Mialam miec dzisiaj wizyte u ginki ale z powodu jej choroby zostala odlozona. Na samo ktg ide wiec w czwartek do innego zastepczego lekarza. Z reszta badan musze nadal czekac do 22- giego. Mam nadzieje ze z Juliankiem wszystko jest w porzadku, no i ze szyjka macicy nadal jest ladnie zamknieta. Tak czy siak przede mna ponad dwa tygodnie niepewnosci 
17 dc
Nie wiem czy to kwestia Clo na początku cyklu, czy może progesteronu od 15 dnia cyklu ale jestem po prostu jak śnięta ryba. Może moje ciało nie jest przyzwyczajone do równowagi hormonalnej jaką wprowadzają mi tabletki i przez to tak dziwnie reaguję na wszystko. Po jedenastu godzinach snu, wstałam zjadłam coś i zamiast wyrównać poziom prac na jutro..poszłam z powrotem do łózka i dospałam jeszcze 2h. Gdyby nie rozsądek to tak bym dalej najchętniej leżała w półśnie. Tak..myślę, ze to chyba ten progesteron bo w zeszłym cyklu było podobnie. Może mniej spektakularnie ale podobnie.
Albo moze przyszedł czas na jakieś ponowne ogólne badania krwi bo coś eweidentnie jest nie halo.
A jeżeli chodzi o ogólny klimat tego cyklu. To starania są konkretne i zorganizowane. Nawet wczoraj jak byłam już od ok 20 tak śpiąca, że półprzytomna to nie odpuściliśmy. Strasznie wkurzające jest takie przytulanie na zawołanie z kalendarzem w dłoni.
No ale nie możemy dalej zdawać się na łut szczęścia bo tak, to już łącznie można by było podliczyć 3 lata oczekiwania na cud. Ale tyle cykli starań jak w zegarku strasznie modernizuje całe pożycie romantyczno-erotyczne. No nic..jak już się uda to potem będzie można znormalizować całość, bo nie wyobrażam sobie żeby tak mogło zostać na stałe.
Testy owulacyjne nie wykazują kompletnie nic. Robię je już z czystej ciekawości, dla zasady - ale w tym cyklu już nie oczekuję ze nagle zobaczę coś. Nie dołuje mnie to, bo wiem że czasem LH jest zbyt niskie. Po za tym mam świadomość, że się nie popisałam bo nie robię ich o jednej godzinie codziennie. W przyszłym cyklu zabawię się z zegarynkę w tym kontekście.
Jajka(niki) dziwnie pobolewają co jakiś czas. W pn jakby nożem ktoś mi coś ciął, potem w środę uczucie rozpierania i wczoraj wieczorem jakby ktoś mnie pobił od środka. dziś czuję dyskomfort. Oczywiście się naczytałam o pękaniu i niepękaniu pęcherzyków, o 6cm torbielach...więc przy braku monitoringu bardzo pobudzająco wpływa to na wyobraźnię. W przyszłym cyklu stanę na głowie, rozpruję kieszenie, wywiercę dziurę w brzuchu mężowi ale będzie monitoring.
Bo przecież bez sensu bez monitoringu. Skąd wiadomo czy rośnie coś, czy pęka, czy w ogóle clo działa.
Musialam dziś pojsc do szefowej i poprosić abym mogla pojsc do domu. Bol był tak silny,nie do wytrzymania pracując w kuchni. A na dodatek udereznia goraca i objawy omdlenia. Powiedziala mi ze jest jej to nie na reke ale mnie puscila. Przespalam godz w lozku zarzywajac 2 ketonale ijest trochę lepiej.
Zastanawiam się skad ten @ skoro z rana czułam się fantastycznie zero objawow. A w pracy musiałam ciężkie gary dzwigac,czy to nie powod??? Już myslalam czy to nie poronienie??!!
Trudno widocznie tak miało być
((( Poplakalam się i mi ulzylo..
Jestem silna i walcze dalej!!!!!!
Witajcie,
dzisiaj jest mój 24 dc. Piersi bolą strasznie jak zawsze.
Mąż pomiędzy 10dc a 16dc brał syrop Tusipect i witaminę C na upłynnienie nasienia. Ma to brać w tym okresie przez 3 cykle, jak to nie pomoże, to ma iść na USG jąder i coś tam jeszcze.
Dobija nas to wszystko. U mnie może być taki problem, że mogę mieć niedrożne jajowody. Czeka mnie laparoskopia, ale mój gino nie chce mnie tym męczyć dopóki nie będzie wszystko ok z mężem.
W ogóle widzę że coś się ze mną dzieje nie tak... jestem strasznie nerwowa, zmierła, ciągle się kłócę z mężem, bo wiecznie coś mi nie pasuje... męczy mnie ta sytuacja...
Właśnie się dowiedziałam, że mój przyjaciel którego znałam całe życie umarł...
Jestem zrozpaczona, nie wiem co z sobą zrobić, nie dociera to do mnie
[*]
Coraz bardziej dokuczać zaczynają mdłości ...i to nie tylko rano lecz cały dzień. Ciągle czuję się głodna ale nie mogę jeść bo mnie mdli na widok jedzenia...
Coraz gorzej też znoszę ciągłe leżenie w łóżku.
Plamienia nie ustąpiły ale czuję,że jest zdecydowanie mniej niż było no i najważniejsze,że krew się nie pojawia.
W środę mam wizytę u lekarza i z jednej strony nie mogę się już doczekać z drigiej pomału zaczynam się denerwować...
MUSI BYĆ DOBRZE ...
no i niestety cały miesiac musze spedzic sama, mezu daleko. dobrze, ze mam kotka, chociaz do niego moge sie przytulic podczas samotnych wieczorow.
10 do lekarza, jestem ciekawa co tym razem mi powie? jesli do jesieni nie bedzie zadnych pozytywnych rezultatow to przepisuje sie do innego lekarza. to juz moj 4 bedzie, podobno bardzo dobry, ale tez i nie tani, jedna wizyta to koszt 300-400 zł. jednak jak to sie mowi, szczescie musi kosztowac.
narazie jestem dobrej mysli i nadzieja mnie nie opuszcza 
Właściwie nie tak miało być.
Właśnie powinnam szykować się do porodu, a może właśnie tuliłabym maleństwo w ramionach? Pokój powinien być uszykowany, łóżeczko czekać na nowego lokatora. I ciuszki powinny być poprane.
Żyłabym sobie w spokoju, w błogiej nieświadomości zagrożeń i próbowała sprostać wyzwaniom rodzicielstwa.
A w zamian? Mamy początek czerwca, a ja za sukces uważam każdy zakończony tydzień ciąży, odliczam dni i tylko mam nadzieje, że zarówno ja, jak i maleństwo damy radę wytrwać do 37 tc. Piekielnie boję się przedwczesnego porodu, a każdy dodatkowy tydzień przynosi ulgę - w końcu, w razie, gdyby wiatry okazały się niesprzyjające każdy dodatkowy tydzień zwiększa szanse na przeżycie maleństwa.
Zadziwiające, jakimi filozofiami człowiek się karmi, żeby tylko uspokoić duszę.
Już za 27 min będę mogła mówić, że na liczniku jest 24t1d - jeszcze tylko około 13 tygodni...
Tylko te bóle, przypominające miesiączkowe (znacie ten moment, to spięcie tuż przed pojawieniem się krwi) doprowadzają mnie do szaleństwa. Zalecenia? Odpoczynek + luteina 3x1. Drugi dzień pełnej kuracji za mną, ale jakoś nie czuje różnicy.
Niestety koniec urlopu:( i dzisiaj już do pracy ehh. Odliczam już dni do właściwego urlopu w lipcu. Teraz tylko wytrzymać do urlopu!
27 dc
11 dpo temperatura przez chwilę trochę wyżej teraz od dwóch dni znowu w okolicach 36,6. Jeżeli program się nie pomylił to @ wyglądać czwartek, piątek jak się pomylił to w środę (ale nigdy nie miałam tak krótkiego cyklu więc to raczej nie możliwe chyba, że jutro temp poleci to wtedy oczywiste).
Podbrzusze dokucza. Cyce napompowane (jak co miesiąc o tej porze). Trzeba czekać do końca tygodnia i NIE ROBIĆ ŻADNYCH TESTÓW! (nie ma sensu).
Czy któraś z Was po wypiciu ziółek o Sroki odczuwała swoje jajniczki???
4 dc
@ powoli odchodzi, i tak dość łagodnie przeszłam ją w tym cyklu...
odebraliśmy wyniki męża z badania nasienia, cóż...
szału chyba nie ma, wręcz przeciwnie.
najbardziej jestem zaniepokojona 4 wynikami, m.in.:
* ruch postępowy - 11% (norma - 32%)
* koncentracja plemników - 8,80 mln/ml (norma - 15,00 mln/ml)
* całkowita liczba plemników w ejakulacie - 17,60 mln (norma - 39,00 mln)
* liczba plemników o prawidłowej budowie - 1% (norma - 4%)
reszta jest w normie, ale te w/w najbardziej mnie martwią, bo są chyba najważniejsze do poczęcia dzidziusia.
może nie przeżywałabym tego tak, gdyby nie fakt, że mój M. zaczął głupio gadać, że na co mi taki mąż, który dzieci nie może mieć, i takie tam.
normalnie tak mnie wk*rwia takim gadaniem, ja wiem, że mu ciężko, bo wyczytał gdzieś na necie jakieś pierdoły, ale musimy się wziąć w garść.
wrrr...
sama od siebie kupiłam mu Salfazin, łyka go razem z Folikiem, i tak myślę, jeszcze co by mu tu kupić, żeby jakoś pomogło.
pierwsze co to i tak muszę iść najpierw do ginekologa, żeby pokazać mu te wyniki i niech określi albo w lewo albo w prawo.
wiem, że to na pewno na jednym badaniu nie poprzestanie, nawet męża już poinformowałam, przyjął na szczęście to do wiadomości, także póki co czekamy i sami się próbujemy podleczyć.
chciałabym również iść na monitoring cyklu, albo chociaż na taką jednorazową wizytę w trakcie owu, żeby sprawdzić jak to tam wszystko się prezentuje, tylko nie wiem, w którym dniu było by najlepiej iść...
w nast. tygodniu czeka mnie jeszcze TK głowy, eh akurat w 1-szy dzień przewidywanej owulacji, w czwartek badania krwi, w tym TSH, ciekawe co wyjdzie tym razem.
bo zwiększyłam dawkę Euthyroxu do 50. zamiast 12,5.
póki co się nie nastawiam, żeby się nie rozczarować 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2013, 14:12
stres..dużo stresu...zdaje się, ze wczoraj miałam dzień szczytu, ale cóż..stres w pracy nie wiem czy nie popsuje wszystkiego..kurcze, a tak mi dobrze szło z tym nie przejmowaniem się, a tymczasem znowu wzięłam pracę do domu.
czasem myślę, że może to dobrze, że nie zaszłam jeszcze w ciążę, bo to moje życie i zobowiązania mogłyby się odbić na dziecku. Choć podobno zmieniają się priorytety...podobno..
Nie chcę zobaczyć za 7 dni dwóch kreseczek. Nie chcę po prostu! Dziś okazało, że mam ureaplazmę. Mąż oczywiście też. Jutro pewnie się dowiem, że mam jeszcze chlamydię...
Leczenie antybiotykami, miesiąc przerwy, ponowne badanie i można się starać. Stracimy "tylko" jeden cykl, ale za to znów po antybiotykach pogorszą się już i tak złe wyniki nasienia...
Nie chcę teraz tych dwóch kreseczek. Chcę wyzdrowieć i mieć zdrowe dziecko. Nie chcę mu przekazać tego świństwa złaszcza, że przez to może nie przeżyć.
Ciężko mi dziś...
witam, i zaczal sie czerwiec ..w tym miesiacu bede sie starac po miesiecznej przerwie...niby mam nadzieje ale w glebi serca cos mnie hamuje od entuzjazmu...''zmienil mnie czas zmienily mnie lzy...''
Kupiłam dzisiaj oeparol i zaczęłam brać na razie 3 kapsułki dziennie .
Ogólnie to w tym cyklu to leje na to co będzie bo znając życie i tak nic z tego by nie wyszło .
Mam dzisiaj zryty humor najgorsze w tym jest to ze w sierpniu kończy mi się wychowawczy i zwyczajnie będę musiała się zwolnic jeśli nie zajdę do tego czasu ...No ale chyba powoli muszę się z tym pogodzić ...no wyjścia innego niema
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2013, 19:17
Nie mogę się pozbierać... co chwilę wybucham płaczem...a mam tyle na jutro do zrobienia... i jeszcze ten egzamin
[*]
Dzis pecherzyk ma 21 mm owulacja za ok 2 dni niestety starania musimy zawiesic w posiewie wyszlo, ze mam bakterie dzis zaczelam brac antybiotyk. Mam nadzieje, ze sie wylecze czytalam ze ponoc ta bakterie ciezko sie leczy...
Wczoraj znowu źle się poczułam.W sobotę podobnie...Chyba muszę iść się przebadać...Coś musi być na rzeczy...
W tym roku Dzień Dziecka, był faktycznie Dniem Dziecka...zobaczyłam tego dnia bladziutką kreseczkę na porannym teście zwiastującą kolejny etap w naszym życiu. Przyjęłam to z dużym spokojem, cieszę się, ale wiem, że to dopiero maleńki krok w stronę szczęścia.Jak będą wyglądały najbliższe miesiące?czy przetrwamy? Jaki jest przygotowany dla nas scenariusz życia?Mam nadzieję,że to nie będzie kolejny dramat...
Póki co ze spokojem patrze w przyszłość, bo przecież co jest mi pisane i tak się wydarzy...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.