miska122 Tęcza po burzy :) 30 października 2020, 11:19

8cs po cp 1dc
Zaczynam 8 cykl starań. W życiu nie powiedziałabym że tak długo będę czekać. W pierwszą ciążę zaszłam w 7 cyklu, w następną po 3 cyklach. Teraz mam wrażenie, że starania ciągną się w nieskończoność. Kiedy w maju mówiłam znajomej, że wracamy do starań, stwierdziła, że nie liczy mnie do alkoholu na jej wesele, bo będę już w zaawansowanej ciąży. Ślub jest za 2 tygodnie. A ja zaczynam okres.
Może po operacji już mi się nie uda nigdy?
Nawet nie byłam smutna jak przyszedł okres. Nawet na niego czekałam. Skoro mam zaczynać kolejny cykl, to na co czekać?
Zrobiłam wczoraj testy, bardziej dla zabawy. Na jednym druga kreska od razu się pokazała i zaraz zniknęła. Fajnie było popatrzeć na nią chociaż przez chwilę.
Wiem, że muszę czekać i być cierpliwa, że wiele osób czeka dłużej albo nigdy nie widzieli drugiej kreski, ale co poradzić, kiedy w głowie myśli, że skoro i tak siedzę w domu to mogłabym siedzieć z dzieckiem?
Ostatnio mamy dużo problemów z psem, musimy jechać go zbadać na Śląsk. To jest teraz moje zajęcie, pilnowanie tabletek, wizyt, telefonów. Ale przecież na dziecko też starczyło by mi czasu 🤷


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2020, 11:22

Mersalla W poszukiwaniu tęczy 🌈 13 grudnia 2022, 14:27

Minęło prawie dwa tygodnie od porodu zanim zebrałam się, żeby napisać tego posta 🙈 Ale młoda w końcu je jak człowiek co 2,5-3h, więc mam czas 😅
Od początku - w poniedziałek 28.11 miałam KTG u siebie w przychodni. Tam zarejestrowano nieprawidłowy zapis. Najpierw spory skok tętna, nawet do 190, następnie za wąski zapis. Wiedzieliśmy, że młoda najpewniej śpi, na usg wszystko wyszło prawidłowo ale mona ginekolog skierowała mnie do szpitala. I ona i ja bałyśmy się, że coś przeoczymy, więc zgodnie uznałyśmy, że lepiej pojechać raz za dużo niż raz za mało. Na IP ponowili zapis, nadal był za wąski, chociaż już lepszy niż w przychodni. Położyli mnie na patologii ciąży (swoją drogą mega miło wspominam ten pobyt, zawarłam kilka fajnych znajomości z dziewczynami z sali 😅). Z racji tego, że KTG wychodziło w miarę poprawnie ale nie idealnie postanowiono o indukcji porodu w dniu terminu, czyli 1.12. Najpierw balonik a na drugi dzień oksy.
Rano 1.12 zgodnie z planem zaczęła się indukcja. Założenie balonika do najprzyjemniejszych nie należało ale nie było też bolesne. Szyjka była już wcześniej zgładzona, rozwarcie na 2cm. Od razu właściwie zaczęły się nasilać skurcze, głównie krzyżowe. Nie zwracałam na nie uwagi, bo podobne męczyły mnie od ponad 2 tygodni. Podpięto mnie pod KTG, tym razem zapis miał być ponad godzinny. W tym czasie zapisały się naprawdę ładne skurcze, tyle że nieregularne. Ok. 15 poczułam, że na skurczu balonik mi się lekko wysuwa. Zaczęłam w toalecie ciągnąć za ten cewnik, był zdecydowanie luźniejszy niż wcześniej (miałam go przyklejonego do uda). Napisałam do mojej położnej, miała dyżur na położnictwie piętro niżej i kazała mi do siebie zejść to mnie zbada. W badaniu okazało się, że balonik jest już w pochwie i możemy go wyjąć. Następnie położna zbadała rozwarcie. I tu przeżyłam lekki szok jak usłyszałam, że rozwarcie powiększyło się do 6cm 🫣 Pomyślałam wtedy, że połowa za nami, teraz będzie z górki 🤡 Dostałam jakiś zastrzyk w tyłek, żeby jeszcze podkręcić rozwieranie się szyjki (nie pamiętam co to było, na pewno nie oksy). Położna kazała wrócić mi na oddział, chodzić, kręcić się na piłce i wziąć długi, ciepły prysznic. Po tych wszystkich zabiegach moje skurcze… wyhamowały. Napisałam o tym do położnej, ona zapytała czy chciałabym urodzić dzisiaj, bo może mi pomóc. Byłam tak zmęczona pobytem w szpitalu, że zgodziłam się w tej samej sekundzie. Tak więc za chwilę w drzwiach do sali zobaczyłam moją położną z woreczkiem. TYM woreczkiem do lewatywy 🫥 Obiecała, że to będzie lewatywa od serduszka, tak zajebista, że urodzę za kilka godzin. Teraz mogę to potwierdzić - naprawdę włożyła w nią całe serduszko 🙃
Po Hiroszimie mojego układu pokarmowego odnotowaliśmy sukces - skurcze były co 6/7 minut, dość odczuwalne. Do położnej poleciał kolejny SMS, na który dostałam krótką odpowiedź - „zbieraj się idziemy rodzić”. Pojechaliśmy na salę porodową, zapytałam czy mam dzwonić już po Starego, bo biedny siedzi pod drzwiami pewnie i czeka. Ona odpowiedziała, że zbadamy sie szybko i mogę dzwonić. Położyłam się na łóżku, położna ledwo mnie dotknęła jak chlusnęły na nas wody. Dużo wód 😜 Była wtedy dokładnie 19.40. Do tamtego momentu właściwie nic mnie nie bolało - skurcze to był taki ból miesiączkowy plus napinanie się brzucha. Ale odkąd wody postanowiły się ewakuować zaczęła się zabawa. O 20 skurcze były już co 2 minuty. Wtedy weszłam do wanny, bo bardzo zależało mi na porodzie do wody. Chwilkę później skurcze się nasiliły, były już co minutę. W międzyczasie dojechał Stary. Wszedł akurat wtedy, kiedy wiłam się w wannie na skurczu, podziwiam go, że nie wyszedł w tym samym momencie 😂 Po kilkunastu minutach doszłam do wniosku, że poród w wodzie to nie moja bajka - było mi w niej niedobrze, duszno i nie potrafiłam znaleźć dogodnej pozycji. Przeszłam więc na łóżko porodowe. Skurcze rozwierające spędziłam głównie w pozycji kolankowo-łokciowej, ewentualnie na boku. W pewnym momencie poczułam, że już nie dam rady i chcę znieczulenie. Na szczęście miałam przy sobie moją położną. Przed porodem ustaliłyśmy, że jeśli będzie widziała, że poród postępuje szybko i sprawnie to znieczulenia mi nie da. Rano tego samego dnia rodziła moja koleżanka z sali, po zzo postęp porodu się zatrzymał i wzięli ją na cesarkę. Dlatego ja chciałam go w miarę możliwości uniknąć. Jednak w tamtym momencie zdrowy rozsądek został przysłonięty zajebistym bólem i darłam się o to zzo na każdym skurczu 😂 Położna niby przyprowadziła anestezjologa, ale tak długo im zajęło czytanie mi skutków ubocznych, że nagle okazało się, że jest już za późno na znieczulenie 😅 Wtedy chciałam ją zamordować a zaraz po porodzie całować po rękach, że mi nie uległa i udało się bez znieczulenia. Dostałam za to gaz, po którym było mi bardzo niedobrze i koniec końców rzuciłam tym ustnikiem do Starego. Jemu za to gaz się podobał 🥲 Samo rozwarcie postępowało szybko, o 23 było już pełne 10cm i zaczęły się parte.
Byłam bardzo zdziwiona, że to idzie aż tak szybko. Przygotowałam się na dłuższy poród, spokojniejszy postęp i większą odległość między skurczami. Dostałam natomiast całkowitą odwrotność moich założeń - poród szybki, gwałtowny i skurcze właściwie bez przerwy. Same skurcze parte były już dla mnie lepsze do zniesienia ale tylko w jednej pozycji - na plecach. Jedynej pozycji, której nie dopuszczałam w swoich założeniach 🤡 Bardzo starałam się nie krzyczeć i całą siłę wpakować w parcie ale nie umiałam. Stary stał cały czas za moją głową, podawał wodę, głaskał mnie i coś do mnie mówił ale szczerze - nie mam pojęcia co 🫣 Zaraz przed północą zobaczyłam na KTG coś, czego się najbardziej bałam - tętno zaczęło spadać. Widziałam twarz położnej, w tamtym momencie bardzo poważną, lekarza który stał koło mnie i patrzył tylko w ekran KTG i to tętno, najpierw spadające do 90, 80, 60 i podnoszące się do 120/130 jak skurcz mijał. Położna powiedziała, że młoda nie daje rady wykonać ostaniej rotacji główką i musi jej trochę pomóc ale będzie też musiała mnie naciąć. Wiedziała, że bardzo nie chciałam nacięcia dlatego zapewniła, że zrobi je jak najmniejsze. Ale dla mnie to wtedy nie miało znaczenia, więc powiedziałam, żeby robiła co trzeba i jak trzeba - najważniejsza jest mała a nie moje krocze. Na kolejnym skurczu zostałam nacięta ale szczerze nawet tego nie poczułam. Poczułam za to wychodzącą główkę, później resztę jej ciała i nagle cały ból odszedł.
Przed porodem mówiłam do męża, żeby się nie przestraszył, jak mała nie będzie płakała, dzieci potrzebują chwili na rozruch. Taka byłam wtedy mądra. Zgadnijcie jakie były moje pierwsze słowa po porodzie? „Kaśka dlaczego ona nie płacze?” 🤡 Kiedy zobaczyłam ją, taką bezwładną i lekko siną, owiniętą w pępowinę zaczęłam płakać, myślałam, że nie żyje, że znowu się nie udało i straciłam kolejne dziecko, tym razem już na samym końcu. Położna i pediatra szybko ją wytarły i po kilkunastu sekundach (dla mnie chyba najdłuższych w życiu) i wyrzyganiu chyba litra wód płodowych Helena po raz pierwszy załączyła swoją syrenę. Kiedy usłyszałam jej płacz i dostałam ją na ręce już wszystko przestało się liczyć - mój ból, przez który myślałam, że zwariuję, wszystkie niedogodności ciąży, pobyty w szpitalu, wydane pieniądze na leczenie i całe to cierpienie, przez które przeszliśmy w ciągu 2,5 roku starań. 2.12.2022, 7 minut po północy na naszym niebie pojawiła się przepiękna, potrójna tęcza, a my zakochaliśmy się w niej i w sobie jeszcze mocniej.
Nie powiem, że początki naszego rodzicielstwa są książkowe. Mała miała problemy z przystawianiem do piersi, dopadła nas też żółtaczka a ja przez pierwszy tydzień prawie wcale nie spałam. Ale za każdym razem patrzyłam na nią, i cieszyłam się, że tu jest. Kiedy pierwszej nocy zasnęła koło nas mój mąż mnie przytulił a ja nie mogłam przestać płakać. Ze szczęścia, że się udało, że weszliśmy do domu z żywym i zdrowym dzieckiem. Z żalu, że zabrano ode mnie pozostałą trójkę, że nie mogłam ich zobaczyć i przytulić. Dlatego teraz tym bardziej chcę się cieszyć każdym dniem z tą moją małą larwą, z wdzięcznością, że chociaż ją mogę dotknąć, pocałować i patrzeć jak dorasta.

Magic Niemożliwe 29 stycznia 2018, 14:24

Tak oto mamy ma liczniku 41%...Uuu coraz bliżej 50tki ;)
Rośniemy? brzuch coraz większy. Od jakiś 3 dni czuję delikatne dosłownie pukniecia i smuranie w brzuchu nisko :) to chyba Niunia :)
Trochę mnie uspokaja. Ostatnio same nerwy mam więc Tylko Ona mnie upewnić że jest wszystko tak jak powinno :)
całe szczęście skasował mi mój beznadziejny wywód także wylałam pomyje i nikt o tym nie przeczyta :D hahahha
Buziaki!
Do naszego spotkania zostało już tylko....4 dni :) te 2 tyg były najinensywniejsze od kiedy pamiętam;) Rośnij i dokazuj Kruszynko :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2018, 14:27

Jesteś w 34 tygodniu ciąży
(33 tyg. i 2 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3

34 tydzień... za 5 tyg będzie mały z nami, no chyba że będzie chciał wcześniej przyjść :) ale ogólnie za 5 tyg w 39tyg, tak jestem z lekarzem dogadana, że tydzień przed terminem, bo będę miała cesarkę. Mam chore serce i dlatego cesarka... Strasznie się boje, im bliżej porodu to coraz bardziej się boje... Jak się będę czułą po porodzie, czy dam sobie radę jako MAMA... Boje się :/

O motylach c.d. No wprost będzie, niesubtelnie, ale jak się zostaje rodzicem to wrażliwość na kupne tematy nieco się zmienia. No to tak - walnął Wit rano kupę. Zagląda do kibla - wiadomo, trzeba urobek obejrzeć. Patrz mamo! Motylek! ;))
***
Noc sobota niedziela ciężka, poranek niełatwy, ale powoli, jak te syzyfy pracujemy nad przywróceniem tego co było. Noc niedziela - poniedziałek znacznie lepsza. Taki i poranek. I z pracy też w nastroju niezłym. Chłopaki zostali we 2, ja z domu wybyłam.
Wit w ostatnich dniach jakiś 'skok cywilizacyjny' przechodzi - jakaś kolejna klapka w temacie mowy mu się odblokowała. Ciężko uchwycić co dokładnie, ale słychać różnicę - wnioskowanie, kombinowanie, pamiętanie. Nagle wspomina jakieś fakty, zdarzenia z wakacji, o których do tej pory nie mówił. I to są faktyczne zdarzenia.

Mamy też nawrót miłościb do puzzli. Wczoraj układał odleżane na półce, dziś w Lidlu wypatrzył układankę z ZygZakiem. Układał ją przed obiadem, zamiast obiadu (ja sobie idę do pokoju - rzekł, gdy za bardzo naprzykrzałam się z obiadem- i poszedł, zabierając puzzle ;). Z puzzlami zasnął na drzemkę i na układanie puzzli rzucił się zaraz po otwarciu oczu. Tyle szczęścia za 5,99 ;)

W Lidlu kupiłam trochę kopertówek i pajaców dla Jasia. W domu otwarłam wreszcie karton z rzeczami po Witku. I okazuje się, że tam sporo 56/62 jest. Także czas prać, prasować i szykować ;)

I coś jeszcze dopisać chciałam, ale umknęło ;)

15 albo 14 dpo
29 dc

Czemu ta @ już nie przylezie, tylko mi miesza w głowie. Choć co tu można mieszać !!! Nie jestem znowu w ciąży i nie będę nigdy. To jest dla mnie jakaś abstrakcja. 18 cykli w których mogło się coś zadziać, a nie zadziało się nic... totalnie. Zawsze @ o czasie :(

Panie Boże czemu mi to robisz. Tyle razy się nad tym zastanawiałam. Zawsze starałam się być dobra, dokonywać słusznych wyborów... A teraz mam za to całe nic...

Czuję się taka beznadziejna... nigdy nie przytule własnego dziecka... Nawet nie zaczęliśmy chodzić do specjalistów a ja już mam dość. Nawet ani razu przez te 18 mscy nie byłam w ciąży... To już chyba gorsze niż ciąża biochemiczna albo poronienie bo przynajmniej coś by załapało a tu nic...pewnie niejedna by się ppstukala w czoło za to co tu pisze i Mam ochotę krzyczeć... Ale co to zmieni....


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2018, 20:54

11 DC

Odebrałam dziś wyniki naszych kariotypów - oba prawidłowe :)
Tak się nastawiałam, bo tu musielibyśmy mieć naprawdę niewiarygodnego pecha zeby coś było nie tak, ale dobrze mieć to potwierdzone. Bardzo się cieszymy. :)

Jutro wizyta u ginekologa, na którą też już bardzo czekam. A w środę mam w planach zbadać kwas foliowy, witaminę b12 oraz homocysteinę - w związku z mutacjami.

Lia. Nasze największe marzenie (spełnione! 🩵) 20 października 2022, 18:04

17cs 6dc
Mam jakiś gorszy czas..
Nie wiem co się ze mną dzieje. Od rana próbuję powstrzymywać łzy. Czasem przed okresem mam takie słabsze dni, ale tym razem to nie hormony. Czuję w środku ogromny smutek, żal, boli mnie serce. Czuję pustkę. Tak jakbym straciła kogoś bliskiego. Tak jakby ktoś, kogo najbardziej kocham i potrzebuję nagle odszedł, zostawił mnie samą, nie mówiąc, kiedy wróci i ile mam jeszcze czekać.. Jak zobaczyłam, że to już 17 cykl to chyba coś we mnie pękło. Czy to naprawdę nie wystarczy? Czy zrobiłam coś złego, że muszę tyle czekać? Pragnienia bycia mamą nie da się porównać do niczego innego. To uczucie przepełnia mnie całą, jest tak samo mocne jak jedzenie, picie czy sen. Silny instynkt macierzyński mam już od czasów gimnazjum. Jakiś czas temu znalazłam swoj dawny pamiętnik. Nie wiem ile mogłam mieć lat, może z 13? Pisałam w nim, że mogłabym już być mamą, i oczywiście muszę jeszcze trochę poczekać, ale marzę o dużej rodzinie. Wiedziałam, że przede mną jeszcze szkoła, studia, ale jak będę już wystarczająco "dorosła", to będę mogła spełnić moje marzenie. Taka myśl towarzyszyła mi cały czas. Że jak znajdę odpowiedniego męża, jak będę pewna że to ten jedyny, to chciałabym mieć z nim dzieci. Nigdy moje nastawienie się nie zmieniło, lecz teraz, kiedy teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, odczuwam największe rozczarowanie mojego życia.
Potrzebuję urlopu, wyjazdu, ale aktualnie mąż ma w pracy takie urwanie głowy, że mogę zapomnieć.
Wczoraj długo spacerowałam, próbowałam sobie wszystko poukładać, ale to nic nie dało. Nie jestem smutnym czy pesymistycznym człowiekiem z natury, więc te ciągłe niepowodzenia i przykrości trochę mnie przerastają. Chcę wierzyć że będzie dobrze, podczas gdy każdy kolejny miesiąc pokazuje mi, że nie będzie.
Myślałam, że trafiając do kliniki leczenia niepłodności ktoś mnie weźmie za rękę, poprowadzi, pokaże jakieś rozwiązanie. Że w końcu nie będę w tym wszystkim sama. A tymczasem czuję dokładną odwrotność, nasze próby nic nie przynoszą, a szukając przyczyny czuję się, jakbym szukała dziury w całym.
Jestem zdrowa, mam regularne cykle, gdyby nie ten cholerny trądzik to jestem okazem zdrowia. Miałam tony badań, wszyscy mi mówią że jest ok. Jeszcze trochę pogrzebię to na pewno coś wynajdę, ale czy to będzie przyczyna naszych niepowodzeń?
Ostatnio ciągle myślę, u jakiego lekarza mam tym razem wizytę i ile zostało do kolejnej.
Kosmetyczka obejrzała moje wyniki krwi i stwierdziła, że wszystko jest dobrze, tylko TSH i inne tarczycowe wyniki leżą w dolnej granicy, więc zaleca profilaktycznie wizytę u endokrynologa i zrobienie kompletu badań.
Więc grzebiemy dalej. Przez ostatnie i najbliższe miesiące oddam tyle krwi, że spokojnie można byłoby nią uratować komuś życie.
Miałam opowiedzieć o tej wizycie u kosmetyczki, mega mi pomogła, ale to temat na inny dzień. Dziś jestem do niczego.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2022, 18:06

zocha88 Przeczekać 29 stycznia 2018, 22:50

2 dzień cyklu.

Kiedyś wyobrażałam sobie, że gdy nadejdzie ten moment, będę podekscytowana, nakręcona i posikana ze szczęścia, że to już, że za chwilę. A tymczasem... No właśnie nie wiem. Często wracam myślami do szpitala, do siebie płaczącej na korytarzu. Dzisiaj byłam w rossmannie po tampony. Stanęłam na chwilę przy regale ze smoczkami. Był tam zestaw typu 'na pierwszy prezent' i poczułam, jak by ktoś usiadł mi na klatce piersiowej. Pomyślałam, że za moment zaczną się rodzić dzieci w sąsiedztwie, że będę musiała wybierać dla nich prezenty, że będę przebierać w rzeczach, których nigdy nie kupię dla naszego Maluszka. Wiem, że czasu nie cofnę, ale nadal trudno pogodzić mi się z tym, co nas spotkało. Jestem zła, głównie na siebie, bo czuję jak by inne kobiety w ciąży potrafiły to, czego ja nie dałam rady zrobić. Potrafiły i potrafią utrzymać ciążę. Chyba przemawia przeze mnie lęk, że powtórzy się listopad. Matko, jak bardzo bardzo bardzo tego nie chcę...
A co do starań i wiary - nie umiem uwierzyć, że teraz się uda. Po takim strzale między oczy trudno mi wyobrazić sobie, że za pierwszym razem miało by wyjść. Jeśli mam płakać pod koniec miesiąca, to wolałabym płakać zaskoczona ze szczęścia, a nie z rozczarowania.
A poruszając inną kwestię - zawsze wiedziałam, że kupię jakieś pudełeczko, w którym schowam test ciążowy i opaskę ze szpitala. Nie szukałam jednak niczego, bo nie byłam na to gotowa. Nadal nie jestem. Pudełeczko znalazło mnie jednak samo. Weszłam w sobotę przypadkiem na blog pewnej Pani tworzącej małe cuda. Są to głównie pudełeczka na obrączki i dziecięce skarby. Piękne, skromne, takie z duszą. Zamówię jedno i schowam w nim kiedyś kawałek mojego serca. Kiedyś.
Kiedyś się spotkamy Kochanie. Tęsknię za Tobą codziennie...

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 30 stycznia 2018, 07:19

20+3

Mieliśmy jakieś 2 miesiące względnego spokoju, a wczoraj okazało się, że mój Mąż przywlókł do domu półpaśca. To ten sam wirus co ospa wietrzna. Dr stwierdziła, że jeśli chorowałam na ospę to bobasowi nic się nie powinno stać, ale kazała zrobić przeciwciała igg i igm i skonsultować z lekarzem od chorób zakaźnych. Nie ma u nas takiego specjalisty prywatnie, więc będzie musiał starczyć internista. Mam nadzieje, że to cholerstwo się do mnie nie przyczepiło.

Wczoraj czułam się kiepsko. Brak sił, brak ochoty na cokolwiek. Nic nie mogło mnie zainteresować, ani film, ani książka. Kolację szykowałam machinalnie...

Rano pojawiło się jakieś plamienie. Czyli @ przyjdzie wcześniej, niż się spodziewałam. Zawsze jak w zegarku, a od 3 miesięcy kilka dni w przód lub kilka dni w tył - dając nadzieję. Tym razem nie pozwoliła mi jej mieć. Nie zdążyłam pomyśleć, że może...

W tej sytuacji, w piątek badania. Kolejne kłucie. Może czegoś się dowiem??

sylwia211987 brak pomysłu na tytuł 30 stycznia 2018, 08:22

Jeszcze raz usłyszę od kogoś kto wie z jakimi problemami się zmagam że trzeba wierzyć może uda się naturalnie to normalanie chyba spuszczę łomot.... nie uda się naturalnie nie ma na to żadnych szans.... mam tak zapchane jajowody w takim miejscu ze po prostu nie da rady..... jeden z najlepszych profesorów w Polsce przeprowadzał laparo... nie uda się naturalnie jedyne wyjscie to in vitro..

An1 Mama dwòch aniołkòw 23 lutego 2018, 08:50

42 dc
Okresu nadal brak.
Samopoczucie bez zmian

Znowu jakieś lekkie krwawienie? Ciężko stwierdzić kiedy to się unormuje. Czekam czy się pokaże śluz czy nie, wtedy będę wiedzieć, czy coś jednak 'działam' czy nie. Zresztą wizytę mam za 11 dni. Zobaczymy jak się mają jajniki.

W sobotę byliśmy z mężem na kolacji. Kazał mi przestać myśleć o staraniach, jak się uda to się uda, jak nie to nie. Powiedział, że jak nie będzie znowu wychodzić to potem się znowu będziemy martwić, bo skupianie się tylko na tym pewnie nie pomaga. I ma rację, ale nie da się tak wyłączyć głowy na starania. Dobrze, że obydwoje mamy mnóstwo teraz pracy, czas zaczął pędzić jak oszalały.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 30 stycznia 2018, 10:03

17tyg+4dni

Spoko dziewczyny, mysle, ze bedzie ok (ha! JA to mowie). Jesli uwazam na jedzenie to jest ok. Bo wczoraj sie przeglodzilam (czekalam az maz wroci z pracy zeby razem zjesc obiad) i troszke za bardzo sie objadlam jak juz do tego obiadu usiedlismy. I wtedy od razu wieczorem ten dyskomfort. Wiec poki co trzymam sie teorii, ze to efekt slabszego trawienia/przesuwania sie masy w brzuchu. W ogole smiesznie jest w tej ciazy, bo na porzadku dziennym jest gadanie o sluzach, gazach, wyproznieniach etc. Fizjologia przejmuje kontrole. Naprawde strach pomyslec co bedzie przy porodzie... ALE to jeszcze TYYYYLE czasu.


TWOJA
CIĄŻA

Jesteś w 30 tygodniu ciąży
(29 tyg. i 3 dni)
Miesiąc: 7
Trymestr: 3

Wiek płodu: 27 tydzień

Data porodu:
14 kwietnia 2018
(pozostało 74 dni)

Witam!
To już 30 tc, kiedy to zleciało? dociera do mnie że już nie długo maleństwo będzie z nami :)
im bliżej tym się bardziej nie mogę się doczekać. Te ruchy są nie samowite :)
Czekam na przelew z zus i ruszam z zakupami na ostro żeby wyprawka była na marzec gotowa. Nigdy nie wiadomo kiedy małemu się za chce wyjść na świat :)
Dziś kontrolne ważenie i mierzenie, wyniki poniżej :)


A to tabela wymiarów:

data: 03.12 / 18.12/ 29.12/ 13.01 / 30.01/ ile na +

waga: 81,4 kg / 82,3 kg/ 85,3/ 86,1 kg / 87,3 kg / +14.7 kg

biust: 104 cm / 104 cm / 105 cm / 105 cm / 107 cm / +11 cm

talia: 85 cm / 88 cm / 90 cm/ 91 cm / 91 cm /+13 cm

oponka: 98 cm / 103 cm / 107 cm / 108 cm /108 cm / +15 cm

biodra: 109 cm / 109 cm / 110cm/ 111 cm / 112 cm/ + 7 cm

udo: 64 cm / 64 cm/ 64 cm /65 cm / 64,5 cm/ +3 cm.

bondzik007 wszystko będzie dobrze 30 stycznia 2018, 11:02

13dc

Ostatnie <3 w sobotę..
Mój małżonek jest zmęczony..
Nowość. Naprawdę!
Nie wiem czym to spowodowane.
Ani o tym nie rozmawiamy tzn. o staraniach, ani nie naciskam. Nie wiem. Więc wczoraj też nie naciskałam.. cicho popłakałam jak zasnął. Nie wytrzymałam.. nie powinnam, wiem bo to tylko stresuje..

Jajnik prawy dokucza..
No ale cóż.. z takim "chceniem" nie nastawiam się już na nic.. ;)

Miłego dnia Kochane :*

20dc
Czuje ciągły bardzo delikatny ból w dole brzucha. Takie jakby napięcie. Przypomina ból owulacyjny. Nie chce się nawet łudzić, że to zarodek żeby się znowu nie rozczarować. O wiele bardziej podejrzewam torbiele na jajnikach :/ ale jak już wcześniej wspominałam mam umówioną wizytę u ginekologa 19 lutego na nfz i ciągle się zastanawiam czy chodzenie na nfz ma jakikolwiek sens... ale czy mam torbiele to mi chyba i tak musi sprawdzić, łaski nie robi skoro mnie jajniki bolą. A jak będzie lipa to mam innego ginekologa na oku już prywatnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2018, 12:39

13cs 10dpo
zkfqya.jpg

Nie nakręcam się. Nie testuje. Czekam.
Rok temu miałam też piękny cykl. ROK TEMU!!! To znaczy, że wszystkie pozostałe cykle były bezowulacyjne???

Cykl sprzed roku
wmcizs.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2018, 18:09

Przyszła @.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)