Okres rozkręcił się zgodnie z planem. Dziś zrobiłam szósty zastrzyk z Gonapeptylu, prawdę mówiąc każdy kolejny idzie mi coraz gorzej ale muszę zagryźć zęby i iść dalej. Przecież to dopiero początek.
Czasami nachodzi mnie taka myśl, że nie mogę się już doczekać tego doświadczenia i przepełnia mnie uczucie, że na pewno się uda i wszystko jest tak, jak być powinno
)))))
Stare chińskie porzekadło mówi..."Obyś cudze dzieci uczył...", w moim przypadku odzwierciedla to brak posiadania własnych (mimo najszczerszych chęci)... tak bardzo to boli.
"Komu niebiosa były wrogiem, uczyniły go pedagogiem" 
Ciocie
Szymon Piotr przyszedł na świat wczoraj 9.10.2016 o godz 15:12. Waży 3750g i mierzy 56cm. Dostał 10 punktów w skali Apgar. Jest cudny.
Poród zaczął się naturalnie, od odejścia wód w nocy z soboty na niedzielę ok. 2:00. Skończył się też Siłami natury. Dokładnie opiszę go jak trochę odpocznę. Jestem wykończona po dwóch nieprzespanych nocach. Cieszę się, że nie doczekaliśmy indukcji porodu, że wszystko poszło naturalnie.
Dostałam kolejną tonę leków i mąż oczywiście też, chociaż nie w takiej ilości. Następny cykl odpuszczamy, po miesiączce mam jeszcze wziąć jakieś leki typu hard core, co wybija każdego grzyba. Dopytalam co to jest pęcherzyk krwotoczny, bo takiego określenia użył gin a lekarka,że to ciałko żółte. Zatem owulacja była, na leniwym jajniku po niedrożnej stronie. Pika mi coś w tych jajnikach i tak pikalo rok temu jak była ciąża biochemiczna też z lewego jajnika. O ironio, teraz raczej wolałabym nie być w ciąży, zanim nie zbadam się do końca. Znając mojego pecha, nie zdziwiłabym się.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2016, 17:10
Odebrałam dziś wyniki badań, które robiłam w piątek. Na moje oko są w porządku.
LH - 7,1 mlU/ml (norma dla ff 2,4-12,6)
FSH - 8,1 mlU/ml (norma dla ff 3,5-12,5)
TSH - 1,55 uU/ml
FT3 - 4,82 pmol/l (norma 3,1-6,8 )
FT4 - 14,6 pmol/l (norma 12,0-22,2)
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2016, 11:44
Dzisiaj 1dc. 10cykl starań. Brak mi sił już.
Znowu odliczanie do kolejnej wizyty.. można zwariować. Tak naprawdę odliczam do marca, aż wezmę Cię w ramiona mój Skarbie. Tym razem lekarz kazał czekać 3 tyg na kolejną wizytę, jak dla mnie zdecydowanie za długo, minęły dopiero dwa, a ja juz odbiegam od zmysłów czy w brzuszku wszystko dobrze. Tym razem poproszę o wizytę co dwa tygodnie. Szkoda nerwów. Jeszcze te zmartwienia z chorobą psiaka, moje przeziębienie, z którym walczę, aby nie rozłożyło.. Brzuszek się powiększa, piersi bolą, czasem mdli, więc chyba wszystko dobrze, prawda? A wczoraj w nocy wydawało mi się, że po raz pierwszy poczułam Twoje ruchy! Takie delikatne uderzenia w brzuch obok pępka. Najpierw próbowałam to zwalić na jakieś reakcje żołądkowe, ale to było całkiem inne. Takie nagłe uderzenia. Czy to Ty dałeś mi pierwsze znaki, że mam się nie martwić bo przecież jesteś? Przysłuchujemy się dalej...
No i tak jestem
2 dpt... była stymulacja, 4 uzyskane dzidziole poszly na ferie. Była histero oraz ogólne ogarnięcie głowy. Później byla Łódź i docent z jego kuracją. Zleciało i teraz czekam żeby odczarować piosenkę starlight
nadzieje są bardzo duże, później jak wychodzi beta 0 boli bardziej? Gówno prawda boli zawsze tak samo czy nadzieje są czy są tłumione, dlatego cieszę się i cierpliwie czekam na moją gwiazdeczkę.
Nie pamiętam odkąd zaczęliśmy starania, już zaraz po ślubie czyli w 2011 roku skończyliśmy z antykoncepcją. Jednak dziecko jeszcze w tedy nie było priorytetem ja kończyłam studia mąż pracował za granicą. Dopiero gdzieś w 2015 roku zdałam sobie sprawę że coś musi być nie halo. Chodziłam od jednego ginekologa do drugiego każdy zaczynał gadkę od konieczności wysłania męża na badania (taa bo to jest takie proste) trochę odkładałam tą informację. W grudniu 2015 postanowiłam dać szansę jeszcze jednemu ginekologowi, początek ten sam - badania męża. Coś we mnie pękło zmusiłam go a w zasadzie wsadziłam do samochodu i zawiozłam do kliniki. Kamień z serca badania idealne, widziałam ulgę w oczach R (no bo jak to facet przecież musi być płodny ) wróciłam z tymi wynikami do lekarza, w połowie stycznia skierował mnie do szpitala na sprawdzenie drożności jajowodów. Wszystko było ok, pod koniec stycznia dostałam leki Metformax 500 i Ovarin. Brałam je jeden cykl i baaaaach II kreski na teście Radość, łzy, szczęście, wdzięczność Bogu i lekarzowi to wtedy czułam. Pierwsza wizyta początek kwietnia pięknie bijące
mąż dumny szczęsliwy i troskliwy. Byłam w ciąży "razem" z moją siostrą ona miała termin na 27 września ja na 20 listopada. Szczęście w rodzinie dwójka wnuków w jednym roku. Około 7 tyg pojawiło się plamienie, dostałam Duphaston i wszystko szło jak należy, ciąża książkowa, mega mdłości, mega zachcianki. Żyć nie umierać, gładziłam się po brzuszku i czytałam bajki mojej córeczce... Pamiętam dokładnie to był 8 lipca rano przed pracą wstąpiłam do Tesco, na promocji były pieluchy tetrowe więc pomyślałam wezmę parę, już niedługo się przydadzą. W pracy korzystając z WC poczułam w pochwie jakby balonik, przerażona żę to czop albo co najmniej dziecko (?!?) pojechałam do szpitala. Zbadał mnie jakiś BUC który bez ogródek stwierdził "Pani to poroni" te słowa były jakby mnie ktoś strzelił w twarz. Jak to poronię? Przecież jestem w 5 miesiącu to 21 tc... Położyli mnie na oddział, okazało się że dostałam jakąś infekcję (dwa dni wcześniej miałam mega żółty śluz) to było właśnie oznaką że szyjka się otwiera i balonik jaki czułam to worek z wodami... leżałam zaciskając nogi. Miało być tak, leczymy panią antybiotykami, dożylnie jakiś lek przeciw skurczom i w poniedziałek rano zakładamy szew. Niestety w niedzielę 10.07.2016 coś po 9 rano urodziłam swoją Martynkę (chociaż minęło już trochę czasu pisząc to płaczę jak dziecko) była taka malutka... położna przyniosła mi ją w rękach żebym się pożegnała. Moja córeczka żyła jeszcze 35 min ale była za malutka żeby przeżyć. Niewiele pamiętam co działo się potem, pochówek wybór pomnika, wtedy czas zatrzymał się po 9:00 10 lipca...
Siostra urodziła zdrowego synka. Ja wróciłam do pracy. Okazało się że dwie najbliższe koleżanki są w ciąży. Meega ciężko słuchać o ich wynikach, unikam tego, wychodzę z pokoju...
I tak od 3 miesięcy żyję z myślą dlaczego los, dlaczego Bóg nie dał szansy mojej córeczce (??)
Cykl październikowy jest pierwszym po poronieniu kiedy zaczynamy starania.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2016, 20:24
Przesyłam bardzo dobrą pozycje naukową, dotycząca w tym wypadku zagadnieniu poronienia. Mam nadzieje, że pomoże to osobom, które mają z tym problem i może pozwoli spojrzeć na to zagadnienie całościowo.
Utrata ciąży
Poronienie
„Średnio jedna na sześć ciąż kończy się poronieniem. Kobiety, które poroniły, nawet gdy są przekonane, że „tak miało być”, wciąż muszą opłakać potencjalne dziecko. Czasami ich żal jest tak wielki, jak w przypadku kobiet, które rodzą martwe dzieci.
Jedno poronienie nie zwiększa szansa na kolejne, tym mniej po PORONIENIU WIELE KOBIET TRACI ZAUFANIE DO SWOJEGO CIAŁA. Wyrażenie żalu i przywrócenie zaufania to główne zadanie dla kobiet, które poroniły. Kolejną kwestią jest POCZUCIE WINY; wiele kobiet ma błędne wrażenie, że to ONE ZROBIŁY COŚ, CO SPOWODOWAŁO PORONIENIE. Ogólnie mówiąc, jeśli dzieci są zdrowe, nie następuje poronienie. U kobiet palących i spożywających dużo kawy ( 300 mg kofeiny lub więcej) wskaźnik poronień wzrósł nieznacznie. Jeśli poroniłaś, nie zastanawiaj się zbyt długo, DLACZEGO. TRWAJ JEDYNIE PRZY UCZUCIACH I POŚWIĘĆ CZAS NA ŻAŁOBĘ.
Wiele badań wykazało, że kobiety, które kilkakrotnie poroniły, wpływ na ciąże mieć WZAJEMNE ODDZIAŁYWANIE EMOCJI I UKŁADU HORMONALNEGO. Dr. Robert. J. Weil, naukowiec badający emocjonalne aspekty bezpłodności i C. Tupper piszą:
KOBIETA W CIĄŻY FUNKCJONUJE JAKO SYSTEM KOMUNIKACJI. PŁÓD JEST ŹRÓDŁEM NIEPRZERWANYCH INFORMACJI , ODBIERANYCH PRZEZ CIAŁO MATKI, W KTÓRYCH NA ICH SKUTEK ZACHODZĄ SUBTELNE, PSYCHOBIOLOGICZNE ZMIANY. JEJ OSOBOWOŚĆ, NA KTÓRĄ WPŁYWA PODLEGAJĄCA CIĄGŁYM ZMIANOM SYTUACJA ŻYCIOWA, MOŻE ALBO (1) REAGOWAĆ NA PŁÓD, PODTRZYMUJĄC JEGO NIEUSTANNY WZROST I ROZWÓJ LUB (2) DOPROWADZIĆ DO FIZJOLOGICZNYCH ZMIAN, KTÓRE MOGĄ SKUTKOWAĆ ZAKOŃCZENIEM CIĄŻY”. Sposoby, w jakie kobiece ciało przetwarza uczucia związane z ciążą, są zróżnicowane, ale WSZYSTKIE SĄ PRZEKAZYWANE ZA POŚREDNICTWEM UKŁADU IMMUNOLOGICZNEGO I ENDOKRYNNEGO DZIĘKI TEMU, ŻE NASZE MYŚLI WPŁYWAJĄ BEZPOŚREDNIO NA KOMÓRKI.
Badania wykazują, że w przypadku kobiet, u których często dochodzi do poronień (w kręgach medycznych nazywa się je „roniącymi nawykowo”) i u tych, u których występuje „niewydolność szyjki macicy”, co oznacza, że szyjka macicy rozwiera się zbyt szybko i uniemożliwia macicy utrzymanie dziecka, EMOCJONALNY STRES ZABURZA RÓWNOWAGĘ HORMONALNĄ.(…)
PORONIENIE (w tym wypadku choroba „psychosomatyczna” lub „autoimmunologiczna”) uwalnia napięcie, w które powstało w ich ciele. Co ciekawe, gdy wiele z tych kobiet poddało się psychoterapii i nauczyło się bezpośredniego wyrażania gniewu, zamiast kumulowania go w ciele, ich wskaźnik powodzeń wynosił 80%, podczas gdy u kobiet, które nie przeszły psychoterapii, jedynie 6 %. Te badania potwierdzają bez wątpienia WPŁYW CZYNNIKÓW PSYCHOLOGICZNYCH NA BEZPŁODNOŚĆ, czynników, którymi warto się zająć BEZ KARANIA SIĘ ZA NIE!.
PORONIENIE JEST PROCESEM WIELOCZYNNIKOWYM, o którym wciąż niewiele wiemy. Pisarz i popularyzator nauki Jon Cohen po trzecim poronieniu swojej żony dogłębnie zbadał temat i napisał najbardziej kompetentną jak dotąd książkę pt. „Coming to Term: Uncovering the Truth Abaut Miscarriage (Houghton Mifflin, 2005). Cohen wskazuje na negatywne aspekty wczesnego wykrywania testu ciążowego- z którymi nieustannie się spotykam. Wprowadzenie testów do wczesnego rozpoznawania ciąży w istocie ZWIĘKSZAŁO WSKAŹNIK TZW. PORONIEŃ. Chcąc wcześnie rozpoznać ciążę – często jeszcze zanim opóźnia się okres i zanim CIAŁO MA SZANSE SIĘ WYPOWIEDZIEĆ NA „tak lub nie” odnośnie zdrowia potencjalnego embrionu- kobiety, których wynik testu ciążowego jest pozytywny, zaczynają EMOCJONALNIE ANGAŻOWAĆ SIĘ W CIĄŻE. Kiedy ciało mówi „nie” embrionowi , który nigdy nie miał szans na przetrwanie, kobieta może ODCZUWAĆ OGROMNY ŻAL I POCZUĆ SIĘ JAK OFIARA, gdy w rzeczywistości jej ciało zareagowało prawidłowo. Wielokrotnie widziałem kobiety wpadające w skrajną rozpacz z powodu czegoś, co jest prawdziwym darem mądrości ciała- pozbyć się wadliwego zapłodnionego jaja.
W czasach, gdy testy ciążowe nie były dostępne, tak zwane poronienie nie było niczym więcej jak nieci opóźnionych lub obfitszym krwawieniem. Kobiety nie postrzegały tego doświadczenia jako porażki czy własnej niedoskonałości. Dobra wiadomość, na którą Cohen przytacza dowody, jest taka, że szansa na pomyślne donoszenie dziecka wzrasta z każdym kolejnym poronieniem. Książki dotyczące tego rozdziału, o którym wspominam w źródłach pomogły wielu kobietom uzdrowić ich problemy wynikające z poronienia.
„Dr Christiane Northrup- Ciało kobiety, mądrość kobiety: JAK odzyskać i zachować fizyczne i emocjonalne zdrowie.
Książka ta łączy i równoważy najnowsze osiągnięcia medycyny konwencjonalnej i tzw. alternatywnej i jest napisana przez praktykującego położnika-ginekologa. W obiektywny sposób przedstawia ograniczenia medycyny konwencjonalnej i związek między kobiecą psychiką, kulturą a zdrowiem, uczy kobiety, jak przywrócić pierwotny związek z ich ciałami oraz jak rozumieć samo zjawisko choroby, uczy kobiety, jak samodzielnie wspomóc swoje ciało w procesie uzdrawiania.
Dziś jest wyjątkowy dzień..
Zamówiłam dla mojego męża tabletki na płodność i na rzucenie palenia.
W końcu rzuci te papierosy ma motywację.
O może w końcu się uda.
Według Pani endokrynolog tarczyca w porządku. Tak bardzo liczyłam, że usłyszę tam coś w stylu „a tu mamy problem, ale na pewno temu zaradzimy i będzie Pani mogła zajść w ciąże”. Heh… po prostu liczyłam na to, że ktoś mi powie, że tu leży problem i uda się go rozwiązać. Bo tak naprawdę ja nie wiem dlaczego nam nie wychodzi. Może to po prostu blokada psychiczna i stres? Ale jak to wyeliminować… --> Zapomniana wizyta u endokrynologa
Hej...mam jakiegis dola...maz ma jakiegis dziwnego focha od dwoch dni..niby sie odzywa ake czuje ze cos nie gra...i najgirsze jest to ze mam to w dupie...echh dzisiaj cos walnal ze nie pamietam nigdy o nim itd...dwa dni temu zapombialam mu kupic ole i slodkie na noc..to o to caly foch? Masakra..ja mam mase powodow do focha...tesciowa w domu, brak czasu dla dzieci bo musze wrocix po poridzie do pracy jak najszybciej! Bo kutafon nie moze sam...moze ale pewbie nie chce...w chuj obowiazkow...exhh szkoda gadac
tak mnie ten cykl denerwuje nie dostalam jeszcze tego okresu;( chcialabym juz miec to za soba
Ostatni tydzień był mega szalony. Zacznę od pierwszej wysokiej tempki w zeszłą niedzielę - byliśmy z K. po weselu, na którym ostatni raz brałam lutkę w tym cyklu.Byłam sciekła jak widziałm jego kuzynki, które karmiąc piły i paliły (a dzieci były przypadkowe) - dlatego większość wesela byłam na to wściekła, zła, smutna i w ogóle! Następnego ranka trochę pospaliśmy i temp. 37.00... hmm ale uznałam to za zaburzenie normy dni itd. Następnego dnia rano w poniedziałek tempka 37.09, mimo odstawienia lutki?! oooooo już mi się zielone światło zapaliło ale mówię - poczekam do jutra i zobaczymy czy tempka poleci czy nie.Nawet powiedziałm o tym K. rano w łazience. Poza tym poniedziałek miał być dla nas super dniem takim tylko dla nas... ale niestety nasz pies miał wypadek i sparaliżowało mu tylnie łapy:/ dobrze, że K. był w domu i wsadził go do samochodu bo ja nie miałabym siły sama. Byliśmy tym bardzo przybici. Wieczorem odwiedzili nas jeszcze moi rodzice, żeby zobaczyć Pieseła. We wtorek temperatura nadal utrzymuje się na 37.09. Dla mnie to znaczy teraz albo nigdy, w sensie, jeżeli te temperatury nie oznaczają mojej ciąży to już nie wiem jakie mogłyby ją oznaczać. Odwożąc K. rano do pracy prosiłam, ze kupił mi po drodze test. Miałam zrobić jeszcze zakupy po drodze ale specjalnie "trzymałam z pójściem do łazienki" więc wracałam szybko do domu, żeby testować. Pierwsze chwile mówię :"szlag! no to co jest z tymi moimi temperaturami?!" Ale kilka sekund później pojawił się drugi pasek jaśniejszy ale wyraźny:D Ja w euforii łapię za telefon i dzwonię do K. Nawet wysłałam mu zdjęcie testu, żeby mi uwierzył. Na szczęście tego dnia miałam na na popołudnie do pracy więc zdążyłam jeszcze polecieć na bete. Jak jechcałam do pracy K. sprawdził wynik bety, napisłam mi sms-beta 311:D A ja nie wiem co to znaczy i za telefon żeby sprawdzał szybko, który tydzień... eh szaleństwo i euforia nie do ogarnięcia. Dzwoniłam też do mojego lekarza, który zlecił powtórkę bety na czwartek i wizytę na piątek.Beta ładnie urosła. Wizyta okrojona nerwami,bo nie miałam swojego samochodu, żeby dojechać, więc prosiłam dziadków eh...a im czekanie przeszkadza itd. Jeszcze lekarz mnie nastraszył, że to, ze tamo a jeśli śluz a jeśli infekcja, i mój zły wyrzut insuliny, że poronię i mam jutro mierzyć betę(tzn w sobotę) i jak coś to zastrzyki w brzuch na zawał..... co ja się napłakałam... A ten lek na 100% i kosztował sporo ale czego się nie robi? W sobotę na szczęście beta urosła wicęj niż połowę, więc zastrzyków brać nie muszę. Mam za to lek za ponad stówę
Szaleństwo... na razie jestem na zwolnieniu, dmucham na zimne jem zdrowo i odpoczywam. Mam lutkę 100x3 dziennie, i reszta leków bez zmian (witaminy inne). Ginekolog za dwa tygodnie (chyba się nie doczekam), w sumie żadnych objawów, nadęło mnie okropnie i wyglądałam na 5 miesiąc.... bolała okropnie głowa, plecy na wysokości nerek i między łopatkami:/ może to zgaga? Trochę więcej sikam. Ale już mi przeszło - został lekki brzuszek jak przed miesiączką. I jak na razie to wszystko:)
Ale ogólnie jestem dobrej myśli, staram się myśleć pozytywnie, że wszystko będzie ok. I nie pisać czarnych scenariuszów.
1 dc / 13cs
No to skończyły się nadzieje. Czas rozpocząć kolejny cykl: 13. Nie jestem przesądna (kiedyś byłam) może to będzie ten szczęśliwy? Chciałoby się powiedzieć ale już się nie łudzę
oj nie... Słabiutkie nasienie i czort wie czy jeszcze u mnie nie ma jakiejś przeszkody a w cuda nie wierzę albo inaczej jak gdzieś przeczytam że za wstawiennictwem np Jana Pawła II dokonał się cud i ktoś został uzdrowiony czy tym podobne to wierzę naprawdę wierzę ale ja chyba żadnego cudu na swojej skórze nie doznałam nigdy więc nie wierzę że mnie może spotkać cud O! W tym cyklu będę zaglądać na ovu do czasu zakończenia @ żeby zaznaczyć na wykresie jej koniec a później znikam... nie będę mierzyć temperatury, nie będę wsłuchiwać się w swój organizm: koniec z tym. Bardzo się zaparłam i chcę wyluzować. Do końca roku chcę na luzie podejść do starań a później czas będzie zgłosić się do kliniki niepłodności w Poznaniu.
Jeśli chodzi o plany jeszcze na ten rok to na pewno chcę skontrolować prolaktynę, testosteron, rezerwę jajnikowa i wykonać drożność. W listopadzie wizyta u nowego ginekologa ale chyba jeszcze w październiku pójdę do swojej ginekolog i powiem jej że cykle mi się skracają, zobaczę co powie. Jeśli chodzi o męża to jeszcze bardziej zwrócimy uwagę na to co je albo co jemy i włączymy w nasze życie jeszcze więcej spacerków niż do tej pory. A już w sobotę w końcu wizyta u urologa. Zobaczymy co powie na te tragiczne wyniki nasienia.
Mam nadzieję, że wytrzymam chociaż jeden cykl bez zaglądania tu
będzie mi brakowało Was bo z nie którymi naprawdę się zżyłam
. Trzymam kciuki za wszystkie bez wyjątku ! Bimbo, MagdaRy i Anakin za Was w szczególności ! Jak wrócę to widzę u Was ładne zieloniutkie wykresy ! :*
Witch15 i Edzia1993 rośnijcie ! Jeszcze do Was dołączę ! :*
Jutro chyba wychodzimy. Mam dosyc tego szpitala 
Ehh jestem miękka
miałam już ułożony cały scenariusz kłótni... wszedł do domu i pierwsze co zrobił to przyszedł i się przytulił.. Ehh a ze mnie cala złość spłynęła jak woda po kaczce... w sumie to lepiej tak bo nienawidzę się z nim kłócić :p
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.