Dzisiejsza wizyta u prof. Jerzak nie poprawiła mi humoru, wrecz przeciwnie...

-zawsze mam kaca po odejściu od pani recepcjonistki-inkasentki...

- 10 minut i po wizycie i... nihil novi :-\

- głupia ja - źle przeczytałam hieroglify p. prof. i zamiast AMH zrobiłam ANA :'( a jak to wyszło na jaw, to nie pamiętałam że gdzieś w teczce mam zeszłoroczny wynik AMH. Dopiero w pociągu powrotnym mnie olśniło.
Nawiasem mowiac wynik z zeszłego roku, czyli ja 30l - 2,51 ng/ml - to dobry wynik, czy za mały?
Nie wiem jak mogłam sie tak zafiksować i przeczytać ANA zamiast AMH :-(

- na szczęście homocysteine zrobiłam i wynik bardzo dobry, uff.

- zapytałam czy nie lepiej byśmy sie udali do kliniki niepłodności, ale prof. stwierdziła, że mąż ma 4% morfologii, wiec powinno nam się udać i mam kupić testy owulacyjne i probować... tiaaaaa, a co ja niby co miesiąc robię, jak nie ustalanie owulacji???

- prof. kazała wrócić za 5-6 MIESIĘCY!!! Będę wtedy po kolejnych badaniach reumatologicznych i spróbujemy stymulacji.

- i to by było na tyle z wizyty.

Ja jestem prawie załamana wizją braku konkretnych działań. W zasadzie mąż wyniki ok., moje wyniki nieźle, nic tylko się pieprz... i płodzić. Jak ja te pół roku wytrzymam? Nasze starania to już dokładnie 4 lata i nic tylko wszyscy każą nam się starać, bo wszystko względnie jest ok (poza hiperprolaktynemia, insulinoopornoscią i kosmicznym ANA). Liczylam, że u prof. Jerzak będzie się coś działo, ale dupa, dupa, dupa.

A co na to mój mąż? Wręcz mu się ciśnienie podniosło (co zdarza się mega rzadko) i mnie ochrzanił (!!!) mówiąc, że powinnam się cieszyć, że nie jedna kobieta chciała by usłyszeć to co ja, że mamy szansę na naturalne metody, że wyniki mamy niezłe i powinniśmy po prostu iść się bzykać. No on by mógł codziennie :-P ale moje libido nawala po owulacji, bo i po co...

Na razie mamy plany ze mąż zrobi badanie nasienia i pojdzie na konsultację do swojego androloga. Ja sie zastanawiam nad wizyta w klinice, ale obawiam się, że tam powiedzą mi to samo, że każą czekac aż zadziała Plaquenil i metypred za 3 miesiace i dopiero wtedy stymulacja, a ja bym chciała IUI już teraz, natychmiast, na Święta.
A może powinnam pomyśleć o psychologu w klinice? Zwariuję :-\

PS. Od tego roku nienawidzę Bożego Narodzenia Co to za święta bez dzieci :-(


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2017, 06:44

Nowe wyniki przed wizytą u nowego doktora.
Okazało się,że do nowego doktora wcale nie jest łatwiej się umówić. Dzwoniłam we wrześniu a udało się załapać na 23 listopada.Może jak już bym do niego chodziła to by było łatwiej, nie wiem.
Na razie do niego jutro jadę i zobaczymy co z tego wyniknie.

Wyniki nawet nie najgorsze chociaż rewelacyjne nie są:
Morfologia jaka była taka i jest.
Prolaktyna też marna bo 27 przy normie do 23 a to 21 dc.
Tsh - nie ma szału bo 2,00
Za to homocysteina spadła do 8, normalnie oczom nie wierzę, chyba przez to,że brałam witaminę b
No i największa niespodzianka Anty TPO - 40, przy normie do 34, zmniejszyły się i to znacznie.To ten selen od endo.A miałam już ponad 100 jakiś czas temu. Tak mnie to zdziwiło,że aż nie wiem czy się cieszyć.
Poza tym TG niby w normie-3,45 przy normach od 00 do 4,11.Zapewne mogłyby być niższe.
Kwas foliowy :4,55 norma od 3,89 do 26.80 -dla odmiany mógłby być wyższy,
Witamina D : 14,30 a powinno być co najmniej 30 ,Niby nie ma niedoboru ale jest to poziom niewystarczający.
Jest co poprawić ale tragedii nie ma. Ciekawe co jutro doktor powie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2017, 14:46

aijbi Czas sie poddać? 4 marca 2022, 07:29

Leżę w łóżku i chyba zaczynam od paru dni świrować, chociaż myślałam, że mam to za sobą i jestem już mega wychillowana. Za 6 dni beta, transfer z jednego, mrożonego zarodka… mamy jeszcze 3. Nachodzą mnie myśli, że może nie będziemy dobrymi rodzicami i świat chce nam to powiedzieć… ale są przecież gorsi, którzy mają dzieci. Wierze mocno, że teraz wyjdzie, to 2 ivf, ale po prostu, czuje, czuje, że to ostatnie. Wiem, sprzeczne komunikaty, ale właśnie to mam teraz w głowie - sprzeczności.

Wczoraj przeglądałam forum na tej aplikacji i powiem szczerze, że jestem chyba totalnym laikiem w kontekście invitro bo nie znam połowy rzeczy o których czytałam. Czy żałuje? Nie. Milion razy świat udowodnił mi, że niewiedza jest błogosławieństwem :)

W szafie od pół roku czekają ubranka, tak bardzo jestem pewna, że nam się uda.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2022, 07:33

20 tc (19t4d)

Hej! My właśnie po śniadanku, były pyszne naleśniki :) śniło mi się że z nutellą ale to był sen bo nutelli w domu brak, i dobrze bo w przypływie emocji pewnie zjadłabym cały słoik! :D
Kończę gotować zupkę i jadę na małe zakupy, pewnie coś dla synka w Pepco upoluję ;)
Coraz wyraźniej czuję ruchy, chociaż są one bardzo delikatne ale wiem że to mały się wierci. Głównie jak już ja zasypiam on się wtedy uruchamia :) ale jak kładę rękę na brzuszku to ustaje w bezruchu. Mały cwaniaczek :)

Rośnij synku, mamusia tak bardzo już Cię kocha :) :* <3

topciaqqova27 Topciaqqova prosi o CUD. 5 listopada 2017, 21:34

Ciąża rozpoczęta 18 października 2017

07/11 dzień, gdy nasz świat przestał się na chwilę kręcić. Obudziłam się, jeszcze w łóżku przeglądałam społecznościówki, jak nagle poczułam ciepło w majtkach. Szybkie sprawdzenie ręką i krzyk do męża "Dzwoń do pracy, że wieziesz mnie do szpitala". Potok brunatnej krwi...Brałam prysznic i beczałam. Byłam przekonana, że to koniec bajki. W szpitalu zamieszanie konkretne. Żadnej widocznej informacji gdzie jest IP ginekologiczne. Wiedziałam tylko, że jest poza zwykłą. Tyle mi powiedziała Pani w kolejce. Bo nigdzie żadnych info. Ostatecznie trafiłam do przyszpitalnej poradni ginekologicznej. Gdzie Pani doktor zrobiła USG, wpisała duphaston i nie wiedziała skąd krew. Tego samego dnia popołudniu pojawiła się bardziej krwawa krew. Znów się załamałam. Ale mąż kazał umówić się do mojego gina i być dobrej myśli. Tydzień minął spokojnie, ciągle plamienia przeplatały się z brudzeniami. I nastąpił 13/11...kolejny dzień tragedii...okazało się, że awaryjny ginekolog "przeoczył" odklejone łożysko. Mój gin załamał ręce. W miejscu odklejenia pojawił się 3 cm krwiak. Lekarz przygotował nas, że ryzyko poronienia jest spore. Jedyne co mogliśmy zrobić to czekać. I czekamy. Najgorsze jest oczekiwanie na kolejną wizytę, nie wiedząc co z maluszkiem. Ja widzę, że w końcu rośnie brzuszek i to mnie odrobinę uspokaja. Bo jak rośnie to raczej jest z nim wszystko okay :) Dajemy rade, leżymy i odpoczywamy :)

Kolejny raz zaczynam pisać pamiętnik. Chyba dlatego, że lepiej kiedy ktoś zupełnie obcy może przeczytać Twoje żale, niż znów wstydzić się przed rodziną.
Po krótce.. Od samego początku wychowuje sama syna, moje oczko.
Poznałam półtora roku temu faceta. Zwiazalismy się ze sobą. On zaakceptował moje dziecko. Ale od początku coś nie grało. Nie wiem co. Coś. Zganiałam to na ten sam charakter, na docieranie się, na wszystko tylko nie na to co było przyczyną.
A co było? Tak naprawdę z czasem, kiedy pierwszy raz mnie wzywał, drugi, szarpnął mną, czy poniżył, zrozumiałam, że to w nim jest problem, którego nie potrafiłam dostrzec.
Niestety było za późno. Ciąża. Strach.
Niebezpodstawny. Zaczęło się.. Groźby o odejściu, ciągłe pretensje, uświadamianie, że nikt z dwójką dzieci mnie już nie zechce.
I tak tkwiłam. A w zasadzie nadal tkwie.
Żyje z przeświadczeniem, że sobie nie poradzę sama, że już zawsze będę sama.
Jestem zdana na siebie. Mieszkam sama z synem, wszystkie obowiązki spadły mi na głowę ze zdwojoną siłą.. i bólem.
Bo w 30 tygodniu jak można odpocząć skoro nic samo się nie zrobi, a nikt Cię nie wyreczy?
Mam dość słuchania jak to wszystko się nie zmieniło i Pan, nazwijmy go Panem Pe., jest zaangażowany. Nie jest. Wciąż jest nieodpowiedzialnym facetem, który nie szanuje nikogo.
Czy powinnam po raz kolejny zostać z tym wszystkim sama dla swojego psychicznego spokoju?


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2017, 16:24

Elcia0211 Kiedyś musi się udać... 15 grudnia 2017, 20:02

Dziś przeżyłam jedną z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Mój synek znienacka powiedział do mnie Kocham Cię ;). Cudowne uczucie kiedy taki mały człowieczek, który ciągle uczy się nowych słów, nagle bardzo wyraźnie powie Kocham Cię. Wszystkie smutki, zmartwienia wtedy gasną ;). Nie wiem co bym zrobiła bez mojego synka i męża. Jestem wdzięczna Bogu, że ich mam ;).

Wieści z dzisiejszej wizyty.
Według doktora wszystko wygląda przyzwoicie. Stosowany testosteron w żelu powoli hamuje wybuchy gorąca .... i dobrze ;) Te wybuchy jeszcze nie są tak szkodliwe, najgorsze są nocne poty, które wybudzają ze snu i libido, a raczej totalny jego brak.
Miejmy nadzieję, że mąż to zniesie ;) bo ja bez problemu, skoro wcale mi nie brakuje ;).
Od 24.11 mam brać Estrofem mite
Od 28.11 Gonal 150 i Mensinorm 150 oba w brzuch wieczorem, o stałej porze. Pani w apece obok kliniki obeznana z tematem co nieco usiłowała mi wytłumaczyć jak się miesza ten Mensinorm, ale sama czułam, że mam ośli wyraz twarzy... Muszę to w weekend przy winie rozkminić. Gonal jest w penie, zatem jakoś pójdzie.
No, to tyle dobrego ;) Natomiast chcąc odżywiać się jeszcze bardziej zdrowo robiłam sobie koktajle z dodatkiem szpinaku baby. No i mam za swoje ;) Od wczoraj pojawiło się znajome pieczenie w dole brzucha, przy sikaniu i ból promieniujący do lędźwi. Zapomniałam już o tym jak to jest wspaniale, a miałam już problemy ze szczawianami wapnia. Nawet jak doktor załadował sondę od usg, to aż syknęłam.
Przepisał preparat z żurawiną, pobrał biocenozę czy tam wszystko gra i kazał zrobić badanie moczu i pilnie wysłać mu wynik.
Strona Diagnostyki z wynikami on line nie działa, to sobie poczekam. Wygrzebałam jeszcze jakiś zapomniany Rowatinex i łykam razem z litrami wody. Może zejdzie wszystko bezproblemowo. Oby...
Nie byłabym sobą, gdyby coś się nie wydarzyło ;) ale tylko się z tego śmieję, bo co innego mam robić? :) ;) :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2017, 16:45

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 22 listopada 2017, 17:13

31tc (30t6d)

Czasem nie czuję w ogóle tego pessara, a czasem, tak jak wczoraj ledwo się ruszam bo mam wrażenie, że strasznie dziecko naciska główką na ten krążek. Wczoraj ogólnie źle się czułam, brzuszek bardzo napięty, po obiedzie czułam się strasznie przejedzona i miałam mocną zgagę. Dziś już lepiej, ale od 4 rano nie spałam i udało mi się nadrobić trochę snu po wyjściu Męża do pracy. Dziś się nie forsuję, cały dzień pod kocem i przed laptopem.

Zamówiłam parę rzeczy na Allegro bo jest tydzień darmowej dostawy do paczkomatów. Zamówiłam np. pierwszy komplet body + pajacyk w kolorze różowym dla mojej Córci do szpitala. Chociaż jedną rzecz niech ma na początek zupełnie nowiutką ;) Jeszcze kombinezon muszę zamówić na wyjście.

Ogólnie czekam na jeszcze jedną dezynsekcję za jakiś tydzień i zabieram się przed świętami powoli za ostatnie porządki i pranie ciuszków. Chcę na święta mieć już spakowaną torbę do szpitala bo ten temat ciągle siedzi mi z tyłu głowy.

Zaraz po wypłacie zamówię też w internetowej aptece cały komplet kosmetyków dla Ali - póki co czytam różne opinie o płynach, pieluszkach, kremikach itp. żeby wybrać najlepsze.

No i ostatnie info - wczoraj zakończyliśmy szkołę rodzenia :) Dostaliśmy dyplom i wychodzimy bogatsi o wiedzę na temat porodu, procedur w szpitalu, opieki nad dzieckiem w tym kąpieli i prawidłowego podnoszenia, połogu itp. Chyba jestem dzięki temu trochę spokojniejsza :)

5t + 0d
Za badania zapłaciłam 720zł, lekarz mowił że to takie rozszerzone trochę pod kątem poronień...ja nigdy nie poroniłam ale lekarz w stosunku do mnie jest bardzo zapobiegawczy, to dobrze tzn że zależy mu na utrzymaniu ciąży tak samo jak mi, poprostu chce wyeliminować wszystkie możliwe zagrożenia. Mój arsenał leków na tą chwilę:
luteina podjęzykowa 3x2,
magnez 2x1,
nospa 3x1,
acard 1x1,
femibion natal 1 1x1,
kwas foliowy 1x1.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2017, 17:20

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 22 listopada 2017, 18:22

7 tyg+5 dni

Dzis slabszy dzien; w nocy meczyly mnie koszmary (az M. musial mnie wybudzic, bo rzucalam sie i jeczalam strasznie). Od rana straszny bol glowy przy wstawaniu (na szczescie wstaje malo!) - nie wiem, moze wina paskudnej jesienno-zimowej pogody? W ogole w nocy zle sie czulam, mialam wrazenie, ze boli mnie brzuch i tak sobie uswiadomilam, ze do 55ty dzien cyklu, czyli zbliza sie termin, gdzie normalnie mialabym okres. A gdzies wyczytalam, ze wtedy jest najwiecej poronien, bo czesc macicy, moze `nie ogarniac`, ze jest w ciazy (?). Nie wiem czy to prawda, ale negatywnie sie nastawilam. No ale nic sie dzis nie dzialo, poza tym, ze zjadlam cala pizze, ktora sobie zamowilam :-). Bol glowy moze byc tez objawem odwodnienia, fakt´, malo pije i nawet widze, ze mocz mam `zageszczony`.

Powoli ogarniam swiateczne prezenty :) tyle dobrego!

asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 22 listopada 2017, 18:52

Wizyta, wizyta super. Jestem bardzo zadowolona. Doktor kazał mi przyjść we wtorek do poradni bo tam są wszystkie moje papiery i wystawi zaświadczenie od ręki. Nazwał panie kretynkami. Zapytał ironicznie czy stan mojego zdrowia miałby wpływ na prokreacje? Myślę że będzie dobrze pytanie tylko jak w OA zinterpretują to zaświadczenie. Dał mi kartkę ze swoim podpisem żebym nie miała problemu we wtorek się do niego dostać. Jutro pojadę i się zapiszę.
Ten tydzień od poniedziałku mam pokręcony. Nerwowo w pracy, nerwowo w domu. Chodzę poddenerwowana, smutna, płakała bym non stop, nawet bez powodu. Chciałbym by ten tydzień się już skończył. To pewnie okres olśniło mnie właśnie, powinnam dostać jakoś teraz. Jutro?? Nie chce mi się sprawdzać.
Powiedziałam rodzicom o OA. Reakcja jak na moich rodziców normalna, szału nie było. Nie spodziewali się chyba takiej informacji. Każdy z osobna chyba o tym myślał ale jeszcze nikt nie powiedział tego głośno, do dzisiaj. Niech się oswajają.

Izape_91 Szycioterapia - po 3 latach jest! 22 listopada 2017, 18:57

Doszłam do wniosku ze nigdy nie będę mama. Przecież 16 cykli to chyba jest jednak jakaś szansa ze ta fasola zaskoczy? U nas nic. Trudno. Beczeć mi sie chce. Nic sie nie układa. Nie chce robić badań, mam dość wszystkiego. Nie mam siły zeby walczyć.

An_cat Mam nadzieje, że komuś pomogę 22 listopada 2017, 21:03

Mój miesiąc trwa nie od pierwszego do 30 tylko od miesiączki do miesiączki. Nie wiedziałam, że poronienie tak ryje beret. Niby sobie funkcjonuję, życie toczy się dalej, ale gdzieś tam w głowie cały czas siedzi, że moje dziecko mnie przedwcześnie opuściło. No i chodzę do pracy, fitnes dwa razy w tygodniu, badanie TSH raz na dwa tygodnie i zastanawiam się czy planować te wakacje czy nie? Dzisiaj dostałam miesiączkę. Zawsze zastanawiam mnie czy to jakaś forma kary dla kobiety - nie dość, że nie może zajść w tą ciążę, to jeszcze przypomina jej o tym potężny ból brzucha i lejąca się hektolitrami krew między nogami. Fatalny mechanizm. Muszę złożyć zażalenie. No cóż. Chyba nie można mieć wszystkiego.

Juz ponad miesiąc na diecie. Rezultat - 4kg - ciekawe jak wyniki cukru i insuliny? Muszę przyznać, że podejście mam do tego raczej zdrowe, nie jakieś bardzo radykalne.
W międzyczasie na początku listopada byliśmy w mojej ukochanej Lizbonie. Jak ja uwielbiam to miasto !!!, ale tu nie o tym. Obawiałam się, że moja tarczyca znów nasyci się za nadto jodem i moje TSH wzrośnie do jakiś niewyobrażalnych wyników, jak ostatnio po wyjeździe do Grecji TSH 11,40.
Przed samym wyjazdem zrobiłam badania TSH 2,68 - jest ok, ale wciąż za dużo. Po powrocie 16.11 robię kolejne badania TSH 2,48 - zeszłam poniżej magicznego dwa i pół. UFFF po wyjeździe jest dobrze, a tak się bałam. Wszystko ładnie sie składa, TSH dobre, właśnie kończę miesiączkę - umawiam się na sonoHSG.

Badanie drożności 20 listopada - przeżyłam, bolało troszeczkę, ale do przeżycia. Jajowody drożne i to najważniejsze :) I co dalej? Tak bardzo próbuje nie myśleć, nie nakręcać się że to badanie zdziała cuda i zobaczę upragnione dwie kreseczki. Ale jak tu nie myśleć. Dobrze wiem, i lekarz wielokrotnie mówił, ze to badanie daje mi przez pierwsze 3m-ce mega płodność, że jajowody wyczyszczone z ponad 30letnich złogów, ze teraz to jest ten czas. Owulacje mam, miesiączkuje regularnie, nasienie ok, jajowody ok, tarczyca w miarę, leki grzecznie biorę....
Jedyne czego nie potrafię to nie myśleć i nie stresować się.

Jestem człowiekiem czynu, wierze w medycynę, w to co namacalne, tak ciężko mi zrozumieć że moja głowa może blokować wszystko.

Kupiłam dziś testy ovu - choć wydaje mi się ze dobrze wiem kiedy mam owulacje, tak bardzo chcę wykorzystać wszystkie możliwości.

Dziś dowiedziałam się, że kolejna koleżanka z pracy w ciąży.... super cieszę się, ale też cholernie jej zazdroszczę.

Wierze, że HSG zdziała cuda, wierze w to całą sobą. Tylko kto mnie pozbiera jak znów nic z tego nie będzie ...


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2017, 22:09

Patt1002 Czekamy na Aniołka 22 listopada 2017, 22:09

Coraz bliżej wizyty u ginekologa. to już we wtorek.
Cały czas trzymamy dietę.
Musi się udać :D

Buko Wrzucić na luz i czekać na cud 22 listopada 2017, 22:16

Czy my kiedykolwiek ruszymy z ivf? Wizyta startowa miała być 9 listopada, niestety ze względu na kiepskie posiewy została przełożona. Antybiotyk, kolejne posiewy i pewnie znowu to samo. U M. wyszło dokładnie to samo co poprzednio, ale w sumie nie dostał żadnego leczenia, bo dr stwierdził, że to na pewno wynik złego pobrania próbki, ale dwa razy to samo? moich wyników jeszcze nie ma, ale mam przeczucie, że wyniki nie będą jałowe... :( biorę cały czas leki żeby wydłużyć cykl i ruszyć z ivf, obecnie jest 35 dc i czuję się fatalnie. Humor mam taki, że mogłabym zabić każdego kto mi wejdzie w drogę, w szczególności swojego szefa. Coraz bardziej sie obawiam, że zanim zaczniemy procedurę to ja powiem o parę słów za dużo w pracy i rzucę wypowiedzeniem. Wiem, że to w dużej mierze efekt leków i staram się to jakoś kontrolować, ale jeśli czeka mnie kolejne leczenie i wydłużenie cyklu o kolejne dwa tygodnie to nie wiem jak to zniosę. I coraz bardziej boję się myśleć jak zniosę stymulację do ivf, skoro wcześniej o wiele łagodniejsza stymulacja do iui wykańczała mnie psychicznie :( nie mam już na nic siły, nic mnie nie cieszy, jestem ciągle poddenerwowana i do tego zrobiłam się bardziej płaczliwa. Niech to się wreszcie skończy :(

Znow pisze...Jest dziwnie. Niewiem juz co myslec!... Co bedzie dalej?.. Otoz sytuacja wyglada tak iz za tydz moj bratanek ma 1 urodziny. Niemamy zbyt dobrego kontaktu z nim niestety,chociaz bym chciala. Odkad moj brat sie ozenil jego wybranka wziela go pod pantofel. Brat sie tak zmienil ze szok. Nawet nasza mame zaczal gorzej traktowac. Bratowa daje mi do zrozumienia ze nas nie lubi i nie chce miec z nami kontaktu. O czym swiadczy ze nas nie zaprosili na Roczek. Jednego brata tylko mam a oni jednego syna. Nic im nie robimy. Bardzo bym chciala byc tam z nimi i cieszyc sie tymi urodzinkami. Jest mi bardzo przykro. Czy moze to ze niemamy dzieci traktuja nas inaczej..nie mamy wspolnych tematow. Przeciez niemam doswiadczenia z dziecmi. Ciagle o tym mysle dlaczego???? Przeciez jestesmy dobrymi ludzmi. Jak oni tak moga nie maja sumienia i wstydu??? Musze sie z tym jednak pogodzic. Po co sie zadreczac

Flowwer 15 lat czekam na cud !! 22 listopada 2017, 23:45

Dziś 15 dc i punkcja Wszysto przeszłam bez problemu, klinika i personel pierwsza klasa , wszystko fachowo. Krótka rozmowa z anestoziologiem i szybko poszło. Fajny odlot ;) Po zabiegu obudziłam się w łóżku pod kroplówką. Nic mnie nie bolało jedynie zawirowania w głowie.

Pobrano 6 oocytów, oby choć jeden maluszek został. Z dodatków to jony wapnia, klej i nacinanie otoczki.
Jutro będę wiedzć coś więcej i nie wiem czy będę w stanie spać gdzy moje dzieci walczą

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)