Witam wszystkie starające się i szczęśliwe przyszłe mamy.
Chwilami chce mi się płakać, zdarza się, że jak widzę małe uśmiechające się do mnie dzieci robi mi się ciężko na sercu. Gdy widzę śpioszki, albo ciekawe zabawki jakich kiedyś nie było i zastanawiam się czy będę je kupowała dla swojego dziecka.
Jeszcze niedawno uważałam, że zaczniemy się starać o dziecko dopiero za parę miesięcy, gdy odetchniemy po ślubie i zrobimy wiele innych rzeczy albo po prostu nacieszymy się sobą, wspólnym, nowym życiem.
W tą niedzielę będziemy obchodzić pierwszą rocznicę ślubu. Niecały rok minie też od chwili w której poszłam do nowego ginekologa, u którego do tej pory się leczę i który powiedział mi, że będę miała trudności z zajściem w ciąże i że czas działa na moją niekorzyść. Wtedy się bardzo załamałam, bo zdałam sobie sprawę z tego, że mogę być po prostu bezpłodna, a nasze małżeństwo – w tym kościelne można śmiało unieważnić. Na szczęście mam bardzo wyrozumiałego męża. Już przed ślubem rozmawialiśmy co by było gdyby i braliśmy taką ewentualność. Z dzieckiem czy bez również będzie mnie kochał. To jest najważniejsze i tego się trzymamy – robimy co w naszej mocy by pojawiło się w naszej małej rodzinie dziecko.
Na początku przerażała mnie myśl o byciu mamą, bałam się, nie byłam pewna, ale szybko zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy może mi to nie być dane i że będziemy tylko my – ja i mąż a może jeszcze jakiś pies czy kot i teściowie oraz wieczne pytania z różnych stron kiedy będzie dziecko aż do przyjścia menopauzy.
Teraz minęło kilka miesięcy i kiedy każdy cykl kończy się bezowocnie jestem coraz bardziej przygnębiona. Wiem, że chciałabym trzymać w dłoniach dziecko które będzie podobne do naszej małej rodzinki. Trzymajcie za nas kciuki i życzcie wytrwałości. Ja też Wam kibicuję 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2013, 20:04
Dziękuję Wam dziewczyny. Na Was zawsze można liczyć.
Wczoraj rozmawiałam z lekarzem o programie rządowym. Umówiłam się na wizytę w tej sprawie na następny piątek. Zobaczymy co uda nam się załatwić.
Wczoraj również dostałam od koleżanek z pracy niezły ochrzan. Za ich namową nie odstawiłam jeszcze leków. Zaraz stwierdzicie, że zwariowałam. A może jednak tak. Same zaraz może wypowiedzcie się na ten temat. Rano wczoraj miałam delikatne plamienie - kilka kropelek krwi. Nic więcej. Dziś też ani śladu. Wczoraj był 10 dzień po transferze. Jedna z moich koleżanek z pracy ma swoją najlepszą przyjaciółkę (ja też ją znam), która jest właśnie w ciąży z criotransferu. I ona ma kartkę, którą otrzymała po transferze od swojego lekarza, że implantacja może nastąpić do 11 dnia po transferze. I jak usłyszały, że miałam plamienie to oczywiście weszły mi na głowę. Że może jednak to implantacja... I poszukałyśmy w necie, że beta zaczyna rosnąć 48 godzin po implantacji. Czyli jutro dopiero by mogła ruszyć coś ta beta. Tak więc za namową koleżanek, z nadzieją że może jeszcze wszystko nie jest stracone, biorę leki dalej. Jeśli zacznie mi się okres to je odstawię. A jeśli okres nie przyjdzie do poniedziałku to pójdę w poniedziałek raz jeszcze na betę. Lekarzowi oczywiście do tego na razie się nie przyznałam. Może w piątek na wizytę pójdę z inną sprawą niż zaplanowałam gdy się na nią zapisywałam? Proszę więc mimo, że chyba są małe szanse, ale zawsze jakieś są, trzymajcie za mnie nadal kciuki. A co Wy o tym sądzicie?
Dzis miala mega stresowy dzien, a wlasciwie to zaczelo sie wczoraj,kiedy zaczelam sie przygotowywac do prezentacji przed tlumem menadzerow z trzech odleglych regionow. Pierwsza minute mojego przemowienia jezyk mialam gietki strasznie, ale pozniej sie osmielil i gadal jak najety.. Po tym byly oklaski i prawie sie poplakalam, bo tak przedstawialysmy z kolezanka nasza prace i jakie rezultaty ona wywarla na naszych kochanych uposledzonych osobach,ktorymi sie zajmujemy. I to tylko w ciagu roku.
Ach wielki zapal do pracy teraz mam:)
No i od kilku dni mam okropny bol krzyza. Rano sie budze z bolem, pozniej jak wstaje,to nie moge sie wyprostowac, chodze jak Dzwonnik z Notre Dame. Najgorzej jak siedze za dlugo na krzesle, wtedy wstaje i znowu nie moge sie wyprostowac. I tak juz trzeci, czwarty dzien.. mam nadzieje, ze przejdzie niedlugo.
Tak mi jakoś zleciał dzień, całkiem znośnie, tylko teraz dopadł mnie jakiś smuteczek. Im bardziej czekam na ciążę, tym mniej w nią wierzę. Tak bym chciała dostać choć maleńki cień szansy, malutki sygnał, że coś się kluje. ale wiem - z jednej strony, że to za wcześnie, a z drugiej już jakoś nie wierzę że się udało... Poprzeglądałam sobie wykresy te ciążowe w moim przedziale wiekowym, tak fajnie było zobaczyć u dziewczyn zielone plusiki:) jakie emocje muszą towarzyszyć takim plusikom. Tymczasem idę spać, żeby szybciej zleciało...Dobrej nocy!
Zauważyłam, że dopada mnie takie lenistwo, że nawet na forum nie chce mi się pisać zbyt wiele. Myślę, że to jakaś forma odetchnięcia od tego wszystkiego ale wiem, że im bliżej testowania tym bardziej będę aktywna. Bo tylko tu mogę się wygadać. Byłam dziś na badaniu krwi, trzy pobrania, 7 napełnionych probówek pięć dziur w rękach. Efekty poznam za tydzień. Chciała bym, żeby coś się tam znalazło łatwego do naprawienia. Tak aby wystarczył lek i od razu dzieciątko mogło by zamieszkać w moim brzuszku. Ah te marzenia. Zycie i tak potoczy się po swojemu niezależnie od chęci. Panie pobierające mi krew śmiały się, że ten mój lekarz to naukowiec bo tyle badań zlecił. W sumie racja bo większość lekarzy czeka i czeka z badaniami. Owszem nie był to tani interes bo zapłaciłam ponad 200zł i to można jeszcze kilka innych badań krwi zrobić w ramach poszukiwania problemu. Na szczęście nie zlecił wszystkiego na raz. A ja mam nadzieję, że wystarczą te które zrobiłam. Zrobiłam też beta hcg żeby sprawdzić czy spadło po poronieniu, mam nadzieję, że tak bo potem może mi fałszować testy sikane jak będę chciała robić.
![]()
Nie wiem co z tego będzie,ale objawy mam takie.
Sutki wrażliwe na dotyk-nic przyjemnego.
Czasem pobolewają piersi-delikatnie i nie zawsze obje na raz.
Pobolewają jajniki-krótkotrwale,ale przez cały dzień zdarzają się nawet często.
Mam wrażenie,że czasami zaboli macica i zakłuje w środku.
Czuję też dużo wyraźniej kanały czy też gruczoły mleczne-ale czy to możliwe,że to to?Wcześniej nigdy tego nie czułam.
No i czy te pobolewania jajników są normalne?Czy to świadczy o tym,że jeśli doszło do zapłodnienia,to jajniki po prostu tak reagują?
W środę przyszła @ wiec nastrój miałam kiepski... Dodatkowo pokłóciłam sie z mężem. Oczywiście mogę sie na 100% założyć ze prowodyrem była moja ukochana teściowa. Wtrąca sie we wszystko krowa jedna! Dwa całe dni byłam w pracy, w środę rano zrobiłam test oczywiście negatywny a potem dostałam @. Siedziałam sobie cichutko w dresie i zawinęła w kocyk. Było mi cholernie źle, nie mogłam sie pozbierać. Stara poszła na miasto bo przecież spacery w deszczu to najlepsze co mogła zrobic. Przyszła zmoknięta, zmarznięta i wqrwiona. Jeszcze pewnie mam koło niej skakać no już! Siedzi cały czas w domu a jak leje to nikt jej nie kazał nigdzie wyrazić. Zawiodłam sie na nim, nic nie rozumie, nie wiem czy to wszystko ma sens. Próbuje teraz to jakoś naprawić ale ja tak łatwo nie zapominam! Jeszcze najgorzej mnie wkurzył z tym ze ona mu ciśnienie podniosła a on sie na mnie wyżył smsami jak byłam w pracy w czwartek... Poryczalam sie jak głupia...
12+0
Wstalam jak zawsze o 5:45, lazienka itd, napilam sie jak kazdego dnia 2 szklanki wody i chcialam wyjsc do pracy, schylilam sie zeby zalozyc buty no i te 2 szklanki wody postanowily, ze nie zostana w mmoim zoladku -> pierwsze wymioty zaliczone. Na szczescie bez problemu od razu moglam wyjsc do pracy. W drodze do pracy zjadlam wafla ryzowego no i pomoglo.
Co do wczorajszego spotkania, to nie dowiedzialam sie zbyt duzo nowosci.
W ciazy nie wolno jesc zadnych produktow z surowego mleka (np. sery), mleko powinno sie pic oddtluszczone (nie wiedzialam, myslalam ze tluste lepsze), polsurowych wedlin np. salami (nie wiedzialam ze salami jest polsurowe), ani nic wedzonego (a zjadlam pare razy rybe wedzona), trzeba uwazac na kontakty z malymi dziecmi (chyba chodzilo o cytomegalie), nie wolno brac do ust smocznkow od dziecki, pic z ich kubkow ani po nich jesc.
Trzeba pic minimum 2 litry wody, no i trzeba calkowicie wyelimonowac slodycze. A powiem Wam ze mi bedzie ciezko, bo u mnie w biurze w kazdym pokoju na stole stoja zelki, ciastka, cukierki itp i zawsze jak sie idzie do drugiego pokoju to automatycznie sie cos tam skubnie, niby tu jedno ciastko, tu jeden zelek, ale na 9 godzin pracy sie uzbiera.
I powiedzieli jeszcze ze witamina D tez jest bardzo wazna i zeby codziennie minimum 10 minut byc na sloncu i ze to wystarczy.
Podstanowienia na dzis: totalny koniec ze slodyczami.
Trzeba spasować... i dać sobie czas...
inaczej nic z tego nie będzie... - do odwołania... ____________________________________________________
No i znowu lipa:( przyszła wstrętna małpa, i wszystko od początku... zaczynam 2cykl na ovu i 10 w ogóle... chcialabym w tym cyklu nie mierzyc temperatury nie myslec o ciąży, zająć się czymś i może wtedy by wyszło ale zaraz przychodzi pytanie a jeśli wtedy jeszcze gorzej?? no bo bez planu (wykresu)... nawet testować nie musze bo zawsze przychodzi jak w zegarku w wyznaczonym dniu. Moj Misiek mówi, żebym spokojnie do tego podeszła i że jeszcze 2 miesiące i razem pójdziemy do jakiejś kliniki i zrobimy wszystkie możliwe badania ale ja nie wiem czy 2 miesiące wytrzymam no bo po co tylko czekac jak można odrazu iść, sama nie wiem...
8dc, humorek o dziwo dopisuje, nic tylko myśleć pozytywnie 
Pozdrawiam
Dzięki dziewczyny za wsparcie! To takie miłe 
Jestem teraz na L4 już od prawie dwóch tygodni.
Bardzo źle się czuję, cały czas mam mdłości, na nic nie mam ochoty a jestem głodna jednocześnie. Muszę jeść z głodu a jak jem to mnie mdli...masakra.
Jestem ciągle zmęczona...
Na szczęście bóle podbrzusza już ustąpiły bo przysparzały mi wiele obaw czy z dzidzia wszystko oki... Jem Duphaston 3x1 i nospe 2x1. Jest dużo lepiej bo wcześniej to bóle były takie jak w pierwszym dniu okresu, ale gdzie wyczytałam że wszystko się rozszerza i że to normalne że tak boli.
Cieszyłam się nawet że idę na L4 bo w pracy trzymałam się ścian żeby nie zędleć 
Miałam takie plany, że tyle w domu porobię, posprzątam, będę robiła przepyszne obiadki, piekła chleb, szyła rzeczy do pokoju dzidzi, chodziła na spacery... itd.
A teraz na nic nie mam siły, nic mi się nie chce i w dodatku mam pretensje do siebie za to 
No i strasznie brakuje mi koleżanek...
Mieszkam na (można powiedzieć) wsi, od jakiegoś roku. Mało kogo tu znam, nie mam koleżanek w moim wieku, siostra i mama za granicą.
Siedzę sama w domu całe dnie i nie mam do kogo się odezwać
Mąż pracuje.
Jakoś inaczej to sobie wyobrażałam. W samych superlatywach 
Owszem, jest to lepsze niż siedzenie w pracy bo tam to ciągły stres...
Ale siedzenie w domu aż takie piękne jak sobie wyobrażałam nie jest 
Jak się pracuje to marzy się o wolnym bo tak mało się go ma, i takie piękne wyobrażenia są 
Dziś postanowiłam robić same przyjemne rzeczy, jest piękna pogoda. Pójdę na spacer.. i może odważę się zagadać moją nową młodą sąsiadkę z małym dzieckiem i zaprosić ją do siebie na kawę. Zobaczymy co będzie 
Wydaje mi się,ze w na pewnym etapie mojego życia..w trakcie rożnych zawirowań..gdzieś zagubiłam więź z Olą,zaniedbałam wiele rzeczy, przestałam być wsparciem..w wielu sytuacjach powinnam ja obronić, wstawić się za nią bardziej..a wolałam zająć się swoimi sprawami,problemami.Wolałam poświęcać uwagę facetowi,który nie był tego wart.Byłam taka głupia,że nie widziałam że wiele rzeczy mi ucieka..
Dlatego wejście ponownie w rolę matki sprawia,ze czuję te wszystkie obawy..żeby niczego nie sknocić tym razem..niczego nie zaniedbać.
Z moją mamą mam dobry kontakt, ale raczej nie mogę się jej zwierzać ze swoich problemów emocjonalnych..mama nie rozumie i nie potrafi zrozumieć..nie mam jej tego za złe - nie nauczono jej mówić o uczuciach ani reagować na nie.Dziadkowie nie byli zbyt wylewni, wiec skąd miała się nauczyć..
Kiedyś próbowałam ale bezskutecznie ..albo się denerwowała albo wpędzała mnie w poczucie winy..nie umiała inaczej.Teraz to wiem.
Sama chce być inną mamą,bardziej wyrozumiałą..ale jeszcze dużo muszę się nauczyć.
Może i jakiś tam cień jest ale naprawde bardzo słabo widoczny... Negatywny ? Pozytywny ? ... Jednorazowa lekko brązowa plamka... Co teraz?
Dopadł mnie jakiś katar 
Wzmacniam się herbatą z sokiem malinowym i miodem oraz owocami.
Bodbrzusze lekko pobolewa, w nocy muszę wstawać do toalety, bo mały robaczek zaczyna zajmować już więcej miejsca.
Dzisiaj mam pierwszą od dnia przed owulacją wizytę u ginekologa. Tym razem- innego. Postanowiłam wybrać dalej położony szpital, co do którego mam większe zaufanie. Poza tym- lekarz, do którego teraz idę jest ekspertem od trudnych przypadków ciąż połączonych z chorobami genetycznymi, jak moja.
Zatem- dzisiaj dowiem się, czy uda się już wykryć na usg moją ciążę i, czy wszystko jest w porządku. Jeśli się nie uda, to wypytam lekarza o wszystkie moje obawy związane z pracą, aktywnością i lekami, które przyjmuję.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2013, 10:27
dziś przyszedł dzień załamania, po całym dzielnie przebytym miesiącu. słucham Ciszy Bednarka i ryczę jak bóbr. rozpamiętuje tamte chwile te feralne dni w szpitalu, w myślach przypominam sobie zdjęcie usg mojego Marcelka.
być może dziś pod sercem noszę maleństwo, takie moje upragnione, ukochane maleństwo, bezbronne na to co los dla niego przygotował. potrzebuję dziś tego płaczu jak nigdy do tond..
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2013, 11:06
No i odkryłam dzisiaj że będę wredną i złą synową... Zabrałam przyszłej teściowej Kartę z rentą żeby nie kupowała papierosów... Jest dopiero 12 a ona już wypaliła 2 paczki
Czekam aż Misiu wróci z pracy i z nią pogada...
Schizofremia to straszna choroba ;(
28 ma @ przyjść lecz ja wcale na nią nie czekam, nie chce jej!! wcale o niej nie myślę
nie, nie, myślę, że nie przyjdzie i życzę tego wszystkim tym które również tak jak ja nie czekają na nią
Zaszalałam, kupiłam sobie piękną sukienkę - mała czarna - cudeńko. Dziś jak wstałam to jakaś taka spokojniejsza, odpuściłam trochę, co ma być to będzie, to że będę cały czas myślała czy się udało czy nie - nic nie zmieni. Mąż też spokojny, on wychodzi z założenia, że jak nie teraz to kiedyś na pewno się uda, zazdroszczę mu tego... jeszcze tylko kilka dni i urlop - cudownie! Przeglądałam sobie teraz wykresy dziewczyn, którym udało się zaciążyć. Jakie emocje muszą towarzyszyć tym zielonym plusikom. Co za szczęście zobaczyć 2 upragnione krechy. Mam nadzieję, że w moim przypadku to tylko kwestia czasu a nie coś poważniejszego. Ale jak kiedyś usłyszę jeszcze mądrości typu" a jaki problem zrobić sobie dziecko..." to nie ręczę za siebie...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.