No to czas na 1 wpis. Chciałam rozpocząć pisanie pamiętnika już w trakcie tych nieudanych starań ale powstrzymywało mnie tylko to, że będę się tym dobijać jeszcze bardziej. Teraz niestety muszę się "wypisać", wyżalić, wypłakać i wywkurwiać. To dla mnie czas naprawdę okropny. Leżę w łóżku bo rodzina co chwilę truje, że mam odpoczywać, jak najmniej chodzić. Owszem mają rację ale taki bezczynny czas, z ciągłym wspomnieniem tego co się wydarzyło dobija mnie jeszcze bardziej. Już 2 tygodnie przed tym wszystkim czułam, że coś jest nie tak ale wstrzymywałam się bo wizyta w gabinecie miała być 09.11. intuicja mnie nie myliła. Ta sama intuicja, która podpowiadała mi, że to będzie syn. Miał być Kajtek. Tak, tak Kajtek bez majtek. Tak do niego mówiłam, mam nadzieje, że się na to nie obraził Zawsze będę pamiętać o Tobie mój Aniołku*.
Nocka byla rewelacyjna. Juz druga z kolei wiec mam nadzieje ze takie juz teraz beda. Maly ladnie spal budzac sie co 2,5-3 godzinki na mleczko i zaraz zasypial i tak do 7- mej wiec sie wyspalam
Dzisiaj zaliczylismy tez pierwszy spacerek. Juz teraz wiem ze nie bedzie latwo ubrac w kurtki, buty trojke dzieci. Dzisiaj we dwoje sobie radzilismy a i tak byl haos. Ech zeby Maximilian byl bardziej chetny do pomocy bo niby jest samodzielny ale po 10 razy trzeba mowic wkladaj kurtke, buty,czapke gorzej z nim niz z maluchami...No i niestety Julian nie chce stac na dostawce przy wozku wiec chce czy nie na poczatek do przedszkola bede musiala nosic Christianka w nosidle.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2016, 20:18
straciłam cię kochanie
Ciąża zakończona 6 listopada 2016
Bardzo miły weekend.. Kilka okazji do radosnego śmiechu.. Ale niestety moja głowa nie rozumie, że operacja nie koniecznie musi przynieść taki spektakularny sukces o jakim marzę i ja głupia już wczoraj zastanawiałam się jak się uda, jak to będzie jeździć taki hektar do lekarza na obserwację cyklu, owulki itd.. Odpycham takie plany, tłumaczę sama sobie i nic z tego.. Myśli same przychodzą...
Hmm zaniedbałam wpisy...
Może najpierw o tym co było 2 tygodnie temu na terapii. Pytanie: dlaczego tak właściwie chcę mieć dziecko? Kurde... Dlaczego? No bo tak czuję. Kiedy skończyłam studia, czyli jakieś 5 lat temu już myślałam o małżeństwie i dziecku. Jak się dowiedziałam o PCO i lekarz powiedział, że trzeba myśleć o dziecku bo później będzie co raz trudniej mocno przejęłam się. W mojej głowie cały czas kołatały te słowa. Mój obecny mąż ani śnił wtedy o małżeństwie, a dzieci to już w ogóle abstrakcja była. Tak więc wracając do pytania czuję, że już mogłabym i chciałabym być matką. Jednak psycholożce odpowiedziałam coś w stylu, że chciałabym dać swoją miłość, miłość bezwarunkową i ją otrzymać. Chciałabym wychować tą małą istotę na mądrego, wartościowego człowieka. Ale wydaje mi się, że odpowiedź: bo tak czuję jest wystarczająca. No bo co tu więcej tłumaczyć, włącza się kobiecie instynkt macierzyński i chce go zaspokoić. Potem padło kolejne pytanie: jaką będę matką? Ja milczę. W końcu coś zaczynam bełkota i mówię, że raczej chłodną i wymagającą, że chciałabym być czułą i ciepłą mamą i dać dzieciom wszystko co najlepsze. A Pani napomina mnie, że ona się nie pyta jaką chciałabym być tylko jaką będę? Jak obserwowałam męża kiedy bawił się z dzieciakami z rodziny to zawsze wiedziałam, że będzie dobrym tatą, ma dobre podejście do dzieci. A ja? Ja będę chłodna i wymagająca. Oczywiście potem posypał się grad pytań: dlaczego postrzegam siebie tak surowo... i jaka była moja mama. Szczerze. To bolało. Kocham moją mamę. Dała mi życie i zawsze starała się żeby było co zjeść (choć różnie bywało) i w co się ubrać. Wiem, że chciała dla nas lepszego dzieciństwa. Jednak musiałam przyznać (i czuję się przez to jak niewdzięcznik), że nie pamiętam żeby mama mnie przytulała, mówiła że mnie kocha czy powiedziała mi wprost, że jest ze mnie dumna. Zabrakło prostych gestów i słów i dlatego boję się, że nie będę umiała tego dać moim dzieciom. Trudno było przyznać, że po części boję się, że nie będę umiała okazywać uczuć dzieciom, jak moja mama mnie. Musiałam trochę to "pomielić" w sobie żeby o tym napisać. Czasami terapia wyciąga z nas sprawy o których wcale nie chcielibyśmy wiedzieć. Jednak aby była skuteczna i takie rzeczy trzeba przejść.
Natomiast na ostatnim spotkaniu musiałam wybrać cztery obrazki do których potem Pani psycholog zadawała mi sporo pytań. Pierwszym z nich był labirynt. Po milionie pytań, rozmowie i wszelakich analizach okazało się, że moje życie pozbawione jest celu i sensu. Nie było to dla mnie nowością. No bo jak się wstaje rano i już nic się nie chce to o czymś to świadczy. Nie chce mi się iść do pracy, bo nie lubię większości ludzi tam, to co robię nie daje mi satysfakcji a wręcz powoduje tylko moją głębszą frustrację. W każdą niedzielę wieczorem przeżywam ten sam stres, jutro poniedziałek i znowu trzeba tam iść. Do domu wracam późno więc na jakiekolwiek życie towarzyskie to marne szanse... no i jeszcze ta głupia niepłodność. Niepłodność która odziera mnie z kobiecości, bo co to za kobieta jeśli nie może mieć dzieci, problemy z hormonami przyczyniają się do kiepskiej kondycji skóry i włosów więc tym bardziej czuję się nieatrakcyjna. Kolejne cykle walki rozczarowują, bo wciąż same niepowodzenia. Trochę się rozkleiłam ostatnio na tym spotkaniu. Jeszcze dużo pracy przede mną żeby to wszystko sobie poukładać.
A dziś zaczynam nowy cykl. Kolejny cykl chyba nawet nie style starań co walki o owulację. Ostatnia była dokładnie rok temu, 10 listopada po clo. Czy ten cykl na letrozolu i clo będzie przełomowy i uda się znowu uzyskać owulację? Nie wiem. Czuję, że jakaś mała iskierka nadziei się tli ale zaraz potem przypominam sobie, że przecież gonadotropiny nie dały rady to dlaczego clo miałoby zadziałać? Zobaczymy. Spróbować nie zaszkodzi. W tym cyklu na wizytę jadę dopiero w 16 dc, opóźniłam ją maksymalnie żeby zobaczyć czy nie zbiera się tam jakiś maluszek do rośnięcia żeby go nie "zadusić" dupkiem od 18 dc.
1 dc.
No i przyszła franca, nieproszona....
Myślałam, że dużo gorzej bede się dziś psychicznie czuła. Nie jest źle. Pogodziłam się już ze stratą. Pożegnałam nasze maleństwo.
Przedwczoraj byłam na wizycie w klinice. Ginekologicznie wszytko ok.
Gin zwiększyła mi i tak już ogromną dawkę (22 tab) letrozolu na 33 tab.
No jak po tym nie bedzie co najmniej 2 pęcherzyków to się zdziwię.
Na poprawę endometrium też zwiększona dawka viagry z 100mg dziennie na 200mg. I tym razem w postaci globulek robionych na zamówienie. Jak na złość w 3 aptekach, w których próbowałram je zamówić były problemy. W pierwszej wcale nie wykonują, w drugiej nie znali ceny , bo nie mieli wszytkich składników, a w trzeciej nie było pani od receptur i też nic nie załatwiłam. W poniedziałek bede jezdzic po miescie i szukac. Od 5dc mam je brać. Obym zdązyła je zamówić.
Na wizycie gin powiedziała, że wyniki męza się pogorszyły. Plemniki jak najbardziej nadawały się do inseminacji ale były słabo ruchliwe
Kazała mężowi zacząć brać witaminy. Dobrze, że zaczął je brać już w poprzednim cyklu.
Jak wszytko bedzie dobrze podchodzimy do kolejnej inseminacji.
Dziennik pokładowy - cykl 5, 30 dc, może 12 dpo?
Ilość białego, kremowego śluzu jakim ostatnio raczę męża sprowokowała mnie do zatestowania ponownie dziś rano. I oczywiście zaczęło się wróżenie z sikacza... Do tego stopnia uwierzyłam, że widzę cień cienia, ze na siłowni poprosiłam trenerkę o lajtowy zestaw ćwiczeń. No helol, mogę być w ciąży. Piskom trenerki nie bylo konca. Dopiero kiedy wracałam uświadomiłam sobie, że przecież mogę nie być.
Wyciągałam ten test ze śmieci juz dwa razy i za każdym nie wiem, czego sie spodziewam. Chyba pora pogodzić sie z faktem, że skoro linii nie widac na pierwszy rzut oka, to najprawdopodobniej jej tam, haha, nie ma.
Przestaję się gapić, test spalam, na silowni będę się musiała przyznać, że jednak nie.
Dobrze mnie znacie. Wiecie, że jutro powtórzę.
Chyba pora zająć się bardziej poważnym problemem... Skąd wziąć maskotkę Brokuła w momencie gdy mam komplet naklejek z Biedronki a zaopatrzenia brak? Bez kitu.
Jestem krolowa hipokryzji.
W środe od rana miałam delikatne plaminie to był mój 24 dzień cyklu a przeważnie mam cykle 32-34 dniowe. Nigdy wcześniej tak nie miałam. Czy któraś z was tak miała? Wizyte mam dopiero 15 listopada i troche się niepokoje
Czuję zbliżającą się miesiączkę. Boli mnie prawa strona podbrzusza. Może jajnik. Zdałam sobie sprawę, że od dawna nie bolą mnie piersi przed miesiączką. Nie mam śluzu oprócz płodnego, z resztą tego też nie ma za dużo.
Jestem smutna. Bezradna. Do tego teściowa życie nam uprzykrza. Kłócimy się z D. o nią. Tzn ja mam pretensje. D. wie, że mam racje, ale stara się mnie nie nakręcać i raczej łagodzić atmosferę. Ścinamy się. On zazwyczaj wyciąga rękę na zgodę. Nie możemy uwierzyć, że nasze "miejsce na ziemi" nie jest naszym azylem.
Moja Mama zawsze powtarza, że rok przestępny jest rokiem do dupy. Dobrze, że się kończy!
19 wyjeżdzamy na kilka dni bo musimy złapać oddech.
Kończymy dziś 6 miesięcy! Pół roku! Niesamowite!
30dc - 10dpo
Siedze sobie w pracy i... coraz bardziej mysle, ze to chyba ten cykl.
Za duzo rzeczy na to wskazuje i moja intuicja...
Wczorajsza kawa, a w nocy powtorka z nia. Nawet jezeli chodzi o papierosy to nie ciagnie mnie do nich, wrecz smakuja "nijako", piersi i sutki w pewnych momentach sa mocno obolale - az tak to nigdy nie mialam... No i non stop glodna jestem, a w szczegolnosci slodkosci mnie przyciagaja. Czy jakies lody, czekolada ale nawet i slodka herbata granulowana... Mmmmm 
Dzisiaj jeszcze przyjdzie do mnie paczka z testami, ktore zamowilam. Chociaz bardziej korci mnie aby zrobic bete i progesteron. A temp bede mierzyc po 3 godz snu, chociaz i tak wiem ze to juz nie bedzie wiarygodna temperatura...
Na razie siedze grzecznie i bacznie obserwuje swoj organizm. Jezeli intuicja dobrze mi podpowiada to bede sie cieszyc ale jezeli znowu to tylko "urojone objawy" to trudno, bede musiala najwidoczniej bardziej wyluzowac (chociaż nie wiem czy bardziej sie da)...
Jak ja bym chciala ujrzec II kreski

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2016, 05:13
W tym miesiacu moj wykres jest kosmiczny po pierwsze bylam chora temperatura mi swirowala po drugie dlugo bylam na urlopie(ze wzgledu na chorobe) wiec nie mierzylam tempki jak zawsze o 6:30 tylko pozniej no i teraz jak zmierzylam o 6 to jest okropna roznica oraz wszystkie znaki na niebie mowia ze to bedzie cykl bezowulacyjny brak sluzu i klucia jajnikow przykro troche zegnaj dziecko lipcowe nie wiadomo czy jakiekolwiek bedzie
Musze sobie tlumaczyc ze to wszystko nie jest zalezne ode mnie no bo to nie jest zalezne ode mnie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2016, 07:47
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
Od 2 dni nie mam na nic siły wczoraj gdybym mogła leżałabym caaaały dzień ale o męża też trzeba dbać
jakoś ze mną wytrzymuję choć zauważyłam, że hormony już tak bardzo jak wcześniej nie szaleją dzis nie będę robić nic a kto mi zabroni?
leń mnie dopadł mi ta cholerna pogoda ehhh już wolałabym śnieg niż deszcz 
Jutro badania prenatalne może się dowiem czy chłopczyk czy dziewczynka ale po cichu licze na dziewczynkę
10dpo
Wczoraj rano temperatura mi spadła z 36,67 na 36,54, więc wpadłam od razu w zły humor. Wyładowałam go oczywiście na Bogu ducha winnym i nieświadomym mężu. Prawie się popłakałam w autobusie i pociągu do pracy. W dalszej części dnia pocieszałam się już tym, że widocznie @ szybko przyjdzie i zaczniemy taniec chocholi od nowa...
Dzisiaj jednak znowu temperatura wzrosła troszeczkę. Jednak o ile 0,1C spadku wywołuje u mnie natychmiast poczucie klęski, o tyle skok o 0,1C wzwyż nie rusza mnie i nie daje już żadnej nadziei. Nie oszuka mnie głupi termometr, że białe jest białe 
W sumie to te moje temperatury są cały czas niskie w stosunku do wykresów, które przeglądam na Ovu. W I fazie ok. 35.9-36,3, a w II 36,5-36,6, więc szału i tak nie ma, ale przynajmniej skok jest regularnie zauważalny.
Piersi mnie nadal bolą, ale poza tym nie mam żadnych dziwnych objawów. Ovu daje mi od 2 dni "aż" 2/100 pkt. w detektorze. Też mi coś...
Nowennę zarzuciłam tym razem. Co za dużo to nie zdrowo, ale modlę się nadal o CUD.
Jutro idę do dentysty. Brrrr
Nie byłam już chyba wieki, bo jakoś długo, długo nie było mi po drodze. Bez znieczulenia się nie obejdzie, a co jeśli istnieje 0,01% szansy, że nam się udało? Czy mogę mieć znieczulenie na wypełnienie? Poczytałam, że niby tak, zastanawiam się, czy jutro zatestować. Ale to będzie dopiero 11dpo, czy warto? Czy coś pokaże na pewno? Nie lubię niepewności
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2017, 16:54
Hmm... Co zmotywowało mnie do napisania pamiętnika. Chyba dłużące się oczekiwanie na upragnione dziecko. Kiedy z kolejnym listopadem uświadamiam sobie, że nie jestem wcale już najmłodsza i mój Mąż też nie ogarnia mnie pewien smutek. Co gorsza lub lepsza po wszystkich badaniach okazuje się, że z Mężem wszystko ok, ze mną cóż brak owulacji z nieznanych przyczyn (hormony ok, HSG- jak to ujął lekarz "macica książkowa" , AHM- wysokie ale mówią że ok, jajniki bez torbieli). I tak w tym cyklu skończyłam na stymulacji zastrzykami(bardziej chyba boli świadomość dawania sobie zastrzyków niż sam zastrzyk). Ale przynajmniej nowa umiejętność została nabyta.
Aktualnie OF wyznaczył mi 11 dpo. Dziś temperatura pięknie spadła w dół (wiem, że nie mierzę regularnie ale tak trudno mi się w wolne czy weekend zebrać, żeby wstać o 5). Odstawiłam progesteron który dostałam. Jutro może zatestuję, choć chyba bardziej jak to dziewczyny stąd określają "dla sportu" niż z oczekiwaniem że ujrzę II kreski. Poza tym nie mam żadnych objawów, z resztą nigdy przed okresem nie miałam żadnych objawów. Ot taki psikus losu. Czasem zazdroszczę kobietą, że są w stanie określić kiedy i czy będą miały okres (a to bolą je piersi, a to brzuch, krzyż etc) a u mnie cisza.
Dziś po tym spadku złapałam doła, siedzę w pracy i obżeram się drażami czekoladowymi. Żałosne to wszystko... Ale chyba wolę tak to odreagowywać...
Dziś już listopad paskudnie się zrobiło na zewnątrz pada deszcz -pada tak jakby płakał nad całym światem nie wiem dlaczego tak pomyślałam ale widząc te łzy przyszła mi do głowy ta myśl:)
Dziś już 38 dc a @ brak -jakbym chciała żeby już przyszła i nie męczyła mnie domysłami -udało się czy nie a jeśli się udało to niech nie przychodzi i już ;)a ja będę najszczęśliwsza na świecie 
Znam moje ciało i znam te objawy -dają nadzieję a później tą nadzieję odbiera @ -no niestety tak już jest -ale z drugiej strony kiedy nie ma jej-tzn @nie ma szans na ciążę -bo jakby nie patrząc to potrzebny objaw płodności kobiety -bez tego ani rusz w staraniach o maluszka :-)Jest mi smutno i przygnębia mnie ta pogoda dodatkowo
Pewnie bym pisała sama nie wiedząc.czym i co dlatego pójdę coś porobić żeby pozbyć się tych smutnych myśli -13 lat temu w 18-ste urodziny (15-11)zobaczyłam te upragnione dziś ll kreseczki a czy w tym miesiącu powtórzy się ten cud ? Nie wiem ale nie liczę na to -niby czemu akurat teraz miałoby się udać skoro nie udawało się tyle lat 
Byłam wczoraj na imprezie rodzinnej u rodziny Męża. Przekazaliśmy w zeszłym tyg teściom, że jestem "bezcukrowa", a wczoraj jak się z nimi widzieliśmy dało się wyczuć, że oni się na mnie ZŁOSZCZĄ, bo nie mogę jeść tego co wszyscy i w ogóle to na pewno lekarz i lab, który robił badania oszukał mnie, żeby na mnie zarabiać.
Kto jeszcze ma teściów psycholi palec pod budkę!
Powoli przyzwyczajam się do myśli, że znowu in vitro i powoli zaczyna mi przechodzić pierwsza panika. Gin kazała się relaksować i pozytywnie nastawić, no to próbujemy z Mężem to zrobić - kino, zakupy, audiobooki, a nawet jak stare dziadki krzyżówki sobie wieczorami rozwiązujemy
i do tego powtarzam sobie, że tym razem będzie dobrze i prawie już udało mi się w to uwierzyć 
Tylko hiperstymulacji nadal się boję. I dupa. Tego strachu nie przeskoczę. Miałam swoje "pięć minut" w tym temacie i bardzo mi się nie podobało.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2016, 08:45
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.