Cieszę się choć bez większych ekscytacji.
19 grudnia odbył się transfer jednej Śnieżynki. Bałam się bardzo ale nie dopuszczałam negatywnych myśli.
Mam cudowną psychoterapeutkę i to pozytywne nastawienie zawdzięczam jej.
Dziś 9dpt nie wytrzymałam i poszłam na BHCG - 208
takiego wyniku się nie spodziewałam 
Witam Was dziewczyny w Nowym Roku. Postanowiłam tutaj wrócić po prawie 2 miesiącach nieobecności.Nie bywałam na ovu, bo postanowiłam wyluzować z tym całym mierzeniem temperatury, obsesyjną obserwacją cyklu i doszukiwaniem się objawów ciąży we wszystkim. Zależało mi tylko na tym,aby trafić na owulację, więc robiłam sobie testy. Efekty wszystkiego są mizerne...właśnie jesteśmy w trakcie 6 cyklu starań, a moja ostatnia owulacja pojawiła się z tygodniowym opóźnieniem (zwalam to na chorobę). No chyba,że powodem jest cykl księżycowy..
Ostatnio czytałam o powiązaniu faz księżyca z zajściem w ciążę. "(...)oprócz znanego nam cyklu miesiączkowego ponad wszelką wątpliwość istniał jeszcze drugi, indywidualny cykl płodności, który ustalał się w momencie narodzin kobiety i precyzyjnie wybijał rytm przez wszystkie jej płodne lata. Ten drugi cykl jest wyznaczony przez fazę Księżyca w chwili, kiedy kobieta przyszła na świat. Każde ponowne wejście Księżyca w tę fazę oznacza czas płodny i możliwość poczęcia(...)". W moim przypadku jest to pierwszy dzień pierwszej kwadry,a do tej pory moja owulacja była baaardzo odległa od tej fazy. Do teraz...W styczniu ten dzień przypada w najbliższy czwartek,a będzie to mój okres jajeczkowania.Więc może sprawdza się to, o czym przeczytałam dalej, "(...)To samo dzieje się u kobiet, które od conajmniej sześciu miesięcy usiłowały zajść w ciążę – jak wykazało niedawno pewne studium "Planetary Eugenics" z Kaliforni. Również u nich cykl miesiączkowy przesunął się w ten sposób, że okres jajeczkowania coraz bardziej zbliżał się do fazy płodnej w cyklu "księżycowym". Najwidoczniej silna chęć posiadania dziecka jest w stanie wywołać w organizmie kobiety zmiany, które w naturalny sposób ułatwią osiągnięcie tego celu(...)".
Pozostaje czekać...Czy któraś z Was posiada zgłębioną wiedzę w tym temacie?
Hej Wszystkim! odnalazłam te stronę i przypomnialam sobie, ze przeciez kiedys zapisywalam tutaj swoje mysli i opisywalam swoja historię. Teraz majac wiecej czasu, postanowilam się podzielic z Wami tym, jak wygladaly moje dalsze losy. A więc w 2012, w ktorym zaczelam pisac swoj pamiętnik chodziłam do lekarza (nazwijmy go lekarzem nr 1), który nic nie zdziałal. Jak się pozniej okazało, nie przypisal nawet Euthyroxu na lekką niedoczynność tarczycy, natomiast chętnie wykonał inseminację
Pisałam o tym kilka postów wyżej - zabieg się nie powiódl. W 2013 zmieniłam lekarza (nazwijmy go lekarzem nr 2), która wykonała dodatkowe badania, zlecała co miesiąc monitoring i orzekla nieplodnosc idiopatyczną. W tym gabinecie wykonałam też badanie drożności jajowodow (nowoczesną metodą HyFoSy), dzięki czemu wiedziałam ze oba jajowody są drożne - a dziecka jak nie bylo, tak nie ma. Rozpoczął się 2014 rok i na chwilę postanowiłam zarzucić starania, które i tak nie wychodziły a skupiłam się na poszukiwaniu nowej pracy. Udało się i w listopadzie, po prawie 6 latach w jednej korpo, zmieniłam firmę. Dla mnie była to cudowna odskocznia, przede wszystkim dla głowy, ktora na chwilę odcieła sie od staran i ciaglego stresu i liczenia dni. Dodatkowo, był to ciekawy krok w mojej karierze na stanowisko zarządzajace - teraz z perspektywy czasu, cieszę się ze to sie tak poukladało. Gdy minął mi w pracy okres próbny, postanowiłam powrocic do staran, wiedząc ze i tak na pewno zejdzie mi z tym mnostwo czasu. Ale od razu tez wrocilam do lekarza nr 2 na zabieg inseminacji, który ponownie (dwukrotnie) się nie udal...
((( I tak rozpoczely sie wakacje 2015. Znowu postanowilam zrobic sobie przerwę, skupić sie na czyms przyjemnym, biegać, cwiczyć itp. W lipcu 2015 (5 lat po ślubie i ciaglych staraniach z malymi przerwami na zmiane pracy lub jakąś mini chorobę) wychodzi mi dodatni test!!!! Szok i niedowierzanie!!!!!!!!!! JAK TO? 3 inseminacje sie nie udaly, a tu nagle na naturalnym cyklu bez monitoringow i innych bajerow, wyszlo???? Byl to dluzszy cykl, wiec w dniu w ktorym mialo juz byc widoczne serce wg kalendarza, lekarz nic nie zobaczyl. Szpital, podejrzenie ciązy pozamacicznej, stres na maxa, beta rosnaca prawidlowo i wreszcie kilka dni po - jest pecherzyk!!!!! Jednak szczescie nie trwalo dlugo - po okolo tygodniu, rano w toalecie swieża krew, ponownie szpital, beta spadająca i poronienie w trakcie.... Chyba nie musze pisać jak tragicznie sie wtedy czulam (nawet teraz lzy cisną mi sie do oczu) - po tylu latach, jak juz sie udalo, Maluszek postanowil nas opuścic.... Na szczęscie obeszlo sie bez zabiegu lyzeczkowania, organizm sam sie oczyscil, ale bole, które wtedy przezylam (rowniez te fizyczne, lącznie z dresztami i wizyta karetki) będę pamietać do konca zycia. A więc sierpień 2015 nie należal do udanych. Pomimo uczucia, ze fajnie ze wreszcie się udalo i być moze kiedys będę mamą, teraz z perspektywy czasu, wiem, ze dopadła mnie mini depresja - potrafiłam jeszcze przez kilka kolejnych miesięcy płakać na mysl o ciazy. Do tego w pracy zaczal sie nerwowy czas, bardzo duzo pracy i stres mocno skumulowal sie w moim zyciu.
W listopadzie 2015, postanawiamy zacząc leczyc sie w kliniece nieplodnosci (miałam wtedy 31 lat). Przy rejestracji polecono mi lekarza (nie mialam swojego typu, bralam co jest), ktory podczas pierwszej wizyty, uslyszeniu historii , przejrzeniu badan, stwierdzil, ze w naszym wypadku to juz najlepiej podejsc do in vitro. Bylam juz pogodzona z tym faktem, bo innego scenariusza raczej nie zakladalam. W miedzyczasie spotkalam sie z kolezanka (pediatrą), ktora sama dosc dlugo sie starala z pomoca tej samej kliniki i doradzila mi zebym jednak zmienila lekarza w klinice. Tak tez w styczniu 2016 trafiam do NAJCUDOWNIEJSZEGO lekarza, z jakim przyszlo mi sie spotykac - nazwijmy go lekarzem nr 3 - dla zainteresowanych osob z Krakowa, chetnie podam nazwisko:-) Lekarz nr 3 juz podczas pierwszej wizyty zebral wywiad, zobaczyl wyniki badan i stanowczym tonem z nuta poczucia humoru, powiedzial: Bedziecie miec tego dzieciaczka!!! to bylo jak dodanie skrzydel. Do tego zlecil nowe badania, ktorych jeszcze nikt nie zlecil, a mnie patrzac na moja prolaktyne (wyzsza tylko po obciazeniu), przepisal Bromergon, bo powiedzial, ze nie da sie ''robic dzieci na zaciagnietym hamulcu''
Rowniez umowil monitoring i stylumacje: ostatecznie bralam Euthyrox, Bromergon, Lamette na pecherzyki i Ovitrelle na pekniecie. Po 2 takich cyklach bylam w ciązy!!!!!!!! Ale tu znowu szczescie nie trwalo dlugo - beta wykonana jednego dnia, po 3 dniach juz spadala. Jednak to poronienie bylo zupelnie inne - spokojne, jakby tylko mocniejszy okres, bez widocznego zarodka. Jak szybko przyszlo, tak szybko sie skonczylo... Lekarz nr 3 stwierdzil, ze raczej mogla to byc wada zarodka, a nie matczyna przyczyna...
Z tego poronienia, podnioslam sie do walki zdecydowanie szybciej - juz w kolejnym cyklu wdrozylismy znowu stymulacje i w maju 2016 rozpoczela sie moja ciąza. Tym razem zdrowa, bezproblemowa, zakonczona w lutym 2017, kiedy to na swiecie powitalam najcudowniejsza istotke na tej ziemi - mojego synka:-)))) po kilku latach walki, nie wierzylam ze bedzie mi dane byc kiedys mamą. Rowniez nie wierzylam, ze po tylu problemach, moge tak swietnie znosic i czuc sie w ciazy - chyba jednak jest jakis balans w przyrodzie;-)
A teraz? teraz jestem w 31 tygodniu drugiej ciązy - w marcu nasza rodzina powiekszy sie o kolejnego Szkraba:-) Tu historia zaplodnienia wygladala podobnie.
W lutym 2020 postanowimy starac sie o rodzenstwo, kilka miesiecy na ustawionym leczeniu, podobnym jak ostatnio - monitoring, euthyrox, tym razem dostinex na prokaktyne, lametta na pecherzyki i ovitrelle i w czerwcu udaje nam się zajść.
Tak więc dziewczyny - nawet w beznadziejnych przypadkach, mozna znalezc swiatelko w tunelu! Tym postem chcialam dodac Wam otuchy oraz odwagi. Warto tez szukac dobrego lekarza, bo to klucz do udanych staran!!!
Wczoraj byłam na USG
Widziałam moje maleństwo z bijącym serduszkiem... najpiękniejszy widok na świecie, tak długo na niego czekałam. Jestem 7 tyg ciąży. Jestem bardzo szczęśliwa
Rośnij maleństwo- KOCHAM CIĘ
MAMA
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2016, 12:13
8dpo
Leżę właśnie w klinice podłączona do kroplówki z intralipidem 
Lekarz powiedział mi ze mam sie nie martwić wynikiem progesteronu i wszytsko jest ok, nie zalecił zmniejszenia dawki luteiny wiec juz sie nie czepiam i nie gdybam tylko czekam na rezultaty
Wczoraj dzien jak kazdy inny...tyle ze przyjechal kolo 17 tesc pomoc mężowi z remontme naszego pokoju dzis tez ma byc:)moze sie wyrobia i w sobote mozna bedzie nowe meble skrecac juhuuu a jeszcze panele musze wybrac ide cos na necie poszukac ladnego:D
Dziś znów czuję spokój Oby on tym razem znaczył coś mega pozytywnego 
Dziś mój 14 dpo (zwykle 12)a ja wogole nie czuję się @
Dziś znów czuję spokój Oby on tym razem znaczył coś mega pozytywnego 
Dziś mój 14 dpo (zwykle 12)a ja wogole nie czuję się @
37+1
Ciąża donoszona! I pomyśleć, że jeszcze niedawno zastanawiałam się, czy te dwie kreski na teście to prawda, czy mi się nie przywidziało
Pamiętam to jak dziś - był 13.05, piątek. I ta druga kreseczka była leeedwo co widoczna. Cóż, ta druga kreseczka ma już ponad 2700g, wypina się u mnie w brzuchu i daje mi mnóstwo szczęścia.
Zaczynam obawiać się porodu - to znaczy tego, że będę sama, daleko od szpitala. 3.01. mam kolejną wizytę u lekarza, zobaczymy jak tam moja blizna po cięciu. Na razie przeciwwskazań do podjęcia próby porodu drogami natury nie ma. I baaaardzo bym chciała, żeby się udało. Minie 20 miesięcy od porodu Krzysia, który urodził się równo w 37 tygodniu ciąży. Czuwaj nad nami, Maluchu!
Nie mogę uwierzyć w to, że czas tak szybko leci. Już niedługo!
1dc
Tak sobie jeszcze do dzisiaj rana myślałam że może to ten cykl, jakoś było tym razem inaczej na luzie spokojnie bez mierzenia temperatury i z luzem.
Niestety wchodząc do sklepu poczułam taki ból w podbrzuszu że już wiedziałam że przyszła.
Co ciekawe ostatnio zauważyłam że moja @ jest nadzwyczaj punktualna i nie wiem czy jest to jakiś żart od losu czy co ale ostatni cykl zaczął się dokładnie o 00:01 wiec musi coś w tym być. Bóg chce mnie czegoś na pewno nauczyć.
Czasem myślę sobie czemu tak łatwo się innym udaje czemu ludzie którzy normalnie dzieci mieć nie chcą je dostają a później słyszę jak mój M mówi "Dłuższe czekanie lepiej smakuje". I myślę sobie może racja.
Do przeprowadzki jeszcze parę miesięcy a po za tym we wrześniu rodzić nieee.. Za dużo rocznic w jednym czasie lepszy będzie następny miesiąc. Wiec nie pozostaje nic innego jak czekać i wierzyć w to że będzie jak ma być i jak jest to ustalone.
wczoraj bylismy na spotkaniu ze znajomymi.
mowilam o poronieniu spokojnie.
dzis przyszly zamowione jeszcze przed poronieniem lampki, ktore zamowilam do kaciku dzieciecego. nie zrobilo mi sie przykro. usmiechnelam sie. maz tylko mnie przytulil, pocalowac i powiedzial "Ty wiesz".
wiem.
musze byc pelna nadziei.
Beta z piątku 699,3, czyli przyrost o 100% w ciągu dwóch dni (jakieś 50 godzin).
Jestem w ciąży, to już właściwie oficjalne. W międzyczasie umówiłam się na 23 stycznia do innego (też polecanego) lekarza na NFZ. Zobaczymy, jak to wszystko ogarnę, pewnie przed kolejną wizytą zdecyduję się na jednego z nich. NFZ jest o tyle spoko, że są finansowane badania, które normalnie pewnie będą droższe niż wizyty. Zobaczymy.
brzuch mi opada. serio, to już nie są przelewki. wcześniej moje piersi miały niejako oparcie na brzuchu i przez to też w tym miejscu najbardziej się pociłam w nocy, a teraz już nie. czy to znaczy, że lada chwila urodzę? no ale chyba jeszcze nie w grudniu? bo kurczę my jeszcze nie spakowani. co prawda wszystko gotowe, uprasowane, uszykowane, tylko się jakoś nie mogę zebrać, żeby to wszystko powkładać do toreb, bo potem to już faktycznie tylko odliczanie. a nie ukrywam, że się cholernie boję. tzn. na co dzień w ogóle odrzucam myśli o porodzie i to do tego stopnia, że jak już się znajdę w szpitalu, to mogę nie wiedzieć po co?/dlaczego? ale jednak czasem mnie te france (w sensie myśli) dopadają i wtedy z automatu wpadam w "lekkie" poddenerwowanie. a próg bólu to ja mam bardzo (bardzo bardzo) niski, więc będzie mnie słyszało pół Warszawy. do tego nie znoszę jak mi się nie mówi co się ze mną dzieje/ze mną robi, a serio nie wszyscy lekarze się garną do rozmowy i jak sądzę położne też nie.
od jakiegoś czasu daje mi się we znaki kręgosłup. za co bym się nie zabrała, to od razu krzyczy, żebym usiadła, albo nawet poleżała. także tyle w temacie nadgonienia ewentualnych zaległości porządkowych. stękam sobie po parę razy dziennie, najczęściej przy zakładaniu majtek, spodni, że o butach nie wspomnę. no a jak coś mi upadnie, to nie ma, że ukucnę, tylko muszę przyklęknąć bo kucanie, to już jest za duże ryzyko. a najlepiej, to żeby mi nic nie upadało, albo żeby w pobliżu był akurat Mąż, co to ofiarnie się schyli i pomoże. spacery też powoli robią się nie dla mnie, bo ledwo wyjdę, a już ledwo zipię. wczoraj wróciłam po 15 minutach, a dzisiaj zmęczyłam się małym tourne po osiedlu (bank, poczta, drogeria), chociaż mam bardzo (bardzo!) blisko, tak że niemal z okna widzę.
jeśli chodzi o ruchy mojego Dziecka, to nie narzekam. czasem tylko sobie powiem "ała" bo się skubaniec tak wygina, że brzucha mi zaczyna brakować. ale ogólnie jest to mega fajne i bardzo zajmujące. za to wciąż nie potrafię sobie poskładać, że ten mały Człowiek co to dokazuje w moim brzuchu to będzie/jest ten bobas o którego tyle się staraliśmy (i którego noszę w brzuchu już chyba całą wieczność!). serio Ktoś tam na górze nieźle to sobie wykombinował.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2016, 16:08
Mam nadzieje ze ten zbliżający się 2017 rok będzie szczęśliwy i spełni się moje największe marzenie...
Wam moje kochane również życzę ogromu szczęścia,spełnienia marzeń i oczywiście zdrowia bo ono jest najważniejsze:* niech każda starająca się zobaczy upragnione 2 kreseczki a dla Kropki niech czas rozwiązania zakończy się szczęśliwie i niech pochwali się tutaj wkrótce swoim bobaskiem:)
Małpy nie ma i nie wiem kiedy będzie. Zazwyczaj przychodzi rano. Szyjka wysoko, średnio miękka i zamknięta. Śluz kremowy. Gdyby nie to, że wczoraj robiłam test, byłabym przekonana, że jestem w ciąży. Druga faza tego cyklu jest inna niż zawsze. W ogóle nie bolą mnie piersi, mam gładką cerę, brzuch nie pobolewa. No nie wiem, może owulacji jednak nie było? W końcu w tym cyklu miałam bardzo dużo pracy, jadłam mało i średnio zdrowe rzeczy. Nie pamiętam, żebym miała kiedykolwiek cykl bezowulacyjny więc nie wiem, jak to wtedy jest.
Trochę mi nie na rękę te opóźnienia, bo na 10 lutego mam zaklepaną wizytę u gina, a do niej są takie kolejki, że pewnie na marzec będę musiała się przepisać 
Byłam dziś w drogerii i strasznie korciło mnie, żeby kupić test, ale w sumie po co? Wczoraj był 14 dpo i nigdy nie widziałam tu na ovu, żeby którejś tego dnia nic nie wyszło na teście, a ciąża jednak była. Ehh...
13 dzień cyklu
Test owulacyjny rano 8.30 - druga kreseczka bardzo bladziutka, ciekawe czy to kwestia innej godziny, ranka?
23 dc
11 dpo
Test o czułości 10 - negatywny.
Ciąży nie ma, albo jest za wcześnie
Wg ovu jest 54% szans, że test dziś wyjdzie pozytywny (jeśli ciąża jest)
Bóle podbrzusza nie dają mi spokoju. Nie mam problemów z pęcherzem, nie wiem skąd one są. Po @ pójdę do ginekologa i opowiem o sowich wątpliwościach.
Przeczytałam część książki dr Zhai. Działy dotyczące medycyny chińskiej to dla mnie czarna magia. Muszę na spokojnie się w to zagłębić. Nie wiem, na ile można w to wierzyć, ale na konkretne objawy dolegliwości rozpisane są propozycje terapii.
Ziołolecznictwo i akupunktura. Działają powoli, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Pochodzę do tego sceptycznie, jak pies do jeża, ale z zaciekawieniem. Tonący brzytwy się chwyta?
Może mój organizm potrzebuje zwolnienia tempa na wiele miesięcy, zanim będzie gotowy?
Tak, czy siak spokorniałam.
Czas i tak szybko leci.
Weekend minął przyjemnie. Cała sobota pracowicie. Skończyłam przesadzać kwiatki, przyjęłam klientów, załatwiłam pare rzeczy, posprzątałam gabinet, potem porządku w domu, poprałam wszystkie zalegające buty moje i męża, na koniec obejrzeliśmy film "Grimsby". Fakt, zabawny, ale też strasznie głupi. Bo jak nazwać dwóch facetów w pochwie słonia?
W niedzielę nabiliśmy dzienną zalecaną ilość kroków - 10 tysięcy.
Byliśmy na targach (dom i otoczenie) a potem wymęczyliśmy siostrzeńców w lesie. Zastanawiałam się, czy będą chcieli jeszcze do nas przyjechać po tym jak zafundowaliśmy im 2 godzinny spacerek

I teraz głowę mam nabitą wystrojem wnętrz. Od podłóg, ścian, sufitów, po meble i sprzęt. W najbliższym czasie czeka nas pojęcie decyzji, z którą trzeba będzie żyć co najmniej 20 lat i prawdopodobnie słono za nią zapłacić.
Ma być praktyczne, ładne, spójne.
Dobra, nowy tydzień się zaczął - lecimy.
Dziś mam zepsuty dzień przez pracę, a właściwie nieodpowiednie zachowanie szefowej. Znalazłam się w jej obecności w niewłaściwym momencie i oberwałam... nie za siebie, za innych. Bo nie mam sobie nic do zarzucenia odnośnie mojej pracy w ostatnich dniach i rozjaśniłam trochę głowę szefowej. Za kogoś innego tłumaczyć się nie będę, niech idzie do tych, do których ma pretensje... ale wkurzona jestem, że to ja musiałam TEGO słuchać. Że zostałam podpięta pod WINĘ. Że po wyjaśnieniach nie usłyszałam "przepraszam", a dalsze skargi i narzekania. I powoli tracę zapał, jak madu... Kochana Madu, u mnie w pracy z pewnością jest podobnie jak u Ciebie, kiepska organizacja. Wszelkie prawa, zasady i normy są łamane - odgórnie. Grupy dzieci są przeludnione, tzn. za dużo dzieci na jednego nauczyciela wg tego, co zapisano w ustawach. Normy bhp są łamane, bo u nas w pracy jest po prostu zimno. Ja noszę 4-5 warstw, dzieciom nie rozbieram bluz i swetrów. Nie mamy należnych przerw w pracy.
I tak na prawdę nikt z pracowników winny nie jest, bo cały rok dają z siebie 200%, a to, ze pod koniec roku na chwilę przysiedli, bo mogli, bo mieli taką możliwość, bo nie było dzieci - źle jest to widziane. Aż się chce w ciążę zajść, na prawdę.
Edit. ale najgorsze jest to, że w dzisiejszych czasach znalezienie idealnego miejsca pracy, to jak znalezienie igły w stogu siana. Dlatego wiele z nas zaciska zęby i walczy dalej.
______
"Tabb & Sound’N’Grace – Sens"
Chociaż ten utwór został napisany w innych, szczególnych okolicznościach, to dla mnie tez będzie symbolem na ten czas starań i przyszłej ciąży:
"Gdy czegoś bardzo chcesz
Nie poddawaj się
Nie bój się kolejnych zmian
Jeśli bardzo chcesz
Zmienić życia sens
Nie, nie poddawaj się
Stawiaj wyższy cel"
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2016, 22:45
Postanowiłam zacząć pisać pamiętnik, bo chwilami zbyt wiele się dzieje, by tak po prostu o tym zapomnieć.
Może kiedyś po latach, gdy już będę szczęśliwą matką, wrócę tutaj, by poczytać, że nie było łatwo. W moim idealnym małżeństwie nagle okazało się, że można się w jakimś temacie nie dogadywać, że seks może wydawać się przykrym obowiązkiem, że możemy się tak absolutnie nie rozumieć, że różnica w podejściu kobiety i mężczyzny do macierzyństwa jest tak skrajnie różna, że aż boli.
I że mimo tych wątpliwych uroków starań o dziecko, oboje tak bardzo pragniemy małej kruszynki, że walczymy o nią i wyczekujemy. A nasza miłość jest bezgraniczna i nierozerwalna. Dobrze jest gdy właśnie takie uczucie trzyma przy sobie ludzi
I właśnie z takiej miłości powinny rodzić się dzieci 
U mnie wszyscy chorzy zaczęło się od syna święta spedziałam na SORZE bo młody zaczął gorączkować i dusił się w nocy dostał antybiotyk i kaszleć kaszle dalej ale noc przesypia i nie ma już gorączki. Za to wzięło męża i to dość konkretnie od dwóch dni gorączka ponad 39 stopni kaszel katar ze starań nici bo jak tu serduszkować a poza tym gorączka pewnie wypaliła resztki plemników więc podejrzewam że trzy miesiące teraz się będą tworzyć.
Ja też nie czuję się zbyt dobrze gorączki nie mam ale od trzech dni jestem już na ibupromie jak to dobrze że dziś ostatni dzień w pracy w przyszłym tygodniu mam urlop mam nadzieję że wyzdrowieję.
Zrobiłam wczoraj zakupy w aptece internetowej kupiłam mężowi fertilmen(zastanawialiśmy się nad fertilmenem plus ale jak porównałam składy to więcej tylko było lkarnityny) więc kupiłam również lkarnitynę do ssania oraz mace.
apteka pewnie przyjdzie w poniedziałek tak więc od nowego roku biorę się za męża będzie przyjmował:
-fertilmen 1x1 tabletka
-lkarnityna 500 mg 2x1 tabletka do ssania
-maca 2x1 tabletka
-zioła ojca sroki szklanka przed spaniem
Ponowne wyniki męża pod koniec marca, w między czasie chcę go wysłać na hormony testosteron, tsh, fsh, lh prolaktynę
Czekamy również cały czas na wynik posiewu
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.