ok
wiec najpierw powiem co i jak z wizytami...
jeden lekarz inny niz moj do ktorego normalnie chodze z wizytami stwierdzil iz ciaza jest tydzien mlodsza niz wychodzi z OM - oczywiscie wielkie moje bylo zdziwienie bo wiem dokladnie kiedy byla owulacja
no ale ponoc lekarze wiedza lepiej ...
zrobil zdjecie mojej kruszynki

a ja z niedosytu informacji pobieglam do swojego lekarza jak tlko ten wrocil z urlopu i ku mojemu zaskoczeniu jego sprzet i wiedza okreslily moja ciaze prawidlowo tak samo jak Z OM 
wiec moral z tego taki ... masz zaufanego lekarza to sie go trzymaj 
no i termin na 28 grudnia ... ale raczej urodze w styczniu
antykoagulant ujemny
Białko S wolne w normie.
27 dc
10 dpt
Miał być piękny prezent na męża urodziny.. ale nie mogłoby być zbyt prosto.
Beta ujemna, lekarz kazał odstawić leki.
Ale walczymy dalej. 5 mrozaków nadal na mnie czeka.
Długo nie pisałam, bo musiałam sobie wszystko w głowie poukładać. Ale wszytko po kolei.
Już w czerwcu stwierdziłam, że tak funkcjonować się nie da, że pora odpuścić, bo zwariuję (i wszyscy wokół mnie
). W ciągu ostatniego roku byłam chyba na większej liczbie wizyt lekarskich niż przez ostatnie 10 lat... Poza tym:
1) mam już dziecko, a czytając różne historie na ovufriend, wiem, że mam szczęście. Doceniam to.
2) zacytuję moją przyjaciółkę - ponownie młodą mamę: "będzie to będzie. A jak nie to będę podróżować. Macierzyństwo to nie tylko przyjemne chwile, dzieć daje popalić i im starsze tym trudniej..."
Nie znaczy to, że zaprzestaliśmy starań, ale postanowiłam się nie fiksować
zwłaszcza po ovu, tego nie tamtego nie... Znacie to?
i miałam plan - umówiłam się UWAGA do 3 różnych lekarzy gin
tak zwariowałam, ale kto bogatemu zabroni?
ale spokojnie terminy rozdzieliłam.
Mój gin nr 1 (od luteiny, wina i ciepłych stóp) cały lipiec się urlopuje - dlatego umówiłam się na 7.7 na podejrzenie jajek do mojego gin nr 2. Do gin nr 1 umówiłam się na 1.8, bo przecież miną już prawie 3 miesiące od ostatniej wizyty i brania luteiny no to niech kombinuje dalej
Dodatkowo postanowiłam dłużej nie czekać i umówić się do kliniki leczenia niepłodności, do lekarza "z polecenia" na koniec czerwca. I tu niespodzianka @ przyszła dzień przed wizytą, więc wizytę musiałam przełożyć na "po urlopie"... Pomyślałam trudno, przynajmniej odpocznę 
7.7 gin nr 2 stwierdził, że wszystko wygląda ok, że lewy jajnik się szykuje. Za to przedstawił mi nową zmorę - możliwą przyczynę niepowodzeń - zrosty po cc
a ja głupia tak się cieszyłam ostatnio, że dzięki cc nie mam nadżerki... eh jak nie urok to..... Powiedział, żeby próbować, przebadać męża i jakby ciąży nie było to przyjść we wrześniu do niego to się umówimy na badanie drożności jajowodów.
Z tym pojechaliśmy na urlop. Niestety już po ovu, która była wyjątkowo wcześnie (inofolic, stres?), a z serduszkami marnie w tym okresie było. Za to urlop bardzo udany - rowery, kajaki, spacery, wycieczki i nawet park linowy
stwierdziłam, że co ma być to będzie, chuchanie i dmuchanie na siebie nic nie dało to trzeba zacząć cieszyć się życiem. Odpoczęłam, młody zachwycony. Wróciliśmy bardzo zadowoleni - dzieć wniebowzięty 
19.7 wizyta w klinice. Nie myślałam, że tak to będę przeżywać. Aż miałam zawroty głowy. Ale to był bardzo dobry pomysł. Lekarz - gin nr 3 wart polecenia. Dociekliwy, sympatyczny, empatyczny. Okazało się, że gin nr 2 skierował mnie na wszystkie badania, które na tym etapie można robić i wyniki są ok. Za to, podobnie jak gin nr 2, zainteresował się cc... Podobno 35% po cc na zrosty! Ku..... co roku chodziłam na kontrolne badanie na NFZ, za każdym razem pani dr pytała "Kiedy drugie dziecko?" i nigdy nie powiedziała nic o zrostach!
Gin 3 zaproponował badanie drożności jajowodów w sierpniu po @. Przedstawił 2 warianty: 1) hsg (na NFZ), 2)sonohsg (prywatnie - 500 zł
). Opowiedział o obu wariantach dodając, że nie trzeba się decydować od razu, że wypisze 2 skierowania. Dodał, że po badaniu drożności jest złoty czas na zachodzenie w ciążę, więc jeśli wyniki będą ok to zaprasza za 3 m-ce po badaniu. Chyba, że będzie cionżunia to wcześniej 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2016, 07:50
Dwa dni temu byłam na konsultacji u prof. Bomby. Profesor bardzo rzeczowa, konkretna ale też miła. No i dowiedziałam się bardzo ważnych rzeczy.
Pierwsza ciąża- podejrzewa niewydolność łożyska i hipotrofie płodu. Kacperek w dniu porodu ważył znacznie mniej niż powinien i dlatego też słabiej odczuwałam ruchy dziecka i nie byłam ich pewna przez całą ciążę. Ale to co ewidentnie świadczy o zaniedbaniach to wynik USG połówkowego. Termin porodu wyznaczony z tego USG był przesunięty o tydzień w stosunku do tego wyznaczonego na USG w 13 tygodniu i z ostatniej miesiączki. I tu już lekarz wykonujący badanie powinien zwrócić na to uwagę i zalecić wnikliwą obserwację. Niestety nie zrobił tego ani on, ani lekarz prowadzący ciążę...
Druga ciąża - prawdopodobnie genetyka, zwykły przypadek.
Trzecia ciąża - cud 🥰 a tak serio to na pewno miałam trochę szczęścia, na pewno acard pomógł, nie miałam żadnych poważnych infekcji. Łożysko dało radę, bo miało sprzyjające warunki. Ale waga urodzeniowa Dawidka 3020g, nie jest jakaś powalajaca, więc tu też zwróciła uwagę na łożysko.
No i czwarta ciąża - gdyby nie covid pewnie też wszystko byłoby dobrze. Bo Martynka rosla pięknie do samego końca i do ostatnich dni mocno kopała. Niestety wirus zaatakował łożysko i wszystko się posypało. Może podanie heparyny po uzyskaniu pozytywnego wyniku uratowało by sytuację. Profesor już teraz tak robi. Wcześniej wystarczał accard. Wirus jednak mutuje, wszystko jest nowe i nieznane jeszcze. Trafiło akurat na mnie 😥 może gdybym wcześniej trafiła do tego lekarza, wiedziała bym to co wiem teraz byłoby inaczej. Może udałoby się uratować Martynke.Może teraz pralabym i prasowała jej ubranka i pakowała torbę do szpitala.
Niestety, znów niewiedza lekarzy doprowadziła do tragedii... Trochę to przykre, ale sama nie wiem czy powinnam mieć żal do lekarzy w tej ciąży? W sumie teraz wszystko było dobrze i do niczego nie można było się przyczepić. Jedynie można było wprowadzić heparynę w covidzie. Ale skąd można było wiedzieć, że dzieje się coś niedobrego skoro nie było żadnych sygnałów? Skoro Mała ruszała się jak zwykle? Zwykły kaszel, zmęczenie i poty nie są niczym niezwykłym przy infekcji. Znów cholerny pech.
Konkluzja taka, że każda z moich ciąż to inny przypadek, aczkolwiek mam predyspozycje do gorszego funkcjonowania łożyska i w kolejnej ciąży, jeśli taka będzie, konieczne będzie wdrożenie heparyny. I szczególne dbanie o siebie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2022, 10:06
Ostatnio kiedy byłam w berlińskim Primarku widziałam tyle pięknych ciuszków dla niemowlaków
. Ceny przystępne, wiele rzeczy można kupić pakietami. Zauroczyłam się tym działem sklepu. Ale nie mam komu kupować takie słodkie ubranka. Tak bardzo chciałabym tulić teraz do piersi swojego bobaska, dobija mnie to czekanie. Musze jednak przyznać, że sprawy ruszyły teraz z kopyta. W następnym cyklu powinniśmy podejść do procedury inseminacji, jednak kasa chorych pokrywa tylko 50 % kosztów zarówno inseminacji jak i in vitro. Samo badanie HSG kosztowało Nas z mężem 280 euro, kasa nie refunduje tego badania. Inseminacja kosztuje 930 euro plus 100 euro za przygotowanie nasienia męża. tak czy siak nawet przy refundacji to 2000 zł
, musimy z mężem zawnioskować o kredyt, chcemy wziąć 2000 euro kredytu żeby mieć ewentualnie na drugie podejście. Nie dość, że cała sytuacja jest dla mnie stresująca to dochodzi jeszcze presja utraty pieniędzy w razie niepowodzenia...
Niech mnie ktoś przezimuje w jakimś kącie i obudzi kiedy już będę w ciązy, please!
Mrozaczków brak 
No dobra... miałam się za luzaczkę, ale w tym miesiącu chyba jednak zaczęłam lekko wariować. To mój pierwszy cykl, w którym w pełni świadomie obserwuję, co dzieje się z moim organizmem (śluz, szyjka, tempka, nastroje, testy owu itp). Z racji sporego zaangażowania w te sprawy ubzdurałam sobie, że tym razem musi się udać! No i żeby tylko to... Jestem obecnie 5 dni po oulacji. Do tej pory zaobserwowałam u siebie następujące objawy ciąży:
-podwyższona temperatura,
-brak śluzu płodnego,
-twarda i zamknięta szyjka macicy,
-brak apetytu, mdłości,
-wrażliwość na zapachy,
-częstomocz,
-pogorszenie cery,
-ból pleców,
-zawroty głowy,
.... i swędzenie pępka (sic!)
To jakaś paranoja z tym pępkiem, od dwóch dni czuję tylko ten pępek, nie mogę się skupić na czymś innym, nie mogłam nawet zasnąć... Oczywiście od razu wygooglowałam potrzebne info i co się okazało...? Że faktycznie swędzenie pępka towarzyszy ciąży! Tylko w III trymestrze ;/ Olaboga!!! Kończę, bo chyba nic mądrego już dziś nie napiszę.
Dodam tylko, że za dwa dni spodziewam się krwawienia implantacyjnego i w związku z tym już od dziś noszę białe majty (lepiej będzie widać) 
Tempka dzisiaj spadla. Pewnie znowu nic z tego.
No coz, taki moj los.
Pierwszy dzien 7 tygodnia ciazy;)
Plamienie dzis sie nie pojawilo. Rano tylko sporo takiego ni to bialego ni to kremowego beardzo gestego sluzu.Ale ani odrobinki czegos brazowego czy nie daj Boze czerwonego.
Bardzo sie ciesze;)
Dzis juz niestety nie leze. Od 6 rano na nogach z malymi przerwami na chwilowe lezakowanie w ciagu dnia. Plecy mnie bola. Dzis sporo pracy i schylania sie. Ale brzuch na szczescie nie daje o sobie znac ani plamienie. Czyli tabletki pomogly, albo po prostu bylam przemeczonai musialam troche zwolnic. Albo jedno i drugie. W kazdym badz razie narazie wszystko dobrze.
Teraz juz odpoczywam. Nazbieralam sobie czeresni w ogrodzie do tego jeszcze pomaranczka i wcinam;) W koncu to same witaminki i mineraly tak potrzebne teraz w duzych ilosciach;) A przynajmiej wiekszych niz przed ciaza.
Jutro tez trzeba wczesie wstac bo kolo 5 zrobic co nie poczeka do poniedzialku i potem idziemy na slub i wesele do kuzynki meza. Mam nadzieje ze plamienie nie wroci i bede mogla bez obaw isc na to wesele i choc troche sie pobawic, i zjec cos dobrego;)
Ogólnie czuje sie dobrze. Nie mam jak narazie zadnych dolegliwosci oprocz bolu piersi. Mam nadzieje ze wszystko bedzie dobrze i we wtorek na usg bedzie ok i zobacze zdrowego mauszka z bijacym serduszkiem;) Nie moge sie juz doczekac;)
Albo jestem juz przewrazliwiona albo aktycznie z rodzina wychodzi sie tylko na zdjeciu....zawsze myslalam ze mam dobry kontakt z rodzenstwem a od jakiegos czasu czuje sie zle wnich towarzystwie...dzisiaj siedzac przy stole starszy brat zblizylnsie do siostry I polglosem ozznajmil ze robia grila I zapytal sie jej czy przyjdzie...nawet na mnie nie spojrzal...zrobilo mi sie bardzo przykro...pozniej pojechal do domu a siostra zaczela sie zbierac I sie pyta czy jade z nia ale bie chcialam sie wpychac...skoro mnientam nie chcieli...jakbym pojechala to pewnieni tak wysmiewaliby mnie itp...wystarczy ze na komuni pokazali kim dla nich jestem...
tak więc dziś sie dowiedziałam od embriologa że wczoraj zamrozili mi wszytskie 6 zarodków i WSZYSTKIE mialy klasę 8a
bardzo się cieszę i liczę na bobaska z tej procedury
musi się wreszcie udać 
No żesz..... chciałabym przeklinać i drzeć się na całe gardło jak tylko można najgłośniej. Paciorkowiec w posiewie moczu, na litość Boską!!!! Skąd się wziął? Testy nie kłamały, ja byłam w ciąży, co najmniej dwa razy i to coś zabijało moje dzieci!!!! Mam dość, mam tego wszystkiego dość! Kiedy myślałam, że powoli wychodzę na prostą.... Oczywiście trwa majówka nr 2, dostępu do lekarzy prawie zero, udało mi się na jutro umówić do lekarki, ginekolog. Nefrolog niestety dopiero na 11 czerwca, nie mogę tak długo czekać, muszę iść i zaufać tej lekarce. Piękny dostałam prezent na rocznicę ślubu... Jak byłam ostatnio u ginekologa, prosiłam o pobranie wymazu z kanału szyjki macicy, może już bym była po antybiotykoterapii,a tak kolejny cykl na straty. Jak jedno się skończy to przyjdzie następne i tak w kółko. Brak słów i sił.
Są pierwsze dobre wiadomości - na USG widoczny jest położony w jamie macicy pęcherzyk ciążowy, a w nim pęcherzyk żółtkowy i maleńki zarodek. Jeden stres mniej, sto milionów innych nadal na mnie czyha. Staram się myśleć pozytywnie.
Kochana Fasolko, zostań z nami! Krzysiu, pilnuj nas z góry!
Jutro o 17:15 minie równo rok od Twojego ostatniego oddechu, od ostatniego uderzenia Twojego serduszka. Nigdy nie pogodzę się z tym, że musiałeś nas opuścić. Dzięki Ci, Boże, że właśnie teraz dałeś nam Nowe Życie. Życie wydaje się mniej niesprawiedliwe...
Hmmm...dziś opuścił mnie jakoś dobry nastrój....
dzisiaj ( 4dpt; 11 dzień po pregnylu) miałam tzw. 1-szą weryfikację po transferze.
Wyniki z dzisiaj:
B-HCG - 2.0 mIU/ml (pewnie pozostałość po pregnylu)
E2 - 743 pg/ml
PR - 17.02 ng/ml
Do tej pory brałam: luteina 3x2, lutinus 3x1, estrofem 3x1.
Podczas konsultacji lekarz (nie mój prowadzący) powiedział, że wyniki są kiepskie i kazał zwiększyć dawki do: luteina 4x2, lutinus 3x2, estrofem 3x2.
Patrząc na normy myślałam, że nie jest aż tak źle...a tu taki "zonk"...
Dobrze, że w poniedziałek kolejna weryfikacja już z moim lekarzem...
24 dc,
6 dni po owulacji
dni do testu ciążowego się dłużą.
Objawów nie mam wcale ale to przecież jeszcze za wcześnie, wiec mnie to nie martwi. Mimo leków piersi mnie praktycznie nie bolą. Zawsze po luteinie i nawet bez niej z tydzień przed miesiączką mam obolałe piersi. Na razie są po prostu ciut większe, nabrzmiałe ale nie bolą.
Apetyt mam większy ale to przez tabletki (hormony i sterydy), zawsze przez nie tak mam i jak się nie pilnuje to tyje wtedy na potęgę.
Moja ginekolog z kliniki kazała dać sobie spokój z dietą odchudzającą. Za nim do niej trafiłam schudłam 14 kg (takie postanowienie noworoczne- pozbyć się nadwagi). Niestety po odstawieniu diety 3 kg wróciły. Boję się, że tak ciężko zgubione kilogramy moment wrócą do mnie
a nie było łatwo je zgubić.
Jedyne tycie jakie wchodzi w grę to tycie ciążowe!
Nic z tego nie rozumiem dlaczego detektor ovu zaznaczył u mnie owulację na wykresie gdy pasek testu owulacyjne pokazał że jeszcze nie ma owulacji co jest grane czuję strach czyżbym coś robiła źle
Jutro lekarz. Dzisiaj poniedziałek = powrót do rzeczywistości...
17dc.
5dpo.objawów jakichkolwiek brak jakoś optymizm zaczyna mnie opuszczać,zawsze tak mam ze zaraz po owulacji jestem pełna nadzieji i optymizmu ze mogło się udać a później z każdym dniem jest tego we mnie coraz mniej,strasznie nie lubię tej fazy. Na dodatek we wtorek mam rezonans głowy i muszę wypełnić taką ankietę i między innymi jest tam pytanie czy jesteś w ciąży?lub podejrzewasz ze możesz być? No i kurde nie wiem co tam zaznaczyć bo podstaw do tego zeby podejrzewać ciąże nie mam ale jeśli jednak zarodek jest i to badanie by mu zaszkodziło to bym sobie tego nie wybaczyla i teraz naprawdę nie wiem co zrobić...może we wtorek rano zrobię test i jakby wyszedł chociaż cień cienia to zaznaczę ze podejrzewam ciąże tylko ze to będzie jeszcze dość wcześnie i może nic nie wyjść...ehh. Jak myślicie czy w ogóle takie badanie mogłoby zaszkodzić tak wczesnej ewentualnej ciąży?
21dc, 3dpt
O mały włos zapomniałabym 
W środę przed transferem na wizycie u gin mąż pytał o wyniki nasienia bo przed każdą embriologią sprawdzają parametry - w całości było 60mln! Jest to o tyle ciekawe że G ostatnie piwo wypił 3dni przed badaniem! Tyle czasu brał androvit, prawie w ogóle nie pił a wyniki spadały a tu proszę - pił, nie przejmował się bo przecież potrzeba tylko 6 wojowników i jakie piękne wyniki 
Czuję się całkiem zwyczajnie a nawet chyba nie dociera do mnie że jestem po IVF... nie wiem czy to dobrze czy źle - lepiej nie myśleć bo się zwariuje ale czy to normalne że tak wielkie wydarzenie nie robi zbytnio wrażenia, trochę nawet jakby go nie było 
Dzieciaczki moje kochane mama na Was czeka i pragnie przytulić, zostańcie z nami :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.