14 ms starń, 10 cs, 16 dc

Zacytuję swojego lekarza z wizyty w poniedziałek. „No jest do D...”

Po „dostymulowaniu” dodatkowymi 5 tabletkami lametty pęcherzyk 9 mm z lewego jajnika zniknął. Wchłonął się. Za to na orawym jajniku podrosła inna malizna też 9 mm. Lekarz stwierdził, że nie jest dobrze i nic z tego cyklu nie będzie. Wiedziałam to już w momencie gdy usg trwało 3x dłużej niż zazwyczaj. Jest mi okrutnie przykro. Jest mi z tym bardzo źle. Parę łez popłynęło w rękaw męża. Parę w poduszkę. Parę przełknełam.

Nie wiem co sobie wyobrażałam. Żyłam nadzieją, że nowe leki, że dodatkowy prg po owulacji, że zaraz po cb, że to wszytko razem wzięte daje większe szanse na zdrową, prawidłową, donoszoną ciążę z finałem z płaczącym, różowym bobasem na rękach. Otóż nie. Przestanę już sobie cokolwiek wyobrażać.

Poraz kolejny zmieniam leki. Przechodzę już na ostatnią deskę ratunku, czy zastrzyki. Mam recepte na Gonal lub Bemfole, w zależności co uda mi się łatwiej dorwać. Nawet nie wiem czy z refundacją. Już kicham na to.

Szczerze... nie wierzę, że zastrzyki mi pomogą. Nie wierzę, że uda sie naturalnie zajść z tym moim jednym parszywym jajowodem, który nawet nie chce zadziałać. Pokłuję się 3-4 miesiące. Tyle daje sobie na zastrzykach.

Na razie czekam na okres, naturalnie, bez wywoływania. Może poczekam sobie tydzień, a może ponad miesiąc. Nie wiem. Znając życie nowy cykl zacznie się tak, że nie będę mogła zacząć zastrzyków ze względu na wyjazd w październiku.

Czuję okropną pustkę.

tiamarija ciągłe wahania 8 października 2015, 08:47

Myślę, że jestem w ciąży...
I się nie cieszę. Dlatego tym bardziej myślę, że jestem - bo sobie tego nie chcę wkręcać ;-)
Temperatura najwyższa w całym cyklu, a dziś termin @.
Brzuch boli, w ukł. trawiennym uczucie niestrawności. Od paru dni lekkie zawroty głowy. Chyba, że to taki zbieg okoliczności i jakaś grypa żołądkowa.

Im bardziej o tym myślę, tym bardziej się boję. Chyba nie jestem gotowa. Chyba myślałam, że minie co najmniej parę miesięcy zanim się uda. Że zdąrzę się zniecierpliwić, stęsknić, poczuć instyntk.
Do tego w nocy zadzwonił mąż. Miał rzut tej swojej dawnej choroby. Która się czasem odzywa, przy dużej dozie nerwów. Niestety kojarzę to z wieczorną rozmową o możliwej ciąży. Chyba udzieliły mu się moje wątpliwości :-(

Tak więc on się biedny wił z bólu całą noc. A ja się zamartwiałam, że jeśli przyjdzie dziecko, to jemu może to częściej wracać. Bo będzie niedosypianie, kłopoty itd.

Z testem poczekam chyba do wieczora. Może @ jednak przyjdzie.

Nie pasuję do tego forum. Chyba nie ma tu pamiętnika, żeby któraś miała tyle wątpliwości. Tylko, ja w sumie niby chciałam. Pilnie wykresik sporządzany itd...

Ech...
Czuję się winna, że nie zachwouję się i nie czuje tak jak powinnam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2015, 09:34

Wspomnialam dzisiaj mamie i bratu o planach slubu i... Zalamalam sie. Brat - ze oglupialam a mama? Zebysmy jak najdluzej zyli "na kocia lape" bo ona da sobie glowe uciac ze po slubie wszystko sie rozpadnie, ze zacznie wiecej pic a nie daj boze dziecko by przyszlo.. Nosz kurwa... Wkurwilam sie na maxa i chce mi sie ryczec. Wybaczcie ale musialam sie wygadac :-( a swojemu tego nie powiem bo sie wkurwi na maxa...

Co ja mam o tym wszystkim myslec? Co robic? :-(

7dc
bylam u gina. torbiele zniknely. rosnie jeden pecherzyk ale endometrium za male a on za duzy... mamy nadzieje, ze cos jeszcze podrosnie. jak te cholerne zastrzyki z puregonu bola !! :(

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 8 października 2015, 10:31

Zapowiada się leniwy, kanapowy dzień... z książką w ręku. Mam nadzieję, że leniwy i nic złego się nie wydarzy, bo mój mąż od rana nie dał znaku życia jak wyjechał do pracy. Do tego miałam dziś okropny sen... poszłam na basen i przed wejściem do wody zaliczyłam łazienkę, a tu całe majtki w krwi. Automatycznie przeniosłam się do lekarki. Fajna taka teleportacja. Kiedy leżałam na fotelu zadzwonił mężowski komórkowy budzik. Ale żeby było ciekawiej o 3.15 przebudziłam się całkowicie wyspana!? No to co trzeba było robić, wzięłam książkę i do 4.30 czytałam. Ten sen dziś taki przerywany na 3 części. W końcu wstałam o 8.30. Nie lubię takich nocy.
Dziś planuję wyskoczyć do biblioteki po nową dostawę książek i po jedną rzecz do sklepu. A na obiad zaplanowałam sobie frytki z kurczakiem i surówką. Te frytki za mną tak chodzą ;)

Dobra ale ja nie o tym, tysiąc wątków pobocznych zanim przejdę do konkretów.
Co nie co sobie oglądam na necie, jakieś rzeczy, ubranka, pierdoły. Zaznaczam nic nie kupuję, nadal nie mam tej odwagi w sobie ;) Wyczaiłam pewien zestaw do łóżeczka (zaraz wkleję linka) oczywiście bez tych baldachimów, falbanek itp. To nie mój gust. Ale do czego zmierzam czy fiolet pasuje do chłopca czy to jest kolor zarezerwowany tylko dla dziewczyn ?? Myślałam o zestawie nr 1 dla dziewczynki, zestawie nr 2 dla chłopca. Ten fiolet mi się tak skojarzył z naszym pokojem na górze gdzie śpimy (teraz głównie śpię ja ;) ) Tam właśnie będą stały łóżeczka.

http://allegro.pl/7el-haft-90x120-grochy-zygzak-ochraniacz-180-cm-i5599296449.html

do tego można np dokupić takie rożki

http://allegro.pl/rozek-becik-kropki-zygzak-roz-turkus-szary-zielony-i5103190566.html

Wybór tam mają całkiem spory.
Zresztą czego teraz nie ma. Wszystko jest.

Dobra uciekam zrobić sobie coś do przekąszenia.
ps. Miłego dnia.
Mój gałgan się odezwał :)

Aha i co z tym fioletem, jak myślicie ?

Alicja83 Strach 8 października 2015, 11:23

Nareszcie przyjezdrza moja mama do nas w odwiedziny i zostanie cale 10 dni, tak bardzo sie ciesze:-)

Ariana rosnie, wedlug mnie przytyla i zrobila sie okraglutka i taka fajniutka jest.

Niestety moja piers nie wystarcza musze ja dokarmiac, najwazniejsze jednak zeby Ariana byla zdrowa a czy piersia a gotowym mleczkiem to juz obojetne. Kolek mysle ze nie mamy, naturalnie SA momenty je Ariana placze ale wiekszosc czasu jest grzeczna i mozna juz troche z nia sie porozumiewac .

Noce mamy rozne raz jest dobrze raz zle, mysle jednak ze calkiem dobrze jest nam w trojke :-)

Wczoraj test owulacyjny wyszedl juz negatywny. A ja wlasnie wczoraj czulam wszelkie objawy owulacji. No moze poza sluzem, bo w sumie nie wiem na pewno czy to jeszcze pozostalosci spermy czy wlasnie sluz.

Maz wrocil z pracy bardzo zmeczony, mial dodatkowe zajecie po. I polozyl sie popoludniu. Wstal dobrze po 22. I nie zapowiadalo sie na serduszkowanie z jego strony. Bylo mi cholernie przykro,ze znowu mozemy stracic ten cykl i oczywiscie dalam temu wyraz. Ostatecznie bylo co nieco,ale niestety nie tak jak byc powinno. Mechanicznie, tak to slowo brzmi adekwatnie. Wazne, ze mam plemniczki, niech sie dzieje. Chetnie bym to i dzids powtorzyla dla pewnosci, ale zobaczymy jak bedzie wygladala sytuacja wieczorem.

... Babcia powiedziała: „Wszystkie te 3 rzeczy zostały poddane tej samej przeciwności – wrzącej wodzie.

Marchew przed włożeniem do garnka była twarda i silna, ale po tym, jak włożyłam ją do wrzącej wody stała się miękka i słaba.
Jajko na początku było kruche. Cienka skorupka chroniła płynne wnętrze, ale po ugotowaniu we wrzącej wodzie, jego wnętrze stwardniało.
Ziarna kawy są unikalne. Po włożeniu do wrzącej wody spowodowały, że to woda się zmieniła.”

„I co Ty na to moja kochana? Czym jesteś? Marchewką? Jajkiem czy kawą?” – pyta babcia. Babcia zaczęła głośno myśleć:

„Czy jesteś jak marchew, która wydaje się być mocna, ale w bólu i przeciwnościach słabnie, staje się miękka i traci siły?”

„A może jesteś jak jajko, które ma miękkie wnętrze, a po wpływem gorąca twardnieje? Czy masz takie serce, które po czyjejś śmierci, nieudanym związku i innych trudnościach staje się twarde i sztywne? Czy na zewnątrz jesteś inna niż w środku?

„A może jesteś jak ziarenko kawy? Gdy woda staje się coraz bardziej gorąca, uwalnia się jego smak? Gdy dzieje się coraz gorzej, masz lepiej?” Przetwarzasz problemy i idziesz dalej?”


Lila2703 Czekamy... 8 października 2015, 11:28

No i po nadziei w tym cyklu...zaczęłam rano plamić..To takie dziwne uczucie, bo z jednej strony człowiek wie, że nic z tego nie będzie, ale z drugiej gdzieś głęboko czai się nadzieja.
Miałam dziś w nocy nieprzyjemny sen o pracy i dobrze że budzik zadzwonił, bo jak się obudziłam to aż mi serce waliło. Zmierzyłam temperaturę i było 36,85 wow pomyślałam, ale jak za moment zmierzyłam jeszcze, gdy już uspokoiłam serce to było po tylko 36,74, więc możliwe ze ten skok to przez ten sen. Tak czy siak pewnie jutro zleci w dół i będzie @.

mk oczekiwanie 8 października 2015, 11:39

robie dzis chyba notke sama do siebie, zeby pamietac i nie dac sie znow zwariowac. w tym cyklu nic z tego nie bedzie. HSG jest w piatek, maz wyjezdza we wtorek bladym switem i wroci jak juz dawno bedzie po plodnych. mamy 3 dni na serduszka i owszem, wykorzystamy je, ale moja droga M, prosze, nie nastawiaj sie, nie daj nadziei rosnac, bo znow spotka cie przykre rozczarowanie, ktore polozy cie na lopatki i sie tylko od tego rozplaczesz.
w zasadzie teraz te badania i starania to raczej z rozpedu niz z zywych checi. juz mam troche dosyc, jestem zmeczona i smutna. przestalam nawet modlic sie o dziecko. nie mam zalu do Boga, nic z tych rzeczy, po prostu przestalam czuc te palaca potrzebe macierzynstwa. nie wyobrazam sobie zycia bez dziecka, ale w tej chwili nie mam sily, nie moge wykrzesac z siebie entuzjazmu i wiary.
moze w nastepnym cyklu bedzie lepiej? zadnych wyjazdow, podrozy, bedziemy mieli czas dla siebie. a moze w nowym roku...moze... moze.....
teraz musze przebrnac przez ten cykl, przeczyscic rury, wyjasnic sprawe tarczycy, malymi kroczkami moze gdzies dojdziemy.

Półpaśca ani widy ani słychu:) czy jakoś tak:) Zaczynam mieć strach przed poniedziałkową wizytą po pierwsze od jutra zaczynamy 10 tydzień a w pierwszej ciąży dowiedzieliśmy się o stracie maleństwa w 9 tygodniu więc traktuje ten 9 tydzień jako taki przełomowy, po drugie mam mieszanie uczucia do zmiany lekarza w trakcie ciąży. Zasięgałam informacji u znajomej farmaceutki, która jest jednocześnie przedstawicielem farmaceutycznym a ona podpytała o ten lek i lekarza, powiedziałam się że lekarz jest bardzo ceniony a lek ma bardzo dobre opinie. Jeśli nie wymyśli nic nowego to myślę że zostanę u niego skoro wszystko rozwija się poprawnie, w końcu to on podał mi odpowiedni zastrzyk i w odpowiednim czasie co pomogło zajść w ciąże. Boję się robić zamieszania, tym bardziej że powinnam myśleć o badaniach prenatalnych po 11 tygodniu.
A tak z ciekawostek, moja endokrynolog powiedziała mi że są firmy które zgłaszają się do lekarzy oferując im że będą dla nich pisać odpowiednio pozytywne opinie na stronach rekomendujących lekarzy, a jednocześnie mogą również pisać złe na temat konkurencji. Od tej pory z przymrużeniem oka patrzę na opinie w necie.

Dorotek Mój mały świat 8 października 2015, 12:10

100 dni do porodu :) oj coś czuje, że szybko zleci....

No i dobrze.
Po latach podczytywania Ovu ze strony niezalogowanej, po kilku miesiącach na forum, żeby znaleźć ukojenie w innych historiach, po kilkunastu miesiącach przerwy z turbulencjami osobistymi zawitałam, skruszona, na różową stronę - najpierw w celu obserwacji, potem w celu naprawienia się, a potem w celu rozpoczęcia starań o jakąś Małą Istotę, która będzie miała odrobinę więcej Szczęścia w życiu, choć na pewno nie więcej Miłości, niż mój pierwszy syn. Potrzebuję kobiecego wsparcia, sama jestem w tym wszystkim - jak palec, nie wiem od czego zacząć. Kilka wizyt u dwóch lekarzy nic mi nie rozjaśniło, a ja o niczym tak nie marzę, jak o normalności. I o Dziecku.
W tej chwili mam plamienia właściwie 20 dni w miesiącu, nie pomaga. Włosy wypadają mi garściami ale pogodziłam się z tym, że może musi wypaść tyle, ile miało, reszta odrośnie. Przybrałam już fajnie na wadze, z 46 kg do 54, myślałam, że w tym sedno moich kłopotów a to był dopiero początek.
A może któraś z Was zna/ma/poleca jakiegoś dobrego fachowca od podwozia ze stolicy, który lubi przyjmować pod swoje skrzydła trudne przypadki i faktycznie zajmuje się diagnostyką?

:(
cholernie mi za to moje życie smutno.

Dagers Czas zacząć, zmagania po 30-stce 8 października 2015, 12:25

środek cyklu, dzień 14: jajniki "kłują", ovu-App na telefonie miga i przypomina, że jest owulacja, test owulacyjny pokazuje 2 kreski, śluz jest, szyjka OK, wczoraj wieczorem sex był.
Książkowo.
Z temperaturą sobie nie radze, albo źle mierze, albo mój termometr jest zły, albo mam dziwne wyniki, bo nigdy żadnych skoków nie zarejestrowałam.

Ale po raz n-ty jest nadzieja.
Może uda się dziś powtórzyć ten sex dla pewności, choć wątpie, żeby udało się namówić nie-męża.

100krotka:) Czekając na druga kruszynkę... 8 października 2015, 12:39

I stalo sie;/ wczoraj o 21 wyladowalam na ip zbolami kuciami skurczami nie wiem co to bylo ale bolalo;/ Wszystko bylo dobrze do 19 chyba, maz wrocil z pracy oczywiscie bylo gadane ze to nie jest tak ze on sie nie martwii blablabla....chcial mnie jeszcze wyciagnac na spacer ale powiedzialam mu ze nie ide bo mi zimno niech idzie sam a ja ide sie kapac...i wszystko dobrze bylo dopuki nie wstalam...poczulam ukucie ale takie lekkie po wykapaniu sie kolejne, maz wrocil i pyta sie co sie dzieje to mu mowie ze kuje. Mowie ze ide sie polozyc wiec jak lezalam bylo wmiare, jak wstalam i poszlam do kuchni to juz bardziej bolalo az talez upuscilam;/ maz tak na mnie popatrzyl i powiedzial jedziemy do szpitala...Dojechalismy w 25 min. W szpitalu przyja mnie najpierw polozna pyta sie co sie dzieje i tak dalej zaczelam opowiadac podlaczyla mnie pod ktg czy jak to tam sie zwie i szukala malej powiedziala ze serduszko bije ja niby slyszalam szmety ale bum bum tez troszke doszlo az lzy polecialy...przyszedl lekarz zbadal mnie powiedzial ze szyjka 2 cm i zrobimy usg pousg powiedzial ze zaknieta ze on nie wie jak z ta szyjka bylowczesniej ale ze jak na tan etap malo jej ze za trzy dni mam sie zglosic na kontrol cos mowil o obserwacji w szpitalu ale i o tym ze jak bede lezec to moge isc do domu. Dostalam zastrzyk roskurczowy i mnie puscili...
Dzis z samego rana dzwonilam do mojego gina opowiedzialam mu co mialo miejsce powiedzialze dobrze zrobilismy jadac na ip i powiedzial zebym jutro do niego przyjechala on zobaczy co tam sie dzieje...
Tak wiec do jutra odpoczywam oszczedzam sie jednym slowem nie robie nic...

Nigdy w zyciu tak sie nie balam jak wczoraj...

triste Hope 8 października 2015, 13:23

Kolejna wizyta za nami :)
Widziałam mojego maluszka jak pięknie sobie brykał :)
Lekarz pomierzył wszystko co miał pomierzyć i na szczęście nasz malutki skarb jest zdrowy <3
Badań genetycznych nie robiłam, nie były nam potrzebne bo i tak przecież kochalibyśmy naszego maluszka :) i dzisiejsze pomiary - tak dokładne, bardzo mnie zaskoczyły (chodzę na nfz)
NT 1,6mm :) nie wiem jak wyszły inne, bo lekarz zapisał u siebie w karcie, ale ważne że wszystko jest ok :)
Jesteśmy bardzo szczęśliwi, mąż się wzruszył i poczuł ulgę że dzieciak jest zdrowy, taka wiedza jednak jest potrzebna, ale nawet bez niej wiedziałabym że mój maluszek jest zdrowy. Przeczucie matki <3

Płeć jeszcze nie jest znana, ale to jest najmniej ważne, najważniejsze jest zdrowie :)

Karuzela jeszcze nie jest zrobiona, ale teraz wszystko ruszy do przodu :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2015, 13:28

8 tydzień
(7w+6d)
obwód brzusia 84cm
bez żadnych zmian :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2016, 17:07

Wizyta lekarska, ginekolog:
TSH nadal za wysokie, przepisana recepta na Euthyrox N50.
Dostałam także receptę na Clostilbegyt tabl. 50 mg i Luteina tabl.dopoch. 50 mg.
Zalecenia: ograniczyć bierne palenie
I zaczynamy:
Pierwsze 2 cykle: 2-6 dzień cyklu 1 tabl. Clostilbegyt dziennie (współżycie co 2 dni od 10-16 dnia cyklu)
3 cykl: 2-6 dzień cyklu 2 tabl. Clostilbegyt dziennie (współżycie co 2 dni od 10-16 dnia cyklu), dodatkowo wprowadzić Luteinę (progesteron) popoch. 1 raz dziennie od 16 dnia cyklu przez 10 dni.
Dalej zobaczymy jak będzie, jeżeli grę wejdzie inseminacja to dostaniemy kontakt do lekarza w Klinice.

Mąż nadal w trakcie rekrutacji, zobaczymy czy w ogóle będzie sens starania się o nasze pierwsze biologiczne dziecko. Trzymajcie kciuki dziewczyny :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2015, 13:33

DzikaRoza Czterdziesci plus i pragnienie 8 października 2015, 13:41

Becze, boli brzuch, plamie, becze, temp nie spada, becze plamie, boli brzuch, co jest. Przeciez nie ciaza.

ale mam dziś lenia w dupce... nic mi się nie chce.
A co tam czasem tak trzeba :-P
ogólnie jakoś siły nie mam
Wiecie co czasami mam ochotkę kupić coś dla mojego maluszka... nie mogę się doczekać już tych zakupów. Choć ostatnio moja teściowa strasznie mnie wnerwiła bo mówi do mnie, że nie będę wogóle ubranek kupować bo wszystko dostanę po dzieciach jej córki. Wrrr już się zaczyna. Odpowiedziałam jej że to moje 1 dziecko i chcę kupić mu nowe ubranka a nie wszystko używane a ona do mnie znowu że to kupie dopiero jak się urodzi. Nosz kurw.. To znowu jej powiedziałam że nie stać mnie żeby wszystko na raz kupić po porodzie i że jak zacznę kupować sobie po troszku co jakiś czas to będzie nam łatwiej i lżej. Tym bardziej że ona finansowo nam nie pomaga, wręcz przeciwnie pożycza kasę na wieczne oddanie.
Czuję, że jak się maleństwo urodzi to będzie chciała się wpierdalać co chwila a ja na to nie pozwolę i będą sypać się iskry.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)