8tydz i 1 dzien
Zmeczenie, zniechecenie, brak energii rzadza!
nic mi sie doslownie nie chce, mam nadzieje ze po pierwszym trymestrze wszystko minie.
Wczoraj bylam na pobraniu krwi i oddalam mocz do badania. Wyniki po swietach, i 24 kwietnia mam wizyte z wynikami. Mam nadzieje ze wszystko ok. Biore caly czas witamine pregna taka bralam tez w ciazy z Mikolajem,wiec przy niej zostane.
Mikolaj praktycznie wszystko co sie do niego mowi rozumie ale nadal nie mowi tata. Mowi tylko mama i baba, dziua- tradycyjnie
, gugu-kot, koko, nie, me ma-nie ma i w sumie to chyba wszystko...malo tych slow chyba
leniuszek moj :*
Za rok pojdzie prawdopodobnie do przedszkola
ojojoj za rok moje dziecko pojdzie juz do przedszkola...
Dziś przedstawiam Wam moją nową, a w zasadzie starą "przyjaciółkę". Ma na imię Endometrioza... --> EndoMenda
Moj kroliczek kochany 






Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2017, 17:35
jestem po łyżeczkowaniu. trafiłam w szpitalu na lekarki, które podważały moją dolegliwość, wpierały mi, że na pewno miałam podczas ostatniej histeroskopii łyżeczkowanie chociaż mówiłam, że pobierali tylko wycinki i w ogóle nie zgadzały się ideologicznie z łyżeczkowaniem w przypadku polipowatości endometrium, uparcie były za dalszym leczeniem hormonami, choć u mnie to nie działa. na szczęście poprosiły z-ce ordynatora o konsultacje, który kazał robić to co zaleca lekarz prowadzący. kolejny raz potwierdziła się teoria, że kobiety są dla kobiet czasem gorsze niż mężczyźni.
nie byłam uśpiona, tylko dostałam leki ogłupiające i przeciwbólowe w żyłę i znieczulenie w szyjkę.
mimo tego bolało jak cholera...pod koniec już wyłam. lekarka nawet na chwilę nie przerwała, żeby dać mi odpocząć od bólu. siły dodała mi jedynie położna, która złapała mnie za rękę i nie puściła aż do końca..potem wioząc mnie na salę powiedziała kilka ciepłych słów.
Modlę się, żeby było dobrze, żeby się ładnie zagoiła macica..żeby się endo prawidłowo odbudowało.
dziś przekroczyłam swoją kolejną granicę.
na fotelu przed zabiegiem dostałam takiego ataku histerii i łkania, że nie mogłam się uspokoić. po zabiegu na sali to samo.
do tego na sali ze mną była dziewczyna w trakcie poronienia a przed łyżeczkowaniem. mdlała i wyła z bólu, jej mąż bezradnie próbował cokolwiek zrobić, ale był bezradny. przypomniało mi się od razu moje poronienie, choć ja tak nie cierpiałam..
dlaczego to wszystko jest takie niesprawiedliwe, ludzie zachodzą w ciąże od jednego bzyknięcia, potem zabiją, katują swoje dzieci. a człowiek od lat marzy o jednej malutkiej zdrowej kruszynce, którą będzie kochał nad życie..
16 dc i rocznica ślubu
Dziś na monitoringu potwierdzona owulacja Tadannn!!!Owulacja była i z prawego i z lewego jajnika - są dwa ciałka żółte,endometrium ok:)
Czułam tę owulację już w 12 dc - dziwnie jakoś bo nie mogłam określić czy ból jest z lewego czy z prawego jajnika,bolał mnie cały dół,nooo i się zgadza,bo pracowały oba jajniki.
I szok!!! Byłam z marcu u hematologa z wynikami na podstawie których poprzednia ginekolog stwierdziła trombofilię. Hematolog powiedziała,że na podstawie tych wyników,gdzie tylko jeden z parametrów jest zawyżony,nie można stwierdzić trombofilii,więc miałam powtórzyć wyniki.Powtórzyłam i wszystkie wyniki są super dobre.Zdziwiło mnie to i pomyślałam,że to może Acard tak podziałał.
Dziś byłam też u hematologa,takiej pani doktor,która jest specem od różnych dziadostw związanych z krzepliwością,niepłodnością,poronieniami itp.Pani doktor stwierdziła,że trombofilia jest absolutnie wykluczona,że poronienie i problemy z zajściem w ciążę nie są związane z krzepliwością.Skoro biorę Acard i heparynę i mogę sobie jeszcze trochę pobrać,ale nie ma podstaw do tego żebym to brała i na pewno nie dostanę recepty ze zniżką na heparynę.
Hematolog nie widzi też sensu żebym porobiła inne badania,ale mogę jeszcze próbować zachodzić w ciążę i bardziej skupić się na progesteronie,a jeśli się uprę na badania te zapisała mi te na mutacje,mówiąc że nawet jeśli wyszłoby coś z tych mutacji v leiden czy białek to i tak leczenie polegałoby na braniu Acardu i heparyny,więc mam się zastanowić czy chcę wydawać kasę na te badania.Na pewno mam nie czekać z zachodzeniem w ciążę,bo i tak leki już biorę.
Jak będę w ciąży to mam do niej przyjechać,ona przeglądnie wyniki,zbada i podejmie decyzję czy ewentualnie będę brała Acard z heparyną do końca trzeciego msca czy inaczej.
W piątek mam sprawdzić progesteron i estriadiol,w czwartek mam odstawić luteinę,a po badaniu dalej ją brać.I ma nadzieję,że będę ją brała długooooo,że przynajmniej jedna komóreczka zostanie zapłodniona,że skoro są dwa ciałka żółte,to są większe szanse.
Z tymi dwoma ciałkami żółtymi i dobrymi wynikami na krzepliwość to taki piękny prezent na rocznicę ślubu,którą mamy właśnie dziś - 19ta:),a w maju na urodziny chciałabym usłyszeć serduszko:)
Za miesiąc, jeśli wszystko pójdzie dobrze, będę tulić do cyca mojego (naszego) wyczekanego Tadzia. Rzadko wchodzę na pamiętnik, a właśnie zajrzałam do swoich wpisów z początku ciąży, w tym do tego z 1 października (jest jeszcze na ovu, nie tutaj) i zmroziło mnie, jak wówczas położyłam krzyżyk na tej ciąży, bo ani zarodka, ani serduszka, przyrosty bety słabe, progesteron śmiesznie niski, a to był już 7 tc. No, a teraz dopinam wyprawkę, zaczynam przemeblowywać sypialnię. Sporo rzeczy mamy po córci, łóżeczko, wiklinowy kosz na kołach (młoda spała w nim 3 miesiące pod moją ręką, a jeździła nim po domu z dobre 4-5 miesięcy, jak musiałam ją mieć na oku i coś robić np. obiad). Chwile grozy przeżyłam przy odkopywaniu wózka, bo gondola, nosidełko, nadstawka spacerowa były w super stanie, wyprałam wszystkie elementy tapicerowane i jest git, ale stelaż z kołami leżał w garażu przy podłodze i mimo opakowania został zniszczony, zasikany i ofajdany przez myszy!! Ale od czego jest internet, za grosze odkupiłam od kobiety sam stelaż z kołami w bardzo dobrym stanie, o wiele lepszym niż nasz i w ten sposób wózek ocalał, a my zaoszczędziliśmy ponad 1500 zł na kupnie nowego. Mąż trafił z urlopem na tydzień słonecznej pogody, odmalował kosz na kołach, zdarł lakier i polakierował na nowo łóżeczko, odkopałam i wyprałam pościel, ciuszki na pierwsze miesiące, a sporo tam uniseksów. A mimo tak wielu rzeczy "z odzysku" i tak sporo kupiłam, materacyk i poduszkę klin - oczywiście, masę rzeczy higieniczno - medycznych, dla siebie i malucha i ciuszki na ciepłą porę roku, bo córka urodziła się we wrześniu, więc wszystko raczej ciepłe mamy po niej, i jeszcze masę różnych różności, a przy wyborze ciuszków pomaga mi córka i ma z tego dużą frajdę. No, a teraz jeszcze czeka mnie prasowanie, przemeblowywanie, układanie wszystkiego na miejsce.
A samopoczucie już jest różne... strasznie ciężko się czuję, żyję tak na 60%. W samochodzie mi ciasno przy kierownicy, w nocy często się budzę i nie mogę zasnąć godzinami, bywa, że dopada mnie zgaga. Ale z dobrych wieści, to wczoraj byłam ostatni raz w ciąży u diabetologa, cukry są cały czas w normie, a wręcz coraz lepsze, bo łożysko wytwarza mnie hormonów i organizm znów uwrażliwia się na insulinę. Dostałam wytyczne na czas po porodzie, ok 2 miesiące po porodzie mam zrobić kontrolną krzywą i wysłać lekarce na maila. Super, bo już mi ciężko było dojeżdżać co 3 tygodnie ponad 40km.
No, a swojego gina widuję teraz co dwa tygodnie, jutro jadę zrobić badania moczu i krwi, bo we wtorek po świętach wizyta i pobranie wymazu na paciorkowce.
Ciśnienie mam podwyższone, ale jeszcze nie alarmujące, gin powiedział, że nie da mi nic na zbicie, bo pogorszyłyby mi się przepływy w łożysku.
No i mam wyznaczoną datę, kiedy mam się udać do szpitala na cc. 10 maja mam się stawić, a cesarka 11 maja, to akurat czwartek, a mój lekarz ma tam w czwartki dyżury. No i dopada mnie stres, czy Tadek się nie pospieszy, czy będę się dobrze czuła, żebym nie musiała iść do szpitala wcześniej. Bardzo bym chciała trafić tam w tym wyznaczonym terminie, żeby trafić na swego gina! Bo szpital, jak to mały powiatowy szpital, dupy nie urywa. Jadę tam właśnie ze względu na swojego lekarza. Mam nadzieję, że to dobra decyzja.
Co jeszcze jest warte uwiecznienia... rodzina (dziadkowie) ma kłopot z zaakceptowaniem imienia Tadeusz. Nawet moja mama robi uwagi (delikatnie, ale jednak), choć jak ona nazwała syna Igor, to jej teściowie (a moi dziadkowie) nie chcieli tego zaakceptować i nazywali mojego brata całkiem innym imieniem jakieś 4 lata! Dziś mama wyskoczyła z imieniem Marcin. Mój ojciec zdziwiony, że maluch nie będzie miał imienia po nim (hahaha), a nigdy nie było nawet o tym mowy. Te wszystkie uwagi, aluzje, podsuwane propozycje jeszcze bardziej utwierdzają nas w podjętej decyzji. Problem będzie, jak urodzi się dziewczynka, bo żadnego imienia dla dziewczynki nie mamy wybranego.
Idą święta, których zupełnie nie czuję, zadaniowo i myślami jestem całkiem gdzie indziej. Wręcz mi przeszkadzają, bo brakuje mi weekendu z mężem, żeby ogarnąć, co zostało do ogarnięcia, a tu święta wszystko opóźnią o tydzień.
No i to chyba tyle wieści z placu boju
Wczoraj byłam do nowej Pani dr. Wydała mi się bardzo miła, podejrzała (za darmo) na USG jak wyglądają jajniki, choć podobno prawy się schował za jelitem ;P Powiedziała mi bym wróciła do niej za pół roku (chyba,że wcześniej zaciążę- Taaa...). Jak do tej pory nie zajdziemy, to mamy się nastawić na powtórzenie HSG (na samą myśl mnie wzdryga). Choć jak to określiła - jej zdaniem bez problemu zajdziemy, a po mnie widzi niesamowite ciśnienie na ciąże... Tylko jak można go nie mieć, jeśli człowiek starał się rok, udało się, a potem ją stracił w 8/9 tyg..........SAMA NIE WIEM. Kazała mi nie robić żadnych testów owulacyjnych, w sumie nie mierzyć też temperatury. Skoro zaszłam już 2 razy, to ona nie widzi problemu. Jej zdaniem mam jeszcze CZAS na diagnostykę, a na palcach jednej ręki mogę odliczać dni do 29 urodzin...;/ z zaleceń:
-współżyć co 3 dni (pon/śr/pt/ndz i tal dalej)
-współżyć od 6 dc do 22dc a potem można odpuścić
-starać się już i nie czekać 3 miesięcy po poronieniu(powiedziałam,że zaczęliśmy od razu)
-i co najważniejsze brać Acard, nawet jeśli zajdę w ciąże to również
Sama nie wiem co mam myśleć, czy rzeczywiście przestać mierzyć tempkę i rzucić termometr w kąt ?W sumie, co ma być to będzie, a współżycie niemal codziennie rezultatu nie dało w tym cyklu. Eh ;/Boże byle to nie trwało znów ponad roku, bo psychicznie nie daje już rady ;/
16 dzień cyklu
Temperatura na wykresie rośnie hmmm czy to normalne? Z dnia na dzień wyżej i wyżej. Dziś 36,7.
Hmm zobaczymy co przyniesie dzisiejszy dzień.
Kolejny negatywny test owulacyjny ... ehh
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2017, 19:10
37 tydzień 4 dzień
Wizyta była w poniedziałek, z Jankiem wszystko w porządku, waży już 3150 g
doktor sprawdził szyjke i twierdzi że się skraca ale jeszcze jest do tyłu, cokolwiek to oznacza. Zrobił ostatnie USG i kazał teraz robić co tydzień KTG a po terminie gdyby się nic nie działo jeszcze przyjść po skierowanie do szpitala.
Ja czuję że nie będzie trzeba, pobolewa mnie od dwóch dni brzuch na dole. Nie jest to jakieś mocne ale ciągnie jak przed miesiączką. Brzuch poszedł mocno na dół. Poruszam się jak kaczka, do tego zrobiło się luźniej na przeponie. Koleżanka ze scholi wczoraj powiedziała że na twarzy się zmieniłam i widzi symptomy zbliżającego się porodu.
Zaczynam panikować. Torba spakowana, co prawda, ale ciuszki jeszcze mam nie poprasowane wszystkie. Tu święta, dobre jedzonko, śpiewanie. No i ból. Wcześniej chyba do mnie nie docierało, nikomu nie chciałam mówić, bo przecież świadomie zaszłam w ciążę, ale najzwyczajniej się boję.
Dobra, tyle smętów. Muszę jeszcze skoczyć na zakupy i do pracy na moment po paczkę świąteczną. Jak wrócę umieszczę fotki maluszka i mojego ogromnego brzucha
Dziś 2 pęcherzyki po 12 mm, ten który było widać we wtorek nie rośnie, zatem z IUI w tym cyklu nici, skoro owulacji nie będzie. Kolejna wizyta we wtorek po świętach. Od kolejnego cyklu pewnie stymulacja Clo i wtedy IUI. Zamiast w marcu wyjdzie ze pierwsze podejście do IUI w maju... uczę się cierpliwości...A wykres wygląda jak krajobraz gór skalistych.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2017, 08:40
28 tydzień
84 dni do porodu
63 do ciąży donoszonej
12 dni do wizyty
Oj dzisiejszy wpis będzie bardzo negatywny.
Od wczorajszego popołudnia mam wrażenie, że wpadłam w dół i się z niego nie wygrzebie. Jest źle. Coraz gorzej znoszę leżenie. Nie potrafię cieszyć się swoim brzuszkiem. Jestem jak w takiej próżni. Nawet już nie pamiętam jak to jest żyć normalnie, bez ograniczeń. I mam wrażenie, że minie wieczność zanim znowu będę żyła. Bo teraz to nie jest życie, jestem inkubatorem, nie żyję a wegetuję. Nienawidzę swojej sypialni. Nienawidzę łóżka, w którym spędziłam 6 tygodni, a przede mną jeszcze z 7-8. Nienawidzę tv, laptopa, tableta i telefonu. Nienawidzę tego, że jestem zależna od wszystkich. Nienawidzę wszystkich uśmiechniętych mam z brzuszkami, dziećmi z reklam. Nienawidzę tego, że muszę leżeć. Nienawidzę tego, że nie wiem jak to jest nosić swoje dziecko w pionie z dużym brzuszkiem. Nienawidzę tego, że gdy tylko wstanę wszystko mnie boli i czuję dyskomfort. Nienawidzę tego, że się poddaję i zakładam najgorsze. Nienawidzę być w ciąży. Nienawidzę w końcu siebie, że tak źle to znoszę. Ale leżeć i tak będę, bo...
...KOCHAM SWOJE DZIECKO!
Humor dzisiaj lepszy. O wiele lepszy
I wszystko za sprawą temperatury. Obiecałam sobie, że jeżeli się okaże, że w tym cyklu nie wyszło to od następnego już nie mierzę. Mega mnie to stresuje i negatywnie na mnie wpływa co później przekłada się na relacje z moim P. A tego nie chcę. Poza tym Święta za pasem
zapowiadają paskudną pogodę
mam nadzieję, że chodziaż nie będzie padać jak będę szła na Rezurekcję
Zmiany.
Nie jakieś drastyczne ale jednak. Mąż poprosił mnie o zakup suplementów. Sam z siebie. Więc dostał zestaw: wit. C, wit. D+K, salfazin, maca, selen, l-karnityna, kwas foliowy, koenzym Q10. Picie ziół o. Sroki odpuścił - też uważam że mogłoby to być już za dużo. Wczoraj poszedł do sklepu i kupił sobie luźne gatki, nigdy nie lubił w takich chodzić a teraz od razu je ubrał i stwierdził że trzeba dokupić więcej. Cieszy mnie jego podejście. Teraz na prawdę widzę że jemu też zależy 
Ja zaczęłam brać leki przeciwdepresyjne. Nie wiem czy mogą działać tak szybko ale już czuję różnicę. Koleżanka, która wie o moich problemach mówi, że też widzi, że jest lepiej. Mąż chwali za dobry nastrój. Więcej się uśmiecham i między nami też więcej dobrych chwil. To nie jest tak, że nagle wszystkie problemy zniknęły. Są nadal, te same które były wcześniej ale teraz łatwiej skupić mi się na celu - jak wyjść z tego wszystkiego a nie tylko rozpaczać jak bardzo jest źle. Nie potrzebnie tak się bałam tych leków. Na ten moment myślę, że to była dobra decyzja.
Zanim zaczęłam brać leki, moja psycholożka zaprosiła męża na spotkanie. Stres był u obojga, bo nie wiedziałam co ona mu nagada i jak on się będzie tam czuł ale finalnie sesja się udała. Mąż dowiedział się co mają mi dać leki, Pani psycholog podkreśliła, że musimy dużo rozmawiać i chwalić się nawzajem. Mąż nawet trochę się oburzył, że przecież rozmawiamy... jak to skonfrontowaliśmy to owszem okazało się że rozmawiamy ale czasami bez konkluzji, bez decyzji czego ja potrzebuję. Więc musimy rozmawiać na dany temat tak długo aż oboje będziemy usatysfakcjonowani finałem. Niby banał ale człowiek potrzebuje wiele czasu żeby się tego nauczyć. Teraz mąż czasem mnie podpytuje kiedy znowu idziemy razem.
Ja pracy nadal nie mam ale staram się za to ogarnąć jak najwięcej w kwestii pisania doktoratu żeby w razie czego mieć już jak najwięcej napisane. Mąż ma podpisać umowę w maju (do projektu na 3 lata) - fajnie ale podchodzę do tego z dystansem, bo ten termin ciągle się odwleka. Wyników AZF nadal nie ma.
Mam nadzieję, że od dna powoli się odbijamy i teraz tylko idzie ku lepszemu.
Tak więc testy owulacyjne dodatnie od 14 dnia cyklu. Bardziej prawdopodobnie owulacja jednak była wczoraj. Taka mam wielką nadzieję , bo serduszkowanie było a ostatnio ciężko przyszłego tatusia na to namówić.. uważa ,że co ma być to będzie. Rozumiem go bo planowanie to tylko stres. Chociaż temperatura i wsłuchiwanie się w brzuszek to już takie moje uzależnienie. Tak więc mam nadzieję ,że było to wczoraj i się uda bo brak u mnie śluzu płodnego i myślę ,że im bliżej owu tym lepiej 
Dzisiaj spędziliśmy 2h na kręglach. Starałam się dużo nie dzwigać ( do 10kg) ale brzuszek i tak dziwnie jakby ciągnął , lekko bolał .. ? Gdybym tylko mogła pomóc maluszkowi w zagnieżdżeniu ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2017, 10:28
Niech już @ przychodzi bo mam takiego nerwa, że nie wiem jak wytrzymam w pracy 
Wkurza mnie ewidentnie wszystko, wrrr... 
I najchętniej wszystko bym kopnęła w diabły i to całe staranie i w ogóle, a najbardziej to chyba sama siebie! Co za dzień..?!
Nadszedł ten długo wyczekiwany 19 cykl starań. Mam nadzieję, że sen, w którym właśnie w tym cyklu widziałam pozytywny test pochodził od Boga i się spełni.
Dziś 5 dpo, 9-ty dzień Nowenny Pompejańskiej. Nie mierzę temperatury odkąd OF potwierdził owulację. Schowałam termometr i nie mam zamiaru na niego patrzeć. Zbyt dużo stresu kosztowały mnie te wszystkie spadki i wzrosty ;/ Zresztą w tym cyklu znów biorę luteinę, więc temperatura będzie wysoko i będzie dawała złudne nadzieje.
Po za tym wcinam ananasa - naczytałam się, że pomaga na zagnieżdżenie.
Dziś planuję wybrać się z M. na spowiedź.
Radosnych i rodzinnych Świąt Wielkiejnocy Wam życzę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2017, 15:18
9 DC
Dni lecą jeden za drugim. Zaraz święta, dużo wolnego, czas z bliskimi
W kolejny weekend wyjazdowy panieński, a potem majówka daleko u siostry. Cieszę się, że tyle się dzieje i będzie dziać. Głowa ma szansę myśleć o czymś zupełnie innym. 
32 DZIEŃ CYKLU ! ???
Jery, czemu tak dziwnie wszystko wychodzi ..
Wczoraj robiłam test i wyszedł negatywny, okresu nie mam, nic mnie nie boli okresowo .
O co kaman?
Raz w życiu miałam 39 dniowy cykl ale to było wtedy gdy miałam stymulowany cykl.
Hmm.. może poprostu zrobiłam test wieczorem i dlatego wyszedł negatywny ?
A może to przez to że miałam późną owulację ?
Nie mam wytłumaczenia.
Ale dzisiaj rano gdy spojrzałam na ten test wczorajszy to taki cien cienia i cienia 
Ale może mam zwidy, muszę powtórzyć test ale najwcześniej w sobotę albo niedzielę. Nie prędzej !
PS. Dostałam pas św. Dominika 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.