ach..tak jak to zwykle bywa..im bliżej wyjazdu tym więcej na głowie. Już nawet dziś nie dało rady wbić się na siłownię
bo trzeba pokończyć prace, dopiąć wszystkie projekty żeby klienci przez tydzień nie dostali spazmów. 
Wczoraj rano dzielnie poszłam pogadać z rodziną tego, który skoczył na nasz samochód i wynegocjowałam..przypadkiem ale zgrabnie wyszło..że na czas naprawy ojciec da nam swój samochód. Tylko zagadnęłam, że szkoda iż tak się wszystko złożyło [blablabla], martwi mnie że tydzień-dwa będzie trwało załatwianie formalności z ich ubezpieczeniem i mechanikiem, bo my w sobotę rano musimy wyjechać a nikt nam nie da na tydzień samochodu. No i boom. Miły Pan po chwili namysłu stweirdził, ze w sumie on przecież może nam dać na tydzień swój samochód. Ha! Już dziś przywiozłam nas od mechanika, bo nasze autko zostało tam na leczenie..i powiem że całkiem fajny samochodzik. Cały skomputeryzowany wiec niezła frajda dla mnie jako informatyka no i też dla męża fana informatyki (no a jakże inaczej, m.in. jest moim fanem
).
Więc sprawa samochodu rozwiązana. Mam nadzieję, że w tydzień załatwią wszystko ale miły Pan, tato Skoczka powiedział że dopóki nie zrobią naszego to mam do pełnej dyspozycji ich samochód. Bardzo miło.
.....A mój chytry plan...jak zwykle krzyżuje idiotyczna @ !
Środa się kończy a jak nie było jej to i dalej nie ma. Z moim szczęściem pewnie zaleje w samolocie i będzie wstyd. heh no ale przechytrzę ją i przed oficjalnym rozpoczęciem wycieczki, jeszcze na lotnisku ubiorę turbo gatki + skrzydełka i nie będzie niemiłych niespodzianek. Test zrobiłam wczoraj, oczywiście jako formalność w celu potwierdzenia, że się nie udało. Zupełnie go przyjęłam na zimno, bez żadnych emocji. Ani negatywnych, ani pozytywnych ani nawet bez cienia sarkazmu czy rozbawienia. Potraktowałam to jako umycie zębów - trzeba i koniec. Aaaallleee, głównie ze względu na fakt wybitnie bolących piersi [nie pamiętam kiedy mnie aż tak bolały] i ogólnego pobudzenia seksualnego [nawet niektóre myśli powodują od wczoraj śmieszne ciareczki...nie wspominając o nowym fb-zdjęciu wspólpracownika ciiiii] coś tam się tli, jakaś maleńka iskiereczka mikro nadziei...w głębi głowy siedzi mi też historia Chiang Mai
.. więc jak do przyszłej środy dziwka (czyt @) nie zawita to będzie o czym myśleć na wczasach.
Ku radości męża niemiłosiernie boję się latać, a że lubię podróżować to zawsze zaciskam zęby no i lecę...Im większy samolot tym czuje się wszelkie ruchy mniej, ale 90% całości stanowi moja wybujała wyobraźnia. A dlaczego ku radości męża? Bo moje przezabawne Kochanie potem przez cały lot mnie straszy i zwija boki, bo ja każdy jego najmniejszy żarcik łykam jak pelikan. Kilka lotów temu tak się wkręciłam, że aż pasażerka obok mnie zaczęła się martwić czy aby wszystko w porządku. Tym razem mam jednak przygotowaną tak ciekawą książkę, że mam zamiar w nią odpłynąć i nie dać się lękom ani mężusiowi, który już z upierdliwych żarcików zrobił tradycję, prawie fetysz. Bo twierdzi, że tyle lotów razem, zawsze się nabija i nic się nigdy nie stało więc nie moze przestać, bo wtedy coś się moze stać. hih
Mam nadzieję, że przed wyjazdem jeszcze zdążę do Was zajrzeć.
Nie wiem czy mam czy nie mam nadziei, że @ przyjedzie jutro lub pojutrze. Absolutnie nie pogardzę pozytywnym testem, ale jak wiadomo...prawdopodobieństwo jest raczej niewielkie. 
Jak już do siebie doszłam prawie po przeziębieniu to znowu dostałam opryszczkę dopiero się z niej wyleczyłam (we wtorek) a tu taki psikus tylko teraz w innych miejscach. Na górnej wardze po dwóch różnych stronach wyglądam jak wampirek 
Jakie są nasze granice? Na co się zgodzimy, a na co nie? Wiem. Nigdy nie zgodzę się na dawcę nasienia. Bo to byłoby tylko moje dziecko i wielki egoizm z mojej strony. I ciągle zastanawiałabym się, czy mój M tak naprawdę kocha to dziecko, czy zgodził się na dawcę tylko dla mnie.. Miałabym poczucie, że skrzywdziłam męża. Jeszcze niedawno M powiedział, że by się na to zgodził, ale dzisiaj, gdy zaczęłam drążyć temat- przyznał się, że ta opcja odpada.
Nie myślcie, że uważam korzystanie z nasienia dawcy za coś złego. Nie. Tylko myślę, że każdy powinien postępować zgodnie z własnym sumieniem i przekonaniami. Nic na siłę..
Moja praca licencjacka została oficjalnie zatwierdzona, wystarczy ją tylko oprawić i z górki. Musiałam się tym z Wami podzielić bo tak się stresowałam, ze znów coś będzie do poprawy a ostatnio nie mam zupełnie do niczego głowy. Tak więc bardzo się ciesze! 
Moja głowa jest przepełniona tylko wykresikami, temperaturkami, objawami. Paranoja jakaś. 
Wczoraj przez pół godziny wpatrywałam się w wykres i zastanawiałam, który dzień będzie najlepszy na owocne
. Jakbym miała to wiedzieć. 
Chyba muszę się nad sobą trochę zastanowić 
Dobranoc kochane :*
Dziś byłam na konsultacji, jutro mam ustalić termin laparoskopii. Akurat w dzisiejszym odcinku "na dobre i na złe" lekarze wykonywali laparo. Nie zachęciło mnie to nawet w tak pięknym szpitalu jakim jest "leśna góra". Jeszcze będąc u lekarza byłam pewna, że chcę dalej walczyć, ale ta narkoza, kilkudniowe leżenie w szpitalu. Nie, chyba nie dam rady, to już za dużo dla mnie...
Siedzę i płaczę... Na dzień dzisiejszy brakuje mi już siły do walki
Wczoraj byłam po wizycie mojej pani dr nie było bo m urlop ale byłam zapisana do pana doktora które przepisywała wszystkie swoje ciężarne na czas swojej nieobecności. A więc malutka bardzo się ruszała więc było trudno ją zmierzyć ma ok. 8cm.
Pan doktor bardziej zwracał uwagę na budowę łożyska, macicy i szyki i dowiedziałam się że moje łożysko jest położone blisko ujścia macicy (niecały centymetr), spytał się jak tam ze współżyciem powiedziałam że od początku z ciąży z niego zrezygnowaliśmy i powiedział że bardzo dobrze. Z ilością tygodni łożysko jeszcze może się podnieść. Mam wybrać sobie jeszcze jakieś suplement diety bo jest duży wybór leków.
Nastęna wizyta 17 października o 9.40 ale to już u mojej pani dr.
A jeszcze jedno dwa tygodnie temu miałam badania prenatalne i byłam badana przez brzuch to sobie myślałam że już na tej wizycie pewnie też będę tak badana tu niespodzianka jeszcze byłam badana dopochwowo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 września 2013, 07:25
Właśnie. Też bym chyba tego nie zniosła, że podczas jakiejś kłótni z mężem mogłabym usłyszeć, że to przecież nie jego dziecko i że on nie potrafi kochać, bo ciągle myśli po kim ono ma takie geny..
To miał być oczywiście komentarz 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 września 2013, 08:07
26dc
Do miesiączki jeszcze tydzień, jednak wiem że nie udało się. Brzuch boli typowo miesiączkowy. Poprzednim razem załamałam się, teraz leżę i pije ulubionego drinka, a mąż robi mi burgera.
Buenas noches!
Śniło mi się, że mój nieżyjący tata przyszedł po moje dziecko. Sen bez emocji, zwykły fakt. Jakoś wytłumaczył, że dziecko było chore i umarło. Nic więcej. Po prostu je zabrał, a ja na to patrzyłam...
Byłam z tatą bardzo związana. Prawie cały czas byliśmy razem podczas jego dwuletniej choroby.
On przyszedł też w noc swojej śmierci. To było wtedy najdziwniejsze doznanie jakie miałam. Teraz nie było tak intensywne, ale mimo wszystko....
Mam nadzieję, że to tylko ciążowe hormony padły mi na mózg. Ale nie mogę się uspokoić już od kilku godzin, to ryczę to się trzęsę...
Jak się uspokoić?
Dostałam od mychowe - dziękuję
Przyda się także Wam wiec podaję dalej 
http://parenting.pl/portal/sny-w-ciazy
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2013, 05:05
cykl pewnie stracony. pęcherzyki są ale śluzu ZERO. Wspomagamy się specjalnym żelem, który aplikuje się 15 min przed i liczymy na cud.
Dzisiaj tempka w górę więc podejrzewam, że owulka już była. Nic nie szkodzi... Przynajmniej tak sobie wmawiam. Od wczoraj czuję się bardzo samotna. Męża nie ma, sama z córą
Ale już jutro w nocy będzie z nami:D
O 11.30h czeka mnie pierwsza wizyta u psychiatry. Bardzo sie stresuje analiza wydarzen sprzed dwoch miesiecy.
Jest to lekarz polecony przez mojego ginekologa, bardzo mnie zachecal zebym z nim porozmawiala.
Nigdy jeszcze nie bylam u psychiatry. Do tego jeszcze mezczyzna a mi zawsze bylo trudno rozmawiac z mezczyznami na temat uczuc. Zobaczymy jak sie to wszystko odbedzie.
Na razie przesylam Wam owoc moich wczorajszych poczynan z aparatem foto. Mam nadzieje, ze sie spodoba 

No i rana zostala otwarta. Placze caly dzien, nawet probowalam zasnac ale nie dalo rady. Juz na rozmowie zaczelam, tak strasznie mnie boli powrot do wydarzen. Czulam sie tam jak idiotka bo przeciez rozmawialam z obcym mezczyzna. Powiedzial oczywiscie, ze tak musi byc , przynajmniej na razie. Dwa miesiace to niewystarczajaco dlugo zeby zazegnac zalobe. Zadawal mi duzo pytan na temat rodziny i tego, czym sie obecnie zajmuje. Pod koniec zrobil male podsumowanie i stwierdzil, ze nie mam depresji ale przechodze gleboka zalobe wiec na to nie ma leku. Byl bardzo mily i wzbudzal zaufanie. Tak jak napisala w komentarzach Laniuniek - byl rzeczowy i nie wspolczul tylko dawal konkretne rady. Powiedzial, ze fotografia to bardzo dobry pomysl na odwrocenie uwagi i ze to pomoze mi przetrwac trudne chwile. Mamy nastepne spotkanie za trzy tygodnie. Jestem wyczerpana. Mam tak opuchniete oczy, ze moj M mnie nie pozna jak wroci z pracy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2013, 10:11
przeprowadzka mi służy no i zwierzątko
ale ta pogoda mnie dobija mam zawroty głowy i zle się czuję 
Tak mysle sobie, ze moze nie powinnam tak walczyc o ciaze, mam dziecko, nie moge byc taka zachlanna, inni nie maja wogole. Widocznie mam zapisane gdzies w gwiazdach ze jedno dziecko i nie wiecej. Powinnam odpuscic, tylko jak? oto jest pytanie...
No prawdziwa @ przyszła dopiero 11 września i wiecie co już wczoraj wieczorem nie było po niej śladu... Trwała mi tylko 2 dni... nie wiem co jest grane (?) Dziś całe popołudnie przespałam i zaraz dalej idę spać...
Zastanawiam się czy nie zrobić testu (?) Jutro rano zmierzę tempkę i podejmę decyzję...
Czytam wasze historie i płaczę... Dlaczego ten Świat jest taki niesprawiedliwy, że kobiety które tak bardzo pragną Maluszka nie potrafią zajść w ciążę, a tacy, którym nie zależy wpadają raz po raz....Achhhh....
I znów dołek, i znów łzy spływają mi po policzku... 
Nie potrafię zapomnieć, nie myśleć. Ciągle mam w głowie obrazy z ostatniego usg 
Wkurzam się dodatkowo tym, że nie potrafię teraz określić czy mam jakiś śluz brudny czy to są po prostu plamienia. Temperatura ciągle leci w dół. Nic z tego nie rozumiem. Chciałabym już dostać ten głupi @ i znów wiedzieć jak mój organizm funkcjonuje. To czekanie mnie dobija.
Na prawdę staram się być uśmiechnięta, cieszyć się każdym dniem, ale czasem powiem Wam, że mam ochotę się gdzieś zaszyć sama, włączyć muzyczkę i płakać do poduszki.
Tylko mój Mężuś mi na to nie pozwala, w sumie niby dobrze, ale czasem dobrze też się tak wypłakać za wszystkie czasy. On zawsze mówi, żebym się nie martwiła, że wszystko będzie dobrze, i wiem że on ma rację i strasznie go za to Kocham! Za to, że jest silny dla mnie, choć pewno też cierpi na swój sposób.
Cieszę się, że mam tak wspaniałego Męża. I że mam Was, że mogę wyżalić się w pamiętniku i nikt nie będzie mnie oceniał. Dobrze, że jest takie miejsce.
Miałam wstać o 6.00 taki był plan, niestety nie było współpracy. Powieki miałam tak ciężkie i lepkie a ciało ogarnął paraliż kończyn, bez szans na remis
Zwlokłam się na ostatni moment przed jazdami, to już 28 godzin wyjeżdżonych a nadal nie widzę siebie samej ,jadącej ulicami gdziekolwiek- trudno. Całe mieszkanko za wyjątkiem kuchni już lśni i jeśli ten mój maruda mi dzisiaj powie, że nie jest wystarczająco czysto, to chyba odnajdę mój paralizator i zacznę go leczyć elektrowstrząsami.Olać to - starałam się mam czyste przede wszystkim sumienie :)Przede mną gotowanie, ale jeszcze spokojnie mam czas, luby będzie dopiero o 19.00 więc mogę odpocząć i zebrać siły. Wydepilować wszystko co jest do wydepilowania, jest taka faza zarostu zwana pęknięty jeż ,której strasznie nie lubię
Wszystko cacy, ale kurcze czuje jakiś niepokój , nie wiem dlaczego. Jakby coś złego miało się stać , mam spinkę w brzuchu i nie mogę jej opanować , a to z kolei psuje mi radość z powrotu mojego Słońca.. szlag by to..Chyba zabiorę lampkę wina do łazienki i zafunduję sobie kąpiel z pianką żeby wyluzować, albo po prostu zajmę się czymś konstuktywnym żeby nie wymyślać problemów.. STRESSSSSS - tylko czemu?
Truskawkowa - rzeczywiście moje gabaryty odpowiadają małej dziewczynce, a nie 25-letniej kobiecie oczekującej maluszka. Zdaję sobie sprawę z zagrożenia, jakie powoduje niedowaga. Będę bardziej o siebie dbać i znacznie częściej jeść. Wierzę, że się uda, chociaż czytając niektóre wpisy, popadam w skrajne emocje i obawiam się różnych rzeczy. Ja również nie mogę przytyć, choć bardzo tego chcę. Nigdy się też nie odchudzałam i zawsze przykro mi było kiedy ludzie podejrzewali mnie o anoreksję
Być może moja waga była przyczyną problemów hormonalnych i spowodowała spadek odporności, a co za tym idzie - infekcje bakteryjne w pochwie. Wszystko możliwe. Kolację często jadłam o 23.00 (teraz to się zmienia) i obaliłam tym samym wszystkie mity, że późne spożywanie posiłków prowadzi do nadwagi
Zawsze chciałam być trochę "tęższa", ale niestety nie dało się. Rozmiar stopy 35, więc jestem raczej maleństwem. Mam nadzieję, że dzidziuś odziedziczy trochę po tatusiu, więc może będzie bardziej postawny. Pewnie z tego względu lekarz już wspominał o cesarce, ale jeszcze zobaczymy jak się rozejdą kości. Jeszcze za wcześnie, by myśleć o takich rzeczach. Byle dotrwać do końca I trymestru, a wtedy będziemy bardziej bezpieczni. A teraz największy plus: ciąża zmotywowała męża do pracy na budowie, teraz biega tam codziennie. Pan Bóg wiedział w jakim momencie zesłać do nas maluszka.
Dorjana - jasne, że wkleję zdjęcie malucha. Muszę tylko poszukać aparatu. USG mam w karcie ciąży. Mam nadzieję, że u Ciebie też wszystko dobrze. Trzymam za Was mocno kciuki. Obiecuję, że jeszcze dziś (jeśli się uda) zaprezentuję naszego Kropka 
Dzisiaj mija tydzień odkąd Cię straciłam, jestem w totalnej rozsypce.
Maciej we wtorek pojechał do Warszawy, dzisiaj wraca i jutro ma wolne. Mieliśmy iść na ślub Weroniki i Bartka ale niestety się nie uda... Odwołałam naszą obecność, nie jestem w stanie pokazać się ludziom. We wtorek pojechałam do mamy na obiad i spacer po lesie. Zrobiło mi się lepiej na chwilę. Poza tym siedzę zamknięta w 4 ścianach, nie mam ochoty nikogo widzieć.
Najgorzej z kimś rozmawiać, tłumaczyć tym którzy wiedzieli, że spodziewam się dziecka co się stało, słuchać, że wszystko będzie dobrze, patrzeć na zasmucone miny... Ale od początku...
W czwartek po rozmowie z d-rem Tomkiem położyłam się spać na godzinkę. Kiedy się obudziłam plamienie nie było już plamieniem tylko krwawieniem. Przeraziłam się. W internecie pisało, że w ciąży takie plamienia mogą się zdarzyć w te dni kiedy normalnie występowała by miesiączka. Pojechałam na Polną nie było na co czekać. Jestem pod wrażeniem tego jak bardzo się ten szpital zmienił, pod względem podejścia i wyglądu, do tej pory słyszałam w większości złe opinie oprócz tego, że czekałam na korytarzu 2h podejście lekarki i pielęgniarek na prawdę miłe. W tym czasie Maciej zdążył przyjechać, dzięki czemu załapałam taką dolinę, że przez godzinę przed badaniem płakałam na korytarzu. Widok tych dziewczyn z noworodkami, chwilę przed porodem albo z brzuszkami coś czego ja siedząc w poczekalni już wiedzialam, że nie doświadczę.
Bez owijania w bawełnę na badaniu nie było słychać bicia serca... Najbardziej przejmująca cisza jaką w życiu "słyszałam". Patrzyłam tępo w monitor ale chociaż nie wiem jak bym się starała nie było tam widać ani słychać niczego co mogłoby mnie pocieszyć. W piętek rano kazali mi przyjechać na usunięcie jaja płodowego (bardzo pięknie to brzmi
)jeśli wszystko poszłoby dobrze tego samego dnia powinnam była wrócić do domu jeśli nie max. na drugi dzień.
Na miejscu okazało się, że zabieg jest nie potrzebny ponieważ poronienie samo się dokonało, zbadały mnie 3 lekarki żeby to potwierdzić, były bardzo delikatne i miłe co na pewno mi jakoś psychicznie pomogło, chciały mnie pocieszyć i dać nadzieję, że jeszcze wszystko przede mną i, że to nie koniec świata. Dla mnie to jednak jest koniec świata. Przez pierwsze trzy dni płakałam praktycznie cały czas, jeśli w tv jest jakaś reklama z dziećmi od razu przełączam kanał. W niedzielę pojechaliśmy z Maciejem do Parku Sołackiego (uznałam, że muszę się zmusić, żeby wyjść z domu) to nie był dobry pomysł, same matki z brzuszkami lub małymi dziećmi... Cały czas płacz, jeszcze bardziej się przygnębiłam.
Czasem wydaje mi się, że czuję się już lepiej i nagle dzieje się coś co mnie tak potwornie przygnębia jakaś błaha rzecz kompletnie nie związana z dzieckiem.
Dzisiaj oglądałam po raz kolejny "Life is but a dream" dokument o Beyonce.
Ale odbiór tym razem był zupełnie inny, w tym filmie ona mówi, że dwa lata wcześniej była w ciąży. Słuchała bicia serca dziecka a za tydzień okazało się, że poroniła. Strasznie mnie to dotknęło bo wiem dokładnie co ona czuła, dwa dni temu w programie Mai Sablewskiej była dziewczyna która ma 2 letnią córkę - wcześniej dwa razy poroniła. Nie wiem czy to są dla mnie jakieś znaki, ale mało pocieszające. Jednocześnie widziałam w tv kobietę, która ma 40 lat. Kilka razy poroniła, lekarze ją pocieszali, że jeszcze wszystko się ułoży, czas mijał aż okazało się, że jest już na dziecko za późno. Od 5 lat starają się z mężem o adopcję ale są za starzy na noworodka więc jeśli już będą mogli dostać starsze lub chore dziecko. Strasznie mnie to przeraża, że podzielę jej los...
Mama cały czas mówi, że jeszcze wszystko się ułoży, że będę w ciąży i będziemy mieli dużo dzieci. Co ma powiedzieć? Że nie będziemy rodziną? Że będę ronić raz za razem? Że moje życie będzie puste jak sucha studnia?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.