Testuje za 5 dni. Bardzo śpiąca jestem
poprawka
juz nie testuje przyszedł okres
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lutego 2016, 20:48
9 dc
Temperatura ładnie spada, ciekawe czy PTC wróci do poziomu 36,3C jaki miałam zanim zaczęłam brać tabletki.
Wczoraj dojęłam decyzję - koniec z alkoholem. Niezależnie od tego, czy w tym cyklu zajdę w ciążę, czy za 6 cykli, czy za 24, postaram się już nie pić alkoholu. Nawet jedno piwo na wieczór potrafi wywołać u mnie wielkiego kaca, poza tym niestety zazwyczaj do piwa włącza mi się potrzeba papierosa (rzuciłam rok temu, ale popalam na stres i czasem do alkoholu). Co będzie to będzie, ale można chociaż miesiąc uda mi się wytrzymać opierając się pokusom. Dalej już chyba powinno iść bez problemu.
A najlepiej byłoby po prostu zajść w ciążę. 
4 d.c Od dziś pije 4 razy dziennie siemię lniane. Uwielbiam je... Oraz zaparze sobie jeden raz dziennie szklankę rozmarynu. Kupiłam także sobie suszone śliwki. I przede wszystkim nie będę się nakręcac. Poznałam dziś sąsiadkę Polkę. Zaprosiłam ją na kawę, wymienilysmy się numerami telefonów i może bardziej się poznamy. Wzruszyła mnie jej historia że mieszkała tu z mężem lecz on już nie żyje i miał 28 lat... Została z 2 dzieci. Przykre ale nie życzę tego nikomu. Siedzę przed telewizorem oglądam jakiś bzdurne seriale i popijam siemię lniane. Sąsiadka powiedziała mi ze w naszej wsi jest schronisko i to blisko nas. Wiec pogadam z moim M i mam nadzieje ze zgodzi się na jakiegoś kotka
Znajoma urodziła dziecko, weszła we mnie zazdrość widząc zdjęcie na Facebooku.... Mam nadzieje że ja niedługo się doczekam...
Drugi dzień przed tymi dniami, rano mocno kuło w lewym jajniku co to może znaczyć ?
śluz jest, lecz ciągle trudno odpowiedziec na te pytania czy jest taki czy taki, lecz codzien rano obserwuje całe ciało, temp mierze od godz 10 gdyz o tej wstaje wczoraj 1raz zmierzylam o 19 bo dopiero przeczytalam, lekko chora biore flegamine oby nie było przez to zgorszen oby bylo OK.
trudno mi narazie odczytywac ten wykres patrze i nic nie widze jakas porada? 
Dzis kolezanka mnie dobila .. w trakcie rozmowy na temat plodnosci I starania sie o dziecko oznajmila ze jakbym bylanaprwde plodna to w ciaze zachodzilabym w co drugim cyklu... wszystko mi opadlo
Tyle się działo, tyle emocji...
Miałam plan systematycznie prowadzić ten pamiętnik, żeby był na pamiątkę dla mnie i męża, ale nie wyszło. Przede wszystkim ze względu na to, że wciąż są w moim życiu problemy innych tzn. teściów. Ale wczoraj postanowiłam sobie, że odpuszczam. Dla siebie, dla męża, ale przede wszystkim dla naszego synka. Dzisiaj idziemy do teściów z mężem i mamy zamiar im oświadczyć, że nie mogą nas obarczać swoimi kłopotami i uświadomić im ile nerwów przez nich zjedliśmy. Jeśli nie obchodzi ich zdrowie pierwszego wnuka to znaczy, że nie są warci naszej pomocy. Wiem, że to mocne słowa, ale naprawdę doprowadzili nas na granicę wytrzymałości psychicznej. I niestety obciążają nas finansowymi konsekwencjami swoich błędów, a przecież nam teraz przyda się każdy grosz na Maluszka. Także trzeba podjąć męską decyzję. Tyle w tym temacie, szkoda nerwów.
W ostatnią środę byliśmy na USG połówkowym. Tak super się złożyło, że mój mąż akurat miał ferie i mógł po raz pierwszy ze mną pójść i zobaczyć maleństwo. Był bardzo wzruszony, zresztą tak jak ja na każdym USG. A już jak Pani doktor powiedziała, że nie ma wątpliwości co do płci i pokazała nam czaro na białym co tam małe ma między nóżkami to obojgu nam łzy poleciały. Synuś jest zdrowy! Jesteśmy przeszczęśliwi. Od razu też stał się taki realny, bo możemy do niego mówić po imieniu już dawno dla chłopca wybranym. Teraz jestem w 23 tygodniu ciąży, już za połową, tak szybko to zleciało. Termin porodu jest przewidziany na 2-go lipca. Czekamy na małego z niecierpliwością. Oby trzymał się dalej i na początku lipca zawitał do nas cały i zdrowy! Kochamy Cię Wojtusiu, rośnij zdrowo!
I już na dobre przyszła @. Trzeci cyklu na ovu witaj I powtórka z rozrywki - nowy cykl nowe szanse Może faktycznie pisane nam jest nie mieć dzieci? Z jednej strony przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy jaki jest teraz - sami, bez większych obowiązków, możemy robić, co nam się podoba. Z drugiej szkoda że jesteśmy sami, że nie ma z nami naszych dzieci. Wolę nastawić się że się nie uda i ucieszyć się gdy zobaczę dwie kreseczki, niż nastawić się na tak i później niemile się rozczarować. Z resztą w moim przypadku, co ma być to będzie.
Trzymam za Was kciuki dziewczyny Oby Wam się udało Będę się cieszyć razem z Wami:)
Ach, i jeszcze mnie naszło teraz: człowiek jest dużo silniejszy niż myśli. Ja jestem i ludzie dookoła mnie też. I jestem baaaaardzo dumna z mojego wspaniałego, najlepszego na świecie męża, który może nie sprawiał takiego wrażenia, ale jest silny i to bardzo. Mogę na niego liczyć zawsze. Tak dobrze się tego dowiedzieć, zwłaszcza będąc w ciąży. Modlę się każdego dnia za niego, dużo bardziej niż za siebie. Jemu jest potrzebna siła i wiara. Jest dzielny.
Jeszcze tutaj nie marudziłam że mamy prenatalne dzisiaj... Boziu jak ja się denerwuje
Czuję się już trochę lepiej, rana ładnie się goi, ale jestem jeszcze słaba, męczą mnie domowe czynności. Ale z każdym dniem jest poprawa. Psychicznie trochę gorzej, rana nie chce się tak szybko goić...
Czuję pustkę, której nic nie będzie w stanie wypełnić. Czasem zdaje mi się, że to wszystko mi się śniło, to takie nierealne, abstrakcyjne. I dopiero jak patrzę na mój brzuch to uświadamiam sobie, że to działo się naprawdę. Staram się za dużo nie rozmyślać, nie analizować, nie pytać dlaczego. Choć mam ogromne poczucie krzywdy i niesprawiedliwości.
Ale powoli staram się podnosić, żyć. Tak bardzo chciałabym uwierzyć, że jeszcze będzie dobrze, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa. W uszach mam słowa lekarzy, że na pewno będę miała jeszcze dzieci, że skoro raz zaszłam w ciążę, to znaczy, że mogę mieć dzieci i że uda się jeszcze raz. Nie wiem czy naprawdę w to wierzą, czy mówili tak żeby mnie pocieszyć. Staraliśmy się dwa lata z dwoma jajowodami, a teraz szanse będą jeszcze mniejsze. Ale gdzieś tam w głębi duszy wierzę nadal, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, wierzę w jego sprawiedliwość, inaczej to wszystko nie ma sensu.
Jak dojdę do siebie trochę bardziej, to pojedziemy na wizytę do mojego profesora. Raz mi pomógł, mam nadzieję, że pomoże po raz kolejny, że da mi nadzieję. Pewnie przez najbliższe pół roku nie będziemy mogli się starać. Z jednej strony przygnębiająca jest taka bezczynność, ale z drugiej muszę trochę od tego wszystkiego odpocząć, pozbierać się. Z jednej strony bardzo chcę, ale z drugiej bardzo boje się powrotu do starań. Boję się, że znów z każdym kolejnym miesiącem będę tracić wiarę i nadzieję, którą teraz staram się w sobie wskrzesić. No ale cóż, co ma być to będzie, najgorzej jest pogodzić się z rzeczami na które nie mam wpływu.
Na koniec chciałam podziękować wszystkim dziewczynom, które były i są ze mną zawsze w chwilach radości i smutku, dziękuję za ciepłe słowo, myśl, modlitwę. Naprawdę czuję Waszą obecność i to jest niesamowite 
Mk,Sosenko, Rutelko, Ruda Wredna, Zabayonne, Nika77, snowhite, Kamilam8, She Wolf, Adin, Ewcia85, Marta29, DomiBV, ChudaRuda - pamiętam o Was każdego dnia i życzę Wam wszystkiego, co najlepsze

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lutego 2016, 13:30
No dobra, skoro już umie przejść bez trzymanki cały pokój to stwierdzam uroczyście, że chodzi
Chwiejnie, niepewnie, asekuracyjnie, ale chodzi. Twardo. Upada i natychmiast jest z powrotem na nóżkach.
Byłyśmy wczoraj u kuzyna. Kurde, trochę mi go szkoda generalnie. Ogólnie fajny z niego chłopak, przystojny, zadbany, ma pracę nawet niezłą, a jakoś zero szczęścia do kobiet. A widać, że już by trochę chciał, Zosią był zachwycony. Eh.
dzisiaj jest 8dpo wg ovu a wg mnie 9
Jestem twarda i jak na razie nie robie test, zaplanowalam to na niedziele. Test juz czeka w pogotowiu tylko zastanawiam sie czy nie dokupic do niego bardziej czulego i chyba tak zrobie
Mam nadzieje, ze to bedzie najszczesliwszy dzien kobiet w moim zyciu
Przez te wszystkie ostatnie wydarzenia musi byc dobrze, oby mama miala dobra intuicje:)
5 dc cyklu, chyba 33. Myśl o ciąży i staraniach odeszła wraz z nadzieją.
Dzisiaj wiem czego chcę, chcę być mamą i jeżeli nie jest mi dane aby zostać nią po raz drugi w sposób oczywisty to mamy inny plan, który już po części zrealizowaliśmy.
Nie była to łatwa decyzja, biłam się z myślami i z samą sobą walczyłam - czy aby na pewno tego chcę? W zeszłym roku powiedziałam ,,NIE''. A teraz wiem, że chcę/my zostać rodziną zastępczą dla dziecka które naszej opieki, miłości i wsparcia potrzebuje.Ja tego też potrzebuje i chociaż wiem, że nie będzie łatwo to już dzisiaj się na samą myśl o innym dziecku, które być może niebawem pojawi się w naszej rodzinie, bardzo cieszę.
Jednocześnie czuję satysfakcję, radość i strach.....Tak strach. Przed ,,Nowym'', przed tym czego nie wiem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2016, 13:34
Po ostatnim falstarcie z ciążą biochemiczną, bałam się tutaj cokolwiek pisać. Ale teraz już chyba mogę.
Dziś była pierwsza wizyta, która pozostawiła taki słodko-gorzki smak (jak to jedna z was trafnie określiła). Był transfer dwóch zarodków, dziś widoczny tylko jeden pęcherzyk ciążowy. Lekarz dla pewności kazał zrobić betę - krwawienio/plamienia nie ustają (prawdopodobnie spowodowane utratą jednego zarodka).
Wynik bety prawidłowy - 3048, więc chyba mogę wreszcie odetchnąć z ulgą. Wszystko wskazuje na to, że nasz zarodek się prawidłowo rozwija. Za tydzień kolejna wizyta.
Póki co leżę w domu na L4 i wreszcie pozwalam sobie na odrobinę radości.
Po tak długim czasie, tylu przeszkodach, wreszcie nam się udało. Nasz mały cudzie zostań z nami już na zawsze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lutego 2016, 14:21
18 tydzień
Do terminu z OM 161 dni
Do terminu z USG 151 dni
43%
Zaczynam czuć ruchy maleństwa! Nie są jeszcze jakieś regularne i bardzo wyraźne ale to na pewno nie jelita
Waga ok 3kg na plusie.
Zakupiłam na allegro spodnie ciążowe z pasem za 20zł, dzisiaj przyszły, super stan, pasują jak ulał
dalej szukam okazji bo 150zł za jedną parę nowych spodni ciążowych to dla mnie zbyt wiele. Później i tak się nie przydadzą.
Córka od wczoraj gorączkuje więc dziś wizyta u pediatry. Myślę że to od zębów ale niech ją osłucha i sprawdzi gardełko żebyśmy byli pewni.
Jeszcze niecałe 2 tyg i w drogę! Jeszcze niecałe 2 tyg i usg połówkowe:D zobaczymy czy synek nie zamieni się w córkę 
29 luty to jest data ktorej nie zapomne nigdy.
Dzisiaj wszystko sie skonczylo. Po polnocy zaczely dzialac leki poronne. Nigdy tak nie bolalo, nigdy tak nie krwawilam i nigdy tak nie plakalam. Rano zabieg.
Zza oknem stoi katedra całą noc na nia patrzylam i pytalam sie Boga czy teraz bedzie mi latwiej? Modlilam sie tez za moje dzieci. Dobrze ze ma kto sie nimi opiekowac na gorze..
Na poczatku staran mowilam do meza ze może uda nam sie zajsc w niedlugim czasie i moze nawet urodze 29 lutego. Takie male mzonki. Data wydawala mi sie wyjątkowa.
A teraz jestem tutaj. 29.02 zakonczylam ciaze. Juz Was nie ma. W glebi ducha czuje ze sie nam uda jeszcze a poki co zostaje w szpitalu jako przypadek z pokoju 301 ;-(
A wiec...
Beta - <1.20
Progesteron - 3.60
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lutego 2016, 15:04
9 miesięcy tu nie wchodziłam?
No proszę jak czas leci.
Mam znowu pracę. Nawet nie musiałam szukać. Po prostu wróciłam do poprzedniej firmy. Ale to wszystko palcem na wodzie pisane. Za kilka miesięcy wygasa umowa i jeśli sytuacja z pandemia będzie tak dalej wyglądać to nie wiem co będzie. Zresztą będę miała tak dużo namieszała w firmie... To już nie to samo miejsce. Kto tylko ma odrobinę oleju w głowie myślę o planie B i uczy się. Ja też. Chodź w moim wieku z dużą ilością obowiązków a małą ilością czasu przychodzi mi to bardzo trudno. Przynajmniej raz dziennie mam załamkę że nie dam rady i tylko wyrzucam pieniądze w błoto.
Od tygodni martwię się bardzo. Martwię się o wszystko. O praca o dostęp do lekarzy o brakujące leki w aptekach tom sytuacje w pracy męża wiadomości ze świata.
Choć nie, to jest raczej sinusoida. Raz się martwię bardzo raz myślę że będzie co ma być.
Synek chodzi pięknie do przedszkola. Ma już swoich pierwszych ulubionych kolegów. Zaprowadzę go do przedszkola przed 7:00 rano i jest jednym z pierwszych dzieci. Jest jeszcze ciemno jak w nocy i to jest dołujące. Zawsze na schodach zatrzymuje się bo "musi mi powiedzieć wszystko". Po czym następuje litania życzeń dla mnie i dla niego (fajnej zabawy, pysznego jedzonka itd). Dajemy sobie przytulaska całuska, mówię która babcia dzisiaj go odbierze. A on kilkanaście razy powtarza że bardzo mnie lubi i kocha na świecie
Babcia czasem przychodzi o 14:30 a czasem po 16:00 kiedy już prawie nikogo nie ma. Trochę mam gule z tego powodu.
W ostatnich miesiącach nauczył się ubierać spodnie skarpetki buty. Czasem udaje mu się ściągnąć koszulkę. Ale to jest taki trochę nerwus. Jak mu się nie udaje za pierwszym razem denerwuję się i przestaje próbować na pewien czas.
Najbardziej lubi bawić się autkami. Jeździ sobie po takim dużym plakacie z narysowanymi drogami. Inną ulubioną zabawą jest gotowanie i zmywanie. Książek nie lubi wcale podobnie jak puzzli. Za tą bardzo lubi cyferki i literki. Potrafi rozpoznać napisane swoje imię i zaczyna czytać najprostsze wyrazy typu kot dom.
Jestem zaskoczona że 3 latek może próbować robić takie rzeczy.
Chodzi spać około 21:00. Może go położyć jedynie tata. Do przedszkola budzę go przed 6:00. A kiedy go nie muszę budzić wstaję około 6:30. Nie bardzo chcę już spać w dzień ale jeśli nie uśnie No to koło 17:00 robi się już problem i marudzenia i denerwowanie się z byle powodu.
Zdarza mi się czasem pomyśleć o drugim dziecku.
Ale brak stałej umowy, sytuacja w "branży" męża, późny wiek i regulacja prawne wprowadzone w ostatnich czasach w kraju nie pozwalają podjąć decyzji.
Ogólnie to mam trochę poczucie że przegrałam swoje życie a przynajmniej młodość. Zarówno zawodowo jak i prywatnie.
20t3d
Mieliśmy tydzień pełen wrażeń. W czwartek pojechaliśmy na połówkowe. W normalnych warunkach droga od nas do kliniki w Krakowie to około godzina, badanie było na 16, my wyjechaliśmy dla pewności o 14. Po drodze przystanek na stacji, pierwsze bramki na autostradzie przejechane bez problemów. Nawet Stary zaczął narzekać, że będziemy czekać godzinę i myślał czy nie zajechać gdzieś na obiad. Szybko te plany zostały zweryfikowane, bo na drugich bramkach czekaliśmy w korku ponad 40 minut… Ledwo wyjechaliśmy i trafiliśmy na kolejne korki na wjeździe do Krakowa. Do kliniki wlecieliśmy o 15.59 🫥 Na szczęście było lekkie opóźnienie i zdążyłam chociaż skorzystać z toalety przed badaniem 😂
Samo usg bez zarzutu, Helena od razu pokazała, że jest dziewczynką i nie zamierza się tego wstydzić. Śmialiśmy się, że u pani doktor udawała wstydliwą i krzyżowała nogi ale zobaczyła, że usg robi tym razem facet i już nie miała oporów 🤣 Bardzo ładnie się ruszała, lekarz mógł bez problemu ocenić wszystkie narządy. Waży teraz 326g, jest o jeden dzień młodsza niż wynika z OM. Także mam nadzieję, że taka tendencja utrzyma się do porodu, bo rodzenie ponad 4kg dziecka nie znajduje się na mojej liście życzeń 🫣 Wszystkie wymiary są proporcjonalne, z różnicą maksymalnie 4 dni, więc książkowo.
W sobotę postanowiliśmy odwiedzić rodziców. Najpierw pojechaliśmy do moich, standardowo kawka, obiadek. Poprosiłam tatę czy mógłby zerknąć nam do auta, bo zaczęła świecić się kontrolka kiedy jechaliśmy po autostradzie. Myślałam, że może znowu wycieka nam olej (ostatnio było to naprawiane), bo po dłuższym staniu pojawiła się plama na podjeździe. Okazało się, że to nie olej ale ropa, doszło do mikropęknięcia na osłonie filtra. Jak na złość wszystko w okolicy pozamykane a podróż prawie 300km tym autem odpadała. Samochód został więc u mojego taty, w poniedziałek kupi i wymieni zepsutą część a my musieliśmy pożyczyć auto od teściowej żeby jakoś wrócić do domu 🙈 Także za tydzień czeka nas kolejna podróż, tym razem po nasz samochód 🥲 Szczęście w nieszczęściu, że nasze autko miało na tyle wyczucia, że zepsuło się niedaleko domu mojego taty, bo dla niego wymiana tej części to 15 minut roboty. No i kolejna wizyta w domu wypadnie o miesiąc wcześniej niż zakładaliśmy 😂
W drodze powrotnej Hela chciała chyba odreagować stres i skopała mnie okropnie. Dzisiaj od rana też trwa impreza, bardzo cieszę się, że czuję jej ruchy ale godzina 4 nad ranem to może lekkie przegięcie 😅 Pojawiły się też pierwsze bóle pleców, staram się lekko ćwiczyć i rozciągać. Za 3 tygodnie mam umówioną wizytę do fizjo, tak w razie czego. Muszę też zapisać się na wrzesień do szkoły rodzenia i wybrać położną. Nadal do mnie nie dochodzi, że minęła już ponad połowa ciąży 😭
35+6
Ja po wizycie, Larusia ma ok 2,4kg - w normie, ale będzie z tych mniejszych dzieci.
Szyjka trzyma, wszystko pozamykane
Z jednej strony bardzo dobrze, niech sobie tam jeszcze posiedzi parę tygodni. Z drugiej już się nie mogę doczekać, aż zobaczę moją Kruszynkę :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.