38 tydzień 2 dzień
Wczoraj miałam wizytę, moja Lilunia coś mało urosła ma 2560g, ale najważniejsze, że zdrowa i ciągle w brzuszku się rozpycha:) Szyjki praktycznie brak i rozwarcie na palec. W poniedziałek mam się wstawić do szpitala, a we wtorek powinnam mieć cesarkę. Z jednej strony bardzo się boję, a z drugiej strony już nie mogę się doczekać kiedy będę mieć swoją córeczkę przy boku:)
Ostatni weekend we dwójkę, oj będzie się działo!
Dziś Mazury:)
Za tydzień znów Mazury i ...@ w piątek. Czyli dokładnie za tydzień. Przyjdzie czy nie? Oto jest pytanie.
Psycholog zaliczony, dostałam wskazówki na zmianę sposobu myślenia. Zaczynam pracę nad sobą, nie będzie łatwo, ale spróbuję. W końcu robię to dla siebie. Może odpuści ta niewidzialna blokada w mojej głowie i wtedy zajdę w ciążę?
30 dc
Umrę z mdłości... Niech ta małpa przyjdzie już...
Nasz kochany ovuprzyjaciel miał ostatnio aktualizację i ucięło mi dwa wpisy do pamiętnika.. Postaram się je odtworzyć
Wiem, że jak skończę ten wpis, pojawi się kolejna, 14 już strona pamiętnika:( Dobrze, że aktualizacja była tak miła, ze uzupełniła mi temperatury na wykresie, zniknęły tylko suplementy i objawy, a bez tego się obędę, ale bez temperatury to średnio.. Ostrzegam Cię ovu przyjacielu, drugi raz mnie oszukałeś i jak tak dalej będzie zrezygnuje z Twoich usług..
Przeglądałam ostatnio mój pamiętnik i stwierdziłam, ze jest w nim jak w kalejdoskopie, na huśtawce czy może jeszcze inaczej, jak kto woli, ale pozytywne wpisy, przeplatają się ze smutami.. Ponoć to normalne..
Dziś zatem będzie na wesoło:)
Po ostatnim wpisie postanowiłam, że nie mam w dupie starań, ale nie będę odbierać sobie tego co lubię.. Myślę, że mój profesor trochę przesadza z tym wysiłkiem fizycznym.. Zawsze byłam aktywna fizycznie i wszystko funkcjonowało jak najlepiej.. mam wrażenie, że właśnie ta zmiana na brak aktywności czy jej duże ograniczenie gorzej na mnie wpływa.. mam czasami wrażenie, że lekarze nie rozumieją takich osób jak ja.. Kurde jestem nadpobudliwa i jak tego nie rozładuje powoduje to u mnie frustrację.. Nie zamierzam pokonywać rekordów świata, ba nie mam nawet zamiaru pokonywać własnych rekordów.. Poszłam pobiegać, dzień przerwy, joga, potem znów bieganie.. Jak jestem zmęczona to staję, maszeruję, rozciągam się.. I tym oto sposobem humor lepszy:) a w weekend G. zrobił mi niespodziankę i zrobiliśmy sobie nasze mini wakacje.. Już dawno nie mieliśmy czasu tylko dla siebie.. Spędziliśmy go mega aktywnie.. Endorfiny w zeszłym tygodniu wydzieliły się na pewno, dając kopa na cały nadchodzący tydzień.. Mam zamiar pobiegać, przynajmniej dwa razy:)
I znalazłam czterolistną koniczynę, pierwszy raz w życiu.. Mój mały symbol szczęścia:)Kiedyś musi być dobrze.. Musi.. Musi.. Musi..
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2016, 13:45
Oliwka skończyła już dwa miesiące. Jest cudowna. Nadal różnie bywa ze spaniem, ale chociaż w nocy jest ok. Kupiłam MisiaSzumisia ale nie zauważyłam efektów.
Byłam na wizycie u gina. Wszystko ok, krocze wygojone. Powiedział że za 3 miesiące znów możemy sie starać i żebym nie zwlekała bo efekt operacji (laparoskopia jajników- PCO) nie będzie trwał wiecznie
no pewnie kiedyś się zdecydujemy ale na razie skupiam się na córeczce.
Zauważyłam że odkąd mamy dziecko jesteśmy jakby inaczej postrzegani przez społeczeństwo- jesteśmy "normalni". No bo małżeństwo bezdzietne to oczywiście jakiś odłam od normy
szkoda, że tak są postrzegane pary walczące z niepłodnością.
Może zabrzmi to banalnie ale bycie mamą to najwspanialsza rzecz jaka mi się w życiu przytrafiła. Boże dziękuję za naszą córeczkę!
Wracając do najważniejszego Tematu czyli naszych Babelków. 
Są po prostu niesamowicie wspaniałe! W Ich oczach widać tak potężna miłość , że za akzdym razem jak tak intensywnie się we mnie wpatrują aż łzy cisną mi się do oczu z radości i wzruszenia. Aż nie chcę nam się wierzyć, że to były takie maleństwa! Za jakiś czas pewnie będę się zastanawiała czy te 5 miesięcy w szpitalu wydarzyło się na prawdę czy to był tylko jakiś koszmar?
Lekarze i pielęgniarki mówili, żebyśmy uważali i obserweowali dzieci. Bo zwykle wcześniaki, zwłaszcza tak wcześnie urodzone, mają problemy że zmiana otoczenia, z nowymi ludźmi, nie daj Boże jakieś imprezy gdzie jest wiele ludzi itp...
Miesiąc temu byliśmy na Ich pierwszej imprezie. Było chyba z 40 osób. W sumie całą impreza powinna odbyć się już dużo wcześniej ale organizatorzy czekali aż będzie bezpiecznie dla naszych dzieci. Ponadto kilka najbliższych znajomych (z kursu duńskiego) powiedziało, że będą stali że mną na straży i w przypadku gdyby leciał do dzieci ktoś z katarem - zatrzymają go w przedbiegach. 
Nie wiedzieliśmy z mężem czego oczekiwać od tej nowej sytuacji. Ja się bałam że pogryzę każdego, kto tylko będzie chciał je dotknąć. Mąż się bał że będę zła i niesympatyczna. (Ale kto!!??? Jaaaaa???
) I to nie bał się oficjalnie tylko po cichu. Dopiero po wszystkim mi się do tego przyznał. A razem martwiliśmy się czy dzieci się nie wkurza.
A tym czasem, okazało się że to są istne duszę towarzystwa. Całe 4h nie schodził im uśmiech z twarzy. Ja zupełnie wyluzowana, nawet pozwoliłam nastoletnim córkom znajomej potrzymać jego i drugie na kolanach siedząc na kanapie. W między czasie, jak chwilę popadało i WSZYSCY ludzie przenieśli się z ogrodu do salonu....i zrobiło się na prawdę głośno....Oni po prostu zasnęli! Ludzie podchodzili i dziwili się jakie to przeurocze dzieci 
W ogóle bardzo lubią podrózowac. Już mamy zaliczone weekendowo całe południe Danii, od czasu do czasu z mojam mama dosłownie wibita pomiędzy foteliki na tylnym siedzieniu i trzymającą smoczki. Od razu jak rusza samochód dzieci zasypiają. A potem budzą się i się rozglądają. A to przez okno, a to przed dach (szklany) aż zaczyna się głód i wtedy się zatrzymujemy na karmienie. Już mamy wyrobiony schemat karmienia w samochodzie nawet razem że skutecznym odbijaniem i zmiana pieluszki na przednim siedzeniu.
Inauguracja kupy w samochodzie była w Kopenhadze podczas takiego deszczu że mąż stojąc pod parasolka na zewnątrz i robiąc głupie miny przez okno (myśleliśmy że może nie spodoba się Sophie zmiana pieluszki w takim miejscu i takiej pozycji) przemókl do suchej nitki. A byliśmy w Kopenhadze całą 5tka żeby wyrobić dzieciom paszporty i mojej mamie bo Skubana miała przeterminowany dowód i paszport.
Tak nam się spodobała Kopenhaga, że 2tyg temu wybraliśmy się jeszcze raz , tym razem mama została w domu z kotem a my przelecieliśmy najważniejsze miejsca z dziećmi raz w wózku a raz w nosidełkach.
Także myślę, że problemy z otoczeniem i zmianami to kwestia indywiudalna. Dzieci mają pewnie po nas zdolności do przystosowywania się do nowych okoliczności. 
Jak widzicie u nas cały czas pozytywne szaleństwo...tylko z tym kwasikiem w tle. No ale tak to jzu jest, że bajka jest tylko w bajkach...Jednak nad wyraz jestem spokojną i myślę, że wewnętrznie na razie do tematu mojego męża i jego ewentualnych preferencji muszę poobserwować i przekonać się jak to jest naprawdę.
Zaczytuje sie w internecie roznymi poradnikami o rozszerzaniu diety, tabelami zywienia itp...I mam jedno skomplikowane pytanie. Skoro niedlugo maja zaczac jesc marcheweczke, kaszke plena para oraz owocki i soczki, ale pic ciagle mleczko...to w praktyce jak to wyglada?
Jeden dzien marcheweczka, jeden kaszka, jeden dozwolone owocki ? Bo chyba nie wszystko naraz odrazu nie? Podejrzewam,ze zbytnio filozofuje w tej kwestii...ale wymyslilam z nocy ze przeciez MAM WAS! I Was zapytam jak to jest
Dziś wyszukuję kolejnego objawu ciąży, a mianowicie senność. Taka jestem zmęczona, że wytrzymałam tylko do 13 i oczy same mi się zamknęły. Pamiętam, że w pierwszej ciąży przez pierwsze 2 tygodnie ucinałam sobie popołudniową drzemkę. Jeszcze moja Mama się śmiała, że może w ciąży jestem bo tak śpię. Jak się później okazało: byłam. Mam nadzieję, że to dobry znak.
Wstawiam Ciociom kolazyk z aktualnych fotek. Chris cały czas się śmieje ale na widok komórki/aparatu robi poważną minę. W ogóle Jego fotogeniczność poszła z genów obydwu babć oraz tatusia.
Jest przystojny i śliczny ale niestety mało fotogeniczny.
Sophie, rzadziej się śmieje i nie rozdaje wszystkim swojego pięknego bezzębnego uśmiechu (bo Christopher to się śmieje do wszystkich i cały czas, nawet się szczerzył szrmancko do obcych babć w poczekalni w szpitalu jak byliśmy z mama u kardiologa ) ... ale za to Sophie jest bardzo fotogeniczna. Co OCZYWIŚCIE ma po swojej pięknej i skromnej mamusi. 
A propos zębów...to chyba niedługo będziemy mieć pierwsze ząbki. Tak się ślinią i tak się wgryzają w gryzaczki oraz własne piąstki, że aż furkocze. Ciekawe komu piewrszemu wyjdzie ząbek i który!

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2016, 15:37
widze ze juz po ptakach w tym cyklu i chce mi sie plakac ...gdzie jest moja owulacja ??? pod koniec miesiaca jedziemy na dlugo wyczekiwana podroz poslubna na 3 tyg wiec boje sie ze kolejny cykl przepadnie a ja nie wiem co sie dzieje . Zaraz po powrocie rejestruje sie na badania wszystkie odrazu wszystkie jakie moga byc..wlacznie z mezem zeby wykluczyc wszystko co sprawia ze to szczescie nie jest nam dane :(juz je kiedys robila po roku staran ale wszystko wyszlo dobrze ..trzeba je powtorzyc!
mam wielkiego dola dzisiaj. obudzilam sie taka ..a do tego pierwsze co zobaczylam przy porannej kawce to czerwone swiatlo na ovu
ovu tez dalo za wygrana! nie umiem przegrywac ..ciezko pogodzc mi sie z tym ze zajscie w ciaze sprawia nam taka trudnosc. czuje sie jakbym byla wybrakowana
(((( wczoraj szwagierka wyslala mi zdjecie usg malenstwa , az mnie scisnelo w srodku. zazdrosc to okropne wyniszczajace uczucie ..nie che jej czuc ..kocham ich bardzo. zrobila sie ze mnie dobra aktorka ostatnio. Smiech gdy wcale nie chce mi sie smiac opracowalam do perfekcji ..oni tego nie widza a mi w srodku strasznie wstyd ..
jakos ostatnio gorzej to przechodze ..zlapalam sie na tym ze rozplakalam sie na reklamie pieluszek
)) to chyba zblizajaca sie @ daje o sobie znac ze niedlugo bedzie i rozniesie w pyl moja nadzieje
) ale ja mam ich jeszcze duzo w kieszeni i wyciagne nastepna
) Martyna nigdy sie nie poddaje !! bo kto da rade jak nie my !!
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2016, 12:06
Od poronienia trochę minęło. Były 2 cykle przerwy, a w tym miałam zacisnąć zęby i podejść jeszcze raz do tematu in-vitro (w końcu czekają na nas 3 zarodki). Moja psychika jest co prawda w rozsypce ale wiem, że za te kilka lat pewnie bym se w brodę pluła - dlaczego jeszcze raz nie spróbowałam. I z tą właśnie myślą, żeby później nie żałować zaczęliśmy przygotowania do kolejnego transferu.
Niestety, mówimy o mnie czyli o chodzącym nieszczęściu.
Dziś byłam na wizycie kontrolnej 9 dc, w celu ocenienia endometrium i ustalenia daty transferu. Od wczoraj miałam dziwne plamienia. I już wiem dlaczego - endometrium jest do dupy. Nie oczyściło się wszystko po ostatnim okresie. Dlaczego? Powody są typowane dwa.
Pierwszy, że to jeszcze szalejące hormony po poronieniu.
Drugi, że jestem sierotą, niezdarą, łamagą i pechowcem. Tuż przed okresem wylałam se pół garnka wrzątku na stopę. Dla uściśnienia na stopie miałam skarpetki i grube rajtuzy (bawełniane). Skutki poparzenia są okropne (skóra na stopie jest bardzo cienka), między innymi uszkodziłam sobie nery powodując tym samym ogromny ból, na który dali mi na pogotowiu leki opioidowe, które... mogły wpłynąć na endometrium.
Tak czy siak, w tym cyklu z transferu nici. Mam czekać na okres i w kolejnym cyklu znowu zaczynamy od nowa... Tylko, że w tej chwili moja motywacja w tym kierunku nie spadła do zera, ona jest ujemna. Nawet ten ostatni powód - aby potem nie żałować, przestaje być ważny. Chyba osiągnęłam swój kres wytrzymałości. Czas się chyba poddać. Los zbyt dobitnie mi pokazuje, że ja nie mam być matką. A skoro przeznaczenie tak chce, to po co się buntować i siły marnować?
20.05.2016r. - 3dpt .. Blastocysta wychodzi z otoczki
13 albo 12dpo. Jutro idę na badania krwi. Od rana boli mnie podbrzusza jakbym miała dostać @. Dodatkowo doszedł jeszcze kręgosłup ;/ Przyszedł weekend w końcu
Jutro się trochę rozerwę na urodzinach
Wyniki będę miała do 14, więc będę wiedziała, czy mogę coś wypić czy nie
Dzisiaj miałam 30min drzemkę przed pracą, bo bym nie dojechała. Jeżeli ten cykl jest nieudany, to mam nadzieję, że @ szybko przyjdzie i będę mogła rozpocząć nowy cykl starań
Dzisiejszy poranny test także wyszedł negatywnie, więc mam coraz mniej nadzieji. Za 20h wszystko się okaże 
Mój dzisiejszy sukces i drobna zmiana planów....transfer w poniedziałek 0 13:00 i ZROBI GO MÓJ LEKARZ PROWADZĄCY

oczywiście jeśli będzie co transferować...
Trzymajcie się Kruszynki...jutro najtrudniejszy dzień i decydująca noc...
Witam! Kogo? Sama nie wiem... ale zawsze miała wrażenie, że pisanie pamiętnika jest rozmową, rozmową z kimś bliskim, kto Cię wysłucha, zrozumie, doradzi... może pamiętnik jest właśnie takim przyjacielem, którego warto mieć w sobie.
Przed chwilą "przeczytałam pamiętnik" jednej z dziewcząt. Pisała o swoich staraniach ciążowych, problemach zdrowotnych i w końcu o pozytywnym teście! Pomyślałam, że jak też zacznę pisać pamiętnik to może też napiszę w nim o pozytywnym teście. Pokrętne nieco rozumowanie. Nie nastawiam się zbyt mocno, ale jakaś dziwna nadzieja się we mnie tli, że może tym razem się uda.
Od kiedy robimy dzidziusia? No można powiedzieć, że projekt DZIECKO był postanowieniem noworocznym. Ale ten moment określiłabym raczej jako beztroskie odbezpieczenie się. Natomiast od kwietnia "poczynanie" było bardziej wyrachowane. Tzn. zaczęło się mierzenie śluzu, notowanie różnych odczuć, obliczanie owulacji i wdrażanie się w wiele wielce ciekawych kwestii.
Maj - miesiąc urlopu chorobowego, dużo wolnego czasu i totalne zafiksowanie na punkcie zachodzenia w ciążę. Cieszę się tym czasem. Bo dlaczego nie?
Jest pięknie. Poza tym odkryłam OvuFriends, zaznaczam tu temperaturę, a mój pierwszy w życiu wykres jak na razie ma kształt nadbałtyckiej mewy. (Niemniej spodziewam się teraz poowulacyjnego wzrostu temperatury, więc mewa już nie będzie mewą... Chyba, że taką na sznurku...) Generalnie wciąż się dokształcam, biologia kobiety i fizjologia poczęcia stają się dla mnie, przynajmniej w teorii, całkiem jasne i przystępne. Bardzo mnie ta wiedza uspokaja i napełnia nadzieją, że skoro chodzi tylko o spotkanie plemnika z jajeczkiem - to musi się udać.
Teraz już kończę to pisanie. Chcę zrobić zaproszenia na moje 30. urodziny. Nad prezentem też popracuję, ale to wieczorkiem
Żegnam
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2016, 19:12
Powiem tak- przesadziłam.
Bałam się strasznie że dostanę @ w sobotę 14.05, wtedy właśnie mi wypadało (a wtedy było właśnie to wesele przyjaciół). I co zrobiłam? A no postanowiłam zjeść kilka niedozwolonych rzeczy coby małpę na troszkę przegonić. I w tym właśnie przesadziłam, bo poszła sobie moja małpeczka precz a to już 33 dc
Głupia ja. I na wadze przybyło 500 g
Oj blondynka ze mnie rasowa... Głupia, głupia głupia ja.
Ale jest światełko w tunelu bo w przyszłym tygodniu dostanę kartę multisport i mam nadzieję że zgubię szybciej moje sadełko 
A i zrobiłam też test ciążowy, zaraz wstawię co on mi ciekawego pokazał, coś innego niż zwykle


Jak zwykle kurna, jedna kreska ja pierdole no !
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2016, 19:41
Jestem już w 9 tc, czas leci nieubłaganie. Prawdę powiedziawszy to z utęsknieniem czekam zakończenia pierwszego trymestru, na pewno będę wtedy znacznie spokojniejsza.
Plamienia pojawiły się znowu, po tygodniowej przerwie, w poniedziałek zastanawialiśmy się nad pojechaniem na IP. Na szczęście nie spanikowałam, zadzwoniłam do kliniki i zostałam w łóżku. Za to pierwszy raz widziałam mojego męża w takim stanie. Ja nie wiem jak on będzie uczestniczył przy porodzie, zejdzie mi chłopak
Plamienia okazały się oczyszczaniem krwiaka. Dziad ma 5,2 x 2 cm. Na szczęście jak powiedział nam doktor: dziecko jest niewymagające, usadowiło się w drugim końcu macicy co krwiak, ale jednak niebezpieczeństwo jest. W związku z tym moje życie ogranicza się do leżenia w łóżku/kanapie, jedzeniu i spaniu. Jak długo? Ciężko przewidzieć, w poniedziałek mam podglądanie jak rozwija się sytuacja. Oby w dobrym kierunku, bo panicznie boje się chodzić do łazienki. Za każdym razem truchleje czekając czy wszystko jest w porządku ...
Także stres przeogromny, ja jestem okropna, bo podobno krzycze ma męża. No krzycze, bo facetowi niestety nie przeszkadza w domu tyle co kobiecie. Ja z kanapy widze, że trzeba zrobić to czy tamto, a moja druga połowa najchętniej leżakowałaby ze mną. Fajne wsparcie, wiem, ale nooo sprzątanie samo sie nie zrobi 
Brzuch mi rośnie, zaczyna powolutku odstawać. Z resztą co tu sie dziwić jak tylko leże, ale póki co przytyłam 60 dag, więc ok.
Ja tu pitu pitu, a nie napisałam najważniejszego! W środe widzieliśmy się z fasolą, która powiedzmy sobie szczerze fasolą już nazywana być nie może. Mierzy prawie 17 mm, ma główkę, rączke. Tak! Widziałam rączke mojego dzidziusia
Rozpłynęłam sie. Z resztą ja to ja, M. to już w ogóle. Będzie świetnym tatą. Rozczula mnie każdego dnia. Każdego ranka jak i na dobranoc całuje brzuszek i gada
Jak wraca z pracy to opowiada brzuchowi co robił i dlaczego tak długo go nie było. A że aktualnie jestem babą z burzą hormonów co wtedy robie? Płacze
Łez nie jestem w stanie w ogóle opanować.
Poza tym u nas prawdziwy babyboom! Sąsiedzi spodziewają się drugiego dziecka (matka w ciąży być nie chce... ), kolega z pracy męża też drugie dziecko w drodze, kuzynki to samo. Super
A bałam się, że nasza kruszyna nie będzie miała towarzystwa.
Aha. Najważniejsze. Termin wypada mi na święta. 25 grudnia. Z kim jak będe rodzić jak cały personel będzie siedział przy świątecznym stole
?
Mmm. Oczywiscie nie wytrzymalam i poszlam dzis znow na bete. Malo jeza nie urodzilam, czekajac na wynik. A jak juz go dostalam, to zamiast cieszyc sie, zaczelam przekopywac internet.
Beta 17.05 (12 po) - 40
Beta 20.05 (15 po) - 367!!!!
Cos mi tu nie pasuje... za duzo chyba:-(
Czy to możliwe, że ovu przesunął na wykresie owulację?
Mój stan emocjonalny wrócił w miarę do normy. Dogoterapia z wypożyczonym psem pomaga.
No tak dawno tu nie zaglądałam,że hoho.
Porodu Wojtusia jednak nie opisałam no cóż wracać już nie będę.
Jestem znów w ciąży, tym razem czekamy na Darię ( tak tak nareszcie diewczynka
)
Daria ma już 550gr i ok 20 cm od głowy do pupy.
Przygotowań puki co nie ma żadnych prócz tego że kupiłam kołyskę bo trafiła się okazja.
Ale właśnie dzisiaj postanowiłam zrobić listę rzeczy potrzebnych . Będzie ich znacznie mniej bo większość mam po Wojtusiu ale jednak są rzeczy które się zużyły i trzeba kupić.
Bardzo pochłania mnie firma kręci się jest dobrze ale co znaczy że nie mam czasu.
Wojtuś od dwóch tyg chodzi do żłobka, nie jest źle ale rano syrena musi być.
U mnie coraz śmielsze plamienia, takie różowego koloru i brzuch boli jak na @ objawy totalnie miesiączkowe.
Nowy cykl, nowe nadzieje, a za 3 tygodnie wizyta kontrolna i następny plan działania.
Ten cykl planuję z oeparolem i zamówię testy owulacyjne. To pierwszy po trzech miesiącach odpoczynek od clo. Obiecałam T. że nie będę się nakręcać, ale przecież pomagać mogę 
A na Boże Ciało chcemy wybrać się w trójkę nad morze do Spa. Odpocząć i przestać myśleć. Już nie mogę się doczekać! 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.