19t 0d
Dawno mnie tutaj nie było, a wydarzyło się całkiem sporo...
Dzieć na szczęście rozwija się dobrze, choć nie chce ujawnić swojej płci - takie wstydliwe to małe, że zasłania się pępowiną 
Niby na prenatalnych lekarz mówił, że dziewczynka, ale mówił też żeby się do tej informacji nie przywiązywać. U 5 cm maluszka nie trudno o pomyłkę... Także mam już trochę dziewczęcych ciuszków, a teraz cudem powstrzymuję się przed zakupem kolejnych - bo i po co ? A nóż, widelec urósł siusiak ?
Po za tym na badaniach prenatalnych wszystko wyszło dobrze 
Na ostatniej wizycie moja gin zrobiła mnie w ... balona.
Nie narzekałam, bo chodziłam do niej na nfz, niby po znajomości. Gabinet ciasny, z mężem nie wejdę, bo nie. Usg tylko żeby posłuchać serduszka. ! Cała wizyta 10-15 min i do domu. Zmieniłabym lekarza zaraz po zajściu w ciążę, ale skoro ona pomogła mi w nią zajść, uznałam, że wypada zostać...
No i przyzwyczaiłam się do niej... A tutaj na ostatniej wizycie mówi mi, że ma urlop 2 miesięczny - zdaje jakieś egzaminy - i najlepiej, żebym poszła do innego lekarza X (sprawdziłam, 250 zł sama wizyta plus usg). I najlepiej już przy nim została, bo on się zna lepiej.
Witki mi opadły. Gdybym wiedziała o zmianie lekarza wcześniej, to od razu poszłabym do innego. I nie zmieniałabym ginekologa w połowie ciąży.
No ale, miałam już wcześniej poleconego ginekologa, który robił mi badania prenatalne. Prowadził kilka ciąż koleżanek i były zachwycone. Nam jego podejście też się podoba. Podchodzi do wszystkiego na luzie i z humorem. Ma czas dla pacjentek, co wizytę dokładnie mierzy dziecko, mogę wejść z mężem, ma świetnie wyposażony gabinet i bardzo dobry aparat do usg.
Także zmiana ogólnie na plus, no i za wizytę z usg bierze 120 zł 
Mam tylko nadzieję, że zgodzi się prowadzić moją ciążę od połowy .... ;/
Okaże się na wizycie 21.09 !
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2017, 12:55
Ksiezna Kate spodziewa sie trzeciego dziecko. Wezmy to za dobry omen:)
Mówi się, że po każdej burzy wychodzi słońce.
I tak jest w każdym cyklu. Po kryzysie związanym z fazą lutealną, okresem przychodzi etap nowej determinacji i nadziei.
Szkoda tylko, że nie wiadomo, czy przy walce z niepłodnością również tak będzie. Tego nikt nam nigdy nie może zapewnić. Co jeśli po burzy zostanie tylko już wiecznie zasnute chmurami niebo? Być może czas pokaże.
Ja na pewno się nie poddałam i póki mam szyjkę macicy i dostępne przystępne opcje, będę walczyć. Ale w głowie i tak układam sobie scenariusz "co by było gdyby rodzina została już zawsze 2+0" aby złagodzić przeżywane rozczarowania świadomością, że potrafię odnaleźć w takim układzie również szczęście i życiowy spokój.
Wczoraj zrobiłam cytologię. Czekać na wynik będę miesiąc. Zaczęłam bardzo delikatnie plamić po tej cytologii, co nie ukrywam, ale mnie zmartwiło. Ostatnio plamienia i krwawienia po cytologii miałam właśnie przed wykryciem raka in situ. Na razie staram się o tym nie myśleć.
U mojego lekarza miałam potwierdzoną owulację na lewym jajniku - widziałam piękne ciałko żółte. Na prawym jajniku pęcherzyk przekształcił się w LUF. Ale wczoraj na USG (USG było nowe i według mnie trochę nieustawione z kontrastem bo te zdjęcia były... nic nie widzę prawie :p) dowiedziałam się, że w prawym jajniku mam ciałko żółte, a w lewym nic. Wiem tyle, że wprawym jajniku było więcej pęcherzyków, ale chyba ich nie monitorowaliśmy finalnie. Po analizie zdjęć USG z różnych cyklów, mam pewność, że nikt nie pomylił jajników. Bardziej stawiam na opcję, że przez niesprawdzenie przepływów, na tym nowym USG ciałko żółte na lewym jajniku zostało nieuzauważone (mi się wydaje, że je widzę), ale dodatkowo jednak pękło coś na prawym. I niech ta koncepcja ze mną zostanie.
Dodatkowo chciałam zaprezentować endometrium, które dobrze jest wysycone progesteronem (pierwsze zdjęcie sprzed dwóch cykli, drugie z wczoraj, mało co widać):
Widać w jaki sposób jest zawinięte, jak się bieli. To oznacza, że jest dobrze wysycone progesteronem. Mogłoby być bardziej.

Tu mamy żaróweczkę z wczoraj. :p

A tu mamy endometrium z poprzedniego cyklu. Nie przekształciło się po owulacji w drugofazowe, wciąż jest trójlinijne. Progesteronu było mało z jakiegoś powodu, mimo dodatkowej suplementacji luteiną w dawce 2x200 dopochwowo.

A to dla porównania endometrium w pierwszej fazie tego cyklu:

I tuż po owulacji w tym cyklu, zaczyna się bielić i przekształcać:

Taka mała analiza, bo ja bardzo lubię analizować różne rzeczy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2024, 12:33
No to dzisiaj mamy polowinki 142dzien ciąży i 141 do porodu. Głowa na szczęście troszkę mniej boli.. Ale po wczorajszej wizycie bolała że masakra. Mały leżał na plecach było widać główkę i kręgosłup. Serduszko ok wątroba przepona żołądek.. A ja go chciałam całego zobaczyć tak jak kiedyś jak był maciupki.. Spał nie fikal.. Ehhhhhh mamuśka troszkę zawiedziona. Ale za tydzień połówkowe więc może więcej się dowiem. Waga na dziś 345gram 20+3*wg wagi. Wg kalendarza 20+0.
Podjęłam decyzję,że operację przekładam.Długo się zastanawiałam, rozmawiałam z Fumem,popłakałam nawet sobie.Muszę zadzwonić do doktora i go o tym poinformować.Zdecydowałam się na to, bo jeszcze się nie czuję dobrze po tym zapaleniu płuc, zdarza się,że jeszcze kaszlę a ostatnio mam jakieś duszności, może i z nerwów, kto to wie.Ale poczytałam jak wygląda ta operacja i rekonwalescencja i stwierdziłam,ze trzy miesiące mnie nie zbawią a nie ma się co rwać jak jeszcze nie jestem na 100% zdrowa.Fum mnie namówił na wizytę u innego lekarza w tej samej klinice, może będzie miał inne spojrzenie.Trochę mi szkoda zmieniać lekarza ale nie muszę od niego odchodzić na zawsze a dostać się do Doktora D. to trzeba mieć szczęście.To jakaś masakra z tymi terminami do niego. Niby się można umawiać przez internet np.w piątek od 16 a już o 16.05 nie ma wolnych miejsc.
Spróbuję z nowym,ten jest podobno też endokrynologiem to będę mieć za jednym zamachem dwie wizyty.
Pod koniec sierpnia robiłam badania i się załamałam bo prolaktyna 60 a TSH skoczyło do ponad 3.
Może nowy lekarz coś wymyśli,już sama nie wiem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2017, 13:00
...
Pisałam wczoraj wieczorem z koleżanką, z którą nie widziałam się półtora roku. Pamiętam, że na ostatnim spotkaniu rozmawiałyśmy o dzieciach. Ja już dojrzewałam do tej decyzji, ona nie. Wczoraj mi napisała, że ma termin na grudzień. Pogratulowałam jej z całego serca i rozryczałam się jak bóbr. Aż P. wyszeł z drugiego pokoju zapytać co się stało. A mi było tylko przykro, że nam się nie udaje...
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2017, 19:45
Beta z dnia dzisiejszego: 3132...chyba dobry przyrost
mam encorton!
12 dc
Monitoring: RUNDA 2
Na lewym jajniku pęcherzyk 13 mm, na prawym 15 mm
Ten prawy ponoć rokuje bardziej, a lewy jest nieco nieregularny.
Dojazdy do kliniki zabierają mi sporo czasu i nerwów. Odkryłam, że stresuję się wizytami (jakoś jak jeździłam z mężem, to byłam spokojniejsza).
Siedząc na poczekalni, pełnej smutnych ludzi pojawiła mi się w głowie myśl - Na chuj mi to? Za przeproszeniem.
Chodzi o to, że chyba w głębi duszy obawiam się, że to wszystko idzie na marne.
W oczekiwaniu na swoją kolej chwyciłam numer "chcemy być rodzicami". Chyba jest mocno sponsorowany przez invicte czy invimed bo była na co drugiej stronie. Mnóstwo tematów nt. niepłodności. Za dużo, jak na dziś.
Sama wizyta u lekarza była krótka, żeby nie powiedzieć ekspresowa. Wchodzisz, robią ci usg, lekarz ogląda pęcherzyki, mówi że jeszcze inseminacji nie będzie,proszę przyjechać za 2 dni, do widzenia. A i jest szansa, że pęcherzyk jeszcze urośnie. Bo jak nie urośnie, to w następnym cyklu większa dawka/zmiana leków.
Wychodząc z takiej wizyty czuję się jak debilka. Nie wiem czemu. Może chodzi o taśmowe traktowanie? A może przesadzam?
W środę runda nr 3, u innego lekarza mój obecny nie przyjmuje w tym dniu.
Próbuję wytrwać w miarę pozytywnej postawie.
Chciałam też podziękować za wszystkie komentarze. Dodają mi otuchy i jakoś nie czuję się tak bardzo osamotniona.
Siedzę sobie w punkcie pobran i czekam na kolejne kłucie - badanie insuliny z obciazeniem glukoza po 1 i 2 godz.i wit.D na zlecenie prof. Jerzak. Dorzucilam sobie tsh i wyszło 170 zeta. Nie ważne.
Pisze tu sobie zeby rozladowac stres, bo obok pacjentki tez pija glukoze, ale roznica diametralna - sa w ciazy a ja nie! Cholera, cholera, cholara 
8 DZIEŃ CYKLU.
Nie wiem jak to działa i co mogę tutaj pisać, jednak opiszę moje objawy.. niestety zaczełam mierzyć tempke niezbyt dokładnie, raz rano raz po południu aczkolwiek wydaje mi się jakbym miała owulację w środku miesiączki.. 5 dzień plamień a tam śluz płodny rozciągliwy, ból jajnika, szyjka mięciutka i wysoka szeroko otwarta.. dziwne to wszystko... dzisiaj 8 dzień cyklu i lekkie kłócia na szyjce, śluz bardziej kremowy, lekki pulsujący ból lewego jajnika..
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2017, 17:55
25 dc i 10 dzień po owulacji. Zrobiłam dzisiaj test i wyszedł negatywny. Wiem, że to może być za wcześnie, ale coś tak czuję, że znowu nic z tego
Jeżeli w sobotę dalej nie będzie @ to w niedzielę powtarzam test. Myślę jednak, że @ przyjdzie. Postanowiłam, że jeżeli tak będzie to dam sobie miesiąc luzu. Może w tedy będzie łatwiej.
5 DC
U nas bardzo dobre wieści! Mamy wyniki ponownego posiewu i nie ma tego dziadostwa w ogóle!!
Aż nie wierzę, bo szykowaliśmy się na dłuższe leczenie. Sam androlog wątpił, że dwa tygodnie antybiotyku starczą.
Nie pozostało nic innego, jak... DZIAŁAĆ! Jestem tym zszokowana, serio 
Tak naprawdę, to dopiero czas pokażę, czy te bakterie miały jakikolwiek wpływ na nasienie, ale póki co, jesteśmy dobrej myśli.
13dc
Wizyta u gina i pęcherzyk nie pękł ;( do tego nadal ma 20mm, kolejna dawka ovitrelle kolejny monitoring w piątek. Jestem załamana, płakać mi się chce i nie wiem co robić
zobaczymy co w piątek będzie, ale się nie nastawiam... bo po co...
Pierwsza wizyta za mną. Lekarz powiedział że wszystko ok narazie. 5 tydzień ciąży. Za trzy tygodnie następna wizyta. Dostałam l4 do pracy, sam mi się zapytał czy chce
dolecialam. cala zdrowa i ciekawa co bedzie dalej! ide rozeznac sie w okolicy 
Wrażenia z wizyty informacyjnej w sprawie in vitro.
Nie chciałam iść do TEJ kliniki, natomiast wyszłam z wizyty zachwycona. Lekarz super. Nie taki pitu pitu, tylko z jajem. Dokładny, przejrzał całą moją dokumentację i wyniki męża. Jeśli chodzi o męża, to nie ma o czym mówić, wynik nasienia super.
Oczywiście nie pokazałam wyniku amh i chyb dobrze zrobiłam...
Zdecydowanie moje niedrożne jajowody kwalifikują nas do in vitro bez dwóch zdań.
Mam zrobić w 3 dc:
- amh (niestety jest kwalifikacją refundacji)
- estradiol,
- FSH.
Oprócz AMH o refundacji też decyduje FSH i estradiol, zatem nie jestem do końca na straconej pozycji.
Oprócz powyższych badań:
- TSH i FT3
- na tydzień odstawić metformax, na dwa dni dietę (ha ha, jaką dietę) i zbadać po 12 godzinach niejedzenia glukozę i insulinę.
Mąż ma zrobić posiew nasienia na bakterie tlenowe i beztlenowe.
Z tymi wynikami zgłaszamy się na wizytę i jak się lekarz wyraził "działamy".
Teraz oczywiście modlę się, żeby wyniki wyszły ok... Chociaż niech to mi będzie oszczędzone.
Boże, sięgnęliśmy już po ostatnią deskę ratunku, tak bardzo chcemy tego dziecka. Nie wiem jak to zniosę, gdyby zostało mi to brutalnie odebrane.
Walczę już resztkami sił. Taka byłam radosna, jak podjęliśmy decyzję o IVF... Mam już dość dostawania plaskaczy z każdej strony.
Kuźwa, niech no wreszcie gładko pójdzie.....
Ciąża zakończona 4 września 2017
Wieczór bardzo ciężki.
Nastoje hormony... Od wczoraj na zmiane placze albo jestem wsciekla i mam ochote zabić wszystkich w koło ;(
Dopadają mnie myśli czy jestem dobrą matką? Czy się do tego nadaję... Do tej pory twierdziłam że sobie radzę. Syn wzorowy uczeń dobrze zapowiadający się mały szkrab, córeczka troche złośnica ale grzeczna... Tylko co będzie jak opuszczą mnie siły zdrowie? Dużo mam myśli i niepokojących scenariuszy... Oby to tylko burza hormonów. Czekam może minie zanim wyląduje w białym kaftanie...
Nie było mnie tutaj prawie dwa miesiące. Tzn byłam, ale szczerze mówiąc nie mam o czym pisać. Ciąży brak, chęci na to wszystko jeszcze mniej i jak się okazuje przyczyny też brak. O ile do tej pory lekarze twierdzili, że przyczyną jest czynnik męski, o tyle teraz mówią, że to nie to i mamy do czynienia z tą wdzięczną nazwą "niepłodność idiopatyczna".
Dwa lata temu na początku września podjęliśmy decyzję: to już czas na dziecko. Jacy byliśmy naiwni, że za 9 miesięcy urodzi się nam śliczny bobas, że o tej porze, to może już będziemy myśleć o rodzeństwie.
Zawsze uważałam, że in vitro jest dobre, że ludzie decydujący się na ivf naprawdę się kochają i na pewno dużo przeszli w drodze do szczęścia, że to jest piękne jak potrafią się wzajemnie wspierać, a już na pewno, że dzieci z ivf są kochane ponad wszystko, a przeciwnicy ivf powinni zachować swoje mądrości dla siebie, jeżeli temat ich nie dotyczy. Natomiast nigdy nie myślałam, że ten temat będzie mnie dotyczył, że będę podejmować decyzję o ivf w wieku 29 lat 
ps. prawdopodobnie w tym cyklu mam przestymulowane jajniki (4 pęcherzyki) i dr dziś zabronił nam
...
dolecialam. cala zdrowa i ciekawa co bedzie dalej! ide rozeznac sie w okolicy 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.