miminka A Few Mistakes Made By God 18 stycznia 2017, 10:23

nie pojechałam na betę. Boje się :(
dziś rano temperatura spadła do 36,9. Dzisiaj @ ma ostatni dzień na przyjście. Jak nie to w sobotę pojadę do laboratorium. Dzisiaj byłoby jeszcze za wcześnie.

Zaczął się 5 tydzień.
Miesiączka nie przyszła. Żadnych plamień.

Przedwczoraj byłam u mojej endokrynolog. Pierwsze pytanie: ciąża jest? A ja na to: jest.
No i dobrze!

Ponoć u mnie wystarczyło wyrównać tarczycę: FT4 podciągnięte w górną normę, a TSH spadło do 0,2 z czymś. 3 miesiące temu wynosiło 4,3 i pewnie przez to nie mogłam zajść w ciążę. No i prolaktynę miałam wysoką, ale spadła po przyjmowaniu magnezu i witaminy B6. I zdystansowaniu się do życia naturalnie, bo niepotrzebnie się wszystkim stresowałam.

Ze względu na przeziębienie (katar niagara i łomot w głowie) dostałam zalecenie, aby zostać kilka dni w łóżku, bo pozostaje tylko się wyleżeć i stosować ludowe metody leczenia.

Dostałam też reprymendę pt "trzepnę panią w łeb", po tym jak spytałam, co z dawką letroxu, jeśli ciąża się nie utrzyma.

Hmm, czyli lekarz we mnie wierzy. Ponoć to bardzo dobrze, że zaszłam w ciążę bez stymulacji i sterydów. I że prędzej zaszkodziłoby mi przeziębienie, niż moje wariackie hormony. W pewnym sensie jest to jakieś pocieszenie.

Póki co nie będę się nakręcać. Zrobiłam sobie kilka dni wolnego, bo stwierdziłam, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Odwołałam klientów, przystopowałam troszkę.
Styczeń będzie trochę ciężki, ale od lutego postaram się mniej brać na siebie.
A teraz?
Pracuję z łóżka.
Piję z 3-4 litrów płynów dziennie, głównie niesłodzone herbaty i wywar z imbiru (świetna sprawa, przy okazji likwiduje nudności).
Jem zupy krem z buraków, kaszy jaglanej i soczewicy. I owsianki, jaglanki.

Wkupiłam arsenał medykamentów w aptece dla ciężarnych (dużo tego nie ma, głownie roztwór wody morskiej, maść majerankowa, prenalen do picia, osscillococinum czy jakoś tak (homeopatyczne) i spore dawki witaminy C).

No i ten katar już prawie mi przeszedł. Dobrze, bo w piątek czas do pracy.

Poza tym od czasu do czasu pobolewa mnie podbrzusze, dziś w nocy w sumie odczuwałam to trochę mocniej.
I mam mdłości po jedzeniu.
Zrobiłam sobie kawę i mi nie smakuje.
Perfumy Męża - Gucci Guilty- śmierdzą mi Bondem i pieprzem.

No nic, zobaczymy co to będzie.

Rozpoczęłam nowy cykl - 18 cs.
Uffff, jak długo to wszystko już trwa. Cykle mijają jeden po drugim. Nie mogę powiedzieć, że stoję miejscu, bo dzieje się bardzo dużo, zmienia się, przez ta moją kochaną lekarkę, to zmienia się wszystko jak torpeda. Eliminujemy co chwila kolejne przyczyny niepowodzenia starań.
Została w zasadzie ostatnia (jeśli bakterie się wyniosły) - sprawdzenie drożności jajowodów (będę miała tą wątpliwą przyjemność drugi raz w życiu). Tym razem pod narkozą(szczęście). Ciekawe tylko kiedy? Mam nadzieję, że już po obecnym cyklu.
Postanowiłam się przyjrzeć również zdrowiu moich jelit. Po takiej ilości antybiotyków ich wyściółka może być uszkodzona. Zatem stawiam teraz na zdrowie jelit. Łykam probiotyki, piję probiotyczne napoje fermentowane, olej lniany i z czarnuszki. Zdrowo się odżywiam eliminując gluten jak tylko mogę (od ilości zjadanego ryżu będę miała skośne oczy ;) ).
Czytałam też o L-glutaminie, ale w necie są opinie, że może się przyczyniać do rozwoju candidy, a tego nie chcemy.
W planach mam też zakup enzymów, kupiłam młody jęczmień (wygląda mało zachęcająco - zielona sieczka) i zaczynam go pić po skończeniu antybiotyku.
Nie czuję się najlepiej po antybiotyku, a raczej nie wyglądam najlepiej - szara cera, sińce pod oczami jak piłki tenisowe. Ale czego się nie robi dla zdrowia.

chcebardzobycmama Nie poddam się. 18 stycznia 2017, 09:40

17dc.
Od dwóch dni prawie nie śpię, a jak uda mi się już zasnąć to ten sen jest taki , nijaki .. przerywany... zaczęła mi dziś lecieć krew z nosa, to chyba przez to niedospanie czuje się taka osłabiona.
W dodatku dzisiejszy mój sen był tak dziwny i głupi ,że pobił wszystkie pozostałe sny jakie miałam ;) no ,ale oczywiście... śniły mi się cztery dziewczynki małe :)

omii Maluszek 18 stycznia 2017, 09:54

No i się nie udało. Test ciążowy ujemny, co prawda robiony po południu a nie z porannego moczu.
Duphaston i Metformina przepisana przez gin na pół roku. Strasznie drogie leki. Zastanawia mnie fakt czy jeśli chodzę prywatnie do lekarza to czy nie mam możliwości zniżki nfz na leki, które podlegają obniżce? Pani w aptece właśnie o to pytała. Miałabym wtedy leki w sumie o połowę taniej..
Macie jakieś doświadczenia z tymi lekami? Jakieś złe, dobre? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami :)

1 dc
Nie mogę spać już od około 4 rano (sobota). Już wczoraj pojawiło się plamienie, a dziś obudził mnie ostry ból. W ruch poszły leki, a teraz gdy już czuję się ok to gapie się w telefon zamiast iść spać.
W planie mam dziś udać się do apteki po olej z wiesiołka. Chcę trochę podkręcić mój śluz, niech wreszcie pojawi się płodny!

A u mnie dziś nastał termin @. Od 3 dni temperatura ma tendencję wzrostową. Testy ciążowe - negatywne...ból brzucha od kilku dni jak na okres. Piersi bolą inaczej niż zwykle, bo na bokach i w tym cyklu pierwszy raz zauważyłam na nich żyły...I co ja mam o tym myśleć??

062c7842a03fb8518fd8a27d82a5b692.png


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2017, 10:03

Byłam dziś na Facebooku świadkiem dwóch ciekawych spraw/dyskusji. FB to prawdziwa kopalnia absurdów.
Rano zauważyłam wpis znajomej o treści wskazującej na zaciążenie. Bezmyślnie polajkowałam i zostawiłam gratulacje. Minęło ledwie kilka minut, a w prawym górnym rogu migocze info o kolejnym komentarzu. Z ciekawości wchodzę, a tam istna burza słów :D Jej najlepsza przyjaciółka dość trafnie wytknęła jej fakt, że chwalenie się ciążą chwilę po zrobieniu testu zakrawa o kuszenie losu. I nie gratulowała jej jak wszyscy tylko życzliwie pożyczyła, aby zdrowo dotrwała do magicznego momentu kiedy ryzyko spada. Świeża ciężarówka nie mogła znieść tej zniewagi i poleciały inwektywy. Łącznie z wytykaniem zazdrości bo sama zajść nie może. Po powrocie męża z pracy dowiedziałam się, że to nie jest dziecko(jak podejrzewałam) prawie-ex-męża, tylko faceta(kochanka?) z którym spotyka się ledwie 1,5 m-ca. I który na jej nieszczęście kopnął ją w tyłek jeszcze dziś. No cóż. Karma za to, że zdradzała męża? Może.

Przed chwilą zaś, znajoma pochwaliła się rozpoczęciem starań o bobasa. Po chwili dodała kolejny wpis z mini-modlitwą coby się udało. Polajkowała już milion stron o zachodzeniu, byciu w ciąży i innych okołoporodowych. Jej facet napisał jej żeby ochłonęła bo przecież dalej jest na pigułkach. Które odstawić ma po ślubie...w kwietniu. Czyżby Pan Młody miał mieć niespodziankę? Czy tylko panna nadgorliwa? :D

Ja nie wiem czy to czasy są dziwne czy ja? O naszych staraniach wiedzą rodzice i kilku przyjaciół. O ciąży przed magicznym 3 m-cem dowiedzą się tylko rodzice i zainteresowany małżonek. Ewentualnie przyjaciele jeśli będzie impreza i nie damy rady tego ukryć. A wyciąganie każdego aspektu życia na fb? Po to żeby się chwalić setkom znajomych? Żeby ktoś pozazdrościł czy tylko dla gratulacji?

Pewnie większość z dziewczyn obecnych na ovu i prowadzących pamiętniki zrobiło już "PODSUMOWANIE MINIONEGO ROKU". Moje podsumowanie jest krótkie - straciłam długo wyczekiwaną ciążę, a kolejne pruby in-vitro nic nie dały, więc poszliśmy na bardziej szczegółową diagnostykę.

Właśnie diagnostyka - mamy już większość wyników (brakuje kariotypu męża - coś w laboratorium spieprzyli i trzeba było mu jeszcze raz pobierać krew :/ Kolejny 2-3 tygodnie czekania).
A co do reszty:
-> kariotyp MÓJ - rozpoznano prawidłowy kariotyp żeński
-> przeciwciała przeciw endomysium - Wynik UJEMNY
-> transglutaminaza tkankowa - 9,45 (do 20 wynik UJEMNY)
-> ANA - oczywiście dodatnie, na szczęście słabo 1:160
-> P/c p. kardiolipinie IgG - 3,75 (do 10 wynik UJEMNY)
-> P/c p. kardiolipinie IgM - 2,09 (do 20 wynik UJEMNY)
-> antykoagulant toczniowy - wynik UJEMNY
-> P/c p. beta-2-glikoproteinie IgG - 3,36 (do 20 wynik UJEMNY)
-> P/c p. beta-2-glikoproteinie IgM - <2 (do 20 wynik UJEMNY)
-> komurki NK - w NORMIE
-> TSH - pierwszy raz w życiu 0,017 :)
-> Witamina D3 - 26,21 (norma 30-50)
-> przeciwciała allo-MLR - Przeciwciała blokujące NIEOBECNE
-> test mikrocytotoksyczności - nie stwierdzono obecności przeciwciał cytotoksycznych

Co to wszystko oznacza? Cóż wizytę u immunologa mam dopiero za miesiąc, a genetyka jak będą wyniki męża. Ale trochę o tym wszystkim poczytałam, podpytałam koleżankę internistkę (a ona swoje koleżanki/kolegów w szpitalu) i coś niecoś o wynikach już wiem.
Kariotyp jest ok, celiakii nie mam, ANA słabo dodatnie ale przy Hashi to norma (pozostałe p/c są ok), komórki NK też ok. A co nie jest ok?
TSH, ale w moim przypadku to dobrze (zazwyczaj mam dużo większe TSH i walczę o jego zbicie).
Witamina D3 - trochę za mało (ale podobno większość polaków w zimie ma jej niedobory), więc już uzupełniam niedobory za pomocą suplementów.
No i dochodzimy do czegoś, co jest w pewien sposób kontrowersyjne (tzn. co do leczenia są sprzeczne głosy). Tak czy siak, mój wynik jest zły. Dlaczego? Bo te przeciwciała są ważne, tworzą ochronny "parasol" nas zarodkiem (oczywiście o ile są, a musi być minimum 40% hamowania, ja mam 0%). Jak wiadomo "połowa" zarodka pochodzi z "materiału" ojca, który jest obcy dla organizmu matki, więc zarodek jest atakowany przez układ immunologiczny matki. No ale przecież dzieci się rodzą, prawda? Ano dzieje się tak, bo po zapłodnieniu allo mlr rośnie i chroni zarodek. Teoretycznie, bo są przypadki gdzie nie rośnie. Najczęściej jest to spowodowane pewnym podobieństwem materiału genetycznego małżonków (nie muszą być spokrewnieni!). Wtedy mamy sytuację, ze zarodek jest rozpoznawany jako "swój" = brak przeciwciał i zarówno jako obcy = układ immunologiczny chce go zniszczyć. Bardzo często w takich przypadkach kobieta nawet nie orientuje się, ze jest w ciąży (ciąże biochemiczne - mam taką za sobą :( ).
Oczywiście są przypadki gdzie pomimo braku przeciwciał nie ma problemów z ciążą.
Leczenie? Duże dawki progesteronu na podtrzymanie ciąży (miałam spore dawki przy ciąży z in-vitro, więc może dlatego coś się udało, ale może były zbyt małe dlatego ciąża się nie utrzymała). No i ta kontrowersja i związany z nią test cytotoksyczności, który robi się po to aby wiedzieć czy w przypadku szczepień mąż może być dawcą limfocytów. Tylko, że.... szczepienia robi się w sumie tylko w Polsce (brak dowodów skuteczności tej metody - brak badań). No i podobno poza okresem ciąży hamowanie może być 0 albo nawet ujemne. Ważne jest tylko aby w ciąży było prawidłowe.
Podsumowując - mogę mieć niedobór przeciwciał MLR, przez co mój organizm "zwalcza" ciążę i teoretycznie mogę przyjąć szczepionkę z limfocytów męża (oczywiście poza podstawową metodą, czyli ogromne dawki progesteronu).

Czyli CHYBA jakiś kolejny trop mamy... Zobaczymy co mi powie lekarz (jeszcze miesiąc czekania...).


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2017, 10:39

pszczola2000 Luźne zapiski 19 stycznia 2017, 13:30

Zapisy do Hematologa w Instytucie Hematologii na Maj 2018-> hahahahaha
Poszłam do enelmedu - hematolog powiedział ze wyniki sa w normie, że osoby z ZASP mają wyniki ok 40 a nie jak ja 17-23, przepisał mi niby jeszcze raz skierowanie na badanie p/c IgM i IgG, i jeśli wyjdą w podobnych granicach to żeby dać sobie spokój. Pozatym ZASP jest przyczyną poronień a nie niezachodzenia.
Jako ostatnie zostaje mi HSG i wrogość śluzu (do którego nie wiem jak sie zabrac), Więc jeśli jajowody będą drożne to ja już nie wiem.... ;/

kascok Kiedy się pojawisz Bąbelku? 18 stycznia 2017, 10:47

O dziwo @ nie daje mi popalić jak zwykle. Brzuch boli, ale znośnie. Udało mi się nawet zrobić w domu wieniec i jedną wiązankę dla sąsiadek, więc nie jest ze mną tak źle! Sąsiadka, kiedy usłyszała, że jestem na L4, to od razu zapytała z radością czy bocian przyleciał do mnie... no niestety - nie przyleciał... Obiecała, że będzie naganiała tego boćka nad nasz dom równie zawzięcie, jak naganiała nad dom swojego syna. Kto wie, może bociek przestraszy się sąsiadki i usiądzie na naszym dachu :D

Swoją drogą mówienie ludziom, że staramy się o bąbelka daje mi pewnego rodzaju wolność, ulgę? Nie wiem jak to określić. Ale jest mi jakoś lżej, kiedy ludzie, którzy nas otaczają, wiedzą, że się staramy. Może któryś z nich pomodli się za nas? Ja zawsze modlę się o tych, którzy starają się o dziecko.

Ostatnio doszła do mnie informacja, że znajoma para starająca się od wieeelu lat o dziecko, jest w 7 miesiącu ciąży! Co za radość! Strasznie się cieszę! Taka cudowna para, tak bardzo czekali na swoje szczęście! Mam nadzieję, że my też doczekamy się tej chwili.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2017, 11:11

kascok Kiedy się pojawisz Bąbelku? 18 stycznia 2017, 11:25

Całą noc bolała mnie głowa. Rano obudziłam się z bólem głowy. Zażyłam Excedrin i jak na razie trochę zelżyło. Te migreny kiedyś mnie wykończą.Boję się tych wszystkich tabletek. Tyle tego ładuję w siebie co miesiąc. I do tego te wstrętne mdłości! I zawroty głowy. Okropieństwo! Niestety taki mój urok i muszę z tym żyć.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2017, 11:24

ma_pi Demotywator 18 stycznia 2017, 11:29

Tak informacyjne zapiszę, żeby nie uciekło:
Na samym początku trzeciego cyklu orgametrilem, czyli początek marca, mam się umówić do dr Lewandowskiego na wizytę startową. Będzie ona prawdopodobnie połączona ze scratchingiem endometrium. Umówić mam się nie przez rejestrację, tylko poprosić o konsultację telefoniczną bezpośrednio z Doktorem, ponieważ on sam zapisuje swoje pacjentki.
Na wizytę muszę mieć:
- komplet badań do ivf, zapewne wszystko się przeterminuje, może cytologia nie???
- koniecznie świeży posiew przed rysą,
Na wizycie zapytać o:
- ewentualny antybiotyk na endo,
- czy i kiedy hegarowanie szyjki.

Paś październik 2017:) 18 stycznia 2017, 11:36

Rano byłam na usg kontrolnym:) tak jak przypuszczałam płodne sie zbliżają hhaha ginekolog powiedział że śmiało można "robić" kropka:) ale narazie bierzemy na wstrzymanie bo trzeba ogarnąć sprawy związane z mieszkaniem

etola Runął mi świat... 18 stycznia 2017, 13:14

Po wczorajszej wizycie
Cieszę się, że z Maleństwem wszystko w porządku:) Umówieni jesteśmy na drugie badania prenatalne. Te z kolei będą badać dzieciątko pod kątem anatomicznym. Mam cichutką nadzieję, że będzie dobrze.
Ostatnio zaczyna boleć mnie kręgosłup w odcinku krzyżowym i trochę brzuch. Brzuch ze względu na powiększającą się macicę. Na kolejnej wizycie zapadnie decyzja, czy nadal mam brać luteinę. Jestem w 14 tygodniu ciąży, a pomiędzy 14 a 15 tygodniem produkcję progesteronu przejmuje łożysko.
Byłam dziś w odwiedzinach w pracy. Miło spotkać wszystkich współpracowników. Trochę zatęskniłam za tamtą atmosferą:) Jak urodzi się Maleństwo to będę ich odwiedzać.

PS: Chciałabym wstawić jakieś zdjęcia do pamiętnika, ale przyznam, że mam z tym problem:(
Pomożecie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2017, 13:10

lilienne czekamy na nowego człowieka 1 IVF 18 stycznia 2017, 13:21

Dieta?
Głodówka?
Post!

Tak właśnie zaczęłam nowy rok starań. Od oczyszczenia się z toksyn i pozbycia torbieli endometrialnej.
Jak wiadomo endometrioza niszczy kobiety i walka z nią nie raz jest bezsensu. Kolejne laparoskopie nie rozwiązują problemu, a pigułki anty raczej nie są wskazanie gdy chce się zostać mamą. Jest jeszcze jedno rozwiązanie, ostatnia deska ratunku! Mianowicie: Post pani dr Ewy Dąbrowskiej.
leczniczy post surówkowo-sokowy ma zmusić nas organizm do wyłączenia odżywiania zewnętrznego i włączenia odżywiania wewnętrznego (endogennego), za czym idzie trawienie wszystkich złogów, guzów, narośli, które zbudowane są z białek tak cennych dla naszego organizmu. Z powodu braku wystarczającej ilości węglowodanów, tłuszczy i białek dostarczanych z pożywieniem w czasie postu (surówki warzywne, soki warzywno owocowe)organizm trawi nagromadzone latami w naszych organizmach odpady.
Dr Ewa Dąbrowska mówi o tym żeby kobiety dały sobie szansę wyleczyć torbiele dietą, nie są skazane na operacje.

Ja już ponad pół roku męczę się z dużym guzem lewego jajnika. Nie zgodziłam się na pójście do szpitala, nie zgodziłam się na przyjmowanie tony leków. Czekałam, czekałam, aż może samo się wyleczy. Jedynie od czasu potwierdzenia endometriozy u drugiego lekarza zgodziłam się na pigułki anty. Ale po pewnym okresie ich przyjmowania (4 mies) mam się zgłosić ponownie do ginekologa i wtedy 'będziemy myśleć, co dalej w sprawie zajścia w ciążę'. To tez mi się nie podoba :/ To stwierdzenie lekarki od razu świadczyło o tym, że nie mam szans na naturalnie zajść w ciążę zwłaszcza, że mam 32 lata, staramy się od 2 lat bezskutecznie i jak do tej pory w moim życiu nigdy nie pojawiła się żadna ciąża :(

Hmmm...
7 stycznia rozpoczęłam post. Dziś mija 12 dzień. Czuję się dobrze. Organizm się oczyszcza, straszne kryzysy mam już za sobą. Najgorszy to migrena drugiego dnia. Koleżanka doradziła, żebym przerwała post, bo bóle głowy pojawiły się w wyniku odwodnienia i mogę doprowadzić się do jakieś choroby. Nie posłuchałam, walczyłam dalej.Nie mogłam być odwodniona, bo w czasie postu trzeba wypijać duże ilości wody.
Migrena ustąpiła po oczyszczeniu jelita grubego- lewatywka z kawy. Po godzinie nie było śladu po bólu.:)
Wątroba w tym czasie wyrzucała toksyny wraz z żółcią do jelita grubego, a że moje jest nie szczelne i zniszczone przez poprzedni tryb życia (obżarstwo) musiałam mu troszkę pomóc.
Był jeden dzień, gdzie roznosiła mnie chandra, chciało mi się płakać, zwłaszcza gdy mąż smażył kotlety :/
Innym razem czułam się strasznie słabo, kompletny brak sił. I w tym momencie postanowiłam nieco zmodyfikować post i komplentnie na własna odpowiedzialność odstawiłam gotowane potrawy. Zero gotowania (post dopuszcza zupy, pieczone jabłka, zapiekane bakłażany, wegetariańskie gołąbki i bigos) Ja od 8 dnia jestem 100% na surowo.
Jest super :) Dużo energii!!!!! Brak nerwów, a ja słynę z wybuchowości. Wszystko jest piękne i wszystko mi się chce.
W dniu 12 waga spadła o 6 kg :)
Walczę dalej, jeszcze ponad 4 i pół tyg przede mną.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2017, 12:03

efta historia jak ich wiele... 19 stycznia 2017, 18:41

czwartek 7 tydzień

wizyta w klinice u mojej gin od niepłodnoci.
Witam się z panią doktor , ta zaprasza mnie do pomieszczenia z usg. Gdy wyszłam już przebrana /rozebrana mąż już czekał przy usg zaraz też zjawiła się pani doktor. Włożyła sondę i zaczęła badanie. Zapadła długa cisza. Nieprzyjemna, przedłużająca się cisza, a ona tylko grzebie ta sondą i grzebie. cisza nadal trwa, lekarka ma co raz bardziej "krzywą" minę. W końcu odzywam się do niej: "Pani doktor, mówi coś pani". A ona ze zmartwioną miną przekręca monitor w moją stronę i mówi: "przykro mi, wygląda na to, że się nie udało". Na ekranie widze jajo z ciałkiem żółtkowym, bez zarodka. Łzy napływają mi do oczu , w gardle klucha ale mówie : " Boże ale jak to, w poniedziałek serduszko biło". I w sumie już nie wiem nic. Ryczę jak bóbr mąż ściska mnie za rękę.... Gin jeszcze raz pyta: " w poniedziałek było" ja potwierdzam. Po czym słyszę:
"JEST! tu się schowała - dziewczynki często się tak chowają".
W sumie dopiero jak zobaczyłam na ekranie pulsujący punkcik i usłyszałam w głośniku bijące serduszko dotarło do mnie, że dzidzia żyje.
Była schowana w rogu za ciałkiem żółtkowym dopiero przy odpowiednim skierowaniu sondy udało się ją złapać.

Podczas dalszego badania okazało się, że dzidzia ma 6mm i jest ciut mniejesza niż byc powinna. Komputer pozkazał 6tygodni i 1d ciąży , a dzidzia ma 6tyg i 5 dni
W związku z tym mam iść na usg u siebie w miescie za 5 dni (24.01 we wtorek) i po usg wysłac mojej gin smsa z wielkością dziecka (CRL). 4 dni róznicy przy takim maleństwie to spora róznica wielkosci :/
Co do plamień gin kazała odstawić acard. to przez niego mam za bardzo rozrzedzoną krew i dlatego wystąpiły plamienia, bo na usg wszytko ok nic się nie odkleja ani nie ma żadnych krwiaków czy innych anomalii. Jeśli plamienia się powtórzą lub wystąpią krwawienia to mam nie panikować, bo takie coś się może zdarzyć przy zastrzykach na rozrzedzenie krwi. Wtedy trzeba bedzie zmniejszyć dawkę, bo na razie biorę clexane 0,4.

szczerze powiem, że jestem 3,5 godziny po wizycie i jeszcze nie doszłam do siebie.
Dziś przeżyłam chwilę grozy


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2017, 18:39

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 18 stycznia 2017, 13:43

Insulina spadła! Była ponad 18 teraz jest 10.6, a norma jest do 10, czyli jestem na dobrej drodze :)

Wczoraj - 29dpt

Nasze <3 bije, naprawdę bije, widziałam :) Nasz okruszek ma już 8mm, malutkie a jednak wielkie 8mm prawdziwego szczęścia!

Mdłości hulają na całego - jak śnieg tej zimy ;) w niedzielę cały obiad może i ze śniadaniem skończyło w "porcelanie" i chociaż nie przeszkadza mi to ani trochę to niestety przy doustnym progesteronie boje się wymiotów.

Brązowe brudzenie nie powinno martwić tym bardziej przy aplikacji luteiny w takiej dawce, więc spox ;)

No i najlepsze - mój gin będzie przyjmował u mnie na wsi, mam parę metrów do przychodni wiec koniec z długimi dojazdami :)

Będzie dobrze, Staś czuwa...

coloroful Spełniając marzenia 18 stycznia 2017, 15:39

Tak więc wybiła mi ta 24 :) cieszyć się czy nie. Chyba tak chociaż czuję, że to już poważny wiek :) czekam teraz aż Wojtuś wróci z pracy i zamierzamy miło spędzić ten dzień. Wystroiłam się więc nie może to pójść na marne :) dziś będzie miły dzień :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)