Wczoraj na teście po całej nocy pojawiła sie kreska, zrobiłam drugi test i nic, po kolejnej nocy na drugim teście nic. Jak dobrze wiadomo nie można brać wyniku testu po upłynięciu wiecej niż 5 minut.
Te same testy, rożne wyńiki...
Wiem juz ze nic z tego ale mala nadzieje gdzieś z tylu głowy zostaje...
10dc
Dzis juz po bolu gardla nie ma sladu. A bolalo bardzo, do tego ropna wydzielina. Antybiotyk szybko podzialal. Jestem jeszcze oslabiona, leje mi sie nosa i z oka. Ale jest lepiej niz wczoraj. Do poniedzialku mam nadzieje juz wszystko przejdzie.
W tym cyklu zmienilam miejsce pomiaru. Teraz bede mierzyc w pochwie. Ale zrobilam to tylko raz poki co. Nie chce mi sie. Z drugiej strony troche szkoda ominac jeden cykl. W tym momencie wszystko mi jedno.
5tydz i 2 dni (6tydz) Juz troche do mnie doszlo, ze jestem w ciazy
Kolejny cykl.. wykres napawa mnie optymizmem - i boję się, że mimo wszystko się nie udało.. nie wytrzymałam i zrobiłam test za szybko - negatywny wytłumaczyłam sobie właśnie czasem..
Czuję i widzę, że doszukuję się u siebie oznak i przypisuje je ciąży.. np: trochę odrzuca mnie od papierosów..
Oszaleje i pewnie nie wytrzymam by nie zrobić testu szybciej np. w sobotę 
4 dc
Ostatecznie się nie udało, ALE wydłużyła mi się faza lutealna.
Taki prezent na urodziny też jest całkiem spoko. 
Do Warszawy w końcu i tak nie pojechałam. Wczoraj miałam urodziny, więc stwierdziłam, że skoro i tak we wtorek się widziałam ostatnio z M, to jakoś dożyjemy do następnego weekendu - a ja spędzę trochę czasu z rodziną. Poza tym jazda busem 5 godzin z okresem to trochę słaba opcja. 
Mam nadzieję, że owu przyjdzie wtedy kiedy ją przewiduję, czyli jakoś 28-30 maja, bo wtedy planuję jechać do M i było by po prostu idealnie. Mam strasznie dziwne przeczucie, że w tym cyklu się uda. Pewnie to przez to, że fl się wydłużyła, teraz biorę jeszcze wiesiołek. No jakby mogło się nie udać? Oczywiście nie mam jeszcze ciśnienia, bo i tak planowałam zajść w czerwcowo-lipcowym cyklu, ale nie obrażę się jak uda się szybciej.
W dodatku wczoraj dowiedziałam się od bratowej, że jednak będzie kolejny bobo u nich, więc nie chciałabym zostać w tyle. 
Staram się pozostawać optymistką, chociaż te tygodnie czekania na zabranie się do pracy trochę mnie przytłaczają. Podobnie jak i to, że mogę nie trafić w owu znowu.
Mam nadzieję, że skończą tę pracę w Warszawie szybko i M. wróci do domu. 
2dnido @. Test ciązowy dzis takze pozytywny ale nie est to jakas wyrazna krecha. Ale jest;) Jutro lece na bete.Mam nadzieje ze wynik bedzie pozytywny;) A tak wogule to jezeli bedzie pozytywny to potem trzeba leciec na tsh ft4, do endokrynologa i wogule latac polekarzach;). Do endo nie musze czekac na wizyte dlugo bo w zasadzie jezeli zadzwonie w pon to w srode mnie przyjmie.
Do gina jestem umówiona na 31 maja czyli za 3tygodnie. Zapisalam sie z mysla zepójde zeby jakies monitoringi mi zrobilai wogule ze pojde z problemem ze nie moge zajscw ciaze a okazuje sie ze pojde juz w ciazy.Przynajmiej taka mam nadzieje;)
Nie wiem ale jakos nie wierze jeszcze w to. Te testy nie wychodzajakiesekstra wyrazne a mam tylko jednej firmy. Moze dzis gdzies zdobede jakis inny tozrobie i zobaczymy. Dopoki nie zrobie bety z krwi To nie uwierze tak do konca. Ciesze sie ze sikacze wychodz pozytywne choc to nie jest wyrazna krecha ale beta z krwi juz nie bedzie dawala zadnych watpliwosci mam nadzieje;)
Trzymam za was kciuki zeby i wam sie udalo;) A wy trzymajcie za mnie zeby beta wyszla jak najlepiej moze.
Jezeli jutro zrobie to wynik bedzie dopiero we wtorek. Tyle czekalam to i jeden dzien jeszcze wytrzymam.
My po badaniu USG. Ignac waży 1200g (+/- 170g).
Dziś uprawiał jogę i mamy zdjęcie stopy przy buźce
Pomiędzy jest pępowina.
Precelek kochany ❤️❤️❤️
Ułożony cały czas główką w dół 
Serducho pikało 148 uderzeń na minutę i ledwo udało się wszystko zbadać, bo syn dziś bardzo ruchliwy był
Łożysko z "0" zmieniło się już na "I". Przepływy ok i ogólnie wszystko git 
Na moją infekcję dostałam kolejny raz Gynazol cobym do 16 maja dotrwała do wizyty, a dziś dr pobrał posiew żeby sprawdzić czy to kolejny raz grzybek czy coś innego.
33dc.
Dziś rano zrobiłam test oczywiście tak jak przypuszczałam wynik negatywny,jedna okropna krecha nawet bez cienia drugiej...no cóż dziś odstawie luteine i pewnie za 2-3 dni przyjdzie wstretna @ a ja zacznę kolejny cykl starań i znowu wsiąde na tą karuzele emocji która mu towarzyszy, najpierw załamanie że znowu się nie udało potem powrót optymizmu i starania pełna para a później lęk i odliczanie do testowania...jak przy tym nie osiwieje to będzie dobrze.
Tak sobie dzis pomyslalam, ze u mnie owu chyba wcale nie wspolgra z wynikami testow owu i jest znacznie, znacznie pozniej... w nastepnym cyklu bierzemy sie do pracy
i nie ma, ze nie
Tak bardzo marzy mi sie zobaczyc dwie kreseczki... no i u mnie na osiedlu co rusz kobietka w ciazy albo z niemowlakiem.... ja tez CHCE !!!
21 dzień cyklu
Czekam i czekam 
Boże, tyle leków mi teraz zapisał że ogień 
Ale łykam, chociaż za bardzo w tym cyklu nie poszalelismy z sexem...
Jestem zła na siebie i na niego...
Ale co ma być to będzie..
Może jakaś galeria dzisiaj?
Idę się ogarniać to może gdzieś się pojedzie 
Wierzę w cuda, a co
23 dc
Ostatnio o tej porze czułam się z lekka okresowo, teraz nic. Boję się ze moja dieta w tym cyklu była za mało ścisła
Chociaż w drodze wyjątku @ mogłaby się spóźnić, w sobotę mam wesele a wypada wtedy 29 dc więc sam najgorszy początek ;(
W dodatku bolą mnie piersi, głównie po bokach. Wygląda mi to na problemy z prolaktyną (znowu). Jutro idę zrobić progesteron więc może dodam jeszcze tą prolaktynę i czekam na 2-3 dc z resztą badań.
Dziś planuję zrobić obiad na świeżym powietrzu
Jak tylko mężuś wróci ze szkoły pakujemy paszę i nad zalew 
A i mam taką refleksję. Kiedy spycham wszystkie myśli o dziecku na daleki plan i zajmuję sobie głowę żeby nie zacząć znów się nad sobą użalać i rozpamiętywać- wtedy czuję że moje życie ma po prostu lepszy smak ! To coś bardzo, bardzo nowego u mnie (i mam nadzieję że tak już zostanie). Układam sobie w głowie dietę, odliczam ubywające kilogramy
Albo planuję co zrobię podczas wakacji (2 miesiące wolnego
). Zasiałam zioła w tunelu i kiedy już zejdą i nieco podrosną, przesadzę je do ogrodu. Więcej pracy ale i większy plon
Nie mówiąc już o tym że takie są 100 razy zdrowsze niż te kupowane w plastikowych pojemnikach czy suszone. Mam też posiane trochę rukoli i już nie mogę się doczekać 
Edit.
Mieliśmy niezłą przygodę na naszym "pikniku". Postanowiliśmy pójść na zalew od strony lasu, tam jest po prostu najmniej ludzi (głównie wędkarze i rowerzyści-żadnych rodzin z dziećmi). Tyle że coś nam się popieprzyło i dotarliśmy na miejsce dużo dłuższą drogą. Nagle niebo zrobiło się ciemne i zaczęło grzmieć w oddali. Szybka decyzja-spadamy póki można. No właśnie...
Las w tamtym miejscu jest poprzecinany tysiącem ścieżek i ścieżeczek więc kierowaliśmy się po prostu ogólnym kierunkiem (eee... tam!) No i deszcz złapał nas w środku lasu, po chwili grad i pioruny. No po prostu rozpętało się piekło nad naszymi głowami. I trzymałam się dzielnie, mimo że zaczęły mi jakieś gałęzie spadać na głowę. I nagle jakieś 100 m od nas piorun po prostu (sory na wyrażenie) pierdolnął, no inaczej nie można tego nazwać
Zaczęłam płakać i rozpaczać że zaraz zginiemy i mąż z trudem mnie uspokoił. Odmówiliśmy nawet "Pod twoją obronę". Wyleźliśmy w końcu z tego lasu i wiecie co? Deszcz w tym momencie przestał padać i po chwili wyszło słońce. Nosz kurrr...
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2016, 22:15
Wredna @ przyszła o czasie. Jadę na tabletkach przeciwbólowych, bo szkoda marnować dzień na skrecanie się z bólu. Szkoda, w tym miesiącu brzuch miał już nie boleć...
No nic, może w tym cyklu się uda. Fajnie by było, bo w przyszłym miesiącu bierzemy ślub i moglibyśmy tego dnia przekazać rodzinie wiadomość o ciąży
Jutro kupię wiesiołek, bo wydaje mi się, że mam mało śluzu. No i muszę zastosować triki ułatwiające zajście przy tyłozgięciu macicy. Ciekawe, że dowiedziałam sie o tym rok temu od ginki, do której teraz chodzę. Nikt wcześniej mi o tym nie powiedział, a byłam w sumie może u pięciu lekarzy 
Jestem na wakacjach u mamy
No co, czasem trzeba powrócić do domu rodzinnego po nowe siły i pozytywne nastawienie. Jak dobrze tu wrócić. Tu jest zawsze tak ciepło i miło. Moja Maja doskonale bawi się z kuzynkami, a ja nabieram sił.
W sobotę byłam u nefrologa na wizycie. Plan ustalony. Najpierw podleczymy świeżą infekcję antybiotykiem a następnie zabieram się do przyjmowania szczepionki. Decyzja zapadła i nie ma odwrotu. Musi mi to wyjść na dobre. Nie ma innej możliwości. Może owulacja sama powróci jak troszkę odpuszczę nerwowe starania.
Nigdy nie chciałam się tak nakręcać. Na forum też wpadłam przypadkiem. Niestety taka już jestem, że wymyślam sobie cele. Drugie dziecko stało się celem, zadaniem do wykonania. Tak nigdy nie powinno być! Musze odpuścić, ale nie wiem czy umiem. Nawet nie byłam w stanie porzucić mierzenia temperatury. To chyba stało się moim uzależnieniem.
Nie wiem dlaczego, ale ciągle tli się we mnie nadzieję, że mimo iż lekarz stwierdził brak owulacji to i tak do niej doszło. We wtorek zamierzam zrobić test. Pregnylu już powinno nie być w organizmie. A może zdarzy się cud... 
Olałam ten ostatni monitoring, szkoda moich pieniędzy i czasu tej miłej lekarki. Czterokrotnie zwiększyłam dawkę wit. D3 i dołączyłam Q10, zobaczymy co przyniosą kolejne cykle. Faktem jest, że zawsze (czyli całe dwa razy) zachodziłam w ciążę w sierpniu, spokojnie będę zatem na kolejny sierpień czekać.
Przy śniadaniu mąż słusznie zauważył, że modli się za nas połowa zakonów klauzurowych w Polsce. Może faktycznie wymodlą mi cud te, które się modlić umieją.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2016, 18:42
Pisać, nie pisać...
Wczoraj w związku z moją działalnością poznałam ludzi, których synowa tydzień przed porodem straciła dzieciątko. Umarło w brzuchu.
Jakie to było okropne, ja wchodzę a oni na mój brzuch.
Przeczucie mnie nie myliło, że coś jest nie tak, gdy z nimi rozmawiałam przez telefon.
Ah..
Zaraz usłyszałam kolejną historię o kobiecie, która dwa tygodnie przed porodem straciła dziecko.
Chęć kupowania wyprawki spadła do zera.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2016, 16:41
Dawno mnie tu nie było, przywiodła mnie tu potrzeba "oczyszczenia się".
Dzień czwarty, dziś jest ten gorszy dzień, wczoraj było strawnie.
Znowu obudziłam się z myślą, że jest piękna pogoda, idealna na bycie w ciąży...
4.05.16 aura rano była tak samo ładna, jadąc na usg serduszkowe bardzo się stresowałam ale przez ładną pogodę i dobrą muzykę w słuchawkach dotarłam do kliniki bez niemiłych przygód. To był już 40 dpt, więc serce dzidziola powinno bić jak dzwon. Dwa tygodnie wcześniej usg pęcherzykowe "zdaliśmy" bardzo dobrze później nie plamiłam, samopoczucie ciążowe...to musi być dobrze, nie?!
Numerek wydrukowany, siedzę w poczekalni czekam też aż mąż dojedzie. W trakcie czekania stan przedzawałowy osiągnięty.
Samą wizytę pamiętam wybiórczo, pamiętam oczy i wyraz twarzy męża, pamiętam minę lekarki (nie musiała nic mówić wszystko z jej twarzy można było wyczytać). Pamiętam obraz na usg gdzie widać pęcherzyk ciążowy, zarodek i pęcherzyk żółtkowy. Pamiętam brak akcji serca i skierowanie na łyżeczkowanie. Wybiegłam z kliniki z płaczem, zrobiła się straszna burza i lało jak cholera. Dziecko zatrzymało się w 7 tygodniu ciąży a w 8 tygodniu ciąży ustalono mi zabieg.
Ostatnia noc we 3 była ciężka, kobieta jest tak dziwnie skonstruowanym organizmem, że mając świadomość iż ma w sobie martwy płód i że ma go w sobie już tydzień i że za chwilę może zagrażać to jej zdrowiu to za chiny ludowe nie chce żeby go jej zabierali. Przynajmniej nie teraz! Za mało czasu! Nie pożegnałam się jeszcze!
5.05.16 pogoda piękna...idealna na bycie w ciąży...
Jedziemy do Siemianowic Śląskich, bo tak doradziła lekarka. Staram się trzymać, bardzo się bałam samego zabiegu no i nie chcę żeby dzidziola nam zabrali.
Przed przyjęciem na oddział Pani z rejestracji dzwoni do kogoś z informacją, że jest pacjentka od dr M.P...zaczęłam mieć nadzieję na ludzkie traktowanie i tak też było. Myślę, że tam maja taki standard, po ludzku dla każdej pacjentki.
Dużo papierologii, dużo wywiadów z lekarzami, proste pytania, które przekraczają moje intelektualne możliwości np. drugi miesiąc poprzedzający październik to?! No ja się zawiesiłam i nie wiem, całe szczęście położna podpowiedziała.
Po wywiadach i moich podpisach usg i rozmowa z anestezjologiem i założenie wenflonu...no to chyba już za chwilę. Faktycznie nie męczyli mnie czekaniem od przyjęcia wszystko szło sprawnie, na sali byłam jedyną pacjentką, mogliśmy z mężem być sami i za to wielkie dzięki!
Zaproszono mnie na zabieg, pamiętam dużo ludzi, 2 lekarzy, położną, pielęgniarkę, anestezjologa. W tak małym pomieszczeniu zmieściło się tylu ludzi?! Na koniec jeszcze jedna rozmowa z lekarzem i znowu podpisy, ta rozmowa była najgorsza i najbardziej nieoczekiwana. Dostałam do podpisu kartę zgonu i pochówku?! Lekarz delikatnie tłumaczył jakie mamy prawo, co się dzieje z maluchem jak zostaje u nich w szpitalu i że do 6 tygodni możemy zmienić zdanie. Pamiętam 2 rubryki "podpis matki" i ja miałam się tam podpisać...ku*wa byłam matką! Nie myślałam o sobie w tych kategoriach, po tym dotarło do mojej głowy, że to już koniec.
Pamiętam jak pielęgniarka przygotowuje narzędzia do zabiegu...gdy zauważyła, że ja je widzę wszystko przykryła żebym nie patrzyła i dzięki za to! Pamiętam też jednego z lekarzy w foliowym fartuchu to był ostatni mój widok.
Wskakuję na fotel, ryczeć mi się chcę ale jeszcze się powstrzymuję. Pierwszy zastrzyk i znajome zawroty głowy, informuję anestezjolog o tym fakcie tekstem "już jest impreza" ona pogłaskała mnie po głowie i powiedziała "ale co to za impreza", zamknęłam oczy i łzy jakoś same poszły.
10 minut później wybudzona, pomagają mi przejść na łóżko i jadę do męża. Bardzo boli mnie brzuch. Dokładnie czuję, z którego miejsca wyjęto naszego malucha.
Pamiętam za dużo, chciałabym zapomnieć.
3 procedury, przeszło 2 lata w klinice, 8 tygodni szczęścia...10 minut i po wszystkim.
Nie powinno tak być, że nasze wyczekane, upragnione i od pierwszej bety ukochane maleństwo jest teraz tam gdzie jest. Powinno być z nami.
30% ciąż na tym etapie tak się kończy a ty człowieku weź się w tym odnajdź i nie zwariuj i znajdź siłę na dalszą walkę.
4 dzień po zabiegu a my nie wiemy co z sobą zrobić, ja w rozsypce, mąż bardzo cierpi ale dla mnie trzyma fason. Objawy ciążowe już się skończyły jeszcze lekko bolą piersi.
Najgorsze jest myślenie o przyszłości, 5 dni temu przyszłość była miła, wakacje z brzuszkiem, remont pokoju dziecka. Teraz przyszłość mnie przeraża! Łódź i profesor Malinowski, 4 procedura, skąd wziąć pieniądze? Co jak pisiory zmienią ustawę o in vitro??!! Jak wrócić do pracy??!! Jak przeżyć święta, które zawsze były dla mnie trudne, teraz ze świadomością, że w grudniu miałam rodzić chciałabym żeby grudzień zniknął z kalendarza. Dni matki, dni dziecka, dni dziadków...
Co jeśli nie będziemy mieć dzieci?! Co jeśli całe kolejne starania zakończone będą negatywna betą?
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2016, 08:47
Nigdy nie zapomnę 18 kwietnia kiedy odebraliśmy wyniki bety. Udało się, pierwsze ICSI przyniosło rezultat i będziemy rodzicami. Będziemy? To pytanie zadaje sobie każdego dnia. Zastanawiam się czy fasola naprawde chce z nami zostać czy może jednak coś jej sie we mnie podoba.
We wtorek jakby nigdy nic wstałam, poszłam do łazienki i na papierze odkryłam brązowe plamienie. Poziom przerażenia oczywiście ogromny. 3 maja, święto. klinika zamknięta. Wygrzebałam telefony do znajomych lekarzy i dzwoniłam. Jedyne co usłyszałam to nospa, leżenie, zwiększona dawca progesteronu. W środe na sygnale pognaliśmy do kliniki, okazało się, że wszystko jest w porządku. Plamienie ustało.
A od wczoraj znowu to samo... Tak naprawdę zaczęło się w piątek wieczorem, wczoraj znowu pojechałam do kliniki i wydaje się być wszystko w porządku. Przedłużyłam zwolnienie do najbliższej wizyty u mojego lekarza, ale jak wytrzymam do 18 maja nie wiem. Jutro z nim porozmawiam, może wizyta zostanie przyspieszona? Póki co mam leżeć, brać nospe i inne leki i prosić, żeby fasola została w brzuchu. Plamienia są cały czas. Większe, mniejsze, ale są. Jestem przerażona, bardzo boje się, że czar pryśnie ...
Trace nadzieję.. Staram się nie myśleć o tym, ale myśli same pchają mi się do głowy... Co się będzie, jeśli się okaże że nigdy nie będę mieć dzieci? Jak sobie poradzę z tą świadomością... Jak nazwać się kobietą jeśli nie można być matką... Towar wybrakowany? Nie wiem czy będę potrafiła żyć z tą myślą, nie wiem czy będę mogła być z moim mężem - przecież to przezemnie nie zostanie ojcem... Jak można się z tym pogodzić.. Czy to wogolw możliwe?
Jak małpiszon przyjdzie, ostatni raz będę monitorować cykl.. Nie mam już na to sił...
69 dzień cyklu, na owu pojawiła się już rubryczka na 70.
W ciąży byłam 68 dni.
Jak tak to ma wyglądać dalej to już na wstępie łapię doła.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2016, 17:05
Moje ostatnie dni to wielkie poszukiwanie owulacji....eh nie chcialam tego robić ale jak mam brać duphaston no to musze...
Kilka dni testy tak blade ze prawie wcale nie bylo tej kreski, a dziś o 17:00 taki:
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/563805e306ad.jpg
Zrobie jeszcze poznym wieczorem żeby zobczyc czy bedzie lepszy czy słabszy juz.
Ah, gdyby nie ten duphaston to bym miała te testy i temperature w głebokim poważaniu, bo przy takich wynikach męża raczej cudem bylaby teraz ciąża ;( Takie mnie myslenie dopadło od dnia odebrania tych wynikow i trzyma nadal...
Ale poza tym jest spoko
Dobre humory na codzien nam dopisują. Jedyny stres to jutrzejszy egzamin na prawko
2 termin
jak znów nie zdam to oszaleje
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.