Znów dopadło mnie to okropne zmęczenie. Dlaczego? Skąd się to bierze? Dwie kawy i dużo świeżego powietrza postawiły mnie na nogi. Dobrze, że jestem u mamy. Mam z kim spędzić ten wolny czas. Dużo chodzimy na spacery. Lubię też przebywać z bratem i bratową. No a Majeczka ma raj z kuzynkami bliźniaczkami.

Test zrobiłam rano. Oczywiście negatywny. Wiedziałam, że taki będzie, ale jakoś mi smutno :( Mam dość widoku jednej kreseczki. Jeszcze 3 dni i @ powinna przyjść. Kiepsko się dziś czuję. Strasznie kłują mnie jajniki i czuję takie ciągnięcie w brzuchu. Oby nic złego się tam nie działo. Może ten niepęknięty pęcherzyk znów przerodził się w torbiel. Po powrocie od mamy będę musiała zajrzeć do gina i sprawdzić czy jest czysto. Chcę już tą małpę bo piersi nie dają mi odpocząć. Bardzo bolą po tym Pregnylu.
Dobrze, że przez jakiś czas organizm odpocznie od stymulacji. Chciałabym, aby wróciła do mnie moja owulacja. Owulacjo wróć... !!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja 2016, 19:59

Witam się po dłuższej przerwie.
Tak dla informacji jestem w 25 cyklu starań, nic się nie zmieniło przez ten czas- od ostatniego postu. Czas leci, dni są gorsze i lepsze. Miałam za to czas na przemyślenia, z którymi teraz chcę się z Wami podzielić.
Kilka dni temu mialam bardzo szczerą rozmowę z moim kochanym mężusiem. Potrzebowałam to wszystko wypowiedzieć na głos ale tylko do niego. Teraz wiem że zrobię/zrobimy wszystko oprócz adopcji w kierunku upragnionej ciąży. Wszystko oprócz tego i trudno jak nic się nie uda wtedy odpuszczamy. Po prostu będziemy żyć sami i też na swój sposób będziemy szczęśliwi może nie aż tak jak z dzieckiem ale będziemy. Obecne leczenie u nowego lekarza dotrzymam do września następnego roku, przejdę kolejną laparoskopie i tak mnie ona czeka ze względu na wiszący w powietrzu wysoki marker Ca125. Nie chce przerywać w trakcie, dam mu szansę bo to dobry lekarz. Cały czas jestem na lamettcie i do tego luteine tym razem doustna bo ta dowcipna to mi nie bardzo służy... mamy rok na podjęcie decyzji jaką droge wybieramy czy inseminacja lub in vitro czy naprotechnologia. Narazie nie wiem. Z jednej strony myślę o inseminacji bo szybciej ale wiadome co nagle to po diable, nie można tak za wszelką cenę a z drugiej strony tylko naprotechnologia jest w stanie "znaleźć" prawdziwą przyczynę i czasami okazuje się to pierdola o której w życiu byś nie pomyślała, nie wiem. Na to mamy czas. Ale czuję już że to za długo, życie mnie nie rozpieszczało i teraz też tego nie robi. Nie potrafię się z tym pogodzić że Bóg daje komuś kto niekoniecznie na taką łaskę zasługuje a mi każe nadal czekać. Teraz dopiero czuję się jakbym miała na czole napisane "ta nie może mieć dziecka", czuje się gorsza, mniej wartościowa od innych. Ale już nie czekam, owszem jem tabletki bo bez tego nie mam żadnych szans przy braku owulacji lub ciągłym krwawieniu lub plamieniu. Przestałam wierzyć i czekać, jestem wyjałowiona z tego całkiem. Jeszcze jakiś czas temu myślałam że gorliwa modlitwa pomaga, owszem pomoże w stanie psychnicznym człowieka bo nie czuję się z tym sam i ciągle do Kogoś mówi ale tylko tyle. Ta obojętność jest dla mnie niezrozumiała. Niby skraca mękę cierpiącym ale nie każdym. Po prostu trzeba samemu odpuścić. Trzeba sobie znaleźć inne zajęcie inny cel i będzie lepiej. Ja tak zrobiłam. Ciąża dla mnie to taki temat tabu, kocham dzieci i nie zniechecam ich do siebie przez swoje problemy ale z ludźmi starszymi nie chcę rozmawiać (z wyjątkiem mojej Moni i męża), ja wiem swoje i koniec. I niby paplaja do mnie a bo ta sąsiadka z drugim w ciąży, a ta kuzynka w 8 miesiącu już ma bóle i musi leżeć itd mówię otwarcie nie interesuje mnie to, nade mną nikt się nie rozczula.

Biegamy z mężem, i to nie takie puste gadanie tylko najgorsze juz za nami :-D 3 km przebiegamy. Sciagłam aplikacje endomodo i topimy tłuszcz hehe. Ważyłam 79 kg bo już kg spalony :-) :-) :-). Byłam u fryzjera zrobiłam włoski, są miodzio odrazu mówię. Czekam na zestaw startowy do hybrydy, będę się trochę bawić z paznokciami, narazie na sobie a później zobaczymy. Urlop zarezerwowany na drugą połowę czerwca iiiiii lecimy do Hiszpanii :-) już nie mogę się doczekać. Tak się opierniczam w pracy że szok (to są właśnie moje wypociny na drugiej zmianie). A poza tym co, latam sobie po szmateksach, chalupka skończona i ogólnie jest okej ;-)

Buziaki dla tych co o mnie pamiętają i czasem zaglądają :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja 2016, 23:54

łohohoh ale czasleci a mnie nie było i nie było :D
Tyle się zminiło, tyle Mały urósł, tyle przez ten czas się nauczył :) za 3 dni skończy 10 miesięcy :):)
Najpiękniejszym osiągnieciem jest to, że kilka tygodni temu nauczył się mówić ma-ma :D może nie mówi do mnie tego konkretnie i świadomie ale to i tak miód na moje uszy :) umie też raczkować, cieszę się bo teraz popierdziela po całym domu na czworaka i umie sie już sam zabawić. Najlepszą zabawa są samochody a konkretnie kołka, ktore się kreca. To jak jest zainteresowany od jakiegos czasu kółkami jest niesamowite, niewazne czy to w zabawkach, czy w samochodach czy maszynach, po prostu uwielbia patrzec na kręcące się koła! potrafi takze naśladować samochód jak jezdzi nim sobie po podłodze :) Niestety zrobił się czasem uparty i ma swoje humorki, nie cierpi mycia głowy, ubierania/przebierania/przewijania, wrzeszczy jak opętany przy tym. no i znow przypomniało mu się ze umie piszczeć-a myslalam ze juz przeszedl mu ten etap. Mikołaj potrafi tez trzymany pod paszki przejsc kilka krokow na nozkach.
plan dnia wyglada tak: 7/8 pobudka, 9 mleczko, 10/11 spacer, 12.30 obiadek, 14.30 mleczko, 15 spanie, 17.30 mleczko/kaszka lub inny podwieczorek, 20.30 mleczko i spanie. Ze spaniem jest ok, bo jak od poczatku go nauczylismy zasypiania bez noszenia, glaskania itp tak teraz jest nadal, po prostu odkladamy go do lozeczka a on przytula sie do swoich rożków w osłoncei po kilku minutach zasypia :) bradzo duzo się śmieje, jest kochany :)
planuję tak jakoś w sieprniu postarac się z mężem o braciszka lub siostrzyczkę dla Mikołajka :) no zobaczymy :)
aaa no i moja waga spadła do 53 kilogramów :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja 2016, 22:07

pendzel Muszę się wygadać 10 maja 2016, 22:15

Trochę zaczęło się dziać:) Pozytywnie i do przodu. Po rozmowie ze znajomą, trafiłam do ginekolog zajmującą się leczeniem niepłodności. Ta zleciła szereg badań, w większości hormony = masa kasy. USG -ok. Od niej trafiliśmy z mężem do Naprocentrum. Tu kolejne badania - chyba nie jest źle. Hormony nie są złe, mała dawka Eutyroxu na tarczycę. Od kilku tygodni nie wymiotuję, niestety dalej palę, ale wszystko po kolei:) Mam wreszcie poczucie, że idę a nie stoję w miejscu. Mam łykać witaminy, badać krew na okrągło (chyba zbankrutuję na tych badaniach), ale coś się dzieje. Jeszcze daleka droga przed nami -drożność jajowodów, badanie nasienia i hormony, hormony, hormony. Będzie dobrze...
Ćwiczę, mam wzorowe odżywianie, lepiej się czuję:) Dziś jest bardzo dobry dzień:)

1 dzień nowego cyklu.

Widząc dziś plamienie głupia cieszyłam się, bo myślałam, że to plamienie implementacyjne... Przecież wyliczyłam owulację na 2 maja więc dziś dopiero byłby 9dpo. Ale najwyraźniej się spóźniłam i owu była 12 lub 13 dc... Mój cykl teraz miał 25 dni, a nie 30 jak zwykle, więc zawiodłam się bardzo... Tym bardziej, że naprawdę nasze relacje z mężem poprawiły się diametralnie, po porządnej kłótni doszliśmy do pewnych ustaleń, które dały mi poczucie bezpieczeństwa. "Produkcja" wypadła w majówkę, kiedy byłam przeszczęśliwa i kochana...

Niestety, kolejny raz odliczamy od początku. Skończyłam z mierzeniem temperatury, skończyły mi się testy owu, czas na spontan...

Requiem Do czterech razy sztuka! 11 maja 2016, 15:40

Cudów nie ma beta <0,1

No więc jestem po wizycie w 10dc
Znowu wyobrażałam sobie, że skoro wreszcie dotrę do lekarza przed owulacją, to z pewnością zaproponuje mi, opisywany w pamiętnikach przez wiele dziewczyn monitoring, że coś wynajdzie, co trzeba będzie posprawdzać...
Gin zrobił usg i powiedział, że w prawym jajniku jest piękny dominujący pęcherzyk, że endometrium też ok - czyli, że w sumie tak, jak wcześniej, kiedy byłam w poprzednim cyklu u niego, a jeszcze wcześniej u mojej pani ginekolog - no a w ciążę jeszcze zajść nie mogę...
Mówię, że zauważyłam, że skracają mi się cykle, że mimo brania Luteiny, ostatnio trzy dni przed @ miałam plamienia, wcześniej też były dwa dni przed @, że po owulacji mam bardzo wrażliwe piersi, że jest mi dziwnie zimno, nawet kiedy w sumie wcale zimno nie jest..., więc stwierdził, że mogę mieć takie spadki progesteronu, chociaż wynik, który robiłam w styczniu (bez Luteiny) mieścił się w normie, aczkolwiek był troszkę niski - przy normach 5 - 27, miałam 12, a w marcu przy braniu Luteiny skoczył mi na 34, a mimo to, miałam plamienia. Powiedział, że mam się starać, mam od 16dc brać Luteinę 2x2 tabletki, gdyby mimo to ciąży nie było, to w następnym cyklu mam zwiększyć Luteinę 2x3 tabletki. Do lipca daje mi czas, a potem ewentualnie jakaś stymulacja, czego za bardzo nie chce u mnie stosować, bo generalnie owulację mam. Więcej usg w tym cyklu nie proponował, powiedział, że jest ok, mam się nie nakręcać.
Tak, więc: moja pani ginekolog, na wizycie w marcu, dała mi czas na zachodzenie w ciążę do września - mam wyluzować i nie skupiać się na zachodzeniu...
Doktor z mojego miasteczka - dał czas do lipca, zlecił branie Luteiny i wyluzować
Czy dała mi coś ta wizyta? nie wiem...wiem,że jest niby ok, że może to wina spadającego progesteronu i że może właśnie Luteina kiedyś go unormuje. Jeden i drugi lekarz dają czas i zalecają wyluzowanie.
A czy wyluzowałam? niby tak, bo nie liczę, nie sprawdzam, niby się nie nastawiam, bo wiem, że to nie ma sensu, na początku cyklu, kiedy pomyślałam sobie, że znowu trzeba się będzie starać, to wkurzałam się na myśl o seksie i pomyślałam, że teraz to nie będę dawała mężowi sygnałów, że jak się nam zachce, to coś będzie, ale tak tylko pomyślałam, a okazało się, że co innego czuję. Dziś mam 10dc, a już zdążyłam 2 razy w tym cyklu, powiedzieć zasypiającemu mężowi, że tak, to się dziecka nie doczekamy, że jak tak ma wyglądać to staranie, że to ja daję mu sygnały i zachęcam,a on coś tak sam z siebie nie bardzo, to pewnie przy tylu dniach abstynencji, ma same stare plemniki, które nie dają szansy przepchać się tym młodym i silnym, bo taki długi czas bez seksu, źle wpływa na plemniki:) tak powiedziałam, a on i tak zasnął, czym doprowadził mnie do szału, zabrałam pościel i poszłam na sofę do salonu z zamiarem, ze teraz to tak będę spała do końca miesiąca...ale po chwili leżenia wkurzyłam się, że co to do cholery, mąż ma spać na wygodnym łożu w sypialni a ja na sofie i wróciłam.No cyrk i komedia. Ciekawe czy tylko ja tak mam porąbane? A dziś jak sam się nie ocknie, że to już 10 dc to chyba zacznę, bo na cóż czekać do cholery??? Żeby te potrzeby damsko - męskie szły równo ze staraniami:) No i znowu myślę, że gdybym tak czekała,aż mężu zachce wtedy co ja, to nie koniecznie zdążyłby w te dni, no i taka strata czasu wkurzyłaby mnie jeszcze bardziej:) Nie wiem czy to luz, jak zwał tak zwał, ale jednak presja czasu jest, a pragnienie ciąży jeszcze większe, tyle tylko, ze dołączyło wkurzenie na seks:)No to tyle, zobaczymy jak to dzisiaj pójdzie...

anemic Wielkie chcenie ... 10 maja 2016, 23:27

18.05 kolejna inseminacja. Zastanawiam się czy w razie niepowodzenia podjąć od razu in vitro czy 3 insem. Ale na razie wypoczywam psychicznie. Nawet nie mam jakiegoś parcia, choć to pewnie do czasu owulacji :) Jak na razie cały czas zajmuje nam przeprowadzka.

Co najlepiej poprawia humor kobiecie? Zakupy! Co też takiego kupiłam... Nie buty, nie torebkę, nie perfumy, ani żaden ciuch. Kupiłam właśnie testy owulacyjne 6x po 5 sztuk o niższej czułości, bo te o wysokiej potrafią dać fałszywie dodatnie wyniki. I kupiłam też mikroskop owulacyjny, taki na ślinę. Czy poprawiłam sobie humor? Nie bardzo, ale też nie bardzo jest co poprawiać. A może inaczej. Jest co poprawiać, ale brak humoru nie wynika z bezowocnego cyklu i @. Wkurza mnie praca, atmosfera w niej. Dziś ten hałas doprowadzał mnie do szału, w dodatku zostałam postawiona pod ścianą u musiałam się zgodzić na niekorzystną zmianę planu, żeby komuś zrobić dobrze. Ta pinda, co u czy moją córkę, dobrą dekadę młodsza, przestała mnie zauważać, mija jak powietrze, ani dzień dobry ani pocałuj mnie dupę. Jeszcze przed długim weekendem któregoś dnia ja pierwsza się z nią przywitałam, bo to dla mnie nie problem, nie każdy musi mieć refleks, a korona mi z głowy nie spadnie. Ale dziś centralnie szła na przeciw mnie na pustym poza tym korytarzu i minęła mnie bez słowa, czy skinienia głową. Uważam, że to dziecinada. Chyba potraktuję ją jak gówniarę, którą jest, i specjalnie, ostentacyjnie powiem jej dzień dobry, jak sytuacja się powtórzy. Robię tak czasem z uczniami, którym też brak kindersztuby.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2016, 00:01

13dc

Prawie jestem zdrowa. Pisze prawie, bo mam jeszcze momenty oslabienia, zawrotow glowy i potow. Za to dzis rozpoczal chorobe maz. Tez zaczelo sie od bolu gardla.
Jak bedzie ze staraniami w tym cyklu? Zamierzam sie nie denerwowac, ze akurat teraz to musialo mu sie przytrafic. Choroba nie wybiera. Poza tym w tym stanie tez nie mialam ochoty na zadne seksy. Luz. Kto wie, moze i tak by nic z tego nie wyszlo. Skoro w zeszlych miesiacach sie nie udalo, a wszystko bylo zaplanowane. Luz.

Boli brzuch okresowo... nadchodzi małpa.
Cieszyć się? Nie cieszyć?

Niee no, arturowa- ty już przecież wyrosłaś z głupich marzeń prawda?
No przytaknij grzecznie pamiętniczkowi i idź spać :)

PS. Zdjęcia zrobione moim cegłofonem, majówka :D

To mi się strasznie podoba, aż się prosi o jakiś natchniony podpis ;)
e55958c7cfb653e4med.jpg

Te dwa robiłam leżąc na trawie... Leżałam tam nadal nawet kiedy zaczynało padać-po prostu się zawiesiłam...
34272114d04822edmed.jpg

I najlepsze moje zdjęcie ever- mój kociołek :D Szedł takim krokiem jakby świat należał od niego a przecież jest tylko małym zwierzaczkiem... ;) (I w dodatku takim dumnym ze swojego zadka hahaha :P)
33cf4521ab7f221amed.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2016, 00:49

Luteina odstawiona, bo w ciazy napewno nie jestem. Postanowilam odpoczac troche od tego wszystkiego i skupic sie na mezu. Wizyte w klinice mamy 9 czerwca wiec zobaczymy co nam zaproponuja.

kassik Wlazł kotek na płotek 11 maja 2016, 16:04

Dzień 6...potrafię bez płaczu rozmawiać o tym co się stało, dalej jest ciężko ale tak będzie chyba jeszcze długo. Bardzo bym chciała już działać...za tydzień kontrola po łyżeczkowaniu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2016, 09:57

Mój pamiętnik powinien nazywać się ciąża z przygodami...

Poniedziałek zakończył się bólem brzucha... wtorek przyniósł plamienia. Szybki telefon do gina i wczesno wieczorna wizyta i leżenie plackiem do wizyty.

Na wizycie rozmowa z lekarzem, pomiary i pierwsze co to skąd jest krwawienie. Szyjka oki, plamienie nie z macicy, więc o co kaman? podrażnienie po luteinie, odstawiamy i obserwujemy.
Mam nadzieję, że mój organizm nie zareaguje jakoś wrogo na brak, bo luteinę biorę od początku ciąży.

Potem usg, i mój synek <3 Tymuś sporo urósł, bo waży obecnie 1,26kg jak tak dalej pójdzie rodzimy w lipcu nie w sierpniu. Tylko proszę Tymusiu nie śpieszymy się :)

Potem 100 pytań o główkę i brzuszek, na chwile obecną sytuacja wygląda tak jak powinna: główka większa od brzuszka... ulżyło mi bardzo.

Dziś wstałam o 4.00, od rana pobolewa brzuch, krzyż... tłumaczę sobie, w ciąży przecież jestem, ma prawo boleć, ważne, że nie ma skurczy...

Tymusiu spinamy pośladki i tak do końca lipca.
Kocham Cię bardzo <3


Moje kochane Aniołki <3 bardzo tęsknie za Wami. Wierzę, że czuwacie nad nami każdego dnia, opiekujecie się z Nieba, wierzę, że jesteście tam szczęśliwe, choć ja bym wolała Was mieć przy sobie.
Kocham Was mocno <3 i nigdy o Was nie zapomnę <3

s1985 walcząc 11 maja 2016, 06:14

Ciąża zakończona 11 maja 2016

Niika79 Chcę znowu być mamą 11 maja 2016, 07:19

No i wczoraj wieczorem przed kąpielą zobaczyłam małe plamki@. Dziś też jest tego więcej i boli mnie podbrzusze więc chyba znowu nic z tego ;-/ ech tracę nadzieję że 37 latka może zajść jeszcze w ciążę... lata lecą...

Kocia kociowy pamiętnik 11 maja 2016, 07:50

wierci się pod serduszkiem <3

Rozpoczęłam dzień nie najlepiej -mdłości- lekki ból podbrzusza ....to już 3 dzień z rzędu kiedy tak się czuje :/ Brak owulacji,nadzieja, nerwy i tak w kółko.....

Dziś 5 dc u mnie nic nowego @ mija i mogę zacząć starania od nowa. To już będzie 7 cykl, może i będzie szczęśliwa siódemka:)
Wczoraj dowiedziałam się że następna koleżanka jest w ciąży i to nieplanowanej noż kurde inne to mogą ot tak a ci co chcę to nie mogą:( W sumie to się ciesze bo może i mnie w niedługim czasie się uda to będziemy we dwie z wózkami chodziły:)

14dc

Nie wierzylam kiedy odczytam temperature. 36.79. To duzo jak na mnie. Ale to pewnie przez kiepski stan zdrowia.
Wstalam oslabiona. Ale do pracy ide. Najwyzej wyjde wczesniej. O ile mnie puszcza. Zaciskam zeby i ide.

Milego dnia.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)