Wczoraj skurcze brzucha, dziś plamienie i biegunka. W sumie raz w miesiącu mam takie coś, więc myślę, że to coś a'la @. Krwawienia nie ma, bo w końcu endometrium miało nie rosnąć. Ale czy to dobrze, że takie 'nic' i mnie pobolewa i mam biegunkę znowu? Dupa też mnie wczoraj piekła, tak jak przed laparo. Chyba tak naprawdę nic się nie zmieni.
Moja mleczna piątka się ładnie rusza, chyba idzie jej czas, bo aż dziąsło zaczęło puchnąć...
Czas kupić inofem, słyszałam o nim dobre opinie, no zobaczymy.
6dc
ZACZYNAMY STYMULACJE 💉 🙆🏻♀️
Jesteśmy po wizycie. Wyniki z krwi zrobione, usg również. Na ten moment mamy po 8 pęcherzyków w każdym jajniku. Od dziś biorę też codziennie menopur 150 mg 💉. Czułam się dziś jak chemik przy tworzeniu mikstury 😋.
Dostałam też cynk gdzie go dostanę bez problemu co było super bo miałam w planie realizować receptę u siebie w mieście. I był by niezły klops gdybym go nie dostała. W aptece zawołali 100,63 co mnie lekko zaskoczyło 😲 w końcu ostatnio płaciłam zaledwie 7 zł! Dostałam paragon i zrozumiałam. Cena normalna tego leku to 1337,69 😲 😲 😲 Naprawdę te wizyty w aptece nie są takie straszne. Ciekawe jak to będzie gdy zaczniemy przygotowania do transferu.
TYLKO BOG (Modlitwa apostola swieckiego w drodze)
Tylko Bog jest zrodlem wiary,
Ale ty mozesz o niej swiadczyc.
Tylko Bog moze dac nadzieje,
Ale ty mozesz przywrocic zaufanie Twoim braciom.
Tylko Bog moze obudzic milosc,
Ale ty mozesz nauczyc blizniego jak kochac.
Tylko Bog jest szafarzem pokoju,
Ale ty mozesz siac jednosc.
Tylko Bog moze dac sile,
Ale ty mozesz wspierac zniecheconego.
Tylko Bog jest droga,
Ale ty mozesz ja wskazac innym.
Tylko Bog jest swiatlem,
Ale ty mozesz sprawic ze wszyscy je zobacza.
Tylko Bog jest zyciem,
Ale ty mozesz wskrzesic w innych chec zycia.
Tylko Bog moze dokonac czegos co zdaje sie niemozliwe,
Ale ty mozesz zrobic to co mozliwe.
Tylko Bog wystarcza sam w sobie,
Ale bardzo lubi liczyc na ciebie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2018, 15:59
Nie wytrzymałam, wstałam z rana i kupiłam kolejny test i od razu go zrobiłam.
https://zapodaj.net/2a99064be60a6.jpg.html
Tadaaam!
Muszę zadzwonić do lekarza i umówić się, dalej nie wierze ze to się dzieje!
Moge to w koncu napisac! Doszlam do ostatniego punktu na mojej liscie, od strony medycznej nie jestem juz nic wiecej w stanie zrobic. Po nie wiem ilu wymazach, ładowaniu tony globulek, antybiotyków, stresie czy to w tym cyklu czy nie, w koncu udalo mi sie dotrzec do Lublina na selektywne hsg! Czuje wielka ulge i ciesze sie ze ten rok zamkne z poczuciem, ze zrobilam juz wszystko, mam nadzieje, ze teraz psychicznie bedzie mi lzej. A sam zabieg? hmm wiedzialam ze bedzie bolec, ale nie myslalam ze az tak
Ale bolalo glownie dlatego ze bylam raczej trudnym przypadkiem. Dziewczyna przede mna miala niedrozny jeden jajowod i wyszla moze po 10 minutach bo jajowod sie udroznil juz przez same podanie kontrastu. U mnie byl full zestaw, wilokrotne podawanie kontrastu pod cisnieniem i udraznianie za pomoca tych mikro narzedzi, wiec trwalo to jakies 15 minut a opisalabym to jak leczenie kanalowe w brzuchu bez znieczulenia...dochodzi do tego aspekt, ze nie mozna sie ruszac i mocno trzeba panowac nad swoimi odruchami. Juz samo zakladanie tego kulociagu nie jest przyjemne, podawanie kontrastu jest juz lekko bolesne, ale podnoszenie cisnienia tego kontrastu by trafic do tych niedroznych miejsc jest juz na pewno mocno odczuwalne a pozniej do tego dochodza takie uklucia jak przy leczeniu zeba... W porownaniu z laparoskopiami,sono hsg czy porodem, to jednak tutaj troche cierpialam, ale jednak ten bol trwa maks 15 minut bo tyle trwalo u mnie, a mialam oba jajowdoy niedrozne plus okazalo sie ze sa tam takie przewezenia, ktore wlasnie trzeba bylo zlikwidowac, wiec ostatecznie da sie to przezyc, ale moze nie szlabym na to drugi raz - przynajmniej nie jutro
NAtomiast jestem mile zaskoczona sama opieka w szpitalu i na sali, wszyscy byli absolutnie przemili!! Tlumaczyli przed zabiegiem co sie bedzie dzialo, na sali trzymali za reke, tlumaczyli, wspierali, po zabiegu wszystko opisane, wytlumaczone - profeska! Co prawda sam szpital jest dosc szkaradny, sale, toalety z czasow 80-tych, ale spedzilam tam zaledwie pol dnia, wiec jakos bardzo mi to nie przeszkadzalo. W Wawie dotychczas wszystko robilam komercyjnie w szpitalu na Zelaznej i niestety nigdy nie czulam sie zaopiekowana, po ostatniej laparoskopii wrecz zlozylam skarge na poziom opieki bo byla juz to dla mnie totalna zenada - placic tyle kasy i dostac wypis od rezydenta, ktory nie potrafil odpowiedziec na podstawowe pytania. No nic, na szczescie to juz bylo i teraz do przodu. Samo hsg sie udalo, to znaczy ze ostatecznie udrozniono oba jajowody, ale to nie znaczy ze moje szanse na macierzynstwo sa jakies wieksza. Teraz to moze z 0 podskoczyly do 5%
Lekarz w trakcie zabiegu mowil, ze widac, ze jajowody sa w kiepskim stanie, zbliznowaciale i zawezone i tego juz niestety nie mozna poprawic (plastyka jajowdow odpada, bo ja mam zmiany w zlej czesci). Do tego moj wiek i parametry (niskie amh) i nasienie takie sobie - ale Nadzieje na pewno mam teraz troche wieksza, choc i tak licze raczej na cud. Wczoraj po powrocie postanowilam, ze ta nadzieje bedzie trwac 6 miesiecy i pozniej zaczynam pzobywac sie rzeczy po synku bo nie ma sensu juz tego trzymac. Do tej pory gdzies na koncu glowy myslalam, ze moze jeszcze sie uda, wiec teraz jak sie nie uda w ciagu tych 6 miesiecy to juz czas na porzadki. Dodatkowo z racji ostatnich wydarzen moje obawy wzgledem ciazy, porodu sa jakies wieksze. Bedac w 1 ciazy zylam jednak w sporej nieswiadomosci i nie martwilam sie o wiele rzeczy, ale od kiedy jestem na forum i sledze wiele historii od czasu do czasu ogarnia mnie ogromny lek. Teraz juz wiem, ze moj krwotok po porodzie mogl mnie zabic, ze gbs ktory ciagle mam, bede miec i w przypadku drugiej ciazy, a przeciez o malo nie stracilam przez to mojego synka mimo calej profilaktyki. Wiec mimo wszystko boje sie. Z jednej strony marze by zostac jeszcze raz mama, a z drugiej strony mam tyle obaw. Zastanawiam sie tez nad jednym, dlaczego tego udroznienia nie mogli zrobic w czasie laparoskopii? Czy sie im nie chcialo? bo hsg jest dopochwowo, a laparo przez brzuch? Przeciez tez podawali kontrast, mam napisane ze wilokrotnie, wiec nie do konca to rozumiem, ale z drugiej strony to od razu po laparo mi lekarz powiedzial zeby za pare miesiecy sprobowac z hsg. No nic, ta wiedza mi juz nie jest potrzebna
Chcialabym wierzyc, ze sie uda, ale jednak mam wielka swiadomosc swoich ograniczen. To nie jest tak ja po 1 laparoskopii gdy moj lekarz przyszedl do mnie i powiedzial 'teraz ma byc Pani w ciazy' i tak tez sie stalo. Ale to bylo prawie 6 lat temu, teraz czuje sie juz troche 'podstarzala' zwlaszcza tu na forum, bo jednak tutaj wiekszosc dziewczyn jest w okolicach 30. Czasami jak czytam te historie, to sobie mysle, co one tak przezywaja przeciez jeszcze mlode sa!Ale ponziej przypominam sobie jak zludne takie myslenie moze byc, ja od kiedy walcze z niepldonoscia diagnozuje sie sama! Za pierwszym razem poszlo szybciej bo trafilam do dobrego lekarza, ktory potiwerdzil moje obawy. Przy nieplodnosci wtornej uwazam, ze jednak jest o wiele trudniej i niestety z racji wieku nikt za bardzo nie chcial mnie leczyc i sugerowal invitro. Troche smutne, choc wiadomo ze ma to sens bo de facto gdybym sie zdecydowala na invitro to pewnie dawno juz bylalabym mama. Ale ja lubie wiedziec, chce znac przyczyne bo to mi daje jakis spokoj, nawet jezeli ta swiadomosc boli. Nie zdecyduje sie mimo wszystko na ivf, bo przeraza mnie ta cala procedura i to obciazenie psychiczne. Ja majac szanse na ciaze bliskie zera ciagle mialam nadzieje i po kazdym negatywnym tescie czulam sie okropnie, nie wiem jak bym przezyla niedudany transfer. Ciesze sie, ze ten wpis w koncu powstal!
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2021, 13:21
Znowu mam doła, bo znowu zaczynam się poddawać. Najpierw przez 2 tygodnie nie mogłam sobie poradzić ze stratą. Wiem że to był dopiero 5 tydzień i wiem, że niby jak sie udało to już jest jakiś sukces. Ale wewnętrznie czuje smutek, tj raz się udało i już ma prawa, szansy udać się następny raz, że była szansa, którą straciłam, że kolejnej nie będzie. Ja wiem, że wiele dziewczyn przezywa to samo i starają się dalej ale ja z tymi przemyśleniami nie umiem sobie poradzić.
Chciałam jak najszybciej zacząć starania, mieć to uczucie że działamy, że robimy żeby się udało.
Ale przez to poronienie to trochę nie wiem kiedy będzie @, kiedy przypada owulacja. Od 2 dni bolą mnie jajniki więc prawdopodobnie owulacja jakoś teraz. W związku z tym wczoraj było serduszkowanie, ale niestety nie skończyło się dobrze dla mnie gdyż nie było wytrysku. Długo trwało to serduszkowanie aż daliśmy sobie spokój. Nie wiem czy było spowodowane że się nie udało, może za duże rozproszenie, za dużo że na siłę. M dużo żartował, trochę się wygłupiał i może przez to czar prysł. Może ze mną jest już coś nie tak, może już nie działam tak na M. może zmęczenie, może że na siłę. Nie wiem ale po prostu nic z tego nie wyszło. Ostatnie serduszkowanie było w sobotę a od niedzieli czuje jajniki jak na owulacje, więc mam nadzieję ze jakieś jeszcze przeżyły.
Mieliśmy jeszcze dziś ale po tym co stało się wczoraj trochę nie mam odwagi i obawy że sytuacja się powtórzy.
Znowu mi się odechciewa, znowu mam nikłe nadzieje. Ehhh..., czemu innym się udaje wtedy kiedy chcą żeby się udało, a nawet jeszcze bardziej jak nie chcą.
Nam w marcu stukną dokładnie 2 lata jak zaczęliśmy starania i jak sobie pomyśle ile przeszło kasy między rękami, ile moich łez wylanym to kolejne łzy cisną mi się do oczu.
Może czas sobie odpuścić i co ma być to będzie.
16tyg+4dni
Na 95% jestem pewna, ze to co czuje to ruchy dzieciaka. Bardzo subtelne ale… dość częste. To normalne? Jest to uczucie dziwne do opisania. Do głowy przychodzą mi 2 porównania: jakby super miękkie, tępe puknięcia ALBO bąbelek, który chciałby pęknąć, ale ostatecznie nie pęka, tylko znika. Takie skojarzenie.
Dziś w nocy obudziłam się i nie mogłam zasnąć, wtedy zawsze pojawiają się dziwne myśli (nie na darmo mówi się, ze 3 w nocy to sądna godzina). Mąż spokojnie spał obok, w domu cisza i spokój, żadnych zmartwień, wszystko poukładane i zorganizowane. I z jednej strony pomyślałam sobie ‘niech to się nigdy nie kończy; mamy wszystko; jest idealnie’. A potem pod ręką na brzuchu czuję te ‘bąbelki’ i myślę ‘nie doczekam się kiedy to WSZYSTKO się zmieni’. Dziwne to wszystko.
Dni mijają mi dość szybko. Niby nie robię nic specjalnego, ale w domu ZAWSZE jest coś do roboty. Samo zrobienie obiadu zajmuje w huk czasu. A tu jeszcze trzeba zetrzeć kurze, zmienić pościel, wyszorować łazienkę etc. Nie idzie się nudzić. Czasem muszę sama siebie stopować ‘koniec, teraz bierzesz książkę i idziesz na kanapę’.
6dc - ostatnie podrygi @.
Wiecie co? Boję się. Boję się że się nie uda i boję się, że jak się uda to będę panikować.
/kobieta/
Gdy zaczęłam współżyć, obawiałam się ciąży. Było to dla mnie tak prawdopodobne mimo że się zabezpieczaliśmy. Nieważne czy płodne czy niepłodne. Dla mnie zawsze była możliwość zajścia w ciążę.
A teraz?
Wyliczanie, patrzenie, szukanie objawów owulacji i jeszcze pytanie "czy trafię w TE dni/TEN dzień?"
Tak się cieszyłam, że to już. Że zaczynamy od tego cyklu. A teraz jakoś straciłam swój zapał i nadzieje, bo najprawdopodobniej mój M. będzie miał akurat nocki. Wspaniale..
Postanowiłam więc nie liczyć. Cieszyć się z bliskości, z tego że nie musimy się zabezpieczać i serduszkować wtedy, kiedy mamy na to ochotę.
Może zła strategia, ale martwić będziemy się później, a wyliczać wtedy, kiedy będzie to możliwe bo sama w ciążę nie zajdę 
Taaak udało się! Po raz kolejny zostanę mamą!
No i jasne ku..a beta dzis 28.5,czyli spada i byl to tylko i wylacznie wynik pregnylu.Wiedzialam o tym,ale skoro gin mowil ze ma byc min.50 to gdzies tam jednak zakielkowala nadzieja.
W ciągu ostatnich kilku dni spotkałam wielu ludzi, wiele przypadków, wysłuchałam wielu zwierzeń. Cała gama osobowości i problemów. Była młodziutka przyszła mama, dla której posiadanie dziecka to problem i 'najlepiej kula w łeb', była mamusia która ledwo co sie dowiedziała o ciąży i wprost emanowała pozytywną energią i nadzieją, była dziewczyna która już dwukrotnie poroniła, ma duże problemy ze zdrowiem, czuje strach, niepokój i jednocześnie wściekłość bo jej obecna sytuacja nie pozwala jej się starać o dzidzie, była też osoba która miała dużo do powiedzenia na temat starań o dziecko, macierzyństwa itp chociaż absolutnie nie powinna się wypowiadać.. kilkukrotnie wyszłam podczas tej rozmowy bo gryzienie się w język nie pomaga.
I teraz myślę o nich wszystkich...
Ewidentnie mam doła, mam takiego doła, że już dawno takiego nie miałam. Myślałam, że jestem silniejsza. Widocznie sama się jeszcze z kilkoma sprawami nie uporałam, wewnątrz mnie. Płacze średnio dwa razy dziennie. Źle.
Wiosno przyjdź! Niech świat znowu będzie piękniejszy..
Czy ktos mi moze prosze powiedziec, ze jestem w ciazy.. wgapiam sie w ten wykres jak sroka w kamien i probuje wywróżyć 

tak bym juz chciala byc w ciazy!!
9dpo, test biel.
dzis dzien lenia.
wczoraj jak wstalam o 6 rano tak usiadlam w domu ok 12 w poludnie. poszlam spac o jakiejs 22, a spalam do 10 rano idzis i wcale sie nie wyspalam 
musze naladowac baterie, bo jutro warsztaty z wiazania chusty w pologu i nowordoka, plus ogarnianie domu.
w czwartek jade na pol dnia na szkolenie z udzielania pierwszej pomocy maluchom w szpitalu gdzie zamierzam rodzic, potem szybkie szkolenie z masazu Shantala (w koncu dowiem sie o co kaman).
w piatek jakies duze zakupy, sprzatanie i gotowanie, bo w sobote przyjezdzaja do nas znajomi. bedziemy goscic z 10 osob w tym 3 dzieci..... MASAKRA, co ja sobie mysalam jak ich zapraszalam :d
;p taki ogrom roboty mnie czeka, ze az mi sie nie chce. wiec dzis sie lenie. bo nastepna okazja moze w niedziele 
dzidziol daje o sobie czasem znac
takze jest git!
31 tydzień...
na początku ciąży czas się dłuży - czekamy z niecierpliwością na ustąpienie mdłości, pojawienie się brzuszka, skończenie pierwszego trymestru czy pierwsze ruchy maluszka. Potem czas niestety galopuje. Tak przynajmniej było ze mną. Jak ja nie mogłam się doczekać, a teraz... chyba nie jestem gotowa na poród. Co dzień mówię do maluszka, aby siedział tam jak na dłużej. Sypialnia nie gotowa (dopiero za kilka dni wchodzą malarze), wyprawka nie skompletowana (ta lista nie ma końca...), a problemy zaczynają się mnożyć. Jak to jest, że planują ciąże byłam tak wielką optymistką - a teraz... jej... właśnie uspokoiłam się po tym jak okazało się, że starszy syn potrzebuje aparatu ortodontycznego na już (ok. 2400 zł), a rachunki dla młodego nie mają końca (ok. 2 tys. zł remont, 2 tys. zł wózek, komoda 850 zł, łóżeczko 450 zł, materac 200 zł, przewijak 150 zł.... nie licząc drobiazgów jak kosmetyki, wanienka, pieluszki, pampersy, staniki dla mnie i inne) . Do tego doszło zmiana regulaminu wynagrodzenia i daty wypłaty (z ostatniego dnia na 10-ty - niby nic, ale jak się ma 200 zł na koncie to jakoś kolejne 10 dni bez kasy jest mi wybitnie nie na rękę...)! To dziś dobił mnie rachunek za wodę. Normalnie raz na pół roku dopłacamy ok. 200 zł (czynsz za nasze M4 wynosi już 620 zł), a teraz przyszło 700 zł... tak właśnie teraz na dwa m-ce przed urodzeniem dziecka i na kilka dni przed remontem, założeniem aparatu.... Po prostu to chyba nie mój rok. Ciąża daje mi też sporo w kość - zasypiam popołudniami, miewam mdłości, a po kilku krokach mam dość wszystkiego. Normalnie powiedziałabym bobasku jeszcze chwilę i się widzimy, ale teraz mam ochotę krzyczeć siedź tam jak najdłużej zanim rodzice nie uporają się ze wszystkimi kłodami jakie los chce nam pod nogi rzucić... Oszz... ale pesymistyczny wpis. Wiem narzekam strasznie - ale taka jestem, siedzę, liczę, kalkuluję, martwię się, przeglądam z każdej strony rachunki, myślą jak oszczędzić. W nd pokłóciłam się o to z mężem - on jest takim trochę niebieskim ptakiem - kasa... pfff... jakoś to będzie, wyprawka wszystko kupimy nie martw się... I tak wyliczyłam mu, że ostatnio w ciągu miesiąca wydał co najmniej 300 zł na przyjemności, a ja od półtora roku nie byłam u fryzjera, z ciuchami nie szalałam (wydałam ok. 100 zł na ubrania ciążowe i 30 zł na bluzkę - w ciągu 8 m-cy) i naprawdę nie pamiętam kiedy kupiłam sobie coś dla siebie. Obiecał, że się zmieni, ale tak jest zawsze - on obiecuje, a ja siedzę z kalkulatorem .. czasem chciałabym mieć trochę jego luzu
Tylko jak to zrobić?
To miał być cykl bezowulacyjny. Monitoring i test ovu to potwierdziły.
Skoro stracony, przestaliśmy się starać. Chcieliśmy odpocząć. Nath dał nam z chorobami popalic.
Cykle miałam 28 dniowe. W 22/23 dniu cyklu ból owulacyjny, jajnik napieprzał że aż się zwijałam, zrobiłam w nocy test ovu. Łoo wyszedł pozytywny. Więc
ale z dystansem na to wszystko.
8 dpo na teście cień cienia. (Test o czułości 10)
Poszłam na bete 8 dni po
wynik 33. Wiek ciąży 1 tydzień. Zgadza się. Teraz powtórka.
Testy o czułości 25 dzisiaj już mocno dodatni.
Do lekarza jeszcze nawet się nie zapisałam. Chyba pójdę kolo polowy lutego. Wtedy już będzie coś widać.
Poki co dystans. Przecież tak wiele może się wydarzyć. .
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lutego 2018, 22:18
edit - wróciłam właśnie z ćwiczeń spocona jak myszka. Jednak szczęśliwa - przez zmęczenie wszystkie problemy uleciały.
A' propo komentarzy (nie wiem dlaczego dodało mi do wpisu zamiast komentarz) - u nas niestety szpeci stara tapeta, która trzeba zedrzeć gładzie zrobić i potem malowanie... także tydzień jak nie więcej prac, do których my się raczej nie nadajemy ...
komodę wybrałam taka dużą z Ikei z sześcioma szufladami, aby wszystko pomieściła stąd taka cena. Sypialnia, która połączona będzie z kącikiem maluszka ma w sumie nieco ponad 12 mkw - także nieco miejsca jest. Planujemy dać komodę i łóżeczko z przewijakiem (oba meble białe) - kolory szare na ścianach, nasze meble - duże łózko, szafa i komoda to drewno bodajże orzech.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2018, 18:05
Kolejny cykl i znowu plamienia w połowie, około-owulacyjne ? 
Męczy mnie już to wszystko.
Naprawdę mam dosyć. Wszystkiego !
9+5
Mdłości to mój codzienny towarzysz. Pojawiają się tuż po wstaniu z łóżka.
A dziś rano puściłam pawiana. Na czczo. Takiego z nicości, tylko tego co w żołądku jest. Potem panowałam na sobą, bo przecież biorę leki.
Dziewczyny macie rację - nie ma co dobierać sobie do głowy. Co dzień - co drugi dzień się ważę - waga i obwody póki co bez zmian. Ale będę to śledzić.
Po kilku dniach ta cała nadmierna sromota która ogarnęła mnie po słowach lekarza przeszła. Wszyscy wokoło byli zdziwieni, że się tym przejęłam, zwłaszcza że gdyby nie wyniki badań androgenów, nikt by nie powiedział że jestem chora. Bo chora się też nie czuję.
Druga sprawa, jak z telenoweli.
Do tej pory, aby nieco zaoszczędzić robiłam badania w punkcie diagnostyki gdzie dostępna jest zniżka 30%. A że badań robię drugie tyle, co przeciętna zdrowa ciężarówka - opłacało mi się. Do pewnego momentu.
Jakież było moje zdziwienie, gdy odebrałam grupę krwi z wynikiem A Rh -
Moi rodzice mają 0 Rh+. I byli badani w szpitalu, przed zabiegami.
Z 6 lat temu też miałam operację i na jej potrzeby oznaczałam grupę krwi i wyszło 0 Rh+.
Wróciłam się do pielęgniarki i pytam o co chodzi, czy to na pewno moja grupa krwi? Skoro zawsze miałam 0 Rh+ i moi rodzice i każdy kto liznął w życiu genetykę wie, że to niemożliwe abym miałam nagle grupę krwi A... Ta stwierdziła, że badania są robione bardzo rygorystycznie, że oni to sprawdzają podwójnie i w ogóle niemożliwe aby doszło do pomyłki.
Myśli w głowie miałam różne - czy moje leki wpłynęły na wynik? Czy rodzice mieli źle oznaczone grupy krwi? A co z moim oznaczeniem sprzed kilku lat? Czy jestem adoptowana?
Pojechałam do innego punkt diagnostyki, gdzie badania robią na miejscu.
Odebrałam dziś wynik: 0 Rh+. Kurtyna.
Nie zostawię tego tak, bo to zbyt poważne uchybienie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2018, 17:14
14dc
Powiem Wam, że mam tak bolesne bóle owulacyjne, że masakra. Takie rozpieranie podbrzusza. Jakby mi ktoś tam kamienie zaszył. I tak co miesiąc. Niestety mam pewne obawy, że pęcherzyki zamieniają mi się w torbiele, bo już miewałam je wcześniej. Umówiłam się do gina, niestety dopiero na 19 lutego (NFZ). Mam nadzieje, że zrobi mi chociaż USG i może zaleci jakieś badania w kierunku moich trudności z zajściem w ciąże, nawet odpłatnie. Bo na NFZ to na bank będzie mi kazał poczekać, aż minie rok od rozpoczęcia starań.
Robiłam wczoraj i dziś test owulacyjny. Kreska ciągle jaśniejsza. Co mnie nawet cieszy, bo owulacja w pt byłaby mega trafiona 
Zmierzyłam dziś rano z ciekawości temperaturę i ma taką wysokość jak u mnie standardowo po owulacji. 36,77C. Kurna, ale to chyba niemożliwe żeby już była? Zgłupiałam.
Ale jako, że nie mierzyłam wcześniej i nie wiem jaką miałam to ignoruje ten fakt.
A tak btw jest sens chodzić do ginekologa na nfz z problemami z zajściem w ciąże czy od razu prywatnie? Jak to jest? Bo serio nie mam pojęcia, czy na nfz będą zlecać jakieś badania i pomagać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2018, 18:53
Dalej czekam na wyniki z Genesis. Czasem żałuję,że nie zrobiłam badań na tym testdna ale Fum mnie przekonał ,że w razie co się szybciej dostanę do genetyka.Ciekawe czy się okaże,że jestem "Mutantem",
czuję,że coś mi tam siedzie w genach.
Znowu mnie wkurzyła bratowa Fuma (mówimy na nią Hrabina bo tak się puszy),teściowa mnie uświadomiła,że ta czerwona bransoletka z serduszkiem,którą Hrabina nosi to nie jest tylko ozdoba. Sama opowiedziała teściowej ,że to ma ją ,uwaga : chronić przed urokami. Na pytanie teściowej, kto by ją niby miał oczarować odpowiedziała poważnie,że na przykład ja i Fum. Bo na pewno jej zazdrościmy jak sami nie mamy dzieci. Już kiedyś mnie ta dziewucha wkurzyła jak oskarżyła mojego Fuma,że jej ukradł obrazek. Akurat wtedy pomagaliśmy bratu Fuma przy przeprowadzce, Hrabina zabrała d... w troki i pojechała do mamusi a on sam nie dał rady. Zadzwonił do nas i prosił,żeby mu pomóc.W pośpiechu wtedy wszystko pakowaliśmy i nie pamiętaliśmy gdzie co było włożone.Zanim swój obrazek odnalazła to już zdążyła nas przed teściową oskarżyć,ze pewnie zabraliśmy. Bo już żeśmy się dobrze rozejrzeli jak u nich byliśmy.
Moja teściowa wszystko powtarza bo szybciej mówi niż myśli a jeszcze jak coś dotyczy jej pupilków czyli mnie i Fuma to już się czuje osobiście obrażona.
Obrazek się znalazł ale przepraszam nie usłyszeliśmy.
Tak , że wiecie ,wychodzi na to,ze jestem czarownicą to nie zapomnijcie sobie zawiązać czerwonej wstążeczki jak zaglądacie na mój pamiętnik 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.