Zero wpisów powod problemy z internetem...
21 zarejestrowalam sie do innego ginka, mam nadzieje ze on znajdzie przyczyne moich poronień, już jutro idę na wizytę.
A juz niedlugo mam nadzieje @ nie nadejdzie, zrobie test a tam ukaza sie dwie kreski no ale zobaczymy... :)

Ciąża donoszona :)
Teraz tylko pozostaje czekać, aż syn postanowi wyjść. Wolałabym aby w miarę jak najszybciej wyszedł - mniejsze dziecko łatwiej urodzić. No ale wiadomo jak to jest. Wyjdzie jak mu się zachce. Wszystko w sumie jest już prawie gotowe na jego przyjście. Zostało tylko poskładać łóżeczko i przewijak, no i skończyć układać jego rzeczy w szafie.

Ogólnie czuję się dobrze - czasem pojawią się lekkie skurcze czy bóle jak przed okresem. Zwykle nie trwają one długo, ale dziś w nocy mnie ten ból obudził. Myślałam nawet czy się nie zaczęło, ale po jakiś 10/15 minutach przeszło. Na razie jest cisza i spokój, znaczy syn się wierci (jak to mąż twierdzi - wygląda to jak w filmie obcy :P) ale skurczy czy bóli brak. Razem z mężem się śmiejemy, że syn na pewno będzie chciał wyjść w najmniej odpowiedniej chwili i że na pewno coś pójdzie nie tak. Oczywiście mąż dba o wszystko i tak:
- pilnuje aby oba auta były zatankowane minimum do połowy baku (aby nie jechać do szpitala na oparach),
- na urodzinach matki w ten weekend żadnego alkoholu nie będzie pił (zresztą my ogólnie alkoholu mało co pijemy, a jak już to lampka czy dwie wina właśnie na uroczystościach typu urodziny),
- spakował psią torbę (jak się wszystko zacznie to po drodze zawozimy psa do teściów),
- przejechał się parę razy do szpitala różnymi trasami (najkrótszą + sprawdził różne objazdy w miejscach gdzie zdarzają się wypadki).
Ogólnie cały czas analizuje co może pójść nie tak i stara się temu zapobiec. No i coraz bardziej przejmuje się swoją rolą. A ja? Ja się coraz bardziej porodem stresuje. Jak to wszystko będzie przebiegać, jak bardzo będzie boleć, czy w ogóle dam radę? Ale to chyba normalnie, co nie?


Samopoczucie na dziś - bez zmian szczęśliwa, chodź coraz bardziej zestresowana.

14 cs 24 dc 8dpo
No i dobra, of nie zmienił już zdania, owulacja była w sobotę, szkoda że rano nie było tego obiecanego seksu no ale przeżyję to jakoś. Nie czuję nic, nie wszywam sobie nic, mam tylko nadzieję, że 1 lutego idąc do mamy w 5tą rocznicę jej śmierci będę mogła jej powiedzieć, że chyba się udało. Mam też nadzieję, że to co życzył szwagier na urodziny teściowej właśnie w tą owulacyjną sobotę, czyli wnuków, spełni się jeszcze w tym roku a najlepiej do października:D Swoją drogą, co raz częściej się zastanawiam, czy jeśli kiedyś nam się uda i jeśli będziemy mieć córeczkę czy nie nazwać jej Elżbieta, Elunia, hmmm. Mężowi średnio się chyba podoba, ale jemu nie podoba się nic co mnie się podoba:D Tak samo jak imię Patryk mi się podoba a jemu nie ale Patrycja już tak, przecież to prawie dwa takie same imiona:D

Za oknem zima jak trzeba, a ja już chcę wiosnę, lato! ciepełko! Nie cierpię tego zimna, ubierania się w milion pięćset rzeczy i wracania do domu ''w nocy''. Jedyna fajna rzecz to nasze wieczorne spacery z psami i wojna na śnieżki :D my się rzucamy a psy biegają w te i we wte za kulkami :D I koniec pozytywów. W dodatku moje bmw z napędem na tył się wcale do tej pogody nie nadaje bo co chwila niechcąco driftuję:D pewnie sobie ludzie myślą, że spadł śnieg i już wszyscy są drifterę. Ja przynajmniej tak myślę jak widzę ludzi na zakrętach specjalnie gazujących. Jednego takiego mój mąż ostatnio lawetował bo urwał koło o krawężnik, brawo on o.O :D

A tak poza tym nic szczególnego się nie dzieje. Zaczynam się zastanawiać nad walentynkami i nie wiem co robić, czy kupić jakąś fajną nową bieliznę i wino i spędzić miły upojny wieczór czy też kupić R coś praktycznego. On właśnie z tych praktycznych ale moje przebieranki też lubi ;D

Wracając do starań i w ogóle. Szczerze mówiąc już nie mam siły chyba nawet do załamywania się, przychodzi okres, jestem zła, no ale trzeba iść dalej. Matko, co ja bym dała teraz za bliźniaki, żeby już więcej nie podchodzić do starań. A kiedyś Boże broń. To nawet dobrze, że jest u nas spore prawdopodobieństwo mnogiej ciąży :) I tak sobie nieraz wmawiam, że dlatego tyle czekamy, bo czekamy na dwójkę;)

Znowu muszę poruszyć temat mojej najlepszej kumpeli, która jakiś czas temu w stresie robiła testy. Otóż przyjdzie do mnie w środę zrobić test, bo prawdopodobnie mimo tabletek miała owulacje bo pojawiły się u niej plamienia i ból jajników jednego dnia w którym oczywiście był sex z facetem ale ona dopiero później sobie wszystko do kupy poukładała i przyjdzie zrobić test zanim zacznie kolejny blister tabletek. Na szczęście A, jest na tyle ogarnięta, że rozumie moje uczucia, i obiecała mi już ostatnio nie załamywać się za nadto jak się okaże, że wpadli, bo wie ile kobiet na tym świecie, między innymi ja oddałoby tak wiele, za bycie mamą.

Będę powoli kończyć, jutro wybieram się z kumpelą i Zuzią na przymiarki sukni ślubnych, wesele w sierpniu, ona będzie mierzyć a ja będę pilnować Zuzełe <3 Swoją drogą, to też nie pomaga, często po wyjściu od niej mam swego rodzaju depresję, że nie mam swojej pociechy, ale u niej tego nie pokazuję, bo nie chcę stawiać jej w niezręcznej sytuacji. Jest i oczywiście moja (zachodzę w pierwszym cyklu) siostra, która nie pomaga, kolejny raz dzwoniąc informując mnie, że poza tymi 30 (stan na lipiec2015) kartonami ubranek dla dziewczynki i chłopaka, odparzacza, wózka i łóżeczka jest jeszcze karton pościeli kołderek i kocyków. I żeby mnie źle nie zrozumieć, jestem wdzięczna za to wszystko, naprawdę zaoszczędzę fortunę, ubranek chyba w ogóle nie będę kupować, bo pewnie jeszcze teściowa będzie kupować jak wściekła i będę dziecko/ci:D przebierać 20957126 razy dziennie dla funu ale jej nastawienie w stylu ''co to za filozofia zajść" jest dalekie od bycia pomocnym.

Dodatkowo postanowiłam, że jak do marca nie zajdę, to składam podania o pracę w szkołach podstawowych i przedszkolach. Plan był ciąża działalność ale najwyraźniej nie taki plan dla mnie miał Ten na górze. Nie widzę siebie w tej pracy, uwielbiam korepetycje i szkoły językowe ale szkoła to inna rzeczywistość. W dodatku czeka mnie najpierw rok stażu i praca w zasadzie jak normalny nauczyciel za 800 zł na rękę co w porównaniu do moich korepetycji jest jak niebo a ziemia.


Ależ nawaliłam, nie wiem w ogóle ile osób to czyta, może z 5, ale z doświadczenia wiem, że dzienniki papierowe się u mnie nie sprawdzają a tutaj chociaż co jakiś czas coś napiszę.

Wszystkim staraczkom powodzenia, niech ten nowy rok będzie OWOCNIEJSZY ;)

Do sosenki, dziękuję za wszystkie komentarze, dużo zdrówka dla maluchów i żeby saturacja była ok i żeby Wasza rodzinka była wkrotce w domu w komplecie:)

Do pudelka, również dziękuję za komentarze, niech synuś zdrowo rośnie :)

Do Emilki, nie załamuj się tak, będzie dobrze!;)

Mialam kilka ciezkich dni. Zawsze wszystko mam w zyciu zaplanowane a tu nic z tego.

Szlam na HSG myslac, ze po laparoskopii mam oba jajowody niedrozne a tu co, oba drozne. Nawet sie lekarz zdziwil, mowil, ze na 90% niedrozny bedzie chociaz jeden i bedziemy przepychac. A tu calkiem inna historia.

Wychodzi na to ze podwyzszona mam prolaktyne, musze sie wiec udac do endo (mam nadzieje ze mi sie uda jak najszybciej), do lekarza, do ktorego chece isc dopiero jestem zapisana na 8 lutego sprobuje moze cos wczesnie zalatwic u lekarza rodzinnego (bo nie mieszkam w Polsce). No i dostalam CLO i pregnyl na pekniecie, wiec jestem przerazona, lekow nie lubie brac a tu coraz ich wiecej....

Swoje juz wyplakalam przez ostatnie dni wiec musze sie wziazc w garsc, moj M juz nie wiec co mowic, wiec zaczyna, ze moze nam to dziecko nie potrzebne...

No i oczywiscie piekna, ksiazkowa owulacja dzisiaj, tak wyraznego testu jeszcze nie widzialam. I to teraz jak przez to HSG sie starac nie moge, no kurcze zawsze mnie organizm przechytrzy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2016, 20:11

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 25 stycznia 2016, 07:29

Tysia szczesliwie mdlosci mnie omijaja ale zeby nie bylo za kolorowo cos mnie boli nad posladkien tak ze bol promieniuje po calej nodze i nie moge stac wyprostowana. Czytalam ze to powiekszajaca macica moze uciskac jakis nerw ktory powoduje rwe kulszowa?

I tak nie jest to najgorsze...

najgorsze jest to ze maz jest chory...wiesz co to oznacza? Facet z katarem? To prawie jak umierajacy czlowiek :-D:-D

I tak minal weekend.

Dzisiaj powiem kolezance z pracy o ciazy. Ktos musi wiedziec zeby w razie czego mogl interweniowac. Za tydzien szefowa jak bede miec juz zaswiadczenie. Ciekawa jestem reakcji :-)

Rosnij Duszku niedlugo sie widzimy! ♥

We wtorek po pracy dostałam krwotoku, pojechałam od razu do szpitala. Oczywiście nic nie zrobili jak zawsze, wzieli tylko mocz i pobrali wymaz z pochwy. Nie mam pojecia co z maleńswtem, mmam czekać na USG do środy. Krwawienie ustało tego samego dnia. Mam zwolnienie lekarskie do 4 lutego. Z jednej strony strasznie się boję, a z drugiej mam jeszcze troszkę nadziei.

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 24 stycznia 2016, 15:22

Słowem wstępu… Nie lubię tego miejsca. Klinika, która leczy chorobę jaką jest niepłodność, dodajmy za niemałą ilość PLNów, powinna chociaż sprawiać wrażenie, że opiekuje się pacjentami i zależy im na ich w miarę dobrym samopoczuciu i komforcie. Ktoś na forum kiedyś wspominał, że nasza klinika nie należy do najbardziej przyjaznych miejsc jeśli chodzi o załatwianie spraw w recepcji, ze względu na sporą widownię składającą się z oczekujących na wizytę pacjentów. Niby wszyscy jesteśmy tam z tego samego powodu, i wszyscy o tym wiemy, ale mimo wszystko… nie lubię tego miejsca

A teraz informacje z frontu: wczoraj pojawiliśmy się w klinice, Mąż oddał swoją „część” naszych przyszłych zarodków i czekamy do wtorku. Nikt nie był w stanie powiedzieć nam ile oocytów się rozmroziło. Po kilku godzinach dzwoniłam też do jakiegoś „przypadkowego” (czytaj: nie mojego) lekarza, którego tak o te moje oocyty zmolestowaliśmy w klinice, że dał mi swój nr i kazał dzwonić i się dowiadywać. Niestety jak dzwoniłam to nadal nic nie wiedział, bo embriolodzy nie przekazali żadnych info i nic nie wiemy. Mamy się dowiedzieć w pn. A skoro w pn dopiero ktoś mi coś może powiedzieć, to równie dobrze mogę poczekać do wt. Boję się, że nasienie było tak kiepskie, że w ogóle tych oocytów nawet nie zaczęli rozmrażać. Ehh ten mój wrodzony optymizm :D

Na wtorek zaplanowany mamy transfer. Chociaż przy tym podejściu starałam się nie nastawiać jakoś optymistycznie, że cokolwiek z tego wyjdzie, to chyba mi się to nie udaje i jakaś nadzieja zaczyna we mnie kiełkować, że może tym razem jednak coś z tego będzie…

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 24 stycznia 2016, 18:20

19dc (według ovu 6dpo)
Wiadomo, że muszę być dziwnym przypadkiem, program zaznaczył mi owulację piękną ciągłą krechą, temperatura faktycznie wyższa, a na usg pęcherzyk i znów obawa, żeby nie zrobiła się torbiel..

Jak zawsze musi być u Nas na wariackich papierach i wszystko jakoś tak nie normalnie.. A może po prostu to nasza norma:) G. ma wolne i pojechaliśmy złożyć dziadkom życzenia, mieliśmy zostać do niedzieli.. Dzwonię w czwartek do profesora, bo miałam umówić się na wizytę na następny tydzień, a on mi mówi, że jego nie będzie.. Ale jak usłyszał, że chcemy ivf to przyjął mnie w sobotę.. I życzenia złożone dziadkom i powrót do domu, odebrałam jeszcze kilka wyników i do lekarza.. Zapisał mi elonva (chyba tak to się pisze), bo niby mocniejsze, a na moje niskie AMH to trzeba końskiej dawki.. W 2dc mam zrobić progesteron i jak odbiorę wynik to mam do niego zadzwonić i zdecyduje co robimy, w 3dc podaję sobie zastrzyk.. Tego leku jest jeden ogromny plus, daje sobie jedna dawkę, która działa 7dni.. Bałam się zastrzyków kilka dni z rzędu i sinego brzucha.. Zapytałam jeszcze raz o zwolnienie lekarskie bo ostatnio tak mi odpowiedział, że zrozumiałam, że zaraz po punkcji mam leżeć, a muszę powiedzieć coś w pracy.. I trochę na mnie naskoczył, że w Polsce to wszystkie bierzemy L4, a za granicą wszystkie chodzą do pracy do ostatnich dni.. Ciąża to nie choroba i takie tam.. Jak powiedziałam, że ja wole do pracy, bo nie chce myśleć, ale mam prace fizyczną, to trochę zmienił front i powiedział, że może kilka dni.. I nadal nic nie wiem.. A w pracy mogę oszukiwać i tylko tam być, ale wolałabym, żeby się określił.. Leżeć czy mogę chodzić..

Jeżeli mój organizm będzie tak miły to od 1 lutego zaczynamy.
Moje obawy:
Takie prozaiczne co mam powiedzieć w pracy, moja jest taką plotkarą, że najchętniej nie mówiłabym nic, ale lobię ta pracę i wiem, że jak nic nie powiem, nie zaufam jej to wcześniej lub później mnie zwolni, zwalnia wszystkich, którzy się jej nie tłumaczą, wniosek trzeba jej powiedzieć.. Chciałabym jak najmniej, ale ta baba działa na mnie tak, że co chce to ze mnie wyciągnie.. Plan - powiem jej we wtorek, że szykuje mi się kolejne L4, a co z tego wyjdzie to zobaczymy..

Boję się, że z moich jajników nie da się nic wykrzesać.. Że wydamy tyle kasy.. Pożyczonej w większej części i nic z tego nie wyjdzie.. Jestem pozytywnie nastawiona i wierzę, że się uda, ale jednak ta myśl wraca.. Moje cholerne niskie AMH!

Boje się tego oczekiwania po transferze, dostanę na głowę, jeżeli faktycznie będę musiała leżeć.. Ja mam ADHD i nie wyobrażam sobie jak ja je posadzę.. Ale mam na to plan.. Uszykowane 2 książki i w razie czego koleżankę, która ma ich miliony i chętnie pożyczy:)Mam nadzieje, że to pomoże ADHD utrzymać w ryzach:)

I wiadomo, ze boję się, że zrobię test i zobaczę to co zawsze.. Biel, która bije po oczach.. Boje się bo jestem pozytywnie nastawiona, a im bardziej wierze tym boleśniej boli upadek:(

Czytałam, że macica jednorożna jest powodem poronień, bardzo boje się, że się uda i nie utrzymam ciąży.. Kolejna myśl, która od siebie odpycham, ale gdzieś z tyłu głowy siedzi.. profesor powiedział mi, że mam nie martwić się na zapas i on uważa, że jak ktoś ma poronić to poroni, on zrobi wszystko co w jego mocy, a ja mam nie myśleć na zapas:)

Moje nadzieje:
Mam bardzo dobre przeczucia, ze się uda.. Mój G. mówi na mnie czasem czarownica bo wiele moich przeczuć się sprawdzało.. Nic mu nie mówię, bo nie chce zapeszyć, ale wierzę w powodzenie:)taka radosna i pozytywnie nastawiona to chyba nie byłam nigdy:)

13 tc ( 12 tyg.+3 dni)

Melduję się na fiolecie! Późno bo późno, ale jednak :)Zaczynam nadrabiać zaległości,powoli uzupełniam pamiętnik.

Na początek wkleję zdjęcie tego szczęśliwego testu, zrobionego 26 listopada 2015 roku gdzieś o godzinie 23 (bo cały dzień z tym zwlekałam, bałam się jak cholera i w końcu mąż zapędził mnie do łazienki)

sni1wl.jpg

Bladzioch, prawda? A tu kolejny test zrobiony następnego dnia, coby sprawdzić czy druga kreska nie zniknęła :)

15gr23q.jpg

No i cóż ja wam mogę powiedzieć? Był szok i niedowierzanie (chociaż podświadomie czułam, że jestem w ciąży). Szok, no bo jak to się udało skoro tyle czasu się nie udawało? I jak my żeśmy to zrobili? Nie wiem, naprawdę- liczy się efekt:) W naszym przypadku piątek 13-stego okazał się szczęśliwy( miałam wtedy owulkę). Ale wydaje mi się, że dużo dało wyluzowanie. Przestaliśmy myśleć o ciąży obsesyjnie, zajęliśmy się normalnym życiem. Ja zaczęłam we wrześniu nową pracę, którą pokochałam od razu. No i pomyślałam, że głupio byłoby od razu zajść w ciążę (hue hue hue- dziecko było innego zdania). Po drodze wydaliśmy trochę kasy na remont chałupy ("trza zrobić sypialnię bo i tak dzieciaka nie będzie"- 2 tygodnie później po tych słowach dowiedziałam się o ciąży). Kupiliśmy auto, oczywiście na kredyt na kilka lat- mój mąż powiedział "No to teraz do kredytu brakuje nam dziecka"- voila! :)
Ale jesteśmy przeszczęśliwi. Ja oczywiście, jako urodzona pesymistka i hipochondryczka mam różne dziwne fazy (np. przeszukiwanie internetu bo mnie lewy sutek przestał boleć). Pomaga mi wtedy wyłączenie komputera....
Za kilka dni zaczynam 2 trymestr. Jest to już jakiś krok milowy. Najgorszy okres stresu za nami. Za kilka dni mam usg prenatalne. Pani Dr, do której idziemy ponoć z duża trafnością określa płeć dziecka w 13 tygodniu- zobaczymy :)

Na razie kończę wpis, idę się przespać. Śpię jak kot, po 16 godzin dziennie z przerwami na jedzenie i małe drzemki hahaah :)Wkleję Wam jeszcze zdjęcia mojego Brzdąca z 7, 11 i 12 tygodnia. Jakość zdjęć powalająca, robione kartoflem a nie aparatem...
7 tydzień.
2el5n3n.jpg

11 tydzień.
20atpwk.jpg

12 tydzień
2vt5is4.jpg

I na koniec, żeby nie było tak słodko- wklejam mojego Koteła. Obrażonego na cały świat.
2s9dlro.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2016, 18:45

Niedziela dzień lenia :) mój siostrzeniwc skończył dziś 3 lata cioci drugi Mis <3 widzac jego radość przy odpakowywaniu prezentów bezcenna :) uśmiech dziecka to najpiekniejszy prezent jaki można dostać <3 To pragnienie jakie przeszywa serce by mieć już swojego szkraba. Widzac mojego M, który bawił się z nim aż łezka kreci sie w oku bo wiem jak On pragnie mieć 'dziewczynke' a ja jej nie moge mu jeszcze dać :( ale jest dobrze dzień minał w radości i śmiechu :) mieć takiego męża to najwiekszy skarb jaki mogłam dostać w życiu :) <3

Wierzę, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny.
Oprócz dziecka nie brakuje nam niczego. Kochamy się z mężem bardzo mocno, jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Oboje mamy prace, które lubimy. Mamy dom. Mamy naprawdę wiele i jestem pewna, że nie jedna osoba chciała by mieć takie życie jakie mamy.
Od dłuższego czasu czuję wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy innym. Doszłam do wniosku, że może to, iż Bóg nie obdarza nas dzieckiem to ma względem nas inne plany. Może powinniśmy pomyśleć o adopcji, aby dzielić się naszą wielką miłocią z jakąś małą, bezbronną kruszynką, która czeka na kogoś kto się nią zaopiekuje.
Wiem, że adopcja to jest bardzo poważna decyzja, do której powoli, bardzo powoli ale dojrzewam. Przeraża mnie jedynie ta długa procedura przez którą trzeba przejść....

Juz wiem skąd te dziwne nastroje z rana. Dostałam właśnie @ i walczę z bólem brzucha. W nadchodzącym cyklu spróbuje mierzyć temperatura, zobaczymy co z tego wyniknie. A skąd tytuł pamiętnika? Bo wydawałoby sie, ze mam dobre poukładane życie, całkiem wygodne, ale uświadomiłam sobie, ze bez dziecka walka o lepszy byt jest bez sensu. Dla siebie nie mam po co walczyć i o co sie starać. Jak dla mnie samej to mam juz wszystko czego potrzebuje. Mam nadzieje ze juz niedługo dziecko zwróci mi sens życia.

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 26 stycznia 2016, 17:53

26.01.2016r. wtorek, dzień 83, 17.20

Uhuhu, moje idealne dziecko się popsuło mi przez wyjazd!
Wczoraj od prawie 16 do 17.30 moja córka protestowała! No bo jak to? Tyle dni spędziła na rękach. U Babci jednej, drugiej, Dziadka jednego, drugiego, kilku wujków i u tysiąca ciotek! I jakoś dało się żyć bez leżaczka? Matka, co to za oszustwo?! Na ręce mnie i już! Tylko wtedy zapanuje cisza! Może to nie był jakiś regularny płacz, lecz kwilenie, żalenie się i gęba w podkówkę. A gdy Młoda wracała do bujaczka/kanapę/łóżko... ohoho krzyk! I spała tylko tyle co na spacerze, czyli nie za dużo tym razem. O 17.30 mąż wrócił z pracy zastał nas w stanie jednej wielkiej kłótni (nie ma jak to dwie baby pod jednym dachem) zaczął negocjacje z jedną i drugą i oddelegował nas do sypialni na pogodzenie się. Może się wydawać, że w sumie co to jest półtora godziny marudzenia przeplatanego ciszą (wtedy gdy brałam ją na ręce)? Ale dla bananowej matki to okropnie dużo! Byłam na skraju wykończenia nerwowego! Położyłyśmy się obie wymęczone naszą walką i obie zasnęłyśmy. No a potem...? Potem znowu było bananowo :P
Dzisiaj Młoda w drodze przeprosin (chyba) spała aż do 12.30 (z przerwą po 8 na 10minutową przekąskę). Mogłam zacząć nową książkę zacząć czytać, ogarnąć mieszkanie, siebie i zjechać windą po wózek. Spacer też udany, ogólnie fajny dzień. Anastazja ciągle "gada" do mnie, do kota (głuży znaczy się...mam wrażenie, że pojawia się nawet jakaś intonacja opadająca i wznosząca - muszę doczytać czy to możliwe)... Spacer udany, Nastka sprawdziła czy osiedle się nie zmieniło podczas jej nieobecności. Po spacerze położyłyśmy się z Uzim na kanapie i ucięłyśmy małą drzemkę. Coś głowa mnie bolała, ale jednak sen nie pomógł i musiałam jednak łyknąć paracetamol. Boląca głowa, wieczór, dziecko, ja.... I bez bólu głowy zdarza się że mam muchy w nosie wieczorem, więc nie ma co ryzykować.
No i jednak idealne dziecko wróciło. Leży na macie i rozmawia ze swoimi przyjaciółmi (jacyś śmieszni są, bo ta ciągle rży jak kobyła), zwija się w krewetkę i przewraca na boczki by sprawdzić, czy wszystko na miejscu jest. Nawet w leżaczku spędziła sporo czasu podczas mojego gotowania. Chyba powoli wydzieram dziecko z trybu mazurskiego.

A i jeszcze. Śmianie się w głos z Taty jest super, ale Nasti chyba zna jakieś super dowcipy, bo gada sobie coś do siebie, a potem rechocze w głos! Szkoda, że z matką humorem się nie podzieli... :)

No nic, uciekam z Młodą po kwiatki dla Ciotki co to sobie nogę zwichnęła na pracowniczym corocznym balu :) już my ją pocieszymy... :)

IMAG2633.jpg
free picture upload

Czy ja ta ciąże przejzyje do końca to nie wiem ok 12 zlapaly mnie mdłości potem silne wymioty Boże nigdy tak nie miałam czymś się strulam.... Moja babcia dzwoniła by powiedzieć że mam odgazwowac colę i wypilam gorzej było niż przed nią cała noc meczylam się nawetn aż dzwonił do zakazanego szpitala ale nie proponowali ciężarnej przyjazd brak wolnych izolatek do tego oddział z odra oj dziękuję sobie pomyślałam.. od 3 w nocy było apogeum siedząc na wc a przed sobą miska aż coś podkusilo mnie bym jeszcze raz spróbowała z tą cola teraz ja odgazowalam dłużej i po malutkich lyczkach wymioty minęły choc czuje się obolala mąka szaleje a jak wymioty miałam to Ina szalała tak bardzo nie wiedziała co się dzieje stąd taki szalej..... Kończę bo padam na ryjek

kredeczka91 groszki, fasolki i inne 24 stycznia 2016, 22:04

28+4
Do odnotowania jest male przeziebienie, oczywiscie zwiazane z zatokami, ale poradzilismy z nim sobie szybciutko naturalnymi sposobami ;) ostatni tydzien stycznia spedzamy u mojej mamy pilnujac pieskow, Robert nadal na l4 nie wiadomo czy nie do konca lutego mamy wiec dlugie wakacje i duzo wspolnie spedzonego czasu :) taki prezent od losu nam sie trafil, jestem dzieki temu spokojna i szczesliwa, a Maksiu fika az milo! Na luty zostaje mi wyprac i wyprasowac wszystko no i kupno kosmetykow i pieluszek, a potem czekamy :D

Magic, z allegro 200 sztuk, nie pamiętam już konkretnie :)

Zosia jest cudowna <3
Po pierwsze nauczyła się pokazywać rączką "jaka Zosia będzie duża" i szpanuje sztuczką na prawo i lewo.
Po drugie wymyśliła własny sposób na blw :D kładłam jej kawałki kalafiorka na podkładce krzesełka, a ona się pochylała i wciągała je ustami. Myślałam, że padnę :D :D :D
Po trzecie zaczęła się puszczać i próbować robić samodzielne kroczki <3 Wyjdzie jej max półtora kroku zanim jest wielkie jebut, ale i tak, że się już odważyła, szacun wielki <3 Tylko teraz uważać trzeba strasznie...
Po czwarte, jak jej się chce daje buziaka na "daj buziaczka" rozdziawia paszczękę i jest buziak :D
Nie chce już siedzieć u siebie w pokoju, woli łobuzować wszędzie indziej, nawet jeśli mamusia w pokoju została. Ojca ostatnio zamknęła :D I stanęła opierając się o drzwi żeby przypadkiem nie wyszedł ;)
Je bardzo ładnie póki co. Ślini się okrutnie, ale nowych zębów brak. Gada jak nakręcona, ale nic sensownego. Na zrób brrrrrum czasem robi brum ustami. Jak ostatnio mąż na nią nakrzyczał, że nie wolno kontaktu, to jak potem coś mówił, że nie wolno to patrzyła na kontakt :) Rany, trybiki zaskoczyły i tempo w jakim uczy się różnych pierdółek mnie zdumiewa. Coraz więcej umie zapamiętać, ma straszną radochę z tego co się nauczy, no jest cudowna po prostu i tyle :)

Zważona u lekarza - 9110g na 9,5 miesiąca. Zmierzona pi razy oko - 71cm. Obwód główki 45,5cm. Ubranka na 80 coraz częściej pasują, zapas mi się przerzedził...

Chodziłyśmy z przyjaciółką w poszukiwaniu sukien ciąg dalszy. No i jest. Znalazła się ta najpiękniejsza i najlepsza, ale moja M. jak zwykle nie zdecydowana, ona by jeszcze poszła tu i tam, bo co jak tam coś ładniejszego będzie? A serio, ta suknia to 10/10. I jeszcze z salonu prosto, więc taniej, tylko drobne przeróbki by musiały być. Mam nadzieję, że jutro zadzwoni i ją weźmie. Bo jak jej wykupią, to jeśli ładniejszej nie znajdzie (a pewnie nie znajdzie) to będzie musiała zapłacić dwa razy tyle albo wziąć inną :P

No i wczoraj jeszcze imprezę teściowa zrobiła. Męża swojego pominę milczeniem, że go nie zabiłam to chwała mi. A Zosia była rozchwytywana. Szła dość chętnie do wszystkich cioć. Wujkowie nie próbowali :P Zaczepiała, gaduliła, czasem się uśmiechnęła, znów usłyszałam, że musi po domu super kapcie usztywniane nosić (był terror laktacyjny, teraz się zmienił na obuwniczy wtf????), a na koniec jeden wujek zszedł z nią na dół i zagrał jej kołysankę na gitarze. Zapatrzona była jak w obrazek <3 Ciocie zachwycone, jedna nawet przyniosła Zosi z serii jej ukochanych rzeczy - książeczkę materiałową.

kas:) mój i tylko mój 26 stycznia 2016, 18:20

22.01.2016 pierwszy dzień
W szpitalu byliśmy już o 7.30. Izba przyjęć, rejestrowanie się ktg i czekanie na badanie przez lekarza. W między czasie widzieliśmy p. Ule, położną z Pępka świata a dr Baran zobaczył Marka. Koło 10 trafiliśmy na salę porodową i zaczęlo się oczekiwanie. O 11 podłączyli mi cewnik i pod ktg. W między czasie kroplowki. Cewnik bolal trochę, bardziej było to nieprzyhemnw. Na tym łóżku co i raz leciały mi łzy. Denerwowałam się jak nie wiem...przed 12 przyszedł anestezjolog.opowiedział o znieczuleniu i co będzie się działo. A potem wszedł Baran i drugą ginekolog i zabrali mnie na salę. Dostała wkucie w kręgosłup, zrobiło się cieplo, przestała czuć nogi. Było mi trochę słabo, ale cały czas stała obok pielęgniarka aneztezjologiczna i sam anestezjolog podchodził. Baran podarował mi brzuch i... Się zaczęło. Nie czulam boku, tylko gmeranie w środku i ucisk jak kładł mi się na żebra. A potem pielęgniarka powiedzial: jeszcze chwilka, właśnie rodzi się główka. A potem usłyszała płacz i dr pokazał mi małe, różowe w maziach dziecko, nasze dziecko.. Rowno o 12.00. Małego zabrali do mierzenia a u mnie jeszcze łożysko i zażywanie. Potem przyszła pielęgniarka noworodków i powiedziała: urodził się chłopiec, 3 kg, 10 PTK. Jaką byłam szczęśliwa!!! Zanim jednak go zobaczyła trochę czasu minęło..zszywanie też trochę trwalo. Potem zawieźli mnie na sale, gdzie był już Marek. Było mi zimno, ale byłam taką szczęśliwa!! Baran zajrzal do nas i powiedział że za chwilę przyjedzie Filip. I faktycznie. Filipek przyjechał do nas i został przestawiony do cycka, chwycił od razu. Polezelismy troszkę, poprzytulalismy się i za jakieś 2 godz Tatuś odwiózł synka do pielegniarek i sam też pojechał uczyć się. Ją została sama w sali. Koło 6 musiała już prosić o środek przeciwbólowy. Potem wpadła Marzena i ciocia Danka. Pani pielęgniarka przywiozła małego ale zaznaczyła, że to na chwilę, bo traci temperaturę i musi leżeć w cieplarce. Noc była ciężką, znowu dostałam przeciwbólowy. Około 23 przyszła polozna i pomogła mi wstać. Razem poszlysmy do toalety, pomogła mi się umyć i ubrać. Nawet mnie wytarla. Też ją kojarzyła z Pępka, bo jak byliśmy w poniedziałek na ktg to i ona była. Potem zasnelam, chociaż co i raz się budziła. W nocy często do mnie zakładała i sprawdzała, czy wszystko ok.

23.01 dzień drugi
Rano też pisałam z nią do toalety. Na obchodzone dr sprawdził ranę i powiedział, że goi się bardzo ładnie. A potem przywieźli małego. Co i raz probowalismy się karmic piersią, podsypialismy. Potem przyjechał Tatuś


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2016, 21:12

1 dzien cyklu... tyle mi sie spoznil, ze mialabym jak bede u lekarza. Zalatwilam sobie dwa opakowania anty, bez konsultacji z lekarzem. Nie wiem czy to madre.. moze jajniki odpoczna no i nie bede miala okresu na badania. A zobaczymy jak sie bede po nich czula. Najwyzej wezme tylko jedno opakowanie.. Co do staran, zawieszone... chyba czas odpoczac psychicznie. I wydaje mi sie to dobra decyzja, szczegolnie przed ivf.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2016, 22:53

Niestety mam problemy z tarczycą. W Polsce Pan Doktor tak mnie leczył na Hashimoto, że mam teraz bardzo silną nadczynność tarczycy i chorobe Gravesa-Basedowa. Wiedziałam, że mam problemy z tarczyca, lekarz ginekolog-endokrynolog, u którego byłam w Polsce w klinice lecznia niepłodności powiedział, że nie bedzie mnie leczył, bo trzeba być pod stałą kontolą lekarza i, że mamy zawiesić starania o dziecko, bo może być poważnie chore. Bardzo wzieliśmy sobie to do serca, wiadomo nie chcieliśmy narażać dziecka na niepotrzebne cierpienie i zupełnie odpuściliśmy temat do tego stopnia, że udało nam się zajść w ciąże !
Bardzo się stresowałam tym, żeby dziecko nie było chore. Poleciałam do endo tu na miejscu dostałam tabletki, które podobno nie miały wpływu na ciąże i myślałam że wszystko będzie dobrze. (Przy nadczynności jest duże prawdopodobieństwo poronień i wad wrodzonych, ale byłam dobrej myśli wiadomo kobiety z najróżniejszymi chorobami rodzą całkiem zdrowe dzieci, liczyłam że mi sie ida, ale ze mnie egoistka !)
No więc wyczytałam w interneci, że jedna kobieta, która miała nadczynność miała taką samą sytuacje jak ja. Czekamy na wyniki badań histopatologicznych, chociaż lekarz mówił, że w 90 % i tak nie da się wykryć przyczyny, mam nadzieje ze na wizycie 28.01 już coś będzie wiadomo.
Jak byliśmy na wizycie przed zabiegiem, mówił, że w 90% płód obumiera, jeśli miał wady genetyczne . Mówił, również, że to nie jest wina tego, że przed ciąża nie brałam tabletek na tarczyce, ani stresu, że czasaji tak się dzieje, sama nie wiem co o tym myśleć.
Jestem juz po kolejnej wizycie u endo na tą chwile wyniki są bardzo dobre, tarczyca się uspokoiła , tabletki pomagają. Niestety mówiła, że dopóki wszystko sie nie sutabilizuje w ciągu roku to nie powinnam zachodzić ciąże, a jak poprawy nie będzie to będzie trzeba operacyjnie usunąć tarczyce lub zastosować jod, lecz po jodzie nie wolno starać się przez min 6 miesiecy. Mam nadzienę, że tabletki pomogą w zupełności. Co do mojego gina to po wizycie rozmawialiśmy telefonicznie i mówił, że jak hormony bedą ok to można zachodzić po pierwszysm okresie. Jestem już całkiem zakręcona i nie wiem co myśleć....
Wiem, wiem strasznie zanudzam, ale musze się komuś wygadać.
Może ma któraś z Was nadczynność tarczycy i ma jakies rady, będe wdzięczna :*

Ciąża rozpoczęta 22 listopada 2015

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)