Chciałam zakomunikować, że już nie jestem w ciąży.

Fajnie było się połudzić, pomarzyć, uwierzyć, że jestem normalną, pełnowartościową kobietą i ciąża jest możliwa ot tak. Dobrze było choć przez chwilę żyć złudzeniami. W tym cyklu byłam pozytywnie nastawiona, bardzo wierzyłam w Cud, o który tak gorąco się modlę, ale niestety nie wydarzył się. Nadal wierzę w cuda, ale chyba na nie nie zasługuję. Im bardziej pozytywnie człowiek się nastawia, tym ciężej się pozbierać i przyjąć po raz kolejny @. Nie cierpię siebie i swojego ciała w te dni. Wierzyłam do końca mimo tych znajomych bólów w podbrzuszu, mimo pierwszego plamienia. Choć rozum wiedział, że nic z tego, serce tak bardzo pragnęło...

A wykres był taki piękny. Już tyle razy był piękny i nic z tego nie wynikało, ale człowiek za każdym razem wmawia sobie, że przecież teraz może być inaczej, że przecież teraz może się udać. Nie wiem już co myśleć. Wszystkie złote rady nie sprawdzają się w moim przypadku. Nie sprawdzają się cykle z mierzeniem, celowaniem w owulację, nie sprawdzają się cykle bez mierzenia, bardziej spontaniczne, nie sprawdzają się cykle urodzinowe, wakacyjne, nie pomaga nowa praca, nawał pracy, brak pracy, nie pomaga codzienne serduszkowanie, serduszkowanie co drugi dzień, spontaniczne, nie pomagają różne pozycje, różne witaminy, suplementy, nie pomaga pozytywne nastawienie, pozytywne afirmacje, nie pomaga zwątpienie, nie pomaga nawet modlitwa. Bez względu na wszystko, na to co zrobię i czego nie zrobię @ zawsze przychodzi.

Jest takie powiedzenie, że pewna jest tylko śmierć i podatki. Mam ochotę dopisać, że pewna jest tylko śmierć i podatki i to, że na koniec miesiąca dostanę okres.

Jest mi tak cholernie smutno, tak ciężko na sercu. Rano już prawie popadłam w otchłań czarnej rozpaczy, ale musiałam się jakoś pozbierać i iść do pracy. Podniosę się po raz kolejny, ale czy po tylu (32) nieudanych próbach mogę jeszcze na coś liczyć, mieć nadzieję?
Gdybym nie pocałowała klamki u profesora tydzień temu, może w tym cyklu miałabym znów jakieś leki, jakąś stymulację, a tak kolejny zmarnowany cykl się szykuje.

Jestem zła, smutna, rozgoryczona i nie mogę pojąć, że dla innych spłodzenie dziecka jest tak proste jak splunięcie. Nie wiem już jak mam się modlić, jak prosić, jakimi modlitwami, do jakich świętych. Mam ochotę zapytać dziewczyn którym się udało, jak to zrobiły, co zrobiły, że Bóg im pomógł. Ja już nie błagam o miłość, błagam o litość, o litość nad moim cierpieniem, nad moją samotnością.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2016, 22:11

ankaa81 nic dwa razy się nie zdarza...? 9 listopada 2016, 16:28

34 dc
Zrobiłam dziś kolejny test i oczywiście ten wczorajszy się nie mylił:) 2 kreseczki pokazał!

Balladyna Małe szczęście!! 9 listopada 2016, 17:07

21t5d

Wczoraj dużo zamieszania, wizyta teściów, zakupy, ciąg dalszy przeprowadzki, spóźnione pociągi i wydawało mi się, że Michalina się nie rusza. Dzisiaj od rana też bieganie, nadrabianie w pracy, załatwianie spraw na mieście - i też wydawało mi się, że cisza. Teraz intensywnie nasłuchuję i coś tam się rusza. Nie tak intensywnie jak zawsze, ale to jeszcze nie pora na Michalinkowe psoty.

Wczoraj cały dzień dochodziło do mnie, że będę miała córkę. Niesamowite. Marzenia się spełniają.

:) Dziękuję Wam za mile słowa, które są jednoczesnie dla nas wsparciem :)

Sosenka, z tego szoku to aż zapomniałam... A w USG nie mam opisane...

Komedia pomyłek.

Zauważyłam, że średnio raz na 1-2 miesiące zdarza mi się ciąg małych nieszczęść. Małych, bo są to problemy do rozwiązania. Nieszczęść bo wyprowadzają mnie z równowagi.

I co ciekawe, zdarza się to zawsze 1-2 dni przed owulacją. No żesz.

Zaczęło się od tego, że miałam pięknie poukładany plan dnia. Oczywiście napięty, bo stwierdziłam że jak zaplanuję sobie więcej rzeczy to nie będę myśleć o głupotach (brak czasu) a troszkę więcej zarobię, co jak wiadomo -zawsze się przyda.

Miałam jechać zrobić sobie paznokcie (robię tytany i przez 3 tygodnie mam spokój, a pracuję z ludźmi gdzie eksponuję jednak dłonie), a zaraz po ty trochę posprzątać swój gabinet (w sobotę ogarnęła mnie niemoc i stwierdziłam, że zdążę między klientami a paznokciami). Nie zdążyłam.

W momencie, gdzie byłam w 1/3 usługi związanej z paznokciami zorientowałam się, że brakuje mi kabla do sprzętu niezbędnego u mnie w pracy. Bez niego nic nie zrobię. Zastanawiałam się, czy ktoś mi go zakosił, czy po prostu został w domu. Chciałam dodzownić się do domowników, ale okazało się, że w tej oto chwili ZRĄBAŁ mi się głośnik w telefonie. I nic nie słyszę. Trudno, stwierdziłam, że jestem w miarę czasowa i wróciłam się do domu. W międzyczasie modliłam się, żeby klienci nie dzwonili masowo, dopóki nie wykombinuję zastępczego telefonu.

W czasie jazdy samochodem zaświeciła się rezerwa i straszyła pikaniem. Zgarnęłam kabel z domu i po drodze postanowiłam zatankować. Kiedy kończyłam mój wzrok zawisł na przednim kole i wtedy zorientowałam się że mam KAPCIA. Cholera, ile ja z nim jeździłam? Miałam coraz mniej czasu, paznokcie na wpół przygotowane, niepopsrzątany gabinet i kapcia. Zajebiście pomyślałam. I jeszcze ten zepsuty telefon. Postanowiłam zadzwonić do męża i opowiedziałam mu całe zajście - on mnie w końcu słyszał, ja go nie. Napisał tylko smsa, że już jedzie. Uff, kochany jest że uratował mi tyłek bo ja nie ufam swoim umiejętnościom odnośnie zmiany koła.
Zmienił koło, ale okazało się że w tym nie ma powietrza... Czasu coraz mniej. Musiałam poprzestawiać klientów, ale i tak poprzychodzili wcześniej. Cały dzień był na wariata, nawet nie miałam czasu normalnie zjeść.

Tłumaczyłam sobie, że nie mogę dać się sprowokować i stresować bo mi znowu prolaktyna skoczy. Przecież to są problemy przejściowe, do rozwiązania. W sumie czuję taką adrenalinę, że aż mi wydajność w pracy wzrosła.

Wieczorkiem wypiłam z Małżem po kieliszku wina i <3 bo z moim obserwacji wynika, że mam ewidentnie dni płodne. Nawet zaczęłam powoli ogarniać ocenę szyjki macicy. Wcześniej wydawało mi się to obrzydliwe, potem trudne. Na początku nie wiedziałam jak rozpoznać czy jest twarda czy miękka, a teraz już widać różnicę.

Dziś wieczorem mimo kolejnego męczącego i nieco stresującego dnia zamierzam dalej molestować męża. Bo a nóż widelec się uda. A jak się nie uda to będzie molestowany do oporu :D myślę, że nie będzie miał nic przeciwko.

Miru Wyczekany On ,teraz wymarzona Ona 24 października 2017, 01:20

Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy

kropka_ myśloodsiewnia 9 listopada 2016, 19:28

po dzisiejszej wizycie u gin. jestem więcej niż wkur... zdenerwowana. prywatny pakiet medyczny ma jak widać swoje wady i zalety. do zalet niewątpliwie mogę zaliczyć fakt, że ciąża kosztuje mnie miesięcznie tyle ile doładowanie telefonu. wszystkie wizyty, badania, USG - (jak dotąd) w cenie. ale wadą niewątpliwie jest to, że oni tam wszyscy działają jak automaty. jedna wizyta może trwać max. 20 minut i następna, następna, następna. myślę, że mój gin. jak sobie nie przeczyta to nawet nie ogarnia mojego imienia i że noszę pod sercem synka, a nie np. córkę.

no i dzisiaj było zupełnie do dupy. najpierw w ogóle olał temat, że przez kilka dni gorzej czułam ruchy i mimo mojej prośby nie zrobił USG, bo cytuję "nie ma czasu". poza tym on nie wie co USG miałoby mi dać. no kurde np. bym się trochę uspokoiła, a może nawet byłoby widać czy synek się (dajmy na to, chociaż nie daj Bóg) nie owinął w pępowinę. ale nie, ale po co. więc w sumie wizyta polegała przede wszystkim na tym, że wypisał mi kolejne zwolnienie, skierowania, sprawdził szyjkę i do domu.

z tego wszystkiego nie zadałam mu połowy pytań, które zapisałam sobie na kartce ku pamięci. trochę dlatego, że byłam wkur... zdenerwowana, a trochę dlatego że moją największą dolegliwość (ból/drętwienie palców u dłoni) w zasadzie zbył wzruszeniem ramion. co prawda coś tam powiedział, że to typowe, że trzeba przeczekać, a jak bardzo chcę to mogę brać takie i takie tabletki (wiedziałam!), a w ogóle to czego ja od niego chcę. poczytałam sobie trochę o tych tabletkach w internecie (Cyclo 3 Fort) i jak dla mnie to one są na obrzęki, ale już na bóle to nie i na razie nie kupuję. niezależnie zapisałam się do reumatologa i może on mi coś pomoże, oświeci w temacie, bo jak widać mój ginekolog się nie garnie. niestety wizyta dopiero pod koniec listopada.

po dzisiejszym dniu poważnie zastanawiam się czy jednak nie zmienić tego gin. pytanie tylko czy nie spadnę z deszczu pod rynnę, bo rozeznanie mam takie jak żadne. Mąż mówi (jesteśmy w kontakcie telefonicznym, bo znowu zwiał w delegację), żebym się przepisała do gin. z którego korzysta jego koleżanka z pracy, ale ja już z tego korzystam z polecania i co mi z tego przyszło? poza tym lokalizacja przychodni dla tego (potencjalnie nowego) gin. nie do końca mi pasuje, a Mąż nie zawsze jest w zasięgu, żeby zawieźć przywieźć, więc muszę jeszcze patrzeć jak dojechać, żeby po drodze nie urodzić (chociaż w przypadku ciąży to może nie najlepsza metafora).

mogę też spróbować inaczej/delikatniej, tj. zapisać się dodatkowo do przychodni na NFZ, bo w końcu po coś odciągają mi te składki (i to więcej niż kosztuje doładowanie telefonu). pewnie wizyta będzie nieprędko, ale zawsze to druga głowa/osoba, która rzuci na mnie okiem. jutro zadzwonię do przychodni szpitala w którym zamierzam rodzić i zapytam co oni na to? no, jak sobie to wszystkie pięknie opisałam/wyłożyłam to sama siebie przekonałam, że powinnam tak zrobić i to czym prędzej.

pocieszam się, że za równo dwa tygodnie mam trzecie z tych ważnych USG (ocena anatomii płodu) i może wtedy troszkę się uspokoję i odetchnę. tymczasem chętnie bym jakoś odreagowała dzisiejszą wizytę, ale tak się składa że jestem sama w domu i brakuje drugiego człowieka, na którego najpierw mogłabym sobie pokrzyczeć, a później po ludzku się do niego przytulić i wypłakać na jego ramieniu (czytaj Męża).


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2016, 19:28

Sunny Staraczka 9 listopada 2016, 20:49

Jak mi wczoraj DR. Ch. powiedział o torbieli 34mm to znowu zbierało mi się na płacz. Popłakałam się dopiero w domu, męża nie było, poczułam się strasznie samotna, nieszczęśliwa :(
Jeśli nie będę teraz w ciąży to przyszły miesiąc znowu antykoncepcja na wchłonięcie.
A to oznaczać będzie, że listopad stracony i kolejne starania dopiero w Grudniu. To dla mnie już za późno, nie zdążę w wymaganym terminie :(
Ja wiem, że to głupie, że nie powinnam myśleć w ten sposób ale nie wyobrażam sobie żebym przy ewentualnej ciąży miała zostać bez pracy, bez środków do życia. A tak się stanie jeśli nie zajdę w ciążę jeszcze w tym roku.. :(

Wypadałoby coś napisać, bo u nas trochę się dzieje.

Jutro zaczynamy 19 tc, a od ostatniej wizyty wiemy już, że czekamy na naszą wymarzoną córeczkę Zosię <3
30.11.2016r. widzimy się na usg połówkowym i już obgryzamy pazury z nerwów czy wszystko będzie ok :)


Nastrój ostatnio u mnie bardzo kiepski :( Nasze pierwsze kocie dzieciątko bardzo się rozchorowało, diagnoza zwaliła nas z nóg, okazało się, że walczymy z przewlekłą niewydolnością nerek. Niestety po niewiele ponad tygodniu walki przegraliśmy ją i dla dobra naszej kotki musieliśmy podjąć decyzję o pożegnaniu ;( strasznie to przeżyliśmy i nadal trudno jest nam się pozbierać...Trochę za dużo smutków ostatnio w tym przecież szczęśliwym czasie...

Brzuchol rośnie, mała zaczyna dawać znać, że tam w środku jest, ja czuję się póki co bardzo dobrze :) Oby teraz mniej smutków, więcej szczęścia i do przodu!! <3

Bella2839 Pozytywne nastawienie :) 10 listopada 2016, 08:41

Ciąża rozpoczęta 11 października 2016
Po prostu szczęście i to wielkie szczęście :) uśmiech nie schodzi mi z twarzy... Mąż przeszczęśliwy. A teraz skupiamy się na dziecku i na mnie żeby wszystko było dobrze :) :) :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2016, 08:41

No i tak jak myślałam - znikam z fioletowej strony : beta 75,030.

Jeszcze nie tym razem.

doczekaliśmy się kolejnego aniołka.

chcebardzobycmama Nie poddam się. 20 lipca 2017, 14:31

Dziś weszliśmy w 29tydzień. Czas zapisać się do szkoły rodzenia :)
Mały od tygodnia jest aktywniejszy i jego ruchy są mocniejsze :) czasami sie zastanawiam kiedy on śpi .

waśnie moje serce zostało połamane po raz kolejny tylko tym razem nie ma już czego zbierać... brak tętna...zabieg w środę...

Ciąża zakończona 9 listopada 2016

Justya85 Z nadzieją.... nr 2... 9 listopada 2016, 21:09

A więc trochę o moim cyklu :)
Dzisiaj jest 26dc. nie wiem dokładnie kiedy była owulka.
13dc miałam pozytywny test owulacyjny (w poprzednim cyklu gdzie miałam monit dopiero w 3 dobie po pozytywnym teście owu miałam owulacje faktyczną.
od 18dc mierzyłam dopiero temp bo mi córa chorowała i budziła się rano a od 18dc temp jest wysoka.
Dzisiaj robiłam test ciążowy (tylko ten 25) i oczywiście negatywny.
Z objawów innych niż zawsze, mam dziwne piersi, bolą mnie sutki bardziej i tak do środka a zawsze mi się rozwalało bolały całe. Spadek apetytu od jakiś 2 dni a wczoraj miałam taką kropkę krwi na majtkach.
Emocje jeszcze opisze :) - szlak mnie trafia z tym czekaniem, normalnie to jest najgorsze co może być,. tyle czekania, kto to wymyślił?muszą coś opatentować żeby to wcześniej było wiedzieć można a nie dopiero na @.
Przy pierworodnej w 27 miałam bladziocha więc jutro liczę na cud! :)

Nadiii Kiedy życie staje się tęsknotą.. 9 listopada 2016, 21:55

Dziękuję Ci Córeczko, że mnie uspokajasz. Od soboty martwiłam się o Ciebie, byłam taka niespokojna bo nie czułam Twoich ruchów. Przecież lekarz na wizycie uspokoił, że wszystko ok, ale cały czas się martwię. Tak bardzo chciałabym mieć Cię już w ramionach! Wczoraj nie byłam pewna czy to Twoje ruchy. Dziś długo się wsłuchiwałam przykładałam Ci do brzuszka głośniczek z piosenkami dla dzieci natali kukulskiej aby troszkę Cię pobudzić. Za to wieczorem dałaś mi mocne znaki o sobie i za to Ci Dziecino tak bardzo dziękuję! Uspokoiłaś mnie! Jeszcze tylko kilka dni i następna wizyta już w poniedziałek. Tym razem drugie badania prenatalne, ale tym razem będę spokojniejsza, bo na ostatniej wizycie lekarz potwierdził, że wszystko dobrze. Już niedługo zaczniemy kompletować wyprawkę dla Ciebie. Nie mogę się doczekać!

Bella2839 Pozytywne nastawienie :) 9 listopada 2016, 22:32

Coś czuję że chyba za wcześnie się cieszyłem, mam przeczucie ze @ jest już za rogiem.

efta historia jak ich wiele... 9 listopada 2016, 22:40

4 dc

od 3 dni chodzę do dorywczej pracy. Moi wspaniałomyślni rodzice postanowili nam pomóc. Z kasą u nas kiepsko. Nie ma co ukrywać. Ja w tym miesiącu otrzymałam ostatnie pieniądze. Z dniem 30 listopada moja umowa o pracę wygasa, a wiec koniec macierzyńskiego, nie mam możliwości wrócic do pracy. W zawiązku z tym, że nie chcemy naszej latorośli , pierwszej, upragnionej, wychuchanej oddać do żłobka postanowilismy, że dopóki nie pojdzie do przedszkola bedzie w domu ze mną. (nie to, że chcę być nad opiekuńcza czy coś, ja tam uważam , że dziecko powinno być wśród równieśników ale póki damy rade to siedzi ze mną w domu, a potem w wielu 3 lat idzie do przedszkola).
A więc wracając do wcześniejszej wypowiedzi poszłam do dorywczej pracy. Moi rodzice wykonują rękodzieło w postaci mebelków dla lalek. Cuda same.łóżka, narożniki, fotele, stoły, kuchnie, sypialnie , itp. Niestety wszytko jest bardzo pracochłonne. Drobiazgowe, pochłaniające mnóstwo czasu. wykonane z drewna, tapicerowane materiałem. Teraz sezon jest na zabawki, wiec nie wyrabiają się z zamówieniami. Poprosili mnie o pomoc, Ja tą pracę uwielbiam, już jako dziecko im pomagałam. Oni to tacy wykonawcy z historią są.
A wiec dłubie, kleje, wycinam, prasuje.
W zależności jaką moj mąż ma zmiene pracy to ja się dostosowuje do opieki nad dzieckiem i do pracy.
Brzydko to teraz zabrzmi ale ciesze się, że mój mąż zajmie się naszym dzieckiem kiedy ja bede miała ciszę i spokój ;)
ps. dla chętnych wyślę link na priv do allego z naszymi zabawkami. ja tam jestem z nich dumna. A najlepsze jest to kiedy mamy w moim wieku kupują te zabawki dla swoich córek, bo one się nimi bawiły i chcą żeby ich córeczki bawiły się tym samym .
o staraniach jakoś nie myślę. pogadziłam się ze stratą. wiem że znów bede w ciązy, to tylko kwestia czasu. najlepiej to głowę zająć czymś innym.
zabawa w elfa i robienie zabawek . teraz to pochłania mój zbędny czas ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2016, 09:30

12 dc... coś bym napisała, ale w sumie nic ciekawego się nie dzieje. Czekam na owulacje...aktualnie brak jakichkolwiek objawów zwiastujacych jej pojawienie się..No ale jest jeszcze czas, moja owulacja zazwyczaj wypada na 19-20 dc..a więc jeszcze tydzień czekania. Nie lubie tej połowy cyklu...bo zawsze jest ta niepewność i ten strach czy w ogóle będzie owulacja, czy oby w terminie, czy się nie przesunie..czy trafimy idealnie z ❤... itd itp. Ja już wolę być po owulacji i tylko czekać :) Nie stresować się bo i tak będzie to co Bóg zaplanował, ja już mogę wtedy tylko czekać.
Tak bardzo bym chciała, żeby w tym cyklu się udało...Tak bardzo bym chciała mężowi sprawić na te święta najpiękniejszy "prezent" w życiu...

.......
Jezu ufam Tobie...

4+4


Dzisiaj po pracy lece na bete i progesteron.
Wyniki powinnam miec po poludniu na necie, jezeli ich nie bedzie to dopiero w poniedziałek sie dowiem... :/

Jutro korzystajac ze mam dobry humor planuje isc po kozaki na plaskiej podeszwie :)

Hmm...
Wczoraj pisalam z moim D. na temat malenstwa.
Jest przeszczesliwy :) sam chcialby juz zebym byla po wizycie ale niestety musi czekac tak jak ja :)

Dawno go takim szczesliwym nie widziałam a raczej slyszalam bo zobaczę go pewnie w weekend jak przyjedzie jezeli bedzie mial wolne...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)