kama005 Czekając na nasz cud. 20 listopada 2015, 16:23

5t5d

Moja gin zleciła mi pełna morfologie i badanie moczu.

Beta >10tys
Progesteron >190nmol ok60ng

Toxo ujemne więc muszę uważać.

W moczu wyszły mi bardzo liczne bakterie i leukocyty 500 10-20 wpw, więc jest jakaś infekcja... No nic.
ciężar właściwy 1,01
lekko mętny

Kolejne USG w poniedziałek (6t1d) jestem ciekawa czy moja fasolka ładnie rośnie ;)

Poranne mdłości już są także śniadania są późniejsze ;)niestety czasami o 21 też mnie czasami napadają mdłości.

Dzisiaj zrobiłam zupę krem pomidorową i kurczaka w sosie słodko kwaśnym. ;) Mam dzień wolny to mogę się wykazać trochę ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 21:51

16tc
15t0d <3 <3 :) :)


witamy się w 16tc więc wypadałoby coś napisać .

mamusia : a więc mdłości odpuściły i ciągła sennośc też się zmniejszyła :) więc więcej sił by cokolwiek zrobić ale nie szaleje oczywiście bo mam na siebie uważać ... ale dzień mnie dziś nie rozpieścił ta pogoda mnie dobija ten zimny wstrętny wiatr . poszłam dziś rano na zakupy i przy kasie słabo mi się zrobiło ledwo zapłaciłam a baba na kasie w supermarkecie TESCO to skończony niedouczony matoł jak chyba reszta personelu nikt mi nie pomógł potrzebowałam świeżego powietrza i szybko wyszłam na zewnątrz usiadłam na chodniku żeby mnie owiało zdjęłam szalik żeby mi się lepiej zrobiło i jakaś babka wyszła starsza ze sklepu i pyta co mi się stało czy mi słabo ? ale ja pozbawiona w tym czasie pełnej świadomości chyba powiedziałam że, tak .Mój syn też się zmartwił podał mi wode którą kupiłam a babka zaproponowała jakiś walidol ... no se myśłe babo jebło Cie i powiedziałam że mi nie wolno bo jestem w ciąży .. i zaproponowała że zawoła ochrone więc podziękowałam i powiedziałam że nie trzeba bo poczułam się lepiej .... znieczulica panuje już drugi sklep i sytuacja przy kasie że ludzie patrzą ekspediętka też i dupa nikt nic nie mówi przecież widać że ledwo stoje nogi mi się uginają i podpieram się łokciem o taśmę i zero reakcji nikt nie pomaga , i co to ma być ?
ale nie o tym .. brzuszek zaczyna rosnąć chyba z dnia na dzień :) jeszcze da się go ukryć ale obcisłe bluzki już nie dają rady tym bardziej że ja chuda i plaska zawsze :P
maluszki się wyginają zmieniają pozycje ruchy ju są bardzo wyraźne nie da się nie wyczuć tatuś chętnie też rączkę przykłada żeby kopniaka dostać za dwa tyg mam mieć wizytę mam nadzieje że łobuzy pokażą co mają między nogami :) :) jeszcze czasami plamię i cały czas przyjmuje duphaston nie wiem jeszcze jak długo najważniejsze żeby z maluchami było wszystko dobrze . :) :)

a tu mój rosnący brzuch :) :D

a4903ecf86a7667fm.jpg


de12e840dccc2f4am.jpg

Zrobiłam test. 10 dni po owulacji. Wydawało mi się że coś widać ale już sama nie wiem. Zaraz chyba pojadę i kupię kilka testów bo aż mi się wierzyć nie chce że coś tam było. Staram się za bardzo nie cieszyć i nie nakręcać bo to pewnie fałszywy alarm.

lilyrose walka,endo,nieplodnosc,bezsilnosc.. 20 listopada 2015, 22:57

27dc
kolejny raz dziekuje za mile komentarze. Prezenty to jeszcze nie wszystkie, kilka trzeba kupic. Zastanawiam sie nad prezenami dla siostrzencow i babc.. Mamie i tacie kupilam po perfumie, byly na promocji kup 1, drugi gratis :) tak mi sie udalo. Tesciowej portfel. Siostrze zestaw kosmetykow, taki lepszy tusz, szminke,kredke i lakier. Szwagrowi kupie jakies gaciory. Babciom nie mam pojecia. Mojej moze jakies szminki, uwielbia sie malowac. A jest grubo po 80 :) A babciom od meza, nie mam pojecia.. tesciowi latarke samochodowa. No i siostrzencom, nie mam pojecia.. Tylko tyle prezentow mam do kupienia wiec nie jest strasznie duzo. Ale juz mam polowe wiec klopot troche z glowy. Z mezem nawet nie wiem czy cos bedziemy sobie kupowac. Moze kupimy sobie wspolny prezent.. Od jakiegos czasu chorujemy na apart fotograficzny. Widzialam dzisiaj piekny plaszcz, taki w sam raz na zime. Ale taaaaaaaaak drogi, ze dupa blada.. brzuch dalej boli, dalej nie mam na nic sily. Mez sie nabombił sam w domu. Ma agresor ...ah...


ciri22 Dziecko bez seksu? 26 stycznia 2016, 12:28

e991d86fed08a90dmed.jpg

b3d3f5145fcf6e5dmed.jpg

Rutelka Na wszystko jest czas pod Słońcem. 20 listopada 2015, 17:58

22cs
piątek

Właściwie to już po miesiączce. We wtorek wybieram się do gin do Poradni Leczenia Niepłodności, zobaczymy na ile nam odroczą IUI ze względu na wynik badań.

Koleżanka, z którą dzielę salę i która niechcący (psia mać) zaszła w trzecią ciążę w sierpniu od dziś poszła już na stałe na zwolnienie. Znów mam zastępstwa za nią (w październiku 3 tygodnie pracowałam na 2 etaty, bo była na zwolnieniu). Od dziś robię po 8-9 godzin dziennie, nie wiadomo do kiedy tak...
Przyszły tydzień to hardcore, bo mamy zebranie Rady Ped w poniedziałek, zebranie z rodzicami we wtorek no i cały tydzień pracuję na 2 etaty. M-A-S-A-K-R-A

Mój dzień dzisiejszy zaczął się tak, że w drodze do pracy upolował mnie kierowca, który jechał za mną, tzn. wjechał mi w "tył" (mówiąc bardziej elegancko niż "w dupę"). Przepuszczałam dzieci na pasach, a on nie przepuścił, tzn. wytracił prędkość na moim wozie. Trochę się zdenerwowałam, łapy mi się trzęsły, ale generalnie nic mi się nie stało. Tylni zderzak do wymiany. Facet napisał oświadczenie.

Mąż jutro idzie do pracy, dlatego dziś nie wraca do domu. :( Dziś kończy o 22:00, a jutro idzie na 6:00. Dojazd do domu zajmuje mu 1 godzinę, więc zostaje u mamy. I tak czekam na niego od wtorku. Na plus jest to, że nie gotuję i mam dużo wolnego czasu (który w całości poświęcam na "pracę"). Ale wolałabym, żeby jednak wracał co noc. Kiedyś już o tym pisałam, że nasze zajście w ciążę, by wszystko rozwiązało. Poszłabym na zwolnienie i przeprowadzilibyśmy się bliżej jego pracy. A tak on ma 70 km do pracy, a ja 10. Z tym, że ja czasami przez te korki wracam dłużej niż on. Uroki mieszkania pod Warszawą.

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 20 listopada 2015, 19:38

13dc
Nie miałam okazji dowiedzieć się jaka jest przenikalność plemników bo mój G. zaniemógł.. W sumie pierwszy raz mu się to zdarzyło, wiec nie byłam zła czy coś.. Widzę, że coś się z nim dzieje.. Jest drażliwy, bywa opryskliwy, chociaż widzę, że nie chce i po chwili przeprasza.. Zamyka się w grze na telefonie.. No i jak zaniemógł to się złamał, że on już tak nie może, na zawołanie, na czas, że serduszka w płodne w ogóle nie są dla niego przyjemnością, bo czuje presje, że wie po co to robimy, tyle czasu i się nie udaje, że on potrzebuje pomocy, psycholog, seksuolog, cokolwiek.. Poprzytulaliśmy się, ja oczywiście się popłakałam, bo taka prawda, że on z jego wynikami i inna kobieta pewnie dawno już miałby dziecko, że moja wina.. I znów się przytulaliśmy.. Powiedziałam G., że rozumiem go, że podobne emocje targały mną rok temu, że dlatego znalazłam ovu, że dla mnie to rodzaj terapii.. Jeżeli będzie trzeba będziemy chodzić do psychologa..
Na szczęście pęcherzy nie pękł i wczoraj miał 24mm.. Pani doktor powiedziała, że pęknie wieczorem, maks rano.. Serducho było rano.. Zatem zrobiliśmy wszystko co się dało.. Czekamy.. Mam nadzieje tylko, że skurczybyk pękł.. Bardzo bym chciała, żeby się udało.. Zrobiłabym wszystko, żeby uniknąć laparoskopii.. Wiem głupia jestem, najpierw o nią zabiegam, a potem chcę unikać..

Tematy inne.. Praca.. Ostatnie dwa tygodnie czuję, że działam jak maszyna.. Prawie cały czas pracuję.. Codziennie wychodzę rano i wracam w nocy.. Plus jest tylko taki, że ostatnio jest tam całkiem miło.. Gnębienie pracowników chwilowo ucichło.. Zrobiłam kilka rzeczy dobrze i nie maja się do czego przyczepić.. Weekend niestety zapowiada się również pracowicie.. W sobotę nadrabiam papiery, w niedzielę odwiedzą mnie rodzice, a wieczorem zakupy remontowe.. Część druga remontu oficjalnie rozpoczęta:)

coffee Czekajac na Ciebie... 20 listopada 2015, 19:58

no i zaczal sie 1 dzien nowego cyklu ...

Bergo Bergo - nowa ja 20 listopada 2015, 20:50

Dieta działa, Przemek jest zupełnie innym dzieckiem- wesoly, uśmiechnięty, energiczny, samodzielny. Nie popłakuje, nie wymaga noszenia na rękach. Panie w żłobku zachwycone przemianą. My- rodzice też :) Jaki to jest fajny etap! Mój mały synek jest już bardzo rozumny, a zabawy z nim zaczynają bawić także dorosłych :) Mój mały kumpel :) Nawet w sprzątaniu pomaga ;)
https://www.youtube.com/watch?v=Hi0TbmaE7hc


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2015, 20:52

Caroline Czekam na dwie kreski 20 listopada 2015, 20:59

Dziś kolejny w miarę aktywny dzień spędzony z koleżanką - oglądałyśmy jej mieszkanie, które właśnie kupiła i oczywiście była okazja do ploteczek:) Potem gorąca czekolada w galerii... miło:) Jak wróciłam to czułam trochę brzuch, zrobiłam zupę pomidorową i jakoś leci. Do tego mąż wrócił dosłownie przed chwilą z pracy, biedak nadgodziny robi :(

Ciekawa jestem poniedziałkowych badań prenatalnych, już nie mogę się doczekać aż znowu zobaczę maluszka. Mam ochotę już kupować ciuszki, wózek i łóżeczko ale wiem że to za wcześnie, więc się powstrzymuje. Jutro zaczynamy 20 tydzień i już niedługo półmetek:)

U mnie jakoś wieczór kiepsko mija, źle się zaczęłam czuć.
Piersi bolą, a przy dotykaniu to już wogole, boli mnie głowa i jest mi niedobrze, pobolewa tez brzuch.
Z mężem włączylismy film i lezymy sobie na łóżku ;-)
On je popcorn maślany a mnie odrzuca sam zapach, masakra jakaś.

malika89 Malikowe pamiętnikowanie 20 listopada 2015, 22:16

Ciąża rozpoczęta 24 października 2015

malika89 Malikowe pamiętnikowanie 20 listopada 2015, 22:16

Wg Belly termin porodu wychodzi na 31 lipca.
Tego dnia w kościele wspominamy św. Ignacego Layola - patrona matek oczekujących potomstwa oraz rodzących.


Modlitwa za przyczyną św. Ignacego Loyoli - opiekuna matek w stanie błogosławionym, o szczęśliwy poród i o zdrowie dla dziecka i matki (ks. Stanisław Groń SJ, Litania i nowenna do świętego Ignacego Loyoli patrona rodzących matek, Kraków: Wyd. WAM, 2006)

Święty ojcze Ignacy, Wszechmogący Bóg obdarzył ciebie szczególną łaską opiekowania się matkami oczekującymi wydania na świat potomstwa. Wiele z nich otrzymało łaskę upragnionego macierzyństwa za twoją przyczyną i szczęśliwie wydały na świat nowe życie.
Również i Ja proszę ciebie, ufna w to, że wyjednasz mi pomoc Bożą w tej tak ważnej dla mnie chwili, abym szczęśliwie urodziła i mogła wraz z mężem wychować ten owoc naszej miłości - nasze ukochane dziecko - na większą chwałę Bożą. Proszę o to z ufną wiarą.
P. Módl się za mną do Boga, święty ojcze Ignacy.
W. Aby mnie wspomógł w mojej potrzebie.
Wszechmogący Wieczny Boże, któryś postanowił, aby poród odbywał się w bólu, ale by był także związany z radością wydania na świat nowego życia, proszę Cię, przez Twoje nieogarnione miłosierdzie i za przyczyną świętego Ignacego, Twego oddanego sługi w Kościele, aby dane mi było szczęśliwie urodzić to dziecko i byś złagodził mój ból porodu. Obdarz to dziecko potrzebnym zdrowiem, szczodrymi darami Bożej opieki, abym Ciebie za tę łaskę mogła zawsze wielbić i chwalić. Czuwaj też nad tym, aby dziecko to otrzymało sakrament Chrztu świętego. Niech w dalszym jego rozwoju i życiu towarzyszy mu ufna wiara w Ciebie i łaska świętych sakramentów, których udziela Kościół. Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i ty święty ojcze Ignacy - patronie mojego porodu i troskliwy opiekunie dzieci i młodzieży.

madziara0080 Madzialenkowe gryzmoły ;) 20 listopada 2015, 22:16

Przedstawiam mojego puchatego urwisa ;) Oto Gabi :) Nadzwyczajnie miły leluś :)

w8m976.jpg[img][/img]

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 20 listopada 2015, 22:34

Dzięki za wszystkie porady i ciepłe słowa wsparcia. Takie to rodzicielstwo, jak się okazuje. Nie zawsze same miłe i piękne uczucia.. Ale każde trzeba przyjąć. Pamiętnik sobie dziś pisałam, ale tak marudliwie mi to wszystko szło, że aż żal mi męczyć kogoś udostępnieniem tych wypocin. Trochę pewnie i hormony i może zmęczenie... Muszę jakoś nabrać dystansu i nauczyć się opanować jeżeli chodzi o moje dziecko, bo inaczej zwariuję. Drażliwa jestem na jej punkcie bardzo..
No to taki mały skrót tego, co poniżej.


20.11.2015r. Dzień siedemnasty

Emocjonalnie znów u mnie nienajlepiej. Poranna wizyta wyprowadziła mnie z równowagi. Może obyło się bez płaczu i innych efektownych form ekspresji, ale jednak zdenerwowałam się. Nie znoszę takiego informacyjnego chaosu. Nastka przybrała na wadze w ciągu dwóch tygodni 390g. Dziś Pani doktor popatrzyła na wagę (4100g) i stwierdziła, że "źle nie jest, ale mogłoby być lepiej". Wypytała o karmienie. Mówię, że karmimy się piersią w dość regularnych godzinach: zazwyczaj jest to 3.30 (noc), 7-8, 11, 14:30, 17:30, 20 z hakiem, 23... Tak orientacyjnie, bo zdarzają się nam oczywiście odstępstwa od "normy". Zreszta normy jako takiej nie mamy, bo karmię wtedy gdy dziecko ma na to ochotę, lub wtedy gdy moje piersi wybitnie domagają się upuszczenia pokarmu. No i karmię tylko własnym pokarmem, bez podawania jakichkolwiek mieszanek. Położna zawsze była zachwycona przyrostem, a tu "mogłaby lepiej". No wiadomo, że mogłaby lepiej, zawsze może być lepiej. Ale czy jest źle? Niepotrzebne wprowadzanie niepokoju według mnie. Dobrze, że jeszcze nie kazała mi dziecka dodatkowo budzić w nocy na karmienie, bo chyba bym padła. No i dała skierowanie na bioderka. A może Państwo zrobią jeszcze usg główki i brzuszka tak dla świętego spokoju? tak, tak, prywatnie, na Wałowej jest dobry specjalista i taka jeszcze przychodnia na Przymorzu. Nie, nie, nic się nie dzieje. No tak, bo jakby coś się działo to dałaby normalnie skierowanie, a nie prywatnie próbowała kabzę napychać zaprzyjaźnionym lekarzom. Nawet coś o jakiejś promocji jakbyśmy wszystkie badania robili w jednym miejscu i czasie. A i widzimy się za tydzień. Ona chce widzieć jak Nastka przybiera na wadze. Sorry, przychodzi do nas położna i waży raz-dwa razy w tygodniu dziecko, a ja jeszcze będę latać. A ona będzie w nas niepokój wywoływać, bo prawie 400g w dwa tygodnie to za mało. Wyszliśmy zmieszani i zaniepokojeni. Tym bardziej, że stwierdziła, że te choroby metaboliczne to "prawdopodobnie moja tarczyca". A i organizacja przychodni okropna. Dzieci zdrowe, np. Nastka na patronaż, mała dziewczynka na bilans są przyjmowane w tym samym czasie co dzieci chore. Wyszliśmy stamtąd i mimo, że w pierwszym odruchu zapisałam Małą na kolejną wizytę, tę za tydzień, to stwierdziliśmy, że jednak wrócimy do naszego pierwotnego pomysłu ze znajomą lekarką, szefową mojej Siostry w innej przychodni. Nie będziemy mieli co prawda 3 minut pieszo i to okrężną drogą do lekarza, ale 5 minut autem i 15 minut spacerkiem też nie jest ekstra-daleko.
No i jeszcze na wszelki wielki wypadek przyspieszyliśmy jednak decyzję o zapisaniu Małej do Medicovera. Mieliśmy to zrobić po powrocie męża do pracy, ale jednak dzisiaj K. podskoczył na chwilę do oddziału by dopełnić formalności. W przyszłym tygodniu wybierzemy kartę szczepień z naszej teraźniejszej przychodni i mąż pojedzie zapisać Małą do pani doktor Marysi (która miała być taką awaryjną lekarką dla naszej córki).
Mieliśmy jeszcze dziś załatwić to pobieranie krwi Anastazji do powtórnych badań przesiewowych... Pani Ania przyszła dziś szybciej i bardzo dobrze, bo samo pobieranie krwi trwało godzinę. Dokładnie godzinę! Pani Ania miała igłę taką do glukometru, bo mówiła, że tymi trójkątnymi co pobierają w szpitalach to jej szkoda kłuć dzieci, bo je to bardziej boli. Taa. Akurat jak weszła położna, Nastia raczyła się posiłkiem. Pani Ania grzecznie usiadła ze szklanką wody i słuchała naszej relacji z wizyty lekarskiej. Oczywiście nas uspokoiła, że nic się nie dzieje, że pani doktor ma taki styl pracy, że nad wszystkim w nadmiarze się roztkliwia i szuka po omacku na siłę nieprawidłowości, żeby nic nie przeoczyć. Może poprostu sama się boi podejmować szybkie, konkretne decyzje? No i jeżeli nam nie pasuje taki styl współpracy to jak najbardziej nie ma co zwlekać tylko zmienić, żeby się nie denerwować niepotrzebnie. Ale do brzegu. Do pobierania krwi. Dlaczego godzinę? Bo Mała jak zjadła to zasnęła przy piersi. Pani Ania mówi, no cóż, dziecko powinno być rozbudzone do badania, by krew szybciej płynęła i łatwiej było na bibułce wypełnić te nieszczęsne kółka. Yhym, rozbieramy Młodą, ściągamy jej półśpiochy, szarpiemy, a ta śpi. Położna stwierdza, że jak ją ukłuje w piętkę igłą wtedy nie ma mocnych, Nastia się obudzi. Ukłuła. Myślałam, że serce mi pęknie, a moja córka co? Ani drgnie, śpi. Położna miętosi tą piętę, masuje, krew idzie tak powoli, że te cztery kółka nigdy się nie wypełnią krwawymi plamami. Trzeba ją koniecznie obudzić, bo tu już kilka wkłuć i nadal dziecko śpi, a krew nie chce płynąć. Zmiana pozycji, bierzemy ją pionowo na ręce, nie działa. Kilka kolejnych wkłuć i nadal nic. Ciągamy za ręce, zaczepiamy za nosek, mąż nawet przyniósł nasączony wodą wacik i obmywał jej twarz, a ona nadal śpi. Położna nadal pompuje piętkę, ale z marnym skutkiem. Kładziemy Młodą na plecy, wciskamy smoczka (przecież go nie znosi i często protestuje, gdy próbujemy go jej podać). Ciągle nic nie działa. Położna ciągle kłuje, wyciska, mówi, że pobiła już rekord wkłuć u jednego dziecka, aż 21 wkłuć (mówiła, że będą siniaki). I że nigdy nie widziała czegoś takiego. Że można tak spać. Śmialiśmy się do niej, że to po Dziadku tak ma. Dla mojego Taty sen to bardzo ważna sprawa. Zwykł mawiać: "na wypadek wojny, nie budzić, tylko przenieść w bezpieczne miejsce" :) pani Ania bardzo nas przepraszała za tą krzywdę, którą robi naszemu dziecku, ale mi paradoksalnie było bardziej jej szkoda, że tak się tym martwi, że tyle kłuje Nastkę, a ta śpi i nijak nie możemy pobudzić w niej krążenia. Jedno jest pewne Anastazja nie poszła po matce swojej histeryczce, co trzęsie portami na widok igły zbliżającej się do jej ciała.

Aaa i w ogóle dziś samopoczucie średnie. Nie dość, że najpierw ta lekarka... Teraz niby się nią nie martwię, bo skonsultowałam jeszcze tą wagę i konieczność wykonywania tych badań z panią Marysią, naszą położną i moją Ciotką (a ona porozmawiała z neonatologami ze swojego oddziału). W ogóle aż mi głupio, że na taką matkę-wariatkę się robię. Niby każdy mówi, że mnie rozumie, ale nigdy nie myślałam, że można się tak o kogoś martwić i być tak wrażliwym na informacje czy sugestie tak emocjonalnie. Widzę, że i mąż się zdenerwował dzisiaj tym wszystkim.. Chociaż i tak jest dzielniejszy ode mnie i stara się opanować do wyjaśnienia wszystkich tych kwestii. Nawet poleciał mi kupić kwiaty na odstresowanie, gdy ja szykowałam steki nam na obiad.
Poza tym krew mi z nosa zaczęła lecieć, nie takie skrzepy z katarem jak w ciąży, ale taka krew- krew, rzadka, czerwona... Dziś nad ranem złapały mnie skurcze w łydkach. A i znowu zaparcia. Niby piję lactulosum, ale to wszystko idzie z bólem.. W nocy okropnie się pocę, budzę się dosłownie śliska od potu, cała się kleję... A tam... a może maruda mi się jakaś włączyła i już na wszystko patrzę krzywym okiem?

Poza tym jeszcze inna kwestia... Rodzice mojego K. Moi Teściowie. Od początku wiedziałam, że będą spokojniej i racjonalniej podchodzić do ciąży a potem do wnuczki niż moi Rodzice. W końcu Teściowie mają już kilkunastoletnie doświadczenie (i wielokrotne) w roli Dziadków. Ale faktycznie trochę przeginają. W czwartek zadzwonili do mnie, że nie przyjadą zobaczyć wnuczki, bo pojadą do starszego syna pomóc kłaść panele podłogowe w mieszkaniu po zmarłej Babci. No ale to przyjadą za tydzień w weekend. Mój mąż jak usłyszał moją rozmowę z Teściem to aż się zapienił. K. nigdy nie wydzwaniał do swoich Rodziców, zawsze to ja miałam kontakt z jego Matką, Siostrami itd i opowiadałam co tam słychać u nas. Mój mąż nie lubi kłapać przez telefon "po próżnicy", lubi krótkie formy, ale w tej wyjątkowej sytuacji jak narodziny dziecka chyba potrzebował więcej zainteresowania ze strony swojej Rodziny. Tym bardziej, że z mojej strony wszyscy dzwonią, interesują się, byli też moi Rodzice, totalnie ześwirowani na punkcie Nastii, a tu nic... Nikt się nie ekscytuje, nie dopytuje. Ot tylko tak grzecznościowo. I to nie do niego bezpośrednio, tylko do mnie. Nawet nie chcą zdjęcia jakiegoś, wystarczyło jedno po porodzie i starczy. Szczerze mówiąc mi nie jest przykro z ich powodu (zresztą ja nawet ich rozumiem, mają schorowanego i osamotnionego po śmierci Babci Dziadka w domu i nikt nie chce im pomóc w opiece, a samego go nie zostawią, a do podróży to on się nie nadaje), ale jest mi przykro, że mój mąż nie ma takiego wsparcia, jakiego by oczekiwał. Albo nawet części tego wsparcia. Szkoda..

Odwiedziła nas dzisiaj na chwilkę moja Siostra. Zwariowana Ciotka teraz stara się wpaść do nas chociaż raz na kilka dni. Nawet jeżeli to jest tylko na niecale pół godziny. Dziś akurat trafiła na moment, gdy wybudzaliśmy Nastię do jedzenia. Ucieszyła się bardzo, bo w końcu mogła popatrzeć na Małą nie tylko jak śpi. Wyrwała się do zmiany pieluszki Anastazji, poprzytulały się troszkę i podała mi swoją Siostrzenicę do karmienia. I dalej ruszyła w drogę :) obiecała, że postara się wpaść w poniedziałek na kilka godzin i zajmie się Małą, a my możemy pójść do kina i na obiad tylko we dwoje. Mamy się odstresować i zająć sobą, trochę odpocząć. Zobaczymy, jeszcze czy to się nam uda. Może faktycznie spróbujemy?


wieczorna aktualizacja

Brat K. stwierdził, że jednak tych paneli nie położy w ten weekend. Teściowie przyjeżdżają jutro. Załatwili jakąś opiekę Dziadkowi. Dzwoniła Teściowa, pytała czego nam potrzeba. Powiedziałam, że niczego, bo wszystko mamy i że cieszę się, że przyjeżdżają, bo K. brakuje ich towarzystwa. Mój K. nawet się nie ucieszył.

Ale i są na koniec tego dnia i dobre wieści! Moja Cioteczna Siostra mieszkająca w Anglii w końcu urodziła. Bidulka się męczyła tym rodzeniem 3 dni...Dziewczyny wpasowały się idealnie w termin porodu. Anastazja ma od kilku godzin modszą kuzynkę Amelkę.

Wczoraj pani endo stwierdziła, że wyniki bardzo się poprawiły. Postanowiłam, że te starania będą trochę inne. Tzn. będą w ogóle, regularne i konsekwentne, bez zniechęcania się po 3 cyklu. Po drugie mają przebiegać w atmosferze mniej stresującej, bo zapisuję się na jogę. Pierwsze podejście do jogi w przeszłości było absolutnie nieudane, ale coś ćwiczyć trzeba, no i jest blisko mojego domu, i świetnie odstresowuje itd. itp.
Póki co ćwiczę cierpliwość na szaliku, który dziergam dla brata na urodziny.

4tc, 2d

79 godzin do pierwszej wizyty u ginekologa
Boję się, bardzo....I choć całym sercem staram się cieszyć z tej ciąży, to ciągle przez myśl przychodzą mi czarne myśli.... Ale chyba muszę się do tego przyzwyczaić, serce matki przecież zawsze jest zatroskane...
Mąż optymistycznie nastawiony, mówi że wierzy że tym razem będzie dobrze, staram się wierzyć w Jego słowa. Dba, ciągle mnie w nocy przykrywa, karze dużo pić, nie pozwolił mi wczoraj zjeść chipsa nawet :)

Ja łykam grzecznie witaminki, przyjmuje luteinę i staram się dużo odpoczywać, no bo co więcej mogę zrobić... Modlę się aby Bóg pozwolił naszemu Maleństwu zostać z nami ♥
Co do dolegliwości to mnie martwi ich brak ... No nie do końca brak, bo są dni gdy sikam jak najęta... a przespać bym mogła cały dzień. Podbrzusze też czuję, że macica się powiększa... ALE gdzie jest ból piersi??? W pierwszej ciąży jeszcze przed testowaniem mnie bolały.... a teraz NIC :(
Wiem że ciąża ciąży nie równa, ale ja zdecydowanie wolałabym mieć wszystkie książkowe objawy żeby czuć że nasze Żółtko ładnie mi tam rośnie ♥♥

antea Tym razem się uda! 21 listopada 2015, 06:25

Ciąża zakończona 20 listopada 2015
Nikodem 3540, 56cm . Przepiękny, idealny, wyśniony. :-) :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2015, 06:27

Muszę zapisać bo to ważna data:

19/20 listopada 2015 roku w stolicy wielkopolski spotkały się :
Matylda G, Ołowiana Wrona ( wcale nie ołowiana:), Angelike, SophieQ i ja.

Wczoraj wieczorem ,gdy nadrobiliśmy małżeńskie zaległości, a ja leżałam we własnym ( w końcu!) łóżku słuchając lekkiego trance, pomyslałam, że ta chwila była wyjątkowa i magiczna. Warta zapamiętania.

Pięć zupełnie obcych dziewczyn, które połączył jeden cel ale pewnie nie tylko....
Pięć zupełnie innych historii.

Magiczna chwila, wierzcie mi na słowo.

Mła- czekamy na Twoje rozwiązanie bo wytrzymywałaś tyyyle czasu na czacie z nami, niezaciążonymi.
Sanno, Margo - cieszymy się baaaardzo, ze Wam się udało.

A my? No jeszcze pewnie dłuższa droga przed nami.

Oczami wyobraźni widze nas w tym pokoju, siedzące na łóżkach i śmiejące się ze wszystkiego:))))))))No Magia! Mówie Wam!




Jak zaplanowałam tak zrobiłam :)
Włosy pofarbowane, brwi zrobione, włoski ułożone, wypacykowałam się i pojechałam na szkolenie które trwało 5h.
Mały wariował w brzuchu przez większość czasu, a ja już nie wiedziałam jak siedzieć.
Jednak było warto nauczyłam się mega dużo a do tego po-przebywałam w świetnym towarzystwie. Jak ja lubię te moje wypady :D
Wróciłam ok 22 do domku, mąż też już był. Wreszcie koniec delegacji, przynajmniej na razie.
Dzisiaj dostałam śniadanko do łóżka i kawkę, tak mi tego brakowało :)
Mąż pojechał właśnie na zakupy, po drodze zabierze moją mamę. Posiedzimy razem, zjemy sobie wspólnie obiadek i dalej się zobaczy :)
W każdym razie jestem szczęśliwa, że mam znowu mężulka w domu :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)