Wczoraj miałam laparoskopie diagnostyczna, droznosci nie zrobil , bo zlapalam infekcje... i nie chcial zeby przeniosla sie na jajowody... itd. Dzis juz wyszlam ze szpitala... ogolnie powiedzial, ze jest ok... co do infekcji nic na razie nie bedzie mogl zrobic, przez moja astme i alergie... bo one sa powodem nawrotow...niestety tak wyglada zycie z problemami z odpornoscia... mam sie pojawić u doktora po miesiaczce... zobaczymy jak to bedzie dalej.

Nie wytrzymałam i zrobiłam dzisiaj test, chociaż zazwyczaj żadnych nie robię przed terminem spodziewanej @ tylko grzecznie czekam, ale dzisiaj w nocy obudziły mnie straszne zawroty głowy i od rana źle się czuję, więc pomyślałam, że może to dobry znak, ale niestety na teście biel czysta jak śnieg. W sobotę byliśmy z P na badaniach, wyniki będą dopiero w poniedziałek, więc musimy czekać jeszcze cały tydzień. P się trochę załamał i powiedział, że nawet nie musimy odbierać tych badań, bo on wie jaki jest wynik. Próbowałam go pocieszać, ale stwierdził, że jest beznadziejny i że do niczego się nie nadaje...
Chciałabym, żeby jego wyniki były dobre i żebyśmy musieli szukać innej przyczyny, może wina leży gdzieś po mojej stronie?

Ciąg dalszy 28 tc

Dzięki Dziewczyny za komentarze odnośnie cesarki, zawsze to podnosi na duchu :) chyba założę sobie, że wszystko jest do przeżycia - byleby tylko maleństwo urodziło się całe i zdrowe.

Moja ciążą to taka sinusoinda - fakt, że był okres kiedy czułam się podle, nie miałam na nic siły, wszystko mnie dołowało, maż wkurzał - tak teraz nagle pachwiny bolą mniej, albo wcale, kręgosłup dał sobie spokój (joga, spacery, trochę więcej odpoczynku i jest git). Udało mi się konstruktywnie porozmawiać z mężem i ulżyło mi. Tak, prawdziwe życie to nie sielanka, to nie to samo co romantyczne randki, spotkania po pracy, wyjazdy do spa. Teraz trzeba sprzątać, prać i prasować gacie (chociaż mój mąż twierdzi, że z tym prasowaniem nie trzeba się "spuszczać").

Ostatnio zachowanie szwagierki podniosło mi ciśnienie. Przywiozła do nas chore dziecko (może nie umierające, ale z wirusem dającym objawy przeziębienia i uwaga: zaropiałe oczy). Mąż taktownie zachęcił dziecko, żeby poszło pobawić się na dworze, a ja potem środkiem do dezynfekcji i wodą z octem szorowałam cały dom, mimo że nie miałam w planach sprzątania już tego dnia, a raczej wieczoru. A ona tylko stwierdziła, że "nie chyrla go nie wiadomo jak". Byłam tak zaskoczona, że nie zareagowałam. Serio. Sama się sobie dziwię, ale zdenerwowałam się bo przecież wiedzą że biorę sterydy i mam obniżoną odporność. Obiecałam sobie, że następnym razem już postąpię inaczej, a mąż obiecał że z nią pogada.
A miałam się nie denerwować.

Poza tym są pierońskie upały. Jak chcę wyjść na spacer to pozostaje z samego rana - około 8:30. Dziś przeszłam z koleżanką 5 km. I mogłabym tak chodzić, gdyby nie pęcherz (trasa spaceru musi uwzględnić wc bo mała ułożona jest główkowo i uciska mi pęcherz).
Jak kicham to też muszę uważać, żeby się nie posikać. Masakra.
I mała kopie dosyć wysoko. Nieraz czuję kopniaki w okolicach żołądka a rozpycha się głównie po prawej stronie.

aijbi Czas sie poddać? 9 marca 2022, 06:13

Zaczynam świrować, jutro test, brzuch boli od 7 marca sporadycznie, ale dzisiejsza noc dala mi w kość. Bolał i bolał, ale to nie był taki ból brzucha jak na normalna miesiączkę… nawet nie plamie. Piersi - zero bólu. Mam normalnie dwubiegunowke - z jednej strony wierze ze się udało z drugiej wiem, że ten ból może oznaczać niepowodzenia…
Trzymajcie kciuki mocno za jutrzejsza betę 🤞🏻🤞🏻🤞🏻

15 tc (14tc+1)

Ta pogoda mnie wykończy. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, jakbym mogła to bym latała cały dzień na golasa, a i tak byłoby za gorąco :/ nienawidzę upałów!! Męczę się okrutnie i najgorsze jest to, że mam świadomość, że to dopiero początek... :(((((

25dc
Ledwo żyje. Musiałam dziś wyjść wcześniej z pracy, bo chyba by mnie zbierali z ziemi. Gorączka, katar, kaszel i ten okrutny ból gardła.

O 19 mąż odebrał mnie z pracy i pojechałam na pogotowie. Antybiotyku niestety nie dostałam tylko jakieś leki na stan zapalny gardła. Czarno to widzę chociaż chciałabym się zdziwić. Niestety "mądra ja" zapomniałam o czymś na zbicie gorączki. Mąż w pracy, ja nie na chodzie więc muszę męczyć się do rana. Łamie mnie w kościach a najbardziej bolą węzły chłonne pachwowe. Nawet dźwiganie kubka z herbata to mega wyczyn. Powoli szykuje się do spania.

Nie wiem czy jest sens mierzyć temperaturę. I tak wyniki mam kosmiczne adekwatne do choroby. Obym szybko wyzdrowiała. Może akurat się udało a ja faszeruje się chemia. Byle do piątku :-)

Marti... Goniąc czas 5 czerwca 2018, 16:55

Odpowiadajac anakin :)

kwestia bolu porodowego: mysle, ze to bardzo indywidualna sprawa. jedno co uwazam sie sprawdza, to to ze skurcze porodowe przypominaja bole miesiaczkowe. ja na lezaco ledwo je znosilam na poczatku (miala podana oksytocyne na wywolanie porodu, ktora na szczescie zadzialala po 10 minutach, w neiktorych przypadkach podaje sie ja przez 6 h bez skutku i powtarza na nastepny dzien). ale zmiana pozycji i przejscie na [pilke bardzo mi pomoglo. zupelnie inne odczuwanie bolu. gdy sie nasilily bole dostalam gaz rozweselajacy, z ktorego korzystal tez moj maz :) i powiem tak. o ile na mnie nie dzialal rozweselajaco, ale bardziej stymulowal glebokie i wolne oddychanie, ktore pozwalalo uwolnic sie od bolu, o tyle moj moza kilka razy zasmial sie sam z siebie, przyznajac ze faktycznie rozwesela ;)

11 h naturalnego doprowadzilo mnie do 5cm rozwarcia. a wiec polowa drogi. niestety rozwarcie sie zatrzymalo. i jest to tez niestety jeden z minusow oksytocyny. w niektorych przypadkach tak ona dziala. plus trachykardia Oli, zagrozenie zamartwica, podwyzszone leukocyty (krew mialam badana co 2-3 h ze wzgeldu na dodatni wynik GBS), potem sie okazalo ze zmiana pozycji glowki malej w drogach rodnych, moje spadajace tetno i przy przenoszeniu na wozek na cesarke zielone wody... plus pepowina wokol szyi jak sie na stole okazalo, zakonczyky akcje porodwa cesarka. Bogu dziekuje, ze wynajelismy polozna, ktroa interweniowala blyskawicznie, gdy wszystkie spomniane okolicznosci zlozyly sie doslownie w jednej chwili.


aa jesli chodzi o znieczulenie. poporsilam o nie w okolicach 4 cm rozwarcia. mialam dwa wklocia w kregoslup : nie polecam, nieprzyjemne :) ale gdy zaczelo dzialac przestalam czuc jakiekolwiek skurcze! wtdy pozwolono mi na godzine odpoczynku (sen) i obserwacje czy rozwarcie sie zwiekszy. no ale jak juz wiecie, stanelo na 5 cm i koniec.

czy karmie piersia. pol na pol. niestety ilosc mleka nie wystarcza. moja laktacje uratowal sprzet Medeli i mowie o tym z pelna swiadomoscia. Ola calkiem ladnie przystawiala sie do piersi, ale po 7 godzinach jej niepokoju i podaniu przez polozna MM okazalo sie, ze dziecko zasnelo jak reka odjal, bo byla najzwyczajniej glodna. na poczatku byla padaka laktacyjna u nas. troche siary... w drugiej dobie moze pol lyzeczki od herbaty : taka ilosc. wiec zaczelam stymulacje laktatorem, maz kupil mi preparat na rozkrecenie laktacji (a ostrzegali mnie, ze bedzie nawal, zapalenie piersi itd - nic takiego sie nie stalo przy zbyt malej ilosci pokarmu) i doszlo do tego ze teraz jestem w stanie sciagnac jednorazowo ok 90 ml x4 dziennie. reszte posilkow je MM. trudno. dla mnie najwazniejsze, aby dziecko glodne nie bylo.robie wszystko co moge, ale jestem tylko czlowiekiem :) odciagam pokarm. mala w ten upal absolutnie nie chce sie przystawiac. poza tym czuje, ze ja sie poce, ona sie poci. nic przyjemnego. poza tym ciesze sie, ze tak ladnie je z butelki. kiedys nie bedzie problemu zeby zostawic ja z tata :) apetyt ma taki, ze smiejemy sie, ze sie rzuca na smoczek jak krokodyl na surowe mieso :)

co do wrazliwosci sutkow przy karmieniu. pierwsza doba i druga : non stop przystawialam. i faktycznie w drugiej dobie dzicko bardzo potrzebowalo bliskosci i byla totalnie nieodkladalna. sutki bolaly bardzo, ale znosnie. potem doszedl laktator. zaczelam smarowac sutki lanolina i to pomoglo. nie mam treaz zadnych ran (zeszla "pierwsza skora" z sutkow jednej nocy) i teraz jest naprawde ok.

mala przesypia prawie cale noce! musze ja wybudzac na jedzenie. w ciagu dnia pozwala sie poki co odlozyc, stad moge tu zajrzec. mam nadzieje, ze to sie nie zmieni :)

Beta w czwartek wyszła wysoka, jutro powtórka, testy sikane już pokazują dwie grube krechy,cycki zaczynają troszkę się odzywać. Jestem przeszczesliwa , dalej nie mogę uwierzyć w mój WYCZEKANY NATURALNY CUD. Dla mnie to jak historia nie do wiary myślałam, że jestem ostatnia osoba na świecie na którą taki CUD spadnie. W czwartek chyba będzie pierwsze usg i chyba jak usłyszę bicie serduszka dotrze do mnie ,że to naprawde czysta prawda🤩😍🥰

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 29 maja 2018, 14:48

34tyg+4dni

Dziś tzw ‘sądny dzień’. Czyli humor do d*** i atak paniki. Ryczę i ryczę i nie mogę się uspokoić. Do tej pory jakoś się trzymałam i nawet cieszyłam. Ale wizja porodu, która mi towarzyszy od kilku dni wisi nade mną jak czarna chmura. Dzięki dziewczyny za słowa pociechy, ale każdy z nas jest inny. Ja jestem pesymistką i to okropną. Widzę wszystko w najczarniejszych barwach. Rozmawiałam dziś z mamą i gadałyśmy o służbie zdrowia (że nie jest kolorowo) i o porodach itp. I mama starała się mnie ‘ugłaskać’ mówiąc ‘dasz radę, tyle dziewczyn daję, ja też dałam’ ale ja oczywiście szłam w zaparte mówiąc, że nie dam rady, że nie chcę dać rady. I wtedy mama wypaliła z tekstem, że po co się decydowałam na dziecko, skoro teraz ze wszystkim jestem na NIE. I jeszcze powiedział, że jak dziecko ma się wkrótce urodzić to trzeba się tym bardziej cieszyć. Zrobiło mi się mega przykro i smutno i po skończonej rozmowie przeprosiłam Zwierza, że znów wątpię w nas (tak samo chu**** było przez mniej/więcej pierwszą połowę ciąży, kiedy nie wierzyłam, że ciąża się w ogóle utrzyma). Wstyd mi przed samą sobą, naprawdę. Co ze mnie za matka :o(

17+2(18tc)
Cześć kochane! Po ostatniej wizycie u lekarza wszystko wporządku, nasza dzidzia rośnie już jest taka duża i .... uparta :p niestety nie wiemy kto mieszka w środku, ponieważ nasze dziecię leżało z nogami po turecku i w dodatku z pępowiną między nimi :) Machało rączką, drapało się po oczku a nawet poruszało stópką, ale nóg ani na sekundę nie wyprostowała :) no coż pozostało czekać nam dalej, najważniejsze, że wszystko jest dobrze. Następna szansa to 13 czerwca wtedy mamy badania połówkowe :)
coż poza tym ? od dwóch dni męczy mnie ból zęba na szczęście jutro idę do dentysty znalazł się jeden taki który znalazł dla mnie termin na już, inni nie robią sobie nic z tego, że jestem przy nadziei.
Brzuszek już widoczny, fajny jest, mój B ciągle mówi na mnie grubasku :D no nic wiadomo, że rosnę, ale przynajmniej na wadze nie ma tragedii tylko +1kg na razie ;)
ahh dopiero co zobaczyłam dwie kreski na teście a tu już połowa ciązy za mną.. no prawie połowa :) nigdy nie zapomnę tego dnia. Zrobiłam test po namowie koleżanki z pracy, wprawdzie @ spóźniała się dopiero 1 dzień więc myślę sobie po co? nasikałam na test zostawiłam na pralce i wyszłam z łazienki, jakież było moje zdziwienie jak po 5 minutach wróciłam z nastawieniem, że znowu zobaczę biel a tu kreska druga, słaba ale różowiutka taka, że widać było ją od razu. Pierwsze moje słowa jakie były to
"o kur@$%!" :D a potem zaczęłam płakać, szczerze do tej pory zastanawiam się z jakiego powodu... niby człowiek się stara o dziecko a gdy ten moment nastał, że się udało to się cieszy a jednocześnie przychodzi do głowy 10000 myśli i co teraz? co robić? gdzie pójść? dzwonić? kurde jestem w ciązy udało się. Te słowa nie śmiało przychodziły mi do głowy ale zdecydowanie to były łzy szczęscia i jednocześnie strachu bo brzuch bolał mnie bardzo, taki mocny okres, więc nie wiedziałam co się dzieje i chciałam do lekarza teraz już. Zadzwoniłam do mojego B (mimo tego, że w głowie miałam 1000 scenariuszy jak mu to oznajmię gdy się uda) cała zapłakana i mówię do niego : gdzie jesteś? (wtf był w pracy :P ) -no w pracy, - a co robisz?, -siedzę, -no to siedź, -a czemu ty płaczesz? , -bo chyba będziemy mieli dzidziusia... i potem chwila rozmowy i wysłałam mu zdjęcie testu. Mój B bardzo nie nastawiał się, że to ciąża, na początku nie widziałam radości powiedział, że boi się, że to tylko test ze jednak się nie udało bo kilka razy też tak miałam i nie byłam w ciąży. Na drugi dzień pojechałam na krew, oczywiście potwierdziła, że to 3 tydzień, zadzwoniłam do B i dopiero się ucieszył -no i super kochanie cieszę się! i tak to już poleciało, zaczynają się rozmowy do brzucha, głaskanie no i wyczekiwanie kto tam jest :) aaale się rozpisałam, tak mnie wzięło na wspomnienia, nie mogę się doczekać każdego USG żeby zobaczyć maluszka no i rozwiązania , żeby rozpocząć najpiękniejszą przygodę swojego życia..
ogólnie mam trochę problemy z ciśnieniem, bo za wysokie, moja gin przepisała mi leki i powinno być ok, martwię się trochę o ruchy brzdąca, troszke ale tylko troszkę miałam brzuszka przed ciążą i zastanawiam się czy to może mieć wpływ, ogólnie co jakiś czas pobolewa mnie z prawej strony, tam gdzie dzidziol ale poza tym może raz czułam takiego bąbelka, a tak to raczej jelita :P wiem, że mam sie jeszcze nie martwić więc staram się i jeszcze mam czas oby niedługo się bardziej uaktywnić, a u was jak było z tymi ruchami? boję się, że nie bedę w stanie ich rozpoznać..
Trzymam kciuki za was wszystkie kochane staraczki, bacznie podczytuję wasze pamiętniki, dużo z was przechodzi na fioletową stronę, ja na razie nie wykupiłam abonamentu i jakoś mi sie specjalnie na tym zależy :) pięknego dnia!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2018, 16:40

jak nigdy nie wiem co mam napisać

może krótko - beta 911 w 32dc (70 cykl starań)

kamila123 Nadzieja umiera ostatnia 2 czerwca 2018, 16:55

8 dc. Od kilku dni biorę multiwitaminy i pije siemię lniane i używamy żel . Zobaczymy później co dalej ale to dopiero po powrocie z pl :-) 24 godz pracy i wolneeeeee. Test owulacyjny jest bardzooooo jasna kreseczka wiec owulacja jeszcze za ponad tydz czyli już na wakacjach.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2018, 17:27

26dc 9dpo

Wyczekiwania ciąg dalszy... już tak blisko, żeby się wszystko wyjaśniło. Mam znów mieszane uczucia. Nie chce kolejnej porażki. Chce, żeby się udało.Mam duże nadzieje co do tego cyklu. Byłoby cudownie.

Nie czuje, żebym miała jakies typowe objawy towarzyszące ciąży. Jakiekolwiek, które zwiastowalyby ciaze przed terminem miesiączki. Bolą cycki ale zawsze bolą przed okresem, zawsze są ciężkie i tkliwe.
Jedyne co to... ogromny apetyt ale nie wiem od kiedy.. Co 3 godziny muszę zjeść coś tresciwego inaczej Armagedon. Czuje głod. Ogromny głód pomimo, że jem konkretne porcje. Jak nie zjem to zaraz burczy i burczy i o niczym nie jestem w stanie myśleć. Nie wiem czy to po tym Letroxie? Czy któraś z Was biorąc leki na tarczyce zauważyła ogromny apetyt?
Poza tym... mąż mi powiedział dziś, że od owulacji spie niespokojnie, rzucam się, krzyczę przez sen no i wiem, że ciągle mi się coś sni dziwnego. To raczej marny objaw ciąży, znaczy się zaden:D
A poza tym to reaguje na każde uklucie w brzuchu, każde wzdęcie i doszukuje się czy coś poczuje, jakieś zagniezdzenie, cokolwiek... Ale nic nie trwa jakoś dłużej, nic nie jest charakterystyczne. No cóż... I co mam myśleć. Na testowanie za wcześnie.
Tak sobie teraz myślę, że jeszcze nie mam ochoty na słodkie, zawsze przed miesiączką miałam napady wcinania słodyczy. Ciekawe kiedy mnie najdzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2018, 19:50

-23 dc-
-(a może 1 dc?)-
Dziś już dobry humor. W pracy powiedziałam, że mnie w przyszłym tygodniu nie będzie. Szef jak usłyszał o operacji to przyjął do wiadomości, a wieczorem jeszcze do mnie zadzwonił powiedzieć, że ma kilku bardzo dobrych znajomych lekarzy i chętnie pomoże. Zrobiło mi się bardzo miło.
Poza tym byłam u dentysty. Wszystko ok, ale mam się pokazać za 2 m-ce, bo jakiś cień jej się nie podoba. Za to wypaliła mi 3 afty. Powiedziała, że będzie boleć. Nie bolało. Tak samo mnie straszyli tatuażem za uchem, a później na żebrach, który był już konkretniejszy. Też nie bolało. Tzn. troszkę, ale tak przyjemnie. I przypomniałam sobie, że jestem odporna na ból. Więc nie mam zamiaru się bać jakiejś zasranej operacji. Przecież wiedzą co robią i nie każdy pacjent potrafi otworzyć paszczę tak, żeby na raz połknąć arbuza. Będzie dobrze <3

Przyszła @, 1 dzień przed terminem. Niby się spodziewałam, niby byłam przygotowana, ale i tak niezbyt się z niej cieszę. Pierwszy raz od bardzo dawna @ zaskoczyła mnie w trakcie pracy, zazwyczaj dostaję po powrocie do domu. Ale nie dziś, dziś mój organizm postanowił sprawdzić moją wytrzymałość na ból i zdolność do ukrywania tego oraz skupienia się na pracy.
Serio, myślałam że mnie rozerwie... Taki ból miałam tylko raz, po podaniu tabletki poronnej przed zabiegiem łyżeczkowania. Nie wiem czym to jest spowodowane.

Dobrze, że dzisiaj przed pracą pojechałam do kliniki po receptę na CLO. Od soboty będzie mi potrzebne, a w Trójmieście miałabym problem, żeby znaleźć lekarza.

W ogóle nasz wyjazd stanął dziś pod znakiem zapytania, rano kobitka od której mieliśmy wynająć pokój anulowała naszą rezerwację. Na szczęście Mąż znalazł hotel w miarę rozsądnej cenie. Wiem, że jest nieco rozczarowany tym, że dostałam @, bo to miał być nasz wyjazd. Ale jakoś mu to wynagrodzę. W ogóle nieco mnie zaskoczył, bo gdy powiedziałam mu, że przyszła @ to pogłaskał mnie po brzuchu i powiedział: "Widzisz, robi się nowa szansa". Dobrze, że chociaż on wierzy w to, że może następna IUI się uda, bo ja już straciłam nadzieję...

laira już wiemy, że chcemy ;-) 29 maja 2018, 23:06

zdecydowałąm ze pojde na ten oddział endokrynologiczny moze mi pomoga, moze dodiagnozuja
teraz sie z tym przespie

24 tydzien czyli 23+0

Jesteśmy coraz dalej, z małą wszystko dobrze, poza tym że jest okruszkiem. Ale to wina słabych przepływów które lekarz powiedział że będzie obserwować, póki co nie ma się co martwić.

Ja mam - 6kg na wadze od początku ciąży.
Waga ani drgnie.

Nati dostał się do przedszkola przez co kamień z serca.

Biała Azlia Co przyniesie los 2 czerwca 2018, 17:58

Dużo zmian nam się w życiu szykuje. Mąż zmienia pracę, ja też zmieniam miejsce pracy, tzn. firma ta sama tylko inna placówka, będziemy się przeprowadzać. Mam nadzieję, że nastanie w końcu lepszy czas dla nas dzięki tym zmianom. Powoli wracam myślami w temat starań. Jak tylko się zadomowimy w nowym miejscu to ruszamy z leczeniem. Nie wiem, jak będzie, bo mąż bierze asamax a on podobno wpływa na płodność, no ale zobaczymy. Może dzięki leczeniu to mu płodność wróci. Może tamto schorzenie miało negatywny wpływ na płodność. Myślę, że to już niedługo :)

33Cs 10dc

kolejna wizyta w szpitalu
krew+usg

tsh spadło do 2,26 (było 3,33)

jeśli dobrze pamiętam
Endo - 10
P - 16,13,11
L - 16,15,15,13,11,11

w poniedziałek (12dc) ponowne usg i krew

byłam w aptece i wykupiłam leki do końca cyklu - 300 zł

Cetrotide - 1 szt
Menopur 600 -1 szt
Ovitrelle - 1 szt
Luteina do śmiesznej - 2 op
Doxycyclinum - 1op

punkcja nadal w środę, chyba że jaja wystartują i będzie we wtorek
omg018.gif

14dc

Wczoraj miałam tak koszmarny ból głowy, że musiałam odwołać wszystkie zajęcia i nie wypuszczać M do pracy. Nie byłam fizycznie w stanie zajmować się małą. To pierwszy raz w historii mi się zdarzyło. Potem przyszła gigantyczna burza z gradem i ból jak ręką odjął.

Testy owulacyjne ciemniały z nia na dzień. Dzisiejszy jest zdecydowanie pozytywny, kreska testowa ciemniejsza od kontrolnej. Fajnie. W zeszłym miesiącu nie miałam takich atrakcji. Więc owulacja będzie jutro lub pojutrze. Cudownie, że zaryzykowaliśmy wczoraj ten conceive żel. Do 10 czerwca powinna być sprawa jasna czy tym razem nam się udało.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)