Owulacja już była, albo jest. Staram się myśleć pozytywnie. Staramy się. No bo co innego możemy robić;]
Wyniki starań za 2 tygodnie. Ciekawe czy owocne. Hmm.
A tak poza tym...no właśnie są jakieś rzecy poza tym, ale one są w tle. Niby się żyje, ale jakoś na pół gwizdka, niby się wstaje, chodzi do pracy, ale to wszystko jest tylko dlatego, że trzeba jakoś żyć, a tak naprawdę to to jest jedno wielkie czekanie. Nie życie, właśnie czekanie.
23dc (wg ovu 10dpo)
Czuję zbliżającą się @.. Chyba będzie wcześniej, bóle miesiączkowe odczuwam co jakiś czas od kilku dni, wczoraj byłam wkurzona o wszystko na G., a to zazwyczaj ewidentnie znak, że to już tuż tuż i dodatkowo tempka spadła.. Zatem czekam...
Od @ zaczynamy stymulacje, lek już czeka w lodówce.. Dzisiaj jak po niego jechałam zaczęłam czuć strach/niepewność.. Sama nie wiem co.. Takie podobne uczucie jak przed laparo.. Bardzo chcesz, żeby to było już, ale za razem czujesz przed tym jakąś obawę, przed nieznanym.. Oby tylko była reakcja na stymulacje.. Rośnijcie jajeczka:)
Sinusoida uczuć..
Ok, kumpela w ciąży nie jest i dobrze, w jej sytuacji oczywiście 
Jutro chyba wielki dzień testowania, z jednej strony nie mam większych nadziei i nie chce testować a z drugiej strony ciągnie mnie do testu, parę razy miałam moment, że chciałam siknąć tak o ale się powstrzymałam.
Opcje są dwie spanikuję i nie zatestuję albo nie spanikuję i zrobię jutro tego sikańca. Od tych dwóch opcji znowu są dwie opcje, jak nie zatestuję jutro to w poniedziałek jak nie przyjdzie @ a jeżeli zatestuję to opcje znowu dwie - jak będą II to sikam ze szczęścia (o ile będę miała czym:D) budzę męża pokazuję mu sikańca i lecę na betę i będę czekać jak na szpilkach do 17 o ile zechcą mi zrobić na cito, bo jak nie to nie robię bo nie będę czekać do poniedziałku na wynik lub dostaje emocjonalny wpierdol od 1 kreski i ze łzami w oczach idę spać.
Patrząc na wykres, nie ma co się napalać, ale też nie takie wykresy były zielone więc you never know what the future holds.
W przyszłym tygodniu mam podpisać umowę już do końca czerwca w tej szkole językowej gdzie mam jedną grupę. Widocznie uczniowie i rodzice zadowoleni i to mnie cieszy 
23 d.c.
Biomet zdecydowanie niekorzystny.
Wczoraj padłam ze zmęczenia jeszcze przed 21-ą, przespałam 9h.
Byłam też wczoraj u endokrynologa... trochę głupio mi już do tej lekarki jeździć i za każdym razem mówić, że ciąży jeszcze nie ma...
To de facto "z nią" zaczęłam swoje starania, to ona dawała więcej wskazówek niż którykolwiek inny zwykły ginekolog...
Z objawów pojawiły się ciężkie piersi i szyjka jest bardzo nisko.
I jeszcze opryszczka mnie dopadła, mam nadzieję, że nic nie skomplikuje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2016, 12:59
37t0d
CIĄŻA DONOSZONA!!
Sama nie wierzę, że dotrwaliśmy
Ale czuję, że już długo nie będziemy w dwupaku. Wczoraj ok 23.30 odszedł czop śluzowy, a brzuch wyraźnie się obniżył
Coraz bliżej do spotkania z Naszym Kochanym Synkiem 
Ciąża rozpoczęta 24 grudnia 2015
Miesiączki nie dostałam w terminie, więc w 29dc zrobiłam test. Okazał się negatywny. Umówiłam się z lekarzem na 02.02. na laparoskopię. Miesiączki nadal nie było. Dostałam zwiększoną dawkę Luteiny na wywołanie. Po pięciu dniach brania Lutki i odczekaniu dwóch dni tak jak kazał lekarz miesiączki dalej nie było. Dziś rano postanowiłam zrobić test jeszcze raz. To mój 36dc i co się pokazało? Dwie piękne tłuste krechy. Serce miałam w gardle. Poleciałam obudzić męża. Widziałam radość w jego oczach. Pojechałam na betę i po godzinie miałam wynik 2622mIU/ml. Przyjechałam do pracy i zadzwoniłam do lekarza. kazał mi przyjechać dziś na 19.30.
Proszę tylko Boga aby miał nas w opiece.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2016, 14:27
@ zaatakowała.
Nie jest fajnie.
Ciąża zakończona 21 stycznia 2016
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja 2016, 20:54
Miesiączki nie dostałam w terminie, więc w 29dc zrobiłam test. Okazał się negatywny. Umówiłam się z lekarzem na 02.02. na laparoskopię. Miesiączki nadal nie było. Dostałam zwiększoną dawkę Luteiny na wywołanie. Po pięciu dniach brania Lutki i odczekaniu dwóch dni tak jak kazał lekarz miesiączki dalej nie było. Dziś rano postanowiłam zrobić test jeszcze raz. To mój 36dc i co się pokazało? Dwie piękne tłuste krechy. Serce miałam w gardle. Poleciałam obudzić męża. Widziałam radość w jego oczach. Pojechałam na betę i po godzinie miałam wynik 2622mIU/ml. Przyjechałam do pracy i zadzwoniłam do lekarza. kazał mi przyjechać dziś na 19.30.
Proszę tylko Boga aby miał nas w opiece.
Dzień Dobry.
Tak naprawdę pamiętnik miałam zacząć już dawno bo od początku, kiedy dowiedziałam się, że zostanę Mamą. Jednakże natłok obowiązków troszkę mnie przytłoczył, ale na szczęście teraz jest troszkę luźniej mimo zbliżającej się obrony...
Cieszę się niezmiernie z tego, że zostanę Mamą. Mam tylko nadzieję, że wszystko potoczy się dobrze bez żadnych komplikacji...
Pierwszą wizytę u ginekologa miałam 20 stycznia.
Lekarz bardzo miły, taki "opiekuńczy tatuś". Założył książeczkę ciąży bez marudzenia. Sumiennie odpowiadał na pytania doradzał. Wytłumaczył wszystko dokładnie także jestem zadowolona 
Co do dzidziusia widziałam bijące serduszko. Na tym etapie wszystko ok 
według usg 6t 2d, mój maluszek mierzy 5,57 mm 
Następna za 3 tygodnie.
Niesamowite uczucie...
Obecnie jest to 7t 3d 
Mam nadzieję, że Maluszek zdrowo się tam chowa 
Co do objawów. Hmm nie mam ich aż nadto. Jednakże męczy mnie niemiłosiernie zgaga i zmęczenie. Zdarzają się też zawroty głowy więc muszę uważać jak gwałtownie się podnoszę. Ale mimo tego cieszę się, najważniejsze by Fasolka zdrowo rosła a resztę mogę śmiało przeżyć 
Ściskam Was Wszystkie bardzo serdecznie 

Na koniec moja malutka Kruszynka 
28.01.2016r. dzień 85, czwartek, 14.50
Może czasem warto jednak dać upust emocjom, dać się ponieść i w pierwszej chwili żałować? Może warto powiedzieć za dużo, wyrzucić wszystko z siebie? Może nawet warto czegoś żałować, spalić most za sobą? Może warto zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę? A potem budować nowy most, odzyskiwać zaufanie, tworzyć nową relację?
Jeden telefon. Niespodziewany, a jednak tak wyczekiwny. I znowu nadzieja, że jednak może COŚ z TEGO będzie... Życie pokaże, lecz iskra nadziei wzniecona. Jeżeli znowu zgaśnie, będzie bolało podwójnie. Trudno mi jednak opanować radość. Znowu wracają chęci do działania, ale jak to mówią "co nagle to po diable", dlatego staram się studzić swój entuzjazm, by zneutralizować ewentualne rozczarowanie.
Dzień u nas piękny choć bardzo wieje. Postanowiłam jednak lekko zaryzykować i przejść się z Małą na spacer trasą, na której może wieje troszkę mniej. Rano odwiedziła nas Ciotka Ewka. Nie widziała Anastazji od zeszłego wtorku. Ponoć przez ten (ponad) tydzień Mała nie zmieniła się wizualnie za bardzo, ale jej zachowanie jest zupenie inne. Ciągle się uśmiecha, zaczepia, zwraca na siebie uwagę i śmieje się w głos. Ciotka w lekkim szoku i stwierdziła, że więcej nie da się tak zrobić w balona. Zostawia dziecko takie, a po tygodniu zastaje inne. Będzie jeszcze częstszym gościem u nas
Nastce w to graj, bo to kolejna gęba z którą pogadać można 
A i od kilku dni obserwuję co Młoda uwielbia. Dmuchanie jej prosto w twarz! Ileż ta prosta czynność daje radości!
Kończyć trza mi, bo 15 mnie zastała, a umówiona jestem z koleżanką i jej córeczka. Ma być ponoć jeszcze jedna mamuśka, więc poznamy kogoś nowego
a wieczorem koncert! Od rana przebieramy z mężem nóżkami z podekscytowania. Kazik z Kwartetem Proforma!
Miłego dnia 

image free hosting
Kolejny dzień leci. Już mi przechodzi ból brzucha na szczęście. Musiałam wstać dzisiaj o 6 rano co dla mnie jest niezwykle wczesną godziną. Zmierzona temperatura 36,15. Czy można mieć aż tak niską temperaturę? A z drugiej strony jak niby termometr rtęciowy miałby się pomylić? To nie elektroniczny. No i sprawdzałam 2 razy. Zapisałam temperaturę jako niepewną (mierzona 1,5 h wcześniej niż normalnie). A poza tym przeprowadziłyśmy dzisiaj super warsztaty dla przedszkolaków. Dzieciaki fajnie się bawiły i powiedziały, że chcą nas znowu
Dzień płynie przyjemnie, tylko teraz ciągle ziewam przez wczesną pobudkę. Wieczorem lecę do przyjaciółki na ploty a potem mam nadzieję, że mąż do mnie zawita 
Nie siedzę w domu po transferze, tak jak planowałam. Nie wzięłam L4, bo stwierdziłam, że chyba dam radę popracować 3 dni. Potem ferie i sobie odpocznę (od wczesnego wstawania i roznoszących zarazki dzieci, od pracy raczej nie, od pracy się w szkole nie odpoczywa, zwłaszcza od papierologii...). Teraz pluję sobie w brodę, bo zaczyna mnie łapać przeziębienie, a do tego jutro spędzę lekko licząc 15h poza domem pracując lub do tejże pracy dojeżdżając. Tak sobie myślę, że nasze zarodki się przestraszą i uciekną jak zobaczą czym ich matka zajmuje się na co dzień
ja bym uciekła
Ot, wieczorne przemyślenia nauczyciela...
Taką piękną zimę mieliśmy


teraz jest już prawie sucho a my nawet nie zdążyliśmy ulepić bałwana 
ale spacerek zaliczyliśmy 
musieliśmy zmienić spacerówkę na pierwszą bo quinny w tym śniegu by sobie nie poradził 









Mój śmieszek najcudowniejszy


Stylówka na urodzinki 

Tomusiowi baaardzo się podoba 

Nowy materiał = nowe spodenki 


"Popatrz mamo! Jak wysoko sięgam!" 






Uwielbiam tą minkę


Uciekinier 

A wczoraj uszyłam apaszkę 





Dziękuję 
Nie ma wspanialszej miłości
Nie ma wspanialszej radości
Wtedy kiedy czułam życie rosnące wewnątrz mnie
Bóg podarował mi tak cenny prezent
On musiał Cię zrobić z chmur i anielskich skrzydeł
Teraz kiedy chcesz przyjść do mojego życia
Bez Ciebie wiem że nie mogę przetrwać
Nie.....ponieważ jesteś powodem dla którego żyję każdego dnia
I chcę Ci za wszystko podziękować
Dziękuję że jesteś światłem kiedy jest ciemno
Dziękuję że przynosisz radość każdego dnia
Kocham Cię bardziej niż słowa które możesz wypowiedzieć
https://www.youtube.com/watch?v=WkEjPeTrWkU
no i jak nie urok to...
Tamten rok źle się kończył, a ten niebardzo zaczyna...mama nadzieję, że potem będzie już tylko lepiej...
Wczoraj 4 godz spędzone na SOR-ze, mój mąż spadł z drabiny, oczywiście jak typowy facet twierdził, że nic mu nie jest ale ja sie uparłam,wpakowałam go do samochodu i zawiozłam do szpitala. I tak od godz.19 do po 23 czekalismy na diagnoze...po badaniach okazalo sie, że mój mąż ma złamaną łopatkę...(a twierdził że nic mu nie jest...). Dzis od rana też jezdzenie i załatwianie dokumentów, w super NFZ ponad 2 godz czekania żeby pani przystawiła tą głupią pieczatkę do refundacji takiego kubraczka do usztywnienia barku i unieruchomienia ręki, ale dzięki temu zaplacilismy za niego 15 a nie 150 zł.
Potem jeszcze rejestracja do poradni ortopedycznej bo za 2 tyg musi byc kontrol...
no i rano pomarudzilam a tu chyba mimo dziwnej tempki owu zbliza sie duzymi krokami, dzis test owu prawie pozytywny, sluz prawie rewelacyjny i to co u mnie prawe sie nie zdarza ... czulam w pracy klucie jajnika... hmm... 
Od 3 dni jemy lyzeczka marchewke dynie a dzisiaj nawet miesko . smakuje i idzie nam jedzenie swietnie. Dzisiaj dodatkowo bylysmy na basenie tez bylo super. Ariana smiala sie i chyba podobalo jej sie w wodzie. Oh bylo super.
Czwartek mija dobrze choć humor mi się coś psuje
nie mam ochoty na nic nawet zakupy mnie nie ucieszyły.. Może lampka wina mi pomoże oby! Nie czuje tego cyklu nie wiem kiedy owu nie wiem nic i mam dość dziś już... Wrrr.. Nadzieje mam a mój mąż to już wogóle a ja? Co mam mu powiedzieć? Dobrze, że chociaż serduszkowanie nie jest z przymusu, tylko z przyjemności
w tym roku zachodze w ciąże postanowienie noworoczne i koniec kropka!!!!
Ciesze się bardzo, że rodzina moja i mojego M nie naciska chociaż babci mojego obieciałam w świeta, że w roku 2016 zostanie prababcia.. Zobaczymy jak będzie za pare dni luty a 15 kończe 25 lat podobno urodzinowy bardziej płodny
nie trace nadziei tylko czasem watpie w moja płodność..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.