11 cs. Kiedy to zleciało. Mijaja te miesiące czekam na owulację pozniej na termin@ i tak w kółko. A wiec mija juz prawie rowny rok. Czas udac sie do lekarza. Bede akurat w Pl tylko ze akurat w okolicach owu. Mam w planie zrobić badania hormonalne i pojsc do lekarza chciałabym w koncu wiedzieć co jest nie tak. Zainwestowalam dzis w testy owulacyjne cyfrowe z clearblue o zgrozo az 171 zl za 10 szt. No nic mam nadzieję że chociaż to cos pomoze. Bo mamy problem z trafieniem w owulacje albo za wcześnie albo za pozno. Ten cykl nie licze tyle co na ciążę tylko na diagnozę.
Ciąża rozpoczęta 19 grudnia 2016
Wróciłam na różową, będziemy wdrażać ostatni plan ale jeszcze nie teraz,teraz muszę odpocząć, odżyć...
Ciąża zakończona 23 czerwca 2017
Dziś byłam na kontroli u ginekologa. Wszystko ładnie się zagoiło, jajniki ok,endometrium piękne i grube, miesiączka za rogiem. W wynikach histopatologii, pobranych z jajników wszystko ok, ewidentnie oba moje jajniki owulują.
Dowiedziałam się, że mam 6 procent szans na naturalną ciążę. Ginekolog mi wytłumaczył, że zdarza się, że pod ciśnieniem, z jakim wpuszcza się kontrast do jajowodów, one czasem się kurczą, co daje fałszywy obraz. Sam mi powiedział, że był zdziwiony, bo znalazł moje stare hsg, gdzie kontrast do lewego jajowodu w ogóle nie chciał wpłynąć, a teraz bez większego problemu pięknie wpłynął do obu jajowodów i zatrzymał się na samym końcu, przy wejściu do macicy, z obu stron.
Mamy nie robić sobie nadziei, ale starać się jak najbardziej przez dwa cykle.
Potem rozważać in vitro, jeśli jesteśmy do niego przekonani.
Powiedział mi też, że nasze miasto od sierpnia będzie dopłacać 5000zł dla zakwalifikowanych do programu par. Mamy duże szanse, bo jest dokumentacja medyczna z dobrego leczenia i dokument stwierdzający niedrożność jajowodów Wie o tym, bo był w komisji tworzącej ten program i sypnął,że Invimed dostał największy kontrakt.... Musimy się zastanowić.
Wcześniej nigdy nie myślałam o in vitro... przerażało mnie. Teraz myśli się kłębią i zmieniają.
Najbardziej obawiam się tego, co dalej z zamrożonymi zarodkami....właśnie tego. Jeśli byłoby ich dużo, to co z nimi dalej?.....Ciężka sprawa. Mamy dwa cykle na przemyślenie wszystkiego.
Z jednej strony oswoiłam się z myślą,że jest to już game over. Z drugiej strony ciężko tak się poddać po trzech latach walki, gdzie oboje jesteśmy zdrowi, wszytko gra, oprócz jednego szczegółu.
Cóż, trzeba będzie przemyśleć na spokojnie jedną z najważniejszych decyzji w życiu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2017, 21:37
44 dzien cyklu i nic sie nie dzieje. Cisza. Przed burzą? Ehhh. ani temperatura nic nie wskazuje ani moje samopoczucie, ani testy. Każdego dnia mam nadzieje, ze jutro skoczy w góre.
boję się tu znowu wracać. boję się, żeby to co najgorsze nie zdarzyło się drugi raz..
ale nie może tak być. limit nieszczęść wyczerpany. teraz wszystko będzie dobrze z moją dzidzią/dzidziolkami! MUSI!
8dpt bhcg 110
10dpt 211
Kochane moje słoneczka albo słoneczko..uwijcie sobie cudowne gniazdko na długie 8 miesięcy.
Potem przyjdziecie na świat i poznacie mamę i tatę, którzy kochają Was najbardziej jak tylko można<3
19 DC.
Dziś skok o 0,2 stopnia więc chyba już po owulacji, od jutra biorę dupka jak nie spadnie.
Czyli cykl mi się wydłuży bo @ licząc po 12 dniach będzie 6-7 lipca, w sam środek urlopu, ZAJE**ŚCIE!!!! WRR... i już mi popsuje urlop... ehh no trudno.
Dziś wraca mąż 
Miłego weekendu kochane moje. :* 
Bardzo się cieszę, że do tego lekarza poszliśmy. Bardzo, bardzo!
Wypytał o czas starań, o moje problemy lub ich brak, o wiek, o warunki pracy, o nałogi itd. W ogóle porozmawialiśmy trochę po prostu o naszym trybie życia. O tym, że K. dużo pracuje (w 3 miejscach), że dom itd.
O wynikach tak naprawdę zbyt wiele nie powiedział (no bo co tu mówić
). Stwierdził, że jest na pewno za mała ilość, no ale nad tym powinniśmy zapanować. Tłumaczył K., ze to na pewno nie jest tak że jest niepłodny. Tylko, ze po prostu będzie ciężej. Tlumaczył nam też dosadnie (mowil ze tłumaczy to każdej parze w takiej sytuacji, na samym wejściu), ze to ze te plemniki są âposkręcaneâ wcale nie równa się z tym ze w srodku ich informacja genetyczna jest uszkodzona. Oczywiście może tak być, no ale tego na tym etapie nie wiemy, to badanie tego na pewno nie mówi. Powiedzial ze mamy szanse na chore dziecko (na podstawie tych wynikow), takie same jak kazda inna para. Tlumaczyl to na przykładzie puszek z kawą w sklepie
Ze tak jak u nas mogloby stać na polce 100 puszek i wszystkie poskręcane, pozmiażdane itd., ale nadal ta kawa w srodku może być taka sama jak w tej ladnej puszcze. Tylko wiadomo ze takiej pomiażdżonej i poskręcanej puszki to nikt nie chce kupic (moje komórki jajowe w sensie
). Ale ze dla niego i tak najważniejsze jest to, ze te plemniki w ogole mamy. Bo ze z nimi można probowac cos po prostu dzialac. No i ze to jest metoda prob i bledow, ze nie znamy przyczyny w tym momencie (brak chorob w rodzinie, brak nałogów itd.). I ze po prostu trzeba próbować, badać itd.
Zrobił K. badanie, zrobił usg jąder i wszystko jest w jak najlepszym porządku, nie mamy żadnych żylaków.
Zlecił (póki co), badanie hormonalne: tsh, fsh, lh, prolaktyna, testosteron oraz posiew nasienia (tlenowy i beztlenowy). K. badanie hormonalne już dzisiaj wszystkie u nich z krwi zrobił. Na posiew umowil się na poniedziałek 8.00 (powinien być wtedy w pracy, ale zupełnie się tym nie przejal i wzial po prostu pierwszy wolny termin â kocham go ). Oczywiście od dziś suplementy, na ilość wpłyną na pewno, z morfologią jakby się udało podbić choć do 1% to już będziemy skakać z radości.
Jeżeli coś w hormonach i/lub posiewie wyjdzie nie tak, to mamy przyjść na wizytę. Jeśli wyjdą dobre to nie (mówił, że nie chcę nas naciągać na koszty, w ogóle naprawdę zrobił na mnie super wrażenie!).
We wrześniu powtarzamy rozszerzone badanie nasienia, tzn. No za 3 miesiące od dziś. Zobaczymy czy coś drgnie.
Dalej mamy zalecone badania genetyczne: AZF, CFTR, kariotyp. Ale to mówił, że naprawdę nie ma potrzeby póki co i żebyśmy ze spokojem te 3 miesiące sobie na razie dali na poprawę. Mówił że to koszt ok. 1000zł a może wcale nam te badanie nie będą potrzebne. Dlatego podał nam to pod rozwagę, ale w przyszłości.
No i badanie nasienia to mikroskopowe MSOME 6600, ale to też na razie by się wstrzymał.
Dlatego podsumowując: hormony, posiew, suplementy, dieta, badanie za 3 miesiące. Jak nic nie drgnie (choćby do 1%) to robimy badania genetyczne. Na razie dajemy sobie czas
No i wydaliśmy dziś w sumie 700zł (androlog, hormony, posiew, suplementy) z pieniędzy od mojego taty odłożonych na schody. Ale tym się w tym momencie martwić nie będziemy. Przecież nie będziemy czekać tylko dlatego, że kasy nie mamy.
Wizyta na plus! K. podbudowany (na tyle na ile może), pierwsze tabletki wzięte. Wierzymy i działamy.
15dc, 17cs, 4cpp
Wczoraj na monitoringu dowiedziałam się,że endometrium jest ładne (cokolwiek to znaczy),oraz że na lewym jajniku pęcherzyk miał 19mm.Pani dr kazała zrobić zastrzyk z pregnylu w ndz. Tylko,że nie wiem gdzie miałabym go zrobić :'(wszędzie jest skierowanie potrzebne,ale nie robią takich rzeczy...
w końcu mój Tata się zlitował i powiedział,że mi go zrobi.Podjade do niego wieczorem.Tylko nie wiem czy trzeba zrobić cała fiolkę?Pani dr nic mi nie mówiła :(myślę,że chyba nic się nie stanie jeśli zrobię go w sobotę wieczorem zamiast w ndz rano...nie wiedziałam,że to takie trudne 0_o
Byliśmy wczoraj u mężowego dr androloga. Powiedział, by działać dalej, bo wyniki m. już całkiem dobre. Zalecił nam dalsze branie leków plus dla minie dwa nowe: Glucophage XR 500 raz dziennie w godz. 19-20 (ciekawe dlaczego akurat o tej porze) i drugi już bez recepty zamiast Ovarinu, nie pamiętam teraz nazwy.
Zrobił mi usg i okazało się, że w 23 dc mam endometrium 8,5mm – chyba mało na jakieś zagnieżdżanie
(stąd te dodatkowe leki dla mnie)
Ale co najdziwniejsze…
Ovu wyznaczył mi owulację w 16 dc, a pan doktor powiedział, że mam w prawym jajniku pęcherzyk 19 mm(!) i żebyśmy działali 
???? jak to możliwe, że jestem już w fazie wysokich temperatur, niby owulację miałam w 16dc (kłuł mnie wtedy lewy jajnik) a wczoraj kłuł mnie prawy i okazało się, że mam w nim jeszcze jakiś pęcherzyk. To chyba jakaś anomalia, co to może być? Może mam jakąś niezdiagnozowaną chorobę? 
Aha, zadzwoniłam wczoraj do Invimedu i umówiła się na sierpień na wizytę kwalifikacyjną do darmowej inseminacji. Ciekawe czy nas przyjmą… może uda się zaoszczędzić, a może w te wakacje obejdzie się bez wspomagania…
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2017, 11:19
32 dc
Wczoraj dowiedziałam się że koleżanka z pracy jest w ciąży. Dzisiaj cały czas mam w głowie dlaczego także nie ja????!!! Co jest tego przyczyną. Od 3 dbi mierzę cukier i według mnie jest ok. Ale dlaczego obciążona insulina wyszła mi podwyższona????
14 dzień cyklu
Czuję, że coś jest nie tak w tym cyklu. Mamy 14 dzień, a śluzu płodnego jakby brak. Coś tam się pojawia, ale jakieś śmieszne ilości. Nie wiem o co chodzi, bo nigdy nie miałam z tym problemu
Poza tym samopoczucie jakby lepsze. Kojąco działa na mnie obecność męża
Ten to dopiero ma w sobie pokłady pozytywnej energii
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2017, 16:41
25dc
Wykres w tym miesiącu wygląda obiecująco
nie chce sobie robić wielkich nadziei, ale nie potrafię przestać myśleć, że może jednak się udało
bóle mam jak na @, ale są takie chwilowe i mam takie nieprzyjemne kłucie w jajnikach. Zobaczymy, może w tym miesiącu zatestuje, ale to dopiero w poniedziałek w dzień w którym ma przyjsc wredna @. Także czekam! 
Robiłam w tym miesiącu kontrolne badania prolaktyny i progesteronu. W 22dc prolaktyna byla na poziomie 25,73ng/ml przy max w laboratorium 23,3, a progesteron 17,24ng/ml na 23,9ng/ml. Prolaktyna lekko podwyższona, ale za to jaki piękny wyszedł progesteron 
Także wdech wydech idziemy w dobrym kierunku bez wizyty w tym miesiącu u gina 
17dc
A więc zaczynam od dziś brać kolejne leki przygotowujące do transferu.
Duphaston 3x1
Luteina 3x1
i nadal Estrofem 2x1
Od kilku dni jestem nerwowa, a za chwile płaczliwa, mam wahania nastroju... no i boję się tego zabiegu, boję się co to będzie...
No i ten lot jeszcze mnie przeraża... 
Dzisiejszy update:
17dpt 296,20
20dpt 901,00 (wynik z dzisiaj)
Wynik bardzo mocno w dolnej granicy normy dla tego wieku ciąży.
Wg OVF: wiek ciąży 5t2d, wiek płodu 3 tyg.
Ostatnio coś dziwnego się ze mną dzieje jeśli chodzi o mój pesymistyczny nastrój...Do tej pory,owszem zdarzało się,że w jakiejś cięższej chwili nachodziły mnie czarne myśli,ale na drugi dzień wstawałam na nogi,teraz siedzę w tym dole nadal,nie potrafię choćby na chwilę odgonić tych myśli,tzn oczywiście staram się żyć jak gdyby nigdy nic,nikomu tego mojego stanu nie pokazuję,nic po mnie nie widać,bo do ludzi się uśmiecham,rozmawiam,pocieszam,żartuję...ale to siedzi w sercu,ten żal,zwątpienie i...ten cholerny obraz przed oczyma kiedy to ginekolog sprawdza bicie serduszka i miałam wrażenie,że po godzinie mówi,że serduszko nie bije,kiedy na drugi dzień podczas usg diagnoza się potwierdza,kiedy niedługo po mojej stracie przyjaciółki informują mnie o swoich ciążach...wtedy,gdy już się podnosiłam,myślałam,że moja ciąża to kwestia czasu.Okazuje się,że to nie żadna kwestia czasu,bo ani czas nie zagoił dziury w sercu,tęsknoty,bólu i pragnienia,bo po drodze były jeszcze chwilowe ciąże,badania,leki,zastrzyki,cały ten mechanizm staraniowy,który powodował,że dostawałam po gębie i podnosiłam się by walczyć z nadzieją dalej...a teraz doszłam chyba do muru.Kiedy dotykam rączki rocznego dziecka przyjaciółki,uśmiecham się,ale w sercu cholernie kuje,moje dziecko byłoby tylko o dwa miesiące starsze,ale nie ma go,a ja nadal go pragnę.Rozmawiam z ludźmi o wszystkim z uśmiechem na twarzy,ale ten uśmiech to maska,ja już nawet nie potrafię mówić o swoich staraniach...To dziwne bo zazwyczaj od 8dc nabierałam mocy,byłam twarda i pełna nadziei,a dziś zupełnie nic,jest 8dc a we mnie wszystko siadło.Może podświadomie obawiam się wyniku badania,może tego,że nie koniecznie ono coś zmieni na dobre...szlag by to,już dawno nie miałam takiego doła,chcę wierzyć,że będzie dobrze,że jeszcze moje pragnienie się spełni i wszystko będzie dobrze,ale za chwilę przychodzi to zwątpienie,mam nadzieję,że od poniedziałku będzie lepiej,że mój optymizm wróci na dobre,bo gdzie on się do cholery podział?!Pora się przeprogramować na inne lepsze tory,mieć nadzieję i wiarę i być pewnym,że to co piękne,jeszcze przed nami!Tego właśnie pragnę.
Dziennik pokładowy:
260/261 dc. Dokonało się! Donosiłam! 38 tydzień, final countdown!
Heeejo. Piszę sobie teraz, a co. Przeczucie podpowiada mi, że powinnam, bo nie wiadomo co się za chwilę wydarzy. Ale wiecie... To samo przeczucie mówiło mi, że ciąża, gdy nie było ciąży, że ciąży brak, gdy była i że będzie syn a nie córka. Więc moje przeczucie generalnie jest o kant dupy.
To był miły dzień. Spędziliśmy go od rana do północy razem. Ja i mąż. Bez fajerwerków, ale klimatem przebił rocznicę. Co trochę mnie przeraża, bo mój próg odczuwania czegoś jako zajebiste gwałtownie się przesunął - wystarczy, że wyfrunę z rodzinnego domu i byle market robi za atrakcję życia. Zaczęło się od wizyty u gina, którą udało mi się ustawić. Młoda przywaliła 600 gramów w półtora tygodnia! Waży już 3200. Zaliczyłyśmy na spontanie KTG i poza pięknym biciem serca, przypominającego galop koński, zarejestrowało się parę skurczów, z czego jeden w postaci wyraźnego "pika", który ewidentnie czułam i miał postać okresowego ćmienia w parze ze stwardnieniem brzucha. Ginekolog twierdzi, że to bardziej przez ruchy małej niż typowe przygotowanie do porodu. Ja tam myślę, że guzik prawda, zważywszy, że czuję tego typu skurczyki coraz częściej. W losowych momentach, ale wiem, że to one. W dziurkę Pani mi nie zajrzała, uznała, że to niepotrzebne, więc nie wiem, jak tam szyja. Sama nie wiem, czy to dobrze czy źle. Może dobrze, bo się przynajmniej tak nie zastanawiam nad tym.
Potem zaliczyliśmy pycha pizzę z lemoniadą i wjechaliśmy na mieszkanie. Razem z Miśką dowodziłyśmy z plażowego leżaka, a Michał ogarniał drobne prace. Później chwila na festynie rodzinnym, na którym mąż grał (jest puzonistą... w ogóle ja też kiedyś byłam i tak się poznaliśmy - matko, ile wy o mnie nie wiecie!
), spotkałam trochę znajomych z dziećmi i zbierałam szczękę z podłogi widząc, jak bardzo absorbujące potrafią być dwulatki. Zeżarłam loda z maszyny, serniczek i walnęłam kawkę (super dieta w dalszym ciągu, tak trzymać...) i z powrotem na mieszkanie. Nanosiliśmy na plan nowe wymiary po przesunięciu ścianek i spróbujemy sporządzić dla elektryka rysunki z nowymi kontaktami, miejscami na lampy i pstryczkami. Było bosko... Cisza, spokój, zero głupiego ględzenia. I moje fantazje, gdy spoglądałam na drzwi frontowe - widziałam, jak Michalina wchodzi przez nie do domu, woła, że właśnie wróciła ze szkoły i jest strasznie głodna. Zgodnie z mężem uznaliśmy, że jak tylko zagładziujeny, pomalujemy, wejdą podłogi i wanna, to spadamy stąd jak najszybciej. Po naszych przygodach z wynajmem mamy wszelkie sprzęty, by urządzić polową kuchnię. Damy radę.
A potem wisienka na torcie - plenerowy koncert orkiestry Adama Sztaby z Justyną Steczkowską i Kubą Badachem. Wczoraj w ogóle zaliczyliśmy Cugowskich (w sensie koncert, hehehe). Nosz kurna pięknie było. Widok na Brdę, Operę, ciepełko i muzyka na żywo tak dobra, że z początku myśleliśmy, że to puszczone nagranie. Steczkowska jak odpaliła"Boskie Buenos" to byłam tak zajarana, że słyszę to na żywo, iż o mało nie przechrzciłam córy na Jusię. Czad. Tuliłam się do starego, mała wierzgała się w brzuchu i było mi przecudownie. Pomimo bólu pleców.
W ogóle wiecie co - do wtorku mogłabym urodzić. A potem ewentualnie w sobotę lub później - niech się dzieje, co chce. Gdzie mi wypadły trzy dni z kalendarza? Ano mąż jedzie sobie na delegację. Nie chcecie wiedzieć, jak takich chwytów używałam, żeby wybić mu to z głowy. Stary generalnie znów jest pełen optymizmu - "Przecież dwie godziny i będę na miejscu!". Tylko jak mu powiem: "Brawo, Szerloku, a jak ja mam kurwa znaleźć się na miejscu?!", to robi głupie oczy. Coś tam gada o taksówce lub karetce... Super. Ale ok. Za miły dziś miałam dzień, żeby to rozwlekać. Po prostu módlmy się, że od środy do piątku nie puści mi zwieracz.
13 kg na plusie od testu ciążowego. Brzuch chyba nie opadł. Spuchły mi deczko stopy i twarz niby ta sama, ale nieco inna. Chwilami mi niedobrze. Leżę teraz po całym dniu atrakcji i powinnam zdychać, a mam oczy jak spodki. Macica daje czasem o sobie znać, ale biorę pod uwagę, że to równie dobrze mogą być problemy gastryczne - w końcu ostatnio żrę jak prosię.
Nic już nie wiem.
Poza tym, że już dni dzielą mnie od spotkania najidealniejszej istoty na świecie.
dziś termin @ a ja pierwszy raz odkąd staram się o dziecko nie mam świra ciążowego nie sikam na testy nie doszukuję się objawów wiem że znów się nie udało i udaje ze jest ok. Testy leżą na półce aż dwa ale sikne dopiero 30.06 w dzień rocznicy no chyba że @ będzie wcześniej i wcale się nie spóźni i nie da nawet odrobinki nadziei.
Sądny dzień się zbliża hsg jutro o godzinie 10 trzymajcie kciuki obym nie zwiała..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.