My jesteśmy po wizycie i usg genetycznym ostatniego trymestru.
Mała waży 1700 g ( jak to lekarz ujął jest małym sredniczkiem duża się nie urodzi max 3 kg) narządy w porzadku z usg jest to 31 tc. Jej widok sprawił że mimo bólu uśmiech nie schodził mi z twarzy potem wizyta u lekarza mojego szyjka długa zamknięte kolejna 29.02 i ostatnia u moje dr że względu na urlop mojej ginki. Przekazuję mnie w ręce lekarce jej znajomej która będzie przeprowadzac cięcie.
Wskazania
- położenie miednicowe
- Hipotrofia Marcela ( poprzednia ciąża)
- 3 poronienia
- Mutacja genu
- Zażywanie clexanu
- Zakrzepica łożyska ( ciąża z Marcelem)
Oraz prośbą o podwiazanie jajowodow że względu na brak chęci posiadania dzieci oraz zagrożenie życia mojego i przyszłego dziecka. Brak zgody na antykoncepcje hormonalna wkładka się może przesunąć a prezerwatywa to nie zabezpieczenie.
W 36 tc kładę się do szpitala do rozwiązania by być pod kontrolą że względu na hipotrofie czyli mam 5 tyg by przygotować wszystko bo jestem w czarnej d.... Oprócz 4 pajacy nie mam nic dla Sary. Ale spoko zrobi się szybie zakupy
Kocham Cie moja księżniczko i czekamy wszyscy na Ciebie...

Dzis mija rowny rok od zabiegu... Tak to juz rok. Rok jak stracilam swoje dziecko i szanse na lepsze jutro... Psycholog mowila ze gdy minie rok inaczej bede na to wszystko patrzec. Owszem patrze inaczej.. praktycznie juz nie placze. Ale bol i tesknota jest nadal taka sama.

Mam nadzieje moj Aniolku ze jest Ci tam dobrze gdzie teraz jestes i masz wiecej niz ja bym mogla Ci dac. Kocham Cie i tesknie... Powinnismy teraz czekac na Twojego tatusia z obiadkiem, a tak ja siedze sama w ciemnym pokoju. Jestes w moim sercu wiec jestes blisko ale to nie to samo co bys Aniolku byl swoim malym drobnym cialkiem tutaj.

arn. Przygarnąć zielonego kropka 28 marca 2016, 08:38

Ciąża rozpoczęta 15 lutego 2016

38+0
98 cm w brzuszku
59,5 kg (+6,5kg)
b3dc0a9fedea5c58med.jpg
Początek 39 tc zaczęliśmy od powrotu do domku. 5 dni spędzonych w szpitalu. Na środowej wizycie dalej było mało wód więc dostaliśmy skierowanie do szpitala. W czwartek rano stawiłam się na IP. Okazało się jednak, że wcale nie jest tak źle ale zostawią mnie na obserwacji ze dwa dni. W piątek okazało się, że nie mam już szyjki. Skróciła się do zera. W sobotę rozwarcie na 2 cm zaczął odchodzić czop. W niedzielę łażenie po schodach, spacerowanie i wieczorem rozwarcie na 2,5cm. Decyzja, że w poniedziałek rano idziemy na porodówkę na test oxy. O 8 rano wczoraj zaczęli podawać oksytocynę. Przez pierwsze 2 godzinki było lajtowo. Hardkor zaczął się później. Skurcze były mega bolesne co 4 min. W końcu o 13 odłączyli kroplówkę i wszystko minęło. Zero skurczów, zero bólu. Wymęczyłam się jak cholera ale przynajmniej dowiedziałam się że Mały miał się świetnie podczas skurczów. Dziś chcieli mi założyć balonik. Ale nie chciałam się na to zgadzać bo w końcu Mały ma jeszcze 2 tygodnie. Dziś rano zbadał mnie profesor i stwierdził że szyjka jeszcze nie gotowa do porodu i żadne wywoływanie tu nic nie da. Jeżeli chce to mnie weźmie na cesarkę ale nie ma wskazań więc decyzja należy do mnie. Tak więc jesteśmy w domku i spokojnie czekamy aż Igor będzie gotowy na przyjście na świat. :)

14 do TP... :)

Już się tłumaczę :)

Przez cały rok po przylocie na Islandię byłam w domu. Liczyliśmy po cichu że się uda w tym czasie. Jako to bywa niestety los i scenarzyści mieli inne plany. W pewnym momencie zauważyłam że zaczynam co raz gorzej to znosić psychicznie. Uczyłam się języka w tym czasie żeby pójść do pracy ale interesowała mnie tylko jedna - praca w firmie cateringowej. Umówiliśmy się z mężem że jeśli do grudnia się nie uda spróbuję się tam dostać. Udało się. Dlatego teraz koncentruję się na pracy, na tym żeby dostać umowę na 100% etatu i na relizacji naszych planów B i marzeń. Czuję się jakbym dostała skrzydeł.

Wiecie koncentrowanie się tylko i wyłącznie na jednym celu - marzeniu może zryć psychikę i przeczołgać po całości. Moja wyglądała już jak po kilku misjach w Afganistanie oraz jak tarcza po ćwiczeniach antyterrotystycznych jednostek specjalnych. Dzięki pracy złapałam potrzebny mi dystans do tego. Owszem zabezpieczać się nie będziemy, ale starać na siłę również nie.

We wrześniu chcemy lecieć na Majorkę i do Polski. Po za tym mamy plan w ciągu kolejnych dwóch lat odłożyć na mieszkanie w Polsce lub dom na Islandii - plany wymagają sprecyzowania które nastąpi w momencie gdy owa kwota będzie już na koncie...

Dlatego C'est la vie jedno nie wyszło wyjdzie coś innego :) 3.5 roku starań i podporządkowania całego życia praktycznie pod starania to stanowczo za długo - teraz przyszedł czas na wyjście awaryjne :)

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 9 lutego 2016, 20:32

Dziękuję Wam, ale na gratulacje chyba jeszcze za wcześnie...

Jakiś przypadkowy lekarz z naszej (soon-to-be-ex) kliniki stwierdził, że HCG jest za niskie jak na taką ciążę, nakazał powtórzyć jutro badania i poinstruował jak odstawić leki... :(

Potrzebowałam iść do lekarza nie ze względu na wyniki bety, tylko dlatego, że skończyły mi się leki, a tu nie dość, że takie "optymistyczne" wieści, to jeszcze dr D. wydawał się być zniecierpliwiony i wręcz rozbawiony całą sytuacją. Bo przecież dwa młodo wyglądające osobniki wbiły mu się do gabinetu i głupie pytania zadają. "A czy HCG nie za niskie?" i "Czy progesteron poniżej normy to dobrze?" :/
"Na siłę" dołożył mi duphaston i kazał się więcej po receptę nie zapisywać na wizytę tylko dzwonić do kliniki i poprosić, to ktoś wypisze. Baaardzo mu byliśmy nie na rękę z tą naszą wizytą...

Oni się tam zachowują jakbym u nich haluksy leczyła, a nie miała problem z zajściem w ciążę. ZERO zrozumienia i empatii.

Ale cytując pewien polski film "Empatia? To chyba taka zupa z Azji." I. żegnaj!


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2016, 12:52

Wczoraj była zmiana koloru z powrotem na ciemne :) Jestem przeszczęśliwa że znów mam ciemne włosy . Zawsze miałam ciemne włosy ale miesiąc temu coś mnie podkusiło i zrobiłam sobie jasny blond ... nie powiem na poczatku nie wyglądało to źle jednak później ..co raz gorzej . Nie czułam się sobą a w lusterko patrzeć nie mogłam . Miałam też bardzo długie ale suche te końce i wczoraj znów mała metamorfoza i ściełam wlosy do ramion i na ciemne przefarbowałam . Troche wyszły zbyt ciemne ale fryzjerka i tak powiedziała że będą jaśniejsze bo mi się wypłuczą ale teraz wiem że to już ja :D

Dzisiaj od kąt miałam mdłości czuję się nie dość że strasznie senna , zupełnie nic mi się robić nie chce .. zlew pełen garów ale nawet sił nie mam by pozmywać . Mój narzeczony dzisiaj sprzątał w domu bo widział że dzisiaj jestem jakaś nie mrawa . Mówiłam mojej przyjaciółce o tych mdłościach , ona w ciązy akurat nie miała ale każdy organizm jest inny i powiedziała bym poszła do apteki po test ale ...nie poszłam . Nie jestem jeszcze gotowa na kolejne rozczarowanie . Może to jakieś chwilowe zatrucie a nie chce się nakręcać że ..może i się udało . Szczególnie że to dopiero 14 dzień cyklu . Ovu jednak cały czas mi podpowiada że mam dni płodne , no w sumie mam codziennie wodnisty sluz jednak wyznaczył mi zielone dni . No ..cały cykl w sumie będziemy próbować . W sobotę dzień przed walentynkami jest nasza 5 rocznica więc :D może magia tego wyjątkowego dnia coś stworzy <3

Kładę się spać bo zaraz padnę przed tym komputerem ... nie mam sił na nic . A jutro praca ..ehh .
Dobranoc :)

<3 <3 <3 TO JUŻ ROK! <3 <3 <3

1zd5ffd.jpg

Mój synek skończył dziś roczek :D
Nie mogę w to uwierzyć.. Przecież ten dzień pamiętam jakby był wczoraj.. Wszystko doskonale pamiętam ;) i nawet nie muszę czytać opisu porodu :P
A teraz? Teraz mój synek staje się dużym chłopczykiem :D a gdzie moja dzidzia?! Oj za tym troszkę tęsknie..
09 luty 2015 to był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.. Zostałam wtedy MAMĄ <3 którą zawsze chciałam być. Mamą która jest najszczęśliwsza pod słońcem, że ma przy sobie swój ukochany cud <3 Zawsze marzyłam o macierzyństwie.. Naprawdę nie spodziewałam się, że to AŻ tak coś pięknego.. Od zawsze zastanawiałam się jak to jest.. Teraz już wiem <3 i nie zamieniłabym tego roku na nic innego. Nic nie dałoby mi tyle szczęścia, tyle miłości co ten mój mały urwis :D <3
KOCHAM CIĘ SYNKU <3

xdf9xw.jpg


365 dni R A Z E M ! <3 12 miesięcy Tomusia <3

* jeszcze żadnego zębuszka nie ma :P
* można powiedzieć że przespał 1 noc/364 dni
* rozmiar ubranek to 86
* ostatnio jak go ważyłam to 11kg miał
* zaczyna gadać po swojemu: kee, gee, guu, mama, papapa, apapata, mama, babaaba
* umie robić brawo, kosi łapki, zrobić pa pa
* wie dokładnie gdzie się patrzeć jak pytam się gdzie jest tygrysek to patrzy na łóżeczko. Jak się pytam gdzie papużka to patrzy na drzwi bo jest w łazience. Wie dobrze gdzie jest światełko, patrzy na żyrandol ;)
* bardzo ładnie idzie już za jedną rączkę, jak idzie powolutku to w ogóle super mu wychodzi <3
* na kolanach to wręcz pędzi
* wspina się przy każdej rzeczy, nic mu nie jest straszne :D na fotel sam wejdzie, na łóżko w swoim pokoju które jest niskie, bo na nasze duże to nie da rady :P nawet ostatnio chciał się wspinać po swoim łóżeczku po szczebelkach! na co miałam oczy jak 5 zł!
Humorki już swoje nie źle pokazuje :P ale ogólnie jest bardzo grzecznym dzieckiem :) wiadomo jak się czegoś nie da, nie pozwoli się mu to płacze i marudzi ale tłumaczę że nie wolno i zajmuję go czymś innym. Najlepiej jeszcze wychodzi mu minka "Uuuuuu" :D :P często tak robi jak pralka hałasuje i czajnik hehe. Teraz już się nie boi :D

W niedzielę mieliśmy już imprezkę :) wyszło 7 ponieważ 13 i 14 nigdzie sale nie były wolne także dwa dni szybciej zrobiliśmy. Tomcio zasnął w aucie jak jechaliśmy na salę bo rano krótko spał także było mi go żal budzić i przełożyłam go do wózka ;) także goście zastali śpiącego Królewicza :D potem i tak musiałam go obudzić bo kelnerka chciała z tort przynieść z racą a nie chciałam żeby to zrobiła zaraz jak się obudzi bo by się może przestraszył i nie wiedział o co chodzi, także troszkę poczekaliśmy. Kilka zdjęć z imprezki :)

2gv0j77.jpg

213onr9.jpg

2lm8k7a.jpg

bhj2ts.jpg

17wdxk.jpg

no8vv7.jpg

2dqtzrq.jpg

k4w2ec.jpg

a0z3g6.jpg

2881keo.jpg

1ew56d.jpg

f29car.jpg

rljiwz.jpg

2nh2tso.jpg

28le22r.jpg

ok6auv.jpg

j8pnav.jpg

4fv134.jpg

30wv9rb.jpg

21e3ytk.jpg

nzhsgg.jpg

2444a4i.jpg

Trochę Tomcia z dziś <3 :)

697r.jpg

2iari2q.jpg

dm44di.jpg

Niestety takie sesje z nim nie są już takie proste :P także musiał coś zajadać :P

2egh6yx.jpg

2966g6.jpg

1pe39s.jpg

Tak to wyglądało hahahaha :D :P taki już zmęczony był :P

2jcekn7.jpg

zkkbyq.jpg

ionn8n.jpg

No i czas na porównanie zdjęć z każdego miesiąca :)

5l0v84.jpg

vpc4ty.jpg

b4f56q.jpg

MOJE SZCZĘŚCIE <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

2dj2zxk.jpg



idka Być szczęśliwą 10 lutego 2016, 00:29

Jeeeejuuu, co się ze mną dzieje, że nawet nie wiem, który to dzień cyklu? ;)

A tak na poważnie, jak obiecałam, tak zrobiłam. To znaczy, że zaglądam na ovufriend, ale naprawdę rzadko, jak na to co było wcześniej. Czas obecny wykorzystuję na mój rozwój i doskonalenie swoich umiejętności na nowym stanowisku pracy. A na froncie staraniowym cisza. Bzykoserca są, ale rzadko, ba! za rzadko jak na parę "starającą" się. Wszystkiemu jest winne zmęczenie i brak czasu... I brak motywacji :P

Są za to kolejne postanowienia. U mnie ostra suplementacja. Ostatnio byłam u dermatolog i ta zapisała mi witaminę D3 w wysokiej dawce, wit. E, kazała brać wit.C 1000mg, i zasugerowała, że mogę mieć zbyt niski poziom żelaza, bo moje paznokcie u stóp mają dziwną płytkę, co mnie niepokoiło i poszłam po poradę do niej, bo bałam się, że to grzybica. W ogóle za tą wizytą stoi znany wniosek- nie sądź ludzi po pozorach , a w tym przypadku dokładnie po negatywnych opiniach w necie. Przed wizytą nic nie wiedziałam o tej pani dr. Nie miałam też czasu, jak to mam w zwyczaju, sprawdzić opinii dotyczących wyników pracy tej kobiety na różnych forach i portalach. Zapisałam się w ciemno. Gdy stawiłam się w Luxmedzie, okazało się, że jest jakaś awaria systemu i że są duże opóźnienia w przyjmowaniu pacjentów. Weszłam pół godziny po umówionym czasie do gabinetu, ale zanim to nastąpiło chcąc wykorzystać czas oczekiwania zaczęłam szperać w internecie na temat pani doktor. A tu same negatywy:"niemiła, traktuje pacjenta jak petenta, nie słucha, nie pozwala się wypowiedzieć"... itp. Trochę się przestraszyłam, ale z reguły w takich momentach działa to na mnie jak bodziec do działania i mój buntowniczy charakterek od razu założył sobie, że "jakieś babsko nie będzie mi podskakiwało". I z takim nastawieniem weszłam do gabinetu. O la boga! Skąd takie komentarze o tej kobiecie to ja nie wiem. Dla mnie była bardzo miła- dość konkretna, ale na pewno nie była nieprzyjemna przy tym. Może podobał jej się mój rzeczowy sposób prowadzenia rozmowy? Nie wiem. Ale wiem za to, że wzięła pod uwagę nasze starania, mój PCOS i problemy z zajściem w ciążę. Parę rzeczy zasugerowała. Bardzo mi się to podobało.

Tak więc bogatsza o kolejne porady dalej przygotowuję się do wznowienia starań pełną parą :) jeszcze z miesiąc, może dwa i wracamy do gina po Clostilbegyt i będziemy monitorować :) Uda się. Teraz już donoszę tą ciążę. Wiem to. Czuję całą sobą :) To będzie naprawdę dobry rok! <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2016, 00:27

ket555 33 lata 2 poronienia 10 lutego 2016, 05:12

Jestem juz pod koniec 1 mc jakie to narazie skomplikowane . Wpadłam ( mysle jak nas wiele ) w szał kupienia elektronicznego komputerka ( taniego) , mikroskopu( wciąż nic w nim nie widzę) i dużej ilości testów z Allegro ( podobno nie działają)
Dopiero 2 mc wykonam pewnie poprawnie tzn pomiar w pochwie(kupiła term szklany) , testy z apteki (mam nadzieje ze te pokażą ovu) i badanie szyjki (co jest dla mnie czarna magia wyczuć różnice)
Założyłam 3-4 mc prowadzenia pomiarów z nimi udam sie do kliniki .
Zdecydowałam ze jesli okaze sie ze wyniki ok ale ciąży nie bedzie poddamy sie zabiegowi in Vitro
Maz ma cukrzyce od 7rz ma 38 lat ja 33 nie wierze juz chyba w naturę jednak chce mieć pewność ze wykorzystałam wszystkie naturalne metody .
P.S czy weteranki mogłyby spojrzeć na moj wykres?

coffee Czekajac na Ciebie... 10 lutego 2016, 06:08

na nic sie nie nastawiam, bo bedzie co ma byc ... wierze, ze bedzie dobrze ale zostawiam wszystko w rekach Boga.. wiem jedno, ze kocham zycie i nie moge wszystkiego podpasowac tylko pod ten cel bo jego realizacja nie wiem ile zajmie, a zycie ucieka miedzy palcami...
czuje sie dzis strasznie zmeczona i na domiar wszystkiego bola mnie wszystkie miesnie, mam nadzieje, ze zadne chorobsko mnie nie zlapie ;) czekam z utesknieniem do piatku po pracy ;)

mmarzenak Tak bardzo chce.. 10 lutego 2016, 13:00

24 tydzień

Czuję się bardzo dobrze, humor również dopisuje:) Teraz mogę śmiało powiedzieć, że II trymestr jest cudowny:) Moja córcia wspaniale mnie kopie, w sobotę tj. 5 lutego pierwszy raz mój mąż poczuł kopniaczka od naszej Lilusi:) Dostał od niej taki własnie prezent, bo w sobotę mieliśmy rocznicę 12 lat razem:) wow ale ten czas szybko leci, a ja mojego męża z każdym dniem kocham bardziej:)

Powoli sobie rośniemy, jestem już kilo na plusie:) Ubranka wszystkie dla Lilki już mam. W sumie wszystko chciałabym już kupowac, ale mąż mnie stopuje:P

A to mój brzuszek:
f3c24bc1402e0b2amed.jpg

I takie ubranka ostatnio w kupiłam córci:
93ba3f91d1039aacmed.jpg

i znowu nie będzie optymistycznie.... ja po prostu nie mogę już nic czytać w internecie bo ostatnio coś przeczytałam i się teraz zajebiście martwię... wcześniej myślałam, że jak ma się FSH w normie tzn. że rezerwa jajnikowa jest jeszcze ok i że jeszcze mam czas na starania ALE przeczytałam wczoraj, że można mieć FSH w normie ale badanie AMH może wyjść niskie...
i oczywiście teraz myślę, że ja tak pewnie mam skoro przez kilka miesięcy w zeszłym roku miałam co miesiąc owu a teraz już drugi miesiąc pod rząd nic. Boję się, że mi się już jajeczka skończyły... do tego jeszcze te bardzo skąpe miesiączki.... jestem załamana..

stwierdziłam, że jak ma się coś do kogoś przyczepić to na pewnie do mnie, w końcu najpierw wyszła mi niedoczynność tarczycy, potem PCOS, w między czasie zrobiłam sobie cukier na czczo i wyszedł ok, cieszyłam się, że chociaż jedna rzecz mi dobrze wyszła, no ale oczywiście powtórzyłam badanie cukru i insuliny z obciążeniem w grudniu i wyszedł wysoki cukier i insulinoodporność. czekam aż znowu życie rzuci mi kłody pod nogi... brakuje mi do zestawu tylko niskiego AMH, wtedy już będzie komplet. zobaczymy jak będę stała z kasą pod koniec miesiąca, jak będzie coś jeszcze na koncie to zrobię to badanie (koszt kolo 200 zł) a jak nie to w przyszłym miesiącu, wolałabym jak najszybciej no ale na same wyniki czeka się chyba ze dwa tygodnie.

mam przed sobą kolejny cykl, dziś 4 dc, czeka mnie monitoring u dwóch ginekologów, jak znowu nic mi nie urośnie to się załamię...

i nie mogę o tym wszystkim powiedzieć mężowi bo jak mu powiem to mu się tak zmieni humor że koniec końców będzie tak, że jeszcze będę musiała jego pocieszać... bez sensu

Kocia kociowy pamiętnik 10 lutego 2016, 09:13

Wczoraj zrobiłam pierwsze zakupy dla dziecka. Chodziłam po galerii i czułam się taka dumna z reklamówką pajacyków w ręku :) To co dla innych mam jest takie normalne, dla mnie jest takie niezwykle i radosne.


de639dae0c082cb8m.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2016, 09:16

Kolejna wizyta 9.02.2016r.

Waga mamusi wg przychodniowej wagi (w ciuchach i butach) wynosi: 48,5kg
Ciśnienie: 100/50

Maleńśtwo:
Wielkość: 6,63cm
NT: 1,6mm

Na potwierdzenie załączam zdjęcie USG naszego kochanego Maluszka:)
Kochanie czekamy na Ciebie! Mamy nadzieję, że 8 marca ujawnisz czy jesteś naszym kochanym syneczkiem, czy kochaną córeczką :*

Termin porodu:
wg USG: 13.08.2016r.
wg OM: 14.08.2016r.

75acec9b4f531295med.png


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2016, 09:58

7.02.2016r. dzień 95, niedziela, 20.30

Dzisiejszy dzień jest dowodem na istnienie wiosny w środku zimy. Plusowa temperatura, grzejące w policzki słońce. Idealny dzień na rodzinny spacer. Świetnie się złożyło, bo akurat goście po 11 się zwinęli w drogę powrotną do domu. Nie musiałam się martwić gotowaniem dla takiej liczby osób. Dorastające dzieci żrą za dwoje! Wczoraj po wieczornym spacerze po sopockim molo zajechaliśmy do KFC. Gdy Bratowa wręczyła kasjerce wysypujące się jej z rąk kupony promocyjne i powiedziała: "Po proszę toooo o", pani z wytrzeszczonymi oczami odpowiedziała "wszystko?!". Ledwo na stołach się im to żarło mieściło. Ja, mąż i Anastazja zajęliśmy miejsce gdzie indziej, tym bardziej, że musiałam głodomora nakarmić. Pierwszy raz karmiłam w miejscu publicznym. Przy stoliku w kąciku. Czułam się jak jakaś patologiczna matka zagryzając w tym czasie twistera. I niestety trochę przesadzili z ostrością sosu, bo okropnie piekły mnie usta. Albo się odzwyczaiłam, albo zmienili recepturę. Ale dobrze, że zjedliśmy gdzieś na mieście, bo zawartość mojej lodówki mogła całej tej ferajnie jednak nie starczyć. Szkoda tylko że dzieciaki nie dały się namówić na kolację w fajnej sopockiej knajpie, gdzie serwują kosmicznie pyszne żeberka. KFC i koniec.. Gdy wróciliśmy do domu była już prawie 22. Nastię trzeba było wykąpać i położyć spać (pomimo że spała praktycznie cały czas). Młoda zasnęła, ja zaraz po niej. Zmęczona byłam już całym tym towarzystwem. Chociaż trzeba nas pochwalić, bo z Bratową męża nie skoczyłyśmy sobie do gardeł, oczu ani z pazurami! W ogóle muszę powiedzieć, że było miło! Nastka dostała najpopularniejszą zabawkę na świecie z Fisher Price - szczeniaczka uczniaczka :D jak na razie oczywiście ma ją gdzieś, ale ja jestem nią zauroczona, że o mężu nie wspomnę. Także no! Fajnie, goście byli, szybko pojechali, mąż zadowolony, bo w końcu jego brat poznał jego córkę. A jak mąż zadowolony to i ja również. Niedzielę spędziliśmy więc praktycznie na spokojnie. Ogarnęłam mieszkanie po wizycie rodzinki, wstawiłam pralkę z ich pościelami, ręcznikami, a potem pojechaliśmy do Gdyni Orłowa. W ten oto sposób nasza Nastusia odwiedziła spacerowym krokiem wszystkie główne miasta w Trójmieście :D i w przeciągu tygodnia zaliczyła przechadzki po trójmiejskich molo (molach? czy jak to w ogóle się mówi?). W tygodniu byłyśmy na Brzeźnie, w sobotę na sopockim molo, a w niedzielę w Gdyni :) wizyta w Gdyni mnie lekko roztkliwiła. Pamiętam, jak kiedyś płakałam w tych okolicach mężowi w rękaw, że "chyba już nigdy nie będziemy mieli dzieci". Niesamowite, że jak się tych dzieci nie ma, jest jakaś przeszkoda w ich posiadaniu to ciąża, niemowlak wydaje się być kompletną abstrakcją, czymś tak nieosiągalnym, że nawet jeżeli "to" się dzieje, trudno w to uwierzyć... Pospacerowaliśmy sobie nieco, zaszliśmy na pyszną czekoladę i kawkę. I znowu całą naszą trójką podreptaliśmy do samochodu. Przytulałam się do męża prowadzącego wózek z rozglądającą się córcią, mrużyłam oczy w słońcu i chciałam by ta chwila trwała już do końca świata....

IMAG2908_1.jpg
free picture upload


8.02.2016r. dzień 96, poniedziałek, 16.15

Zarzekałam się, że będę siedzieć na tyłku. Ewentualnie że będę leżeć i pachnieć. Nie da się kurde. Mam motorek w dupie i mnie nosi. Ale wytłumaczenie dobre mam. Rano przylazły do mnie koleżanki. Dwie zaręczone, jedna modnie nazywana singielką. Kawka, ciatko, herbatka. Międzyczasie karmienie mojego Żulika. Jakie macie dzisiaj plany, pytają dziewczyny. A miałyśmy leżeć wentylami do góry, ewentualnie zajść na szmaty podczas spaceru do dwóch ciucholandów, bo dziecko mi powoli z 68 wyrasta, akurat jakbym kupiła 74 i wyprała dwukrotnie oraz wyprasowała to może już by do tego czasu podrosło. Aha, a może podlecicie z nami na wybieranie sukni ślubnej do Gdyni? Ależ oczywiście, ale ze swoich planów nie zrezygnuję, dajcie mi godzinkę to... Idziemy z Wami. Szybko się zebrałyśmy, połaziłyśmy po osiedlu całą bandą. Szturmem ogołociłyśmy wszystko co na szmatach było. Nastka ma "nowy" kombinezon (do miśka ledwo już ją upycham), śpiwór na spacer, legginsy, cudną czapeczkę i pajac. Po karmieniu i szybkiej zmianie pieluch zapakowałyśmy się do auta pojechałyśmy najważniejszą w życiu kieckę ciotce wybierać. Nastka jest prawdziwą kobietą. I ma gust. W procesie decyzyjnym brała czynny udział, a Ciotka wyglądać będzie zjawiskowo.

A jak to się stało, że jest po 16 a my już tyle zrobiłyśmy? Przecież Nasti śpi do 10-11 (czasem i 12)! Postanowiliśmy z mężem, że może przestawimy ją troszkę, by mieć więcej czasu dla siebie wieczorem i zaczniemy kłaść spać o 21, a nie o 23 czy północy tak jak my chodzimy spać. Taaaa... Nastka spać poszła, gdy doszło "co do czego" i tak się obudziła i zakwękała, więc musiałam pójść do niej do pokoju i ją dokarmić jeszcze po 23 na noc. Przerwaną "zabawę" trudno mi było rozpocząć od nowa, bo ciągle myślałam o tym, że w końcu znalazłam jeden z "minusów posiadania dziecka", który tak bardzo się przede mną ukrywał. Zanim się rozkręciłam to zastała nas północ. Młoda dwadzieścia minut po 8 przebudziła się na żarło. Wzięłam ją do łóżka. Leżała między mną a mężem. Zjadła i ani myśli o spaniu! Oczy szeroko otwarte lustrujące to mnie, to męża, gęba rozszerzona w bezzębnym uśmiechu.. Mąż przyzwyczajony do spokoju, kiedy do pracy wychodzi, a tu żona z córką się plączą pod nogami... ech co za życie... Dziś Nastka pójdzie spać z nami, bo jednak trudno mi zrezygnować z tego wylegiwania się do 9-10 a czasem i dłużej...


9.02.2016r. wtorek, 15.15. dzień, 97

Jakaś dziś przymulona chodzę. Jednak mój entuzjazm został powalony na łopatki. Dość mam już męczącego mnie tematu, emocji niczym na rollercosterze. Tak bardzo chciałabym być obojętna.

Poza tym ok. Podjęłam zlecenie od Szefa. Siedzę troszkę przy kompie od wczoraj. Młoda wtedy śpi na balkonie. Zresztą i tak nie ma z nią problemu, Nastka potrafi godzinę i więcej sama leżeć na macie i się bawić. Podobnie w leżaczku. Ja za to gorzej to znoszę. Szczerze mówiąc odzwyczaiłam się od roboty. Nie pracuję od początku maja tamtego roku. Teraz zajęłam się zupełnie czymś innym, więc dopiero wdrażam się w temat, ale nie idzie mi to zbyt lekko. Mój umysł zdecydowanie się rozleniwił i najprostsze sprawy sprawiają mi trudność. Mąż wraca do domu dopiero wieczorem i niby wtedy on głównie zajmuje się Małą, ale ja wieczorem zazwyczaj jestem już tak zmęczona, że nawet do składania długopisów bym się nie nadawała. Dlatego dziobię w klawiaturę za dnia, a wieczorem mam zamiar odpoczywać.

Taaa odpoczywać. Jak na przykład dzisiaj. Śledzik jest. Znaczy się ostatki. Ewka z Narzeczonym robią imprezę dla znajomych i mają zamiar powiadomić oficjalnie o swoich zaręczynach. My o zaręczynach wiemy, lecz na imprezę powiadamiającą dostaliśmy zaproszenie. Na całe szczęście będzie siostra Szwagra z półrocznym synkiem, więc mam większą motywację by iść tam. Bogu dziękuję za czas Wielkiego Postu. Może chociaż w tym czasie nasze życie się jakoś uspokoi. Bo tak na prawdę to u nas wiecznie coś.

Dzisiaj na spacerze wybrałyśmy się daaleko, daleko. Po drodze zahaczyłam o lumpa. Garderoba Anastazji znów zaczyna się wypełniać po brzegi. Myślę, że za jakieś niecałe dwa tygodnie całkiem pozbędziemy sie rozmiaru 68. 74 wydawały mi się jakieś wielkie, przecież moje maleństwo jest takie... małe. Chociaż każdy gdy ją widzi wydaj okrzyk "jaka ona duża!", a wczoraj koleżanki śmiały się, że od noszenia Nastki będą miały zakwasy. Żeby jednak zapobiec temu, że dziecko me zostanie gołe i wesołe zakupiłam sporo bodziaków na długi rękaw, kilka pajaców (jako piżamki one u nas robią), legginsów i bluzeczek. Nawet spodenki dżinsowe się znalazły i urocza sukienka. Tak, bo ja z tych matek, których dziecko nosi dżinsy, sztruksy, czasem bluzy z kapturem i inne "dorosłe" cuda. Nastka wcale nie wygląda na nieszczęśliwą w koronkowej sukience z podszewką lub dlatego że nie ma rajstopek w kolorowe wzorki tylko same jednolite. Wieczorem nakładamy jej pajaca w paseczki, gwiazdeczki, kropeczki, cyrkowe wzory i inne zwierzęce cuda-wianki. I śpiworek w misia, samolocik, różowe duże kropy, szare paski, niebieskie paski, zielone paski... :D i wtedy też nie wygląda na szczęśliwszą. No mniejsza z tym. Teraz już wiedziałam czego nie kupować, co u mnie niee zdaje egzaminu. Sporo rzeczy nawet Małej ani razu nie nałożyłam (np. śpiochy, kaftany). Do piwnicy dla drugiego pisklaka też nie było co odkładać, bo skoro przy jednym nie użyłam, to przy drugim też nie będę chciała najprawdopodobniej. Dlatego wyrzucałam do kontenerów na odzież i raz też zawiozłam w miejsce, gdzie bardziej ciuszki mogą się komuś przydać.
A wracając do spaceru. To ja ciągle gadam. Nie zauważyłaby tego gdybym do tego lumpa nie zaszła i nie przykuwała uwagi ludzi. Tam "rozmawiałam" z córką o ciuchach. Pytałam, czy ta bluzeczka w białe groszki się jej podoba i czy miło będzie jej się spało w fioletowym pajacu. Gdy spacerujemy sobie tak o, wtedy często schylam się do jej wysokości i staram się zobaczyć, co widzi moje dziecko. Opowiadam jej o drzewkach, z których spadły liście zanim się urodziła. O chmurach, które co chwila zmieniają swój kształt lub są zamiatane przez wiatr. O tym, że idziemy teraz pustym polem, ale słyszałam, że niedługo tu blok nowy postawią. O tym, że jakaś świnia wyszła z psem i nie posprzątała gówna po nim. W domu też zawsze gadałam. Tylko że do kota. Teraz uwagę dzielę na dwoje. Często relacjonuję to, co właśnie robię, opowiadam jak ją kocham, jaka jest ważna i cudowna, o tym jak wyglądało nasze wcześniejsze życie. I po takim całym dniu gadania przychodzi mój mąż do domu. I wtedy śpiewa. Wczoraj na topie była muzyka metalowa. Ojciec zdarł sobie gardło parafrazując piosenki dla Nastusi. A ta mała kwoka tak rechotała, że dostała w końcu czkawki. Rozbawiło ją to jeszcze bardziej i wprowadziła nas i siebie w taką spiralę śmiechu, że ledwo żeśmy przestali. Już widzę, że to nasze dziecko do najnormalniejszych nie będzie należeć. Ale czy to aż tak źle...? :)

10.02.2016r. dzień 98, środa,

14 tygodni Nastusiowego żywota


IMAG3025.jpg
upload pics


Żulik nasz kochany dobił do 7 kilogramów. Jest raczej długa niż papuśna. Część ciuchów (rozmiar rozmiarowi nie jest równy) 68 już grzeje miejsce w kartonach piwnicznych. Pampery nadal rozmiar 3, lecz w planie jest przejście na 4 (kupa często wylatuje nam górą, bo za krótko pielucha sięga). Zostały nam jeszcze 3 paczki starego rozmiaru i przechodzimy na większe.

Nastka w tym tygodniu zrobiła się ekstramobilna. Turla się jeśli ma miejsce - najpierw przewrót naa bok, potem brzuch i znów obrót z taką siłą, że nie ląduje na drugim boku tylko odrazu na plecach.

Oprócz przewracania się na boczki, odwracania z pleców na brzuszek (i odwrotnie) oraz turlania się Anastazja umie kręcić się dookoła własnej osi. Jej zachowanie porównałabym do ruchów wskazówek zegara. Mata edukacyjna jest dla niej za mała, zdarza się jej przemieścić poza nią. Przedwczoraj nawet zawaliła całą konstrukcję maty na siebie i zastałam ją pod nią jak sobie ciomkała rąbek od sukienki.

W związku z dużą ruchliwością Nastuśki zmiana pieluchy zaczyna pochłaniać coraz więcej wysiłku ze strony osoby zmieniającej pieluchę. Młoda wierzga się, chichocze, podciąga nogi do brzuszka. Trzeba ją przytrzymywać, by nie wywracała się na boki. Kariera przewijaka w naszym domu najprawdopodobniej się kończy. Zresztą i tak Nastka ledwo się na nim mieści.

Z motoryki małej to zauważyłam, że w tym tygodniu oprócz zabaw własnymi rączkami i czasem nóżkami (jednak nadal uważam że spotkanie rąk i nóg u Nastki jeszcze są przypadkowe) a także grzechotkami Anastazja zaczęła przekładać zabawki z jednej ręki do drugiej. Oczywiście zabawka musi mieć sprzyjający kształt (np. wyglądać jak hantelka), bo wtedy robi się to łatwiej.

Karmienie nie jest już teraz tak częste. Wcześniej było to max co dwie godziny (chyba że Młoda spała) teraz karmimy się co 3 godziny. Dla mnie to i tak postęp. Mało nasz Żulik beka. Pewnie dlatego, że i mało płacze i powoli je. Nie łyka wtedy powietrza wraz z pokarmem i nie ma czego odbekiwać. Inaczej jest gdy je z butelki. Wtedy odbeknięcie godne Rumcajsa po browarze. Poza tym Mała też rzadko ulewa.

Pieluszki tetrowe za to zaczęły się przydawać, bo Mała dalej okrutnie się ślini. Czasami trzeba jej zmieniać bluzeczkę, bo jest tak mokra. Mąż już wymyślił, że jej śliniaki będziemy zakładać.

Zabawki są ok, ale tylko wtedy gdy dają się włożyć do buzi. Nastka z chęcią chwyta różne przedmioty (w tym i nasze paluchy) i maniakalnie gryzie, liże i sprawia sobie inne oralne przyjemności.

Nastia nadal przesypia całe noce. Najwcześniejsze przebudzenie na kilkuminutowe cyckanie było o 6 (czyli po około 7 godzinach snu). Wtedy mi to jakoś bardziej pasuje, bo łatwiej mi ponownie usnąć o 6 niż po 8, czyli o tej godzinie, kiedy zazwyczaj Mała przebudza się. Anastazja dalej śpi sama w swoim łóżeczku.

Drzemki w dzień też nam się ustabilizowały. I Mała przesypia je w łóżeczku. Zazwyczaj zasypia sama, czasem przy cycku i wtedy ją odkładam ją do łóżeczka.

Anastazja sporo czasu spędza na obserwowaniu mnie i osób wkoło (wtedy do niej zazwyczaj mówię), ale też potrafi sama się sobą zająć, gdy ja jestem w innym pomieszczeniu lub poza zasięgiem jej wzroku i słuchu. "Bawić" się sama może nawet godzinę. Strach pomyśleć ile by tak mogła sama siedzieć gdybym włączyła jej TV, którego staramy się jednak unikać (to znaczy się ja staram się unikać, bo mąż nie podziela moich poglądów), pomimo że Nastia go uwielbia.

Mrygające światełka, lampy, żyrandole i okna, przez które wpada mnóstwo światła do ciemnego pomieszczenia są superinteresujące. Wieczorne spacery koniecznie z opuszczoną budką w wózku, przecież mijane latarnie dają tyle radości.

Nastka nadal bardzo mało płacze. Zdarza się, że przez kilka dni z rzędu w ogóle, ale już się tym nie martwię. Głośno nam ropuszka chichocze, uśmiecha się, kwęka, głuży i to wystarczy.

Kąpiele nadal są hitem hitów. Śmiech powodowany nimi jest przeuroczy. Do tego to radosne wierzganie nóżkami. Młoda całą łazienkę ochlapuje, a kot lata i wylizuje wodę z zalanej podłogi, komody i innych sprzętów. Chociaż sprzątania jest mniej. Przyszła pielucha wielorazowego użytku do kąpieli. W przyszły weekend idziemy z Małą na basen, zobaczymy co ona na to. A za dwa tygodnie jedziemy do Torunia. Zarezerwowaliśmy hotel z basenem i może tam również pójdziemy na małe pluskanie z Anastazją?

Na spacery chodzimy praktycznie codziennie. Wczoraj nas trochę zwiewało, ale się nie dałyśmy :P Mała na spacerach trochę śpi, trochę się bawi. Jest ciepło i raczej nie nakładam jej rękawiczek, więc Nastia ma wolne ręce i może zająć się zabawkami. Oczywiście gdy dzieciak nie śpi gondola musi mieć opuszczoną budkę, bo inaczej nuda i kwękanie. Spacery trwają po 2-3 godziny. Czasem w ich trakcie ja coś załatwiam (np. małe szybkie zakupy, zapisuję się do kosmetyczki czy fryzjera), ale zazwyczaj wózek jest non-stop w ruchu. Zdarza się, że Młoda ma dobry flow to potem jeszcze dosypia na balkonie jeszcze z godzinkę lub więcej. Przez ostatnie dni policzyłam ile Młoda śpi na dobę. Wyszło 11 h w nocy plus około 5-6 godzin snu w dzień. 16-17h na dobę to ponoć typowy wynik dla dzieci w tym wieku, więc przestałam myśleć, że moja córka to jakiś śpioch czy kto tam.

Anastazja to pogodne dziecko. Reaguje uśmiechem na uśmiech, bawią ją przygłupie żarty i miny mojego męża a jej ojca. Ciekawie się rozgląda dookoła i potrafi ściągnąć na siebie uwagę głużąc i wydając z siebie dziwne dźwięki :)

A matka?

Po powrocie z wczorajszego śledzika myślałam, że rozszarpię K.. Młoda leżała już w łóżeczku próbując zasnąć. Ja byłam w łazience i chciałam wziąć prysznic. Taaa, tylko że u mnie nie ma lekko. Zauważyłam kosz pełen prania. Postanowiłam pralkę nastawić na rano, by jak mąż wstanie mógł wywiesić nasze ciuchy. Oczywiście jak zawsze się spieszyłam. Ja zawsze wszystko robię w biegu, z prędkością światła. I pech chciał, że walnęłam się łokciem w kant komody wkładając zamszyście brudy do pralki. Odruchowo krzyknęłam z bólu, a gdy zauważyłam, że nie mogę ruszać prawą ręką bo tak mnie boli to się rozpłakałam. Wyglądało to mniej więcej tak - Feśka pedantka wyje bo sobie załatwiła prawą rękę podczas robienia prania po północy, ale przecież ma wolną rękę to niezdarnie używa jej, a krople łez kapią na brudne skarpetki męża. Mąż w tym czasie szybko podnosi się z kanapy (Feśka słyszy to wyraźnie i w duchu się cieszy, że zwrócił ktoś na nią uwagę). K. przychodzi na chwilę, chyba po to by naocznie sprawdzić czy żyję, spytał co się stało i nie czekając na odpowiedź pognał do pokoju, gdzie leżała Młoda. No tego już za wiele. Widział skurczybyk, że jedna ręka wyszła mi z obiegu, a on sobie do córki leci. Wrócił ze słowami "na szczęście jej nie obudziłaś, chociaż mogła się przestraszyć." :O i poszedł sobie znowu! Byłam wtedy już po załadowaniu pralki i właśnie motałam się z okrutnie trudną czynnością dla osoby jednoręcznej - związaniem gumką włosów. Mąż zero reakcji. Poszedł sobie. Zaklęłam pod nosem i dalej walczyłam z wiatrakami. W efekcie rozwyłam się, że ten mój mąż taki niedomyślny i beznadziejnie zakochany w córce. Tak beznadziejnie, że ja mogę paść gdzieś trupem, a on pomyśli o mnie dopiero w porze karmienia. Bo JEGO córka będzie chciała jeść. Świadomość zejścia na drugi plan mnie dobiła. Wyszłam z łazienki i zrobiłam burę. Rzygałam żale dla męża, a on międzyczasie zaplatał mi warkocza na włosach. "Trzeba było poprosić" - ot tyle (z moim mężem się nie pokłócisz). "Trzeba było się domyśleć" palnęłam. I znowu zrobiłam z siebie wariatkę. Wróciłam ja sprzed ciąży i porodu... Po 14 tygodniach.


Żółwik Ciotki!

IMAG3157.jpg
image upload no size limit


IMAG3212.jpg
picture host


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2016, 12:17

adora Kruszynko, czekamy na Ciebie. 10 lutego 2016, 11:30

Wczoraj bylam u midwife. Slyszalam bicie serduszka dziecka. Od razu mi lepiej.

16t4d
Wybrałam położną :) w przyszły czwartek zadzwonię umówić się na spotkanie, dodatkowo chciałabym wykupić u niej indywidualna szkole rodzenia (odradziła mi korzystanie ze szkoły rodzenia w szpitalu powiatowym w którym i tak nie chce rodzic)
A o to My w 15 tygodniu ciąży
image3.jpg

I pierwsze zakupy dla Pawełka
image1.jpg
image2.jpg


A to jego pierwszy wóz :)
b49aeea4f08b9bea5712d942c4287f02.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2016, 12:46

Wczoraj doszłam do takiego wniosku, że po prostu muszę wyluzować, przestać non stop myśleć o tym, że może w kolejnym cyklu będziemy już mogli zacząć się starać. Organizm jakby zwariował i robi tylko na złość bo ciągle coś mi dolega. Nie wiem może próbuje mi dać znać, że mam się ogarnąć i zacząć normalnie żyć? Że jest już tym wszystkim zmęczony? Mąż już od dawna mi o tym mówił, żebym o tym ciągle nie myślała bo jak bardzo się czegoś chce to nie wychodzi. I taki mam plan pt ''wyluzuj'', skupię się na pracy, na mężu, a w wolnych chwilach będę robić to co uwielbiam czyli czytać książki. Kiedyś w końcu nastanie ten czas, że będę zupełnie zdrowa i tarczyca się ureguluje. I jeśli się wycisze to może dziecko prędzej będzie chciało do nas przyjść. Po prostu muszę zacząć NORMALNIE ŻYĆ.!!! Czuję, że jeśli tego nie zrobię to po prostu zwariuje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2019, 22:51

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)