70% ciąży za mną. Coraz częściej myślę o tym jak będzie wyglądał mój poród i jak mało czasu zostało... Już bym chciała być po wszystkim i wrócić ze szpitala z Malenstwem L. Zostało ok 80 dni...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2016, 18:17
okazuje się że mam baktterie STREPTOCOCCUS dostałam antybiotyk i na ostatnie 3 dni pimafucin w następną srode mam wizytę bo bede konczyc antyki wiec dr M stwierdzil ze zrobi mi kolejny wymaz, ale stymulacji nie bede miala przez to przesunietej
aaa i przepisał mi juz utrogestan - 4 opakowania 
Waga 1600g dupka w dol. Takze mam nadzieje , ze sie odwroci jeszcze. Bo nie chcialabym ryzykowac porodem naturalnym. Szyjka troszke miekka ale odpoczywac lezec. I nie powinno byc zle. Byle do 35 tygodnia i bedzie dobrze.
No to juz wiadomo na 100% wlasnie zaczelam plamic...nie udalo sie...znowu...
Mam taka nadzieje ze w tym cyklu sie nie udalo jedak przyjmuje na moj pevherz ta furalgine niby lekarka stwierdzial ze nie zaszkodzilaby malenstwu no ale ulotka mówi co innego wiec lepiej dmuchac na zimne...
Tak oto nie wiadomo kiedy dotarliśmy do drugiego trymestru. Nadal jest mnie tu mało, po pracy najchętniej zakopałabym się w łóżku, choć niby senność i zmęczenie powinny już mijać. Jakiś tam wpływ na to zapewne ma zmienność pogody i to, że miewam niskie ciśnienie. Jestem już po usg genetycznym, wszystko jest w porządku. Nasza kruszynka ma 67 mm, serduszko ładnie bije, kość nosowa obecna, jak doktor robił usg to maleństwo machało do nas
. Płeć jak na razie nieznana, doktor powiedział, że nie będzie wróżył z fusów
. Następne usg ok 20 tygodnia, no chyba że nie wytrzymam i pójdę wcześniej
. Co poza tym u nas - mdłości już mi minęły, częste wizyty w toalecie niestety nie. Nadal pracuję i chcę jeszcze trochę popracować, zwłaszcza że odkąd w pracy wiedzą, że jestem w ciąży mam taryfę ulgową
, a w domciu to się jeszcze nasiedzę.
Na koniec jeszcze fota z mojego usg, jakość nie powala, ale coś tam widać 

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2016, 14:56
39 tc, 6 dni do TP
Kończy się nasza wspólna, cudowna podróż. Niedługo się spotkamy twarzą w twarz... Niewiarygodne! Nie mogę się doczekać, chociaż tak bardzo się boję. Czy ja sobie poradzę? Czy będę dobrą matką??
Nachodzą mnie ogromne lęki o zdrowie tej kruszynki, którą mam pod sercem. Jak sobie poradzić i nie zwariować z niepokoju te kilka następnych dni?
Dzidziula też chyba szykuje się do naszego spotkania, jest już bardzo nisko, główką w dół. Uciska mamie pęcherz tak, że biega do wc co 2 godziny:) Ale to nic, przeżyjemy:) To, że nie mogę się schylić, żeby założyć buty też. I że trudno przetrwać noc, i te bóle krzyża i kaczy chód. Wszystko przetrwamy, byle koniec był szczęśliwy!
6 dni do terminu a nasze dziecie nadal bezimienne. Liczę na to, że jak ją zobaczę to mnie olśni. Póki co zwracam się do niej per Kornelia. Ale jakoś nadal bez przekonania. Zuzia, Natalia, Nadia, Iga - wybieramy między tymi. Chyba. Najgorsze są "złote rady" wszystkich dookoła. Szewskiej pasji dostaję powoli. Taki trudny wybór, bo na całe życie. Ale coś w końcu trzeba wybrać. No nic, mamy jeszcze kilka dni. Mam nadzieję...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2016, 21:26
Dziś był dziwny dzień... Generalnie wczoraj miałam załamkę, płakałam wieczorem, mąż się stara, ale też już mu ciężko wytrzymać moje huśtawki nastroju
( oprócz tego, że denerwuję się niemożnością zajścia w ciążę, to jeszcze teraz jestem przed @ i wszystko na raz... Dziś rano znowu zjazd, rano wyszłam do pracy bez pożegnania, potem w pracy pisaliśmy smsy i się rozluźniło jakoś... Ale wieczorem znów dostałam napadu złości i była kłótnia nieziemska...
( ja po prostu sobie sama z tym nie radzę, a nie mam z kim pogadać (mąż oczywiście tak, ale to jednak facet, zresztą wszystkie wiemy, o co chodzi...). Także póki co marnie, mogłabym już dostać @ przynajmniej bym się tak nie wściekała i piersi by mnie nie bolały. 
Ciąża zakończona 26 listopada 2015
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2016, 14:35
Gdy zrozumieliśmy, że mamy problem z zajściem w ciążę i kolejne badania niczego nie wyjaśniają miałam myśl, że mój D. mnie "zostawi" ( mimo, że nigdy nie dał mi podstaw do takich myśli). Bardzo chce mieć Dzieci. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Aż do piątku, naszej pierwszej inseminacji 
to paradoks, ale lubię mieć okres.
wtedy odpoczywam, bo po pierwsze przez chwilę legalnie "nie musimy" się starać, a po drugie wiem na pewno, że nie jestem w ciąży i nie nad interpretuję każdego kichnięcia.
dzisiejsze poranne plamienie, oraz negatywny test nie dają wątpliwości, że czerwoność nadchodzi. także przechodzę w stan "spocznij" i zbieram siły do kolejnej bitwy.
Trochę się boję i kiedy tak leżałam dzisiaj w nocy, strachy urosły. Strachy porodowo-co będzie potem... zostały 3 tygodnie do terminu. Wczoraj mieszkanie zostało ostatecznie posprzątane a łóżeczko w końcu przyjechało. I przestraszyłam się tego, co będzie. Cieszę się i boję jednocześnie.
ps. ładna pogoda na długi weekend!!!
No to po wizycie u immunologa:
Protrombiny – ujemne:)
czynnik V Leiden – ujemny:)
mthfr A1298C w układzie homozygotycznym – no i tu nie jest zbyt dobrze...bo ten kwas foliowy jednak ma wpływ na komórke jajową i podział zarodków..także ten teges w sumie to nie jest dobrze...łykam dalej kwas!!
Kolejne badanie to morfologia i zespół antyfosolopidowy...Gapa ze mnie i zapomniałam jakie jeszcze badania zrobić, żeby przyśpieszyc to wszystko..nie wiem czy zdąze do czerwca;/
Wczoraj była Alfa...nawet było ok..
Dzisiaj spotkanie z Szymonem...ależ mi się nie chce iść..wrr masakra...dobrze ze idzie ze mną Dawid..nie wiem jak ja to przezyje
tak mi się nie chce.
A po mojej siatce...ehh..szkoda gadac..faceci to debile..szczeniaki i gówniarze...reszty nie komentuje bo szkoda gadac..
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2016, 10:00
Druga wizyta za nami.
Tym razem z innym lekarzem i przy nim chyba zostaniemy bo mam już do niego umówione 2 kolejne wizyty. Procedurę mamy wstępnie omówioną. Teraz biorę do końca te antyki + gonapeptyl co drugi dzień. Zrobiliśmy jedne badania krwi (i ja mój m) ale czeka nas jeszcze cała seria. Ja się troch w tym wszystkim gubię. Niby mamy to porozpisywane, ale mam nadzieję, ze przy tym całym moim roztrzepaniu czegoś nie pomieszam.
Dopiero teraz poczułam, że to się dzieje tak naprawdę. W sumie do końca maja cała sprawa ma się sfinalizować. To wszystko jest takie...nierealne...
Wątpliwości rozwiane. TEST NEGATYWNY.
Czas na...kupienie sobie nowej torebki w ramach pocieszenia 
Wczorajszy dzień wykorzystał chyba limit złych przypadków na cały miesiąc. Wszystko od rana szło źle, wszystko. W pracy, w aucie, wszędzie. Wisienką na torcie okazał się jednak telefon z kliniki z prośbą, aby mąż jeszcze raz oddał ślinę, bo pierwsza próbka była zanieczyszczona. Miała prawo, bo chwilę wcześniej byliśmy na kawie, tyle że nikt nam nie powiedział, że pół godziny przed badaniem nie wolno nic jeść ani pić ani w ogóle że te badania robi się ze śliny. Wystarczyło żeby pani przed pobraniem materiału zapytała i przecież poczekalibyśmy to pół godziny czy ile by tam było trzeba. Dzisiaj mąż pojechał tam drugi raz, za powtórne badanie nie musimy płacić, tyle że boję się że wyniki nie przyjdą przed miesiączką i przez to będziemy musieli czekać z procedurą. Na następną wizytę będziemy mieć już raczej kariotyp, a jak tylko cftr i azf przyjdzie, lekarz ma rzucić okiem i się z nami kontaktować. Ale co jak nie zdąży do końca miesiąca? Jeszcze jest po drodze przerwa majowa. Mam nadzieję, że nie będzie żadnego poślizgu i wyniki będą na czas.
Z polecenia znajomej koleżanko dostałam namiary na podobno dobrą panią dietetyk w Gdańsku. Umówiłam się z nią na wizytę razem z mężem po weekendzie majowym. Nadal mam w sobie dużo motywacji, ale jednocześnie boję się czy podołam, to nie będzie pozbycie się 5kg a ogromnej masy
Ciąża rozpoczęta 4 kwietnia 2016
Początek 6 tyg.... ja cie krece.. w popredniej ciazy liczylam kazdy dzien i dluuuuuuuuzylo mi sie wszystko niesamowicie. A teraz nim sie obejrzalam wskoczyl kolejny tydzien.
Mdlosci troche sie uspokoiły , moze to i lepiej bo malo co jadlam przez to a przeciez fasolka musi rosnąć.
Do mnie jeszcze nie dociera ze jestem w ciazy
, ale przypomina mi o tym moj maz ktory po calym dniu pracy przychodzi sie ze mna przywitac i dostaje buziaka w brzuch 
patrząc na to wtedy sobie uswiadamia ze znow tam ktos mieszka
))
Pogoda dzis sprzyja spacerom wiec w planach na popoludnie spacerek , trzeba byc w kondycji 
Jetem dziś jakaś rozedrgana emocjonalnie...
Dowiedziałam się że z moim dziadkiem jest coraz gorzej, to tak nagle się pogarsza.
Dziadek cierpi na otępienie naczyniowe i ogólnie jest zdrowy i silny(jak na swój wiek) tylko ta biedna głowa... Od półtora tygodnia to jest prosta w dół jeśli chodzi o pamięć. Pakuje się i wyjeżdża. Gdzie? No do domu. Tyle że jest w domu- mieszka tu od 50-kilku lat. Wydaje mu się że przyjechał tylko do siostry i wraca na swoje ukochane Roztocze, do domu. Do wioski w lesie, do rodziny i przyjaciół...
Tylko tak było właśnie ponad pół wieku temu, teraz jego wioska to część większej miejscowości, przyjaciele dawno nie żyją, tak samo jak rodzeństwo
Strasznie mi go żal. W ubiegłym roku bardzo chciał odwiedzić swoje rodzinne strony, przez kilka dni przychodził na przystanek (nieczynny od x lat-nic tamtędy już nie jeździ) i czekał na autobus do domu. W końcu z bratem zapakowaliśmy prowiant, siebie i dziadka do samochodu i pojechaliśmy na dłuugą wycieczkę. Objechaliśmy wszystkie jego stare i kochane kąty, spotkał się ze swoimi siostrzenicami, bratankami itd. Zrobiliśmy mu dużo zdjęć żeby mu pokazać gdyby zapomniał że tam był. Zawieźliśmy go też do Krasnobrodu. Kiedyś co roku tam jeździł na odpust w święto Matki Bożej Jagodnej.
Z drugiej strony jestem bardzo wzruszona. Moja bliska znajoma pojechała dziś z mężem do Ziemi Świętej (też się starają) i pamiętała o mnie... Obiecała modlitwę i ziemię..
Już kolejny raz widzę że kiedy już zaczynam się łamać, rozważam iui itd albo całkowite poddanie się, kiedy jest mi nieznośnie ciężko- wtedy właśnie dostaję takie znaki. Ona już ratuje mnie drugi raz. Za pierwszym razem dostałam od niej pasek św Dominika z modlitwami i dużo informacji o Nowennie pompejańskiej.
Chciałabym mieć tyle wiary co Ren (pozdrawiam
). Tylko że się co raz załamuję i wątpię. Nie poszłam do kościoła w niedzielę, nie chodzę na spotkania DN... Nachodzą mnie takie myśli że to wszystko jest bez sensu, że Bóg mnie nie wysłucha bo i dlaczego miałby? Nie jestem dobrą, wierzącą owieczką. Może kiedyś byłam?
Z trzeciej strony- jestem kobietą. I z tej przyczyny cieszę się niezmiernie na tą sukienkę i inne pierdoły. Tylko nie mam czasu się wybrać na polowanko. I tak sobie marzę i marzę... Ale ogólnie to u mnie jest tak jak mawiali wielcy poeci, chujo*o ale stabilnie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2016, 11:34
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.