Urodziłam 9 kwietnia w sobotę przez cc o godzinie 15:05..po kilkunastu godzinach naturalnego porodu.
Mateuszek - 10 pkt, 57 cm, 3710 gram 
Od wtorku jesteśmy w domu i uczymy się siebie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2016, 12:22
Dziś idę na pierwsze podglądanie, a to już 14 dc. Trochę późno to ustawiłam, bo równie dobrze może być już po owulacji, choć moje objawy wskazują, że jeszcze po owulacji nie jest. Mogłam pójść na pierwsze podglądanie 2 dni temu, ale najnormalniej w świecie nie chciało mi się. Tak sobie wymyśliłam, że pójdę dziś (bo będzie zaraz przed owulacją) i jutro, aby tą owulację potwierdzić. Nie wiem, skąd taka we mnie pewność działania mojego organizmu 
Idę dziś do fajnej lekarki. A jutro, jeśli będzie trzeba, do lekarza którego nie znam. Pracuje on w takiej fajnej klinice ginekologicznej niedaleko miejsca, w którym mieszkam. Jak się zafasolkuję, to może będę tam chodzić z brzuchem.
No i niestety @ przyszła... i znowu moje nadzieje odeszły...
Rozpoczął się nowy cykl czyli jadę do lekarza w 11dc i będziemy się umawiać na inseminacje, może to Nam pomoże i będziemy mieli nasze upragnione dzieciątko 
Wczoraj oddałam krew na badania immunologiczne. Czekam na wyniki immunofenotyp, trombofilia, ana1
19+6
Zachciewajka na dziś: pyyyyyszne domowe frappe z lodami śmietankowymi i bitą śmietaną 
1. Parzymy kawę rozpuszczalną i studzimy.
2. Wlewamy do blendera ostudzoną kawę, dolewamy trochę mleka, wrzucamy ok 1/2 szklanki kostek lodu i blendujemy.
3. Dodajemy 2-3 łyżki lodów (smak wg uznania, ja dodałam śmietankowe
) i znów chwilę blendujemy.
4. Dorzucamy kolejne 1/2 szklanki kostek lodu i znów blendujemy.
5. Frappe przelewamy do wysokiej szklanki (można dosłodzić do smaku, ja już nie słodziłam), dekorujemy bitą śmietaną i kakaem 
SMACZNEGO! 

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2016, 15:11
Jakieś plamienie się dzisiaj pojawiło, mam nadzieję,ze to nic takiego.Niby jest napisane w ulotce,ze może wystąpić @ i będzie lżejsza niż zwykle i niby teraz byłby termin drugiej ale pierwsza po 30 dniach nie przyszła.Gdzieś czytałam,że jak nie ma @ to znaczy,że dobrze bo lekarstwo działa ale to też niepewne.Kto wie co się tam dzieje, do lekarza i tak mam się wybrać dopiero w czerwcu , no chyba,żeby coś się działo to pojadę szybciej.Mam nadzieję,że to nic takiego a ta paskuda się zmniejsza.
Niestety egzaminu nie zdałam. W ogóle do dupy dziś mam dzień.
Wczoraj odszedl mi czop, pozegnalam go z nieukrywana radoscia, doszly do tego bole jak na okres ktore niestety nic nie wnosza, wiec po co mi one? Ot zagadka
dzisiaj na 16:30 ktg, zobaczymy co dzien przyniesie 
04. kwietnia miamal laparoskopiena szczescie wykazala ze jajowody drozne:D chwile po zabiegu boalo jak diabli ale jakos to przezylam:D cewnik tez nie bolal tak bardzo jak mi wszyscy opowiadali 
Wczoraj bylam u swojego gina na ściagniecie szwow- poopowiadal jak to wszytko wygladalo zapewnil ze jest wszytko ok ze jajowody drozne:D ranki sie ladnie goja i przy okazji mnie zbadal:D bylam w 16 dc na niestymulowanym cyklu ale czulam ze mam plodny sluz:D pecherzyk 23mmchyba nawet ciut wiekszy...zapytalam lekarza czy lepiej IUI robic na peknietym czy na niepeknietym...odpowiedzial zetrzeba znalezc sie jak najblizej ovukacji:D ciekawe...zapytalam czy dziaij byloby dobrze on mowil ze byloby super...myslalam zastanawialismy sie bo nie chceilismy sie spieszyc ale lekarz mowil czemu by nie wykorzystac syt. skoro taki ladny...hmmm wiec zadzwonilam rano do kliniki i juz jestesmy po IUI...Juz nie bylo pecherzyka wiec ovulacja byla w nocy...nawet nie wiem czy nie rano przy sniadaniu bo czulam uklucie...drugie uklucie czulam w drodze do kliniki..wiec moze ktorys z tych "pikow"to bylo pekniecie:D mam nadziee ze nie za pozno:D
Teraz zostaje zapomniec nie stresowac sie nie myslec...tylko jak t zrobic...no nic bede sie starala:D
9dc.
Od wczorajszego wieczora pobolewa mnie prawy jajnik,nie wiem dlaczego skoro owulacja jeszcze daleko...może to przez inofem który piję,może w tym cyklu coś się zmieni,może owu będzie wcześniej no zobaczymy temperaturka pokaże,dziś zaczęłam mierzyć bo zawsze zaczynam dopiero jak @ i plamienia całkowicie znikną.
Siedzę w pracy,łeb mnie napinkala pewnie od tej pogody bo w moim mieście dziś bardzo brzydko,deszczowo i ciemno...humoru to nie poprawia ale liczę na to ze chociaż w najbliższy weekend będzie trochę słońca wtedy człowiek od razu lepiej się czuję.
Tak sobie jeszcze z nudów myślę co będzie za rok o tej porze...czy może będę już wtedy najszczesliwsza mama na świecie?czy będę najszczesliwsza kobieta w ciąży?czy może będę najsmutniejsza staraczka na ovu? Jedno jest pewne za rok odpowiem na któreś z tych pytań.
Heja
ten moj pamietnik to taki troche typowy pamietnik osobisty bo wylewam tu żale i nie żale dnia codziennego.
Tak sobie czytam teraz go od początku i w opisie "moja historia" napisalam ze moze na wiosne 2016 zabierzemy sie za starania, ale wiedziałam ze tak bedzie ze zadnych starań nie bedzie! ani teraz, na wiosne, ani na lato, ani na jesien i w ogole pewnie w tym roku nie
a tak bardzo chciałam w tym roku zajsc...
Pisałam kiedys o pracy męża, ze chce zmienic, no i owszem idzie to w dobrym kierunku, ma nam TROSZKE pomóc znajomy w tym, ale zeby móc sie tym oficjalnie cieszyc to kilka miesiecy pewnie to potrwa. Sęk w tym,że moj M nie chce dziecka dopoki nie bedzie miał tej pracy
wiec musze czekac czekac i czekac
a ja nie chce juz czekac
co ja mam zrobic 
Dzieki za wsparcie dziewczyny. Takwiem ze to tylko badania, ale to jednak i tak jest cięzkie jakos.
Powiedzialam dzis o tym mezowi. Mam nadzieje ze zacznie sie w koncu troche bardziej starac bo ostatnio to jakos wogule mu nie zalezalo i nie przywiazywal do tego uwagi. Nie lubi badan i mam nadzieje ze sie troche otrzasnie. Choc boje sie ze jak nie wyjdzie to nie bedzie chcial isc na badania bo juz cos mowil ze on nie potrzebuje zadnych badan.
Jak nie bedzie chcial sie badac tomoze jakos to przezyje ale bedzie musial wtedy jeździć i mysleć nad adopcja bo ja chce miec dziecko i nawet adoptowane pokocham jak swoje jezeli sami nie bedziemy mogli miec dzieci urodzonych przeze mnie.
Oczywiscie bez wzgledu na badania i czy je zrobi moj maz czy nie to nadal bedziemy sie starać o wlasne dziecko. Mam nadzieje ze w ciagu 3 miesiecy uda nam sie zajsc w ciaze. Minie wtedy 10 /11miesiecy staran. Prawie rok.
Rok...
Dokładnie rok temu wyszłam ze szpitala już sama, a poszliśmy tam razem. Do ostatniego badania usg miałam nadzieję, że Twoje serduszko jednak bije. Nadzieja zgasła.
Przez ten rok miało wydarzyć się tak wiele. Mieliśmy cieszyć się z cudu poczęcia, przeżywać cudowne ciążowe chwile. Nic z naszych planów. Ciągle jesteśmy we dwójkę.
Jeszcze bardziej dobija mnie Nasza sytuacja, kiedy słyszę narzekania mojej znajomej, której synek ma roczek. Kiedy jechaliśmy zobaczyć go po raz pierwszy, rano dowiedziałam się że jestem w ciąży. Ona o tym nie wiedziała. Dziś patrząc na niego, widzę tą naszą radość a później tragedie jaka nas spotkała. Dlaczego ludzie nie potrafią docenić że wszystko w życiu mają, dom, rodzinę, radość z dzieci? Tylko narzekają.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2016, 21:54
Niejeden alkoholik przed pójściem na terapię robi sobie ostatnią balangę. Podobnie narkoman, który przed odwykiem musi wziąć ostatnią działkę. Cukroholik ma podobnie. Czyli ja.
Niby bardzo uważam, na to co jem, a to ryba na parze, a to brokuły i grilowana pierś kurczaka. Po poronieniu do dziś zgubiłam 3 kilo, co jest kroplą smalcu w morzu moich potrzeb
A jednak dziś zapomniałam śniadania do pracy, a że pracowałam długo, to poczułam się usprawiedliwiona, by w sklepie kupić sobie paczkę czipsów (małą
i kakaowe ciasteczka Kubuś. Potem u mamy od niechcenia skubnęłam sobie dwie miętowe czekoladki. Zupełnie bezwiednie!!!
Wieczorem zaliczyłam długaśny spacer pod górki i z górki naszego sosnowego lasu i w sumie od 17 nic nie jem i nie zamierzam. No, ale po co mi to wpierdalanie śmieci było? No bo przecież niebawem zaczynam odchudzanie na poważnie, parę czipsów mnie nie zabije, ani dwie czekoladki... Spalę w lesie... Ehh.... największym wrogiem jestem sama dla siebie.
Jezu! Daj mi motywację i siłę!!
18 dc
Dzisiaj w końcu się za siebie wzięłam. Połowicznie. Byłam w mięsnym, chciałam kupić jakąś wędlinę, czy coś. Chciałam wybrać coś innego niż zawsze biorę, bo już mi się przejadło. I jak zwykle to samo - pochylam się nad ladą, patrzę na te półki, mrużę oczy. Za cholerę nic nie widzę. Więc wzięłam jak zwykle to samo. Przecież nie będę prosić kobiety, żeby mi opowiadała po kolei co tam ma i robiła z siebie debila nieumiejącego czytać. Odniosłam zakupy do domu i poszłam prosto do Vision Express. Przemiła pani mnie zbadała, wyjaśniła co i jak. Wadę wzroku ustaliła mi na -1, czyli nie tak znowu mało. Dawno, dawno temu po badaniu wyszło mi -0,25, ale moja mama nie chciała z tym nic robić, bo po co. I tak dobrze, że mi zgryz wyrównała, bo wyglądałabym jak Melanie Martinez, albo i gorzej. 

Tak więc w przyszłym tygodniu odbieram mój nowy, lepszy wzrok. 
Z innych newsów - Dżuma już po zabiegu kastracji, dzisiaj o 15 ją odebrałam. Chyba ma się całkiem dobrze. Muszę pilnować żeby nie jadła, jutro zabieram ją na kontrolę i antybiotyk, a za 10 dni zdjęcie szwów i jak to powiedział pan doktor "zapominamy o sprawie". Mam nadzieję, że pójdzie tak gładko.
Ma kaftanik, więc sobie nic nie rozdrapie, ale trochę ją chyba drażni to wdzianko.
A cyklowo? No dupa blada. Cykl na straty, bo nie ma starań. Nawet mi się testów owu nie chce już robić... Eh.
2dc
Pobiłam chyba rekord w niepisaniu.. Wcale nie specjalnie, trudno zrobię z mojego pamiętnika modę na sukces, ale pisać będę
Nie pisałam ostatnio, bo nie wiem w co mam ręce włożyć, w pracy sajgon, miało być lepiej, a wyszło jak zawsze.. Robię za kogoś, ale to temat rzeka, nic nie zmienię, obiecali, że zapłacą, mam nadzieję, że tak będzie.. Poza tym nie wyrabiam się ze swoimi rzeczami i ja głupia, perfekcyjna bardzo się tym przejmuję.. Wczoraj miałam w pracy rozmowę z koleżanką na temat zycia i tego jak ludzie sobie nie radzą, jacy są wobec siebie obcy, wrodzy.. Powiedziałam jej, że ostatnio sypie się u Nas kilka spraw, że do tego czuję na sobie presję pracy, że wszędzie chce być idealna i kiedy widzę, że mi to nie wychodzi, załamuję się.. Powiedziałam, że myślałam o psychologu, żeby pomógł mi uporządkować priorytety, że może nieposprzątany dom nie jest dramatem.. Mam nadzieję, że nie pożałuję szczerości..
Ostatnio również posypały się wiadomości.. Kolejna koleżanka w ciąży, są kilka lat po ślubie, nie wiem czy się starali czy im wyszło, ale przyjęłam to całkiem dobrze.. Postanowiłam się za Nią modlić, zwłaszcza, że kolejne wiadomości takie niezbyt dobre, jedna koleżanka, która się stara wiele lat, zrezygnowała, lekarz powiedział, że przy ich przypadłości, nawet z in vitro jest duże prawdopodobieństwo, że urodzi się chore dziecko.. Nie miałam okazji z Nią porozmawiać, nie wiem jak to znosi, ale kolejna za którą się modlę.. Usłyszałam również bardzo przykre nowiny.. Ponad rok temu namawiałam do urodzenia dziecka młoda dziewczynę, która wpadła.. Płakała bardzo długo, myślała nawet o aborcji, dopóki, nie zobaczyła serduszka.. Pokochała maleństwo całym sercem, ułożyła swoje życie, wszystko ogarnęła, cieszyła się.. W 8 miesiącu trafiła do szpitala z krwotokiem, dziecko urodziło się martwe.. Dziewczyna w ogromnej depresji.. Popłynęły mi łzy kiedy to usłyszałam.. kolejna za którą będę się modlić.. Moja lista rośnie razem z każdą ciążą na ovu, a tych kilka ostatnio przybyło:)
Moja psychika trochę odpoczęła przez to, że ten ostatni cykl bardzo się dłużył.. 43dni to w moim przypadku niespotykane.. Ułożyłam sobie swoje sprawy w głowie.. Poszłam na ta umówiona na dzisiaj wizytę, Pani, która zastępowała profesora stwierdziła, że skoro @ się pojawiła to nic nie robimy i w piątek mam iść na wizytę do profesora i on podejmie decyzje co dalej.. My jesteśmy przekonani, że do trzech razy sztuka i chcielibyśmy spróbować jeszcze raz wystymulować moje jajniki.. Zbadamy AMH i jeżeli jest taki jak było lub wyższe to podchodzimy do próby.. Jeżeli niższe to podchodzimy do próby z komórką dawcy.. Lubię mieć plan.. Ciekawe tylko co powie profesor, ile przerwy, no i czy z jakimiś tabletkami na wyciszenie jajników czy naturalne..
Jestem pozytywna, do wszystkiego, do życia, do naszego zawieszonego stanu, ciesze się wiosną, staram się uśmiechać, ostatnie kilka dni wróciłam stara ja, taka sprzed starań, nawet kilka osób pytało co ja taka radosna.. Kiedyś codziennie taka byłam.. Próbuje cieszyć się ze wszystkiego.. Proponuję każdej z Was spróbować, uśmiechasz się do każdego kwiatka, drzewa, ptaszka, człowieka, który mija Cię ponury.. Działa, naprawdę działa.. Liczę na to, że uda mi się zatrzymać ten stan.. kiedyś byłam taka i taka chciałabym zostać
Nieszczęścia chodzą parami... Znacie to, prawda? Wczoraj rano odbieram telefon a tam mama płacze, ze chora, ze do szpitala idzie na 3 dni, ze sprawa poważna i wogole koniec świata. Szok! Mamuś ma 53 lata i nigdy nie chorowała a tu szpital? Diagnoza: zator tętnicy. Poczytalam- brzmi groźnie ale mamy martwić nie należy podałam jej tylko te informacje, które mogły ja podnieść na duchu i podniosły! Mama naprawdę uwierzyła, ze to nie koniec, ze diagnoza pozwala wdrożyć leczenie i wyleczyć, ze szpital to dla jej dobra, by była pod opieką specjalistów itd... Mama uspokojona ja trochę mniej ale trzeba działać. Dzisiaj rano mama dzwoni.Błędna diagnoza! Zwykłe nadciagniecie ścięgna i skierowanie do ortopedy bez potrzeby zostawania w szpitalu. Czy naprawdę nie warto spodziewać się cudu?
Jutro rozmowa w pracy. Ja zrobiłam co należy teraz niech się dzieje...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2016, 00:14
Usiądź spokojnie na krześle. Powierz mu cały swój ciężar. Rozluznij każdą cząstkę ciała. Wyobraź sobie swój umysł jako powierzchnię jeziora w czasie burzy, pokrytą falami. Ale oto fale opadają, powierzchnia jeziora staje się gładka. Przez kilka minut myśl o najpiękniejszych widokach jakie oglądałeś: góra o zachodzie słońca, dolina o poranku, las w porze południa lub blask księżyca na wodzie. Przeżyj na nowo te widoki w pamięci. W miarę cwiczenia opisanych powyżej technik, skłonność do złości i irytacji będą ustępować. Proporcjonalnie do twoich postępów, energia dotychczas zużyta bezproduktywnie na wybuchy złości, ujawni się jako zwiększona zdolność do radzenia sobie z wyzwaniami jakie stawia nam życie.
fragmenty książki N.V.Peale "Moc pozytywnego myslenia".
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2016, 00:29
16 dc ,rozciagliwy sluz w srodku ze tak powiem.Biorę już tydzień Castagnus. W końcu musi się kiedyś udać,jestem już w DE,nic ciekawego się nie dzieje. Bez entuzjazmu...za około 5 dni owulacja tak myslalam a tu sama nie wiem. .. a to moja mała pociecha 

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2016, 09:05
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.