Brzuch zaczyna pobolewać.. Miss wredzizna powoli nadciąga 
Ciekawe kiedy zaczynamy od nowa?
38 TC(37t2d)
I jednak dotrwalam, nadal w dwupaku..a brzuch calkiem wysoko mam wiec nie sadze zeby mala pchala sie na swiat w najblizszych dniach. Niech poczeka sobie do 17stego bo Adas ma jaselka I gra w nich Jozefa wiec bardzo chce go zobaczyc w zyciowej roli hehe...
Weekend byl bardzo przyjemny pozatym ze P. dostal zapalenia ucha I wrocilismy do domu w sobote, pogoda pod psem..deszcz, deszcz I jeszcze raz deszcz. Miasto zmaga sie z powodziami, dobrze ze nas to nie dotyczy.
Skonczylam w prace w zeszly czwartek!!!! Straszna ulga, moj ostatni dzien zakonczyl sie bardzo nieprzyjemnie bo pacjent zwyzywal mnie w poczekalni jak mala dziewczynke ze UWAGA...za wolno pracuje I musi czekac...bardzo sie zdenerwowalam, wymiotowalam potem pol nocy ale teraz juz staram sie o tym nie myslec. Z reszta z drugirj strony mam nauczke bo od ok 33 TC wiedzialam ze nie daje juz rady pracowac w normalnym tempie I wtedy powinnam zapakowac manatki I adios amigos..do zobaczenia za 6 mcy.
Nawet gdybym wytrzymala jeszcze tydzien zawsze to troche odpoczynku. Nie czuje sie najlepiej, brzuch mam nadal wysoko a mala rosnie wiec meczy mnie zgaga I wymioty. Pozatym chyba znow nabawilam sie grzybicy I do tego jeszcze zapalenia zatok. Jutro znow mam wizyte w szpitalu, ciekawe czego tym razem sie dowiem...hehe A z ostatnich nowosci to moj posiem GBS zaginal( tu go rutynowo nie robia)..nawet juz sie nie denerwuje bo szkoda mojej energii.
Dzis zabieram Adasia na spotknie z gwiazdorem..hehe I moze wezeme sie za pranie I prasowanie ubranek bo wstyd sie przyznac ale nie mam nic gotowe, poza torba dla siebie na porod..nienawidze prania I prasowania.Jak ja wutrzymam rok prasowania tych ubranek ..hehhe
Jestem po seminarium I stopnia reiki. Moge teraz pomagac innym w powrocie do zdrowia. Jestem dumna, ze udalo mi sie je ukonczyc i ze moj maz puscil mnie, jak on to mowi : do obcego chlopa.
I już po drugich badaniach prenatalnych! Jak ten czas leci, aż czasem szkoda. Maleństwo rozwija się prawidłowo, waży już 400 gram, taki jestem duży
Potwierdził się synuś - Nasz kochany Mikołajek 
2 grudnia zaczęłam zajęcia w szkole rodzenia, w środę już 3 zajęcia! Bardzo sobie cenię te chwile tam spędzone, wiele potrzebnych informacji!
Maluch buszuje po brzuszku, to takie piękne uczucie. Kochanie napisałam do Ciebie list na ostatnich zajęciach w szkole rodzenia. Tyle trudnych chwil za nami, tyle łez i rozczarowań, ale teraz już wszystko dobrze, Kochanie dla Ciebie wszystko zrobię, żeby tylko Tobie było dobrze. Tak bardzo Cię kochamy! Tata jest taki dumny, bardzo o Nas dba
Dziadkowie cali w skowronkach, wszyscy czekamy, aż znajdziesz się po drugiej stronie brzuszka
Na Święta Bożego Narodzenia zabierzemy Cię nad morze
Spędzimy cudowne chwile, razem w trójkę, bo przecież Ty już z nami jesteś!

Temperatura spada...
Test negatywny...
Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że @ dziś najdalej jutro się zjawi. Brzuch mnie strasznie boli. Jestem mega zdołowana, chce mi się cały czas wyć. Mam ochote jebnąć tym całym mierzeniem, odliczaniem, wyjechać, wyłączyć się, sama już nie wiem
Skoro nie jestem w ciąży to po co ta małpa się spóźnia? niech do cholery przyjdzie w terminie, wtedy człowiek się nie będzie łudził i żył nadzieją... mąż dostał zjebe za jakąś głupote, potem się poryczałam i tyle. Powiedział mi w żartach, że jak znowu dostane okres to mnie już zabije. A czy to moja wina, też bym chciała, żeby go nie było !!! A ten bałwan zamiast wspierać to jeszcze sobie głupie żarty robi. Faceci są faktycznie z marsa 
Aaaaaaaaaaaaa ;(
__________________________________________
EDIT:
godzina 11.00 - wizyta w toalecie - witaj kochana menstruacjo...
I po moim świątecznym cudzie... eh... jak długo jeszcze Boże ???
Jednak taktyka serduszkowanie codziennie nie daje nic, trzeba obrać inną 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2015, 11:16
Maz zaczal dzis nowa prace. Ciekawe jak mu pojdzie? Co moge dodac, poprawilo sie miedzy nami i to wyraznie. Stwierdzilam, ze to moja wina, ze przesadzam i w sumie nie dziwie sie mezowi, ze jest nieobecny myslami ale to wlasnie przez zmiany zyciowe. Wiecie jak to jest. Kobieta zawsze chce byc na 1 miejscu ale czasem trzeba kogos zrozumiec.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2015, 17:12
Nie napisałam wcześniej, ale nie miałam czasu, cały czas coś się dzieje.
Wizyta została przełożona na 4 grudnia. Nasze dzieciatko miało całe 4,8mm i pięknie biło mu serduszko 
Lekarz dopatrzył się u mnie jednego jajnika policystycznego? Pytał czy nikt się tego wcześniej nie dopatrzył?! Oraz jakiś pozostałości po mięśniaku czy mięśniaka ?!
Na kolejna wizytę idę 22.12, żeby podpatrzeć dzidzię, bo mówił, że jest trochę schowanała.
Cały czas się martwię i modlę, żeby wszystko było dobrze.
Póki co z objawów ciążowych:
-trochę senność
-wieczorne mdłości.
Jeśli chodzi o jedzenie trochę sie uspokoiło, ale nie mam na nic ochoty, najlepiej sie czuje jak jem tylko chleb z masłem, nawet z pizzy wszystko zdjęłam ostatnio.
Mamy 19 tydzień i już prawie połowa ciąży za nami. Co dziwne waga ani drgnie. Wszystko leci raczej dobrze, męczy nas tylko ból pleców i straszne skurcze nóg. Pamiątkowe zdjęcie z 19 tc.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2015, 22:10
Tak witamy sie w 36 tyg ciazy 
Jeszcze tydzien ciaza donoszona
jeszcze 4 i Lencia bedzie z nami 
Kurcze kiedy to zlecialo
a jak szybko zleci teraz 
Jeszcze troszke i bedziemy razem na sama mysl mam lzy o oczach lzy szczescia oczywicie 
Malutka kopie coraz mocnie jak sie wypina to brzuch wyglada przekomicznie 
W nocy jest ciezko spac ;/ nie moge znalesc wygodnej pozycji ;/ cierkna mi rece wstaje co chwila do lazienki grrr i dziwic sie ze od 7 rano do 10 spie jak zabita na calym lozku
ale dla mojego
jestem wstanie to wszystko zniesc jeszcze troche
Aby do stycznia 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2016, 11:09
16 dc
Witajcie w Niedzielę Radości! Dzis staram się wlasnie taka być - radosna. Pan Bóg jest wielki i wierzę, że okaże nam swoją wielką łaskę. Muszę zacząć chodzić w tygodniu na Mszę Św. bo to daje jednak dużo wiary i spokoju, bo przeciez Bóg jest dobry i wie o wszystkich naszych pragnieniach. W kosciele naszła mnie piękna myśl a raczej marzenie. Jeśli teraz uda mi się zajść w ciążę, to zrobię najpiekniejszy prezent mojemu A., który ma urodziny 30 grudnia ☺ Radosnej Niedzieli Wam życzę i samych pozytywnych wieści!
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2015, 16:53
zasmucasz mnie Panie Boże...
Kolejny nowy cykl.
W sumie nie wiem który to cykl, ale zaraz stuknie nam rok starań. Kiedy to zleciało?
Trzymajcie kciuki, aby udało mi się dostać do gina 23 grudnia na monit w 11dc, bo jak nie to cykl przepadnie.
W tym cyklu podójna dawka Clo, czyli 2 tabletki na dobę,a do tego 2x Inofem, 4x Oeparol Femina, 0,5xBromergon, 1x Femibion 1x Polocard (przeciw zakrzepicy) i to czego najbardziej się boję 2x na tydzień plaster estrogenowy System50 (na endo). Obawiam się skutków ubocznych, bo podobno bywają nieciekawe. Aż przeczytałam ulotkę!
Od jutra zaczynam regularnie popijać wino i podjadać migdały i inne orzechy.
Mam głębokie przekonanie, że nic z tego nie będzie. Mam taki jakiś wewnętrzny stan otępienia. Rozmawiałam o tym z Jackiem i mówiłam mu o tym, że staram się nie załamywać. podchodzić do tego optymistycznie, wierzyć, nie zazdrościć innym, nie dawać się emocjom. I obawiam się, że tak bardzo staram się uodpornić na to wszystko, zobojętnić, nie przejmować, że kiedy wreszcie się uda ( o ile się uda) to już tak obrosnę skorupą obojętności, że mnie to nie ucieszy. Oczami wyobraźni widzę siebie beznamiętnie WYRZUCAJĄCĄ pozytywny test, idącą z przymusu na betę, oznajmianie tej informacji rodzinie jakby to była informacja o tym co podam na obiad. Czy to możliwe? Nie ma we mnie wiele smutku z powodu porażki, ale nie wiem czy wynika to z mojej siły czy z braku nadziei?
Od dłuższego czasu staram się napawać wszystkie z was optymizmem. Pokazać, że nie powinno się poddawać, że trzeba walczyć i to z podniesionym czołem. I tak robię! Naprawdę! Pierś do przodu, głowa do góry i robimy co trzeba. Jeśli jednak mam być całkowicie szczera, a od tego jest ten pamiętnik to coraz częściej mam uczucie, że się wypalam. Nie widzę sensu w staraniach, nie chce mi się tego robić. Robię z poczucia obowiązku i niedokończonej sprawy. Nawet o serca w "płodne" nie chce mi się starać. Libido na poziomie -100.
Może to wino hormonów, może pierwszego dnia okresu, a może okropnej pogody za oknem, ale dziś nie ma we mnie ani krzty optymizmu. I nawet nie chce mi się wysilać, by go w sobie wykrzesać.
O Was pamiętam i czytam, tylko jak zawsze nie mogę się zebrać by cokolwiek napisać.
A.Kasia - modlę się za Ciebie i Tymka. Wytrzymacie jeszcze trochę i baaardzo w to wierzę.
Maua- co do twojej Agatki to nie jestem pewna czy wytrzyma jeszcze ze 3 tygodnie. 
Feśka - nawet nie wiem co pisać, skoro masz wszystko czego mogłabyś chcieć.
dzabuch - Mam nadzieję, że bartuś szybko poradzi sobie z kłopotami brzuszkowymi. Może koperek pomoże?
Rebe - Twoje smakołyki przyprawiają mnie o cieknąca ślinkę. I może herbatka prawdę Ci powie?
Anga1989 - Zazdroszczę tych przygotowań! Ja jestem totalnie w proszku jeszcze!
India - Mam nadzieję, że przyjdzie do Ciebie podwójne szczęście!
Stópka - Wiem, że Wam się uda. Dbajcie o siebie nawzajem i wszystko będzie dobrze!
Lantillka - Zazdroszczę Zakopanego! Jak ja bym się chciała wyrwać z tych moich ponurych stron!
Etuś - Trzymam kciuki za jajeczka. Na pewno urosną i zaowocują pięknym dzidziusiem.
Dreambaby - powodzenia z nowym ginem! Taka odmiana się przydaje, bo czasem ktoś nowy może dostrzec coś o czym ktoś wcześniej nie pomyślał.
Nie wiem czy wymieniłam Was wszystkie ale wiedzcie, że jestem z Wami całym sercem.
Kolejne negatywne testy, doszukiwanie się cieni, kolejne plamienie przed miesiączką i spadek temperatury... I kolejne łzy, bo przecież byłam pewna, że w tym miesiącu się udało. To w sumie śmieszne - skąd każdego miesiąca bierze się we mnie ta ogromna nadzieja? Przecież tak naprawdę wiem i rozumiem, że się nie uda i że nic z tego. A mimo to mierzę temperatury, analizuję wykres, doszukuję się objawów i około 8-9 dpo jestem już na 100% pewna, że jestem w ciąży. A potem to samo - znowu jedna kreska...
Zaczynam zaraz 26 cykl starań. A może 27? Na pewno 13 po poronieniu. Dwa lata temu, w 30 urodziny, pierwszy raz płakałam, że nie jestem w ciąży. Czułam, że coś jest nie tak - chociaż wtedy staraliśmy się dopiero od czterech czy pięciu cykli. Nawet nie myślałam, co mnie czeka. A dzisiaj? Jestem inną osobą. Nie uśmiecham się, a na zdjęciach mam takie smutne oczy. Nie mam kontaktu prawie ze wszystkimi znajomymi, a kiedy ktoś pyta, co u mnie słychać, to mam ochotę płakać. Straciłam zainteresowanie wszystkim, co lubiłam. Ba, nawet przestały mnie denerwować rzeczy, których kiedyś nie mogłam znieść. Moje życie to teraz wegetacja. Wstaję z łóżka, piję kawę, siadam do komputera i zmuszam się do pracy, potem ogarniam coś w domu i cały dzień myślę o tym, żeby nadszedł wieczór i żebym mogła iść spać... "Tylko w snach mnie tu nie ma i tylko w snach czuję radość" - ale noc mija tak szybko...
Właściwie wiem, co daje mi nadzieję. To, że w każdym cyklu wprowadzam coś nowego, co może sprawić, że się uda. Zawsze uwielbiałam ćwiczyć, chodzić na siłownię - teraz już nie ćwiczę, bo to może utrudnić zajście w ciążę. Co za bzdura... W jednym cyklu zacznę brać olej z wiesiołka, w kolejnym - monokoncentrat z ananasa, w kolejnym - postaram się spać 7 godzin na dobę - w kolejnym - seks co dwa dni, w kolejnym - seks codziennie, w kolejnym - większa dawka Acardu, w kolejnym - zacznę brać żelazo, bo niedobór może utrudniać zajście w ciążę, w kolejnym - przestanę brać żelazo, bo nadmiar może powodować wady płodu... W kolejnym - Ovitrelle, może pomoże. W kolejnym - stymulacja CLO, to na pewno pomoże... Powoli brakuje mi pomysłów. W cyklu, który zaraz zacznę, będę popijać zioła ojca Sroki na niepłodność - to na pewno pomoże... Aha, próbowałam też cyklu z codzienną modlitwą. Nie jestem super wierząca - ale w cyklu, w którym zaszłam w straconą ciążę, RAZ przeczytałam sobie modlitwy o dziecko, znalezione w Google. I udało się. Zabawny przypadek. W udanym cyklu parę dni po owulacji śniło mi się, że zmywałam naczynia u moje znajomej. Oczywiście rano sprawdzić w senniku - "Zmywać naczynia u kogoś - oznacza powiększenie rodziny". Śmiałam się wtedy z tego, zrobiłam sobie zrzut ekranu i wysłałam mojemu M. A osiem dni później okazało się, że sennik miał rację
Teraz każdego miesiąca sprawdzam sny w senniku, ale już żaden nie pokazuje ciąży. Pokazują za to śmierć, chorobę, niebezpieczeństwo, konieczność zatroszczenia się o siebie itp. Same pozytywy, hura.
Na ten moment moim największym marzeniem jest in vitro. Z zazdrością czytam na forum wpisy dziewczyn, które podchodzą do punkcji, do transferu - tak bardzo bym tego chciała. Nawet jeśli miałoby się nie udać, to wiedziałabym, że po prostu nie będę w ciąży. Chociaż wtedy pewnie chciałabym podejść kolejny raz i kolejny...
Dlaczego tak jest, że to my musimy prosić facetów na każdym etapie starań, a oni robią łaskę? Na początku proszenie się o seks w dni płodne, potem o badanie nasienia, o zmianę stylu życia na zdrowszy. Teraz już od kilku miesięcy proszę, żebyśmy podeszli do inseminacji, a później do in vitro... I niestety wiem, że nie tylko ja muszę zmagać się nie tylko z niepłodnością, ale też z facetem, który nie chce podejść do leczenia na poważnie. Nie rozumiem tego - skoro leczenia daje szansę na sukces, to dlaczego tego nie zrobić? I oczywiście ciągłe rozmowy, które nic nie dają... Rozmowy o tym, że za często mówię na ten temat. Jak mam nie mówić, skoro o niczym innym nie myślę?
Mój stan psychiczny to dzisiaj 1/10. Czuję, że nie mam już powodu, żeby wstawać z łóżka. Za parę dni przeprowadzka - i to, co lubię najbardziej, wybór dodatków do mieszkania. Niedługo będziemy mieli szczeniaka - śliczny szorstki Jack Russellek... A ja nie potrafię się cieszyć. Smutną mamę będzie miał ten piesek - ale marzę o nim od dawna i wiem, że psia dusza da mi ukojenie w cierpieniu. I będzie najbardziej rozpieszczonym psiakiem świata, bo chociaż tę jedną wyprawkę będę mogła kupić 
No ale nic, trzeba wziąć się w garść i podejść do kolejnej rundy. Walki, której chyba nie mam szans wygrać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2021, 12:01
mam wrażenie, że moje cykle są bezowulacyjne. po raz kolejny nie udało mi się wychwycić płodnego śluzu. wszystko pewnie przez karmienie piersią 17 miesięcznego bobo....ech
dzisiaj mam 34 dc i coś czuję, że zbliża się okres.
14 dc. / 3dpo
Dzisiaj Dzień Palenia Świec. O 19:00, w każdej strefie czasowej zapalać się będą świeczki dla dzieciątek, które opuściły ten świat. Modlę się za wszystkich Rodziców, którzy doświadczyli takiej tragedii, jak my.
Nie poddawajcie się, z tym bólem musimy nauczyć się żyć.
Mój ukochany Krzysiu, mój Synku...
Życie Twoje jak płomień
Zaświeciło blaskiem
Który rozjaśnił drogi
mojego życia
Płomień Twój zaczął migotać
Na wietrze losu
Lecz nadal świecił
Ciepłym blaskiem miłości
Wicher choroby
Zdmuchnął ciepły płomień
Pogrążając rzeczywistość
w zimnej ciemności
Lecz nie zagasił płomienia
Który ciągle świeci w moim sercu
Kiedyś ten płomień
Przyniosę do Ciebie Synku.
[wiersz Taty Nikodema - Aniołka]
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2015, 16:59
Badania zrobione zgodnie z zaleceniem w 3dc.
Badanie | Wynik: | Normy laborat.
Glukoza: 98 mg/dl | 70-99
Glukoza (75 g) po 1 h: 120 mg/dl
Glukoza (75 g) po 2 h: 85 mg/dl
Androstedion (ANDRO): 1,37 ng/ml | 0,30 – 3,30
AMH: 3,84 ng/ml | 1,8 – 9,16
Estradiol (E2): 41,90 pg/ml | 19,5 – 144,2
Folikulotropina (FSH): 7,35 mlU/ml | 2,5 – 10,2
Luteotropina (LH): 6,77 mlU/ml | 1,9 – 12,5
Testosteron (TTE): 42 ng/dl | 14-76
Siarczan dehydroepiandrostendionu (DHEA-S): 162,8 ug/dl | 25,9 – 460,2
Wrzucam tu, żeby wiedzieć co i kiedy było robione, jeszcze czekam na 2 wyniki...
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2015, 17:03
Dzisiaj pierwzzebbadania prenatalne weszłam w 2trymestr o matko o matko o matko:) wg USG wszytko w porządku zaczynam oficjalnie się cieszyć
Boże ale jestem szczęśliwa !!!!
17dc
Czyżby owulka? Skok temperatury wręcz pod niebo. Prawy jajnik czuję prawie cały dzień. A teraz to już się rozszalał skubany :p Nawet w zeszłym cyklu tak nie miałam. Z Duphastonem mam się wstrzymać do wtorku. Żeby nie zaburzył owulki. Bo tak to bym już wczoraj brała. A wczoraj owulki jeszcze nie było. Wczorajszy monit tak bardzo poprawił mi humor. Znów 21mm pięknego pęcherzyka. I 10mm endometrium. Boże to byłby prawdziwy cud gdyby się udało tym razem...

Jutro jadę do Kielc. Ukruszył mi się ząb i udało mi się wcisnąć do mojej dentystki. Zobaczę się z mamusią
Tylko kurcze muszę wstać o 6 rano
Nie chce mi się, plus to półtorej godziny przed standardowym czasem pomiaru. Kurczę nie mogę dać się zwariować. Nie mogę dać się zapędzić w wir tego całego kontrolowanego seksu. Ehh powoli kończą mi się siły. Boże dodaj mi wiary i nadziei!
W Wigilię będzie 12dpo, jeśli faktycznie dziś była owulka. Może zatestuję... To byłby najwspanialszy prezent jaki bym kiedykolwiek dostała...
Wczoraj przed południem będąc w mieście nie oparłam się pokusie i zakupiłam test sztuk 2. Dzisiaj oczywiście jeden z nich wykorzystałam, choć temperatura rano spadła i pewnie wróży to zbliżającą się @, plus za wcześnie jeszcze na testowania. Nie muszę dodawać, że wyszedł negatywny
18tydz.,4dz.
Nie było mnie tu kilka dni, przeżyłam chyba jakieś wypalenie Bellybestfriendowe... W sumie to przez ostatni tydzien nie działo sie nic szczególnego, poza:
- tym, ze rośniemy, tyjemy i generalnie powiększamy swoją objętość. Czujemy sie jakby ktos nas obłożył gąbką. Pierwszy raz w zyciu mamy wystarczającą ilosc sadełka by sie uszczypnąć w plecy
a gdy siedzimy po turecku to boczki nas bolą. Tak wiec jestesmy oficjalnie grubasami.
- kochamy życie i go nienawidzimy (w tym samym momencie), jestesmy szczęśliwi i zdepresjonowani (rownież niemal w tym samym momencie), kochamy meża ponad wszystko i chcemy rozwodu tu i teraz (jak wyżej). Zdecydować ogólnie sie nie możemy. Czasami nawet nie jestesmy pewni czy cieszy nas bycie w liczbie mnogiej...
- krab okazał sie być krabicą. Zdecydowanie nie podręcznikową krabicą. Według podręczników powinno to być mało aktywne, spokojne zwierzątko a tym czasem ta cholera juz dwa razy zwiała! Codziennie robi przemeblowanie - przerzuca miseczki z woda i jedzeniem i buduje schodki do wolności. Kto to słyszał,zeby kraby uciekały z klatek???
- napadło nas zakupowe "szaleństwo", dzieki czemu maluchowi tez sie cos dostało 

- Ethan oficjalnie został przyjęty do naszej rodziny pod pseudonimem "płodzik" (lil fetus). Tatuś wariat chciał mu nawet zabawkę pod choinkę kupić.

- Mamusia (patrz: ja w liczbie pojedynczej) postanowiła sporządzić listę rzeczy koniecznych dla małego malucha i bez których pewnie nie da sie przeżyć i sie przeraziła. Lista rzeczy na 6 stron! Mama nie jest nawet pewna od czego by tu zacząć...
- Mama (tak, znowu o niej) coraz gorzej znosi prace i jest coraz bardziej zmęczona... I mimo, ze kazdy jej idzie na rękę jak moze, to ona poprostu nie daje rady...
Tak jak widzicie, przez ostatni tydzien nic zupełnie sie nie działo. Zmykam łapać kraba bo ucieka z pokoju 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2015, 05:18
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.