dzabuch moja terapia 20 października 2015, 11:00

38+5
Tak i mnie dopadła telefonowo, podwórkowo, sąsiadowo, pracowa ciekawość. Każdy kto do mnie dzwoni mam wrażenie, że wzdycha zawiedziony gdy odbieram telefon. Natomiast ja już się nauczyłam odbierać tekstem "nic się nie dzieje".
W sumie to nie wiem co gorsze to moje oczekiwanie, choć nawet nie osiągnełam terminu a już się nakręcam czy tak jak u kuzynki Tatuśka, która ma mieć cesarkę i od dziś (na dziś ma termin) leży w szpitalu i czeka aż się zacznie.
Z jednej strony ma opiekę całą dobę, ale takie leżenie w zawieszeniu czekając nie wiadomo ile. Ona urodziła się 10 dni po terminie.
Nawet tatuśkowi się chyba udzieliło to oczekiwanie, bo wczoraj zapytał się mnie czy nasz syn wybiera się na świat czy pozwoli tacie jeszcze sobie piwko na wieczór wypić.
Bartek jest dla taty wyrozumiały a wydaje mi się, że skoro to ja od 9 miesięcy o niego dbam to jakoś powinien być bardziej wyrozumiały dla mamy. :):) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :)
Na początku bałam się porodu, tego czy będę dobrą matką czy sobie poradzę. Teraz wstając na siku, wiem, że będę wstawać częściej i czy będę wiedzieć czy mam zmienić pieluszke czy dać cyca. Nie wiem sama, ale nie chce już czekać chcę się przekonać.
Może na czwartkowym ktg coś się wyjaśni, zobaczymy, mam tylko nadzieję, że nie przesiedze całego dnia bez sensu w szpitalu. Zobaczymy!

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 20 października 2015, 21:05

Moje kochane forumowe Cioteczki jaka szkoda że nie mogę Was przytulić za to że jesteście i że zawsze mogę liczyć na Waszą pomoc i dobre słowo :-) :-) Tulam Was mocno i całuję :-) :-) :-* :-*




Sosenko przyznam sie bez bicia :-) otóż kocham perfumy :-) :-)jestem maniaczką :-) :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2015, 21:07

Rudz!a Ja chcę serca mieć dwa :) 20 października 2015, 11:28

35 TC (34+1)

Wczoraj mieliśmy USG, z maluszkiem wszystko dobrze, starsze tylko dwa dni, czyli tak jak ostatnio. Lekarz oczywiście znowu nas zaskoczył - "serduszko państwa córeczka to jak dzwon ma"....aha, córeczka? Okazuje się, że nawet na tym etapie można mieć wątpliwości co do płci :P po dłuższych obserwacjach pojawił się chłopak, na pamiątkę zrobił nam zdjątko owych męskich organów :) Także nadal myślimy nad imieniem dla malucha, skłanialiśmy się do Filipa, ale Marcel tez mi się podoba no i nie jestem przekonana, mąż również nie. Ale mam nadzieję, że niebawem nam się to wyklaruje, a jak nie to po porodzie to już na pewno :) Najważniejsze, że maluszek rozwija się prawidłowo, waży już prawie 2300 g, od początku ciąży przytyłam 9kg na razie :) W październiku byliśmy na weselu, spotkaliśmy się z większością mojej rodziny, stałam się wręcz atrakcją wesela. To już ósmy miesiąc? Taki masz mały brzuszek? Wyglądasz bardzo dobrze! Ciąża Ci służy! Może usiądź i odpocznij....pytań całe mnóstwo, stwierdzeń, porad, uścisków...naprawdę momentami czułam się dziwnie...ale wesele było ogólnie super, sama nie przypuszczałam, że można się tak dobrze bawić w 33TC :) zostaliśmy do samego końca jak wszyscy praktycznie :) Niestety tragedia się wydarzyła i z wesela trzeba było szykować się na pogrzeb i to już miłe nie było, zmarł teść mojej siostry, na samym pogrzebie był tylko mój mąż, ja w tym czasie zajmowałam się chrześniakiem, którego siostra na pogrzeb tez nie chciała zabierać. Szkoda, mały dziadka nawet nie będzie pamiętał :( ale niestety takie jest życie....

tymczasem kończę kompletować wyprawkę, łóżeczko już dojechało, nie jest skręcone oczywiście, ale jest :) Całe wyposażenie do środka również jest. Przyszły ostatnie chyba już paczki z ostatnimi drobiazgami. pozostaje nam do kupienia zaledwie kilka drobnych rzeczy, tj. mleko modyfikowane, bo oczywiście optymistka jestem i będę karmić piersią, ale w razie czego trzeba się asekurować :P środek do pielęgnacji pępuszka i to by było na tyle. Wózek czeka na przewiezienie, muszę się jeszcze tylko zastanowić co tam w środku będę miała, czy zakupić jakiś komplecik do wózka czy wykorzystać jakiś kocyk, których mam już mnóstwo, śpiworki tez mam no i oczywiście kombinezonów dla malucha tez się kilka uzbierało.Mam jeszcze dużo czasu by się zastanowić :)

Energi nadal mnie nie opuszcza więc zajmuje się wszystkim czym trzeba, ostatnio byłam dumna z siebie bo wymyłam wszystkie okna jakie mamy w domu, szkoda tylko, że pogoda teraz kiepska i efekt zbyt długo się nie utrzymał, ale trudno, świadomość, że były umyte to już dużo znaczy :P W przyszłym tygodniu kończą się zajęcia w szkole rodzenia, ale kontakt z położna nadal zostaje, na ćwiczenia dla ciężarnych tez mam zamiar chodzić jak długo dam radę :)ważne by się nie zasiedzieć w domu, bo człowiek wtedy zbyt dużo myśli i użala się nad sobą, a wiadomo, że to samopoczuciu nie sprzyja....

Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 17 września 2020, 16:47

10+4

O rany, jak to wyglada - 10+4. Stracilam juz nadzieje, ze kiedykolwiek jeszcze bedzie mi dane byc w ciazy. Wiele przejsc za nami, ale najblizsza przyszlosc wcale nie wyglada sielsko-anielsko.
Moja historia jest trudna, a powod straty poprzedniej ciazy niestety nie odszedl w zapomnienie i wisi nade mna niczym miecz Demoklesa.
Dziec podobno ma sie dobrze. Na ubieglotygodniowym USG (9+3) mial 26mm. Wczoraj podczas wizyty pani doktor szybciutko tylko podejrzala, co u niego i chyba mial sie dobrze, bo skakal jak pijany zajac. jak zobaczylam serduszko i wierzgajacego malucha, uspokoilam sie troche i moglysmy na spokojnie omowic sytuacje.
Jesli usg genetyczne wyjdzie w porzadku, to w tygodniu 5-10 pazdziernika czeka mnie hospitalizacja i zalozenie szwu szyjkowego. Niby wiedzialam, ze tak bedzie, niby mam swiadomosc, ze to prawdopodobnie jedyna droga, zeby donosic te ciaze do jakiegos sensownego terminu, ale mimo wszystko oblecial mnie strach. Bo to juz tak niedlugo, bo to dzieje sie naprawde. Ta ciaza jest dla mnie troche abstrakcyjna. Niby beta, niby testy, niby juz rosnacy brzuch i widok na usg, ale ja jej nie czuje. Moze dlatego, ze potwornie sie boje i podswiadomie jakos ja wypieram z mojego umyslu, zeby w razie czegos zlego chronic swoja psychike? Z mezem niewiele o niej rozmawiamy (jako ciazy, dziecku), jakbysmy obydwoje po prostu sie bali i nie chcieli za bardzo angazowac. Ciezko opisac slowami nasze zachowanie, ale ja czuje, ze staramy sie zachowac dystans.
Brzuch tym razem juz nieco widac. Do pracy zakladam luzne ubrania, zeby nie pojawily sie komentarze, (choc wydaje mi sie, ze co niektorzy moga sie juz czegos domyslac, bo ja z tych chudo-plaskich, a od jakiegos czasu brzuch jest permanentnie zaokraglony.
Zmeczenie i tachykardia doprowadzaja mnie do szalu i placzu, bo czuje sie jak wlasna babcia i nie mam kontroli nad cialem. Mam nadzieje, ze z koncem 1 trymestru odzyskam nieco wigoru, bo idzie oszalec. Do tego wciaz goraco, nie ma czym oddychac, ciezko jest spac. Wygladam ochlodzenia niczym kania deszczu, codziennie sprawdzam prognozy, ale poki co na horyzoncie jeszcze kilka dni upalu. Mamma mia :-(


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2020, 18:47

Pokahontaz Starania iskierki 20 października 2015, 11:33

Dawno tu nie zaglądałam - a może powinnam zrobić to wcześniej i uporządkować wszystkie myśli. Stres, stres i jeszcze raz stres ... Mieszkamy w Hamburgu z moimi rodzicami. Chociaż mamy spore mieszkanie i wydawało by się, że nie będziemy sobie zanadto zawadzać atmosfera zrobiła się chwilami nie do zniesienia. Mój maż ma dość - wcale mu się nie dziwię... ja też. Chodzi o pierdoły - kto jak często zrobi porządki, zakupy itd. Do tego doszła sprzeczka o wyniesienie śmieci, parę niepotrzebnych słów i skończyło się na tym, że mąż wściekły/smutny a ja stojąc między młotem, a kowadłem nieźle się napłakałam...

Ta cała sytuacja zmobilizowała nas do tego żeby spróbować jeszcze przed narodzinami Poli znaleźć mieszkanie... Oczywiście od początku byłam pewna obaw - chciałam tego bardzo, ale wiedziałam, że wiązać się to będzie to stresującą przeprowadzką, koniecznością wyposażenia nowego mieszkania - a teraz zwłaszcza przed narodzinami nie jest to wcale takie łatwe... Plus zostawienie rodziców dość nagle z wysokim czynszem. Masa załatwiania - niekoniecznie przyjemnych spraw w języku, którego dobrze nie znam... Mąż pomaga jak potrafi ale nie jest tej pomocy za dużo... nie może być jak pracuje się po tyle godzin :(

Nie ma co ukrywać, że jestem też w ciąży mniej odporna na stres - wszystkim bardzo się przejmuje / miałam już kilka nieprzespanych nocy i ataki płaczu.

Staram się z całych sił uspokoić i wyluzować ale nie potrafię... Mam wyrzuty sumienia, że tak stresujemy to nasze maleństwo co jeszcze bardziej pogłębia mój depresyjny stan.

Chciałabym wrócić do czasów z początku ciąży gdzie nie było tego wszystkiego i mogłam się skupić tylko na sobie i rosnącym w moim brzuszku szczęściu.

Mam nadzieję, że zaraz wszystko się uspokoi i będę mogła w spokoju czekać na zbliżający się poród.

mrth666 Czasem szczęściu trzeba pomóc... 20 października 2015, 11:55

No w końcu doszedł detektor. Pierwsze co zrobiłam to rzucilam się z nim na łóżko, wszystko podłaczyłam, brzuch porzadnie wysmarowałam i zaczęłam szukać serduszka. 5,10,15 minut i nic, tylko własne tętno. Już mina mi zrzedla kiedy w 20 minucie, zaraz nad kością łonowa po lewej stronie usłyszałam szybkie pukanie:D 170,171/min. Moje serduszko największe! Przy tym braku objawów idzie zwariować a teraz chce mi się skakać z radości, nic tylko cieszyć się ciążą :D

Rotenkopf Walka. 20 października 2015, 12:07

Tydzień 17 (16+0/16+4)

Brzucholek rośnie, powoli bo powoli ale rośnie ;) Wagę schowałam żeby się nie stresować. Ogólnie wczoraj znowu miałam dzień mdłości i wymiotów, pobiłam rekord - dwa tygodnie był spokój ;)
Wczoraj wieczorem wzięłam sobie na noc no-spe bo po sprzątaniu miałam twardy brzuch.

I jakoś leci ;)

Pisałam Wam, jak napaliłam się na wózek i wycofali wariant kolorystyczny na którym mi najbardziej zależało ?! Adamex Pajero Alu pomarańczowy. I dupa! Nie ma ;(
Mąż wziął mnie wczoraj do dwóch sklepów dziecięcych. W tym pierwszym słaby wybór, ale w drugim...ach! Zakochałam się w dwóch innych wózkach.
1) Adamex Galactic - co prawda wszystkie wózki w sklepie mieli w kolorach szarości albo brązu ale miła Pani znalazła mi w swoich katalogach od producentów wariant z kolorem pomarańczowym! ;) Ale na stronie też już go nie mają ;/
więc raczej padnie na
2) Camarelo Sevilla - tylko nie wiem jaki kolor, pomarańczowego oczywiście nie mają, ale z żywych kolorów mają ładny zielony (!) i czerwony (ten akurat do auta będzie pasować) ;)
http://camarelo.pl/w6.html
Muszę tylko do sklepu zaciągnąć moją siostrę, która ze swojego 14miesięcznego doświadczenia już wie na co patrzeć przy wyborze wózka dziecięcego ;)

Serioo?!, tak jak Ci pisałam, jeśli Hania okażę się Aleksandrem to nic się nie stanie bo koloru różowego nie lubię, więc ciuszków podejrzewam, że będę miała mało ;) najważniejsze żeby bobas urodził się zdrowy ;)
Czkawka? Na to nie wpadłam ;p


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2015, 12:08

Na początku chciałam bardzo podziękować wszystkim za miłe komentarze pod moimi wpisami, jesteście kochane <3 <3 <3


Po dzieciach zaraz i ja załapałam się na wirusa i cały weekend bolał mnie żołądek i męczyła biegunka. Waga spadła o 1,5 kg przez te rewolucje, ale już jest dobrze. I już chyba na dobre pożegnaliśmy się z chorobami, i mam nadzieję że tak już zostanie.

Przez prawie tydzień nie czułam maleństwa i zaczynałam się martwić, jednak wczoraj rano kiedy się obudziłam poczułam delikatne "bulgotanie", a wieczorem już nie tylko "bulgotki" ale bardzo delikatne ruchy, takie smyrnięcia :D
Zasnęłam spokojnie, i obudziłam się dzisiaj dzięki temu w świetnym humorze i mimo paskudnej pogody za oknem ja mam chęci do życia i energię by ogarnąć w domu to co już od dawna prosi się o ogarnięcie :D


180 dni z Fircysiem <3
5 miesięcy i 26 dni :)

za cztery dni mamy pół roczku <3 a wczoraj pierwszy krótki raczek :) ale jestem dumna <3

a tu się chwalimy chociaż zdjęcie stare ;) mamy już dwa piękne ząbki jeden wyszedł w wieku ok 4 miesięcy a drugi 4,5 :)
cac1ec78f50f55acmed.jpg
<3 <3
78299f612690a763med.jpg
<3 <3 kochamy Cię skarbie <3 <3

14 tydzień(13+6)
35% na wykresie :)
184 dni do porodu <3

wczorajsza wizyta...no rośniemy sobie,rośniemy :) był zakład z chrzestną Wojcieszka o symboliczną dyszkę do skarbonki synka ;) no i miałam rację,czułam to od jakiegoś czasu <3 wczoraj sie potwierdziło- widziałam siurka <3 na 99% będzie drugi synek <3 <3 skerbek jak zwykle podskakiwał,machał rączkami i chował buziola <3

synek? :) <3

f2811363c5f37309med.jpg

siurek ;)
1dd6ac7bb3166785med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2015, 12:31

gogo19 Wiem, że wreszcie się uda!!!!!!! 20 października 2015, 12:13

Dziś mam mega doła.
Jak pomyślę PCO, to mi wszystko stoi w gardle. Po prostu czuję, że w tym cyklu znowu nic z tego nie będzie. Wszystko mnie dziś drażni na maksa.
Tylko siedzę i rozmyślam co by tu jeszcze w piątek zaproponować lekarzowi. A może nie warto. Może lepiej od razu na tą laparoskopię.???
Boję się, że jak po niej się nie uda to stracę całkowicie nadzieję.
Zaczynam coraz częściej myśleć o jakimś zwolnieniu na klika dni, bo mam już tego wszystkiego po dziurki w nosie.

Zaczynam popadać ze skrajności w skrajność. Raz jestem jakaś wyciszona a za chwilę jak bomba atomowa. Na dodatek wszystko w sobie duszę, bo nie chcę się na kimś wyładowywać i obarczać moimi problemami.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2015, 12:15

emocje powoli sięgają zenitu :D
Dzisiaj wieczorem muszę sprawdzić dokładnie czy mam wszystkie wyniki zebrane i wydrukowane, uporządkować je jakoś, zebrać może prolaktynę i tsh od momentu kiedy badam. Jakbym szykowała się na wycieczkę ;) przygotować listę pytań do lekarza i...pomodlić się. Chociaż czasem w kościele kiedy słyszę listy od biskupów czuję się trochę potępiona za to że "wybrałam in vitro". Mam wrażenie, że często tak się przedstawia tą sprawę, jako wybór takiej medycznej metody ZAMIAST środków naturalnych. Bo przecież dziecko powinno być poczęte z miłości. A nasze nie będzie? Ja mogę obserwować cykle, brać jakieś ziółka na regulowanie ale co z tego? Już dwóch lekarzy, mój ginekolog i androlog męża którzy pracują niezależnie od siebie powiedziało nam, że to JEDYNA metoda. Owszem, podjęliśmy decyzję żeby to zrobić, ale do wyboru mieliśmy to albo zrezygnować. Nie mamy innego oręża w tym nierównym starciu z losem.
Boże, tak bardzo się nie mogę doczekać jutra. Nie jem, chodzę cała spięta, mięsnie, barki tak bardzo mnie bolą, nie śpię dobrze. Chcę już być po.
W najlepszym wypadku może już w listopadzie zaczniemy, w bardzo dobrym wypadku zostaniemy zakwalifikowani ale trzeba będzie poczekać jeszcze na jakieś badania, w optymalnym nie zakwalifikujemy się, wskoczymy na listę rezerwowych i cała sprawa się odwlecze. Ale nie ma "w najgorszym wypadku" bo się nie poddamy. I w końcu będziemy rodzicami. Może to głupie ale czasem jak widzę mojego męża jak się bawi nawet z naszym kotem (!!!) o innych dzieciach już nie wspominając to z jednej strony serce mi rośnie (bo nawet do tego sierściucha mówi jak do dziecka!!! gorzej niż ja :P ) a z drugiej tak bardzo mi go żal że on też musi przez to wszystko przechodzić.
Dzisiaj widziałam się z mamą, w sumie przypadkiem i bardzo krótko, ale nawet w tej krótkiej chwili powiedziała, że cały czas nas wspiera i musimy być dobrej myśli. I że wcześniej kiedy się tym nie interesowała, nie zdawała sobie sprawy, że tyle ludzi się z tym boryka. Teraz nagle okazuje się, że zdecydowanie więcej osób z jej środowiska miało problemy z zajściem w ciążę niż wcześniej przypuszczała.
W mojej rodzinie wiele osób wie, że mamy ten problem. Kiedyś na mocno zakrapianej imprezie coś tam komuś powiedziałam, a było to już chyba w sierpniu, i nawet ostatnio na rodzinnym spędzie niektórzy życzyli nam siły i wiary. I wiecie co? I dobrze. Bo ucięłam plotki, pytania, wszystko. Nawet niechcący. A tak to dalej krązyłyby jakieś domysły czy niewiadomo co. Nawet mnie nie interesuje czy wiedzą dosłownie wszyscy czy tylko niektórzy. Jedno zmartwienie mniej. Nikt tego tematu nie rusza i jest w porządku.
Za to od strony męża nie wie nikt. Ale tam tego tematu też nikt nie rusza bo tam generalnie nikt nas o nic nigdy nie pytał ani się niczym nie interesował. Może się domyślają, pewnie tak. A może jak zajdę w ciążę to się nie będą dopytywać i się nigdy nie dowiedzą o in vitro? A może im sami kiedyś powiemy? Tak szczerze mówiąc ich reakcja nie jest dla mnie w ogóle ważna.
Ważne jest tylko jutro.

sikorka@ Taka tam pisanina.... 20 października 2015, 12:18

30T(29t4d)
Tak jak to Terraska mowila..z rodzina najlepiej na zdjeciu. Szczegolnie meza.
Siostra mojego P. chce miec duzo dzieci, ma juz 2 I mysli nad nastepnym. Czego nie chce, to placic za ich opieke wiec regularnie podrzuca je matce albo mnie bo w koncu ja malo teraz pracuje I mam wiecej czasu. A jak tesciowa nie ma czasu albo jest zmeczona to podrzuca starsza corke mnie..bo w koncu ona pilnuje Adasia 2 dni w tygodniu wiec mysli ze jestem jej winna przyslugi..hm.. Ostatnio dostalam telefon od siostry P. czy moglabym zajac sie starsza 3,5 roczna corka w czwartek bo ona nie chce placic caly dzien za opieke a tesciowa byla w portugalii na wakacjach. Cale szczescie ze musialam jechac do pracy bo ciezko byloby mi sie wykrecic. Zwlaszcza ze nie lubie sie zajmowac ta mala bo Adas za bardzo sie z nia nie bawi bo on jak to chlopak woli traktory albo zabawe z psem ktorego ona sie boi. Wiem ze brzmie bardzo samolubnie ale nie lubie jak mnie ktos stawia przed faktem dokonanym albo robi cos dla mnie oczekujac czegos w zamian. Bo ostatnio jak odmowilam zabrania jej do siebie bo bylam zmeczona to spotkalam sie z wielka obraza.
Ja wiem ze opieka nad dziecmi jest tu bardzo droga ale jak cie na nia nie stac to moze zastanow sie nad posadaniem wiecej dzieci..??
Ja wole zaplacic mojej opiekunce niz byc komus cos winna bo to niby za darmo..hehe ale chca zeby im ciagle dziekowac albo wypomna to przy najblizszej okazji..jacy to sa dobrzy bo mozemy dzieki temu troche zaosczedzic.
Wczoraj nastepna nowina..tesciowa zazyczyla sobie klucze od naszego domu. Powiedzialam do P. ze sie nie zgadzam bo nie widze takiej potrzeby. Za 8 tygodni ide na macierzynski wiec bede w domu caly czas. Mysle ze to ingerencja w nasza prywatnosc I potrzeba kontroli z jej strony. Ja nie mam kluczy od jej domu wiec nie widze powodu by ona miala moje.
P. nic na to nie odpowiedzial, nie wiem jak ma zamiar rozwiazac ten problem bez urazenia jej ale ja bede stanowcza. Chyba ze da jej klucze bez mojej wiedzy co tez sie moze zdarzyc.
Mam dzis w domu babke do sprzatania ( oczywiscie stara znow krecila nosem bo przciez jestem w domu) ale tego ze mamy 4 lazienki I ktos je musi wyszorowac to ona juz nie widzi. Caly dom ogarniam sama do tego pracuje 2 dni w tygodniu, tylko te cholerne lazienki mnie wykanczaja.
Sama pamietam..dobre samopoczucie w ciazy jest bardzo zludne, wydaje ci sie..a co tam..moge wszystko zrobic sama. Tylko ze jak organizm odmowi posluszenstwa to potem nie ma odwrotu. Moja przyjaciolka pracowala 5 dni w tygodniu, jest dentysta tak jak ja a to jest naprawde ciezka I obciazajaca fizycznie praca. Co teraz ..lezy juz 4 tydz w szpitalu, moze lada chwila urodzic. Maly ma 2 kg wiec ona bardzo sie martwi.
Ja jutro jade do Dublina spotkac sie z kolezanka I do Disney sklepu;)) kupic prezenty dla bobaskow..2 moje przyjaciolki w pl rodza lada chwila. Wysle im cos ladnego pozatym to frajda kupowac takie sliczniutkie malutkie ubranka:))

17+0 i mój "wielki" brzuch :)
brzucho_17t0d.jpg

P.s. Feska wyprobuje!

iwi87 Wyczekuje i mam nadzieje, ze wyczekam. 20 października 2015, 12:30

Moze to przez moje przeziebienie? Razem z synkiem zdrowiejemy. Czuje sie jakbym miala goraczke no ale niemam.

moonshine minionki rozrabiają 20 października 2015, 20:41

Na początku tego cyklu znów zbadałam sobie hormony (po dwóch miesiącach brania Castagnusa). Prolaktyna spadła z 34,18 do 27,91 (norma jest do 23,30). Zmieniły się proporcje FSH i LH (teraz FSH>LH czyli tak jak powinno być). Spadł też poziom TSH i estradiolu, a to akurat nie wiem czy dobrze. Ale najważniejsze, że coś się zadziało. Biorę ziółka jeszcze do końca tego cyklu, a potem przerwa i konsultacje z lekarzem.

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 20 października 2015, 13:58

Aha... od razu mówię... to nie użalanie się... ale kręgosłup już odczuwa ciężar, dlatego uwijam się z pisaniem :)

Nie ma większej przyjemności dla matki, kiedy dziecię się porusza... a te moje to się bawią ze sobą, jak dają popalić to obydwa na raz, kuksańce, fikańce, przewroty. Co one tam wyprawiają, zachodzę w głowę, chciałabym to widzieć. :) Wszystko inne wtedy gdzieś odchodzi na bok, bóle brzucha i kręgosłupa, wszelkie niedogodności nie mają wtedy znaczenia.

Tak szybko mijają mi te dni... nawet nie wiem kiedy. Dziś pomyślałam sobie, że tego czasu tak dużo to wcale mi nie zostało. Nawet jak z lekarką dotrzymamy do końca stycznia to zostały nam 3 miesiące. Gorzej jeśli nie, ale tego nie zakładam. Tak więc zostały mi na kupno różnych rzeczy 3 miesiące i max 3 nasze wypłaty. Muszę to jakoś rozplanować, co, gdzie, kiedy. Więc nie ma co zostawiać wszystkiego na jeden miesiąc np grudniowy kiedy to jeszcze dojdą święta. Tym bardziej, że to zakupy podwójne :)

Mąż mi dostarczył nowe czytadła... ale tak opasłe, jedna nawet ponad 500 stron, taka ilość mnie zniechęca, jak mam książkę do 400tu wtedy idzie mi to zdecydowanie lżej. Może mnie tak wciągnie i szybko się z nią uporam :)

Rano w łóżku myślałam, nad tym co ostatnio przeczytałam, jakoś od początkowych dni września. Trochę się tego uzbierało, aż je sobie zapiszę i systematycznie listę będę uzupełniać. Zdaje sobie sprawę, że później tego czasu na czytanie to nie będzie ;)

Czytam tylko polskich autorek, najlepiej mi podchodzą.

1. Miłość w Burzanach
2. W kolejce po życie
3. Jestem nudziarą
4. Przypadki pani Eustaszyny
5. Kobiety z odzysku
6. Podpowiedź serca
7. Wymarzony dom
8. Tajemnice sosnowego dworku
9. Klub Wrednych Matek

Oczywiście niektóre lepsze, niektóre gorsze ale jak już zacznę to czytam do końca.

Dziś zaczynam tą grubą 'Kwitnący krzew tamaryszku'.

plamienie od 10dpo brązowo brunatne i ból krzyża. Dzisiaj test z 2 moczu negatywny jak nic:-( Mam już dość chyba nigdy nie będę mamą:-(((

17 dc
moja 14-miesięczna córka i mój pies chyba nie chcą kolejnego członka rodziny. Mała wyciągnęła mój termometr z pod poduszki i dała psu, a ten go zeżarł...jak żyć :P

chyba w tym cyklu bez owulacji, bo śluz już niepłodny a temperatura ani drgnie, czekamy na @ :/

Sehnsucht Bobaskowo 20 października 2015, 15:09

1dc
Targają mną różne emocje. Nie wiem, czy kontrolować swoje ciało w tym miesiącu - robić testy ovu? zacząć mierzyć temperaturę? nie wiem... Najchętniej rzuciłabym wszystko w cholerę, ale...potem nadejdzie taki dzień, że będę znów w połowie cyklu obwiniać się, że nie mierzyłam tempki, a mierzenie od połowy cyklu już nic nie da.
Sama siebie nie rozumiem. Raz płaczę, że się znów nie udało, a za chwile sobie myślę, że nie ma się co spinać, bo jest dobrze tak, jak jest.

Życzę Wam wszystkim pięknych zielonych kropek na wykresie!

agnieszka1290 Starania o upragnione dziecko!!! 20 października 2015, 15:32

Pochmurno i deszczowo dzisiaj za oknem.
Co tu robić?? dom wysprzątany na cacy, zakupy zrobione, jedzonko gotowe:-)

A tak z innej pułki:
Od dzisiaj zabieram się za ćwiczenia + dieta( w ciąży troszkę sobie pozwoliłam) może troszkę zżucę na wadze:-) zmieniłam kolor włosów, nowe kosmetyki :-). Muszę się czymś zająć dla siebie dla męża i może jak dopisze nam szczęście dla naszego dzidziusia♥♥♥

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)