odliczam godziny do końca pracy, wracam do domu i idę na przynajmniej 1 godzinną drzemkę. NIC MNIE NIE POWSTRZYMA! Nie wyrabiam już tak mnie muli, do tego głowa zaczęła boleć auć :(

230515 Powrót do punktu wyjścia. 4 stycznia 2017, 00:36

38+0

Jesteśmy po wizycie u pani doktor. Nasz Zbysiu postanowił zrobić mamie psikusa i zweryfikować pragnienie o porodzie drogami natury - jeszcze dwa tygodnie temu był ułożony główką w dół... A dzisiaj, proszę, położenie miednicowe! Fiknął na samym finiszu! Dlatego w poniedziałek mamy się stawić na oddziale. Na czczo. Prawdopodobnie wtedy będziemy rozwiązywać cięciem cesarskim. Z jednej strony zasmuciło mnie to, bo bardzo chciałam spróbować, ale z drugiej... Czy to ważne, jak na świat przyjdzie Zbysiu? Najważniejsze, żeby był cały, zdrowy i bezpieczny po drugiej stronie brzucha.

Zbysiu, już niedługo się zobaczymy! :-)

Clo mi bardzo przyspieszyło dni płodne. W 10dc testy owulacyjne bardzo pozytywne. Piszę testy, bo zrobiłam test z Rossmanna i ten nie budził żadnych wątpliwości, test z Allegro nieco druga kreska bledsza, ale uważam test Facelle za bardziej wiarygodny. Kontynuujemy starania, dopóki temperatura nie wybije zdecydowanie w górę.
Po Encortonie nie mam żadnych odczuć negatywnych, zobaczymy jak będzie przy całej tabletce, dwa razy dziennie od jutra. Uważam na to co jem i staram się ćwiczyć co drugi dzień.
Wczoraj odczuwałam tak silny ból owulacyjny, wzdęty brzuch, że na tyłku nie mogłam usiąść. Jeśli wczoraj w takich bólach była owulacja, to ja osobiście nie wyobrażam sobie współżyć w takich warunkach ;)
I jeszcze refleksje odnośnie drugiej fazy cyklu, która czai się za rogiem. Zauważyłam, że w fazie lutealnej zdecydowanie gorzej śpię (wybudzam się w nocy lub bardzo wcześnie i zasnąć nie mogę), gorzej prowadzi mi się samochód, jest o wiele gorzej z koncentracją i jest mi zimno. To uczucie zimna jest okropne, lodowate dłonie i stopy, taki jakiś wewnętrzny chłód.
Dziś pobrana krew na TSH, sama jestem ciekawa co tam słychać na "tarczycowym" polu.

EDIT: wynik TSH, dawno nie było tak dobrze:
TSH - Tyreotropina 1,400 uUI/ml wart.ref.: 0,25-5,0;


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2017, 09:54

53 cykl starań a ja nie mam planu

byłam dzisiaj na usg
polipa nie ma, co nie oznacza, że zniknął na dobre :-(
będę co jakiś czas sprawdzać na usg czy przypadkiem nie powstał

no cóż
na tę chwilę chyba już nie mam co robić w temacie starań
komercyjne IVF z 10% sukcesu nie zachęca do wywalenia 16 tysi

pozostaje mi już chyba tylko natura, modlitwa, a kasę przeznaczę..może na Maderę? O.o
po 3 latach wyrzeczeń przydałoby się odpocząć i zamknąć temat starań

22t6d
Czasami mam wrażenie, że Iza posiada jakieś nadprogramowe kończyny. Serio, nie dość, że się wierci jak owsik, wypina, turla, to jeszcze potrafi w 4 różnych miejscach kopać przy tym! Wydaje mi się, że Zosia w porównaniu była mega spokojna... Pozamawiałam kilka pierdół, które moim zdaniem się przydadzą a Zosia nie miała/ma swoje/zużyła i po woli zabieramy się za pokoik. Nie będę siedzieć całą ciążę na szpilkach, nie dopuszczam myśli, że coś pójdzie na tyle źle, że pokoik się nie przyda. Iza jest za silną dziewczynką. Z resztą moje dzieci są nie do zdarcia, pokonały endometriozę na levelu 4, muszą być silne. No i mamy nowy wózek!!!! Mężu pojechał i kupił <3 Chcieliśmy kupić nową Carere od Camarelo, ale na olx znalazłam za mniej niż połowę ceny używaną, więc ustaliliśmy, że wiedząc wszystko co wiemy o wózkach, mąż pojedzie, zbada go dokładnie i jeśli stan będzie co najmniej 8/10 to go kupi. No i mam :) Co prawda w mało uniwersalnym fioletowym kolorze, ale że to mój ulubiony :D to nie narzekam absolutnie. Mężowi też się podoba. I Zosi. Już wypróbowała spacerówkę i muszę powiedzieć, że jest genialna. Dziecko siedzi sobie wygodnie, wysoko, budką można je zakryć aż po kolana, a prowadzi się jak marzenie. Wiadomo, nie jest to kompaktowy wózeczek na podróż tramwajem czy wypad na rynek albo do sklepików, ale na spacer jest boski <3 I na ten moment jego stan to absolutne 10/10, pierwsze dwie jazdy nie ukazały żadnej usterki.
Zosia. Jak zawsze, parę dni anioł, parę dni szatan, ostatnio wyszło na to, że drzemka w trakcie dnia to dobry sen w nocy, ale że mała późno się budzi, to potem późno pada na drzemkę i w rezultacie wojuje do 23... Przez okres świąteczny miała do swojej dyspozycji co jakiś czas dziadka, jest to ogromna miłość obopólna, niestety dziadek wyjechał już i teraz będzie tylko na skypie.

Sylwester
Rodzinnie. Wdg mojego męża najlepszy na jakim był :D Zrobiliśmy małej późno drzemkę żeby dotrzymała do fajerwerków. Niestety z tym akurat szału nie było, bo mgła zasłoniła nam większość widoków, ale Zosi i tak się podobało. Zwłaszcza, że tatuś jej troszkę na ogródku popuszczał, a do rączki dostała zimne ognie :) Mieliśmy sałatkę i ciacho no i oczywiście szampana. Obejrzeliśmy razem bajkę Alicja w Krainie Czarów, potem ciacho i szampan. Zosia wypiła pół szklanki, tak jej smakowało. I co chwilę było "PIJ mamusiu, PIJ tatusiu", mały upijacz :D Potem były tańce z moim nikłym wkładem, ale Zosi się bardzo podobały, a o 24 wyszliśmy popatrzeć na dwór. Jak wróciliśmy Zosia natychmiast padła i spała do 10:30 następnego dnia :D <3

U mnie jakby bez zmian. Brzuch się napina, ale nie jakoś mocno, boli kręgosłup, co jakiś czas się duszę i nie mogę odetchnąć. Luteina podjęzykowa jest ohydna. Jestem zmęczona i senna większość dnia, a wieczorem ciężko mi zasnąć. Dzisiaj byłam u dentysty, jest szansa, że moje przeboje z zębami trwające od jakiś prawie 3 lat w końcu się zakończą. Niestety ma to swoją cenę i niezbyt niską... Gdyby nie chodziło o dobro dziecka pewnie bym jeszcze poczekała, ale kuźwa, już prawie z rok mam ciągle stan zapalny przy jednym zębie, albo to w końcu zaleczą albo go wyrwę. Kto to widział żebym nie mogła gryźć ani jedną ani drugą stroną bez bólu :/
Oprócz tego zjadł nas w tym miesiącu samochód. Najpierw ubezpieczenie. Można sobie wyobrazić kwotę biorąc pod uwagę, że zniżki posiadam aż 10%... A jeszcze zanim go ubezpieczyłam poszedł wtryskiwacz. Dzień dobry, 500zł naprawa. Tak właśnie wygląda moje "oszczędzanie" na nowy samochód.

ansien Udało się? 7 czerwca 2018, 08:34

Dziś od rana jestem w złym humorze.
Zbliża się termin @.
Mam dłości na pewno ze stresu...
dodatkowo piersi stały się tkliwe....
Nie lubię tych dwóch, trzech dni przed okresem.
Z jednej strony mam jeszcze wielką nadzieję, z drugiej już przychicznie przygotowuję się na okres.
Najchętniej bym te kilka dni przespała i obudziła się w nowym cyklu, z nową siłą i nadzieją.....

efta historia jak ich wiele... 4 stycznia 2017, 08:30

18 dpo środa
5 tydzień

Moja ginekolog trzymała mnie wczoraj w niepewnosci do samego wieczora, zadzwoniła dopiero po 21:00. Uspokoiła mnie. Moje wyniki są ok. Powiedziała, że estradiol jest wyznacznikiem rozwijającej się ciąży, tak jak progesteron. Jego za niski poziom lub znaczny spadek może się wiązać ze zbliżającym się poronieniem. W moim przypadku ten spadek prawdopodobnie spowodowany był przyjmowaniem leku - biorę estrofem. W pierwszym wyniku krew była pobrana około 3 godz po podaniu leku, drugie pobranie z 20 minut po podaniu leku. Wniosek: w drugim przypadku lek nie zdążył się jeszcze wchłonąć. Stąd taka duża różnica. Dlatego kolejny wynik mam zrobić 3 godziny po podaniu leku.
Ustaliła mi w końcu datę pierwszej wizyty z usg. Mam 9 stycznia czyli za tydzień zrobić ponownie badania bety, estradiolu i progesteronu i 10 stycznia przyjechać na wizytę.
Ale będą emocje, już się nie mogę doczekać. Mam nadzieje, że bedzie już widac piekny pęcherzyk z zarodkiem i że moje niepopękane pęcherzyki ładnie się powchłaniały.

Kolejny cykl ..@ przyszła 3dzień..
Nie wiem co robic.. po tej ciazy pozamacicznej nie dostalam skierowania na zadne badania . Minal.juz rok.. sama isc na badanie droznosci jajowodow czy odpuscic ? BO skoro lekarz nic nie wspominal.to moze.nie trzeba.. e jesli kolejna.ciaza bedzie taka.sama .. ze pokocham.i strace mimo woli? Nie orzezyje tego..

Kolejny cykl ..@ przyszła 3dzień..
Nie wiem co robic.. po tej ciazy pozamacicznej nie dostalam skierowania na zadne badania . Minal.juz rok.. sama isc na badanie droznosci jajowodow czy odpuscic ? BO skoro lekarz nic nie wspominal.to moze.nie trzeba.. e jesli kolejna.ciaza bedzie taka.sama .. ze pokocham.i strace mimo woli? Nie orzezyje tego..

Dziennik pokładowy:
89dc, 12 tydzień trwa



No to tłumacząc na sztywno z angielska - "Zrobiłam moją decyzję".

Powiem Wam, co szeptał mi guzik w moim ciele, który odpowiada za strefę komfortu - zostać w pracy i mieć wentyl bezpieczeństwa, jeśli chodzi o słuchanie mojej matki. Tak btw - wczoraj akurat była niezła farsa, umówiliśmy się z mężem, że sam sobie zrobi obiad, bo oczywiście czego sobie zamarzył - MIELONEGO, czyli dla mnie obecnie najbardziej bełto- i smrodogennej potrawy na świecie. No to wraca z pracy, staje przy garach… No i spod ziemi wyrasta moja rodzicielka: "Po co się ożeniłeś, skoro masz tak beznadziejną żonę, która nie zrobi Ci nawet po pracy obiadu?". Kurwa (przepraszam) - dzięki, mamo. Jesteś urzeczywistnieniem żartów o teściowej, tylko tu jest gorzej. Ty nie jesteś moją teściową, tylko moją matką, więc każdy taki tekst boli razy pięć. Jakąś obcą babę olałabym. No… powkurzałabym się ostro, ale ostatecznie olałabym. Ale ja Ci tego nie zapomnę.

No ale jak się domyślacie - skoro mówię Wam, jak bym się zachowała "gdyby", to oczywiście znaczy to, że zachowałam się inaczej. Otóż trochę wygrał honor i czuję, że czas najwyższy. Jestem dumna z tej decyzji.

Czuję palący mnie wstyd i wyżerającą mnie od środka durnotę, wiecie dlaczego? Mając w pamięci to, jak szef załatwił mi podwyżkę i wyciągnął mnie z kłopotów w pracy o których nigdy nie pisałam, bo to było w ogóle przed staraniami, nie mogłam przestać wybielać go w myślach. Kiedy powiedział mi, że dla dobra kolegów z zespołu powinnam zostać w pracy, zrozumiałam i poszłam na kompromis. Kiedy na moje omdlenie zareagował zdawkowo - zdziwiłam się, ale pomyślałam też, że może ma dużo stresu ostatnio. Kiedy olewając moją wypowiedź na temat, jak się czuję, zaczął gorączkowo wypytywać, kiedy wrócę - zapaliła mi się druga lampka, ale myślę sobie, że ok, przecież ma w interesie dobro zespołu i nasze dobre wyniki, więc może ja jestem przewrażliwiona. Finalnie - odchodzi z pracy, a ja pierwsze co myślę, to że ktoś go wrobił. Nie widzę innej opcji. Olewam nawet fakt, że cała firma o tym, że jest już w nowym miejscu, dowiaduje się nie od niego bezpośrednio, a z jego statusów na fejsie. Tyka mnie coś i, durna ja, piszę mu na owej platformie wiadomość, że dla mnie był najlepszym szefem ever, nie wyobrażam sobie bez niego tego miejsca i życzę mu wszystkiego dobrego. Dopiero później ludzie uświadamiają mnie, że on nie został zwolniony, a cichaczem odszedł sam, korzystając z wygasającej umowy. Zajmuje mi to jakiś dzień, by w to uwierzyć. I teraz trawi mnie żółć, że to w ogóle wysłałam!

Otóż w listopadzie na szczyt moich priorytetów wjechał Bakłażan. Poinformowałam o tym szefa uczciwie i zawiadomiłam o tym, że chcę iść na urlop jak najwcześniej. Bezogródek. Honorowo. Nogi mi się trzęsły jak do niego szłam, ale powiedziałam to. W zamian dostaję na twarz informację, żebym mu dała jakieś trzy miesiące na znalezienie kogoś na moje zastępstwo, no bo posypie się świat, jeżeli ja TERAZ odejdę. Wow. O ironio, co? Czuję się na tyle zobowiązana, że nawet, gdy plamię, mdleję, jeżdżę karetkami, mam nakaz leżenia a moje ciało to mobilna apteka, to nie kładę zwolnienia, tylko idę na zwykłe L4, upierdzielając sobie tym 20% wypłaty. Praca między świętami a nowym rokiem jako jedna z 4 osób w zespole? - pff, ok. W końcu moralnie wygrywam, jestem uczciwa.

… taki chuj! (znowu przepraszam)

Po tym, jak okazuje się, że "ciąża to nie choroba" (TFU!) i mogę pracować, to jemu wyrasta z dnia na dzień lepsza propozycja pracy i huuuzia… Po co komuś przekazać obowiązki? Po co wywiązywać się z obietnic danym podwładnym na 2017? Po co się w ogóle po ludzku pożegnać, mieć honor się do tego przyznać, że się SPIEPRZYŁO ZA KASĄ? Ludzie siedzą z ręką w nocniku a ja przełykam gorycz, że dałam się nabrać.

Tak. Decyzja podjęta, w sobotę wizyta u lekarza po długoterminowe zwolnienie, nie wrócę do tego zakłamanego miejsca pewnie z półtora roku i jest mi dobrze jak nie wiem.

Matkę niestety jakoś muszę zaakceptować, ale pociesza mnie fakt, że skoro nie muszę już wstawać do pracy, to znaczy ni mniej ni więcej jak to, że:
A - mogę spać do późna, więc wycinam z życia kawałek czasu, w którym mogłabym się z nią skonfrontować,
B - jak nie praca, to mogę sobie wymyślić inne zajęcie - np. wyjście na godzinny spacer, efekt końcowy jak w punkcie A
C - skoro nie będę zobligowana do siedzenia przy komputerze non stop jak korposzczur, to może nawet zejdę, coś posprzątam, ugotuję i wpadnie mi +5 do bycia "dobro żono dla swojego chopa" - może to załagodzi trochę stetryczałe pierdzielenie
D - W sumie to nie jestem drzewem i mogę się przemieszczać, więc nawet jak zbraknie mi auta, a w domu sytuacja zacznie furkotać jak ruski wentylator, to kupuję bilet na PKS i jadę spędzić dzień w mieście, które kocham i za którym tęsknię…

Będzie dobrze! Jak widzicie - mam bojowe nastawienie, ale to bojowe nastawienie pomaga mi niewątpliwie w nieodliczaniu dni do USG prenatalnego. Dni lecą jak dzikie. Zaraz zaczniemy 13 tydzień… jesteśmy już tak daleko…



BTW - dziewczyny, od jakiegoś czasu czuję lekkie pokłuwania w pochwie i okolicach (zabrzmiało jak nazwa przewodnika turystycznego...), na pewno o to zapytam na najbliższej wizycie, ale dajcie znać czy mam się bać.

16cs czas start... 1dc - znowu :/

No i przyszła wredna @... wcyhdozi na to ze beta która robiłam w 9dpo tak na prawdę była w 10dpo bo faza lutealna zawsze trwa u mnie 15 dni a dzisiaj wg mojego kalendarza był dopiero 14dpo. No nic, widziałam ze znowu sie nie udało, nadzieje lekka miałam do końca ale nie czułam ciazy i wiedziałam ze sie nie udało. Od jutro pierwsza tabletka CLO a za 10dni pierwszy monitoring i znowu wlewy z intralipidu.

Ogólnie coraz gorzej u nas z kasą przez te starania :/ Wszytskie te wizyty u lekarzy, monitoringi, wlewy kosztują nas majątek. Bolą mnie pieniądze które zmarnowaliśmy na inseminacje, to było bez sensu... Zaczęłam dzisiaj szukać drugiej pracy bo ze swojego sklepu nie jestem w stanie juz wyżyć na poziomie na jakim bym chciała. Wysłałam dzisiaj 9 aplikacji , wezmę w tej chwili każdą pracę. Postanowiłam wrócić do korzeni i większość aplikacji złożyłam na stanowisko doradca klienta. Miałam juz dosyć pracy w handlu, ale kasa nienajgorsza wiec trzeba brać co jest. Mam nadzieje ze ktoś sie odezwie na dniach. Przynajmniej będę miała mniej czasu na myślenie o ciazy. Z ostatniej pracy w handlu odeszłam jak poroniłam. Do poronienia doszło jak byłam w sobotę w pracy, jak zobaczyłam ze krwawie razu wybiegłam z salonu i pojechałam do szpitala. Juz nigdy tam nie wróciłam, nie potrafilam wrócić do koleżanek z pracy bez dziecka w brzuszku, ciąża trwała tylko 6 dni ale staraliśmy sie o nią 7 miesięcy i wszyscy o tym wiedzieli. Nie byłabym w stanie znieść politowania i smutnych min wiec po tygodniu pojechałam tylko złożyć wypowiedzenie. Teraz w nowej pracy na pewno nikomu nie powiem o staraniach, co to to nie.

Lilach ja nie bylam 1.5 roku do spowiedzi, dla mnie też to było bardzo ciężkie..ja w zasadzie poczekałabym jeszcze ze spowiedzią..ale jak zadzwoniła ta koleżanka..to sama nie wiedziałam co mam robic..ale stwierdziłam ze skoro ona mi to mówi to może faktycznie jest szansa na rozgrzeszenie i znalezienie innej drogi?
Przez ten cały czas brakowało mi takiego zaangażowania mojego męża w końcu sie pojawiło a ja juz nie jestem pewna..taki psikus...no ale co zrobić..życie pisze własny scenariusz..zobaczymy co mi napisało :)

Co do spotkaniau w OA

bardzo sie stresowalam..

Spotkanie bardzo miłe,były dwie Panie, jedna to psycholog a druga nie pamiętam bo byłam zestresowana..Kazały cos opowiedzieć o sobie a następnie jedna z nich opowiedziała jak wygląda cala procedura..jak mówiliśmy to cały czas cos notowały. Nie rozpłakałam sie ale glos mi sie załamał w trakcie rozmowy, Spotkanie trwało troszke ponad godzinę. Podpisaliśmy papiery ze chcemy podejść do adopcji i o przetwarzaniu danych osobowych..W sumie maja byc 4 wizyty (2 rozmowy z psychologiem i 2 spotkania) plus wizyta w domu. Nasza kolejna wizyta to 25.01, na która mamy przywieżc życiorys i to bedzie juz nasza druga wizyta.

Dokumenty które mamy złozyć to: podanie, życiorys (ok 2 stron), pity, zaświadczenie od lekarza rodzinnego, opinia z pracy, akt małżeństwa i wspólne zdjęcie.


Ogolnie mówiły na sam koniec o odrzuceniu..bardzo duzo..boje sie tego,.nie chciałabym zeby jednak wyszło ze nie nadajemy sie na rodziców :( z drugiej strony alkoholików i patologie nikt nie pyta czy sie nadaja a rodzicami zostają i to jeszcze biologicznymi!??ehh

Wizytacja w domu będzie połączona najprawdopodobniej z wizyta w Sosonowcu z racji odległości.. i w jedna stronę zawieziemy panią do siebie:) a w druga wróci koleją jak sie to wyraziła albo pksem :)

jak mi sie cos przypomni to bede pisała jeszcze...

a Panie z OA powiedziały ze minęło mało czasu od ostatniego ivf i nie wiedzą czy jestesmy juz pogodzeni z tym ze nie będziemy miec dziecka..mówiłam im ze ta mysl w nas dojrzewała od dawna (o adopcji) ze wylaliśmy morze łez..i ze myślę ze to wszystko co sie stało, skierowało nas na dobre tory..tory adopcyjnego rodzica..


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2017, 18:53

Powtórzyłam dziś betę, właśnie odebrałam wyniki. Po 48 godzinach beta wynosi 1191,5. Niby się podwoiła, ale wydaje mi się, że powinna być większa.

Zrobiłam też badania tarczycowe i nie są dobre. Tsh ładnie trzymało mi się cały czas na Euthyroxie. Ostatni wynik był ok, a teraz tak skoczyło.

Tsh 3,793 (0,550-4,780)
Ft3 2,43 (2,30- 4,20)
Ft4 1,08 (0,89 - 1,76)

Wykończę się nerwowo, nie wiem co robić zwiększyć od jutra dawkę samowolnie. Jutro muszę biec do endokrynologa, błagać ,żeby mnie przyjął, bo nie jestem zapisana.

Poza tym czuję się całkiem normalnie, nie mam prawie szczególnych objawów, które utwierdzałyby mnie w przekonaniu, że wszystko jest ok. Nie mam mdłości, tylko czasem tak mi dziwnie na żołądku, nie mam zawrotów głowy, nie jestem jakoś bardziej senna. Piersi trochę pełniejsze, ale mniej bolą niż na początku. Czasem trochę pobolewają po boku, czasem są zwykłe. Do profesora wybieram się w poniedziałek. Wykończę się nerwowo do tego czasu, tak bardzo się boję...

Mój maluszku pamiętam jak 13 tygodni temu bałam się, że możesz przyjść na świat zdecydowanie za wcześnie i nie dane będzie nam się sobą nacieszyć. Dziękuję Ci, że jednak zostałeś u mnie w brzuszku i już tak niewiele nam potrzeba, żebyś spokojnie przyszedł na świat !

Twój apartament z rana ( 24t5d )
2m4vo13.jpg
23tkpz7.jpg

I Twój apartament na wieczór ( 24t5d )
25upmjs.jpg
14w3615.jpg

16 dc

Byłam u nowej ginekolog. Odniosłam wrażenie, że czuła się początkowo nieco przytłoczona ilością przedstawionych badań, a wykresy już chyba całkiem ją zaskoczyły. Zażartowała, że za dużo wiem.

Ale moje wyniki niczego nie wyjaśniają. Mam nie potwierdzone WPN (bo nie byłam hospitalizowana, poddawana testom z obciążeniem itp), ale z drugiej strony o wpn mówi się, kiedy 17oh progesteron wynosi powyżej 5, a ja mam 12. No i te podniesione androgeny.
Lekarka uznała, że wyniki hormonów jajnikowych mam idealne. Tak, jakby nic sobie z nadnerczy nie robiły. Cykle regularne, wykresy ładne.
Na usg lewy jajnik wygląda jak w pcos, a prawy jest ładny. Stąd mogę mieć różne miesiączki, raz bardziej obfite, raz mniej.
Stwierdzono płyn w zatoce douglosa i endometrium typowe dla fazy lutealnej, czyli jest szansa, że owulacja była.
W sumie nie wiadomo, czemu ciąży nie ma.
Mam się postawić na monitor owulacji w przyszłym cyklu. I skonsultować z endokrynologiem dalszy cel leczenia i ewentualną diagnostykę. Bo ze strony ginekologicznej pozostało mi HSG (o których niechcący naczytałam się wiele złego tu na forum - wiem, że cholernie boli) i histeroskopia macicy.

Po wizycie miałam mieszane uczucia. Myślałam, że mi ulży. Poczułam się trochę jak nadgorliwiec.
Dostałam dołka i poczułam, że MUSZĘ nabrać większego dystansu. Uporać się z emocjami, zająć sobie głowę odpowiednio.

Ulżyło mi, jak to wszystko opisałam. Bo w otoczeniu słyszę tylko "daj spokój, a nic ci nie jest", albo "wyluzujesz, to będzie dobrze", a mąż twierdzi że to zależy tylko i wyłącznie od mojego nastawienia.

Tak, czy siak już bardziej dbam o siebie. Pracuję solidnie, ale się nie przepracowuję jak wcześniej (12-13h na dobę).
Staram sie przebywać więcej na świeżym powietrzu. Wysypiam się. W sumie to śpię jak zabita.
Kiedy się stresuję od razu mówię stop i karcę się: "po cholerę ci to?"

Lekarka powiedział stanowczo, że szansa na ciążę jest - uspokoiło mnie to.

ALE muszę dowiedzieć się co mi dokładnie jest, bo taką ciążę prowadzi się inaczej (podobno pojawiają się zaburzenia elektrolitowe).

Czuję w kościach, że to wszystko potrwa. Bez żalu nastawiam się na to.

Także teraz mi lepiej. Ten pamiętnik jest jak konfesjonał myśli.

Ten cykl mnie zadziwia odkąd zaczęliśmy starania rzadko miałam śluz płodny a jak już był to niewielki w tym cyklu po raz pierwszy zobaczyłam śluz płodny może nie taki jak z przed starań ale podobny;)no i skończyły mi się testy owu a miałam jeszcze te z Allegro więc pomyślałam że co mi tam no i po raz pierwszy ujrzałam test z Allegro pozytywny druga kreska nie była tak mocna jak testową ale podobna gdzie w testach z Allegro nigdy mi się nie zdarzyło zawsze była słaba kreska druga

Gdybyśmy z mężem nie brali antybiotyków na te wstrętne grypę to miałabym chociaż nadzieję no ale przyszły cykl będzie nasz;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2017, 22:10

10 dc

Śluz płodny - jest
test ovu - negatywny, ale już bliższy niż dalszy do pozytywnego
skok temperatury - nie ma
Psychika - jak na huśtawce. Ten tydzień w pracy jest wyjątkowo dobry, bo zmienili mi nauczyciela pomocniczego, czyli taką osobę do pomocy/najbliższego pracownika na stanowisku i dużo się zmieniło na dobre. Nie sądziłam, nie dostrzegałam, że poprzednia dziewczyna mogła mieć na mnie negatywny wpływ. Myślałam, że mam ciężką pracę, a tutaj okazuje się, że ta osoba pomagająca mogła mnie męczyć swoją energią, swoimi problemami, swoimi zaburzeniami. I nie pozostałam w tym sama, bo inni pracownicy też narzekali na tę moją dziewczynę. Szkoda mi jej, żal, a z drugiej strony wierzę, że wszystko się poukłada i nieco zmieni się w jej życiu na dobre.
Teraz, kiedy w pracy zaczyna być "normalnie", odechciewa mi się starań i wewnętrzny głos mówi "zostań tu". Z drugiej strony są jeszcze inne rzeczy, które mnie drażnią w pracy - chociażby to wszędobylskie zimno, o którym już pisałam - dlatego nie wiem, kiedy wybuchnie tykająca bomba znów... Aczkolwiek emocje są złymi doradcami, trzeba przeczekać, popatrzeć i podejmować rozsądne decyzje. Na razie nie zamierzam odkładać starań na później - na pewno nie pod wpływem chwilowego wzlotu. Tylko chcę gdzieś te dylematy wylać na papier.


Zrobiłam listę słów, które regularnie mówi mój synek - jest ich 17. Poza tą listą jeszcze zdarza mu się tez powiedzieć inne słowa, choćby jednokrotnie, a potem zapomnieć, np. często mówi "jeden", a tylko raz powiedział "dugi" (czyli drugi) - chodzi tu o zakładanie paputków: jeden i drugi paputek ;) Czyli nieźle, nie powinnam się martwić :D

14 dc.

Czternasty dzień cyklu rozpoczął się rozmyślaniami na temat naszego pożycia... w ostatnich miesiącach nastąpiła niesamowita zmiana, jest zupełnie inaczej... jakoś tak lepiej:) Zapewne dzieje się tak, ponieważ nie używamy żadnych tabletek, plastrów, implantów etc. A może powstała między nami jeszcze silniejsza więź ponieważ mamy wspólny cel jakim jest dziecko? Nic nie jest udawane ani naciągane, najzwyczajniej cieszymy się sobą... chwilo trwaj!:)

No i nie wytrzymałam!!! Powiedziałam sobie, że nie będę wydawać kasy na obłędnie drogie testy clearblue... po czym poszłam i znowu je kupiłam! Są niezawodne w moim przypadku, poza tym działają na podstawie dwóch hormonów - estrogenu i LH. Co zaważylo na mojej decyzji? Chyba to, że nie do końca jestem przekonana do testów, które zakupiłam na eBay. Nazywają się One step i są bardzo bardzo cieniutkie niczym zapałka... po zamoczeniu paska zabarwia się on na różowo, po czym zostaje niezbyt ciemna kreska kontrolna i prawie niewidoczna druga kreska... nic nie ciemnieją te moje testy! W cyklu gdy zaszłam w ciążę było podobnie... nic, nic, nic... a po tygodniu tłusta krecha nie wiadomo skąd :D

Dzisiaj clearblue pokazał puste kółeczko, miejmy nadzieję, że do weekendu będzie uśmiechnięta buźka :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2017, 23:50

Rudzik. Red Aniołku pomóż mamusi... 4 stycznia 2017, 23:44

CS 5, dc4
Jak to się mówi: Nowy rok, nowy cykl, nowa Ja. Ten cykl rozpoczął się 01.01 przypadek? Nie sądzę. A przynajmniej mam nadzieję, że nie... W końcu przegrałam sama ze sobą i oto piszę pamiętnik.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2017, 23:41

gozik "Miłość na szkle" po stracie 5 stycznia 2017, 07:13

Załóż, że staranie się o dziecko to proces a nie zdarzenie. Spośród wszystkich par aktywnie starających się o dziecko tylko 30% par zachodzi w nią w pierwszym cyklu. Po 3 cyklach w ciąży będzie około 59% wszystkich starających się par, po 6 cyklach 80%, po 12 cyklach 85%, a w przeciągu 4 lat zajdzie w ciążę około 95% wszystkich starających się par. Około 5% par będzie starało się o dziecko dłużej niż 4 lata

Cudownie, nie ma to jak poczucie,że nie wiele od nas zależy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2017, 06:48

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)