Kamilam8 Moja nudna historia... ;) 25 stycznia 2016, 23:52

2 dzień po transferze właśnie mija.
A ja nie wierzę w powodzenie. Gdzieś tam tli się jeszcze nadzieja ale taka malutka.
Pamiętam jak zaczynałam leczenie. Pierwsze miesiące same stymulacje, później inseminacje, a później długie przygotowania do in vitro. Badania, leki-leki-leki, punkcja i transfer. I czekamy. W sumie przez większość leczenie byłam bardziej pewna niż nie, że się uda. Teraz już nie mam tej pewności. Przecież nic więcej nie mogę zrobić. Nie ma kolejnej ścieżki.
Cieszyłam się, że mam dużo komórek po punkcji. Szybko okazało się, że ilość nic nie znaczy. Zapłodniła się jedna.
Co będzie dalej. Stać mnie jeszcze na maksymalnie jedną procedurę. Później już nie ma nic. Ograniczą mnie finanse ale i siła. Zaczyna mi jej brakować. Brakuje mi wiary.
Na leczenie od stycznia wydałam 25- 30 tys. I już ich nie mam i nie mam skąd wziąć. To straszne, że pieniądze mogą zabrać szczęście, radość. A nigdy nie były dla mnie ważne. Życie pokazało mi jak się myliłam.
Taki smutny dzisiaj wpis...


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2016, 23:49

9dpo
jednak nie wytrzymałam i zrobiłam test...negatyw, nawet cień cienia nie było. Chyba jedyne co mnie teraz trzyma to ta temperatura, która jest wysoka
Ale chyba jeszcze do końca nie straciłam nadziei...może jeszcze jest za wcześnie??

A druga rzecz, która oddala mnie od myśli że się udało to to, że w ogóle nie bolą mnie piersi a co najlepsze sutki w ogóle nie są wrażliwe. Totalnie nic...
Ja wiem, że każda kobieta jest inna i inaczej przechodzi ciąże i ma inne objawy ale jak poprzeglądałam te wykresy którym się udało to u każdej to występuje.

Sama nie wiem, dam sobie jeszcze czas do końca tygodnia jeżeli dalej będzie taka wysoka temp to powtórzę test....w nadziei

Dzień jak codzień ale dziś dobiły mnie te testy owulacyje już nie wiem jak to z nimi jest.. :( eh zobaczymy jak to będzie nie ten cykl to następny, ale nie zamierzam się załamywać :) łatwo się nie poddaje i tym razem też nie :P dziś mam, zamiar się po modlić dla swojego duchowego spokoju. Lampka wina i książka pełen spokój :) <3 mam najcudowniejszego męża na świecie :) <3 <3

36+0
97 cm w brzuszku
59 kg (+6kg)
24b72bea98d01f33med.jpg
Zaczynamy 37 tc! Za tydzień ciąża donoszona. :D

Moja szyjka bez zmian. Nawet stwardniała(!). Ale ponoć i tak przed terminem się rozwiążę. Leki pomału odstawiam. No i dostaliśmy pozwolenie na przytulanie <3 Mam nadzieję, że zdążymy jeszcze przed porodem. GBS pobrany-wynik za tydzień. Poza tym nic nowego. Zakupiliśmy łóżeczko turystyczne, matę edukacyjną i moją boską karuzelkę i w zasadzie Mały ma wszystko. Torby spakowane na tip-top. Moja, Małego i Męża.

No i najważniejsze. Nasz Synuś prawdopodobnie zostanie Igorem :D A taka zmiana ;)

Dolegliwości raz są, raz nie ma. Bóle okresowe są koszmarne a i skurcze czasami potrafią mnie rozbroić. Ale niech się dzieje. Już nie mogę się doczekać kiedy będę tulić tą Naszą kruszynkę <3

28 dni do TP...


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2016, 06:58

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 26 stycznia 2016, 07:47

4t5d

Juz mnie nic nie boli, nie kluje. Nie mam mdlosci, humorow.
Tak powinno byc?

Martwie sie ze nic sie nie dzieje. Czytalam pamiętniki gdzie na tym etapie ciazy dziewczyny nie wychodzily z toalety a ja nic. Mam nadzieje ze wszystko ok...jak ten czas sie ciagnie do wizyty!

ołowiana wrona Wronie gniazdo... 26 stycznia 2016, 09:31

6t02

img1453370109155.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2016, 09:32

ołowiana wrona Wronie gniazdo... 26 stycznia 2016, 09:35

Na skraju 9 tygodnia

Już kilka miesięcy temu straciłam serce do prowadzenia pamiętnika. Przestałam też podczytywać pamiętniki innych dziewczyn, wizyt pod wykresem nie wyłączywszy.
Nie sądziłam, że dostąpię zaszczytu pisania na fiolecie więc tym bardziej trudno było się za to zabrać. Chciałabym napisać, że od pierwszej bety a później sikańcka jestem jednym wielkim, bijącym po oczach szczęściem. Niestety. Radość przyćmiona obawami i lękami. Najpierw lęk czy nasze maleństwo dobrze się zagnieździło, później beta spowolniła przyrost więc w panice pobiegłam do gin i zobaczyłam ładne jajo płodowe i nic więcej. Bo nic więcej nie mogło tam wtedy być, niby uspokojona, czekałam na wizytę tydzień później.
Nie mogę powiedzieć żebym była spokojna, z upragnieniem wypatrywałam objawów ciążowych. Mdłości owszem ale popołudniu i takie które nie odbierały znacząco apetytu, zgaga-owszem, choć nigdy wcześniej zgagi nie miewałam- no ale to tylko zgaga. Senność - no tak, spałam po 14-16h na dobę, nie byłam wstanie obejrzeć wiadomości żeby nie odlecieć. Bolesne i rosnące piersi - no tak, ale przecież wciskam lutke, a po niej piersi właśnie takie są.
Gdy przestawały mnie boleć piersi,a mdłości nie było to co chwilę trącałam nieszczęsne cycki ręką żeby sprawdzić czy bolesność wróciła - wracała. Chwilowy spokój również.
Przed usg panikowałam, widział to lekarz, dlatego od razu przeszedł do badania. Jest maluch, jest serduszko! I wielkie ufffff - do czasu rzecz jasna. Tragedie po 6 tygodniu są mi niestety dobrze znane choć nie z autopsji ale to wystarczyło żeby wryć się w podświadomość która przecież uwielbia mnie torturować.
Był plan by w tajemnicy przed B co tydzień latać na usg. Oczywiście nie do mojego gina bo ten od razu po ostatnim badaniu dał mi termin na za 4 tygodnie - absurd jakiś! Ale byle gdzie, byle byłby sprzęt do usg.
Nie wiem kiedy oprzytomniałam, rozum wrócił bez spektakularnego TA DAM! Ot po prostu, znormalniałam, przestałam panikować bez powodu. Podświadomość wysłałam na wczasy terapeutyczne. Grzecznie czekam na kolejne badanie USG 15 lutego. Co ma być to będzie. Cholernie trudne do zaakceptowania dla zadaniowca którym jestem. Przecież skoro wkładam w coś 100% mojego zaangażowania, wiedzy, umiejętności, czasu itd no to zawsze jest sukces! right?! Świadomość, że nic albo nie wiele zależy już ode mnie, że to co mogłam to zrobiłam jest trudna do przełknięcia ale zbawienna dla mojej chromolonej psychiki.

No ale może więcej o radości...Rodzina prawie cała poinformowana, B nie wytrzymał, ani moja szefowa... Ponieważ musiałam ją wtajemniczyć dość prędko ze względu na pewnie manipulacje w mojej działalności to w kilka dni później wiedziała o tym już prawie cała firma w tym mój brat ! Nie było wyjścia, trzeba było powiedzieć rodzicom bo przecież obraziliby się na śmierć, że inni wiedzieli wcześniej. B. zaraz następnego dnia od drugiego USG porozsyłał swojej rodzinie zdjęcie naszego Lucusia. Wszyscy się cieszą, wszyscy trzymają kciuki. Dodam tylko, że wolałam poczekać z newsem do końca I trymestru.
Muszę się jeszcze pochwalić, że moje maleństwo dało wczoraj pierwszy urodzinowy prezent mamusi...Poranny bełt ! mdłości strasznie się nasiliły - huuuraa !! :)
B prawie codziennie jeździ ze mną do pracy w roli szofera. Nie byłam z tej jego inicjatywy zadowolona bo ja jeżdżę lepiej, a na pewno szybciej :) ale doceniam możliwość zdrzemnięcia się godzinę od rana i w drodze powrotnej. Póki co od stycznia pracuję na dwóch umowach, a wszystkie koszule rozchodzą mi się na cyckach. Jest dobrze ! :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2016, 12:10

vintoyra o obawach i nadziejach 26 stycznia 2016, 10:18

któryś tam już cykl ... któryś tam już dzień cyklu

Byliśmy w Gamecie:
120 zł póżniej - USG - mam jajniki, na jednym w 12 d c były dwa pęcherzyki dominujące i 3 antralne a na drugim 1 pęcherzyk antralny - to mało - jak powiedział dr Kozarzewski

110 zł póżniej - powtórzyłam AMH - jest lepiej niż było bo nie 0.06, a 0.27 - nadal znacznie poniżej normy

O dofinansowaniu rządowym nie mamy co myśleć- o tym programie co Łódź robi też pewnie nie bo pewnie parametry kwalifikacji będą takie jak w rządowym - a moje AMH nie daje nam tej możliwości.

150 zł póżniej- po wizycie u dr Połacia - Mogę co najwyżej mieć dofinansowane stymulowanie.
Stymulowanie będzie w tzw krótkim protokole. Jakaś szansa, że zajdę w ciążę jest- jaka ? Tego najstarsi górale nie wiedzą. Dr Połać przyznał, ze znany jest mu przypadek zajścia w ciązę i to do tego naturalnie było przy AMH 0.3 - to prawie jak 0,27 ? prawda ? więc może in vitro ma większe szanse. Sama się tak wkręcam ...

Wszystko zależy od jakości moich jajeczek.

No i dostaliśmy listę badań które oboje z Tomkiem musimy zrobić.
Lista długa - łącznie za ok 1000 zł - no cóż ale nikt nie powiedział, że będzie TANIO. Mamy tego świadomość. Żal tylko , ze nie honorują badań wcześniejszych, których wartość wiadomo, że się nie zmieni np grupa krwi.

LucyM Jednak to nie takie proste. 26 stycznia 2016, 10:50

Test w niedzielę z rana negatywny (teoretycznie 13 dni po).

Cycki napuchnięte.

@ brak.

Cierpliwości.

Kończę właśnie 9 cykl starania o dziecko. Zawsze zakładałam, że uda mi się dosyć szybko. Raczej nie w pierwszym cyklu ale w pierwszych 3. Moja siostra zaszła od razu w pierwszym. Moja mama pomimo kalendarzyka i obserwacji śluzu (naturalna antykoncepcja) urodziła 5 dzieci. A ja? A ja pomimo obserwacji śluzu i odczuwalnej zwykle owulacji nic... Jak zaczynałam się starać to świrowałam ze względu na pracę. Uważałam, żeby nie przebywać za długo w laboratorium kiedy ktoś używał jakiś niebezpieczniejszych odczynników, nie piłam alkoholu od połowy cyklu. Później odpuściłam sobie to trochę, żeby się tak nie nakręcać. Spodziewałam się, że może nie do końca wszystko pójśc zgodnie z moim planem bo jestem po radiojodoterapii i po nadczynności tarczycy mam teraz niedoczynność. Ale moja endokrynolog mówi, że tarczyca nie jest problemem. TSH miałam na poziomie 2,4 ale i tak zbiliśmy ją do około 1. Jestem dzisiaj w 33 dc. Na początku starań miałam cykle idealnie 28 dniowe. Teraz rozjechały się. Ostatni 26 dniowy a poprzedni 31. Test negatywny. Jest mi źle, jest mi smutno. Obiecałam się, że przez pierwsze 12 mcy nie będę się nakręcać i spokojnie poczekam. Coraz trudniej mi to przychodzi. Dobrze, że chociaż mam zbadaną tarczyce. 17 lutego mam wizytę u gina. Do tego czasu mam zrobić USG narządów rodnych. Postaram wybrać się w połowie cyklu. Jak byłam w połowie grudnia to powiedział, ze nie ma się co martwić, dopiero po roku... Staram się nie martwić ale z każdym cyklem coraz trudniej mi to przychodzi. Może pamiętnik pozwoli mi lepiej zapanować nad moimi emocjami.

emmac Kiedyś będziemy rodziną 3 marca 2016, 16:28

Ostatnia tabetka. Dzisiaj ostatnia tabletka i po pół roku przerwy w przyszłym tygodniu wracamy do starań. Nie podchodzę do tego z entuzjazmem. Boje się ponownych rozczarowań. Może to i dobrze że nie nastawiam się pozytywnie będzie mniej smutku. Wszystko w rękach losu...

ciri22 Dziecko bez seksu? 26 stycznia 2016, 13:12

24 stycznia -> 34t2d

b6fa383724736c13med.jpg

Alice remont na arteriach mego życia, 26 stycznia 2016, 14:27

stan przed depresyjny powoli mija , a ja zaczynam prawie całkowicie akceptować wszystko co się ze mna i wokół mnie dzieje.
Ogladam duzo dokumentów ciążowo porodowych

POLECAM!!
Z całego serca polecam oglądanie na VOD.pl seri dokumentu "CIĄŻA i PORÓD": cała prawda
prócz typowych scen ciążowych i porodowych jak z dokumentu "Położne" jest naprawde MUUUULTUM przydatnych informacji, porad, jak postępować , co ma jaki wpływ!
Można bardzo wiele cennych rzeczy dowiedzieć się czerpiąc z doświadczenia innych mam i specjalistów!

Osobą z zagranicy polecam zainstalowanie wtyczki HOLA na przeglądarke google chrome i przekierowanie IP na POLSKĘ bedzie można wtedy oglądać zabolokowane dla innych krajów wideo :)

13 tydzień
Do terminu z OM 195 dni
Do terminu z USG 185 dni
31%

Przyszedł nam zwrot z czynszu za wodę więc szybka decyzja i w sobotę lecimy na prenatalne :)
Mam nadzieję że będzie wszystko ok i w końcu zacznę na serio cieszyć się tą ciążą. Rodzinka poinformowana, rodzice się bardzo cieszyli, teściowe trochę w szoku ale to dlatego że czekali na taką wiadomość od szwagierki. I właśnie ona jeszcze nie wie, mąż nie wie jak jej powiedzieć, oni jak na razie bezskutecznie starają się o dzidzię i są po cp :/

Trzymajcie kciuki za sobotę :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2016, 14:45

MoNa_2603 Walka o Cud 26 stycznia 2016, 19:19

No i dzisiaj ostatni dzień II trymestru :) Zleciało, jeszcze 3 miesiące! Zaczynam mieć różne myśli, od tych smutnych po radosne, zaczynam się bać...Wczoraj byłam na badaniu krzywej cukrowej - przeżyłam, ale nie było łatwo. Kupiliśmy Ci Skarbie już trochę ubranek, śpiworek do fotelika, materacyk i rożek, wózek jest też już wybrany może jeszcze nie ma tego dużo, ale jest jeszcze dużo czasu :) Zaczęły się też, tzw. dobre rady i szczerze mam już ich dość. Od wczoraj strasznie dużo jem, dzisiejszy dzień to już obłęd! Pewnie to z nudów, ale muszę się opanować!

Kocham Cię Mikuś :* <3

etola Runął mi świat... 26 stycznia 2016, 14:52

Długo zastanawiałam się, czy założyć konto na ovu. Skłoniła mnie chęć wiedzy, czy ja w ogóle mam owulację?! Od operacji minął już ponad rok, w międzyczasie jeszcze antykoncepcja na uregulowanie cyklów, a ciąży jak nie było, tak nie ma. To mój czwarty cykl po pigułkach, które miały zwiększyć też płodność po odstawieniu. Jaka była moja radość, gdy ujrzałam dwie czerwone linie na wykresie:) Serduszkowaliśmy też na dwa dni przed i w dzień owulacji. Dziś mija leniwie 8dpo. Zobaczymy co z tego będzie.

inaa Mama,Tata i ...? 26 stycznia 2016, 15:00

"Kurcze no ... "

Już po badaniu, straszne uczucie, długo i głośno. Stres ogromny, ale kiedy mija stres samego badania to w głowie kłębią się myśli - wyniki (?). Tak, to jest chyba gorsze bo człowiek czeka na najgorsze. Dlatego nie lubię robić badań, życie w niewiedzy, ale szcześliwie jest lepsze niż wiedza i rozpad człowieka. Mam nadzieję, że to nie będzie nowotwór... mam nadzieję. Po samym badaniu kiedy byliśmy z mężem w samochodzie stało się coś dziwnego. W jednym momentem wybuchłam takim płaczem, że sama nie wiem co to było. Stres uszedl? Myśli ogarneły mój mózg- a to ze w ciąże nie potrafię zajść, a to - że po co bym miała w niej byc skoro może to być nowotwór, a to - że nikomu nie mogłam sie wygadać jak bardzo się boje. Pisząc ten pamiętnik chce mi się płakać. Mimo mojego dobrego ostatnio humoru !

Tyle razy Bóg mnie karał... ale tyle samo razy nagradzał. Ufam mu ... ale proszę, że jak to będzie to najgorsze - to dobrze by było niecierpieć zbyt długo ... STOP ! Tak nie mogę myśleć- życie przede mną...


Mam ochotę przeleżeć dzisiaj cały dzien na sofie. Zreszta nic innego nie robie, a dom w stanie katastrofalnym...



Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2016, 14:57

ma_pi Demotywator 26 stycznia 2016, 16:09

Już po :-) Dostałam blastkę 4AA. Wzięłam L4 do końca przyszłego tygodnia. Teraz będę dużo odpoczywać.
Pozostałe blastki to 3AA, 3BB, i jeszcze dwie, ale bardzo słabe (lekarka nie miała zapisane jakie). No nic. Z wszystkich bardzo się cieszę.

Yousee szukam światełka w tunelu... 26 stycznia 2016, 20:09

Mam super męża, dobrą pracę. Nie muszę mieć dziecka. Nie da się niestety. Może tak miało być i tyle. Zmiany na jajniku i jajowodach dalej są. Owulacji na 99% nie ma i nie ma jak być.
Trudno. Żyję dalej. Nie będę już płakać :) życie jest piękne!

kas:) mój i tylko mój 26 stycznia 2016, 21:32

24.01 dzień trzeci

W niedzielę rano przyjechała mama, zakochana po uszy we wnusiu. Powiedziała chwilę i potem pojechała na miasto. Niedługo jednak wróciła. A my dalej walczylismy o cycka. Ale niestety, nie dawało rady. Mały był na mieszańce. Przyjechał też Marek, potem wyskoczył do Tesco i kupił laktator. Okazało się że nie mam pokarmu.. Znowu kolejną noc Mały był na sztucznym. Najgorsze byly noce, miałam mega kryzysy.. Ale wiedziałam, że tego nie przeskocze...

25.01 dzień trzeci
Dzien wypisu!!! Najpierw ordynator zadecydował o mnie, potem pani pediatra o Fifim. Kazała kontrolować żółtaczkę, opowiedziała co i jak i uspokoiła. O 11.30 przyjechał Marek zabrać nas do domu. Ale nie było to takie proste, wypis Małego już miałam, ale musiałam poczekać na swoj. Okazało się, że na bloku porodowym jest młyn i lekarz nie ma kiedy wyjść mi podpisać. W końcu o 16 przyszła pani pielęgniarka i mogliśmy jechać do domku!!!! Tam czekała na nas już babcia. Fifi powędrował do sypialni, potem do salonu i leżał sobie w łóżku. Zajrzal do nas Ola i Kacper. Przywiozła mi herbatke na laktacji. Wieczorem poszlam odciągnąć sobie pokarm, bo czulam, że mam bardzo nabrzmiałe piersi. I okazało się, że jest!!! Odciagnelam 30 ml, co było równe jego porcji. Marek przejął pieczę na chwilę i mogłam pospac. W nocy Filip spał w lozeczko, trochę z nami. Budził się co 2-3 godziny. Raz obudzialm Marką, bo mały się zesral po same pachy

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)