dlugo nic nie pisalam bo i nie bylo o czym
po usg, ktore mam za 1,5 tygodnia czeka mnie rozmowa z szefem i zastanawiam sie jak mu to powiem
za jakis czas urlop i nie moge sie doczekac bo wowczas powiemy naszym rodzicom, chcialabym im jakos tak nietypowo przekazac wiadomosc ale jak na razie nie mam ciekawego pomyslu
buziaki Kochane :*
Robiłam dziś badania okresowe do pracy krew mocz okulista- standard i idąc do pracy sama a nie jak to zwykle bywa z tłumem ludzi, miałam czas na posłuchanie swoich myśli... po co mi to wszystko? Po co ja tam idę (w sensie do pracy). Idę przesiedzę 8 godzin, wracam do domu, obiad, jakieś pranie, porządki i każdy dzień mi tak samo ucieka- na niczym. Robię to wszystko tak mechanicznie. Inne stresy i inne problemy przychodzą i odchodzą. A stres niepłodności jest ze mną już od ponad 2 lat każdego dnia. I to nie jest tak, że codziennie płaczę, nie, żyję na pozór zupełnie normalnie ale myśl o dziecku tzn o jego braku jest ze mną wszędzie i wiem że nie uwolnie się od niej dopóki tego nie doświadcze.
Chodź nigdy nie byłam w ciąży ani nie mam dziecka czuję taką pustkę, owszem mam kochanego męża ale to inny rodzaj pustki. Kobieta i dziecko to takie oczywiste. To Ty nosisz go pod sercem, tylko Ty czujesz ruchy, to Ty dajesz z siebie wszystko żeby przyszło na świat zdrowe, to Ty przystawiasz do piersi, to Ty przytulasz jak coś sobie zrobi... można tak wymieniać bez końca. Marzy mi się synek Filipek i chodz jeszcze Cię nie ma, w ogóle nie wiem czy będziesz ale oddaję Ci już moje serce 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2016, 14:29
Dziś 23dc ostatni dzien brania luteiny. Czuję się normalnie, a testu nie robię bo i tak wiem jak się cykl skończy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2016, 10:48
17 tc + 0
Troche czasu już zleciało, dzisiaj zaczynam 5 miesiąc ciąży. Czas wielkiej nerwówki, stresów, badań i płacenia fortuny w klinice. Ale to nic. Nasza mała Matylda (tak, dziewczynka na sto procent
) ma się dobrze. Ostatnio widziałyśmy się na koniec czerwca, kolejną wizytę mam 27 lipca. Nie mogę sie doczekać. Ani ja, ani tata, bo on malutkiej nie widział od początku czerwca. Jesteśmy zakochani w moim wolno rosnącym brzuszku, zaczynam czuć ruchy, dużo "rozmawiamy". Nie spodziewałam sie, że aż tak oszaleje na punkcie małego ludka, którego jeszcze nie ma, a tak już zreorganizował mi życie.
Myślimy nad zmianami w naszym małym mieszkanku, u rodziców będziemy robić pokój dla małej, póki co przyszedł szablon na ściane. Będą miętowe gwiazdki 
Na prenatalnych wszystko było jak należy, teraz będe zapisywać się na połówkowe.
Do pracy nie wróciłam ponieważ do końca czerwca byłam przykuta do łóżka. Z jednej strony bardzo brak mi pracy, ale zdrowie malutkiej ważniejsze.
Niestety z naszej szczęśliwej trójki zaciążonych prawdopodobnie urodzi się jedynie Matylda ...
Krew oddana, niech się dzieje co chce....
Obawiam się, że ten cykl jest stracony. Temperatura owszem... wysoko, ale nic raczej nie wskazuje na ciąże. A dziś raczej jestem pewna, że @ za rogiem. Wnerwiona chodzę jak osa. Pryszcze wysypały mi się na całej twarzy i wyglądam jak 13-sto latka z początkami okresu dojrzewania.
Kurde, a już miałam nadzieje...
Ohy ahy. Okazało sie że to fałszywy alarm. Bóle przepowiadajace u mojego M bratowej. Ah szczyklo w dupce i leci biegiem. Co to za naród co to za ludzie. Nawet słuchać nie mogę o tej paniusi. Ludzie ratujcie blagam. Ona myślała chyba że ktoś za nią urodzi albo już nie wiem co. To nie smeranie po plecach tylko czeka ją poród! Cholernoe bolacy poród! Żal mi tego dziewuszyska.
Biegam, pakuję, dopisuję do listy, jeżdżę do sklepu, próbuję ogarnąć gorączkę wakacyjnego pakowania. Pojutrze wyjazd. Chwilami stresuję się trochę czy nie zmarzniemy w nocy pod namiotem, oj tam spakowałam farelkę
Mąż mnie zamorduje śmiechem jak zobaczy stertę przy drzwiach wejściowych. Czy to aby ma najmniejszą szansę zmieścić się do samochodu? Się okaże 
Robię przymiarkę do Nowenny Pompejańskiej, kończę Nowennę o rozwiązanie węzłów życia, jeszcze jedną muszę zmówić, za jeden węzeł - chyba najgorszy.
Starania jakoś zeszły nieco na bok, decyzja podjęta - po wakacjach wizyta u porządnego lekarza, monitoring, badania hormonów i nasienia.
Jednak iskierka nadziei, że się "samo zrobi" tli się gdzieś tam głęboko w moim sercu, o co gorąco się modlę.
Będzie dzidziuś !!!!!! Jednak intuicja miała rację
i testy dwa ciążowe, które zrobiłam w 6 dni po owulacji nie myliły się...a ja myślałam, że są wadliwe....bo tak wcześniej pokazały ciążę...jednak alphamed o czułości 10 będę polecać przyszłym mamusią
ależ jestem szczęśliwa!!!!! Witajcie oficjalnie 
Mama 9 miesięcznej Ali 
w sobotę powiedzieliśmy przyjaciółce i jej mężowi, tym co mają już swojego dzidziusia i ucieszyli się ogromnie. uwielbiam ich i szkoda, że dzieli nas trochę kilometrów, bo przez to widujemy się może raz na dwa-trzy miesiące. no ale taka jest właśnie dorosłość. człowiek podejmując jakieś decyzje coś sobie daje, a drugą ręką coś odbiera. i tak właśnie było z przeprowadzką do Warszawy.
po dzisiejszej wizycie u ginekologa (ponownie) mam mieszane uczucia do tego człowieka. nie wiem, może mam za duże wymagania, a może rzeczywiście coś jest na rzeczy. moim zdaniem on jest taki zbyt zdystansowany i tak chłodno uprzejmy. nie uprzejmy z natury, ale jakby mu coś kazało i ja to wyczuwam. dzisiaj nie było nawet USG i może to mnie najbardziej zirytowało, tylko badanie, że tak powiem ręczne, słuchanie serduszka (chyba przez detektor, albo coś podobnego nie wiem, bo nie mam) i już. koniec. a nie, przepraszam! jeszcze zwolnienie. poprosiłam i dostałam bez problemu (do końca tygodnia), a że z literkę "C" to inna historia. dopiero w pracy się zorientowałam, że "C" to bynajmniej nie ciąża, i bujałam się przez pół Warszawy po uprzejmą korektę. no i i tak, że coś mnie w ogóle tchnęło i sprawdziłam w internetach. a pomyśleć, że mogłam takie oddać szefowi i sobie pójść do domu zadowolona, żeby nie powiedzieć podchmielona. a następna wizyta dopiero 18 sierpnia i w sumie nie mogę się zdecydować czy to dobrze, czy nie dobrze. bo znowu strasznie długo.
dzisiaj dzwoniłam też z nowiną do koleżanki z pracy, której ciążę (starszą od mojej o 8 tygodni) wypłakiwałam swojego czasu mojemu Mężowi na ramieniu. oj cieszyła się bardzo i przy okazji pocieszyła, żebym się nie przejmowała objawami, bo są jak najbardziej na miejscu i że schudłam 0,5 kg też mam się nie przejmować, bo ona to schudła nawet 1 kg, a dodam tylko że to ja jestem ta szczupła, a ona to już w ogóle pióreczko. a teraz przy 20 tygodniu ma już taki konkretny brzuszek i 5 kg do przodu, więc po prostu wszystko ma swój czas.
Zapisalam sie wlasnie na histeroskopie ale dostalam godzine pozniej wynik posiewu a tam pojedyncze staphylococcus koagulazo-ujemny, no i nie wiem co to kurcze jest
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2016, 17:17
Ostatnio mialam bardzo ciężki czas, oprócz tego, ze porad nie rozłożyła mnie choroba, to jeszcze mialam trochę stresu.
Sroda-czwartek mam dostać @, czekam na możliwość zrobienia testu. Największym cudem świata byłby pozytywny wynik. Prawda jest taka, ze choćbymśmy nie wiem jak bardzo wmawialy sobie, ze tym razem to nie ma szans to i tak jakoś tak mamy z tylu glowy "a moze wlasnie jednak" i za wszelka cenę chcemy by ta @ nie przyszła wcale. Dla mnie te ostatnie tygodnie sa jednym wielkim klocem stresu. A test najchętniej robiłabym tydzień temu, ale sie wstrzymuje... Jak to potocznie sie mowi "wisi nade mną czarna chmura"
17dc
Stwierdzam, że mój organizm ześwirował!
17dc a mi dalej testy owu wychodzą negatywe co mnie dziwi 
I to w sumie kolejny dowód na potwierdzenie moich obaw, że coś się dzieje.
Mianowicie:
po przyjściu do nowej pracy dostałam okres ale tak gdzieś od 5dc do 10dc jeszcze plamiłam. Utrzymywało mi się to mniej więcej 3 miesiące czyli 3 okresy pod rząd. Już wtedy zapaliła mi się lampka, chyba coś jest nie halo...
Ale kiedy iść do ginki jak ja wiecznie coś mam do załatwienia....
Zobaczę jeszcze dzisiaj i juto jak mi te testy owu będą wychodzić.
No i czas się wybrać do lekarza...
Rozjechał nam się nocki kompletnie. Fifi budzi się często z płaczem, wstaje przeważnie przed 7. W ciągu dnia spi co 1,5 h i to po 30 min, oczywiście pobudka z płaczem. Skok? Zęby? Na pewno mamy lęk separacyjny. Nie chce sam się bawić, ktoś musi być koło niego. Z jedzeniem nie ma problemu, mleko, słoiczki dalej ok. Najgorsze to spanie... na weselu byliśmy do 23, Mały zaliczył 1 drzemkę, obudził się koło 21. Był wesoły, śmiał się i gadał po swojemu. Myślałam, że jak zasnął po 23, to pospi to 9, 10. A on 6:30- do dzień dobry, zaczynamy dzień... dzisiaj jest strasznie marudny. Mierzylam temp, bo myślałam,ze coś się święci, ale wszystko w normie. Kupa tylko trochę rzadsza niż normalnie. Więc zęby? Bratowa wypatrzyła na dziąśle małą białą plamę i też tak stwierdziła. Zobaczymy. W piątek rozbójnik skończy pół roku! Ale ten czas ucieka. Co i raz robi coś nowego. W czwartek fiknal z brzucha na plecy, w sobotę gadał ba, a dziś me me, jak kózka. Jak leży do brzuchu to podnosi tyłek do góry i opiera się nóżkami o matę. Ostatni lubi bawić się leżąc na boku. I kot jest teraz na topie. Na jego widok piszczy i wyciąga rączki. A sierciuch spokojnie leży obok i mruczy. Fantastyczny widok. Muszę pilnować ich, wybierać kocią sierść z łapek.
Pogoda dzisiaj średnia, ale i tak korzystamy z ogrodu. Mały śpi w wózku, a ja sprawdzam co w necie. Może na dworku dłużej pospi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2016, 18:06
Dzis
robilismy zdjecia brzuszka no i musil do kompletu pojawic sie moj kochany synuś z szerokim usmiechem 

Oj chyba dopadlo mnie zapalenie pecherza.. ostatni raz mialam 6 lat temu w ta wlasnie pore, gdy zaszlam "cudownie" w ciaze z synem. I to chyba byl moj pierwszy objaw ciazy. Maz oczywiscie sie usmiecha i mi mowi: kochanie blizniaki sie wgryzaja w Twoja sluzowke:) w sumie nie mam nic przeciwko. Fantazjuje nawet jak to cudownie byloby byc w ciazy, te codzienne wymioty, mdlosci po otwarciu lodowki, czy planowanie wyjscia z rozkladem toalet na miescie:) ah jak bym chciala sie tak pomeczyc, wole to po tysiac kroc niz zastanawianie sie czy wogole w ta upragniona ciaze zajde. Moje fantazje wybiegaja znacznie dalej, wszysko mi sie samo planuje, wiem gdzie postawic lozeczko, bujaczek i inne rzeczy zwiazane z dzidziusiem. Chociaz ktos z boku by pomyslal, ze chyba juz cos ze mna nie tak. Ale czasem takie mam wrazenie ,ze te nasze malenstwo jest juz blisko, ze jest na wyciagniecie reki i ,ze moze juz nie dlugo bede mogla przygotowywac jakis kacik dla dzidziusia..
Cierpliwość to cnota, potrzebuję tego dużo.
Ledwie pochwaliłam moje dziecko, to wczoraj urządziło taką akcję, że ja dziękuję. Płakała prawie cały dzień, to chyba był nadmiar gazów. jakaś kumulacja. Mimo, że ją odbijam, kładę na brzuszku, podaję espumisan i dicoflor. Ale w tym dniu miałam też stres, który trochę tłumiłam w sobie i nie wiem, czy moje dziecko jakoś automatycznie nie reaguje...
No więc płakała, ładowała pięści do buzi, nie chciała jeść. Awantura przy piersi. Wykąpałam ją zaraz około godz. 18 i poszła spać. bez jedzenia Podałam też paracetamol w czopku. . Zjadła dopiero o 22 normalnie jak gdyby nigdy nic.
Nie wiem co to było, ale nie chcę tego nigdy więcej bo prawie już z nią płakałam, myślałam, że serce mi pęknie a mąż stwierdził, że panikuję. Może i tak, ale matka nie będzie bezczynnie gapić się na cierpienie swojego dziecka.
Druga sprawa.
Już wiem skąd się wzięły stereotypy o teściowych. Zwyczajnie sobie zasłużyły.
Taka akcja z tego weekendu.
Teściowa, ni z gruchy ni z pietruchy wyskoczyła na mnie, że musi mnie opieprzyć, bo ciąglę sobie jeżdżę do mojej rodziny i ludzie to widzą!
Widzą mnie w rodzinych stronach jak spaceruję z dzieckiem, ze 2 razy towarzyła mi koleżanka z dzieckiem i tak sobie woziłyśmy nasze pociechy. A na zadupiu już ludzie muszą doczepić się do czegość takiego. Czaicie? Wypomniała mi, że odwiedzam koleżankę! A nie przychodzę do niej i szwagierki, bo prziecież mi łatwiej zapakować dziecko do wózka i do nich przyjść jak siedzą w domu.
To są jej słowa. Dokładny cytat.
Jak to usłyszałam, to WTF?
Najspokojniej jak mogłam, oświadczyłam, że mogę spotykać się z kim chcę i ludzie sobie mogą gadać. I że mają taką samą drogę do mnie, przecież mogą wpaść na kawę. zastanawiam się też, jak mam odwiedzać szwagierkę, która za każdym razem mnie zlewa i ucina rozmowę, gdy próbuję z nią rozmawiać. I doszłam do wniosku, że tu się zaczyna toczyć batalia o dziecko - że będzie lepiej znało moją rodzinę.
Teściowa widzi, że ciąglę odwiedzają nas znajomi, moja rodzina ( bo jest nas dużo i utrzymujemy kontakty) a u nich z relacjami bywa gorzej (ciekawe dlaczego <ironia>)
Tylko ze względu na męża powstrzymałam się od wybuchu.
Ale chyba lepiej będzie, jak dla świętego spokoju raz na jakis czas pójdę tam z dzieckiem, niech się nacieszą i mi nie ględzą. Może i lepiej ich odwiedzić, niż oni mnie. Bo będę sobie dawkować ten czas i sama decydować, kiedy czas się zebrać. Bo ostatnio jak byli to siedzieli do 1:30. Tak, w nocy. Takie mają wyczucie. Nie rusza ich to, że ja np. nie śpię od 3 nad ranem bo moje dziecko czasem sobie imprezuje a ja zwyczajnie zawsze mam jak dospać.
Czasem mam wrażenie, że szukają na mnie haka. Na siłę. Już odczepili się od mojego mleka, bo dziecko nie płacze i wygląda jak mała miszelinka (waży około 6 kg), to dochodzą nowości.
Tak więc tyle nas kosztują spełnione marzenia.
Nie dam się.
Malowanie naszej malej sypialni idzie opornie. Nowy kolorek przebija stary wiec trzeba bedzie jeszcze raz malowac. Oczywiscie farba sie skonczyla i musimy ja dokupic a juz chcialam jutro miec przeniesiona szafe. Ech mamy jeden dzien stracony. Do tego w czwartek a wiec dzien wczesniej jedziemy do pl i boje sie ze nie zdarzymy z tym wszystkim co bylo zaplanowane
Dzisiaj prawie cale popoludnie spedzilam z chlopcami na placu zabaw ( Arek w tym czasie malowal pokoj). Chlopcy sie wychasali w towarzystwie Marcinka a ja poplotkowalam sobie z Daniela. Maximilian zrobil sie bardzo opiekunczy wobec Julianka a ten nie opuszczal brata na krok. Ciesze sie ze tak fajnie sie dogaduja
Jutro ide pierwszy raz z Juliankiem do przedszkola na godzinkę zeby zobaczyc jak tez moj lobuziak sie zachowa w grupie dzieci. Omowimy tez pare spraw z jego opiekunami. A beda nimi Doro i nasz kolega Mirek. Super bo bardzo lubie Doro a Mirek wiadomo jakby wujek dla mlodego wiec mysle ze będzie fajnie. Do tego mozemy rozmawiac po polsku a to z kolei ulatwienie dla mnie bo niestety ale moj niemiecki nadal jest kiepski i chyba jeszcze dlugo tak zostanie
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.