Teściowa ponownie podjęła temat wnuka. Uważa, że robimy tak specjalnie - nie zachodzimy w ciążę - bo chcemy, żeby ona się dzieckiem nie nacieszyła ;/ Ma się dobrze, jeszcze młoda, sprytna - a już o śmierci myśli... Najgorzej słucha się tego... Nikomu póki co nie mówimy, że plan "dziecko" nie wypala. Wersji, które wciskamy, jest kilka:
1. cieszymy się sobą,
2. miesiąc porodu nie bardzo by nam odpowiadał, więc musimy odłożyć,
3. postanowiliśmy że Pan Mąż pójdzie na macierzyński, ale zmienił pracę wiec nie chce od razu szefa stawiać w takiej sytuacji...
Wracając do Teściowej, podczas rozmowy zaczęła wspominać, o kuzynkach, sąsiadkach, etc., które są aktualnie w ciąży lub ledwo co urodziły. Kurcze, chyba innych bab nie ma...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2016, 14:28
Dziewczyny ! Wyszła druga kreska gdxie tu się wstawia zdjęcie trzęsą mi się recee
Strasznie mi się dłuży czekanie na te wyniki. Coraz częściej myślę o nich. Boję się, że poprzednia ciąża się nie rozwinęła, bo może zarodek był obciążony jakimiś wadami i organizm sam go odrzucił. Czytałam, że czasem się tak dzieje, i boję się, że nam się właśnie coś takiego przytrafiło. Mam nadzieję, że na wizycie będą już wyniki kariotypów. Ale martwię się, mam złe przeczucia. Mam przeczucie, że wyjdzie jakaś nieprawidłowość, która wykluczy albo znacznie zmniejszy szansę na zdrową ciążę.
Majówka. Katar. Kaszel. U mnie ból gardła. Szlag by to wszystko trafił. I na dokładkę latająca babcia. A żeby było milej, wraca teściowa.
No nie 
Jasny brązowy śluz na papierze 
Jestem załamana
37 dc | 11 dpo
Temp poszła w dół, ale w przeciwieństwie do dwóch poprzednich dni - dzisiaj żadnych bóli. Miałam skurcz w brzuchu, ale to raczej nie miało nic wspólnego z narządami rodnymi. Na upartego czuję lewy jajnik. Ale to mocno na upartego.
No nic, zobaczymy jak to pójdzie dalej. W końcu poprzednio @ przyszła pod wieczór. Jeśli nie przyjdzie, a jutro temp skoczy znów to zrobię test.
Za sprzątanie ostatecznie wzięłam się dopiero dzisiaj, po wyjściu M. Oglądałam w międzyczasie film "Kupiliśmy zoo" i co chwilę miałam łzy w oczach. I to w najbardziej absurdalnych momentach filmu. Hormony chyba dają mi trochę popalić. Poza tym jest wszystko w porządku.
Mam tylko nadzieję, że jeśli @ jednak przyjdzie to jak najszybciej - w piątek jadę do Warszawy i nie chcę zacząć krwawić w busie... Ewentualnie sobie odpuszczę wyjazd. W ogóle, jeśli @ nie przyjdzie do czwartku wieczorem to w piątek pójdę na betę, bo trochę trudno mi będzie uwierzyć w to, że castagnus, b6 i magnez aż tak mi wydłużyły fl...
I znów 1 dzień cyklu....
Siedzę sama w domu z dzieckiem. Jest tak często, ale już zdążyłam się przyzwyczaić. Odkąd po raz 4 dowiedziałam się, że nie miałam owulacji (4 cykl monitorowany) czuję ogromną niechęć do tego forum, do mierzenia temperatury, analizowania wykresu, monitoringów i leczenia się. Codziennie gdy tu wchodzę widzę kolejnego plusika na wykresie, kolejną pozytywną betę i kolejne testy ciążowe z podwójną kreską. Założenie moje było takie, że do tego czasu miałabym już pokaźny brzuszek, a teraz siedzę smutna i pusta w środku. Czuję się jak popsuta zabawka. Mój mózg wyjałowił się całkiem. W głowie tylko: drugie dziecko. Nic innego się nie liczy. Czuję poddenerwowanie, krzyczę na córkę, kłócę się z mężem, piję winko gdy tylko jest w domu. Na domiar złego nie mam z kim porozmawiać o moich problemach. Rodzina i przyjaciele daleko. Kiedyś wystarczało mi to forum, ale już mnie irytuję. Za dużo zazdroszczę dziewczynom, którym się udaję. To złe emocje. Nie chcę ich czuć. Najlepiej będzie jak się tu wyżalę.
Dziś mój 16dc. Czuję się ciążowo po Pregnylu co jest okropne bo wiem, że i tak dostanę miesiączkę. Na szczęście ostatnie dni mijały nawet szybko. W sobotę dużo pracy w domu i ogrodzie. Wczoraj wypoczynek. Potem przyjazd rodziców. To wielka radość bo rzadko przyjeżdżają.
Do kolejnej miesiączki jeszcze max 12 dni. Znów trwa odliczanie. Nie mogę tego znieść. Tylko o tym myślę. Jest beznadziejnie 
2dc
Tak bardzo myślałam, że się uda, że zapomniałam, że jak jednak nie, to warto byłoby mieć tampony w domu.. Nie kupiłam i dzisiaj muszę się ratować resztkami..
Przyjrzałam się wykresowi i tak myślę, że jednak wykres ładny.. Tylko ovu w 6dc, ale tak się zdarzało wcześniej.. Faza lutealna 13 dni, więc dobrze.. Może idzie ku dobremu..
Kolejny dzien dobiega konca. Nie wazne jakby byl piekny na jego miejsce wchodzi noc. Kolejny cykl dobiegl konca. Nie wazne jakby byl dlugi czy pieknie sie zapowiadajacy dobiega konca... To juz 11 cykl. Tak wiele i tak nie wiele. Pragnelam dziecka juz pod koniec technikum. Skoczylam technikum. Jedna szkole. Teraz chodze do drugiej i dziecka dalej nie ma. Moze juz nigdy nie bedzie? Wydawaloby sie ze zajscie w ciaze to taka prosta sprawa. Ci co "wpadaja" nawet nie zdaja sobie sprawy ile maja szczescia..
Czasami mysle gdybym w ogole nie zaszla w ciaze i nie poronila. Czy tez bym tak mocno pragnela dziecka? Pragnelam go ale nie przejmowalam sie okresem. Nie wiedzialam kiedy mam owulacje. Zycie bylo takie spokojniejsze. Teraz nie potrafie przestac o tym myslec. To jest ponad 365 dni myslenia o dziecku i o tym ze chce zajsc w ciaze. To jest jak uzaleznienie. Tylko ze jak narkoman nie dostaje swojego ulubionego narkotyku to go ten brak zabija. Czy mnie tez? Czy mam na tyle sily by walczyc? Nie potrafie sobie na to odpowiedzien. Ponad rok brania kwasu foliowego i w imie czego? Skoro w ciaze i tak nie zachodze... Zyja we mnie dwie osobowosci. Jedna JA ma dosc, chce dziecka, ale nie potrafi sobie z tym poradzic. Obwinia siebie za te miesieczne niepowodzenia. Druga JA jest pelna wiary i wierzy w kazdy nowy cykl ze to wlasnie ten... Tylko jak dlugo to jeszcze bedzie trwalo? Stoje w martwym punkcie. Bez perspektyw na przyszlosc. Ta nicosc mnie dobija.
Rozważałam opcję zrobienia testu. Ale zdecydowalam, że poczekam do/braku @. Zdążyłam sobie "powmawiać" wszystkie objawy ciąży. Moja przyjaciółka jest na półmetku ciąży. Druga stara się o dziecko. Tylko ja jakaś taka...wybrakowana.
Weekendujemy.
W sobotę zrobiliśmy ognisko, w niedzielę byliśmy na wycieczce w skansenie, a że majówka, to załapaliśmy się na ludowe atrakcje. Wczoraj pojechaliśmy na basen. Uwielbiam łaźnię parową, mam po niej taką gładką skórę. Dziś dzień spędzony na podwórku, m. zaczął budować wędzarnię, a ja rozłożyłam się pod jabłonią z klasówkami i sprawdzałam, a po południu znów zrobiliśmy ognisko i zjedliśmy w ramach obiadu kiełbasę z patyka. Z wkurzających rzeczy - zgubiłam kluczyki od auta. Albo diabeł ogonem nakrył, albo faktycznie przepadły.
Dziś 27dc, 4 dzień fazy lutealnej i bardzo grzeczne mam te tempki z ostatnich dni. Ciekawe, do ilu dociągnę. Cykle mam zwykle (nie licząc anomalii) ok 35 dniowe. Skłamałabym mówiąc, że nie mam nadziei na ciążę. Ale robię wszystko, by się nie nakręcać. Staram się cieszyć, że w ogóle wykres fajnie wygląda, póki co.
16 dzień cyklu.
Do dupy z tym wszystkim, ciazy nie będzie.
Ten debil się znowu nsjebal.....
Taka okazja i znowu nic, tyle siana poszło się jebac.
Super.
KURWAAAAAAAAAAAAA............!!!!!!!!!!!
Wrednej małpy nadal brak. Koniec weekendu więc czas wrócić do rzeczywistości. Dzisiaj będzie szalony dzień. Do tego wieczorem lecę do ortodonty na moją pierwszą wymianę drutu
tak, od miesiąca noszę aparat ortodontyczny, póki co tylko górny łuk bo nie ma miejsca żeby założyć ten na dole, muszę odczekać jeszcze dwa miesiące, a wtedy to już będę totalnie Iron Lady 
Dzisiaj nastrój mam odrobinę lepszy. Coś mi się zdaje, że to jeden z symptomów pracoholizmu.
Michał dzisiaj przyjeżdża. Śmieszne, ale chciałabym żeby wpadł na to, że warto żonie kupić kwiatka jak się wraca do domu.
Czy w każdym małżeństwie jest tak, że z upływem czasu znika adorowanie? Zdaję sobie sprawę z tego, że co było już nigdy nie wróci, no ale chociaż troszkę... Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby dzisiaj Michał miał wskakiwać do mnie ukradkiem przez balkon. Niech wejdzie drzwiami, ale kwiatek byłby w dobrym tonie.
Nadchodzi czas pożegnania się z fioletową stroną. Krwawie od rana, wizyta dopiero po 21.
27 dc test sikany negatywny
przychodź jak najszybciej @ bym mogła zacząć nowy cykl..
jestem w takim wieku, że coraz większa liczba znajomych jest w ciąży, urodziło dziecko, albo wręcz urodziło kolejne dziecko.
w ostatnią niedzielę odwiedziliśmy moją przyjaciółkę, która ma trzymiesięcznego synka i naprawdę ledwo powstrzymywałam łzy. mały jest taki rozkoszny. ciągle się do nas śmiał, gaworzył itd. zabawiałam go non stop, głaskałam po główce i tuliłam, a w duchu to już brałam pod pachę i uciekałam w siną dal.
oczywiście nie jestem zazdrosna zawistnie, ale nie ukrywam, że żeby nie wiem jak sobie tłumaczyć, gdzieś w środku człowiek czuje się poszkodowany.
natomiast bardzo się cieszę, że dalej lubię dzieci bo to podobno nie reguła. moja inna przyjaciółka stara się chyba już 2, albo 3 rok i obserwowałam jak negatywnie reaguje na dzieci. z taką no nie wiem złością? zresztą ostatnim czasem odsunęła się też od najbliższych, w tym ode mnie. bardzo za nią tęsknię i staram się zrozumieć. widać każdy ma swoje "sposoby" na radzenie sobie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2016, 09:24
Porada dnia
Jeśli masz problemy z jajeczkowaniem, lekarz może zaproponować Ci stosowanie leków zawierających cytrynian klomifenu (np. Clomid). Z uwagi na fakt, że ok. 95% poczęć następuje podczas pierwszych 6 cykli brania leku (potem ta liczba się zmniejsza), nie zaleca się stosować go dłużej niż 6 cykli. Pamiętaj również, że lekarz oprócz przyrostu pęcherzyków powinien także w czasie brania tego typu leków bacznie monitorować Twoje endometrium (błonę śluzową macicy), ponieważ efektem ubocznym stosowania cytrynianu klomifenu może być zbyt cienka błona śluzowa uniemożliwiająca zagnieżdżenie się zapłodnionej komórki jajowej w macicy.
Dziwnie czyta się pamiętniki Kobietek, które starają się 6-12 msc i już są w skrajnych emocjach - "z pewnością jestem bezpłodna i nigdy nie zajdę w ciążę beeee". A my 5 lat i nic. Czytam pamiętniki i myslę, że może jednak moi lekarze nie zrobili wszystkiego co można żeby nas zdiagnozować... Ciąży mi dzisiejszy dzień. Marudny. Paskudna pogoda. Wczoraj miałam mnóstwo planów. Chciałam upiec sernik (http://www.mojewypieki.com/przepis/sernik-z-musem-malinowym stronkę polecam
), pojechać sobie kupić coś ładnego (premia w pracy), odwiedzić przyjaciółkę (ale jest na półmentku ciąży więć obecnie źle to znoszę), wybrać meble do salonu ( ale koncepcji nie mam), powinnam się wybrać do kosmetyczki bo brwi mam już jak bujne wiosenne krzaki. Pewnie więc dzisiejszy dzień spożytkuję na nicnierobieniu...
Któraś z Was ma problem z trądzikiem i przebarwieniami? W szczególności Panie 25-30 lat
Ciesz się warzywami, które korzystnie wpływają na płodność i dostarczają dodatkową dawkę kwasu foliowego, beta karotenu i żelaza. Należą do nich m.in. marchewka, papryka, kabaczki, dynia, brukselka, szpinak i brokuły.
Nie jem brukselki, bo mój M. nie lubi
pozostałe wcinam jak szalona 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.