Jestem dziś jakaś zdołowana. Wydaje mi się, że nic z tego nie będzie. Jakoś nie umie myśleć pozytywnie. Ciężki jest ten czas oczekiwania na wynik. Popadam ze skrajności w skrajność. Mąż co prawda mi mówi, że się udało, a ja jakoś w to nie wierzę. Dopatruję się wszelakich objawów i jakoś ciężko z nimi. Piersi co prawda zrobiły się większe, bardziej nabrzmiałe. Ale żadnych żył na nich nie ma, nie są wrażliwsze. W jajnikach tak około dwa razy na dobę coś poczuję. I jedynie to odbijanie mnie trzyma. Siusiam też częściej, ale na to mam też wytłumaczenie. Skoro więcej piję to muszę i częściej do toalety chodzić. Zatem same widzicie, że szału nie ma. A do wtorku mam wrażenie, że zwariuję.
Na test sikany stanowczo za wcześnie. Widzę, że moja cierpliwość już się wykończyła. I jak tu mam nie stresować się? Przecież to niemożliwe do osiągnięcia.

Zaczarowana A miało być tak pięknie… 16 września 2013, 22:30

Dzisiaj jest 12 dc, więc byłam na drugim dniu monitoringu. Nic dobrego jednak nie usłyszałam. Pęcherzyk jest, ale mały - 10,83 mm, a endometrium co tu dużo mówić kiepskie, nawet lekarz tego nie ukrywał - 3,51 mm, od ostatniej wizyty urosło jakiś 1 mm :( Nie wiem czemu tak jest, brałam co prawda antybiotyk, ale starałam się chociaż w przerwach wypić pół lampki wina, jadłam migdały, a mimo to jest jak jest - beznadziejnie.

Zdołowała mnie ta informacja, ale nadzieja wciąż gdzieś tam głęboko się tliła. Do czasu. Zwierzyłam się bliskiej koleżance (z którą czasami rozmawiałam o chęci posiadania dziecka) z beznadziejnego wyniku, z wczesnej ciąży kuzynki i tego jak teraz się czuję. Popatrzyła na mnie jakoś tak dziwnie, po czym powiedziała ze łzami w oczach, że teraz to mnie dobije, bo ona też jest w ciąży.
Szok. Poczułam jakbym dostała w twarz. Języka w gębie mi zabrakło. Koleżanka, która ma już dziecko, nie jest w stałym związku, ciężko jej jest pod względem finansowym, co prawda wspominała, że kiedyś chciałaby mieć jeszcze jedno dziecko, ale na pewno nie teraz i nie w takich warunkach finansowych. Gapiłam się na nią i nie wiedziałam co powiedzieć. Z jednej strony współczułam jej sytuacji, bo zabezpieczała się, tyle tylko, że to zabezpieczenie zawiodło, a ona naprawdę ma niełatwo w życiu. Z drugiej jednak strony w głowie dzwoniło mi, to ja się staram, dbam o siebie, z Mężem bardzo chcemy zostać rodzicami i nie wychodzi, a u niej wystarczył jeden, jedyny raz, zawodne zabezpieczenie i są - dwie czerwone kreski na teście ciążowym. Totalny absurd! Czułam się tak, jakby ktoś śmiał mi się prosto w twarz. Próbowałam ją jakoś pocieszyć, a w głowie dzwoniło mi, że to, co się dzieje to jakiś żart. My próbujemy i nie wychodzi, a kobiety koło mnie zachodzą jedna po drugiej w ciąże - nieplanowane, planowane... To jest po prostu chore, niedorzeczne, głupie. W głowie mi się to nie mieści. Co zapomnę o tej całej sytuacji, to po jakimś czasie przypominam sobie i mam wrażenie, że to zły sen, że aż tak źle nie może być, że my tyle miesięcy staramy się bez rezultatów, a ludzie obok nas bez problemu cieszą się lub dołują ciążami. W jednej chwili współczuję jej, w drugiej jestem wściekła. Gubię się w swoich odczuciach. No doprawdy, czuję się jak w jakieś mydlanej operze. To się nie dzieje naprawdę!
Praktycznie cały dzień w pracy gapiłam się bez sensu w monitor, jakoś nie mogłam na niczym się skupić. Ostatnio nadmiar zajęć w pracy nie działa na mnie pozytywnie, w sensie, że biorę się do roboty i nie myślę o problemach. Przeciwnie - im więcej roboty, tym bardziej dołuję się, rozmyślam. Nie wiem ile tak pociągnę. Chciałabym odpocząć od tego wszystkiego, odciąć się, nic nie widzieć, nie wiedzieć, zapomnieć. A wyjazd Męża zbliża się nieubłaganie...

mychowe W oczekiwaniu:) 17 sierpnia 2013, 18:37

Niby mialo byc bez stresu, bez myslenia i staran... tak sobie wmawialam,ale podswiadomosc jednak chciala inaczej..
Sluzu bylo bardzo duzo i bardzo dlugo, ostatnie dwa dni az sie wylewalo.
Jednak moj kochany maz nie mial nastroju, a ja sie poplakalam..
Nie spodziewalam sie, ze az tak zareaguje..
Przeciez tak naprawde to dopiero pierwszy cykl,aja mialam sie zajac soba, a nie mysleniem o ciazy..
Ostatnie dni sporo pracy, dostalam dodatkowa prace 100 mil od miejsca zamieszkania, gdzie przez 3 dni dojezdzam, nocuje i wracam, nie dosc, ze placa za paliwo podwojnie, to jeszcze za milo czas spedzony w aucie i spiewaniem wraz z Editors. Juz znam ich cala plyte na pamiec.
No i nowe doswiadczenie w pracy, same pozytywy..
Wiec za miesiac uda nam sie splacic jeden dlug, z ktorym sie borykamy przez ostatnie 5 miesiecy:)
Git malina.
Tararirarara:)

biedronka1982 W poczekalni 17 sierpnia 2013, 18:50

Chcialabym dzis dopracowac nasza "Fasolke", ale od rana kreca mi sie rozni ludzie po mieszkaniu. Rodzina, przyjaciele. Teraz jakiegos grilla mamy u nas robic. Akurat dzis?! Tyle dni jest w miesiacu na spotkania towarzyskie, a owulacja jest tylko jedna!
Lubemu nie powiem, bo znowu bedzie seks pod presja, a to psuje jego zapal. Musze siedziec i sie usmiechac i czekac az wreszcie wszyscy sobie pojda. Potem walczyc ze soba, by nie zasnac, zanim luby sie obok mnie polozy.
Do dupy to jest!!!
:-(
:-(
:-(

Bajka jak na karuzeli... : ) 17 sierpnia 2013, 20:02

caały dzień na powietrzu... tego mi było trzeba, namówiłam męża na badania żołnierzyków- stresuje się jak nie wiem i tak na wszelki wypadek chce żeby mu do śniadania rozpuszczać multiwitaminkę :) mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze... do terminu @ zostało mi jeszcze 6 długich dni... reety jaka ja jestem niecierpliwa i jakoś tak senna od rana :/ czytałam, że przy staraniach o dzidzi nie powinno pić się kawy w dużych ilościach, nie wiem na ile to prawda ale ja uwielbiam kawę, kupiłam tchibo bezkofeinową - tak na wszelki wypadek :)

@ znikneła, mam jakies dziwne te okresy. brzuch nawet mnie nie zaboli, ledwo zacznie krew leciec i juz sie konczy. dokładnie to w tym cyklu miałam 3 dni @. kiedys z bolu nie mogłam wytrzymac, opakowanie tabletek przeciwbolowych na dzien to bylo mało, a małpa trwała 6,7 dni. kurcze jak teraz pojde do lekarza to musze mu o tym powiedziec.

a tak z drugiej beczki, 20 zaczynaja sie dni plodne, 20 jedziemy tez do kliniki na badania meza i popytam sie jak to wszystko wyglada, bo chyba przyjdzie czas sie zapisac. 24 P. jedzie na poligon na 2 tyg. :( znow sama :( dobra koncze kochane, zycze milej nocki...

witam tak wlasnie mysle nad wiesiołkiem biore go 3 dzien moze orientuje sie ktoras przez jaki czas mam go brac biore tez magnez z b6 kwas foliowy i pije siemie lnianne i chce kupic castagnus ale czy to nie bedzie lekka przesada z tymi wszystkimi lekami moze ja przesadzam z tym wszystkim jak bardzo czegos sie chce i bardzo marzy sie o tym to to dostaje sie tak kiedys slyszalam a teraz mocno wierze w to

Byłam na USG. Wykazało policystyczne jajniki. Byłam tak załamana, że nie byłam w stanie się pozbierać. Teraz skupiam się na sobie. Wdrażam leczenie, dietę. Stosuję się do zaleceń lekarza. Mam nadzieję, że uda mi się doprowadzić do porządku wszelkie dolegliwości.
Pozostały mi jeszcze badania:
* androstendion
* prolaktyna
* posiew

biedronka1982 W poczekalni 18 sierpnia 2013, 10:31

Durne ovu nie wykrywa owulacji. Olac to. Rano serducho i tak i od razu lepszy humor.
A wczorajszy wpis to z braku seksu marudny. Wiadomo, ze na grillu sie pije. Sama likier pilam, a sie lubego o 8 piw czepiam! :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2013, 10:59

motylek Czas na drugiego maluszka... 18 sierpnia 2013, 10:38

Niedziela, piękna pogoda, a ja siedzę sama :-( Mój mąż, do cholery jasnej, jest od jakiegoś czasu pracoholikiem. Pracuje 7 dni w tygodniu, bo twierdzi, że pieniądze są przecież takie ważne i potrzebne. A gdzie czas na odpoczynek? Gdzie czas dla rodziny? Czy on naprawdę nie ma ochoty na wspólny spacer, wycieczkę w jakieś fajne miejsce, czy wypad na rower? Owszem, pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Mieszkamy w takim cudownym miejscu... wszędzie piękne góry, jeziora, lasy, przyroda... szkoda, że mój mąż nie potrafi się tym cieszyć. Smutno mi niesamowicie...

Jest pierwszy kilogram na plusie. Od dwóch dni mam 51kg (przy wzroście 155cm). Trochę liczyłam, że nie przytyję w pierwszym trymestrze. No ale skoro maluszek tego potrzebuje do prawidłowego rozwoju to trudno.

Mam też słabą wolę nie tylko do jedzenia i ćwiczeń - zaczęłam też przeglądać informacje o pielęgnacji dziecka, wyprawkach - a obiecałam sobie, że dopiero jak skończę pierwszy trymestr.

Do usg coraz bliżej a ja panikuję coraz mocniej. Wiem, że nie powinnam bo to nie pomaga ale strasznie mnie to stresuje. Chcę zobaczyć, że jest i że bije mu serduszko - to mnie bardzo uspokoi, choć pewnie na krótko :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2013, 19:55

Kajula Przyjdzie ten czas 4 kwietnia 2014, 08:26

Chciała bym już w tym roku zacząć starania o naszą dzidzie. Jednak praca i mieszkanie z rodzicami nie sprzyja :/ Mój M nie chce bo mówi,że jeszcze na to nie pora więc czekam na ten czas. A teraz chce poznać swój organizm wiedzieć o sobie więcej :D

dejzik Czekam i już wiem:))) 18 sierpnia 2013, 15:46

Staramy się o maluszka od kilku miesięcy, dość intensywnie, ale niestety jak na razie bezskutecznie:( dziś zrobiłam test owulacyjny i są 2 kreseczki. Może tym razem się uda...
Łykam kwas foliowy już dosyć długo, poza tym magnez, wit b6, wiesiołka (z uwagi na owulkę już przerwałam) i castagnus. Piję dużo wody, sok pomarańczowy, owoce, warzywa - w ilości hurtowej. Męża karmię androvitem, kwasem foliowym, wcześniej brał cynk i magnez. Grzecznie wszystko przyjmuje. Śluzik jest książkowy, piękny rozciągliwy i w ilości zadowalającej
a jednak jak do tej pory się nie udało zafasolkować.... Nie mamy żadnych przeciwwskazań - para zdrowych 30 - paro latków chcących z nadmiaru miłości (jesteśmy 10 lat małżeństwem)stworzyć maleńką istotkę.
Muszę się uzbroić w cierpliwość, nie myśleć za dużo...
Starające się dziewczyny - trzymam za Was kciuki i za siebie również, życzę nam wszystkim wytrwałości i dużo pozytywnej energii bo jest nam potrzebna. Wierzę, że wreszcie moja upragniona fasoleczka się zagnieździ i szczęśliwie będzie sobie rosła w jeszcze szczęśliwszej mamusi. Czekam na Ciebie mój robaczku...

Zorganizowalismy wczoraj grilla. To nic ze caly dzień sprzatalam i ani chwili nie usiadłam. Ale warto było!!!!! Impreza zajebista az mnie brzuch ze smiechu bolał. Szczerze to ani sobie nie pojadłam bo musiałam pilnować grilla.. Goscie zadowoleni jedzenie wszystko zjedzone czyli musilo smakować. Dzis musiałam rano wstać bo impreza się zakonczyla o 2:30 i nie miałam już ochoty podlewac kwiatow. A mamy tego dosyć sporo. Zastrajkowalam tez i nie zrobiłam dziś obiadu- co to zawsze musi być obiad!!!! A.... i musze się pochwalić ze mój małżonek mi wczoraj dużo pomogl. Za to mu podziekowalam w naturze no w końcu się doczekal. Bo miał dlugi okres abstynencji. Jakos odechcialo mi się kochac.
Zbliza się wielkimi krokami czas testowania,choc obawiam się ze nie będę musiala zakupić testow.Z przykroscia patrze na nasz wykres i jest mi smutno bo temp spada.. No chyba żeby jutro jeszcze odbila ale watpie:-((((

Ewunia A czas ucieka.. 18 sierpnia 2013, 13:27

Od wczoraj jestem sama w domu. Mąż pojechał po swoich rodziców do cioci, a to ponad 400 km, więc wróci wieczorem. Ja nie mogłam jechać, bo wczoraj musiałam być w pracy, a do tego dostałam okres i kiepsko się czuję. Wiedziałam, że @ przyjdzie, bo ten miesiąc odpuściliśmy. Musiałam odpocząć. Ostatnio nie czuję się najlepiej, często płaczę, przestaję wierzyć w to, że doczekamy się własnych dzieci. Ale nie wyobrażam sobie życia tylko we dwoje. I o ile ja jestem otwarta na adopcję (po prostu traktuję to jako jedną z dróg do macierzyństwa) to M nie chce o tym słyszeć.. Twierdzi, że nie będzie chyba umiał pokochać "obcego" dziecka..
I chyba bardziej z tym nie potrafię sobie poradzić. NIE WYOBRAZAM SOBIE ŻYCIA BEZ DZIECKA!!!
Pewnie dziwicie się dlaczego tak łatwo "decyduję" się na adopcję? Przecież tyle osób tu walczy latami o własne dziecko, a ja tak łatwo się poddaję..? Tak właśnie uważa mój M. Gdy tylko o tym wspominam, on twierdzi, że nie chcę walczyć o nasze dziecko.
Znam osobę która została adoptowana. Mam taką osobę w dalszej rodzinie.
I może dlatego nie boję się, jak twierdzą niektórzy ludzie, że nie wiadomo, co z takiej osoby wyrośnie. Moje własne dziecko też może wpaść w złe towarzystwo i zostać alkoholikiem lub narkomanem. W ogóle to zawsze mnie irytują takie uogólnienia!
Zresztą, dzieci nie są naszą własnością. Są nam powierzone w opiekę, a my możemy się starać jak najlepiej wykonać to zadanie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2013, 13:40

Ewunia A czas ucieka.. 18 sierpnia 2013, 14:02

Jestem osobą wierzącą, choć chyba nie tak, jak bym tego chciała.. Jako nastolatka modliłam się do św. Józefa o dobrego męża. Gdy poznałam M, nie była to z mojej strony miłość od pierwszego wejrzenia:) Ale M był nieugięty :) A ja miałam mętlik w głowie, z jednej strony nie kochałam go, ale też nie chciałam, żeby sobie poszedł.. Płakałam i modliłam się o właściwy wybór. Potem miałam niegroźny wypadek. M cały czas przy mnie, bardzo mi pomagał. Nawet moja mama była pod wrażeniem:) I nagle przyszło olśnienie!:) Właśnie tą swoją ofiarnością, delikatnością, czułością mnie do siebie przekonał. Rok później wzięliśmy ślub:). Po co ja to piszę? Bo myślę, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a modlitwa może działać cuda..
Od jakiegoś czasu modlę się do Św. Rity (patronki od spraw trudnych i beznadziejnych)o dziecko. o ile najpierw prosiłam o to, żebym mogła zajść w ciążę, tak ostatnio, po przemyśleniach - modlę się o to, żebyśmy doczekali się jak najszybciej maleństwa, a jeśli to ma być adopcja, to żeby mój M też się na to zgodził.
I po tygodniach buntu i płaczu poczułam się dziwnie spokojna..
Póki co, 26 sierpnia czeka mnie wizyta u pani ginekolog. Jeśli znowu nie dowiem się jakichś konkretów, będę musiała poszukać nowego lekarza..


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2013, 14:06

W piątek 16.08 byłam u lekarza a że był późno bo o 21 wróciliśmy z mężem o 22 a na następny dzień byłam na weselu to nie miałam kiedy coś napisać.
Maleństwo ma się bardzo dobrze. Leżało sobie w brzuszku i odpoczywało a rączkę miałam na główce mąż się śmiał że pewnie będzie córeczka bo odpoczywa jak mamusia :P Niestety płci jeszcze nie było widać może na prenatalnych będzie wiadomo. Nasze kruszynka ma już 4,74cm byłam wówczas 10 tyg i 4 dniu a USG sugeruje 11tydzień i 5 dnień i wyznaczył termin porodu na 2.03. :P Serduszko ładnie biło nawet usłyszałam jak biło 165 uderzeń ;) aż łezka nam się zakręciła w oczku. Na szczęście od ostatniej wizyty przytyłam tylko 1 kg :P Mam zrobić badania do tego czasu morfologia, mocz, i Toxo IgM, na szczęście mniej niż ostatnim razem. Następna wizyta 11 września.

Na weselu było super... trochę potańczyłam wolniej niż zwykle...było gorąco ale dało się wytrzymać ;)


Później zamieszczę zdjęcia dzieciąteczka ;)

Czuję, że w tym cyklu owulacji nie będzie. Dziś 13 dc i prawie żadnych objawów dni płodnych, prócz bólu brzucha i okolic krzyżowych. W poprzednim cyklu o tej porze lekarz stwierdził, że mam już objawy owulacyjne (owulacja 16 lub 17 dc). Wprawdzie towarzyszył mi wtedy bardzo podobny ból, wskazujący na pęknięcie torbieli.. Boję się trochę, bo to oznacza, że wszystko idzie dobrze tylko wtedy, jak znika torbiel. Ciągle się zastanawiam czy to nie dlatego, że jestem trochę przeziębiona? Dziś dość mocno boli mnie gardło... Ten mój strach nasila wizja laparoskopii i przekłuwania jajników skoro same sobie radzą. Poprzedni cykl był dla mnie nowością, bo w zasadzie nigdy nie obserwowałam takich zmian w swoim organizmie. Może dlatego, że nigdy dotąd nie zwracałam na to szczególnej uwagi? Nie wiem już sama. Jajniki bolą, a ja nie wiem czy na owu jest jeszcze w tym cyklu szansa. Chcę wiedzieć czy wszystko ok, czy owulacja jest u mnie sporadyczna, a wręcz znikoma... Kochane dziewczyny, co myślicie?

MoNa_2603 Walka o Cud 4 kwietnia 2014, 08:28

Dzisiaj ostatni dzień brania Luteiny. Czuję, że @ zbliża się wielkimi krokami. Pewnie w niedzielę zacznie się kolejny cykl, co oznacza kolejne dni wielkiej nadziei. Szczerze bardzo się tego boję, bo o ile teraz na koniec udało mi się wyluzować, tak od niedzieli już nie będzie tak wesoło. Od 3 dc zaczynam brać CLO, później 9 i 13 dc wizyta u gina na USG i to chyba jest najgorsze, że mimo leczenia może się nie udać. Nawet nie ma co marzyć, że w pierwszym cyklu się uda, ale człowiek się nakręca sam i nie ma na to rady :(

A może ten dzień nie będzie taki pesymistyczny :D właśnie dzwoniła do mnie Pani z Ośrodka Wczesnej Interwencji, że mam zgodę na odbycie u nich praktyk :) Najlepiej poprawił mi humor mój detektor płodności hahaha :D Podobno mam dzisiaj dni płodne, a to ciekawe skoro jestem na luteinie i w niedziele mam dostać @ :D

Wracam do domku, a tam Dinozaur :D Haha...mojemu kochanemu mężulkowi nudziło się na nocce w pracy i zrobił metalowy szkielet dinusia :D A ja zaraz zwiariuje przez te swoje ptaszki, człowiek chce im zrobić dobrze, wypuszcza z klatki żeby sobie pofruwały, a one tylko na złość robią! siadają sobie na meblach, skubią serwetkę...ehh, ale i tak je kocham :D

Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś kto popsuje człowiekowi humor i przypomni o problemach...Napisał do mnie kuzyn mojego męża i tak sobie gadaliśmy i wszystko było by fajnie gdyby nie jego wścipskość...po chwili napisał "a miałem pytać, już po ślubie a dziecka nie widać?", na co ja mu odpowiedziałam zwykłe "nie", a on zamiast się zamknąć to głupio pyta "czemu?"...Co go to interesuje? Ehh...mam dość tych ludzi!

JaKo --> jakimi dwoma kreskami? może w któryś poniedziałek za pare miesięcy mi sie uda, ale na pewno nie teraz ;( w niedziele mam okres dostać po luteinie.

Na domiar złego dzisiaj odebrałam wyniki z wymazu pochwy :( są okropne!
Wyhodowano bardzo liczne Enterococcus faecalis (paciorkowce) i Candidie (grzyby) :(
Dzwoniłam do lekarza, powiedział, że to jest okropne świństwo i zanim się tego nie wyleczy nie ma mowy o zachodzeniu w ciążę. Przede mną leczenie antybiotykami.

Boże, dlaczego ja mam zawsze wszystko pod górkę? :( Mam już dość :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2014, 20:43

Martulka19 Czekając na II kreseczki 18 sierpnia 2013, 17:14

Czasami mam takie chwilę myśli, że w końcu się udało że będę szczęśliwą mamusią :)
Wtedy sobie wyobrażam jaki będę miała brzuszek jak mój Misiak się na nim kładzie, przytula się, całuję..Jaka będzie wyglądać moja mała kruszynka gdy się urodzi. :*:)
Ale wtedy przychodzi niechciana @ i czar pryska miewam wtedy smutne dni ale się nie załamuję tym faktem bo wiem że czeka na mnie kolejne staranie :)
Mam na dzieję że ten cykl przyniesie mi || grube kreseczki...

Moja kochana mamulka dzisiaj powiedziała że mam sobie zrobić dzidziusia jak moja młodsza siostra poleci ze swoją córeczką za granicę.. Bardzo chciałabym jej w końcu powiedzieć że będzie po raz drugi babcią ale na to musi poczekać :)
Ostatnio mi powiedziała że będę miała 2 córeczki wywróżyła mi to na obrączce :)
Mam nadzieję że to marzenie się spełni :P
Podczas przytulania nigdy o tym nie myślę bo mnie to od razu stresuję i podchodzę do wszystkiego dosłownie na luzie bo bym na głowę dostała..

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)