omii Maluszek 23 listopada 2016, 10:20

Miesiąc 4, dc 41

Wczoraj nie dałam rady, mój narzeczony w delegacji, rozkleiłam się. Nienawidzę kiedy nie ma Go przy mnie, wtedy najgorsze myśli mnie nachodzą. Tyle się naczytałam o tej chorobie, że boję się że mogę nie zajść nigdy w ciąże.

W piątek luteina przez 10 dni, @ i zaczynamy nowy cykl z badaniami krwi i usg.

Chcę żeby było dobrze.
Chcę żeby było dobrze.
Chcę żeby było dobrze.
Chcę żeby było dobrze.

Tendencja spadkowa temperatur chyba ma się ku upadkowi brak nadziei 13 nie będzie szczęśliwa:(

Jeszcze dzis sie dowiedzialam ze kolezanka z biura urodzila synka zaszla w pierwszym cyklu gdzie ja juz sie staralam wtedy od 5 miesiecy ona urodzila a ja dalej sie staram:(


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2016, 08:40

7 tydzień 6 dzień
Jutro zaczynamy kolejny tydzień, a za niecałe 3 tygodnie wizyta <3
Mdłości trochę zelżyły i w końcu normalnie funkcjonuję, ale za to piersi..masakra. Jak bolą! I non stop mam pełny pęcherz. Dobrze, niech dzidziuś rośnie :)
Ostatnio wkręcałam sobie, że może coś jest nie tak, że mdłości trochę ustępują, ale powiedziałam sobie STOP! Nie świruj! Po prostu się ciesz, bo później jeszcze wrócą i ci się odechce.
W sobotę jadę z mamą poszukać dla mnie sukni ślubnej i aż mi się nie chce..ale jakoś dam radę.
W końcu czuję, że wszystko będzie dobrze, że się uda i w lipcu przytulę swoje maleństwo <3

marianna Brakujący kawałek 4 listopada 2016, 20:12

Ciąża rozpoczęta 29 kwietnia 2017

Ineczka Zieloną staraczką być 19 listopada 2017, 18:37

Wczoraj napisałam prawie wszystko co chciałam nacisnęłam jakiś klawisz i wszystko poszło się wietrzyć więc zaczynam dzisiaj od nowa. Wracamy do badań (wyżej wymienionych), które miałam zrobić i zabrać do ginekologa. Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się,że moja droga do macierzyństwa nie będzie taka prosta jak mi się na początku wydawało a niektóre wyniki nie są w normie. Napiszę poniżej moje wyniki może komuś pomogą :)
- Tsh 2,76 mlU/
- estradiol 111,4 pmol/l
- Fsh 5,8 mlU/ml
- Lh 10,5 mlU/ml
- prolaktyna 875,1 mlU/l
- glukoza 5,78 mmol/l
Na wizytę udałam się 10dc zrobiono mi cytologię, Usg dopochwowe okazało się, że mam sporo drobnych pęcherzyków ułożonych jak koraliki i powiększone minimalnie jajniki.Mimo, że był to już 10 dzień cyklu ani na lewym ani na prawym nie było żadnego dominującego pęcherzyka oraz śluzu płodnego zaleciła ocenę owulacji czyli monitoring miałam się zgłosić za tydzień, żeby zobaczyć czy jakiś pęcherzyk się pojawi. Ginekolog stwierdziła, że obraz Usg wskazuje na PCOS,ale nie będzie mnie póki co straszyć bo trzeba zrobić dodatkowe badania, ponieważ na taki obraz jajników oraz ich wielkość może mieć wpływ długoletnia antykoncepcja. A podobno dobrze dobrane tabletki czy plastry nie powinny nam niczego blokować i płodność wraca od razu. Mimo, że przed dobraniem antykoncepcji miałam robione badania więc zostały one odpowiednio dopasowane dzisiaj wiem, że nieźle rozwaliły mi cykle oraz gospodarkę hormonalną.Mam spory dystans do osób, które twierdzą, że płodność i wszystko wraca od razu. Czasami tak i nawet w pierwszym cyklu ponoć istnieje duże prawdopodobieństwo bliźniaków jak wszystko się nagle odblokuje , ale w większości trwa to trochę dłużej u mnie zanim wszystko wróciło do normy minął ponad rok.Wracając do wizyty. Zrobiła mi jeszcze usg piersi wszystko ok. Przeszłyśmy do analizy wyników. Tsh niby w normie, ale dla staraczek za duże.Zapytała czy w rodzinie nie ma problemów z tarczycą niestety mama ma Hashimoto a dziadek niedoczynność więc od razu skierowała mnie do endokrynologa z kolejnym pakietem badań:tsh,ft3,ft4,antyTpo,anty Tg, z tymi wynikami miałam się udać do endo. Prolaktyna kosmos dużo ponad normę nie wiedziałam jeszcze wtedy czy mam owulację czy taki wynik ją blokuje. Wystawiła mi receptę na Norplorac jest to lek na prolaktynę często lekarze dają Bromergon,ale z racji tego, że pracowałam w przedszkolu musiałam w ciągu dnia funkcjonować a po bromku dużo kobiet się źle czuje. Niestety spora różnica w cenie, ponieważ Norplorac na miesiąc to koszt 150zł, ale co zrobić. Glukoza wynik podwyższony często przy PCOS czyli zespole policystycznych jajników w parze idzie insulinoporność więc musiałam to sprawdzić zwłaszcza, że cukier był podwyższony. Miałam zrobić krzywą glikemiczną i insulinową pobranie dwupunktowe na czczo i po 2 h. Estradiol w normie, ale szału nie było. Lh i Fsh niby w normie,ale okazało się, że tutaj nie liczą się normy tylko stosunek Lh/Fsh u mnie wyszło 1,8 powinno być w okolicach 1. Wynik powyżej1 może oznaczać PCOS co już sobie ołówkiem w mojej karcie napisała a wynik poniżej 1 o rezerwie jajnikowej. Możecie się domyśleć z jakim humorem wróciłam do domu wysoka prolaktyna,tsh czytałam o PCOS i wiedziałam, że kobiety zachodzą z tym w ciąże, ale nie jest to takie proste jeszcze do tego jak dojdzie mi IO czyli insulinooporność będzie bosko. Wróciłam do domu i od drzwi rozpłakałam się jak bóbr mąż nie wiedział co się stało. Wszystko mu wyjaśniłam przytulił powiedział, że będzie dobrze i damy radę wszystko wyregulujemy. A no i jeszcze brak pęcherzyka dominującego w 10dc, gdzie już coś powinno się pokazać a tu wielka d... na lewym i prawym. Umówiłam się do ginekologa 17dc oraz endokrynologa oczywiście prywatnie na NFZ czas oczekiwania na nedo 2 lata super co miesiąc pobierają mi składki a do każdego lekarza trzeba iść prywatnie szkoda gadać. Do ginekologa też chodzę prywatnie nie każdy może sobie pozwolić na dzień urlopu (nie będę się płaszczyć przed pewnymi osobami, które wszystko muszą wiedzieć i każdemu w pracy rozpowiadać) i o 10 siedzieć pół dnia z babciami, które przyszły sobie do ginekologa pogadać. Kończę na dzisiaj maż wrócił trzeba się nim zająć:)

Więc .....
Jesteśmy po drugiej wizycie u dr i u Instruktorki. Kończę obserwacje drugiego cyklu.
Zalecenia:
Ja:
Euthyrox N50 na tarczycę
Ovarin + Devikap
słaby progesteron i endometrium - luteina w II fazie cyklu przez 10 dni
problemy z owulacją - stymulujemy - Lametta w 3 dc 3 tabl.
Antybiotyk 10 dni
Mąż:
Bakterie w nasieniu - antybiotyk 30 dni
Fertilman Plus + Omega3 (2 gr.) + Liponexin (przeciwutleniacz)
Skierowanie na badania hormonalne.
Kolejna wizyta w marcu. Szukamy przyczyny u męża złej ilości, ruchliwości i morfologii plemników. Na razie dr. nie jest w stanie ocenić czy jest to odwracalne - chodzi o morfologie.
cd. walczymy ...
Jeszcze za wcześnie ale kiedyś zapytam pana dr czy dalsze leczenie ma sens skoro nie widać efektów. Kochać będziemy się co 2 dni na koniec dni tylko w te dni o najlepszej jakości śluzu - z uwagi na obniżoną płodność.
Może Bóg nie zaplanował dla nas dziecka i nasza rola ograniczy się do bycia tylko małżonkiem.

Zuzaczu Doczekać się i nie zwariować... 23 listopada 2016, 13:00

@ się zbliża czuję to...kurwa mać!

4 dzień cyklu.

Leżę już na oddziale ginekologii.

3 dniowe diagnozowanie.

może coś wyjdzie w tej krwi, siusiach itp.

2 dc, zaczęłam 5cs

No więc zgodnie z moimi przeczuciami @ przyszła wcześniej. No i dobrze, i tak czułam że ten cykl jest stracony.
Mierzenie temperatury jest dobre, pozwala zaoszczędzić kasę na sikańce - kiedy wiem, że tempka spada -nie sikam na test ciążowy, nie szukam drugiej kreski wpatrując się pod światło, nie robię sobie nadziei do ostatniej chwili i nie wylewam morza łez. W zeszłym cyklu było mi bardziej przykro, niż teraz.

Prawdopodobnie moja tarczyca potrzebuje trochę czasu na wyrównanie, dopiero od 1 cyklu biorę letrox. I serio, szanuję to.

Niemniej w tym miesiącu mam dziwne przeczucie, że było blisko. Kilka dni po owulacji napierdzielał mnie brzuch jak nigdy, miałam jednorazowe plamienie (klasyczna smuga różowej krwi). Może zarodkowi nie udało się zagnieździć? Podobno w 50% przypadków to się nie udaje. Cóż, przyroda, selekcja naturalna. W końcu każda kobieta chce urodzić zdrowie dziecko.

Poza tym cieszę się, że nastał nowy początek cyklu bo od razu czuję się lepiej (oczywiście po przyjęciu odpowiedniej dawki tabletek przeciwbólowych).

Dziś skończyłam pracę o przyzwoitej porze (rzadkość u mnie i wykorzystałam ten czas na uzupełnienie zakupów spożywczych). Wykupiłam pół arsenału warzyw w LIDLU. I trochę się zdziwiłam, jak świeża makrela okazała się być makrelą ROZMROŻONĄ. Kupiłam więc świeżego dorsza. Zrobię Mężowi na obiad, o męże trzeba dbać.
Serio stwierdziłam, że trzeba dietę urozmaicić. Dla samego samopoczucia, bo uważam z rozżaleniem że dieta na wpływa na zdolność poczęcia - z moim obserwacji tak wynika.


No więc postanowiliśmy z Mężem, że robimy Syna. Sprawdzę, czy to ściema z tą szybkością plemników X i Y. Z tym, że Syna ponoć trzeba robić w samą owulację. Z życia znam przypadki kobiet które eksploatowały swoich mężów przez cały cykl i rodzą same dziołchy.

Tak więc trzeba będzie się wyposażyć w testy owulacyjne. I próbować. I próbować. Do oporu!

Mam już dość tego tygodnia. Jestem pasnięta .
Ostatnio soę tyle napatrzyłam na małe dzieci,że wystarczy mi na ten rok i następny .
Byłam u przyjaciółki ma 8miesiecznefo synka. Fajny chłopczyk ,uśmiechał się tak do mnie . Dziś rano zajechałam do siostry ,a ona ma 3miesieczna corę;) też się uśmiechała do mnie. Cudowne dzieciaki, chyba lubią mnie;) chociaz z drugiej strony mam juz dosc patrzenia na czyjes dzieci . Gdzie nie pojde ram rodzice z malymi dziecmi, gdzie sie nie obejze tam wozki i ciezarne .. Tez chce miec przy sercu sqoje male,wielkie szczescie.

Już pojutrze wizyta w klinice :) Widzę, że mąż jest w 100% zdecydowany na tego dawcę, oboje wiemy że niesie to ze sobą jakieś pytania i trudności na przyszłość ale podchodzimy do tego jak do sprawy którą trzeba jakoś ogarnąć i rozwiązać, co mnie w sumie bardzo cieszy. Cieszy, bo nie ma (szczególnie ze strony małża) żadnego "jeśli" ani "czy w ogóle" tylko rzeczowe "jak to zrobimy". No a u mnie oczywiście zawsze pytanie "kiedy" ;) Mam nadzieję, że uda się na wiosnę. Duzo zależy od tego, jakie koszta doktorek oszacuje na wizycie.
Zdecydowałam, że 2-3 miesiące przed inseminacją zacznę pić inofem. Na pewno nie zaszkodzi, a może pomoże jakoś. Odżywiam się dość zdrowo ale może uda mi się włączyć w dietę więcej zielonych warzyw. Chciałabym też zacząć ruszać te moje cztery litery ale tak szczerze mówiąc, nie mam na to siły. Pracuję praktycznie od rana do 18/19 i potem już mi się po prostu nie chce wychodzić na żaden aerobik, ale może zmotywuję się chociaż do basenu raz w tygodniu.
Trochę mi szkoda, że nie będziemy podchodzić 3 raz do ivf ale wiem, że to raczej nie ma sensu. Doktorek jeszcze przed pierwszą próbą powiedział, że z takim nasieniem może się nie udać i te dwa nieudane podejścia niestety to potwierdzają.
Terapia działa, wiele rzeczy udało mi się w głowie ułożyć, nad częścią ciągle pracuję. Najważniejsze, że wróciła mi wiara i ekscytacja nawet :)
będzie dobrze, musi być :)

Buko Wrzucić na luz i czekać na cud 23 listopada 2016, 16:39

Dawno nic nie pisałam, ale co tu pisać jak nic się nie dzieje. Mieliśmy robić w tym miesiącu iui, ale znowu posiew na to nie pozwala i mimo, że bakteria nie jest groźna i normalnie się jej nie leczy To ja muszę brać antybiotyk, żeby uzyskać jałowy posiew. Tak więc o kolejny miesiąc wszystko się przesuwa, ale już się nauczyłam, że uzyskanie ciąży wymaga cierpliwości.
Poza tym wyniki męża z jednej strony sie poprawiaja, a z drugiej pogarszają. Na najbliższe 3 miesiące mąż ma pokaźny zapas lekow przez co w aptece zostawiłam majątek, ale jeśli pomogą to nawet nie będzie żal. I co ciekawe, zrobiliśmy na własną rękę sporo badań u męża i jeden dr mówi że są ok, a drugi że hormony za niskie, więc chyba zostaniemy przy chodzeniu do dwóch lekarzy, to przynajmniej będzie porownanie.

4t 1d
Jeszcze nie wierzę, że jestem po tej stronie (i już tu zostanę na jakiś czas, nigdzie się nie wybieram).
21 listopada zrobiłam badania krwi, oto wyniki:
Beta HCG - 159,9 U/l
Progesteron - 124,6 nmol/l
Dzisiaj zrobione drugie badania i czekam za wynikami :)
Mam nadzieję, że będą ok. Na wizytę zapisałam się dopiero na 21.12 bo lekarz nie miał wcześniejszych terminów. Jadę do niego dzisiaj to może coś uda mi się przyspieszyć. Stwierdziłam że póki on nie powie że naprawdę mamy Bąbelka to nie powiemy nikomu.
Mój już oszalał :) Nie każe mi nic robić, posprzątał dom, poprasował pranie, ugotował na najbliższe dni obiady :) Fajnie i przyjemnie że tak o nas dba :)
Jak będą wyniki to napiszę.

Sto lat mnie nie było tu. tzn jestem, podczytuję, ale nie chce mi się pisać, choć jest tyle spraw wartych upamiętnienia!

Zosia - półtora roku
Bliźniaki - 16 tc

Zosia nadal mało gada, mówi Mama, Tata, Tak i Nie. Siostra uparcie uczy ją Ciocia i wychodzi TiaTia lub TaCia ale to już blisko:)

Lubi tańczyć, lubi gonić i być goniona, lubi zabawy z Tatusiem - w wojsko (wykonywanie razem komend padnij! powstań!), noszenie na baranach, huśtawki na nogach, wszelkiego rodzaju samolociki itp.

Z Mamusią wiadomo - żadnych fizycznych aktywności, ze mną czytanie książeczek, zabawa klockami, pociągiem i torami z ikei, piasek kinetyczny, dopasowywanie elementów etc.

Słynąca z ogromnego apetytu na parę dni Zosia nagle się odmieniła - i zaczęła wybrzydzać, momentami jeść jak ptaszek (jak na nią) Połączyłam to jednak z niemal całą dłonią wsadzoną non stop do buzi i zwalam na zęby - obstawiam trójki. Jednakże trójek ni widu ni słychu, a apetyt jakby wraca.
Dziś na śniadanie zjadła sama jedna do kanapek całego pomidora(!) Może te zęby tak falami będą męczyć?

Zosia ma jedną drzemkę w ciągu dnia, wciąż do zasypiania potrzebny jest smoczek. Niestety. Ma wyciągnięte szczebelki z łóżeczka więc zasypianie jest trudniejsze, bo lubi uciekać. Do tej pory szczebelki były, Zosię do łóżeczka się odkładało, gasiło światło, wychodziło i już. Zasypiała sama. Teraz trzeba posiedzieć z nią w pokoju, bo inaczej wychodzi milion razy i przybiega do pokoju gdzie jest Mamusia i Tatuś:) Drzemka trwa najczęściej 1,5 h ale jeśli jest zmęczona, miała przedpołudniem fajny spacer albo źle spała w nocy, potrafi przespać max do 3 h. Ale to rzadko.

Budzi się ok 9, mam wrażenie że jej naturalny rytm bliższy jest 8, długo tak funkcjonowała, i jak czułam się dobrze to tak wstawałyśmy, ale przez mdłości poranne, bardzo silne, troszkę zmieniłam dzień i Zosia śpi dłużej, dzięki czemu i ja przesypiam trudny dla mnie czas.

Bo... tak tak. Mam mdłości nadal.
Ja słyszałam że z bliźniakami jest gorzej no ale to masakra. 16 tydzień ciąży a ja rzygam CODZIENNIE. z Zosią wymiotowałam do 14 tyg, i to co drugi, trzeci dzień, a teraz codziennie.
Sił nie mam, TSH mi skacze, (pocz ciąży 3.6 potem spadek do 0,2, teraz znów 3,1) jestem senna potwornie, i niemal codziennie muszę mieć drzemkę w ciągu dnia.
Brak mi energii, szczególnie w sklepach, jest jakaś masakra, mam jakąś ochotę połazić coś kupić to nie, wytrzymuję max 7 minut i muszę uciekać, bo świat wiruje, niedobrze mi, itd. Tak samo dramaty w kościele:(

W ciąży pierwszej było tak, że I trym był trudny, mdłości, wymioty, stres, strach, bóle brzucha. II był jak marzenie - sporo energii, czułam się kwitnąco, brzuszek kopał delikatnie...:)
i III to znów dramat - hemoroidy, opryszczka i jakieś choróbsko, brzuch bolał od kopniaków, spać nie mogłam i znów bardzo bez sił etc.

Teraz mam wrażenie jakbym z pierwszego trymestru przeszła prosto do trzeciego - chyba że te siły jeszcze kiedyś przyjdą?

Dzieciaki rosną i są zdrowe. Na płeć jeszcze za wcześnie, wg mojej doktorki, i Jej ufam. Wg Doktorka z nfz-tu nie ma rzeczy niemożliwych, już w 13 tyg obstawiał chłopaka, "a drugiego nie widać", a w 15 już był pewny dziewczyny "a drugie się schowało". :) dla mnie wróżenie z fusów na tym etapie:P

LadyRuuU Wiedźmi notesik ;) 23 listopada 2016, 17:32

Luduuuu!
Jestem żywą maszyną do pochłaniania! Pożeram ogromne ilości wszystkiego!
Jakie są tego oczywiste następstwa nie trzeba chyba pisać ale pomijając coraz to bardziej wydatną oponkę i boczki męczą mnie wzdęcia, przepchany żołądek, gazy i....przeraźliwa zgaga!

Serio ta zgaga jest chyba najgorsza!


Dziś zrobiłam kolejny test ale był jeszcze bardziej "tajemniczy" niz poprzedni. Zdecydowałam że z testom "facelle" zdecydowanie podziękuję, jutro zrobię pink`a 10 i do tego pójdę na betę dla pewności.

Chcę mieć pewnośc o ostatnio już świruję. kiedy rano czeka mnie testowanie budzę się około piątej rano i z podekscytowaniem czekam do ok.6 aż D. wstanie i pójdzie do pracy żeby biec do łazienki i testować...

ehh..

Wyniki z dzisiaj:
Beta HCg - 356,9 U/l
Progesteron - 113,50 nmol/l


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2016, 21:22

kropka_ myśloodsiewnia 23 listopada 2016, 18:03

dzisiejsze USG absolutnie nie podniosło mnie na duchu. okazuje się, że "miedniczki nerkowe w górnej granicy normy" o których zdążyłam już zapomnieć od ostatniego badania są teraz dwa razy większe niż życzyłyby sobie normy i tego się już nie da zbagatelizować. ponieważ po wizycie konieczna była natychmiastowa konsultacja z ginekologiem, a mój przyjmuje w innej lokalizacji (i po weryfikacji na recepcji miał już wszystkie godziny na dziś zajęte), to idąc za radą położnej umówiłam się do dostępnego lekarza w miejscu badania. niestety mimo szczerych chęci gin. "w ramach abonamentu" mógł mi zlecić tylko powtórzenie badania na podobnym sprzęcie, tylko przez innego specjalistę i w innej lokalizacji (umówione na jutro), a dalej jakby to delikatnie powiedzieć radź sobie człowieku sam. żadnych twardych zaleceń, które dadzą mi poczucie, że robimy coś, żeby pomóc mojemu dziecku, a nie tylko drepczemy w miejscu. oczywiście nie obwiniam tego lekarza, bo naprawdę bardzo dobrze nas przyjął i naprawdę zrobił co mógł, plus poradził co robić dalej już poza abonamentem. i tak za jego sugestią jestem już umówiona w Instytucie Matki i Dziecka na tzw. poszerzoną diagnostykę (termin 30/11/br.), plus prywatnie w innej lokalizacji (na 5/12/br.) u (podobno) wybitnej specjalistki (prof. dr hab. n. med.). badanie prywatne nie będzie tanie (ok. 500 zł), ale jest szansa, że gin. do którego wybieram się w najbliższy poniedziałek ramach NFZ da mi na nie skierowanie, to wtedy unikniemy tych kosztów.

podsumowując: najbliższe dwa tygodnie będą obfitowały w liczne wizyty, badania, weryfikacje, i daj Boże, żebym na koniec usłyszała, że dmuchaliśmy na zimne. niemniej w skrajnym przypadku i tego gin. nie ukrywał, zalecenia mogą być takie, że konieczne będzie wcześniejsze rozwiązanie, żeby pomóc dziecku. co prawda wczoraj napisałam, że mam przeczucie, że urodzę wcześniej, ale zupełnie nie to miałam na myśli. chyba nie muszę dodawać, że wszystko to razem do kupy mega mnie dobiło i co chwila tylko ryczę i wyrzucam sobie, że zbyt łatwo przyjęłam postawę gin. prowadzącego, który zbagatelizował te miedniczki na etapie kiedy były tylko w górnej granicy normy.

zresztą a propo mojego gin. prowadzącego to po dzisiejszym dniu, który przelał czarę goryczy zdecydowałam się na zmianę, właśnie na tego gin. z dzisiaj. nie omieszkałam też napisać temu już "staremu" gin. (a w zasadzie to odpisać, bo po zapoznaniu się z moimi wynikami otrzymałam wiadomość, że prosi o PILNY kontakt, lub umówienie wizyty), że już nie będę do niego przychodziła, bo jestem niezadowolona i przestałam czuć się bezpiecznie w kontekście własnego zdrowia, a przede wszystkim zdrowia mojego dziecka.

z innych pomniejszych uwag, to wg badania USG łożysko jest nieco starsze niż powinno, przy czym pani, która robiła to badanie nie napisała tego później w wyniku, więc lekarz nie miał jak/czego skomentować, muszę o to zapytać jutro na ponownym USG. dalej też do końca nie wiadomo czym jest biały pasek pod pępkiem, bo pani od USG twierdzi, że to zwykłe przebarwienie, a już dzisiejszy gin. że to może zaczątek przepukliny. już nie wspomnę o "starym" gin. który na zapytanie elektroniczne napisał, że jest to sprawa dla dermatologa. szkoda (kurde!), że nie dla reportera.

na domiar wszystkiego złego Mąż dzisiaj znowu wyjechał w delegację i co prawda wraca jutro wieczorem, ale w przyszłym tygodniu kroi mu się kolejna, dokładnie od poniedziałku do piątku! dzisiaj co prawda był jeszcze ze mną na tym USG i w zasadzie to dzięki jego obecności jakoś się trzymałam i nie rozkleiłam do reszty, ale jutro i w przyszłym tygodniu będę już zdana tylko na siebie, a mi coraz ciężej poruszać się komunikacją miejską, ale wszystko wskazuje na to, że nie będę miała wyjścia.

Nigdy nie byłam zbyt dobra w pamiętnikach.

1dc
Nowy cykl - okres + przeziębienie (przejęte po M...) zestaw nie do pobicia. Nie wiem co w tym cyklu, czy mierzyć i obserwować co się da, czy zwyczajnie przeżyć to jakoś i liczyć, że organizm się wyprostuje na lekach. Do akcji wkroczyły estrogeny i progesteron. Narazie bez stymulacji.

Chciałabym zobaczyć te dwie kreski - a potem od wizyty do wizyty - byle małymi krokami do przodu.
Rodzina to moje powołanie/przeznaczenie/sens życia. Nie przestanę marzyć o dziecku. Wiele mogę znieść, byle udało się urodzić i wychować wartościowego człowieka.

Listopad jest do dupy.

Liczę na cud.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2016, 09:17

15 dc - 2IUI!

Wczoraj wieczorem przed pójściem spać poczułam okropny ból po lewej stronie podbrzusza promieniujący na lewa stronę pleców i krzyż. Początkowo nie wiedziałam co to może byc, ale pozniej przypomnialam sobie, ze podobny ból czułam juz kiedyś, dokładnie 2 miesiące temu. Szybko skojarzyłam ze wtedy ten sam ból rownież czulam w środku cyklu, ale wtedy powiązałam to z kilka dni wcześniej wykonanym HSG. Teraz nie miałam watpliwosci ze musial to byc ból okoloowulacyjny. Nie wiem skąd nagle pojawiły mi sie takie bóle podczas owu z lewego jajnika, ale niestety są i to na prawdę bardzo nieprzyjemne. 2 miesiące temu z powodu tego bólu cały dzien byłam nie do życia, na uczelni chcieli do mnie wzywać pogotowie, ale na szczęście przeleżałam to i następnego dnia samo przeszło.
Poczytałam trochę wczoraj na temat tych bóli i jak ze wszystkim nie ma jednoznaczych informacji na ten temat. Nie wiadomo czy ból występuje w momencie występowania owu (wątpię) czy przed czy po. Myśle ze wszystkie opcje sa mozliwe. Całe szczęście wczorajszy ból trwał duzo krócej niż 2 miesiące temu.

Rano po przebudzeniu po bólu nie było śladu i podeszliśmy do drugiej inseminacji. O 9 przyjechaliśmy do kliniki, mąż poszedł oddać nasionka, a ja na usg.
Na usg okazało sie ze pęcherzyk juz pękł, powiedziałam lekarzowi o bólu poprzedniego wieczoru, lekarz na usg nie widział jeszcze ciałka żółtego tylko płyn w zatoce douglasa i stwierdził ze owulacja była dopiero co więc możemy spokojnie przystępować do IUI. Cieżko powiedzieć czy owu była mniej wiecej w tym samym czasie kiedy mnie bolało czy pozniej w nocy, pozostaje mieć nadzieje ze pozneij w nocy. Wiadomo im pozniej tym lepiej :)
No nic, do poprzedniej inseminacji podchodziliśmy na niepękniętym pęcherzyku bez powodzenia, wiec teraz spróbowaliśmy innego podejścia, zobaczymy czy coś się z tego urodzi czy tez nie :P
Nasienie męża od poprzedniej inseminacji tez uległo poprawie. Na poprzedneij inseminacji podano mi 7,5 mln plemników, dzisiaj 12,5 mln wiec poprawa jest ładna :) resztę dzisiejszych wyników nasienia męża dostaniemy za kilka dni. Niestety Invimed zawsze potrzebuje kilku dni na spisanie protokołu po IUI.

Rozmawiałam tez z lekarzem o moim wyniku AMH. Niestety nie jest aż tak fajnie jak myślałam. Nadal nie do końca rozumiem o co chodzi, ale mimo ze norma jest od 1 do 9 i mój wynik to 6, to wg mojego gin wynik przekraczający 4,5 to juz wysokie AMH. Ponieważ wszystkie inne hormony mam w normie, cykle regularne i zawsze mam owulacje nie można mowić w moim przypadku o PCOS, ale lekarz powiedział ze moze to oznaczać ze nie wszytskie komórki jajowe sa dobrej jakości. W związku z tym jeżeli teraz IUI sie nie powiedzie, do następnej na pewno podejdziemy na cyklu stymulowanym CLO. Lekarz wytłumaczył mi ze w przypadku podwyższonego AMH lepiej uzyskać wiecej jajeczek i w ten sposób zwiększyć szanse na powodzenie.

Jak na razie jestem pozytywnie nastawiona do tej inseminacji. Wiadomo, nie robię sobie juz takich nadziei jak w poprzednim cyklu, ale w sumie cieszę sie ze udało nam sie zrobic IUI świeżo po owulacji bo moze okaże sie ze to bedzie nasz klucz do sukcesu :)

Nie pozostaje teraz nic innego tylko czekać do 8.12 na testowanie :)

Nie zamierzam za bardzo prowadzić wykresu w tym cyklu, chce tylko wymusić na OF zeby wyznaczyło mi prawidłowo owu a potem moze raz na kilka dni jak nie zapomnę to coś tam zanotuję. Co ma byc to będzie, na nic juz w tym momencie nie mamy wpływu :)

2IUI w skrócie:
- Zabieg 28h po ovitrelle
- pęcherzyk pęknięty - płyn w zatoce douglasa
- endo 12mm
- podano 12,5 mln plemników

Ren Bog Najlepszym Lekarzem. 23 listopada 2016, 23:07

Nigdy sie nie poddawawaj!! Oto krotkie 7.5min, najswiezsze (opublikowane wczoraj 23.11.2016), wzruszajace swiadectwo Nowenny Pompejanskiej:

https://youtu.be/ibvVeml0Voo


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2016, 13:28

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)