I wszystko jasne. Transfer w piątek o 12.00. Tak więc intralipid jutro. Nic innego nie wymyślę, nie da się tego inaczej pogodzić.
Plan na ten miesiąc:
1) 04.10. - osteopata. Ostatnio zdziwiony był bardzo moim "rozluźnieniem"
Żeby obadać czy to czasem nie dlatego, ze "przy piątku" i po dobrze przespanej nocy, wybieram się na początku tygodnia po robocie.
2) o6.10. - kontrola u ginki. Nie chcę mi się już więcej dyskutować z tą kobietą, ale skierowanie na laparo wydrę choćby siłą, a potem napiszę co sądzę na znanylekarz.pl
3) 13.10. - pierwsze spotkanie z instruktorką napro.
Wyniki tarczycy, hm, chyba ok:
TSH 1,270 µIU/ml 0,270 4,200 N,
FT3 3,07 pg/ml 2,04 4,40 N,
FT4 1,27 ng/dl 0,93 1,71 N,
anty-TPO 6,74 IU/ml 0,00 34,00 N,
anty-TG 11,36 IU/ml 0,00 115,00 N,
Prolaktyna też: 7,61 ng/ml 4,79 23,30 N
Boziu, niech ten dzień już sie skończy i przestanę mysleć o tym czy sie udało czy nie... na razie niewiele wskazuje na to że mialoby sie udać... niech przyłazi ta @ jak ma przyjść i koniec.
beznadziejne są końcówki cykli...
Wmawiam sobie ze mam przeczucie ze sie udalo, ale to tylko nadzieja, a nie przeczucie.. moja durna naiwna nadzieja... nakrecam sie i nakrecam.. ale nie potrafie inaczej.
Chyba PMS przyszedł bo smęcę i się wściekam na kolegów z pracy... beznadzieja... Chcialam pojsc zrobic po pracy betę.. ale czy jest sens sie kłuć? moze poczekam do jutra i znowu test i czekanie na @, lub ewentualnie beta wtedy....
Ufff właśnie się umówiłam do specjalisty ginekolog-endokrynolog do Poznania. Wizyta za tydzień we wtorek. Lekarz ma dosyć dobre opinie, ile bym dała aby mi pomógł!
Szczerze miałam pewne obawy, trochę to odkładałam... nie wiem, po tym wszystkim strach i obawy we mnie.
Jeden krok do przodu!
Zaczął się 11 cykl starań, 28 września z samego rana zjawiła się fr@nca! Pierwszy dzień minął nawet jakoś bezboleśnie, ale każdy następny z coraz gorszym humorem. I tak ze 3 dni. Wszystko mnie irytowało i denerwowało. Moje myśli z jakimiś czarnymi scenariuszami w głowie. Kilka wylanych łez…
Są gorsze momenty i czasem trudno ich uniknąć. Choć chcemy i choć się staramy, pragniemy zastosować pełen luz to jednak się nie udaje. Pozytywne myślenie gdzieś ucieka, a jedyne nad czym się zastanawiamy to dlaczego. Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego innym się udaje? Co ze mną nie tak? Mnie wypłakanie się często pomaga. I choć sama siebie nie lubię za takie dni i za takie myślenie to jednak potem jest jakoś lżej. Po każdej burzy, wychodzi słońce... --> Szara rzeczywistość
Po wizycie w klinice:
Pęcherzyki ładnie popękały. Gin mówi, że pewnie w piątek, ja myślę, że jednak w sobotę.
Czystość pochwy kiepska.
Stosować nadal Gynaldin do końca opakowania. Następnie priobiotyk ILLADIAN dopochwowo (0-0-1).
14.10 B HCG- nie robić sikańców 
To wersja optymistyczna.
Druga:
Po zakończonym okresie - czystość pochwy.
Stymulacja: 3-7 dc LAMETTA (1-0-0)
USG 11-12 dc
W wersji pesymistycznej szykujemy się do inseminacji.
Druga dawka szczepionki wzieta. Od owulacji boli mnie chwilami brzuch jak na @ wiec dzis w 10dpo robilam test ciazowy ale negatyw jak nic. Nie pozostaje mi nic innego jak czekac na termin laparoskopii. Jeszcze 16 dni.
Moje starania trwaja juz 2 lata i 5 miesiecy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2016, 16:37
Jutro idę do nowego lekarza. Ponoć drogi ale co tam już nie takie pieniądze wybuliłam żeby mieć dzidziusia.Nie chcę się nastawiać....Pamiętam jak wiosną z nadzieją jechałam do doktora od distreptazy. Znajoma go polecała dzięki niemu ma córkę. Niestety ja dzieki niemu straciłam tylko czas i mnóstwo pieniędzy. Zobaczymy co powie ten. Najważniejsze to wyleczyć infekcję.Pewnie zleci mnóstwo badań.
Dziś wizyta u ginekologa ciekawe co tam z moją owulacja szczerze powiem ze nie mam pojęcia czy już była czy dopiero będzie odkąd nie mierze temperatury to ciężko mi określić dzień owulacji ale też się tym za bardzo nie przejmuje bo przecież teraz się specjalnie nie staram ale za miesiąc lub dwa na pewno wrócę do mierzenia i większej kontroli. Zobaczymy co powie dziś gin odnośnie naszych starań...
W pracy powoli coraz lepiej, można powiedzieć, że i ja i dzieciaki okres adaptacyjny mamy już za sobą. Pierwsze tygodnie były ciężkie, ale powoli zaczyna się wszystko układać i zaczynam odnajdywać przyjemność w codziennych obowiązkach. Ale praca z 4-latkami wcale łatwa nie jest, cały czas na wysokich obrotach, często nie mam nawet czasu wypić herbaty
Dokumentację jak na razie ogarnęłam, zostały bieżące zadnia.
Czasem, a nawet bardzo często mam takie dni, że ciężko wstać z łóżka, czuję się smutna, zmęczona, przygnębiona, bez energii. Ale praca sprawia, że muszę się ogarnąć, moje dzieciaki dodają mi tej energii, bo jak wchodzę do sali nie mogę być smutna, więc zostawiam za drzwiami moje smutki i działam, wtedy jest dobrze, wtedy zapominam o mojej niepłodności, zostawiam ją na chwilę w domu.
Zawsze jak się trochę wyciszę, uspokoję, to wtedy jak grom z jasnego nieba pojawia się wiadomość o kolejnej ciąży w rodzinie. Cieszę się, a jednocześnie to mnie przybija, sprawia ból, wyzwala jakąś taką złość. W czerwcu byliśmy u nich na weselu i rach ciach, ciąża jest, a ja już czekam trzeci rok i NIC. Jak ja bardzo im zazdroszczę...
Czy moje marzenie się kiedyś spełni, czy do końca życia będę musiała zazdrościć innym??
Tak bardzo tego nie chcę, tak bardzo bym chciała zostać mamą choć raz, chociaż jeden raz...
Zaczął się październik, miesiąc poświęcony Matce Bożej, a ja zaczęłam odmawiać trzecią już Nowennę Pompejańską. Ciągle chcę wierzyć, że ta modlitwa ma moc, mimo trudów, mimo niepowodzeń. Błagam o CUD, zrezygnowana, bezsilna, padam do stóp naszej Matki. Nie pozwól mi Matko stracić wiary, nie odrzucaj mojej prośby, ulituj się i otocz matczyną miłością i wsparciem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2016, 18:08
Przyszła łaskawie @. 13cs rozpoczęty. Oby ta 13-tka była szczęśliwa.
Ale tak naprawdę to w sukces nie wierzę, bardziej zalezy mi zeby zrobic juz tą laparo, usunać wodniaka, torbiel, zrosty i mieć to z głowy...
Do @ jeszcze 9 dni... a ja już teraz bym jadła tylko słodkie i męczy mnie zgaga.. Pewnie @ przyjdzie wcześniej niż powinna
Jestem już po badaniu HSG, które miałam robione w klinice 22 września. Oba jajowody są drożne, doktor zaraz po rozpoczęciu badania powiedział, że w zasadzie można by już kończyć, bo wszystko jest w porządku, a lewy jajowód mam jak w encyklopedii anatomii
Samo badanie to nic nadzwyczajnego. Naczytałam się przed o strasznym bólu, ale można powiedzieć, że nic takiego nie miało miejsca. Może przez chwilę czułam rozpieranie w dole brzucha jak podczas miesiączki, ale to było nic w porównaniu z bólami, jakie mam na początku okresu.
Dzisiaj byłam na wizycie już ze wszystkimi wynikami, tzn prawie wszystkimi, bo czekamy jeszcze na wynik MSOME mojego A. Moje wyniki są wszystkie w porządku, nie ma się do czego doczepić, wynik SCD (nasienia) też super. Owulacja potwierdzona dziś USG, była o dziwo z prawego jajnika. Tak mi się wydawało, że czułam prawy jajnik, ale zdziwiło mnie to, bo długi czas owulowałam tylko z lewego jajnika. Nie wiem, może to HSG mimo wszystko coś dało, że była wreszcie z prawego. Nie liczę na nic, ale mam nadzieję, że ten prawy jajnik będzie jednak szczęśliwy 
Wracając do dzisiejszej wizyty, to doktor zaproponował inseminację. Liczyłam się z tym, że tak właśnie będzie. Nie jest mi z tym łatwo, ale jeśli ma nam to pomóc, to pewnie się zdecydujemy. Nie wiem jeszcze kiedy do niej podejdziemy. Dostałam wykaz badań, które musimy zrobić przed IUI. Jest tego trochę i oczywiście kosztują też nie mało.. Zastanawiam się, czy dać sobie jeszcze czas na spokojnie do końca roku i podejść do tego np. w styczniu. Może jeszcze zdarzył by się cud w ciągu tych trzech miesięcy... Ech.. No, zobaczymy. Póki co czekamy na ostatni wynik mojego A., a tak poza tym...jeszcze się ten cykl nie skończył 
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
Zdecydowałam sie na betę... niestety u mnie ładny wykres to za mało. Beta <0,100.. jutro @ i zaczynam 13cs.

Rezygnuję.
..z mierzenia temperatury, z wpisywania jakichkolwiek objawów, z śledzenia mojej ubogiej płodności.
Badania, okres, może współżycie...
Od trzech lat żyję "zachodzeniem w ciążę".. Budzę się z termometrem w buzi, denerwuję się, kiedy w nocy źle śpię, rano na siłę przeciągam...
W dzień jak doktor słucham mojego oraganizmu i wyczuwam najmniejszy jego ból. Wieczorami myślę o tym, że i tym razem nie uda się nam kochać, a śluz taki piękny...
Mam 36 lat i muszę powoli zacząć żegnać się z myślą o dziecku, nie moge tak przecież do czterdziestki, to dla mnie za dużo.
Dziś OVU mi w tym nie pomaga...
Dziewczyny, już tęsknię za Wami, za Angelą, Diversikiem.. Pamiętam o Fufce i Caro, wszystkie Was noszę w sercu.. Trzymajcie się, Kochane.. Na pewno będę do Was zaglądać 
11 dc.
No to robimy podejście do kolejnej IUI 
Dzisiaj byłam na monitoringu - jest pęcherzyk na lewym jajniku, i dzisiaj miał 14,3mm.
Endo 11mm.
To sporo, wygląda jak by ovu miała być o jeden dzień wcześniej niż w poprzednim cyklu.
Zobaczymy...
Żadnego badania poziomu hormonów mam nie robić, tylko ewentualnie testy owulacyjne od środy, z porannego moczu.
Na razie z objawów to po południu pojawił się już śluz - jakiś taki rozciągliwy, jak nigdy na początku (zawsze był gęsty i lepki). Szyjka jest jeszcze nisko, ale jest już w miarę otwarta 
Mam takie pytanie a mianowicie syn ma podejrzenie krzywego kregoslupa rodzinny skierowal mnie do ortopedy natomiast ortopeda kazal zrobic przeswietlenie no i nie wiem czy na takim przeswietleniu nie bede musiala byc z dzieckiem bede wtedy jeszcze przed owulacja jak takie przeswietlenie ma sie do staran czy bede musiala zrezygnowac ze staran w tym miesiacu? A tego bym nie chciala:(
10dc, 1USG przed 2 IUI
Dzień pełen emocji. Złości na to co chce zgotować nam obecny rząd, wzruszenia widząc jak ludzie w moim mieście i innych w całej Polsce w końcu się jednoczą i walczą o to by dało się w tym kraju normalnie żyć. Zgodnie z ideą "czarnego poniedziałku" zrobiliśmy sobie dzisiaj z m. wolne od pracy i wzięliśmy sprawy również we własne ręce...
Tuż przed 2 protestem wstąpiliśmy jeszcze na umówioną wizytę w klinice, gdzie nasza dr zrobiła mi 1 USG w tym cyklu. Wygląda na to, że przeceniałam lamettę. W pierwszym stymulowanym cyklu było tak cudownie z pęcherzykami, iż uwierzyłam, że zawsze już tak będzie! Niestety w drugim do dnia inseminacji dotrwał tylko 1 niedostatecznie dojrzały pęcherzyk, czyli właściwie wyhodowałam tylko 1 prawidłowy, który pękł dzień wcześniej, więc z IUI były nici. Głupia pomyślałam sobie jednak: to na pewno jakiś felerny cykl, wyjątek od reguły! W następnym znowu będzie pięknie! Teraz jednak, próbując kolejny raz podejść do 2 IUI i widząc efekty stymulacji powoli tracę złudzenia odnośnie cudownego działania lametty na mój organizm:( Na bliźniaki chyba nie mamy co liczyć...
Prawy jajnik: 1x15mm
Lewy jajnik: 1x16.7mm
Endometrium: 7.1mm
Nasza dr twierdzi, że do IUI nada się raczej tylko jeden. Sprawdzamy jednak jutro czy aby ten pierwszy nie pozazdrościł koledze i nie postanowił nagle cudownie go dogonić... Trzymajcie kciuki!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.