czyli potwierdziła cykl bezowulacyjny, pierwszy raz odkąd zaczęłam się obserwować i robić testy owulacyjne czyli od sierpnia... powiedziała, że płynu w zatoce douglasa nie ma więc na pewno owu nie było...

39 TC (38t3d)

Za Nami 96 % ciąży
Do TP pozostało wg. USG 7/8 dni/OM 11 dni


"Co by było gdyby Nas nie było "

Kiedy zaczynałam pisać na Ovu potrzebowałam wsparcia, poczucia że nie jestem sama z takimi problemami i chwili oddechu od własnych starań - tak też się zadziało :) " NIE - spodziewanie" zostałam wynagrodzona przez los na swoją cierpliwość i upór ( tak właściwie to cierpliwości brakowało nie raz, za to uparta jestem do szpiku kości :D ), stał się CUD i zaszłam w ciąże. Spełniło się moje NAJWIĘKSZE marzenie ostatnich lat a właściwie to myślę że jest to marzenie mojego życia <3. Będę/Jestem mamą ;-) cudownego dziecka, które kocham nad życie... Już jako mała dziewczynka miałam dwie ulubione zabawy - w szkołę i opiekowanie się bobasami i misiami. Zamęczałam i wciągałam w nie wszystkie koleżanki z podwórka a nawet kolegów :D I tak zostało do dzisiaj. Kocham dzieci i te w pracy i To moje pod sercem ;)
Nie byłabym jednak w tym miejscu w którym jestem dziś bez pewnej cudownej osoby, osoby która od 8 lat 6 miesięcy i 16 dni dokładnie :D trwa, czuwa, wspiera, przytula, ociera łzy, słucha, kocha, pielęgnuje, znosi fochy i krzyki me, szanuje, której ufam i wierzę bardziej niż sobie... Tą osobą jest mój P.
I to nie tak, że jestem wyrodną córką swoich rodziców i nie doceniam wysiłku jaki włożyli w moje wychowanie, dla Nich dzieci i rodzina zawsze była na pierwszym miejscu i to Ich zasługa że jestem odważna, zaradna, oszczędna, zorganizowana, a nawet pedantyczna :D, łatwo nawiązuję kontakty z innymi, potrafię kochać i okazywać uczucia czasem aż za bardzo :):)
I to też nie tak, że bez mojego Ukochanego w życiu bym sobie nie poradziła sama. Poza wyżej wymienionymi cechami ( raczej pozytywnymi) natura wyposażyła mnie w silny instynkt samozachowawczy, umiłowanie siebie :D czy jak kto woli egoizm w czystej postaci, wybuchowy temperament, wredność a czasem złośliwość ( Zodiakalny Strzelec :D ), niezwykłą zdolność upierania się z całych sił i to przeważnie przy swoich racjach. Także z tym oto dobytkiem z całą pewnością w świecie bym nie zginęła. Sama tez dałabym radę ale po co ??? Jak we dwoje jest prościej, milej, ciekawiej po prostu jest DOBRZE <3. A mój mężczyzna jest najbardziej cierpliwą, bezinteresowną, opiekuńczą, troskliwą, ciepłą, kochaną, wytrwałą, szczerą i mądrą osobą jaką znam ( poza moją mamą, ale to inny rodzaj miłości ). A do tego jest mega pracowity zawodowo i zna się dosłownie na wszystkim i wszystko potrafi zrobić - od remontu mieszkania, naprawy auta i wszelkich innych sprzętów domowych po gotowanie smacznych dań, zrobienie drewnianego regału do piwnicy, przyszycie guzików, naprawę zamka w mej torebce a ostatnio z racji moich gabarytów - malowanie mi paznokci czy depilację bikini :) Nie wspominając o licznych codziennych obowiązkach domowych, w których w miarę czasu też stara się mnie wyręczać :) Moja Kochana Złota Raczka i Pomysłowy Dobromir w jednej osobie :D <3

Wczoraj w nocy, gdy oboje nie mogliśmy zasnąć - ja przez jeszcze częstsze wędrówki do toalety niż zwykle, On również z w/w powodu a także przez czuwanie nade mną oraz stres, że nie zna dnia ani godziny porodu :D gadaliśmy sobie co by było gdyby Nas nie było. Gdybyśmy się nigdy nie poznali na gg i nie spotkali i nie zakochali w sobie :-)... A tak nie wiem czy Wam wspominałam że mój mąż jest moja internetową znajomością :D Co byśmy teraz robili ? gdzie byśmy teraz byli ??? Ja pewnie biegałabym nadal od imprezy do imprezy zakrapianej alko, pewnie miałabym innego faceta, bo zawsze jacyś byli ;-) No chyba, że przed 30-stką nikt by już nie chciał takiej wrednej jędzy ;D Pewnie miałabym więcej kasy na swoje potrzeby, kolejne pozycje w mojej i tak już wypchanej szafie, lepsze kosmetyki, jeszcze więcej ulubionych kolczyków i butów :D Mieszkałabym myślę w jakiejś wynajmowanej kawalerce i żyła dla siebie i swoich pragnień ;-) A mąż ? Powiedział tylko zwięźle, że najprawdopodobniej poszedłby do wojska zamiast dalej do szkoły i jakby się udało został zawodowym wojskowym w jednostkach zmechanizowanych :D Hehe trochę szkoda mi tego munduru :p no ale cóż. Teraz mam o wiele więcej. Mam Moją Kochaną Rodzinę :):):) Dla niej żyję, staram się, dla niej po prostu mi się chce. Kocham Was Mężu i Syneczku <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2015, 16:53

W środę byłam u nowego ginekologa i chyba już przy nim pozostanę. Nareszcie znalazłam człowieka, który jest zainteresowany moją osobą, przeczytał wszystkie badania, zinterpretował, wykonał badania, przepisał leki i odpowiedział na wszystkie moje pytania. Nie poganiał i cierpliwie wysłuchał...naprawdę - myślałam ,że tacy lekarze już nie istnieją:)

Od wczoraj biorę przez 3 miesiące Cyclodynon, mam nadzieję, że zlikwiduje mi plamienia i obniży trochę podwyższoną prolaktynę. Pan doktor stwierdził ,że on sądzi, że nie będziemy musieli po tych 3 miesiącach wdrażać żadnej nowej terapii i że mam przyjść jak okres się będzie spóźniał 7dni:) Przemiły człowiek :)

Oby miał rację...

Aha no i walczę z grzybicą...znowu! Że też ta zołza ciągle do mnie wraca...

Nie chce narzekać, powinnam się cieszyć ze mam objawy ciąży, ale od trzech dni mam mega mdłości, chce mi się wymiotowac ale nie mogę, ciągle jeździ mi po żołądku. Okropnie się czuje :-( nie mogę normalnie funkcjonować, tylko bym leżała i spala, najchętniej bym wogole z łóżka nie wychodziła. Martwi mnie brak apetytu, wogole nie mam ochoty jeść, zmuszam się do jedzenia, na nic nie mam ochoty i nic mi nie smakuje. Do tego zawroty głowy, ale to jeszcze jakoś daje rade przeżyć. Cały czas mi się odbija :-(
Wiem ze to dobre objawy to znaczy ze maleństwo rośnie, ale naprawdę mi ciężko.
W środę idę pierwszy raz do ginekologa. Jestem ciekawa jaki będzie i czy zdobędzie moje zaufanie. Oby wszystko było dobrze i żeby było serduszko widać. Jestem pełna nadziei ale też strachu.
Niedługo wyjeżdżam jadę po męża do pracy i jedziemy razem do moich rodziców, mam nadzieję że dam radę w podróży bo kawałek jest. Chyba w razie czego wezmę worek ze sobą :-(

Mamax Walka o Bobo. 11 grudnia 2015, 14:45

Julianka nadal trzymaja bieguka i wymioty. Cokolwiek zje czy wypije zaraz wydala. Ostatnio tez tak bylo dopoki nie wyszly dwie gorne dwojki. Teraz ida dolne....Zastanawiam sie czy moge mu cos podac z lekow czy przeczekac sytuacje. Na szczescie humor mu dopisuje i ladnie sie bawi ale na bank jest glodny :-(

Wczoraj bylismy na festynie swiatecznym w przedszkolu. Najpierw w kosciele ogladalismy przedstawienie o Bozym Narodzeniu. Bardzo mi sie podobalo. Wystepowaly dzieci z przedszkoka ale tylko z rocznika 2010/2011 wiec Maximiliankowi sie jeszcze upieklo. Ale za rok bedzie juz wystepowal a ja juz nie moge sie doczekac tej chwili :-) Po przedstawueniu pislismy na podworko przedszkolne gdzie czekala na nas goraca zupka, kielbaski, gofry, gorace winko i inne rarytasy. Podjedlismy wiec troszke ale dlugo nie siedzielismy bo juz zimno i ciemno bylo wiec nie chcielismy meczyc dzieci....

Magda jedzie do pl na swieta wiec zamowilam u niej kilka ksiazek ktore mi zamowi i przywiezie. Tak sie my na obczyznie ratujemy w potrzebie bo brak dostepu do polskich ksiazek i gier odczuwam najbardziej...Dla siebie wzielam polecany przez inna kolezanke kryminal ( w de bym dala za niego tyle co za wszystkie te ksiazki ) a dla Maximilianka przygody Franklina , encyklopedia dinozaurow, i kilka takich do nauki pisania i robienia slaczkow. Co prawda dostane je dopiero po swietach wiec pod choinke juz dziecki ich nie dam ale w styczniu bedzie mial urodziny :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2015, 14:53

Rotenkopf Walka. 11 grudnia 2015, 15:14

Dużo się dzieje. Chyba, za dużo bo jakoś ostatnio czuję się jak bym miała jakąś depresję. Dlatego też tak ucichłam żeby Wam tu nie smęcić. Ogólnie przez zatajone przez schronisko choroby psa (m.in ataki padaczki co 3h) miałam jakieś dziwne skurcze i byłam wykończona do granic możliwości. Jaką decyzję podjęliśmy to zostawię dla siebie, żeby nie wywołać niepotrzebnej dyskusji i nerwów. Dalej są jakieś jazdy z ZUSem i moją szefową. Co raz częściej sprzeczamy się z mężem. Nic mnie nie cieszy. Nawet wczorajsza wizyta trochę mnie niepokoi chociaż lekarka twierdzi, że jest wszystko w jak najlepszym porządku i mam nie czytać książek i internetu. Hania waży (tylko?) 425g. I ja już sama nie wiem...

Wczoraj miałam hsg, bolało... nawet bardzo, popłakałam się pomimo tego że dostalam morfinę na znieczulenie. Jeden jajowód na pewno jest drożny drugi nie wiadomo bo są skierowane do siebie i z lewego wypłynał kontrast, potem lekarz jeszcze dopchnał go trochę i wypłynął tylko nie wie czy z prawego czy z lewgo tak dużo że dopłynal do prawego, ale na dlugości prawy jest cały drożny jak coś to na samym końcu jest przytkany.
Tyłek pobolewa dalej.

O rety trochę mnie tu nie było...Miałam od groma roboty.W ogóle w grudniu mam sporo pracy. Wczoraj dopadły mnie chyba zatoki. Kichnęłam dwa razy i tak zaczęło się lać z nosa aż do wieczora,oprócz tego okropny ból głowy. Dzisiaj czuję tylko potworne zmęczenie,nie wiem czy inhalacje pomogły,czy tabletki grunt,że już nie smarkam:)
Święta zbliżają się wielkimi krokami ,a ja mam zero prezentów i pomysłów:/ Z mężem jak zwykle największy problem bo on sam nie wie co by chciał,a co dopiero ja... Zaczynam czuć presję z tego powodu bo o tej porze zawsze już miałam prezenty:/Nie mam jeszcze w ogóle posprzątane i chyba tak zostanie, a jak komuś przeszkadza to niech nie patrzy albo posprząta. Bez sensu są te porządki na święta.
Dziwny jest ten miesiąc,cykl. Nie bardzo mam ochotę na <3 co u mnie przed owulacją jest bardzo dziwne,może jeszcze się odmieni,mam nadzieję.Śluz też dziwny,nie wiem jaki zaznaczyć więc nie zaznaczam. Dzisiaj byłam zrobić wyniki bo w czwartek mam kontrolną wizytę u hematologa.Przydałoby się jeszcze skołować receptę na bromergon,ale jakoś ciężko wykonać mi jeden telefon:/Może hematologa poproszę ,a nóż widelec wypisze :) Póki co lecę bo za 6 min klientka przyjdzie :)
Pozdrawiam wszystkie moje mamuśki ,zaciążone i te co są na moim etapie :)

No i wyjaśniło się dzisiaj. Mam bakterię ureaplasma. Teraz wiem skąd parę lat temu przewlekłe zapalenia pęcherza. Wszystko zaczyna się układać w logiczną całość. Mam nadzieję, że na końcu czeka mnie nagroda w postaci małej kochanej kruszynki:)

30 dni :) rowne 30dni do terminu porodu :) ojej kurcze coraz blizej do wielkiego spodkania z corcia :) czekamy cierpliwie czekam do stycznia :) <3

30 dni :) rowne 30dni do terminu porodu :) ojej kurcze coraz blizej do wielkiego spodkania z corcia :) czekamy cierpliwie czekam do stycznia :) <3

MadzikForever Traktat o Robalach 11 grudnia 2015, 15:41


.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2015, 15:40

MadzikForever Traktat o Robalach 11 grudnia 2015, 15:41

Bilans z ostatnich tygodni:

- Wyniki mam dobre.
- Na wadze -5 kg.
- Osobnik w moim brzuchu rośnie i dobrze się miewa.
- Choroby przebyte od początku ciąży:
.rwa kulszowa
.zapalenie dróg moczowych
.silna reakcja alergiczna na środki do higieny intymnej (nawet te stosowane dotychczas)
.zapalenie mięśni międzyżebrowych
.choroba bostońska (aktualnie).

Mąż mówi, że od trzech miesięcy ciągle choruję. I ma rację. Och...

Nie wiem jak mam napisać???

22cs ostatni dzień cyklu czy
23cs pierwszy dzień cyklu?????

Generalnie jestem gdzieś pomiędzy, bo raczej dziś w nocy dostanę miesiączkę.
Brzuch boli, od wczoraj plamię, test ciążowy negatywny, temperatura spadła.

Dziś pogadałam z koleżanką z pracy. Okazało się, że ona starała się o dziecko rok bezskutecznie. Trafiła do mojego lekarza lokalnego (u którego czasem i ja się leczę np. z infekcji) i on zaproponował jej od razu stymulowanie Clostylbegytem. Zaszła w ciążę w pierwszym stymulowanym cyklu.

Jakoś mnie natchnęła. I napisałam sms-a do tego lokalnego lekarza, że właśnie dostaję okres i że mam 2IUI dosłownie przed samymi świętami na NFZ. Zapytałam, czy mogłabym brać Clostylbegyt (bo mam wykupiony, a dostałam właśnie od niego) i pod jego kontrolą dojechać do 2-iej IUI. Odpisał od razu, że mam brać zgodnie z zaleceniami sprzed roku (czyli po 1 tabletce od 2 do 6 dnia cyklu) i mam przyjść do niego na wizytę za tydzień w sobotę.

No więc dziewczynki moje kochane, zaczynam za chwilę cykl stymulowany CLO, który o ile zdążę (a mam nadzieję, że zdążę) zakończy się w poniedziałek 21 grudnia lub wtorek 22 grudnia drugim podejściem do IUI. Tylko co ja powiem na wizycie na NFZ, że skąd mam pęcherzyki (mam nadzieję, że nie urośnie ich dużo więcej niż 1)??? Powiem chyba prawdę, że prywatnie byłam w tym cyklu stymulowana, żeby wzmocnić działanie IUI. Jak myślicie? Czy mogą odmówić wykonania IUI?


21t0d

Dziś mieliśmy kolejne badania prenatalne z dokładną analizą budowy i pracy serduszka.
Wszystko jest dobrze!!! Maluszek rozwija się prawidłowo, serduszko pięknie pracuje i biło dziś 145 uderzeń/min. Pozostałe narządy także wykształciły się i pracują prawidłowo. Maluszek waży juz 399g :-)
Wszystko jest ok poza jednym małym szczegółem ;-) wciąż nie wiemy dokładnie kto mieszka w moim brzuszku ;-) Na ostatniej wizycie kontrolnej (02.12.2015 r.) mój lekarz prowadzący powiedział, że nie jest już taki pewny czy synek na pewno jest synkiem, a że maluch się kręcił i zasłaniał nie mógł dokładnie tego określić. Dziś również maluszek się zasłaniał, taki z niego wstydzioch ;-) Podczas całego badania mój okruszek trzymał rączki i nóżki nad główką - fikołek jeden ;-) i mimo prób lekarza nawet na chwilę nie chciał inaczej ułożyć nóżek ;-) Nasz maluszek chyba chce nam zrobić niespodziankę.

KOCHAM!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2015, 13:58

Święta coraz bliżej :)fz6uz4.jpg
Z racji zbliżających się świąt Dominiś zrobił mamie niespodziankę i zaczął przewracać się z plecków na brzuszek :) Póki co w łóżeczku myślę że z czasem na podłodze też zacznie :)

gosia.86 never give up!!!! 11 grudnia 2015, 18:50

Byłam u mojego starego gine", zmusić go do histeroskopii. Nie powiedzialam oczywiscie ze chodze do innego lekarza, mam jestem na żelaznym zestawie.. by by mnie odpuscil totalnie. Wiec najpierw sie nie zgodzil! ha! bo przeciez po co ma dac cos od siebie, na nfz..koszmar..lepiej zlecac badania za ktore trzeba kase wywalac niemałą..ale mu swoje powiedzialam, wiedzialam ze nie wyjde stamtad bez skierowania! no i dal..na laparoskopie..boje sie..ale czego sie nie robi..bede miala wiedze przynajmniej, czy w tej sferze jest wszystko ok. a jak nie bedzie? Boze..ile jeszcze tych pytan, strachu, bólu..
powtorzylam badania tsh i prolaktyny któe ostatnio byly wporzadku..teraz poszly do gory! sa za wysokie jak na zajscie:/ tsh 2.37.. oczywiscie gin uwaza ze jest ok.ale ja wiem ze nie jest,jemu sie poprostu nie chce ze mna nic robic..mam go w du...zapisalam sie do endokrynologa..kolejne pieniadze, kolejny problem, kolejne kłody pod nogi..bo po co..bo przeciez czemu mialabym zajsc w ciaze za pierwszym podejsciem, jak moje wszystkie przyjaciolki? czemu mialabym sie nie stresowac, nie wydawac setek i tysiecy..czemu?
mam nadzieje ze ten zly czas sie kiedys ode mnie, od nas odwroci..

Po dzisiejszej wizycie jestem pełna nadziei i aż rozpiera mnie od środka ciepło:)
Wyszło, że na lewym jajniku jest pęcherzyk 16,5 mm teraz tylko działać i czekać co z tego wyniknie. W poniedziałek pójdę sprawdzić czy faktycznie pękł...oby tylko tak było<3

2+... Nadzieja nie umiera! 11 grudnia 2015, 19:29

14 dc

No i kolejny spadek nastroju :( Znów nachodzi mnie negatywne myślenie, brak wiary w zajście w ciążę i wielki smutek. A oprócz tego taki żal, że nam się nie udaje, a przecież tyle mi bliskich osób czeka na Tego Małego Człowieka. Moja ciąża byłaby wielką radością nie tylko dla nas, więc czemu nie mogę ich uszczęśliwić ? :(
Jutro kolejna wizyta, ciekawe czego się dowiem. Jestem ciekawa, bo moja temperatura w ogóle nie wskazuje na zbliżającą się owulkę. Chyba wręcz przeciwnie, bo dziś dziwny spadek.
Chyba muszę zacząć odsuwać od siebie myśli na temat pozytywnego testu jeszcze w tym roku..bo tak to tylko rozczarowanie większe...
Ale mam dzisiaj doła, lepiej już skończę.

maua7maua Chciałabym, ale boję się ... 11 grudnia 2015, 19:37

35t5d wg owu
36t3d wg OM


Od wtorku do dziś polegiwałam sobie w szpitalu. Dlatego, że ponieważ we wtorek miałam koszmarne zawroty głowy, omdlenia i bolało mnie podbrzusze.
Zapakowano mnie więc na patologię ciąży, robiono 3 razy dziennie ktg, 5 razy dziennie mierzono ciśnienie, ładowano we mnie tony magnezu i dopegytu, a w końcu dziś pozwolono iść do domu. Wczoraj w szpitalu też zemdlałam i miałam skurcze, ale jak się okazało było to skutkiem, że moja Córka Małpa od wczorajszego ranka przefiknęła się głową do góry (wczoraj na usg miałam głowę na dole, dziś już leżała miednicowo). I o ile wczoraj cieszyłam się, że wyrażono zgodę na sn, tak dziś znowu stanęło to pod znakiem zapytania. Bleh.

Najważniejsze, że jesteśmy jeszcze spokojnie w domu z nakazem wypoczynku. Ale przecież ja nie umiem bezczynnie siedzieć. Więc obawiam się, że do szpitala zawitam ponownie prędzej niż się mnie tam spodziewają ;)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)