troszunię..
Pierwszą rzeczą,którą zrobię po porodzie i po powrocie do domu,to...POŁOŻĘ SIĘ NA BRZUCHU
Tak mi tego brakuje... Pomijam,że teraz już nie istnieje pojęcie "wygodna pozycja do spania" (może być co najwyżej "pozycja,w której aktualnie jestem w stanie wytrzymać na tyle długo by zasnąć i nic nie pamiętać..),ale swobodnego leżenia na brzuchu mi brakuje
I chciałabym przestać chodzić jak kaczka
I chciałabym,żeby ta dupina,która wypina mi się pod żebrami wypinała się już w swoim łóżeczku
Spojenie zasadniczo boli mnie albo coraz bardziej, albo tak samo,ale nie pamiętam,że bolało mnie tak bardzo,bo w zasadzie czuję je przy każdym ruchu. Siku chce mi się non stop, więc wyprawy dłuższe gdziekolwiek nie mają żadnego sensu, chyba żebym miała prywatnego Toi-Toia na sznurku..
No i cały czas się modlę,żeby Młody określił się zdecydowanie do 17.10. na wyjście. Nie chcę mieć wywoływanego porodu i nie chcę mieć cesarki. Wiadomo, jak mus to mus,ale mam nadzieję,że się uda uniknąć tych kombinacji.
A z dobrych rzeczy,to trochę lepsze ciśnienie dzisiaj i brak paciorkowców "tam na dole"
Czekałam na ten wynik,bo zakładałam,że jak ta końcówka jakaś taka niezgrabna,to pewnie jeszcze jakieś dziwne stwory się do mnie przyczepią,ale na szczęście nie
A jutro Mężulo zabiera moje siku na posiew 

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2015, 21:10
A więc same dobre wieści po spotkaniu z córcią
:-)32t mała waży 1720 g
doktorek powiedział że optymalna waga przy porodzie może wyjść 3300 g
córcia ma się dobrze i oczywiście pokazała swojego hod doga między nóżkami ale ryjka nie chciała pokazać
szyjeczka długa,twarda i zamknięta
ale najważniejsze że wiertasek leży główkowo
wszystko jest superowo
to było ostatnie usg III trymestru teraz Zośka ma sobie rosnąć
oczywiście pojedziemy jeszcze na usg 4d żeby mieć wiertaska na płycie na pamiątkę

Dostałam bromergon. Mam brać pół tabletki przez 14 dni,a potem po całej. Oprócz tego euthyrox tak jak brałam czyli , 25 a w niedziele zapominać
Mam nadzieję ,że to wystarczy. za 6 tygodni zrobić wyniki i napisać smsem pani doktor,a ona oddzwoni w wolnej chwili i powie co robić
W ogóle dziś wzięła ode mnie 100 zł za wizytę zamiast 150 
No to teraz niech przychodzi @ i działamy:)
Dzisiaj po zmierzeniu temp. ovu przenisło mi owulację na 13 dzień cyklu. To by się zgadzało. I znowu mnie złość dopadła na męża. Rozumiem, że jest zmęczony, że pracuje po 12 godzin dziennie. Ale dzieci nie biorą się z księżyca. Za miesiąc muszę go bardziej zmotywować.
Rozmowy o dziecku zaczęły się już rok przed ślubem, ale nie chciałam być Panna Młodą z brzuszkiem. Chyba teraz trochę tego żałuję. Po co tyle czekaliśmy.
Czytam Wasze pamiętniki, i albo natrafię na taki gdzie w pierwszym cyklu się udało (zazdroszczę baaaaardzo, ale to taka zdrowa zazdrość) albo na takie gdzie pary bardzo długo czekają, są już zdiagnozowane i mają jakieś problemy. My na razie staramy się 'naturalnie', dopiero po roku podobno można zacząć się "bać". Ginekolog mówił, że wszystko ze ok, owulacje przechodzę, że na bank jestem płodna. oby! 
Z mamą nie mogę porozmawiać, zapytać się czy długo się starali, bo nie mam z nią kontaktu.
Proszę też męża żeby raczej nie wspominał nikomu, że się staramy... po co później mamy się smucić z powodu pytań...
Marzę o dużej rodzinie z pieskiem (pieska już mamy:))
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2015, 12:07
Rozpoczal sie pazdziernik. Bardzo lubie ten miesiac. Ciekawe co przyniesie.
Rozpoczal sie niezbyt fortunnie. Jutro mielismy wyruszyc w podroz. Planowalismy wypad weekendowy na lono natury, z dala od miasta, z dala od problemow. Niestety nie bedzie nam dane pojechac. Dzisiaj nasz samochod mial awarie. Poki co sytuacja opanowana, ale wyjazd nie wchodzi w gre. Nie ma co ryzykowac.
Specjalnie bralismy urlop na jutro. Trudno. I troche przykro, ze znowu cos sie nie udalo. Doslownie dwa dni temu wsadzilismy w auto rownowartosc 1500zl, a teraz kolejny wydatek sie szykuje. Ostatnio coraz czescie powtarzam, ze to nie jest nasz rok.
Jest i pozytyw dzisiejszego zdarzenia: lepiej, ze to sie stalo na miejscu niz gdzies setki kilometrow stad.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2015, 22:53
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.