Obiecalam sobie dzisiaj, ze zaczne sie wreszcie cieszyc ta ciaza. Na badaniach prenatalnych wszystko w porzadku, dziecko duze wiec okreslono jako 12+5 a nie 12+0. Wywijal piruety, prezyl sie, rozciagal i stawal na glowie. No i plci nie chcieli zgadywac ale wygladalo im troche na dziewczynke, ale to juz obojetne.

Ah cały miesiąc mnie tu nie było, czasem już tracę wene do pisania. cykl rozpoczął się w terminie i jest w miarę do zniesienia.
Budowa rozpoczęta fundamenty już mamy :)
Także zaczyna Nasz domek wyrastać spod ziemi :)
Robiłam ostatnio badania, bo przypomniało mi się , że pani genetyk kazał zrobić uzupełniające. 14 listopada mamy wizytę w poradni genetycznej także porozmawiam z moją panią genetyk o wynikach. Według mnie jest ok i według mojej gin też. Kwas foliowy w normie także zaczęłam go przyswajać , albo biorę takie dawki, że organizm nie jest w stanie się pozbyć takiej ilości :)
Będziemy mieli robione badania w kierunku nowotworów występujących w naszej rodzinie. Trochę zaczynam się stresować, oby było dobrze. Akurat to dzień porodu jaki miałam wyznaczony także będzie to ciężki dzień i mnóstwo stresu. Obym go przetrwała jakoś.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2016, 20:04

Tulipanka Przytulić Marzenie 8 listopada 2016, 20:36

Mialam dzis maraton. Zaliczylam wizyte u Gina - tam okazalo sie, ze pęcherzyk pekl, ale Endo za cienkie 5,9 mm - porazka. Bylam tez u osteopaty, który cos mi tam odblokowal, ale czy to moze mieć znaczenie, to nikt nie wie. A rano zrobilam domowy test ciążowy - tak dla jaj, żeby bylo jasne. Trzeba nasiusiac do kubeczka i nasypac sporo sody oczyszczonej. Jak sie pieni to ciaza hahaha. Mnie sie spienilo ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2016, 21:32

kropka_ myśloodsiewnia 8 listopada 2016, 21:05

pod koniec sierpnia wspominałam/pisałam, że koleżanka z pracy urodziła w 24 tygodniu przez cesarskie cięcie. wtedy to wszystko było takie straszne i niepewne, że aż serce krwawiło, a dzisiaj maleństwo ma niemal 2 kg i no cóż... ma się bardzo dobrze. widziałyśmy się dzisiaj z koleżanką pierwszy raz od jej pójścia na zwolnienie, i w ogóle pierwszy raz od złej nowiny i powiem, że aż miło było popatrzeć/posłuchać, że jest dobrze, że w końcu jest dobrze. przed nimi oczywiście jeszcze wiele dni w szpitalu, rehabilitacje itp., ale przynajmniej widać koniec. teraz już nie chodzi o to czy/że dziecko przeżyje, ale żeby je doprowadzić do stanu, który pozwoli na wypis. dzieciątka oczywiście nie widziałam na żywo, ale muszę powiedzieć, że po zdjęciach to jest już prawdziwy bobasek. dla porównania koleżanka pokazała mi zdjęcia sprzed trzech i (chyba) czterech tygodni i naprawdę aż nie chciało się wierzyć że to to samo dziecko, już nie wspominając, że oszczędziła mi starszych zdjęć, bo podobno boli od samego patrzenia. na szczęście szybko zapomina się o tym co złe, jeśli dla odmiany jest dobrze i koleżanka (na to co przeszła) naprawdę wygląda i trzyma się świetnie.

Najgorsze są poranki kiedy On wychodzi do pracy a ja sam na sam zostaję ze swoimi myślami... 17stego wizyta u lekarza, ciekawe czy zaproponuje jakąś diagnostykę czy może jest zwolennikiem badań dopiero po 3 próbach? Mam nadzieję, ze i w tej kwestii mnie nie zawiedzie. A póki co trzeba sobie trochę popłakać nad tym niesprawiedliwym życiem.

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 8 listopada 2016, 22:23

Dzisiaj poczułam strach przed operacją.. Tak bardzo jej chcę, a jednocześnie tak bardzo się boję.. Boję się bólu i że nie będzie tak cudownie jak w moich marzeniach.. Za tydzień powinnam znać już termin..

wczoraj wzięłam dupka na wywołanie chciało mi sie czekać bo ile można....

i co dziwne dziś wstałam rzęśka rano i miałam mega energii i jakieś lepsze samopoczucie. Może mieć to związek z duphastonem??? może mam za niski progesteron.

znalazłam fajna piekarnie w Krakowie . Wczoraj wyguglałam a dziś zerwałam sie rano po chlebek właśnie tam a szubko idzie więc trzeba sie pospieszyć albo na facebooku porosic aby odłożyli . Bochenek skubałam w drodze powrotnej do domu a w tramwaju mi torba tym chlebem tak pachniała.Jestem po prostu zachwycona.

mam kilka zaplanowanych wyjść do końca listopada na które sie ciesze. Zagłębiam się w temat zdrowego odżywiania . aktualne przerabiam temat pieczywa. W tej piekarni pieką chleby 2 młodych ludzi i mają mikro piekarnie ma 14 m ( kwadratowych) i można popatrzeć jak oni ten chleb pieką . porostu cudo . jestem zachwycona . Składniki wypisane na fanpage bez ulepszaczy .


link do strony jak wybierać pieczywo:

http://slupsk.mojdietetyk.pl/artykuly/jak-wybierac-pieczywo-razowe.html

strona tej mikro piekarni :

https://www.facebook.com/pochlebstwo/?fref=ts



waga dalej u mnie stoi ale nie podaje sie i trzymam diete.

już niedługo bedzie @ :D :D :D

cath Pamiętnik Cath 24 października 2017, 01:20

Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy

No i poszło...na łeb...na szyję... znaczy się temperatura poszła a z nią wszystkie nadzieje... W takim razie jutro wizyta u lekarza i dalsze decyzje co ze stymulacją...Jak dobrze, że w biurku zostało jeszcze trochę draży. Może choć trochę czekolada poprawi nastrój. Pogoda za oknem nie zachęca do niczego pozytywnego. Szaro, zimno i chyba nawet jakiś śnieg z deszczem się rozpęta. Wszystko przeciwko. Ehh...nawet nie mam sił by się złościć. A może grudzień okaże się łaskawy?

ma_pi Demotywator 9 listopada 2016, 09:46

Recenzja z konsultacji u dr Lewandowskiego:

Trochę obawiałam się tego spotkania. Po pierwsze, nie wiedziałam, czy coś wniesie, a my jechaliśmy specjalnie tylko na tą konsultację do Warszawy. Po drugie, obawiałam się, że dr powie, iż nie jesteśmy dla niego parą z problemami. Dr powitał nas szerokim uśmiechem i słowami "szkoda, że się wcześniej nie spotkaliśmy". Od razu poczułam, że siedzę w dobrym miejscu.
Pan dr bardzo skupił się na mnie, o Mężu wiele rozmowy nie było. Ważne, że są plemniki. Dodał tylko, że od 2 miesięcy mają w novum maszynę do dodatkowej selekcji plemników i on rekomenduje przy następnym in vitro skorzystanie z niej. Powiedzieliśmy, że nie ma najmniejszego problemu, choć pojęcia nie mam, ile to nas będzie kosztowało. Mąż ma zalecenie, aby nadal o siebie dbać, nie przytyć, umiarkowany sport i zbadać nasienie w styczniu, skoro teraz brał antybiotyki na zapalenie w zębie.

Jakiegoś szerokiego, wstępnego wywiadu nie było. Dr był przygotowany, czytał naszą kartotekę wcześniej. Był tam opis wszystkich naszych poprzednich procedur, ponieważ mieliśmy dokładny wywiad z lekarką, gdy przeszliśmy do novum. Stwierdził, że bardzo blado wypadają dwie pierwsze icsi z naszej pierwszej kliniki z Krakowa w porównaniu z procedurą, którą właśnie zakończyliśmy w novum. Oczywiście dorzuciłam tu komentarz, ale nie robiłam tego złośliwie, tylko po to, aby obraz sytuacji był jasny, że procedura w novum była przeprowadzana na znacznie lepszych parametrach nasienia. Że Mąż był po 9-miesięcznej przerwie zawodowej, dużo wtedy schudł itp. Dr powiedział tu, że niestety mogłam już stracić moje najlepsze jajka podczas poprzednich procedur, ale nie jest jeszcze sprawa stracona.
Następnie dr upewnił się, że mamy przebadaną genetykę i tu jest w porządku. Interesowały do głównie kariotypy i V-Leiden u mnie. Podpytaliśmy o immunologię. Z wypowiedzi zrozumiałam, że dr nie jest zupełnym przeciwnikiem leczenia immuno, ale dla niego pod tym kątem ważne są przypadki poronień, a ja ich nie miałam. Zapytał też, czy badałam insulinę. No wiec odpowiedziałam, że nigdy, tylko glukozę. Mam zalecenie zbadać insulinę, glukozę i prolaktynę na czczo w 12 dniu następnego cyklu. A skąd ta prolaktyna?. A stąd, że zbadałam ją dzień przed wyjazdem do Warszawy i okazało się, że mam ją podniesioną. Myślę, że to kwestia opisana przeze mnie w poprzednim wpisie, czyli po odstawieniu encortonu. Norma jest do 23, a ja mam 28, więc nie jest to znaczne przekroczenie. Osobiście myślę, że ta prolaktyna już mi trochę spadła, bo piersi mnie nie bolą. Na razie mam nic nie brać na tą prolaktynę, tylko zbadać ją za 3 tyg. z tą insuliną. Jeśli nadal będzie przekroczenie, to wtedy dostanę na nią tabletki i dr zaleca wtedy wizytę u endokrynologa.

Kolejne ważne pytanie było o histeroskopię. Bardzo na to czekałam. Siedziałam z opisem badania histopatologicznego wycinka endometrium w ręce od początku spotkania. Podałam go doktorowi i mówię, że niepokoją mnie te opisy w stylu "fragmenty polipowate". Dr nad tym dłużej się zatrzymał. Powiedział, że niekoniecznie jest to coś groźnego, ale z drugiej strony nie każdy ma taki opis, więc jednak może być coś na rzeczy. Że powody mogą być dwa: przerosty endometrium lub zapalenie. I teraz trzeba stwierdzić co. Kiedy dodałam, że w momencie wykonywania histeroskopii byłam na tabletkach antykoncepcyjnych, to dr stwierdził, że to może przemawiać bardziej za zapaleniem endo, ponieważ podczas brania tabletek anty przerosty endo są blokowane. Doktor zapisał sobie od razu, że porozmawia w przyszłym tygodniu z dr Dońcem, który robił mi histeroskopię w novum, w tej sprawie. Dodał, że może skończyć się tak, iż od razu założą, że mam jakieś zapalenie i dadzą mi profilaktycznie antybiotyk przed kolejną procedurą. Dla mnie było to trochę dziwne, że tak bez badania od razu antybiotyk, ale nie powiedziałam w sumie o tym. Doktor zapytał, kiedy myślimy podejść do kolejnego in vitro. Powiedzieliśmy, że myślimy o kwietniu - maju. Na to doktor stwierdził, że lepszy będzie marzec :) bo on ma dużo ciąż ze stymulacji w marcu. Powiedzieliśmy, że marzec też może być :) Po tym powiedział, że skoro jest jeszcze kilka miesięcy i jeśli ustalą tak z dr Dońcem, to będę brać przez 3-4 najbliższe cykle orgametril w dniach 15-24 dc w ilości 2 razy po 1 tabletce. Ma to za zadanie "tłumienie" endometrium do czasu kolejnej procedury. A przed procedurą ten antybiotyk na ewentualne zapalenie. Doktor dodał też, że po tych konsultacjach z dr Dońcem może również zaistnieć konieczność powtórzenia histeroskopii.
Ja już brałam orgametril po przestymulowaniu w trzeciej procedurze i wyskakiwała mi wtedy pokrzywka na kostkach. Niestety równolegle brałam również szereg innych leków, m.in. dostinex i fraxiparinę i nie wiem do końca, na co było to uczulenie. Powiedział o tym. Dr stwierdził, że jeśli wyjdzie mi ta wysypka, to od razu mam dzwonić i zmienią mi ten lek na inny.
Opisałam Doktorowi jeszcze jedną sprawę. Miałam tak podczas ostatniej miesiączki, jak również podczas miesiączki po ostatniej stymulacji, gdzie doszło do odroczenia transferu. W drugim dniu miesiączki dostałam krótkich, kilkusekundowych, ale bardzo silnych skurczy macicy. Po tych skurczach wypadają ze mnie bardzo duże fragmenty błony (5-3 cm). Są grube, miejscami białe, nie są to skrzepy krwi typowe. Dr powiedział, że ból może świadczyć o tym, że mam bardzo wąską szyjkę macicy i te skurcze są spowodowane tym, że nie mogą się te fragmenty błony przez nią wydostać. Tymi skurczami macica stara się je wypchnąć. Zaniepokoił Doktora fakt, że te błony są miejscami białe, bo to może świadczyć o tym, że złuszcza się nie tylko to, co powinno się złuszczać podczas miesiączki, ale coś głębiej, co nie powinno. Powiedział również, że może mnie czekać zabieg hegarowania (poszerzania) ujścia szyjki macicy. Jest to podobno o tyle istotne, że przy wąskim ujściu jest ono podrażniane podczas transferów, a to powoduje skurcze macicy. Nie wiedziałam o tym. Hegarowanie ma być wykonane cykl przed transferem z rysą endometrum lub podczas ewentualnej dodatkowej histeroskopii, która załatwi wszystko na raz.

Doszliśmy do etapu usg. No i się zaczęło. Dr powiedział, że tą szyjkę mam strasznie zmasakrowaną. Tymi wszystkimi zabiegami i widać, że miałam wymrażaną nadżerkę (bo miałam 13 lat temu). Na usg było widać, że w szyjce mam "dziurę". No tak to nazwał doktor. Nie wiem, czy mam to traktować jaką taką dziurę na wylot, czy jakoś inaczej. Wolałam nie dopytywać, bo mnie to przeraziło. Dr powiedział, że ta dziura myli plemniki. Fuck!!! Masakra jakaś. Potem macica. Dramat kolejny. Tyłozgięcie (to już wiadomo od dawna), ale również bardzo mocno wykrzywiona w lewo. Nigdy żaden lekarz nie robił z tego wielkiego problemu, ale dr zrobił. Bo szyjka wąska i dziurawa a do tego macica bardzo wykrzywiona. Poza tym endometruim ładne, nie było mowy o endometriozie. Przeszliśmy do jajników. Prawy małe pęcherzyki, a na lewym niepęknięty 21mm pęcherzyk!!! Nigdy (a miałam z 10 monitoringów) nie było sytuacji, aby mi pęcherzyk nie pękł. Tym bardziej przemawia to, za nagłym skokiem prolaktyny po odstawieniu sterydu. Dr powiedział, że jeśli nie zaobserwowano u mnie niepękającego jaja, to traktujemy to jako wyjątek i nic nie robimy. Mam zrobić u siebie usg po najbliższej @, czy pęcherzyk na pewno się wchłoną. A gdy się ubierała, to doktor wyszedł z pokoju usg do gabinetu, gdzie czekał Mąż i powiedział mu, że z taką budową macicy to raczej nie ma szans na naturalna ciążę :( A gdy ja wróciłam do gabinetu, to powiedział mi, że w takiej sytuacji to on sam będzie mi wykonywał transfery.

Reasumując:
1. W przyszły tygodniu będzie telefon od Doktora, co ustalił z dr Dońcem, czy leczenie, czy histeroskopia. jak z orgametrilem, ewentualnym antybiotykiem itp.
2. Po okresie mam zrobić usg, czy pęcherzyka niepękniętego nie ma.
3. W 12 dniu następnego cyklu zbadać na czczo insulinę, glukozę i prolaktynę. Zadzwonić z wynikami.
4. Mąż ma zrobić seminogram w styczniu.

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 9 listopada 2016, 11:15

Byłam wczoraj u rodziców. Wychodząc od nich spotkałam sąsiadkę. Wypytała mnie o córeczkę mojej młodszej siostry, czy wszystko w porządku i to nawet było miłe, dopóki nie zaczęła wypytywać, kiedy ja będę miała dziecko. A to przez to, że założyłam kurtkę zimową i podobno wyglądam w niej jakbym w owej ciąży była. Zbyłam ją mówiąc, że zobaczymy jak będzie, ale tylko na mnie dziwnie spojrzała. Tak jakby wiedziała co się dzieje. Chyba mam już urojenia...

Przeczytałam kiedyś artykuł, w którym ktoś mądry napisał, że ludzie jak nie mają dzieci, to są tylko dwa główne powody - albo nie chcą, albo nie mogą. I w tym zamyka się wszystko - zdrowie, brak kasy, małe mieszkanie, kariera, inny pomysł na życie.
Czy innym trudno jest zrozumieć, że dziecko tudzież jego brak, nie jest tematem publicznej debaty, tylko prywatną sprawą? Kto tym wszystkim ludziom na świecie pytającym "a kiedy wy?" daje do tego prawo? Mój cyrk, moje małpy. Moje życie, moje dzieci!

No pozłoszczona jestem.

ma_pi Demotywator 9 listopada 2016, 09:59

Jestem przekonana, ze bardzo dobrze zrobiłam, wybierając się na tą konsultację. Pan dr jest świetnym specjalistą, wiedzę ma ogromną. To się czuje, słyszy i widzi.

Jeszcze takie były ustalenia, że będę szła teraz protokołem krótkim z antagonistą. Stymulacja menopurem i tylko to.
A na wyjściu dr mówił, że myśli w naszym przypadku o choć częściowym dawstwie, ale na razie tego nie przesądza. Zapytałam Go, z której strony to dawstwo miałoby być. Odpowiedział, że po str męskiej.
Doktor dodał, że coraz większym podejrzanym jest teraz endometrim i dlatego nie przesadza od razu dawstwa.
Jeszcze tu pewnie coś dopisze, ponieważ ciągle się coś przypomina.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2016, 10:12

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 9 listopada 2016, 10:03

jak mnie wkurzaja reklamy typu...jakk bylam mala to zawsze cos tam cos tam TERAZ SAMA JESTEM MAMA...cos tam cos tam....zagryze....

anemic Wielkie chcenie ... 9 listopada 2016, 10:37

Jak to możliwe, że na 3 pięknych, pękniętych pęcherzykach, doskonałym nasieniu nie wychodzi?
Płakałam tylko chwilę.
Tera nie wiem czy w tym cyklu robić IUI, przy takim TSH, czy może odczekać miesiąc. D. mówi,że ten miesiąc nas nie zbawi. A może jednak zbawi.
Cykl był 26 dniowy. Czyli dupy.

Plamienie chwilowo ustało ale za to jak rano mierzyłam temperaturę to zauważyłam,że spada. Jutro badanie krwi wszystko rozstrzygnie. Szczęście,że wyniki są w necie już po 2 godzinach bo bym chyba szału dostała z nerwów. Zbadam sobie też progesteron, będę wiedziała na czym stoję. Już mi cały czas niedobrze ale nie wiem czy to od ciąży czy po luteinie bo też mi się tak zdarzało.
Z jednej strony nie mogę się doczekać jutra a z drugiej się boję co się okaże.

Campari Niekończąca się walka trwa... 24 października 2017, 01:20

Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy

15 października - Dzień Dziecka Utraconego.

To chyba jakiś znak, że właśnie tego dnia, na teście ciążowym, zobaczyliśmy dwie grube kreski.

Nie wiele myśląc, czym prędzej pobiegliśmy do laboratorium na krew...
Już wieczorem tego samego dnia, wynik 791,7 mlU/ml - w 32 dniu cyklu, norma dla 5 tygodnia ciąży.

48h później powtórka krwi, dodatkowo progesteron i wizyta u prof.
Wyniki - beta 1832,0 mlU/ml, Progesteron 50,26 ng/ml.

Z jednej strony radość, wielka radość, ale z drugiej wielki strach po wcześniejszych doświadczeniach.

Dziś jesteśmy już trochę spokojniejsi :)

W poniedziałek i wczoraj mieliśmy USG.
Wielki szok, oczekujemy bliźniaków :) <3
Na szczęście maluchy, są tej samej wielkości, mają już po 15 mm, serduszka biją z częstotliwością 171 uderzeń na minutę.
Wszystko jest na dobrej drodze :)

11 cykl rozpoczęty
1dc i do tego przeziębienie :(

14 dc

Test owulacyjny robiony rano - negatywny. Dziwne, bo w ubiegłym cyklu wychodziła już ładna druga kreska. Co gorsza, nie ma też śladu płodnego śluzu. Tylko szyjka miękka i otwarta. Nie wiem, co myśleć.

Jeśli w tym cyklu się nie uda, to chyba pójdę na monitoring. Bo obawiam się, że będą mnie męczyć podejrzenia o problemie z owulacją. W sumie ostatnio też było tak, że tylko jeden dzień był z typowo płodym śluzem - a badam na szyjce, żeby nie mieć wątpliwości.

Zobaczymy, co powie na ten temat temperatura, bo na razie utrzymuje się niska.

Parę pozytywów:
- wyniki prolaktyny super 9,79ng/ml wart.ref.: 1,3-25,0;
- lekarka odpisała, że wyniki nasienia męża są bardzo dobre,
- dzisiejsze badanie ogólne moczu super, na wyniki posiewu czekamy z drżeniem serca,
- wizyta u ginekologa umówiona na wtorek.

Zrobiłam wczoraj z ciekawości allegrowy test owulacyjny - cały czas druga kreska o tym samym wybarwieniu, zatem te testy nie są dla mnie.
Urwałam się z pracy na badanie biocenozy pochwy - pocałowałam klamkę, bo zamknięte, kurka - dzwoniłam w piątek, to mogli powiedzieć, że przedłużają sobie weekend, a tak zmarnowałam ciężko wygospodarowane nadgodziny....
Małż chory, konkretnie go rozłożyło, próbował walczyć od kilku dni, ale skończyło się antybiotykiem, zatem nie wiadomo czy plemniki w ogóle będą się do czegoś w tym cyklu nadawały.
Na wtorkowej wizycie u gina zamierzam go zmolestować o laparoskopię z pominięciem hsg. Przecież chyba podczas laparoskopii można sprawdzić drożność i usunąć ewentualne zrosty. Skoro już 6 lat temu lewy jajowód podczas hsg wcale nie przepuścił kontrastu, a prawy ledwie, to czy jest sens męczyć mnie, bo wiadomo, że po hsg i tak czekają 3 miesiące czy uda się zajść w ciążę, no chyba że jest całkowita niedrożność. Szkoda mi czasu na półśrodki, mam nadzieję, że będzie miał to samo zdanie co ja :) Po takiej ilości zapaleń nie sądzę, żeby prawy jajowód był drożny choć trochę.... Chcę oszczędzić sobie bezsensownego stresu i robić złudnych nadziei na kolejne kilka cykli.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)