@ odeszła czas wygrać tę walkę :)
czego i Wam życzę! Uda Nam się! <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2013, 19:27

dziś postanowiliśmy z moim kochanym mężusiem że serduchowanie będzie co dzień.... i na bank się uda :)

I już po rozmowie z Panią endokrynolog, powiedziała, że gdybym teraz zaszła w ciąże to mam 99% szans, że wszystko będzie dobrze :):):):):):) bardzo mnie to cieszy. Kazała dalej brać euthyrox 100 bo chce dojść do ideału jakim jest 1,500. Za trzy miesiące mam powtórzyć badanie TSH i umówić się na wizytę. Szczerze powiedziawszy, to od dwóch dni trochę z Mężusiem broimy ;p bo ja dobrze się czuję i stwierdziliśmy, że co ma być to będzie hehe ;p szczerze, to nawet nie wiem czy bedę miała owulkę. Pewno i tak nic z tego nie będzie. A jakby było to pewno pan doktor będzie krzyczał po mnie ;p
Raz się żyje! :)

dziekuje kochane za tak piekne słowa od Was :) ja to wiem, ze za rok juz cos bedzie pod serduchem moim siedziało i rosło i moje jedyne zyczenie sie spelni :) :) :)

Oj czyzby mnie jakies chorobsko bralo, tylko nie to

Agi Radość.. 28 września 2013, 19:29

okres dziwny ..zazwyczaj krew rózowa, czerwona taka płynno śluzowa ..a teraz w 1 dzień krew ze skrzepami i to prawie czarna.. okropna teraz pod koniec 2 dnia już lepiej jaśniejsza.. nie pamiętam żeby tak kiedyś było..

natalli Brak wiary,że cuda się zdarzają 10 września 2013, 22:02

Akupunktura plus zioła. Duuuuużo pieniążków wydane.

Po wizycie. Lekarz potwierdził, maluch jest w brzuszku. Założył już kartę ciąży, termin na 12 maja 2014 :) Co więcej jutro, bo okropnie jestem zmęczona i zasypiam na klawiaturze. Buziaki od szczęśliwej mamusi i maleństwa ;)

mychowe W oczekiwaniu:) 10 września 2013, 22:48

3 tydzien - wiek plodu
5 tydzien i 7 dni
Czyli ovu pokazuje, ze jestem w szostym tygodniu i jutro zaczne siodmy.
42 dzien ciazy.

Poprzednio moja ciaza trwala rowne 78 dni.

Moj maz nie przespal ostatnio calej nocy, bo sie tak martwil.
W zeszla sobote mdlosci pojawily sie jedynie na dwie godziny podczas zakupow.
Prawie codziennie zgaga, okropnosc.
Strasznie dziwnie realne sny..
Ciagle ma stracha przy podcieraniu.
Czasem mam dziwne odczucia, klucia, ale chwilowe, pewnie wszystko tam sie powieksza i rozciaga.
No i.. totalna abstytencja od serduszkowania.
W zeszla sobote tak mi sie chcialo, ze pozniej mialam dziwny dyskomfort podbrzusza i nie moglam zasnac do 4 nad ranem.
Nie chce ryzykowac, choc tak mi brakuje bliskosci mojego kochanego meza. W poprzedniej ciazy po serduszkowaniu i orgazmie mialam okropne bole i plamienia,wiec nie ryzykujemy..

Zadnej radosci tymczasem, ciagle leki..


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2013, 20:15

Przepraszam... Nie mam czasu uczesać włosów. Śpię w makijażu, a śniadanie jem u kosmetyczki. Jestem głodna jak robi mi pazury u rąk, ale poddaję się i sięgam po bułkę i jogurt jak robi nogi... Gadam na skype mocząc się w wannie... Załatwiam problem z bankiem na Cyprze rozwiązując babci mega problem brakującego w domu chleba. Krzyczę na bank, krzyczę na babcie.

Babcia... Temat rzeka... Nie może zrozumieć, że pracuję na komputerze. Chodzi i klnie pod nosem, że pstrykom i pstrykom na tym gównie, a chleba w domu brak! Ma wyrzucić mi kompa lada moment przez balkon... Już w niedzielę przyszła po mnie do sąsiadki, że czas ją spakować, bo przecież w czwartek jedziemy. Spakowałam ją w tą niedzielę. Dla świętego spokoju. Ale już w poniedziałek był problem ilości obrania ziemniaków na obiad, a dziś mamy problem chleba i niezakupionych worków na śmieci. Jeszcze doszła do tego kapusta kiszona. CO Z NIĄ ZROBIĆ, jeśli jej nie zjemy a przecież w czwartek lecimy... Powiedziałam babci, że się ją WYRZUCI. Nie odzywa się do mnie.

Wykąpałam ją, poobcinałam pazury, wysuszyłam włosy, zrobiłam kolację. Temat kapusty wrócił... Wychodzę!

Wieczorem gram z chrześniakiem w chińczyka. Oszukuje ile wlezie, przegrywam. Pomagam jego siostrze w pracy domowej i nie znam odpowiedzi na pytanie: "Skoro wartość liczby zależy od miejsca,które zajmuje cyfra, jak nazywa się nasz system liczenia?". W sumie nie rozumiem pytania, więc czytam raz jeszcze. Na głos. Hmmm... Sięgam po google.com. Przegrywam po raz kolejny z kolejnym dzieckiem!!!

Chcąc spędzić z małym więcej czasu czytam mu książkę do snu. Jego ulubioną:
"A Sulu to ten o wyglądzie chomika, z laserowymi oczami, makrohydraulicznymi, sprężynowymi nóżkami, superautomatycznymi przednimi łapkami, praktycznie niezniszczalnym endoszkieletem, napędzany podwójnym tytanowo-litowym turboprocesorem typu 3000 SP5 Kung-Fu" [Kapitan Majtas]

Poddaję się. Wracam do domu. Wolę dochodzić się z bacią o kapustę kiszoną...

Wylatujemy już dzięki Bogu w czwartek.

W nocy z czwartku na piątek mamy z pańciem "odbyć stosunek" i rano w piątek jechać na USG sprawdzić czy pęcherzyki rosną.

Obawiam się, że moje już powybuchały w tym tygodniu w Polsce, aaaaaaa!!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2013, 01:25

Od wczoraj bolą mnie piersi.. czuję jakby miały eksplodować więc może owulka jednak była

znalazłam w necie artykuł "Objawy owulacji"
cyt Kolejną dolegliwością świadczącą o owulacji jest ból piersi. Jest on efektem wzrostu poziomu estrogenów. W tym czasie piersi są wyjątkowo wrażliwe nie tylko na ucisk, ale nawet na dotyk i wstrząsy.

no proszę a ja zawsze myślałam, że bolą mnie na parę dni przed @
odkąd mierzę tempkę zaobserwowałam ból już na dwa tyg przed @ czyli coś w tym jest

Kolejny dzień w pracy, pogoda za oknem sprawia, że czuję się jak żółw. Nic się nie chce i tylko myśli nachodzą człowieka dziwne. Czasem czuję się jak na rollercoasterze, jednego dnia euforia a drugiego dołek. Och i jak to siebie samą zrozumieć.
Muszę pomyśleć jak tu sobie dziś humorek poprawić.

Moja siostra ma 37 lat , dba o siebie czasem nawet przesadnie. Zdrowe jedzenie, dużo sportu, naturalne kosmetyki. Sport uprawia niemalże ekstremalnie, maratony, siłownia itd. mimo to ma problemy ze zdrowiem, anemia , skąpe ,jednodniowe miesiączki. Panicznie boi się zajść w ciążę, nie rozumiem tego. Z racji moich problemów nigdy jej nie pytałam , tak wprost , obcesowo, brutalnie dlaczego nie mają dzieci, bo wiem jak to boli. Mówiłam o sobie i liczyłam że sama się otworzy. Jedyne co od niej usłyszałam to że to nie jest dla niej, nie musi i nie chce. Nie wierzyłam, patrząc przez pryzmat samej siebie ,wiem że łatwiej jest powiedzieć nie chce , niż przyznać "staramy się ale nie możemy". Wiem że bierze tabletki anty wiec chyba coś w tym jest, a ja tego nie rozumie, choć staram sie nie oceniać. Szanuje jej prawo do decydowania o swoim życiu. Moje pragnienie trwa już tyle lat. Ok wcześniej jak się zabezpieczałam to myśli te były łagodne- "kiedyś będę miała dziecko". W trzecim miesiącu po odstawieniu tabsów , okres spóźnił mi się całe dwa tygodnie, szalałam ze szczęścia. Ogarnął mnie spokój ale nic z tego nie wyszło. Ja nawet nigdy BETY nie robiłam , bo później nigdy mi się już okres nie spóźnił. Ten jeden raz tylko , na miesiąc przed ślubem , kiedy mój przyszły jeszcze mąż zamiast się ucieszyć, przeliczył nasze teoretyczne dziecko na ilość pieniędzy do wydania w momencie kiedy chciał sobie kupić nowy samochód. Nigdy mu tego nie wybaczyłam, od tego dnia , który nadal pamiętam tak dokładnie, powiedziałam mu że może będziemy mieli dziecko a on skwitował to że będzie tylko kolejny wielki wydatek, moje uczucia do niego zaczęły gasnąć aż umarły całkowicie. Tego też nie rozumie i nie chce nawet się zastanawiać , dlaczego facet z którym byłam połowę swojego życia nie chciał mieć ze mną dzieci. Może nie byłam według niego dobrą kandydatką na mamę. Na sprawie rozwodowej , żeby było śmieszniej , sędzia zrozumiała to wszystko zupełnie omyłkowo. Twierdziła że rozpad małżeństwa nastąpił , bo mąż miał do mnie pretensje, że nie mogę mu dać dziecka. Ironia i jak to usłyszałam to jakbym dostała w twarz, ale nie chciało mi się dyskutować..Nie wiem dlaczego teraz do tego wracam. Z moim D.. zabespieczyłam się tylko za pierwszym razem, nie chciałam go złapać na dziecko- kolejna ironia. Potem już sam mi powiedział , że przecież mnie kocha i naturalnym jest że chce mieć ze mną dziecko, rodzinę. Jaka ja byłam szczęśliwa kiedy to powiedział , kocham go za to. Ja obecnie jestem w punkcie wyjścia, znowu myślę kiedyś będę miała dziecko. Bez presji , na spokojnie . Dałam sobie spokój z ciśnieniem, załamywaniem , rozmyslaniem , nawet monitoringu nie chce mi się robić. Zdaję się na los, nie będziemy się zabespieczać, D.. nigdy by się na to nie zgodził, bo on chce być ojcem , bardzo chce. Jeszcze nie zauważyłam u niego złości , że się nie udaje , mówi "poczekamy, będziemy walczyć" ale boję się że ten moment się kiedyś pojawi.... Za oknem deszcz, aura jesienna i chyba wpadam w melancholię :) jutro będzie Słońce moje Słońce , jest taki zmęczony i chce mu dać ciepło żeby poznał co do domowe wygody , żeby bardziej tęsknił. Moja koleżanka stwierdziła ostatnio że za bardzo się dla niego staram, że za bardzo ustępuje. Hmm.. coś w tym jest nie powiem , ale nic na to nie poradzę , chce żeby był szczęsliwy, żeby miał wwszystko , żebym ja nie mogła nigdy sobie zarzucić że coś zrobiłam nie tak... Jeśli on coś spieprzy , to będzie skończonym durniem , bo nikt go już tak kochać nie będzie i całe życie będzie żałował a jak , takich wariatek jak ja przecież nie spotyka się na każdym rogu. ...Kiedyś będziemy mieli dziecko ..a może i dwójkę :P

Złota myśl na dziś:
"Nie rezygnuj z marzeń! To, że coś nie dzieje się teraz, nie znaczy, że to nigdy nie nastąpi"

Chiang Mai Starania i ciąża w Tajlandii... 11 września 2013, 11:13

Jeśli macie ochotę poczytać to jest artykuł o Polakach w Tajlandii - na końcu wypowiada się mój Kuba.

http://menstream.pl/wiadomosci-reportaze-i-wywiady/jeden-zamienil-prace-inzyniera-na-gre-w-pokera-drugi-ciasna-kawalerke-na-dom-z-basenem---w-tajlandii,0,1377001.html

A poza tym - dziś mam dzień w którym nie wychodzę z kuchni.

Rano myślałam, że jakieś morderstwo się odbyło, bo cała lodówka ociekała krwią. Na szczęście to nie krew a sok z jeżyn :P W nocy coś się stało i rano znalazłam całkowicie rozmrożony zamrażalnik - wszystko strasznie upaprane, :/ a niestety zapasy miałam tam gigantyczne - na każdą ewentualność ciążową :P No i teraz cały dzień próbuję uratować co się da - z mięsa robię różne formy kotletów, z warzyw zupy a z owoców dżemy. Ech...

Dobrze, że tylko takie problemy :) oby tak dalej :)

Nie wiem czemu, ale dzisiaj naprawdę nie mam humoru i jakoś tak ciężko mi myśleć optymistycznie. Przez ostatnie 3 dni miałam śluzu wiele, dzisiaj już prawie nic nie czuje, ale z kolei temperatura niska. Przez ostatnie 4 dni miałam lekki ból brzucha, jakby na @ tylko lżej i zawsze to odczytywałam jako owulacje, jednak teraz to już nie wiem Co myślicie dziewczyny?? Jest jeszcze jakakolwiek szansa na to, że owulacji jeszcze nie miałam ?? Mam wrażenie, że to właśnie myśl że owulację już miałam i akurat w momencie gdy nie było męża, doprowadza mnie do przykrych myśli.

biedronka1982 W poczekalni 11 września 2013, 13:18

Dzien zaczal sie okropnie. Musialam jechac do pracy autobusem i oczywiscie o tej godzinie wszyscy uczniowie jechali do szkol. Tlok, smrod i halas! Fuj!

Teraz w domku szybki obiadek mojemu i na miasto z kumpelami! :-) Bede miala o czym plotkowac! ;-)

21:00 Kochane moje psiapsioly! Usmialam sie jak juz dawno nie! I ani slowa o staraniach. Mialysmy tysiac lepszych tematow. :-)
Wracajac jednak do rzeczywistosci: luby jak zwykle przed telewizorem. Nie wykazuje zadnej inicjatywy odnosnie serduszkowania. Kosekwentnie jestem nadal ksiezniczka i rowniez nie zaczynam tematu. Dni plodne sie przez to marnuja, ale mam to gdzies. Po wczorajszej wizycie mam wewnetrzne przeczucie, ze problem lezy po jego stronie. Jesli on z tym nic nie zrobi, ja pozostaje bezsilna. Glowa muru nie przebije!


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2013, 08:35

Zgodnie z obietnicą dziś relacja ze wczorajszej wizyty. Wprawdzie miałam przyjść na 18.30, ale na miejscu okazało się, że kolejka na całą poczekalnię. Spokojnie więc zajełam miejsce po ostatniej z pań, ale chyba pani położna domyśliła się, że coś jest na rzeczy, gdyż tak ziewałam i kazała iść wcześniej. Bałam się, że jeszcze nie będzie nic widać, bo to dopiero 36 dc, ale lekarz powiedział, że już zobaczymy. Zrobił USG transwaginalne i od razu stwierdził: no pewnie, że ciąża jak byk! Nie wiem kto bardziej się ucieszył :) Nie badał mnie, gdyż stwierdził, że nie chce jeszcze naruszać szyjki. Dał skierowanie na podstawowe badania i co mnie dziwi nie zalecił brać witamin. Stwierdził bowiem, że udowodniono, iż w krajach, w których suplementy są dostępne bez recepty mamy zbytnio się faszerują lekami. W konsekwencji dziecku bardziej rozwijają się barki (nieproporcjonalnie do główki) i przy porodzie są tragedie, bo łamią obojczyki itd. Zresztą powiedział, że ja raczej jestem kandydatką do cesarki, bo ważę 42,5 kg przy 162 cm wzrostu. Wiem, wiem pigmej ze mnie ;) Nie mogę jeść więcej. Jak zapytałam o kwas foliowy, który piję zresztą od 2 lat, powiedział, że w pieczywie jest go dużo. Trochę mnie martwi takie zbyt luzackie podejście. Nie chciał dac mi ani luteiny ani duphastonu, ale w końcu kazał brać luteinę co drugi dzień, akcentując przy tym, że to raczej ze względów psychologicznych aniżeli medycznych. Ok, może byłam zbyt upierd..., ale chcę zminimalizować jakiekolwiek ryzyko. Założył mi oczywiście już kartę ciąży, co mnie zdziwiło, gdyż siostra odradzała wizytę, twierdząc, że nic nie zobaczy i nie założy karty. Jak widać, udało się :) Czuję się w zasadzie ok, tylko dokucza mi senność, zmęczenie, mały ból piersi, ból pleców i kości ogonowej i wczoraj niezbyt podchodziły mi naleśniki :) Ogólnie jest cudnie, mam nadzieję, że maluch się trzyma i nie wywinie mamusi żadnego numeru. Kolejna wizyta dopiero 22.10. Moja mama oczywiście już gromadzi ciuszki, ale tłumaczę, że to zbyt wcześnie i wiele może się jeszcze wydarzyć. Odpukać... Teściowie jeszcze nie wiedzą i martwię się tą wizytą, bo nie wiem czym mnie powitają. Odczuwam jakiś wewnętrzny niepokój.
A teraz coś dla Was moje Kochane dziewczęta - pomyślicie pewnie: kolejna mądra, która wypisuje morały kiedy jej się udało. Nie, jeszcze w niedzielę z niezrozumiałych powodów płakałam na widok dziecka w telewizji. Jeszcze się nie cieszę, bo choć mąż planuje wybór wózka, ja wiem, że jeszcze baardzo długa droga przed nami. Jeszcze kilka dni temu w to nie wierzyłam, może specjalnie odsuwałam od siebie tą myśl, by się nie rozczarować. Teraz wiem jedno: nie znacie dnia ani godziny. Pan Bóg wybierze ten czas, pozostaje tylko Mu zaufać. Jeszcze kilka dni temu patrząc na wiszący w naszym pokoju obraz Pana Jezusa Miłosiernego płakałam, modląc się i twierdząc, że nie zniosę kolejnej porażki. Już nie tym razem. Może rzeczywiście, ostatnio byłam nieco wyczerpana psychicznie. Nie da się odsunąć myśli o macierzyństwie na bok, nie da się kiedy tak bardzo się pragnie maleństwa. Ja tego nie zalecam, bo to jest niewykonalne. Zaufajcie, bo tylko to ma sens. My nie możemy się jeszcze oswoić z tą myślą, gdyż cykl uznałam za bezowulacyjny, ale jak widać i tym razem Pan Bóg pokazał, że nie ja, nie lekarze mamy decydujący głos. Tylko On. Moje maleństwo to ogromny dar, mam nadzieję, że dany na zawsze. Was też to czeka i może tak jak mnie – w najmniej spodziewanym momencie; momencie, w którym stwierdzicie, że pewnie znowu się nie udało. Pamiętajcie: poczęcie to cud i tylko Pan Bóg wie jak nas zaskoczyć. Moja teściowa ma w tym tyg. urodziny – mam nadzieję, że to będzie cudowny prezent :)

dunia1287 Będzie co ma być. 11 września 2013, 15:12

Dziewczyny ratujcie! Jakieś dwa miesiące temu zauważyłam,że rozdwaja mi się paznokieć.A teraz mam to samo prawie ze wszystkimi.Używam odżywek ale to nic nie daje.Macie jakieś porady?

Ewunia A czas ucieka.. 11 września 2013, 20:40

Mamy już wyniki nasienia męża. W naszym laboratorium robią tylko podstawowe badania. Nie wiem co myśleć.. Wyniki wyglądają na beznadziejne.. Wiem, jeden wynik od niczym jeszcze nie świadczy..
Objętość: 4ml barwa żółtawa
Klarowność: lekko mętna
Odczyn: zasadowy
Czas upłynnienia > 30 min
Komentarz: stwierdzono pojedyncze plemniki w bezruchu
leukocyty 0-2 wpw

Mąż niby się dzielnie trzyma, ale widzę, że jest mu ciężko. Staram się go wspierać najlepiej, jak potrafię. Wczoraj rozmawialiśmy do północy. Kurcze, jak ja bym chciała, żeby z jego strony było wszystko dobrze! Mąż przeprosił mnie wczoraj, że być może przez niego nigdy nie będę w ciąży. A ja mu powtarzam już od kilku tygodni, że nie muszę, że zależy mi na dziecku, ale przecież może ono dotrzeć do nas inną drogą! Ale nie będę naciskać..
Dzisiaj miał łzy w oczach, jak opowiadał mi, ze gdy wracał z pracy, to zatrzymał się na pasach, żeby przepuścić młodego mężczyznę z malutką dziewczynką. Tak bardzo ni go szkoda!
Przypomnieliśmy sobie też, że w rodzinie M, były przecież przypadki bezpłodności ze strony mężczyzn (trzech kuzynów M). I przez to mąż boi się jeszcze bardziej..
A ja? Może to dziwne, ale trochę poczułam ulgę, że może w końcu poznamy przyczynę dlaczego do tej pory nie doczekaliśmy się dziecka.
A moje przeczucia? Czyżby się sprawdzały..?
Teraz będziemy szukać urologa. Chcemy dowiedzieć się co dalej..


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2013, 20:53

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)