Samara Oprócz błękitnego nieba... 10 maja 2016, 13:20

Uff... @ w końcu nadeszła. W samą porę... Skończy się tuż przed zawodami i wizytą u lekarza.
W zasadzie w temacie starań nic nowego. Po wizycie będę wiedziała więcej więc nie ma co bez sensu się rozpisywać.
Póki co wyciskam z siebie siódme poty na siłowni. Wiem, że nie powinnam przeginać bo prolaktyna itd. ale mam to obecnie gdzieś. Do wizyty będę się katowała w myśl zasady:
lepiej się zużyć niż zardzewieć ;)

Dawno mnie tu nie było. Musiałam odpocząć. Czytając swoje ostatnie posty, mogę tylko gorzko się uśmiechnąć...nie wiedziałam jeszcze,że może być gorzej, nie wiedziałam co mnie czeka, że będę wyła z bezsilności, że nikt nie chce mi pomóc, że moja własna matka mnie nie wesprze i stanę na skraju depresji. Drogie dziewczyny, piszę to dla was, abyście nigdy nie traciły nadziei...początek października to był początek mojego koszmaru...druga beta pokazała, że beta nieznacznie urosla, w końcu odstawiłysmy leki podtrzymujące. Po kilku dniach dostałam krwawienia i miałam bóle brzucha dość mocne. Trudno, przeżyłam to bardzo. Za kilka dni miałam powtórzyć betę, czy spadła do zera. Jeśli tak, to możemy startować w następnym cyklu z drugim transferem. Byłam w szoku, jak zobaczyłam wartość bety ok. 320. Poplakalam się, wiedziałam że jest za mała i wtedy przyszło mi do głowy przerażające pytanie, czy nie za wcześnie odstawiłysmy leki. Szybki kontakt z p. Dr, była zdziwiona, decyzją-powtarzamy betę. Spadła za dwa dni do 70. Uffff.... super. Musialam robić betę do skutku, póki nie zobaczę zero, gdyż ta sytuacja jest dziwna. Zrobilam betę za 8 dni i była ok 500. I tak zaczęła rosnąć. Była już na pewno połowa października. Na usg nic nie można było jeszcze zobaczyć. I tak robiłam te betę do 20 października. Rosła, do szpitala na Starynkiewicza zgłosiłam się z betą 1800. Bałam się pozamacicznej. Po zrobieniu usg podejrzewano zasniad albo pozamaciczną. Zostawili mnie w szpitalu, moja p. Dr była na urlopie. Przeżyłam w tym szpitalu horor, koszmar mojego życia. Poczynając od pustego oddziału, gdzie dali mnie na salę z dziewczyną w ciąży że słowami pielęgniarki, że jesteśmy młode i świetnie się dogadamy. Kobieta oczekujaca dziecka w zdrowej ciąży z kobietą z ciążą z której nic nie będzie w strachu że zagraża jej życiu niebezpieczeństwo, z kolejnym niepowodzeniem. Dziewczyna faktycznie była ok, a ja się zachowywałam normalnie, czułam się jakby całą sytuacją dzieje się gdzieś obok i mnie nie dotyczy... codziennie słuchałam jak tę dziewczynę wołali na usg zobaczyć "dzidziusia". A ja leżałam bez dzidziusia i modliłam się aby to się skończyło. Co drugi dzień robili mi usg przy tabunie znudzonych studentow, pytając o miesiączkę, nie interesując się odpowiedzią. Z uśmiechem na twarzy pytali mnie która to ciąża i na pewno będzie dobrze. A ja mówię, nie będzie, transfer był ok 21.09, a jest koniec października, beta 2200, litości. Zróbcie mi zabieg i chcę o tym zapomnieć. Lezalam tam ok 10 dni. Milam parę historii, gdyż 7 dnia pobytu na obchodzie Pani na usg zobaczyli ciałko żółte, a ja mówię, jakie ciałko żółte , to był cykl sztuczny.A ta pizna po 7 dniach z rozbrajającą szczerością...ah, to ciąża z in vitro, tak? Nie kurwa, z dupy... mówię cymbałom na każdym obchodzie, że to z in vitro i nie ma siły że minęło tyle czasu ,a oni mi pierdola że coś z tego będzie. Wyłam z bezsilności, każdy komentarz mnie ranił, np. że mam leżeć i dojrzewać...do czego...bylam w tak złym stanie psychicznym, że nie byłam w stanie o się walczyć. Miałam myśli, o których nawet nie chcę mówić. Nikt kurwa mi nie chciał pomóc. Ja usłyszycie kiedyś nazwiska prof. Pietrzyk, taka starsza baba, saulicha jakąś tam ( w życiu tego nie wymowie) wiejcie jak najdalej. Wiem dlaczego tam oddział ginekologiczny jest pusty, bo skład lekarzy który leczy tam na codzień to tragedia. Kobieto, jeśli masz problem w ciąży poronienie, pozamaciczną itd., czyli taką, z której nic nie będzie, proszę nie idź do szpitala na Starynkiewicza, zniszczą ci tam psychikę i nie pomogą, chyba że trafisz na anioła, dr Iwonę Szymusik, ale to graniczy z cudem. Wypisali mnie z betą 3200 do domu, że sama poronię. Uciekałam stamtąd nie oglądając się. Nie muszę dodawać że w tym szpitalu, że na każdym kroku są ciężarne kobiety. Nie mam nic przeciwko ciężarnym, ale kiedy siedzą i gadają o ich wspaniałej ciąży, a ty w środku wyjesz, bo kolejny raz straciłaś tę szansę... Wracając, do wypisania ze szpitala 29/10, jak nie poronie w domu miałam stawić się na zabieg 5/11. Nie muszę mówić, że nie poroniłam w domu... stawiłam się, na IP przyjmowal dr Fałęcki, tak ten, ten uwielbiany przez kobiety. Tego osobnika zapamiętam do końca życia.... jak doczekałam się wejścia do zabiegowego, to pobrali mi krew na betę i miałam czekać czerpiąc wątpliwą przyjemność z zmieniających się pań z brzuszkami z uśmiechami od ucha do ucha. Męza wyrzucono z poczekalni. Zaproszono mnie na usg po 2 godz. I mówię do Faleckiego że dziś chcę zabieg, a on żartując, że na zabieg trzeba sobie zasłużyć. Kobiete która wie że na 100% ciąży nie będzie z tego, bolą wszystkie takie stwierdzenia, bardzo...męczyłam się z tym od 30/09 wiedząc że coś mam w środku, zlep komórek, ale dziecka nie ma i mam sobie kurwa zasłużyć na zabieg....napomknę że w tym i tylko w tym szpitalu pobierano mi krew z żyły w powietrzu, tak baba wkluwa ci się wielka gruba żyła, a ty masz trzymać rękę w powietrzu. Pobiera strzykawke, a później wyciska że strzykawku krew do fiołek. Kabaret. Niegdzie mi tak nie bolało pobranie krwi ja tam, horror. Za pół godziny poprosił mnie i mówi przy studentkach, że oni dziś nie zrobią zabiegu, bo beta się podwoiła. Drogie Panie, podwoiła się... po tygodniu!!!!rozpłakałam się, pytam się na co jeszcze czekają? A on do mnie mówi robiąc wielkie oczy "to proszę sobie poszukać innego szpitala". Mowie D niego, że już of niego usłyszałam, że mam sobie zasłużyć na zabieg. A on do mnie, że kłamie i nie będzie że mną rozmawiać...lekarz nie będzie z pacjentka rozmawiać, przypomnę że to mówi wielki wychwalany dr Fałęcki, o którym wszyscy piszą że to lekarz z pasją i w ogóle miod cud, kolejki się do niego ustawiają. A ja siedzę przy tych wszystkich ludziach i ryczę. Nie mogę pojąć, jak kobieta która stawia się w 9 tc z betą 6000, która rośnie nieprawidłowa, w karcie stwierdzono dwa punkty bezechowe, ma jeszcze sobie poczekać, bo tak. Mowie do niego, że nic z tego nie będzie i stawiłam się na zabieg ile mam w tym jeszcze stanie trwać, a on że cuda się zdarzają i nie ma co tak histeryzowac, przecież nie jestem w 20 tygodniu. No debil, ryczałam jak bóbr. Jak tak można? Powiedział że jestem niewdzięczna, bo on dla mnie serdecznie na dłoni, a ja...mówię,że chce rozmawiać z ordynatorem, a on, no to tylko czekałem na to pytanie. Dzwoni D ordynatorki, a ona mówi że nie ma czasu i nie zejdzie, mam stawić się za 2 dni na kolejną betę i zobaczymy...wybiegłam że szpitala że spazmami i rykiem, wyłam w samochodzie, mąż był przerażony. Od 30/09 żyliśmy w ogromnym stresie, strachu, jak nie daj bóg tę komórki się rozrosną i coś się zadzieje to nikt mi w Polsce nie pomoże. Umierałyśmy że strachu, że w końcu dostanę zakażenia i nikt nie chce nam pomóc. Stwierdzilam że dzwonię do swojej kliniki i jeśli moja dr wróciła chce natychmiast z nią porozmawiać. Zorganizowano mi wizytę na już. Przyjechalam i opowiadam jej historie. A moja dr mówi że przecież im wszystko napisała że to było do usunięcia na już. Zadzwonila do tego chuja i pyta się czym się kierował odsyłając pacjentki w takim stanie z kwitkiem. A on na to że dostał taki rozkaz i już. A to że zachowała się jak ostatnia mendą to już nie wspomniał. Moja p. Dr zrobiła mi usg i złapała się za głowę, że to dawno trzeba wyczyścić. Nie wiedziała w którym szpitalu tym na pewno się zajmą, bo teraz to różnie. Moglam jechać do szpitala gdzie usuwali mi pozamaciczna, ale już się bałam wszystkiego, że znów zostanę potraktowana jak śmieć. Pani doktor mi powiedziała że jeśli zaczekam do 11/11 to ona ma dyżur w tym szpitalu i jeśli przyjadę, to ona sama tym się zajmie. 11/11 uwolniłam się od strachu, Pani dr zrobiła mi zabieg łyżeczkowania. Pamiętam, że w tym dniu spadła mi góra z serca, a mój biedny mąż zaczął znów oddychać. Bylam szczęśliwa, tak byłam bardzo szczęśliwa. Wyobraźcie sobie, będąc w szpitalu w stresie i strachu, że w tej sytuacji moja mama życzyła mi miłego dnia....twoja córka jest w szpitalu, mówi ci z jakiego powodu, że ona ci pisze miłego dnia. Nie zadzwoniła do mnie ani razu, tylko pisała część kochanie, miłego dnia. A jeszcze było powodzenia. Nie mogę tego przepracować, ja jakbym moja córkę spotkała taka sytuacja, koczowalabym pod szpitalem. A moja mam mi życzy miłego dnia. Nie szkodzi, poroniłam ale na pewno kurwa mam miły dzień. W czasie kiedy ja roniłam, moja siostra rodziła kolejne dziecko i moja mama była z nią. Jakby nie mój mąż, nie podnioslabym się z tego. Było wiele sytuacji jeszcze bardzo przykrych, ogólnie październik i pół listopada pamiętam że swojego życia tylko łzy, strach i bezsilnosc. Apropo co mi się stało, miałam poronienie po odstawieniu leków, a resztki kosmowki które zostały zaczęły się mnożyć. I to koniec smutnej historii.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2022, 06:55

Klauka90 Plan idealny 10 maja 2016, 14:28

Porada dnia
Pamiętaj, że kiedy starasz się o dziecko, sport i odchudzanie w wydaniu ekstremalnym nie są najlepszym pomysłem. Nadmierne odchudzanie i wysiłek fizyczny wysyłają komunikat do mózgu, że nie jest to najlepszy czas dla organizmu na rozmnażanie. Umiar i zdrowy rozsądek to dwie rzeczy, o których nie powinnaś teraz zapominać.

misia6684 Nadzieja umiera ostatnia 12 maja 2016, 12:16

Od wczoraj boli mnie podbrzusze ( jak na miesiączkę ) i pobolewają jajniki. To @ jeszcze chwilę, więc to pewnie nie to. Co więcej zaliczyłam wczoraj skutki sklerozy. Totalnie zapomniałam, że zostały odwołane 1,5h zajęcia i przypomniałam sobie dopiero jak już byłam na miejscu. Jedynym plusem jest to, że pomimo czekania na kolejne lekcje, byłam szybciej w domu.:) Dzisiaj początek weekendu ( nie pracuje w piątki), więc mam nadzieję, że ten dzień szybko minie.

misia6684 Nadzieja umiera ostatnia 10 maja 2016, 14:49

Fakt, że do najbliższej @ jest jeszcze sporo czasu, trochę mnie frustruje. Chciałabym już wiedzieć, czy się udało. Wiem, że pośpiech nie jest najlepszym doradcą. Staram się czymś zająć w ciągu dnia, kiedy nie pracuje, ani nie jestem na wykładach. Staram się nie wchodzić na strony internetowe i szukać informacji, keidy najszybciej mogę zrobić test. Robię tak co cykl, chociaż doskonale znam odpowiedź. Robię tak, bo liczę, że gdzieś będzie napisane, że mogę się dowiedzieć szybciej niż za 2 tygodnie. Staram się nie doszukiwać objawów ciąży, bo wiem, że to za szybko. Także pozostało czekać. Postanowiłam całkowicie odstawić alkohol ( może to oczywiste, ale ilość imprez rodzinnych u mojego N czasami to utrudnia). W czwartek, z moją przyjaciółką robimy sobie babski wypad na miasto. Trochę odpoczniemy :) W weekend wracamy do domu z N. Czeka mnie samotny powrót po weekendzie do naszego wynajętego mieszkania, bo N doczekał się poniedziałkowej wizyty u lekarza. Mam nadzieję, że od razu zabiorą go do szpitala na zabieg ( nic skomplikowanego ) i szybko wróci. Zobaczymy.

No i mam okres. Są plusy i minusy i takie kwestie, które sama nie wiem, jak zinterpretować. Co mnie cieszy, cykl był krótki, jak na mnie. Jedynie 33 dni, zamiast 36 czy jeszcze więcej, jak to u mnie bywało. Z nieciekawych wieści - lutealna wyniosła zaledwie 10 dni i to zdecydowanie krócej niż pamiętam, sprzed 1 ciąży, kiedy lutealna miała zwykle 13 dni. Stara d... ze mnie i tyle.
Zastanawiam się, co z tym faktem robić (że lutealna krótka, bo na starość nie poradzę). Może jakieś hormony zbadać? Może dać sobie jeszcze luz w tym cyklu, wszak 2 miesiące temu poroniłam, niech ta fabryka popracuje sama ze 3 cykle i wtedy sprawdzić. Z resztą, w czerwcu mam się stawić u endo z nowymi wynikami tarczycy, poziomem wit D i krzywą glukozową i insulinową. Może od gina wziąć jeszcze poziom prolaktyny po obciążeniu i np. progesteron w fazie lutealnej? Chyba zadzwonię do niego i zapytam, czy iść do niego na wizytę teraz czy później...
Waga stoi w miejscu. Faktycznie to nie bardzo pracuję nad tym, by leciała w dół.

Acha, no i jeszcze zastanawia mnie, że nie miałam objawów PMSu. Ani mnie cycki nie bolały, ani nic nie czułam, że się @ zbliża, dopiero 1-2 dni przed okresem jakieś mulenie brzucha poczułam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja 2016, 15:09

Jestem :)

Odcięłam się trochę od ovu. Zaznaczałam tylko okres i wychodziłam.
W sumie, to nic się u nas nie dzieje. Starania stoją, ale lada chwila ruszamy. Przemek naciska. Jest wkurzony że nic z tym nie robię, jakby to była tylko moja sprawa. Dzwoniłam dziś do vitrolive żeby umówić Przemka na badanie nasienia na sobotę, ale w weekendy nie wykonują, poza tym wolne terminy mają od 18 maja. Niby nie długo, bo tylko 8 dni ale ciężko coś zaplanować bo Przemek pracuje. Niech sam dzwoni i się umawia, bo najlepiej wie kiedy będzie mógł .

W niedzielę mamy komunie. Mieliśmy nie iść, bo Przemek nie widział swojej chrześnicy chyba od chrztu. Nie utrzymuje kontaktu z tymi ludźmi, ale teściowa mu coś nagadała i idziemy . Trochę się wkurzyłam, bo matka tej dziewczynki to siostra teściowej, a ona nie była proszona na nasz ślub, bo teściowa nie chciała... nie przejmowała się co sobie pomyśli ,ale przejmuje się tym, co pomyśli sobie jak nie pójdziemy na komunie . Wkurza mnie ta baba.

Dziś miałam przypałowy dzień. Idę sobie spokojnie, aż nagle zaczepia mnie jakaś pani i mówi ,że dynda mi cena na bluzce. Zapomniałam oderwać ! hah, a potem urwało mi się ucho od reklamowki i musiałam przytulić zakupy do swoich małych piersi :) .

A teraz pytanko :) . Gadac kto wie :) .

Czy jeśli chcę podejść do inseminacji w jakiejś tam klinice ( u nas pewnie vitrolive) , to czy tam muszę chodzić do gina ? Mogę sobie iść do babki w mojej miejscowości, u niej robić usg itp ,a na inseminacje jechać tam?

10.05.2016
Kolejna wizyta u lekarza:)
Dziś bez usg ( chyba narzucili im jakieś limity,że lekarz nie chciał zrobić). Na następnej wizycie będzie usg chyba znowu z pomiarami,bo to już III trymestr będzie :-)

Waga mamy: 52kg
RR: 110/70
Szyjka zamknięta i dobrze sobie radzi...
Ruchy Amelki czuję dobrze, więc lekarz stwierdził że to ładnie;)
Dostałam skierowanie na:
Glukozę, morfologię i mocz (zrobić za 2 tygodnie).

Pytałam o tarczyce, to stwierdził, że to nie jest obowiązkowe... Tyle się nasluchalam ostatnio o kobitkach z problemami tarczycowymi w ciąży, że chyba mnie strach obleciał...

Następna wizyta: 31 maj
Szkoła rodzenia: 13 maj g. 16:00 - 1. spotkanie
Okulista: 19 maj g. 15:00

kropka_ myśloodsiewnia 10 maja 2016, 15:11

nigdy nie miałam problemów z okresem. zawsze przychodził w możliwie regularnych odstępach czasu, nawet sobie przez kilka lat zapisywałam daty przyjścia i myślałam wtedy, że jestem taka poukładana bo "tyle" o sobie wiem. nie miewałam też większych problemów natury intymnej, a do zliczenia moich wizyt u ginekologa wystarczyłyby chyba moje dłonie i to z uwzględnieniem dwóch ostatnich wizyt, które miały miejsce już podczas starań.

tymczasem od kiedy zaczęłam mierzyć temperaturę, obserwować swoje ciało, oglądać Wasze wykresy i czytać Wasze pamiętniki,to cóż... okazuje się, że w kwestii kobiecego ciała jestem (a przynajmniej byłam) prawdziwą blondynką.

oczywiście, to nie jest tak, że jestem szczęśliwa z poznawania nowych terminów medycznych, co za tym idzie zagrożeń itd., ale jeśliby się tak odessać z tych wszystkich emocji, to z uśmiechem zauważam, że stwierdzenie iż "kobiety są skomplikowane" nabiera (dla mnie) nowego znaczenia.

p.s. wg ovu mam teraz dni płodne, z mężem "robim co możem" więc może stąd ten dobry humor.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja 2016, 15:11

kassik Wlazł kotek na płotek 10 maja 2016, 15:13

Zapisani do Łodzi, wizyta w czerwcu...trzeba zacząć się podnosić, boli jak cholera ale może już nic gorszego w tym temacie nas nie doświadczy. Oby!

Podobno sa juz wyniki meza, zobacze po pracy. Az sie boje...

No to mialam przeczucie, wyniki tragiczne.
Koncentracja 3mill/ml no i o prawidlowej budowie tylko 2%, dziwne ze wszystko inne w normie

Z tego co poczytalam to sie tylko do IVF nadaje, no coz sprobuje umowic sie na wizyte w klinice prywatnej, zeby sie powaznie nad wszystkim zastanowic


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja 2016, 21:57

Maduszek Blastusiowy Pamiętnik 10 maja 2016, 15:28

5DS...
hmm...dziwny mam organizm - leków masa a skutków ubocznych brak...nawet zauważyłam, że jeden dotychczasowy skutek uboczny bromergonu czyli zatkany nos, ustąpił...
Zaczynam się martwić, że mam jakiś oporny organizm i ta cała stymulacja średnio na mnie podziała :(
5ty dzień menopuru 300 jed. a ja niewiele czuje...czasaaami cos troszkę w ktoryms jajniku ale to takie doszukiwanie się...bardziej je czułam w normalnych cyklach...
No nic pozostaje mi cierpliwie czekac na podgląd w piątek...
Woda na poziomie 1,5litra dziennie - prawie sie udaje ;)
Dzisiaj przyszedł izolat białka groszku...będą od jutra szejki ;)
Reszta diety bez szału...bez fastfoodow ale tez bez większej kontroli ;)

Niika79 Chcę znowu być mamą 10 maja 2016, 15:29

Kolejny dzień a ja nadal nie wiem czy mam robić betę czy nie ....

23+4

Aaaaach dziś dzień wolny od pracy, więc wybrałam się na zakupy. Chciałam kupić coś na wyjazd na urlop ale powiem szczerze, że nie było za bardzo w czym wybierać. W każdym razie kupiłam jedną sukienkę w c&a (a miałam nadzieję na znacznie więcej) i szorty + top na ramiączkach w h&m. Jeszcze trochę ponad miesiąc do wyjazdu, więc może jeszcze coś upoluję :D A dostałam też maila z Happymum że paczka do mnie już została wysłana więc w tym tygodniu powinna być moja nowa spódnica i bluzka <3
Wracając z zakupów zarówno w metrze jak i w autobusie ustępowano mi miejsca siedzącego. Fajnie jest być w ciąży :)

Pranie jedno nastawione, potem biorę się za drugie a w między czasie będę zajadać zapiekankę z piekarnika <3

A to dzisiejsze zakupy :)

foto1.jpg

foto2.jpg

I tacy już duzi jesteśmy <3

24 dc bezowulacyjnego

No nareszcie! Myślałam już, że Ovufriend się nie podniesie... Od kilku dni nie mogłam nic zrobić, gdyż od razu po zalogowaniu strona się wysypywała:( Wy też tego doświadczyłyście? Próbowałam na różnych przeglądarkach, różnych komputerach - wszędzie to samo... Dobrze, że już sobie poradzili z problemem.

Dzisiaj otrzymałam paczkę z pewnej sprawdzonej apteki internetowej, mającą zawierać nowo zalecone leki. Jakież było moje przerażenie (a właściwie nadal we mnie siedzi), gdy odkryłam, że zamiast pudełka 32 plastrów Fertilmate - przysłano nam tylko jedną saszetkę! Na nieszczęście wszystko zostało z góry opłacone (same plastry ponad 200zł), gdyż ufałam tej aptece:( Podłamałam się również z innego powodu. Cieszyliśmy się, że może zdążymy podratować plemniki przed inseminacją, którą planujemy najpóźniej za ok. 2 miesiące, jeśli uda się zrobić wszystkie badania. Niestety apteka w regulaminie napisała, iż reklamacja może być rozpatrywana aż 14 dni:( Nawet jeśli pozytywnie ją rozpatrzą to kiedy dotrą zamówione plastry??
Eh, jakbym mało stresów miała w ostatnim czasie to jeszcze kolejnych musieli mi dołożyć... :(

6tydz i 4dni U lekarza jeszcze nie bylam, mam wizyte na za dwa tygodnie jesli nie ma potrzeby to nie bedziemy malenstwa meczyc i tak jest jeszcze bardzo wczesnie. Ogolnie to piersi nie sa juz takie bardzo bolesne, ale za to o rozmiar wieksze!:) No i od kilku dni atakuja mnie mdlosci i troche mnie podbija jeszcze nie wymiotowalam ale bylo blisko! Czuje sie zupelnie inaczej niz w tamtej ciazy ktora poronilam mam nadzieje, ze teraz bedzie wszystko ok! Tak sie boje! Zaczelam odmawiac Novenne Pompejsko za zdrowego dzidziusia to moja druga Novenna!

Nie wiem co myśleć -wczoraj byłam u ginekologa zdiagnozował zespól antyfosfolipidowy i zapisał Clo stwierdził że mam cykl bezowulacyjny -ja z kolei nie wiem dlaczego jeżeli cykle mam długie i mam jeszcze nadzieje ze owulacja się pojawi (pęcherzyk 15mn )......heh ta głupia nadzieja .....w tym cyklu juz nie licze na dwie krechy ale chce żeby mój organizm sam ,,pracował,,-to jest mój pierwszy cykl z temp z monitoringiem wiec chyba za wcześnie zeby faszerować sie lekami -chyba jeszcze poobserwuje .....nie planowałam pierwszej ciązy i mam córeczkę śliczną a jak zacznę coś planować to jak na złość nie wychodzi nic....

Ciąża zakończona 4 maja 2016


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2016, 20:02

Dzisiaj bóle jak na @ są rzadsze... Uczucie gorącej głowy...jUż nie wiem co myśleć. Wczoraj i przed wczoraj spisałam ten cykl na straty, dziś się już pogubiłam. Nie chce się znowu pozytywnie na stawiać...

Zdarzył się kolejny cud :) Wypędziliśmy gronkowca :) Poszedł precz!!! Po kilku miesiącach walki dziś odebraliśmy wyniki i nie ma paskudy!!! Małymi krokami jest poprawa.
Dziś mąż był na badaniu nasienia. Wcześniej zrobiłam test, bo jest 10dpo podobno i istniała szansa, że test już coś pokaże jeśli byłaby fasolka, a szkoda byłoby wywalić 240zł na niepotrzebne badanie. Na teście biel, więc mąż zrobił co trzeba, jutro jedziemy po wyniki. Jeśli ktokolwiek to podczytuje, to bardzo proszę o kciuki, by badanie chociaż nie wyszło gorzej niż ostatnio. Wtedy będzie istniała jeszcze dla nas jakaś szansa!!!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)