Siedzę w Anglii na delegacji służbowej i mam huśtawki nastrojów. Z jednej strony wielki smutek, bo lada dzień @ się pojawi, czuję to wyraźnie w pobolewającym podbrzuszu. Kolejny cykl za mną bez widocznego rezultatu, bo niby dlaczego miałby być kiedy owulacja była na przytkanym jajowodzie? Mimo, że nie miałam prawa liczyć na cokolwiek, rozczarowanie i poczucie beznadziejności pozostaje.
Z drugiej strony, od czasu do czasu nachodzą mnie myśli, że przecież nie wszystko stracone, ciągle jest nadzieja, a mój problem jest niczym, w porównaniu z Wielkością Boga. Czuję wtedy, że jestem w dobrych rękach, że wszystko się dobrze skończy, muszę jeszcze chwilę poczekać... A nawet jeśli nie będzie dane nam wychowywać dzieci, to czy ten krzyż jest niedoudźwignięcia? Bóg nie zesłał mi go, bym upadła, ale bym wyszła z tego silniejsza. Może moim powołaniem nie jest macierzyństwo, może niedługo zrozumię sens mojego istnienia, mojej wędrówki... Tak bardzo mi tylko zależy na tym, by mój K. przeze mnie nie cierpiał, by rodzicie, w tej trudnej również dla nich sytuacji, odnaleźli się.
27 dzień cyklu - SAMOTNA W NIERÓWNEJ WALCE O DZIECKO!
Dawno nie pisałam, właściwie nic się u nas nie zmieniło (niestety!) poza tym, że u mnie też nie do końca wszystko jest perfect. W tym cyklu pęcherzyk urósł dość duży, pękł mając ok 4 cm. To może oznaczać jakieś nieprawidłowości również po mojej stronie - żeby było weselej.
Dziś jednak stało się coś gorszego. Dowiedziałam się (a może jedynie upewniłam?), że o dziecko walczę samotnie. Co to znaczy? Już spieszę z wytłumaczeniem.
Mam dziś gorszy dzień, ponieważ pojawiło się plamienie zwiastujące miesiączkę. Na nic nie mam ochoty, tylko bym leżała i płakała do poduszki. Natchnęło mnie i napisałam SMS do męża - jest w delegacji obecnie. Była to taka trochę kiepska litania, coś w stylu, że mam dość tych starań, że nie mam na to siły, że na pewno lada chwila dostanę okres, że wszystkie koleżanki dookoła są w ciąży a nam się nie udaje, że nie mam z kim o tym porozmawiać, że siedzę sama jak palec itd. Nie było do wymierzone przeciwko niemu, absolutnie. Chciałam zwyczajnie porozmawiać, zacząć jakoś temat, szukałam może pocieszenia czy zrozumienia.
Co otrzymałam? Czego się dowiedziałam? Uwaga, nie przesadzam. Okazało się, że zachowuję się jak wariatka, że ludzie mają gorsze problemy, że nie chce mu się słuchać tego biadolenia, że robię z siebie męczennicę, że się ciągle tylko czepiam, co miesiąc funduję mu lamenty których on nie zamierza wysłuchiwać, że czego ja się spodziewam?, że jestem nienormalna zazdroszcząc komuś ciąży, jak ja mogłam to powiedzieć?, że mówię mu o samotności a tak naprawdę to moja wina bo powinnam sobie - uwaga - znaleźć przyjaciółkę do wygadania skoro jestem taka samotna, że zmieniam ciągle zdanie - raz jestem pełna optymizmu a za chwilę go tracę, że jak jestem w takim dole to mogę sobie złożyć papiery o adopcję jeśli mi to pomoże, że mamy problemy z płodnością przez ten stres który ja nakręcam co miesiąc, że jego się nikt nie pyta czy ma doła a mi trzeba współczuć, że jak mam doła to mam do niego nie dzwonić i go nie prowokować bo zaraz powie coś naprawdę niemiłego, że ciągle tylko beczę (absolutnie nieprawda!) i się użalam nad sobą, że mogę sobie zmienić męża to może z innym nie będzie takich problemów, że jak chcę to on może zmienić pracę i będzie mnie niańczył i mnie kołysał żebym nie czuła się samotna... To tak z grubsza.
Od płaczu mam spuchnięte powieki, nie wiem jak pójdę jutro do pracy. Okazało się, że nadajemy zupełnie na innych falach, nie mam co liczyć na wsparcie ani nawet głupie "będzie dobrze, kochanie". Nie wiem co mam robić, tak mi strasznie ciężko na sercu. Może rzeczywiście jestem wariatką, bo z tej zgryzoty i płaczu zaczęły mi drgać nerwy na twarzy. Najgorszy okres w moim życiu 
13cs 17dc 1dpo
Tak mi się wydaje, że wczoraj była owu. Albo dzisiaj rano, bo tak jakby pykło z prawe jajnika, a to tam był pęcherzyk dominujący. W piątek dowiem się na usg, czy na pewno była owulacja.
A takie rzeczy się podziały z temperaturą po podaniu Ovitrelle. Ciekawe, czy to to podniosło temperaturę...

No i mój mały duży pęcherzyk na pamiątkę:

I na koniec pięknie pozytywne testy owulacyjne

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2018, 20:35
Jezu daj mi tego dzidziusia!
Dzisiaj prawdopodobnie 10dpo i skusiłam się na test. Po 5 minutach druga kreseczka. Bladziuchna... jutro powtórka
-2dc-
W głowie mi się dalej kręci jak cholera. Do tego rano, po wyjęciu tampona wypadł ze mnie duuuży skrzep, później w ciągu dnia jeszcze kilka mniejszych. Nigdy takich dużych nie widziałam. W ogóle dzisiejszy dzień był jakiś przykry. Pewnie przez to, co wydarzyło się rano:
Pojechałam zbadać hormony, ale kobietka, która pobiera krew jest też położną, więc dopytałam ją co polecałaby mi zrobić. Stwierdziła, że najlepiej, żebym na razie nie robiła nic, bo oprócz hormonów, jest jeszcze szereg innych czynników, typu choćby nadmierna krzepliwość i lepiej najpierw zobaczyć się z lekarzem. Powiedziała, żebym nie szła do lekarki, do której miałam pójść w kolejnym cyklu, bo inna mocniej siedzi w niepłodności, ma dobrą skuteczność, a potem w okolicach 3-ego miesiąca oddaje pacjentki tej pierwszej. Wyszłam z gabinetu i poszłam do rejestracji się przepisać. Tam dumnie swój duży brzuszek prężyła dziewczyna znana mi z widzenia, poczułam zazdrość i smutek i udałam, że jej nie widzę. Powiedziałam rejestratorce, że chcę się przepisać, a ona na to: "A w jakim celu - badanie ginekologiczne, ciąża czy niepłodność". Zawstydzona szepnęłam, że chodzi o niepłodność. Powiedziałam za cicho. "NIEPŁODNOŚĆ?" powtórzyła co prawda grzecznie, ale na tyle głośno, że usłyszał to każdy w poczekalni, ciężarna znajoma oraz każda najmniejsza komórka w moim ciele.
Potwierdziłam, uciekłam nie zakładając już kurtki, wsiadłam do auta i poryczałam się jak już dawno nie ryczałam. Pięć minut później musiałam być już w pracy.
Wszystkie znajome mi straczki (Teraz już Mamusie ) przekazały wspaniałe wieści !
Ogromnie każdej z Was kibicowałam i dalej trzymam mocno za Was kciuki 
Jutro moja kolej !!! Mam nadzieje ze powiększę grono szczęśliwych Mam 
USG jutro 10:50 !
Hej hej 
Miałam zacząć od smęcenia ale Aleqzi- na samo wspomnienie o tatuażu poprawia mi się humor
Bardzo chętnie pokazałabym tatuaż i nawet myślałam wcześniej o tym, ale... po pierwsze- jest duży i ktoś musiałby mi zrobić zdj, po drugie- charakterystyczny, po trzecie- ciągle niedokończony. Także nie chciałabym zostać zdemaskowana
Bo to jest rzecz tak bardzo związana z moimi zainteresowaniami, moją historią i charakterem że trochę się boję. Szczególnie że wiem o co najmniej czterech kobitkach z mojego najbliższego otoczenia które są na ovf a niekoniecznie chciałabym żeby wiedziały o mnie rzeczy typu: psycholog, moje relacje z mężem i jego choroby.
Chociaż możemy się umówić że np zrobię wpis jakiegoś tam dnia i przez kilka/kilkanaście min zdjęcie tatu będzie widoczne
Ale to i tak dopiero po skończeniu dziarki. O ile wytrzymam do końca bo przyznaję ze wstydem że nie potrafię znieść dziarania z godnością i dlatego czeka mnie trzecia sesja. Dla usprawiedliwienia przypomnę że jest to bok- czyli żebra, biodro. Boli.
A co do smętów... W sumie wszystko " *ujowo ale stabilnie ". Waga znów lekko ruszyła w dół ale bez szału, skupiam się na utrzymaniu tych 65 kg. Gotuję sobie sama, okazało się że potrafię 
Z mężem jest jak zwykle- odi et amo. Dziś przez 10 min(słownie- dziesięć minut) stał nade mną i ciągle pieprzył jaką jestem nic nie wiedzącą idiotką bo nie znam hasła do nowego kompa (hasło to jego ulubiona gra- a jest prograczem i gra chyba we wszystkie gówna jakie wyszły na ps). Zepsuł mi się samochód- zepsułam go specjalnie. Wszystko psuję specjalnie i nic nie umiem. Na niczym się nie znam. Bez niego nic nie zrobię.
Jak któraś z moich znajomych czy kuzynek chce wychodzić za mąż przed trzydziestką to staram się ostrzegać jak mogę przed tym głupim krokiem.
Ja żałuję.
Ciągle mam problem z kaszlem. Chodzę już normalnie do pracy ale wracam jak przepuszczona przez maszynkę na lewych obrotach. Bolą mnie plecy, uszy pękają od ciągłego jazgotu. Wszystko mnie drażni. Zjadłam dziś niedozwolone słodycze.Dużo. I spaliłam papierosa.
Niczego nie żałuję.
Wszystko pamiętam.
Nie obiecuję poprawy, nie proszę o rozgrzeszenie.
15dc
Tak jak jeszcze niedawno wiedzialam kiedy jest owulacja, tak teraz ktoś tu chyba sobie ze mnie żarty robi
ale nieważne, może sie wstrzelimy.
Mąż mnie wyzywa, ze mi internet odetnie bo czytam niepotrzebnie posty na fb na grupach, tutaj forum i że się nakręcam.
Ma rację. Nakręcam się bardzo.
Bo im więcej czytam, tym bardziej się przekonuję u ilu kobiet poronienie nie było przypadkiem, tak jak mówią o tym lekarzem..a to te mutacje i problemy z krzepliwością, z kwasem foliowym z trombofilia, tarczyca, cmv, cukrem
O S Z A L E J E.
A ja się łudzę nadal że moze u nas był przypadek, bo wakacje-inne jedzenie, choroba męża i moja, jakieś dziwne zagraniczne leki ale tym samym być może narażam kolejną fasolkę bo jaka jest szansa na to, ze cos innego mialo wplyw na jej obumarcie..
No mam czasem taką myślącą i naprawdę nie wiem co poradzić, bo dookoła tylko słyszę że mam nie przesadzać i chorób sobie nie wmawiać i nigdzie nie jezdzic. Lekarz też- nie robić zbędnych badań!
Ilu dziewczynom tak lekarz powiedział, a one mimo to na własną rękę zrobiły i dzięki temu mają dziecko?
No ale nie jeżdżę. A czas pokaże.
Tylko nie wiem, jak zniosłabym odejście kolejnego cudu.
Wiem, ze powinnam słuchać tylko siebie. Ale tak naprawdę ja też nic nie wiem..
Jestem w tym wszystkim gdzieś po środku.
Zagubiona.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2018, 09:44
28 dc
Ogarnął mnie wszechobecny smutek, rozczarowanie, złość...temperatura tak pięknie rosła, wszystko wskazywało na to, że zobaczę piękne dwie kreski.. Dziś temperatura spadła, z 37,06 wczoraj, na 36,8 dziś.. Dziś podczas badania szyjki zauważyłam jasno brązowy śluz i trochu krwi
Czuję, że ta cholerna franca @ jest już blisko.. Iskierka nadziei jeszcze się tli, ale to byłby cud...
Wykres mówi, że jednak byla owulacja 24.01
temperatura wzrosła od tamtego czasu, trzeba było tylko poobserwowac dłużej:) chociaż nie wierzę, że się cokolwiek udało, to jednak mam cichą nadzieję. Znów myślę i zastanawiam się, czy będą jakieś objawy. Ale już tak się nie nakręcam i nie szukam na siłę.
Byłam u ginekologa we wtorek. I więcej do niego nie pójdę. Jednym słowem olal mnie. Nie mówiłam mu, że mam jakieś ciśnienie na dziecko czy cos ale,ze planuje i chce się zbadać, chce wymaz bakteriologiczny, bo jak mam jakieś bakterie o których nie wiem, to wolę wyleczyć teraz niż potem miałoby to zaszkodzić dziecku. To się rozesmial i powiedział, że na jego oko to mnie nic nie ma. I po co mi to, skoro nie czuje objawów. Na co ja mu powiedziałam, że jak robiłam cytologie to też nie miałam objawów, a miałam zakażenie ... I leczylam to. A ten coś burknal, w stylu: A bo te cytologie to sa takie dokładne, że wykrywają coś nad wyraz..... No myślałam że spadne z krzesła. !!! Co za burak i specjalista jak z kozej dupy trąbka.
Także, posadził mnie na fotel nawet to badanie nie trwało 10 sekund, nawet nie sprawdził, czy chociażby nie mam zaczerwienionej szyjki no nic.. tylko ucinal jajnik burkajac pod nosem do siebie zadajac pytania: boli? Po czym sam odpowiadal: Nie boli. "Widzi pani, zdrowa pani jest"
Nie słuchał, olal i uznał, że jestem kolejna zielona pacjentka... otoz, nie, nie jestem.
Wychodzi na to, że muszę iść gdzieś prywatnie. Ale już nie teraz, poczekam do następnego cyklu.
We wtorek byla też u mnie moja kuzynka, uwielbiam ja. Jesteśmy bardzo bliskie z soba od dziecka, pomimo, że jest 8 lat starsza. Aga bardzo długo starała się o dziecko, miała dużo problemów zdrowotnych, a w ostateczności okazało się, że to problem męski. Po badaniach nasienia okazało się, że wyniki są całkowicie zerowe... zero plemnikow, zero ruchliwosci, wszedzie... zero..... byla załamana. Ale trafiła na dobrych lekarzy, okazało się też, że mąż ma toczeń, a leki które brał zabijały nasienie. Po chwilowym oddawaniu leków i suplementacji cynkiem wszystko wrocilo do normy. I co? Po 3 miesiącach od odstawienia tych leków zaszła w ciążę
teraz ma dwuletnia córeczkę. Teraz zastanawia się, czy jest sens starać się o drugie dziecko w wieku 40 lat. Rozumiem ja. Chociaż myślę, że jeszcze doczeka się drugiego dziecka
Jest wspaniala mama. Zawsze mowilam jej, ze jesli kiedys bedzie miala dziecko, to bedzie to najszczesliwsze dziecko pod sloncem. Potrawi rozmawiać z dziećmi, potrafi słuchać, jest niesamowicie cierpliwa i angażuje się w ich życie dając siebie 200%. Wiem, co mówię
jest tzw matka Teresa
Fajnie by było jakbyśmy razem nosiły dzidzie w brzuszku
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2018, 19:59
Upragnione wakacje. Z pewnoscia popsuje je beta, która mam zrobic w poniedzialek. Ale mam wakacje, zapije czym można hehe
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2018, 18:37
14 DC
Mam wyniki: witamina B12 idealnie w połowie normy, kwas foliowy podwyższony (czego się spodziewałam przez mutacje) ale nieznacznie więc jest lepiej niż się spodziewałam.
Homocysteina 5,6! Nie wiem na ile się orientujecie w temacie, ale przy mutacjach jest bardzo często podwyższona, a przy staraniach zaleca się by nie była większa niż 8. Strasznie mnie ucieszył ten wynik 
Lećcie dni, lećcie
Już bym chciała kolejny cykl
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2018, 13:35
30 tc
Hej. Dziś byłam na badaniach, zemdlałam prawie ehh...
Dwa dni temu dostałam wypłatę i już kilka stówek poszło hehe no ale zamówiłam trochę rzeczy.
A więc:
1. butelki z phiips avent i podgrzewacz do butelek 197 zł w sumie z rabatem -40%
2. zestaw do wózka kocyk i poduszeczka z minky, pościel na zmianę 2 elementy i prześcieradło z gumką 79 zł
3. zakupy w pepco 2 x body na 62, skarpetki, smoczek, nożyczki do paznokci, ręczniczek z kapturkiem, dresy spodnie i bluza na 68, i sobie bluzka XL może starczy do porodu 100 zł
4. wkładki laktacyjne 10 zł
5. zamówiłam podkład ceratkę na materac i biustonosz do karmienia 25 zł
w aptece w gemini mam już w koszyku na 130 zł. ale zamówię pod koniec mc bo się wyczyszczę z kasy hehe.
w marcu zamawiamy łóżeczko z całym zestawem pościeli i materacem.
wózek jednak weźmiemy po chrześnicy męża, dokupmy tylko nosidełko z bazą isofix. stwierdziliśmy że skro im już nie potrzebny a my kupimy podobny to po co wydawać kasę?
miałam zamawiać laktator z philips ale stwierdziłam że się wstrzymam do porodu. bo może się nie przydać i po co wydam 150 zł? jak będzie potrzebny to można kupić nawet w sklepie tego samego dnia, z tym nie ma problemu.
a więc zostało:
- łóżeczko + wyposażenie 600 zł
- baza isofix + fotelik 500 zł
- podgrzewacz do chusteczek 100 zł (?)
- laktator 100-150 zł (?)
- kosmetyki z apteki 150 zł
- pampersy 100 zł
- wanienka 30 zł
- resztę ubranek ale to do weryfikacji w marcu 
prawdę mówiąc że więcej ta wyprawka będzie kosztować. może ten zmysł szukania okazji, kupowania w promocji, czy w tańszych sklepach np ubranka głównie w Pepco biorę. może dlatego jest taniej.
jak robiliśmy wesele to też już rok przed kompletowałam, szukałam okazji, sama robiłam dużo dekoracji i sporo kasy zostało 
Czekamy Na Ciebie maluszku
Ja już nie wiem czy to @ czy nie. Przedwczoraj dosyć krwawiłam, wczoraj lekkie plamienie, dziś znowu krwawienie. Mąż się upiera, że to nie @, bo najpierw miała być owulacja. Ale jak krwawię to boli mnie macica. Przedwczoraj miałam skurcze jak przy @. No w końcu kto się zna lepiej na @ - ja czy mąż?
wizyta Olisia ok. oczywiście jak to badał to już czułam że będzie coś z oskrzelami. I ma zapalenie gardła i dodatkowo oskrzeli. Temp już spadała i nie wraca ale dostaje nurofen na ból gardła. Dostał antybiotyk. A dziś dla odmiany z Lilką do lekarza bo też ma dziwny kaszel. Tak że na całego. Ciekawe co u niej wyjdzie.
Edit: Lilcia zdrowa! uff. zalecił podawać na wzmocnienie odporności. Ale dla pewności za parę dni znowu pójdziemy się przebadac.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2018, 20:21
Mam mtacje C677T A1298C, heterozygoty.. Zastanawiam się czy można zrobić jakieś dokładniejsze badania.. Słyszę że dziewczyny biorą clexane.. Ja mam tylko acard i może panikuje, ale się tym martwię..
Trudny mam ostatnio czas,ojjj bardzo trudny...
Ze stresu,żalu,przeróżnych skrajnych myśli,lęków,braku nadziei...boli mnie całe ciało,kładę się spać z lękiem,budzę się cała mokra i też z lękiem,łzy same płyną...
I tłumaczę sobie"jesteś matką,masz syna i córkę,za chwilę będziesz miała 41 lat,od 5 lat życie ucieka Ci między palcami bo żyjesz tylko pragnieniem bycia w ciąży,urodzeniem trzeciego dziecka.Dlaczego tak bardzo Go pragniesz?????dlaczego to pragnienie jest tak silne,że przesłoniło Ci radość codziennym życiem,zwykłymi sprawami,którymi powinnaś się cieszyć.Przez 5lat,robiłaś wszystko z myślą o ciąży i o dziecku,każda myśl była z tym związana,wszystko temu podpożądkowane.Sex był po to by było dziecko,witaminy by było dziecko,zioła,borowina,leki,zastrzyki by było dziecko.Ćwiczenia by było dziecko.Nie pojechałam kilka razy do spa,bo żebym nie zaszkodziła ewentualnej ciąży.Nie mogłam wyjechać "w podróż życia"bo nie mogę zaszkodzić ewentualnej ciąży.Robiłaś ogród,w deszczu,do końca listopada,bo na wiosnę już nie będziesz mogła,bo będziesz w ciąży.Wyobrażałaś sobie,jak poinformujesz niemalże cały świat o tym,źe będzie trzecie dziecko.Nie wykorzystałaś urlopu zdrowotnego,bo wykorzystasz go po macierzyńskim,żeby być jak najdłużej z maluszkiem w domu.Wyobrażałaś sobie,jak wyjedziecie z maluszkiem nad morze i będziecie spacerować,pokonywać km,jak maluszek będzie bawił się na plaży,chodził z wami po górach,jak będziecie jeździli z Nim do ona,do zoo,itp,itp.Widziałaś oczami wyobraźni,jak przygotowujecie się do Bożego Narodzenia z Nim,jak raczkuje pod choinkę,ściąga bombki,wpatruje się w światełka choinkowe,jak robicie razem pierniczki.Kupowałaś ubrania i myślałaś czy one przydadzą się w ciąży.Oglądałaś te maleńkie ubranka w sklepach i planowałeś co kupisz dziecku.Wszystko ,wszystko,wszystko było widziane,planowane w pięcioosobowej rodzinie,było w niej puste miejsce dla Niej/Jego.Wybrałaś imiona.I co...na co...po co???Teraz po tylu niepowodzeniach,z okropnym lękiem,nie wiesz co robić dalej,stoisz pod murem i masz poczucie,że jakiekolwiek posunięcie może być złe,decyzja w jedną,czy drugą stronę,może być zła.Wiesz już,że tak po prostu w ciążę jest zajdziesz,że iui jest nie koniecznie skuteczna,boisz się in vitro że względu na wiek,rozmyślasz,czy warto brnąć w to,tak za wszelką cenę,tylko po to by spróbować spełnić swoje marzenie.Czy wyłożyć w tę próbę tyle kasy,skoro możesz ostro ryzykować bo że względu na wiek,na to że skoro masz drożny jajowód,masz owulacje po drożnej stronie,nasienie było przygotowane nie udało się.Może to powinno dać ci do myślenia,że nie jest to niepłodność idiopatyczna,że nie masz obu niedrożnych jajowodów,a jednak się nie udaje,bo może połączenie kiepskiej komórki z nie najlepszymi plemnikami,nie da tego upragnionego cudu,a co najwyżej sprawi,że dasz życie dziecku,które będzie chore i będzie cierpiało,a z nim cała rodziną.Nikt nie da ci gwarancji,że dziecko będzie zdrowe i wszyscy będą szczęśliwi.A co jeśli to dążenie do spełnienia marzenia,przyniesie cierpienie???Nikt ci nie powie,zrób tak czy inaczej,a sama nie potrafisz podjąć decyzji.Doszłaś pod mur i nie widzisz tej właściwej drogi,nie widzisz rozwiązania.Myślisz nawet o tym,że wydasz kasę bez pewności na powodzenie i szczęście,a mogłabyś ją wydać tak,by cała rodzina była szczęśliwa,tak żebyście mogli być razem,cieszyć się chwilą,życiem,wykorzystać życie na maksa,nie zamartwiać się wiecznie,nie przepuszczać życia przez palce.Chcesz żyć będąc szczęśliwą matką,żoną,kobietą,a ciągle nią nie jesteś bo walczysz ,ciągle walczysz ze sobą,z codziennością,z życiem.Może rozwiązanie jest bardzo proste...tylko ty nie potrafisz teraz znaleźć tego rozwiązania,bo pragnienie jest zbyt silne.Może jest blisko,tylko musisz się wyciszyć,dać sobie czas,jeszcze chwilę i znajdziesz odpowiedź.Trzeba tę trudną sprawę rozwiązać,tylko trzeba być na tyle mądrym i rozważnym,by nie popełnić błędu.
Ehhhhh strasznie mi trudno i ciężko.
Ale muszę wybrać najlepszą decyzję...dla siebie,dla nas,dla dzieci...i dla tego Maluszka.
A może jeszcze spróbuję jednej iui?albo dwóch??
A może nie muszę urodzić tego malucha,może ono na nas czeka w oknie życia albo domu dziecka???
A może w ogóle nie czeka...???????
I ja dołączam do grona szczęśliwych Mam 

Mamy 13 tyg 1 dzień, 7 cm szczęścia !
Termin 8 Sierpnia 
Jestem Zakochana po uszy 
Wczoraj zrobiłam badania w Prokocimiu do immunologa, a do niego samego wybieram się we wtorek 06.02. W sumie nie wiem, czy ta wizyta da mi coś pod kątem medycznym, może bardziej psychicznym. Zawsze coś.
Jeśli krio w przyszły cyklu, to wypadnie na przełomie lutego i marca, co mi trochę komplikuje plany imprezowe, ale już chyba nie ma co odwlekać. Nie zarzekam się jednak, bo z moim obecnym nastawieniem do in vitro jest tak, że nawet jak jest jakaś błahostka, to ja ją sobie potrafię wyolbrzymić do rozmiarów nie do pokonania, jeśli tylko doprowadzi to do przesunięcia transferu. Chore to trochę. Za tym, żeby może jednak już nie przesuwać transferu przepowiada to, że za niedługo przeterminuje mi się wirusówka, Mąż ma teraz mego dużo pracy więc będzie mniej przeżywał i wakacje zaraz mnie zastaną, a zgodnie z tym, co sobie obiecałam w tamtym roku, czerwiec - sierpień jest tylko dla nas i nie ma w tych miesiącach miejsca na in vitro. Chcę do tego czasu zamknąć kwestię czwartej procedury.
Beta 88 

Wydaje mi się czy jest pięknie:)

W sobotę badamy przyrost.
Dziewczyny jaka ja jestem szczęśliwa.
Życzę wam wszystkim tego samego uczucia!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.