20dc 7dpo
Temperatura w górę!! Uczucie zimna, gęsia skórka i cały czas mi zimno...
Ból głowy, zgaga wczoraj mnie przed snem męczyła!
W pracy dzisiaj spoko, pogoda mogłaby być lepsza 
Może na grzybki po pracy polecę?
Czeka i czekam na ten dzień @ jeszcze 6-7 dni!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2017, 08:55
poszlam wczoraj z samego rana na czczo (a to katorga przy moich mdlosciach calodniowych) do medicoveru z nadzieja, ze polozna wystawi mi skierowanie chociaz na bete.... niestety jeszcze mnie opierdolila, ze ona nie ma takich uprawnien. tylko dlaczego tak infromuja na infolinii.... ehh no nic. wcisnela mnie na wizyte wczoraj to jakiejs ginekolozki, twierdzac, ze bede zachwycona i pewnie bede chciala prowadzic u niej ciaze.....
poszlam, odpowiedzialam na pytania :
- dzien 1 ostatyniej miesiaczki
- dolegliwosci
weszlam na fotel, uslyszalam wszystko ok (BEZ ZADNYCH SZCZEGOLOW)
i dostalam skierownie.
- morfologia ogolna
- przeciwciala rozyczki, toksoplazmozy, HIV i cos tam jeszcze
ale oczywiscie zabraklo chcby glupiej bety.
nie dala mi skierowania na USG nawet!!!!!! zero badan hormonow. ja pierdole!
nie zauwazaylam, ze nie ma bey, ale zapytalam czy to usg co mialam planowane przed ciaza, to czy moge skorzystac. laskawie odpowiedziala, ze tak.
czekam dzis na chat z polozna, ponoc na e-wiytach wystawiaja skierowoanie na bete....
na pewno to nie bedzie lekarz prowadzacy moja ciaze.... tlyko niestety mam zle doswiadczenie i jak do tej pory nie spotkalam ZADNEGO wylewnego ginekologa, co wszystko skrupulatnie tlumaczyl.
przepraszam Was za bluzgi w tym wpisie, ale nerwy mi puscily.
jak nie wiedzialam nic, tak nie wiem dalej. to przeciez 8 tydz ciazy jutro sie zaczyna.chyba czas najwyzszy na dokladniejsze badania!
jestem rozgoryczona
Niby czułam, niby wiedziałam.... Moment w którym Emek powiedział 0,1 czarna dziura, otchłań. Znowu płakaliśmy oboje, zanosiłam się z bólu i rozpaczy. Pojechaliśmy do lekarza, opanowałam łzy (nie wiem jak). Pani w recepcji przekonywała, że może jednak. My na to, że wynik 0,1 mówi wszystko i jest ostateczny. Lekarz przy badaniu powiedział, że "faktycznie nic tu nie ma". Emek dopytywał go czy wysoka beta mogła oznaczać coś innego niż ciążę? Bronił sie jak mógł przed bólem. Niestety dla niego usłyszał że byliśmy w ciąży innej opcji nie ma. O rany nie mogę pisać bo ryczę. O ja myślałam że to już za mną. Dr powiedział, że w tej całej sytuacji jest światełko w tunelu... byliśmy w ciąży, udało się. Mimo tego że w tym momencie tego nie doceniamy jest to dobra wiadomość. Powiedział również bym wybrała się do psychologa. Starałam sie nie płakać, udało się ale jak tylko wyszliśmy nie mogłam się opanować. To był dramat, nie ma takich słów, które opisały by to wszystko co wtedy czuliśmy. Kruszynka miała być z nami na koniec maja, na urodziny Emka.
32 dc 7 cykl
5 dpo
Witajcie kochane :*
Jestem o 7 na nogach a już ledwo żyje 
W nocy znowu nie umiałam zasnąć, paranoja jakaś 
W dodatku znowu coś się dzieje z autem
nie mogę zatankować gazu coś się tam pozapychalo i dupa...
Jak to mówią jak nie urok to sraczka 
Z dobrych wiadomości to jeśli będzie miejsce za 2 tygodnie wyjeżdżamy
ale się ciesze !!!!!
Bardzo bym chciała juz wyjechać
żeby w końcu się jakoś ustabilizować 
Dalej zastanawiam się nad badaniem progesteronu i chyba nie chce się tak stresować i zostawię wszystko tak jak jest
niech się dzieje wola Boża 
I to w sumie tyle na razie u mnie 
Miłego dnia kochane :*
Postanowiłam pisać ten pamiętnik głównie po to, żeby wyrzucać z głowy wszelkie przemyślenia związane z walką o ciążę.
Najśmiejszniejsze w mojej sytuacji jest to, że ja w sumie nigdy nie marzyłam o tym, że będę mieć dzieci. Nie chciałam być matką, a na pewno nie chciałam być w ciąży. Ciąża mnie przerażała. Odkąd pamiętam uważałam, że ciąża to stan nie dla mnie, a słysząc ludzi zachwycających się tym, że czuć ruchy dziecka przez skórę, wzdragałam się, bo dla mnie to było po prostu... straszne. Coś się w tobie rusza, coś w tobie rośnie, wysysa z ciebie energię i, hmm... wartości odżywcze. Wiadomo na koniec tego procesu dostajesz dziecko, więc nie jest to całkiem na darmo, ale nie chciałam przez to przechodzić. Byłam przekonana, że jeśli mi się odwidzi i zechcę jednak zakosztować macierzyństwa to w grę wchodzić będzie wyłącznie adopcja. Bo dzieci lubię i lubiłam zawsze, także to nie to było problemem. Tylko raczej... proces produkcji.
A później, jak każda głupia siksa ze sztampowych komedii romantycznych zakochałam się
I nagle myśl o ciąży nie była już taka paraliżująca. Stwierdziłam, że w sumie fajnie byłoby stworzyć razem życie, jakkolwiek głupio to brzmi. I wtedy okazało się, że nie będzie zbyt łatwo.
Nawet nie zdziwiłam się, jak po roku starań dalej nie byłam w ciąży. W okresie dojrzewania borykałam się z torbielami na jajnikach, miałam jakieś wahania hormonalne i gdzieś tak w głębi czułam, że hipotetycznego zajścia w ciąże mi to nie ułatwi. Może stąd wziął się ten mój strach przed ciążą? Mój mózg chciał się bronić, tak żebym, gdy już nic mi z tego nie wyjdzie, poczuła ulgę, a nie rozpacz? Dorabiam sobie teraz teorie i ideologie zapewne, ale wolno mi, to mój mózg 
Po roku bezskutecznych prób poszliśmy do kliniki niepłodności. Badania hormonów, badania nasienia, badania drożności jajowodów (była przekonana, że okażą się pozapychane, a tu siurpryza - wszystko OK!). W normie, w normie, w normie... Tylko AMH=0,83. Czyli wg dowodu może mam niespełna 30 lat, ale moje jajniki mają inne zdanie. No ale teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie naturalnej ciąży.
Wszystkie badania mieliśmy porobione do końca października, a na wizycie na początku listopada mieliśmy obgadać dalsze kroki. Pani doktor stwierdziła, że możemy się starać dalej przez kilka miesięcy, a jak nie wyjdzie to in vitro. Tymczasem ja z, już na tym etapie, mężem podjęliśmy wspólnie decyzję, że nie chcemy marnować czasu na "być może" i "powinno się udać" - robimy in vitro.
Dostaliśmy skierowania na kolejne badania, w tym kariotypy, na które sporo się czeka, ale rzutem na taśmę, jeszcze w grudniu 2018 rozpoczęłam stymulację do in vitro. Nie było fajnie. Ja igieł nie lubię, nie mogę patrzeć, jak wbijają się w skórę, a tu tyle zastrzyków do zrobienia. Miesiąc później i jestem fachura w iniekcji samodzielnej (co prawda dalej wbijam igłę w ciało z zamkniętymi oczami). Efekt stymulacji: 8 pęcherzyków. Szału nie ma, ale spodziewałam się gorszej lipy. Efekt punkcji: 5 dojrzałych komórek. No i fajnie, cytując klasyka. Wszystkie się zapłodniły, więc cudownie. Jedna podana na świeżo, w trzeciej dobie, reszta hodowana dalej. Do piątej doby przetrwały dwie: 3.2.2. i 3.2.3.
I teraz zaczęło się to, o czym aż tak się nie myśli, przygotowując się do in vitro - czekanie. 2 tygodnie czekania na test ciążowy.
Emocje skrajne, wsłuchiwanie się w swoje ciało, bo a nuż usłyszę, jak się zarodek zagnieżdża. To nic, że to nie ma sensu, może akurat. Tak mnie coś boli w podbrzuszu, a dzisiaj jakby mnie mdli, a jakoś spać mi się chce bardziej niż zwykle, a może jednak... Dupa. Beta nawet nie drgnęła. Noż cholera jasna, czemu to nie może za pierwszym razem wyjść, tylko zawsze pod górkę. W głowie pojawiają się myśli, że dlaczego my, dlaczego innym wychodzi a nam nie, inni mogą naturalnie, a my nie, innym wychodzi pierwsze in vitro, a nam nie... TRZASK! Mentalny policzek. A przypomnij sobie głupia babo historie tych wszystkich lasek z ovu. Jak długo one walczą, starają się, próbują, a ty byś chciała za pierwszym razem. Nie ma tak! Walcz dalej, pokaż, że ci zależy, że to nie tylko jakiś przelotny kaprys. Co ciekawe dopiero po tym pierwszym negatywnym wyniku po raz pierwszy w życiu śniłam o dziecku. Widziałam najpierw pozytywny test ciążowy, później ciążę, poród, biedne dzieciątko z nosem po tatusiu... I głupio to zabrzmi, ale chyba dopiero po tej pierwszej nieudanej próbie ja naprawdę poczułam, że chcę być w ciąży, chcę mieć dziecko, doczekać się wręcz tego nie mogę.
Także najszybciej, jak to było możliwe poleciałam na wizytę i zaczynam przygotowanie do cirotransferu. Tym razem zabieramy obie nasze śnieżynki i wierzymy, że się nie uda.
Ale jak się nie uda, to spróbujemy jeszcze raz, i jeszcze raz. Bo kiedyś udać się musi, nie? 
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2019, 15:54
Mijały miesiące....nie mogłam patrzeć na małe dzieci, wózki i kobiety w ciąży...Jeszcze będąc w ciąży dowiedziałam sie że znajoma też jest różnica między w nami 2 tygodnie. Teraz widziałam ją wszędzie. Porównywałam ja do siebie, tak bym wyglądała, też bym była taka gruba....Moja żałoba trwała do maja dopóki jej synek sie nie urodził... Ten cudny chłopczyk już zawsze będzie mi przypominał.... Po 5 m-cach od poronienia trafiłam do pani psycholog, polecam każdemu. Przepracowaliśmy stratę (strasznie brzmi co?) i te całe nasze starania. Jako jedyna osoba z mojego otoczenia pozwoliła mi być smutna, płakać, złościć się. Dała mi prawo do tego wszystkiego co czuję. Nie musiałam przed nią udawać. Bardzo mi pomogła, widujemy sie cały czas. Po dwóch miesiącach od utraty maleństwa spotkałam się z przyjaciółką, bardzo rzadko się widujemy. Ucieszyłam się że będę mogła się wygadać. Ona zaczęła pierwsza okazało się że jest w ciąży drugiej nie chcianej
Byłam w szoku, jeszcze większym jak się okazało że według niej zaszła 10 września wtedy kiedy my mieliśmy transfer. Wtedy uświadomiłam sobie że tak będzie, będę dowiadywać się o ciążach, szczęśliwych porodach. Nie unikniemy tego. Po spotkaniu z nią wymyśliłam sobie historyjkę, dlaczego nasze maleństwo musiało nas opuścić. Gdzieś na świecie była para która potrzebowała go bardziej, wydarzyło się coś w czym moje maleństwo musiało pomóc. Wiedziało że my sobie bez niego teraz poradzimy a tamta rodzina nie i wybrał mniejsze zło....
W niedziele 24 września miałam wyznaczony termin tp...ale jak na razie Marysia dalej siedzi sobie w brzuszku. Nie mam żadnych upławów, żaden czop mi się nie odkleja, żadnych nawet najmniejszych skurczy...nic a nic...ja już chce rodzić!
Wczoraj był wspaniały dzień
13 tydz 3 dzień
Mimo złego humoru jakoś wstałam ogarnęłam się i pojechałam na wizytę u mojej gin.
Wizyta zaczęta od masy pytań i odpowiedzi 
Później USG
Najpierw szukanie krwiaka... hmmm nie ma widocznie się wchłonął SUPER EKSTRA WIELKA RADOŚĆ już nic nie zagraża mojemu dziecku, potem mierzenie maluszka no i się zaczęło jako ze mój Okruszek jest bardzo ruchliwy a USG było normalnie nie dopochwowe ciężko było go uchwycić i koniec końców zmierzyliśmy tylko głowę
odpowiada 14t4d wiec o tydz w przód. Gdy pani doktor chciała ustawić głowicę tak by zmierzyć go całego maluch pokazał nam tyłek i to co ma miedzy nogami... "Chłopiec?" zapytałam na co Gin odpowiedziała "najwidoczniej tak"
i tu popłynęły mi łzy.... Marzenie spełnione i nr 1- krwiaka brak i nr 2- mam syna
Powiedziała ze na 90% to będzie chłopak
jestem przeszczesliwa, czuje ruchy a mój maż na początku mówił "tak wmawiaj sobie" ale teraz już tez się śmieje i mówi ze ja to mam dobrze co sobie zaplanuje to się spełnia
Będzie Stanisław 
Witam was w moim nowym cyklu. @ po długim czasie przyszła, ale i poszła nie wiem kiedy. Cieszę się, ale jeszcze nie zaczęliśmy nowych starań, bo przypałętało się do mnie choróbsko wstrętne brr!! więc lezę w łóżku, kicham, prycham, kaszlę i jem mnóstwo lekarstw i piję hektolitry herbaty z cytryną/żurawiną na przemian. Miałam jutro w planie iść do mojego ginekologa skonsultować ostatnie badania u innej Pani Doktor, ale z racji tego, że się pochorzałam i nie idę do pracy tak więc do lekarza też się nie wybiorę. Generalnie od rana mam kiepski humor, ponieważ musiałam odwołać wizytę u dentysty na którą czekałam ponad dwa miechy!
generalnie historia moich zębów jest meeeeega długa, ale ze szczęśliwym zakończeniem (bynajmniej częściowym) kiedyś wam może opowiem jak będziecie ciekawe. Mamy już koniec września, zaraz październik, mieliśmy już być w naszym nowym mieszkanku ale przesunęło się oddanie do końca roku. Kupiliśmy mieszkanko w styczniu, i od tamtego czasu mieszkamy u mojego taty, bo nasze mieszkanko jest w stanie deweloperskim więc "zeszliśmy" z wynajmu, żeby odłożyc na urządzenie mieszkania i remont. Powiem wam, że mieszkanie z rodzicami jest cięzkie.. na prawdę się odzwyczailiśmy.. Tymbardziej teraz brakuje nam prywatności, gdy chcemy majstrować maluszka..no ale jakoś damy radę, wytrzymaliśmy pół roku to i te 4 miesiące nas nie zbawią...
całuję was
7w6d
Wczoraj byłam na wizycie u swojej Pani dr.
Maluszek wg USG 8w0d,a wg OM 7w5d
Serduszko biło ok 150uderzen/min. 1,7cm szczęścia 
Dziś cała noc wymiotowalam z Mężem na zmianę - Córcia nam coś sprzedała.
Zastanawiam się z Mężem nad tym testem Nifty. Fakt-drogi, ale będziemy spokojniejsi, jak wszystko będzie ok.
Niby mam jeszcze przez chwilę 29lat,ale chyba lepiej wiedzieć... Co sądzicie?
11 DPO
4 dzień z rzędu temperatura usilnie idzie coraz niżej. Chyba dopiero dziś do mnie dotarło, że ta @ naprawdę przyjdzie. Że nie będzie żadnego rodzenia w czerwcu, ani bijącego serduszka w październiku. Znów nie tym razem.
I znów smutno, jak zawsze 
26 października 2017
Nie wiem dlaczego nie mam możliwości dodania nowego wpisu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2017, 08:25
14 tydzień
Doszły wyniki testu PAPPA - oczywiście zupełnie niezrozumiałe dla mnie. Jedynie co to wyczytałam, że skorygowali moje ryzyka dotyczące wad u dziecka. I tak ryzyko, że urodzę malucha z zespołem Downa wynosi 1:11,5 tys, pozostałe wynoszą więcej niż 1:20 tys. Naprawdę odetchnęłam z ulgą...
Od piątku 22.09 nie wymiotuję - wielki sukces. Mam większy apetyt na życie, mnóstwo energii i chęć na wszelkie aktywności. Jednym słowem - super. Jedyne co mnie dręczy to ciągłe sikanie. Podczas półtora godzinnego spaceru dwa razy musiałam szukać toalety ... Zaczęłam więc pić sok z żurawiny (z apteki - bez konserwantów i cukrów - fujjj).
"Nie udało się? To jeszcze nie koniec świata. Koniec jest wtedy, gdy nic nie robisz i zamartwiasz się tym. Jeśli w coś wierzysz, działaj! Podejmuj kolejne próby, walcz o to. Jeśli spędzisz dzisiejszy dzień na narzekaniu na wczorajszą porażkę, jutro nie będzie lepsze. Pamiętaj, że prawdziwe szczęście osiągniesz nie wtedy, gdy będziesz rozpamiętywał porażki, ale wtedy, gdy będziesz wdzięczny za uniknięcie dodatkowych problemów."
16 cykl, nie wiem czy starań
3 dc
Bez przynudzania.
W tym cyklu nie podchodzę do drugiego IUI - wg lekarzy z takiej próby jak nasza uzyskuje się ciąże.
Mam zrobić immunofenotyp (400 zł) i z wynikami zgłosić się na wizytę. Wtedy zobaczymy co dalej.
Odczułam pewną ulgę, że w tym miesiącu nie będę musiała jeździć na monitoringi, kombinując jak pogodzić je z pracą.
Czara goryczy się przelała. Chyba już trochę się pogodziłam z losem i upadła mi chęć posiadania dziecka na już, teraz. Dociera to do mnie -że prędko matką nie zostanę i nie powinnam z tego powodu odstawiać dramatu.
Dowiadujemy się o kolejnych ciążach (już chyba wszyscy są w ciąży). Mojemu mężowi widzę, że robi się przykro, wspomina o tym. Mówię mu, że już się przyzwyczaiłam. Że wszyscy są w ciąży. A my stoimy jak te dzieci z boku przyglądając się jak św. Mikołaj wręcza prezenty wszystkim - nie nam. Najwyżej będziemy jedynymi ludźmi w otoczeniu, którzy się wysypiają.
Sama jestem ciekawa, jako to z tym wszystkim będzie.
Co szykuje dla nas los.
Bo jakiś sens w tym wszystkim być musi.
Póki co postanowiłam zrobić coś dla siebie - zaczęłam ćwiczyć jogę w domu i podobna mi się. Dalej czytam książki. I kupiłam sobie 2 szkolenia on line, gwarantujące mi dużo lektury. Coś jak na studiach, z tym że to mnie inspiruje.
Generalnie mam pewien pomysł. Ktoś mi kiedyś powiedział, że życia nie da się przeżyć na poważnie trzeba sobie z tego wszystkiego robić jaja.
Może ze staraniami tak spróbować?
Pewnie przy każdej @ będę się wkurzać na patoli z 5-rgiem dzieci, ale potem się nastąpię.
No więc teraz czas pomyśleć, jak działać by nie zadniedbać ale mieć resztę wystarczająco w dupie (czyt zamartwianie)
Co słychać..hmm..stara bieda..
jestem po urlopie i po wizycie u dr P. Doktor zaleciła:
- konsultacje immunologiczną (czy dr zaleca np neupogen, aqaufil czyli jakiś wlew domaciczny lub podskórny- czy w moim przypadku by to cos dało czy zostajemy przy intralipidzie),
- obniżenie tsh ( jeśli nie spada przy eutyroxie to może letrox?)- umówiłam sie do nowego endo.
- obniżenie insuliny do co najwyżej 12- wizyta u dietetyka (po 3-4 tygodniach kontrola)
- biopsje endometrium przed transferem (ale to jak już będzie zarodek)
poza tym mam brać witaminę d, kwas foliowy
Także czekamy na zarodek, ale wiem że będzie ciężko bo jest długa kolejka oczekujących.
Jesteśmy także po wizycie w Gyn, spotkanie było bardzo szybkie z Pania koordynator, ale w sumie o wszystko dopytałam wcześniej przez telefon- daliśmy jej miesiąc czasu na szukanie zarodka z cechami fenotypowymi. Trochę kiepsko bo nie lubię Gyn, nie lubię lekarzy stamtąd, którzy są bez pomysłu. No ale zobaczymy jak będzie, mogą trzymać zarodek rok czasu.
W tym tygodniu moje urodziny, kolejne bez dziecka
dupa blada..ehh..może uda mi się urobić D. żebyśmy sie umówili do OA, kurde no
jak zyć 
Trzeba trochę nadrobić zaległości w pisaniu, ale jakoś nie mam ochoty do tego. 09.08 miałam wykonane HSG, jajowody drożne nic nie wyszło więc tylko się cieszyć. Cykl po hsg sobie odpuściliśmy gdyż hsg było w 11dc więc jutro późno a poza tym wszyscy lekarze których pytałam się w szpitalu mówili żeby sie wstrzymać ze względu na promieniowanie. W związku z tym że starań nie było to i ten cykl był spokojniejszy, nie doszukiwałam się objawów nawet za bardzo nie wiedziałam kiedy ma przyjść @. Super uczucie bez dopatrywania się i doszukiwania. @ przyszła w terminie idealnie co do dnia. Akurat przywitała mnie na urlopie, więc zwiedzanie trzeba było połączyć z wizytami w toalecie supermarketów
. Nawet bym powiedziała ze za bardzo to nawet nie dała popalić. Po powrocie w 11dc mieliśmy kolejną wizytę o p. dr w Gdyni. Stwierdził podczas badania US że owulacja już niedługo że pęcherzyk duży wystarczający (chyba 25mm) i dał zastrzyk Ovitrelle i po tym kazała się starać się przez kolejne 3 dni. No i staraliśmy. Dr stwierdził ,ze w związku z tym ze wyniki które miałam wskazują ze wszystko jest w porządku to ze mam niepłodność idiopatyczną i jak na razie będziemy się stymulować. Miałam nadzieje ze to ten cykl bo był po hsg i powinno zaskoczyć. A tu d... Nic nie zaskoczyło. @ przyszła szybciej niż powinna a cykl trwał tym razem 25 dni.
Teraz w 2 cyklu po hsg mam przepisane brać CLO 2-5 dni po 1 tabletce i chyba też przez to @ była wyjątkowo krótka za to bardziej obfita a później przez 2 dni lekkie plamienia. Teraz na sobotę jestem znowu umówiona do p. dr w Gdyni na monitoring i pewnie Ovitrelle.
Musze zmienić nastawienie, przestać się doszukiwać przyczyn niepowodzeń i może faktycznie jest nam przeznaczone mieć jedno dziecko, jednego syna. Ale ważne i najważniejsze ze go mamy, że dzięki niemu jest mi dane usłyszeć słowo mama skierowanie tylko do mnie.
26.09.2017 wizyta u Dr Paliga
Właśnie byłam na wizycie u mojej dr i od przyszłego cyklu Cyclo-progynova z kolejną biopsją 
Z tego co zrozumiałam chce na sztucznym cyklu zobaczyć ty reaguje moja macica na leki bo niestety mam nieprawidłowe endometrium
( stąd moje słabe miesiączki i plamienia do 12 dc na stymulowanych cyklach ). Jeśli nie czeka mnie kuracja 6 miesięczna ehhhhh
Progynova mam brać tak długo dopóki nie będą wyniki biopsji i wtedy zapadnie decyzja czy ruszam z leczeniem czy stymulacją do IVF.
Wczorajsza beta 500
mega wzrasta... moze blizniaki???
Torbiel się wchłonęła, endometrium ładnie urosło i zabraliśmy dziś kolejnego zarodka. To nasz 4 transfer. Chyba się już do tego przyzwyczajam, bo zupełnie sprawę olałam. Nie denerwowałam się ani nic (tylko sukienkę ładną założyłam). Tylko jak już przynieśli zarodka i dr zaczęła wprowadzać go do macicy, w środku w EwceKonewce zaczął się szloch nie z tej ziemi - czemu ja w ten sposób muszę zachodzić w ciążę?! Ale na zewnątrz skała, nic po sobie nie pokazałam. I nadal gram twardziela, ale już się umówiłam do psychologa coby sobie bezkarnie popłakać. Zostały nam 2 zarodki. 1 transfer. Boję się co będzie dalej.
26 dzień 10 już cyklu..
Wreszcie naprawili mi pamiętnik i mogę tu coś naskrobać.
Prawie 3 tygodnie temu byłam u lekarza. Badanie krwi na prolaktyne i tsh zrobione + cytologia. Lekarz mówi,że ponoć wszystko bardzo dobrze wygląda tylko mam małą nadżerkę. Wyniki z krwi miałam odebrać już w zeszły poniedziałek ale choroba mnie rozłożyła, wczoraj się nie udało bo koleżanka bardzo prosiła abym się z nią zmianą zamieniła bo ma rehabilitację. Są rzeczy ważne i ważniejsze
pójdę 2 października to od razu będę miała wyniki cytologii. Może mam jakiś stan zapalny i przez to ten śluz przez cały cykl taki sam i nie fajny.. Uspokoiłam się,że lekarz nie znalazł żadnych nie prawidłowości i ponoć tylko wystarczy mi w ciąże zachodzić ale jednak dopóki nie będę miała jasnych wyników to pewna o tą ciążę nie będę.
Wynudziłam się przez ostatni tydzień bo tylko 2 razy byłam w pracy, szkoda tylko,że mój D całymi dniami w pracy.. Dzisiaj też snuje się po domu. Co prawda spałam do 14:30 bo nie dałam rady wstać wcześniej... Temperatura spada i nie mam już siły,żeby się uśmiechnąć. Wiem,że znowu nic nie wyszło... na kolejne cykle już też nie liczę przez zmianę trybu pracy narzeczonego- coraz mniej go będzie w domu. Z resztą znowu coś jest nie tak. Nie spędzamy czasu razem, on na nowo wgapia się tylko w komputer.. nawet na erotyczne zaczepki nie reaguje... czuję się mało atrakcyjna... wiem,że bardzo by chciał zebym troche przytyła ale już nawet jeść mi się odechciewa
chciałabym ,żeby na nowo zaczął szaleć za mna,flirtować ale on to wszystko uważa za zbędne.Jest mi bardzo przykro...
...
Ale mam dzisiaj zagwostkę. Odkleił mi się drucik z wewnętrznej strony zębów. Muszę jutro zadzwonić do ortodontki. Jeszcze gdybym była w Polsce to bym podjechała, a teraz mam problem. Oj zawsze coś.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.