No i temperatura spadła. Trzyma się jednak powyżej krechy, ale nie mam już złudzeń. Jutro, max w sobotę powitam @. Kurde!
Niby się człowiek spodziewał, ale mimo wszystko boli.
I proszę nie piszcie mi tu, że nadzieja umiera ostatnia, bo ja sama chyba dzisiaj umrę. Chyba się poryczę... A nawet mi się śniło, że temperatura mi spadła i okres za rogiem...
Najgorsze jest dziś to, że z tymi myślami przyjdzie mi wysiedzieć w pracy 8 godzin. Chce stąd uciec, zasłonić rolety i przespać tydzień.
z dniem dzisiejszym rozpoczynam czwarty miesiąc ciąży, ale patrząc na mnie trzeba wiedzieć, żeby uwierzyć, bo brzuszka mam tyle co nic. może wieczorami troszkę bardziej wystaje, ale to pewnie też przez wzgląd na to, że w ciągu dnia trochę się jednak je i to się musi jakoś odkładać. rano natomiast to chyba tylko jakiś dociekliwy detektyw by się dopatrzył, chociaż mój Mąż kiedy bym nie pytała zawsze mówi, że "widać" i że "brzuszek mniejszy już nie będzie".
tydzień zwolnienia dobrze mi robi, chociaż ja w zasadzie nie robię za dużo. dzisiaj Mąż dał mi do zrozumienia, że dobra żona to by chociaż raz wstała i zrobiła Mężowi śniadanie, no to wstałam... i dałam mu buziaka. jutro mu powiem, że dobry mąż to by chociaż raz zrobił żonie śniadanie, skoro i tak sobie robi przed pracą i obiecuję, że też mi wystarczy buziak.
mam wrażenie, że mdłości powoli ustępują. tzn. jeszcze wczoraj rano miałam takie konkretne odruchy, ale już bez finału w łazience. dzisiaj mogłam pierwszy raz otworzyć lodówkę bez zatykania nosa. co prawda dalej czuję, że "lodówka śmierdzi lodówką", ale nie są to już tego rodzaju przemyślenia, które później trzeba kontynuować nad klozetem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2016, 09:56
14 dc.
W dzień badania krwawiłam, wczoraj i dziś plamię.
Oby się to szybko skończyło i ładnie zagoiło, bo w weekend zapewne owulacja i starania. Srednio mi się uśmiecha bzykanie w plamienie i z bólem...
Dziś z rana poleciałam na pobranie krwi. Do zrobienia miałam estradiol, LH i progesteron.
Wynik jutro, odbiore go tuż przed wyjazdem do kliniki.
Oczywiście jak mąż miał urlop to pogoda raczej nie rozpieszczała, teraz kiedy muszę jechać samochodem w trasę to idą upały. Moj kochany klekotek nie ma klimy (a już sprawdziłam, że jazda bez majtek niewiele chłodzi) i chyba zdobędę się na odwagę i pojadę do Gdyni nowym samochodem męża. (no do nowości to mu dużo brakuje - nowy w sensie mamy go od tygodnia). Landara z niego straszna no, bo combi, no i tak jakoś strach samochodem, którego jeszcze nie wyczułam jechać dalej niż za róg do osiedlowego spożywczaka 
Tak ciężko wrócić do rzeczywistości
ogólnie Grecja, a w sumie wyspa Korfu mnie rozczarowała, wiem, że na wyspie jest trudniej ze wszystkim ale nawet porządku nie potrafią zrobić. Ogólnie brudno 
Ale basen, słońce, morze wynagrodziły mi wszystko
all inclusive to cudowna sprawa o nic się nie martwisz jedzenia do bólu i picia
winko i piwo mamy lepsze 
Było super
tylko krótko jak zawsze 
Ogólnie u mnie dobrze choć w ogóle nie kontrolowałam czy jest owu czy nie. Co ma być to będzie 
5t2d
No i nic tylko zmęczenie i zmęczenie...
Wczoraj byłam u endokrynologa. Zawiozłam komplet badań. Mam mało wit. D3, mimo że od marca biorę vitrum D3 forte, tj. 2000 jednostek. Zdaniem lekarza mam więcej wychodzić na słońce, utrzymać tę dawkę, a od października brać 2 tabletki dziennie.
Poza tym mam insulinooporność, w związku z czym przepisał mi metforminę 500 i mam brać jedną dziennie do kolacji (haha zacznę jeść kolacje). Jak porównuję, co piszą dziewczyny na forum, to mam małą dawkę.
Mimo spadku TSH z 2,3 na 1,99 zwiększył mi dawkę euthyroxu z 37,5 na 50.
Konkluzje są następujące (i nie do końca przeze mnie zrozumiałe):
- jestem gruba przez insulinooporność
- mam insulinooporność, ponieważ jestem gruba
- obserwacje cykli i śledzenie wykresów to głupiego robota, bo owulacji zapewne nie mam, stąd nieregularne cykle
- w ostatnią ciążę w takim razie zaszłam (tu mętne tłumaczenie lekarza) bo jajko w jakiś cudowny sposób samo się wydostało z jajnika (???), a czy to właśnie nie nazywa się owulacją ???
- mam przyjść za pół roku, schudnąć min 5 kg ( meta plus ćwiczenia i dieta ) i zrobić następujące badania: TSH, insulina z glukozą (krzywa), LH, FSH, PRL, E2 (estradiol), testosteron SHBG, DHEA-S, androstenodion, oraz test hamowania deksametazonem w celu zbadania poziomu kortyzolu.
Uff... ile tego jest! Ciągnie nie wiem, czy mam PCOS. Nie mam typowych męskich objawów, np. zbędnego owłosienia, przeciwnie nawet nie muszę golić nóg, a pachy raz w miesiącu. Ale od chwili gdy po urodzeniu córki zaczęły wypadać mi włosy (normalne po ciąży), mam przerzedzony czubek głowy, ale nie łysinę! Jednak lekarz chce zbadać, czy nie mam za dużo hormonów męskich.
No i co do moich starań, to słuchając endo, a raczej interpretując jego słowa, bo w prost mi tego nie powiedział, nie mam szans na ciążę, póki nie wyreguluję hormonów. Mam sobie dać pół roku czasu i sprawdzić, co się zmieniło w moim organizmie. Czy w związku z tym zamierzam zrezygnować z obserwacji? Nie, bo dają mi dużą wiedzę, poza tym powinnam móc zaobserwować zmiany na wykresie, jeśli będzie się zmieniać moja biochemia. Czy zamierzam zawiesić starania na pół roku? Też nie, bo mam prawie 37 lat i bardzo mało czasu na urodzenie kolejnego dziecka. W jakiś sposób uspokaja mnie to, że coś się dzieje, idę naprzód. I jeszcze muszę iść do gina z tymi zaleceniami od endo, wypytać go o to rzekome PCOS, może zrobić jakiś monitoring... Tymczasem mam 5dpo. Po wczorajszej wizycie nie nastawiam się na sukces.
A jeszcze na poprawę humoru, na śmiech przez łzy, na autoironię:

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2016, 13:03
sprzatanko !!!!! wielkie ogromne sprzatanie w domu ..postanowilam z chujowej pani domu stac sie wzorowa!!!!
)) moze jak wkoncu posprzatam idealnie ,kazdy najmniejszy szczegol bedzie mi latwiej !!!!!!..bo jest tak ja sprzatam jest pachnaco i czystko ,maz przychodzi z pracy ...nie tornado przechodzi przez mieszkanie i nastepnego dnia musze robic to od poczatku ..jak on to robi nie mam pojecia ....musze wymyslec strategie jakas ..za stary zeby go wychowac ..za kochany zeby krzyczec .. gdy upominam grzecznie stosuje sie do zalecen ok 2 dni i wszystko wraca do normy czyli rozpierduchu wszechobecnego !!! co to bedzie jak przyjdzie tornado ...to mniejsze
)) kiedys dawno temu ,lata ..epoke temu (zapomnialam jaka jestem stara ) 20 letnia ja to wciaz dla mnie chwila temu
)))..wiec dawno dawno temu bylam u wrozki i powiedziala mi ze bede miala 3 synow!!!!! hahahhaha
)))) pomyslalam wtedy ze pewnie nie bede robila nic tylko prala skarpetki i majtki !!!! o nie!! pomyslalam
))))) ....teraz ...daj boze tak sie stanie
)))
ps. szyjka macicy ??? dalej nie potrafie nic o niej powiedziec ...wysokosc to jeszcze logiczne ale z tym otwarciem zamknieciem ?? przypomina mi sie jeden z pierwszych @ i proba poradzenia sobie z tamponem
)) placz do mamy ze nie mam dziury
))))) lzy i ubaw dla mamy
)) teraz stwierdzam ponownie tam nic nie ma
))))))))))) chyba ze moje wrota zamkniete na stale:)))) puk puk otwierac policja
).... mamo pomocy !!!!!!!
))))))))
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2016, 14:04
Piszę krótko... 4 doba w szpitalu. W poniedziałek zabrała nas karetka na sygnele, podczas karmienia butelką, Tymuś się zakrztusił, zrobił się siny i nie oddychał... bardzo mi cięzko wracać do tego dnia, gdyż całe zycie staneło mi przed oczami.
Przed przyjazdem karetki razem z mamą opanowaliśmy sytuację, Tymcio zaczął oddychać, ale i tak zabrali nas na oddział i kiblujemy 4 dobę, bo wyszły bakterie w moczu, mleko mu nie odpowiadało i zamiast przybierać to spadał z wagi... dodatkowo infekcja skóry...
Ciężko mi jest bardzo i fizycznie i psychicznie, tym bardziej, że nie czuję się dobrze po Cc, ale ja na siebie nie zwracam uwagi, dla mnie najważniejszy jest Tymciu...
Tak bardzo pragnę, aby wszystko było dobrze, aby Tymuś był zdrowy, a tu ciągle coś...
Biedny Tymuś od początku ma pod górkę, ale jak to mówią ciocie szpitalne i mąż Tymuś to wielki szczęściarz skoro urodził się 13...
Ja myślę co innego, że rodzeństwo tam w górze czuwa nad swoim małym braciszkiem...
Kocham Was moje małe Aniołki 
2dc
Byłam dziś na pobraniu krwi. Zapomniałam i zjadłam rano kanapkę
No trudno. Zobaczymy. Najwyżej zafałszuje mi wynik prolaktyny bo na resztę hormonów posiłek nie wpływa znacząco. Nie płaciłam więc najwyżej badanie powtórzę
Dzieć mnie wczoraj miło zaskoczył bo kazał sobie obydwa ząbki naraz wyleczyć więc dziś mieliśmy wolne:) Rety któż kiedyś leczył mleczaki? Jak się popsuły to się samemu jakoś wydłubało z dziąsła i nawet wyrywać nie trzeba było. Ja bynajmniej nigdy w życiu nie miałam wyrywanego zęba u stomatologa. Teraz takie czasy, że mleczaki się normalnie leczy i koniec. Jeszcze nawet kolor plomby można sobie wybrać.
Kupiłam dziś farbę i jutro biorę się za malowanie sufitu w łazience;) Dzisiaj sobie zagruntuje a jutro odwalę kawał dobrej roboty he he. Bardzo lubię malować w mieszkaniu. Myślałam jeszcze o kuchni... No zobaczę. Mam jeszcze tydzień urlopu. Jak mi coś odwali to i kuchnię odświeżę.
Zamówiłam sobie dziś kamienie ozdobne bo mam zamówienie na bransoletki. Już się nie mogę doczekać kiedy przyjdzie przesyłka. Taka jest różnorodność tych kamieni, że mam wielką trudność z wyborem. Za to frajda z nich ogromna!
Tak z rzeczy "do zrobienia" to jeszcze kilka słoików ogórków muszę zakisić. Obecnie mam 26 a musi być tak ok. 35. Tak ilość wystarcza nam na rok.
Dziekuję Ci Boże, że mam jeszcze tydzień urlopu yuppi:)!
Dzis wszystko mi idzie jak krew z nosa. Czesto sie w nocy budzilam, a codzienne obowiazki ida mi powoli i z oporem. Na dodatek mimo ,ze pecherz nie boli to sikam i sikam, juz mnie to troszke denerwuje..
Apetytu nie mam , jem dzis tylko gruntowe ogoreczki, i skubnelam troszke fasolki szparagowej , ktora zrobilam do obiadu. A dzien wietrzny i senny.
Doszukuje sie juz jakis objawow ciazy. A co tam nadzieja matka glupich. Cycki mnie pioka, co raz delikanie cmia jajniki, ale pewnie tak mam co miesiac, chociaz nie ma to jak narobic sobie troszke nadzieji.. maz dzwoni pyta co robie, a ja mowie,zapladniam sie , tocze jajo 
Niech sie toczy i wgryza, mamusia czeka na cud, czekam na malenstwo, mam dziwne przeczucie ,ze to juz. Ale jesli sie myle to oczywiscie wyjdzie ,ze mam urojenia.. no coz czekamy dalej, tymczasem nie przemeczam sie 
Właśnie jadę do ginekologa. Pogadać, dowiedzieć się co może być ze mną nie tak no i co jest w porządku. Jak na złość przypomniałam sobie teraz ze chciałam wziąć ostatnie wyniki tarczycowe ale zapomnialam:( a teraz przed wizytą jechać po nie nie dam rady. Pamiętam tylko ze były w normie może to wystarczy.
Od jakieś godziny boli mnie w prawym jajniku. Na owulacje chyba za szybko (11dc). I nie wiem co ten ból oznacza.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2016, 16:10
13+0
Wczorajsza wizyta u pani gin dosc pomyslna. Obejrzala wyniki, pochwalila naprawde minimalny przyrost wagi, zbadala mnie i szybciutko podejrzala co tam u Malucha. Fikal jak szalony, machal lapkami i podskakiwal jak na trampolinie. Uroczy widok:-)
Niestety jednak powiedziala mi cos, co troche mnie zaniepokoilo. otoz ze wzgledu na bardzo drobna budowe ciala moge miec problemy z powiekszaniem sie macicy (bo sama w sobie mala, w brzuchu tez niewiele miejsca...), skurczami, bolami... Nie jest powiedziane, ze tak bedzie, ale jest duze prawdopodobienstwo. Dostalam magnez z witamina B6 i czyms tam jeszcze, mam kontynuowac niewielkie dawki progesteronu i jak najwiecej wypoczywac. Co prawda nie mam zwolnienia (bo gina jest niechetna wysylaniu kobiet na L4, jesli nie ma absolutnie takiej potrzeby), ale wieczorem, czy w wolnych chwilach mam polegiwac. No i nie przesadzac z wysilkiem... Troche sie matrwie, bo od jakiegos czasu mam wzdety brzuch i takie uczucie ciezkosci.. To skurcze, czy zwykle wzdecia? Niby podczas badania nic podejrzanego sie nie pojawilo, ale jednak mje paranoje odzyly.
Poza tym mamy ok na wakacje w Polsce, ale podroz samolotem. Dzis zakupilam bilety:-) W czasie urlopu tez mam duzo wypoczywac, nie nastawiac sie na dzikie zwiedzanie (to akurat ni nie grozi) i nie obzerac sie za bardzo, bo do kolejnej wyzyty - 26 sierpnia - moge przytyc max 1 kg. I kto to powie mojej mamie?
Dziś zaczynam 3 trymestr 
Adaś, ten mały łobuz, nieźle mnie nastraszył w ciągu ostatnich 2 dni. Zmienił pozycję i znacznie gorzej zaczęłam odczuwać jego ruchy. Oczywiście moje krnąbrne dziecko reaguje na słodkie, zimne, zmianę pozycji czy pukanie w brzuch kiedy mu się łaskawie zachce, a nie wtedy, kiedy matka odchodzi od zmysłów i wyczekuje jakiegoś znaku życia. Wrrr! Dziś na szczęście czuję go nieco lepiej, choć dalej nie tak dobrze jak wcześniej, ale co przeżyłam to moje. Zwariuję przez kolejne 3 miesiące.
Ta cała sytuacja dała mi do myślenia. Jednak, choć staram się o tym nie myśleć, ten okropny strach cały czas we mnie gdzieś siedzi, zagrzebany w podświadomości i przyczajony, gotowy wyskoczyć przy najmniejszym sygnale, że coś może być nie tak. Myślałam, że mi przeszło, ale cholera jednak nie.
Myślę czasami o tym jak to będzie z Adasiem w domu, jak zmieni się życie moje i męża, jak sobie poradzimy, ale to są wszystko bardzo abstrakcyjne rozważania. Gdzieś głęboko we mnie wciąż najbardziej liczy się myśl, że byle tylko udało się przynieść do domu żywe i zdrowe dziecko, a z całą resztą jakoś sobie poradzimy. Ech, chciałabym do tej całej sytuacji podchodzić bardziej normalnie, ale chyba powinnam się cieszyć, że nie jestem już jednym wielkim kłębkiem nerwów jak w pierwszym trymestrze i pogodzić się z moją głęboko zakorzenioną nieufnością do losu.
Renia dziękuję! Przyda się to powodzenie... ale dopiero we wrześniu...
Około południa pojawiły się nie wiadomo skąd plamienia i lekarz zdecydował, że mam nie przyjeżdżać. Plamienia żywokrwiste, a nie jakieś tam zwykłe brunatne, więc badania nie było
W sumie to ciekawa jestem skąd to się wzięło, bo te około okresowe już dawno sobie poszły. Pani z kliniki, z którą rozmawiałam zasugerowała, że to może coś z progesteronem, albo stres.
Dziwnie tak, bo nawet brzuch mnie jak na @ pobolewa.
W sierpniu będziemy się urlopować, więc kolejne podejście do hsg we wrześniu. Zmęczona już tym wszystkim jestem.
dzis kolejny wykonany test ciazowy - i niestety znowu negatywny. ile jeszcze to bedzie trwalo?!!
Byłam u ginekologa. Zrobił USG. Stwierdził że wszystko jest prawie w porzadku. Jajeczko ładne. Sluzu bardzo dużo jak to stwierdził że aż leci ze mnie. Ale jest polip w macicy wielkosci ok 1 cm i to może utrudniać zajście w ciaze ale jej całkowicie nie wyklucza. Jest możliwość ze plemniki przejdą obok bo jeszcze mają sporo miejsca. Mamy się starać dalej może się uda. Dał Duphaston na 7 dni po owulacji. I jak się nie uda to mam przyjść po następnej @ i sprawdzić czy polip się ulotnil.
Niby mówił ze jak narazie jest w porządku ale ja czuję się niepocieszona niespokojna, że ta wizyta nie wszystko we mnie uspokoiła.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2016, 20:05
Pol godziny temu owu test wyszedl mi pozytywny wiec w 100% ten cykl nie przyniesie szczesliwego zakonczenia.
Trudno
Uwięzienie prawie na dwa tygodnie dało efekty. Dostałam pozwolenie na 4 godziny aktywności dziennie. 4 godziny na nogach!! Jupi!! Mogę wyjść na słońce
A za tydzień i trochę podglądanie synusia na połówkowym usg. Oby wszystko było na swoim miejscu.
6t1d. Dziś byłam na pierwszym usg, pęcherzyk prawidłowo w macicy. Widać w środku pęcherzyk żółtkowy i pod nim coś co pewnie jest zarodkiem. I ja i gin widzieliśmy w tamtym miejscu drgania malutkie wiec mam nadzieje ze to było serduszko. Gin powiedział ze wszystko jest ok, dostałam zestaw badań do zrobienia i receptę na duphaston. Mam pierwsze zdjęcie ale jeszcze się staram nie nakręcac. To dopiero początek i różnie może być.
Jak trudno zacząć..
Po długich przemyśleniach, krótkich rozmowach, ale najważniejsze że wspólnie, podjęliśmy z M. decyzję o próbie inseminacji nasieniem dawcy. To jest okropne, myśli o tym są okropne, ale efekt może być cudowny, najpiękniejszy.. Nie jestem zwolenniczką teorii że cel uświęca środki, ale dla tego jednego, najważniejszego w życiu marzenia, jestem w stanie zrobić wszystko.
Jest czwartek. Za tydzień o tej porze powinnam być w drugim dniu cyklu. W trzecim mam zacząć brać hormony, których nazwy nawet nie potrafię rozszyfrować. Na szczęście to nie mój problem.
Łykać tabletki będę przez kolejne 4 dni. Dnia 10 jedziemy na USG żeby sobie pooglądać pęcherzyki. Do tej pory myślałam że to będzie prosta, rutynowa czynność, że już nic nam sie w życiu nie skomplikuje. Czytając posty dziewczyn na forum już wiem, że trzeba sie przygotować na różne scenariusze. Na brak pęcherzyka, zbyt mały pęcherzyk, lub na przegapienie odpowiedniego momentu..
W życiu przegapiłam już bardzo dużo odpowiednich momentów. Chciałabym żeby teraz było tylko lepiej..
To będzie nasza pierwsza próba. Czy muszę pisać jak bardzo bym chciała, aby się udało?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.